Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

 

ciekawe co piszecie. pytam, bo mnie nurtuje ostatnio taka kwestia, czym się różnią problemy z relacjami u osoby z bpd, od problemów w przypadku osobowości unikającej, bo w obydwu przypadkach występuje problem ze zbliżaniem się do innych. i czym różni się borderowy "lęk przed odrzuceniem" od tego samego lęku u osobowości unikającej.

możecie powiedzieć, że aktualnie jest w waszym życiu sporo intensywnych relacji? czy raczej były/są ale zawsze sprowadzają się do 2-3 osób w danym okresie czasu? ja mam wrażenie że owszem, mam znajomych, ale to są baaardzo luźne, powierzchowne i kruche relacje. w dodatku sama kontroluje, by nie stały się bliższe :? np. zachowuje się tak, jakbym chciała dać do zrozumienia że nie interesują mnie ich problemy i w ogóle porozmawiajmy sobie najlepiej o kolokwium albo o pogodzie :?

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no a interesują cie ich problemy?

 

otóż, bpd to jak pisałam gdzies ale chyba nie w tym temacie, to poziom ustrukturyzowania osobowości tak jak poziom neurotyczny lub psychotyczny i na tych poziomach mogą występować wszystkie dowolne zaburzenia osobowosci. mozna miec bpd i osobowosc np unikową. o do lęku to np o soby unikającej i neurotycznej bedzie on mniej niszczacy i mniej uwszechogarniający a na poziomie bpd bedzie oznaczla śmierć, na poziomie psychotyczym bedzie to lek psychotyczny, przed rozpadem

 

ja mam zawsze kilka tylko blizszych relacji, teraz tylko 2 z partnerem i terapeutka

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja generalnie najchetniej spedzam czas z kims, z kim moge sie wyluzowac. a takich osob malo. w pozostalych przypadkach jestem spieta, nerwowa, boje sie, ze widza, ze jestem inna. nie chce sie narzucac, mysle, ze jestem gorsza.

jesli chodzi o relacje damsko-meskie, to za wszelka cene staralam sie zawsze zblizyc do tej osoby, ale nie bezposrednio- zlapac ja na haczyk, udajac kogos innego. jak juz kiedys (chyba) tu pisalam- moglam byc idealna dla kazdego, bo zawsze potrafilam wcielic sie w role osoby, ktorej dany facet akurat potrzebowal. a pozniej wychodzilo z czasem...

 

jesli chodzi o "lek przed odrzuceniem"- mam to, ale u mnie jest to dziwne. dopoki mam kontrole jest ok. dopoki wiem, ze facet zrobi dla mnie wszystko jest ok. i nawet, jesli po jakims czasie, ktory uplynal bedac razem, on chcialby mnie zostawic- nie byloby tragedii. najgorzej jest, kiedy nowo poznany albo w pierwszych fazach zwiazku facet mnie opuszcza. to jest bol. czemu? niewiem.

 

mysle, ze u borderow chodzi o to, ze my staramy sie miec kogos, a pozniej odpychamy ta osobe. rodzaj kontroli- chyba. bo ja nigdy dlugo nie wytrzymywalam. ale zawsze byl ktos nastepny, wiec bylam zabezpieczona. osobowosc unikajaca wogole nie podejmuje proby/walki.

 

ps: powiedzialam mu wczoraj. jestem soba coraz bardziej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bo generalnie to spotkalismy sie, bo on chcial pogadac. chcial wiedziec, na czym stoi, bo wg. niego sie wogole nie angazowalam. a ja poprostu nie chcialam sie w nim zatracic, jak to zawsze bywalo. chcialam miec swoj wlasny swiat.

zdecydowalam sie mu powiedziec, bo uznalam, ze to ten moment. latwo nie bylo, stalismy na parkingu przez godzine. tzn. on stal, ja odpalalam peta od poprzedniego i zataczalam kolka. on wie, ze mam zaburzenia osobowosci, zna czesc mojej historii. jego reakcja? pytal, jak to sie objawia, czy przeszkadza... powiedzialam mu prawde. chyba nie chce rezygnowac ze mnie. trzymam jednak dystans, bo wiem, ze to moze nie potrwac dlugo. aczkolwiek kazde z nas wie juz, na czym stoi... i zrobilo sie jakos inaczej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam tak, że w relacjach dominuje idealizacja i dewaluacja. Mam kilkoro przyjaciół i ich idealizuję, a pozostałe osoby dewaluuję i aktualnie w ogóle nie wchodzę w nowe relacje. Najśmieszniejsze jest jednak to, że pomimo idealizacji przyjaciół unikam kontaktu z nimi. Chyba są zbyt idealni jak dla mnie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Selma, :shock: pierwszy raz się spotykam tu na forum z tym, że ktoś ogarnia zagadnienie poziomów organizacji osobowości w kontekście bpd. tylko nigdzie nie znalazłam informacji, czy faktycznie wszystkie zdefiniowane z.o. mogą się objawiać na poziomie bpd. na pewno tyczyło sie to histrioników, os. zależnej i już nie pamietam jakiej jeszcze.

btw, jeśli przyjąć że bpd to poziom organizacji JA, to jak ci sie wydaje, możliwe jest, żeby jednocześnie być borderem i narcyzem? czytałam kiedyś o takiej opcji terapeutycznej, że można tak prowadzić bpd, żeby rozwinęło się w narcyza, bo ten poziom o wiele łatwiej się leczy.

depresja to strata i tłumiona złość

to owszem. w moim przypadku depresja (więcej, totalna niemoc, unieruchomienie) to niewydalona złość wracająca w postaci autoagresji tylko wyjątkowo biernej, rozkładającej mnie na czynniki pierwsze :?

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja nie wiem nic o prowadzeniu z zaburzenia w zaburzenie, to byloby nieetyczne raczej

ja czytalam ze wszystkie (Nancy McWilliams, super przystepnie jak na takie zagadnienia pisze)

co to narcyzmu to sa cale dyskusje czym jest i gdzie go dopasowac, ja nie ogarniam tego tematu. mysle ze wiele jest mozliwe, to tylko uproszczenia;]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

myślę, że faktycznie moze działać. czytałam hierarchię celów terapeutycznych które ustaliła, wydają się bardzo sensowne i logiczne. ale to takie moje odczucia, sama jestem na psychodynamicznej nigdy osobiście nie miałam styczności z poznawczo-behawioralną, tak na prawde nie wiem czym się różni w praktyce od psychodynamicznej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

btw, jeśli przyjąć że bpd to poziom organizacji JA, to jak ci sie wydaje, możliwe jest, żeby jednocześnie być borderem i narcyzem? czytałam kiedyś o takiej opcji terapeutycznej, że można tak prowadzić bpd, żeby rozwinęło się w narcyza, bo ten poziom o wiele łatwiej się leczy.

ja kiedys z ciekawosci czytalam taka fachowa ksiazke i dokladnie tak tam bylo napisane. Ale nie pamietam tytulu. Jakieos Otto cos tam? czy to nie on?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja z innej beczki. Jak sobie radzicie z przerażającym lękiem przed odrzuceniem? Ja panicznie boję się odrzucenia, a jednocześnie tak naprawdę sama sobie na to pracuję, bo od dłuższego czasu unikam kontaktu z przyjaciółmi. Piszą do mnie, próbują wyrwać z domu, a ja nic. Czasami nawet nie odpisuję. Mam do nich żal za to, że nie odwiedzili mnie w szpitalu, kiedy tak bardzo ich potrzebowałam, ale nie potrafię jawnie tego okazać. Zamiast tego unikam konfrontacji i... coraz bardziej boję się odrzucenia. Jak sobie z tym poradzić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Selma, no w terapii to może faktycznie nie pomaga jakoś szczególnie :roll: ale też bym nie powiedziała, że szkodzi. jak ktoś ma rozum, to nie patrzy na siebie przez pryzmat podręcznikowych objawów, tylko koncentruje sie na swoich realnych problemach, z czym faktycznie sie zmaga. chociaż no dobra, ja mam często tak, że t. mówi do mnie "ludzkim" językiem, opisowo, a mnie w głowie przelatują skojarzenia "o, chęć zlania się z dobrym obiektem", "o, pofragmentowanie tożsamości", itp. innym razem to bedzie dramatyczna (żeby nie powiedzieć absurdalna) próba zatrzymania t., żeby mnie nie opuszczała w moim mniemaniu. sama już nie wiem, ja poprostu traktuje siebie jak taką mysz doświadczalną, wpuszczoną do akwarium. abstrahuję od tego, że chodzi o mnie i rozpatruje swoje objawy z perspektywy obserwatora, bez wzruszenia czy innych uczuć, poprostu to mam, o, a tego nie mam. :roll: .

 

-- 10 lis 2012, 21:20 --

 

nienormalna21, nie radzę sobie. nie umawiam sie poprostu, wykręcam się gładko ile tylko moge. moim zdaniem nie ma takiej opcji, żeby coś z tym samodzielnie zrobić. namawianie "próbuj, może tym razem sie przełamiesz i bedzie ok" jest bzdurą. jeśli masz deficyty osobowościowe to takie próbowanie tylko pogłębi cię w przekonaniu że nie nadajesz sie do bliskich relacji. tylko terapia może ponaprawiać takie rzeczy, a jak faktycznie bedzie działać to wtedy nie bedziesz zadawać takich pytań, poprostu wyjdziesz do ludzi raz i drugi i w ten sposób odczujesz zmianę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zielona miętowa, ja się zaczęłam nad tym zastanawiać, bo wcześniej idealizowałam przyjaciół do granic możliwości i był moment kiedy bardzo angażowałam się w relacje. Nawet aż za bardzo. Teraz wszystko się zmieniło i wykręcam się jak tylko mogę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hmm. znam to, też tak miałam. dochodziłam do wniosku w pewnym punkcie, na pewnym etapie pogłebiania relacji, że oni są jednak beznadziejni, i ja nie moge z nimi sie dłużej widywać, bo np. marnuje czas, irytują mnie i po prostu nie chce. w tej chwili mam raczej tak, że sama jestem rozłożona na czynniki pierwsze, mam galopujące poczucie własnej beznadziejności i nie chce, żeby z taką mną przebywali. nieraz nie potrafię się nawet odezwać w towarzystwie. uważam że nie zniosą mnie takiej, jaką jestem :-|

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

że oni są jednak beznadziejni, i ja nie moge z nimi sie dłużej widywać, bo np. marnuje czas, irytują mnie i po prostu nie chce
ja, mimo że mam im za złe pewne zachowania, mam zupełnie inaczej. Uważam, że raczej powinnam się odsunąć, bo nie zasługuję na znajomość z nimi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

co do lęku.. ja go tłumię :105: udaję że nie ma i jak najwięcej przebywam z ludźmi, wielu do siebie zrażam i wtedy jest bol, wielu okazuje sie zaburzonymi i ci mnie zostawiają nagle i boleśnie, ale, w sumie dobrze.

lata całe unikałam ludzi, teraz przeważa lgnięcie. strasznie sie robi w naprawde bliskich relacjach

 

zielona

no i wlasnie to dystansowanie si eod siebie, traktowanie sie jak przypadek, nieczuło tak. mam z tym problem i przezkadza mi to w skontaktowaniu sie ze strasznymi emocjami, spowalnia terapie. chociaz tez broni i wiem ze pogłębiam swoją wiedzę żeby w ogole w terapii wytrzymać.

czasem to pomaga mi cos zrozumiec, cos do czego terapeutka mnei juz 'przygotowywala', na zasadzie trafienia na jakies dobre sformułowanie. ale generalnie nadmiar teorii nic nie daje. co z tego ze wiem ze dobry zły obiekt? pozwala mi to jakos ogarnąć chaos i nie wyć z przerażenia, ale poza tum chyba spowalnia wgląd.

najwazniejsze to co na poczatku napisalam - dystans do siebie jest raczej smutny a nie jest powodem do domy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a propos, macie tak, że odczuwacie niechęć do ludzi, np. Waszych przyjaciół zupełnie bez powodu? Jednego dnia bawi Was ich towarzystwo a za tydzień wszystko potrafi prysnąć i w ogole nie wiem, co ja w nich widziałam. Nawet nie umiem powiedzieć, co się psuje, bo oni są wciąż tacy sami a ja nagle mam wrażenie że są dla mnie obcy. Nie chodzi o to, ze stwierdzam że są beznadziejni czy że ja na nich nie zasługuję, jak już wspomniałyście wyżej, ale po prostu jakbym ich nie znała. Najgorsze, że zdaję sobie sprawę z tego, ze to tylko jakaś moja fanaberia i już nauczyłam się, że mam ludzi do których zawsze wrócę i już. Ale takie rotacje są dołujące.

Już nie wpominając, że czuję się potem wobec nic źle, odwołuje spotkania, unikam ich i a potem chce wrócić. Ale czasem po prostu przeraża i zniechęca mnie spotkanie z najlepszą przyjaciółką i idę na nie jak na ściecie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Selma, no dla mnie największa korzyść z tej wiedzy to właśnie taka, że łatwiej jest mi zrozumieć co jest ze mną grane. z chaosu wyłaniają się ramki, już wiadomo mniejwięcej na czym sie stoi. ciężko mi powiedzieć, czy w moim przypadku to opóźnia wgląd w siebie. podczas sesji staram sie o tym poporsut nie myśleć, odsuwać od siebie te skojarzenia o których pisałam wcześniej. a że dystans do siebie jest smutny, no na pewno jest. w moim przypadku to jest ewidentny przejaw porzucenia siebie, uprzedmiotowienia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×