Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

buszujacywtrawie, Płacz na sesji, w obecności terapeuty to dowód na to, że pacjent na tyle zaufał terapeucie, że nie wstydzi się przed nim otworzyć bo pokazuje emocje i trudne dla siebie stany.

Są też osoby, które nie są wylewne z natury, nie muszą wtedy płakać, mogą szczegółowo opisywać swoje odczucia i uczucia, wtedy pokazują swój głęboki smutek, radość etc.

Terapeuta może zdiagnozować BPD wówczas kiedy zaobserwuje większość zachowań charakterystycznych dla danego zaburzenia.

Każdy z nas ma cechy, które mogą przyporządkować nas pod jakieś zaburzenie. Chodzi o to, żeby przepracować trudności, z którymi na co dzień borykasz się.

izzie, porusz na sesji ten problem. Może już jesteś na takim etapie, że chcesz jak najwięcej wyciągnąć dla siebie z sesji. A może masz jakieś trudności, o których jeszcze nie jesteś w stanie rozmawiać z terapeutą, dlatego twierdzisz, że sesja, na której nie płaczesz jest straconą sesją.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

*Monika*, wielokrotnie ten temat był poruszany. I zawsze wychodziło, że gdzieś tam w pewnym momencie mówię sobie STOP, ogarniam się i nie płaczę, że rozumiem płacz jako wstyd, a ja przecież zawsze chcę być taka silna. Ale przedwczoraj byłam załzawiona, bo przed sesją dużo płakałam i byłam przekonana, że mówiąc o zbliżającej się śmierci bliskiej osoby wybuchnę płaczem i nic takiego się nie stało. Rozmawiałam z terapeutką już na wszystkie tematy, również te najbardziej bolesne- jest jedyną osobą, która wie o pewnych sprawach. I nie potrafiłam płakać. Ale- dosłownie w momencie zamknięcia drzwi od gabinetu, zacząć płakać na korytarzu, wtedy szybko do łazienki i w ryk i T. widziała mnie w takiej sytuacji- zapłakaną, spazmującą, bo szła wtedy za mną, oczywiście przypadkowo... I myślę sobię, że gdybyśmy z terapeutką poszły np. na jakiś głupi spacer, albo gdyby przyjechała do mnie, albo byśmy poszły w jakiekolwiek inne miejsce, to bym umiała zapłakać przy niej. A może tylko to taka wymówka. Nie wiem. Cały czas powtarzam na sesji, że "ten fotel mnie ogranicza, ten gabinet mnie ogranicza, źle się w nim czuję".

Chyba nie chodzi u mnie o kwestie zaufania, bo ufam mojej terapeutce. Ufam jak nikomu innemu. Chociaż na 2 óch ost.sesjach potrzebowałam b.jej wsparcia i myślę, że dużo z siebie dałam i chciałam maksymalnie wyciągnąć z sesji, a to chyba ona spieprzyła sprawę. Już nie chcę mi się w to zagłębiać.

W każdym razie, u mnie jest kontrola non stop. Nawet przy niej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

izzie, No widzisz... czyli czujesz to, że kontrolujesz sytuacje. Dlaczego tak bardzo chcesz wszystko kontrolować? Bo się wstydzisz tak?

Po prostu... powiedz Terapeutce, że gdy się wstydzisz to masz blokadę.

Słuchaj... na pewno traktujesz ją na zasadzie przeniesienia jak osobę dla Ciebie ważną. Masz też taką osobę poza terapią? Może nieświadomie terapeutkę z nią identyfikujesz?

Pamiętaj... ona Cię nie oceni, nie zdradzi Twoich "tajemnic". To terapeuta.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

buszujacywtrawie, widocznie tak już mam, że nie płaczę przy kimś, nawet przy terapeutce. I chyba muszę przestać myśleć, że jeżeli nie płaczę na sesji, to ta sesja nie jest poprawna, efektywna, gorsza od sesji, na której bym płakała. Aczkolwiek zastanawia mnie dlaczego tak się dzieje.

Ja mam to samo a w domu ryczę czasem całą noc albo dzień. Albo gdy nikt nie patrzy. Nigdy przy ludziach. Nawet na terapii. Mówię o jakichś potwornych rzeczach a nie potrafię się rozpłakać. Dopiero po wyjściu mnie puszcza i idę ze spuszczoną głową i wzrokiem wbitym w chodnik żeby nikt nie widział, że płaczę a jak wejdę do domu to już całkowita masakra. Wtedy to już rozpacz mnie ogarnia i nie mogę przestać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam wszystkich. Czy jest jakas osoba, ktora moglaby mi pomoc i odpowiedziec na pare pytan odnosnie borderline? Strasznie sie zadreczam moja byla dziewczyna i nie jestem pewien czy wszystko jest w porzadku z nia.. (najlepiej by bylo jakby byla mozliwosc rozmowy prywatnej na jakims komunikatorze gg/fb/cokolwiek) . Z gory dziekuje za pomoc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

*Monika*, Tak,ta kontrola jest cały czas. Najbardziej kontroluję się, żeby nie płakać, w innych sprawach już umiem sobie odpuścić. Czy się wstydzę ? No właśnie nie wiem. Wydaję mi się, że to nie o to chodzi, ale podejrzewam, że tylko mi się wydaje. Nie potrafię nawet przed sobą się przyznać, że się wstydzę. To słowo "wstyd" bardzo często jest przemycane gdzieś między słowami przez terapeutke, bo wie, że jest z tym duży problem. Na pewno tj.silne przeniesienie.

Ja wiem, że ona nie będzie się ze mnie śmiać, nie nakrzyczy, nie oceni, ja to wszystko wiem i przekonałam się o tym niejednokrotnie, ale mimo wszystko płakać nie umiem.

Na razie nie mam siły się w to zagłębiać, bo w nocy zmarł mi dziadzio, jutro pogrzeb i jestem trochę rozbita.

 

-- 23 mar 2015, 14:30 --

 

siostrawiatru, witaj w klubie, trochę marnym, ale zawsze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

huśtawka, znowu wszystko się wali...

 

izzie, u mnie płacz pojawił się chyba na dwóch sesjach, uważam, że pomagał. Czułam się po tych sesjach lepiej. Żałuję, że nie mogłam się bardziej otworzyć przed terapeutką... Trzymam za Ciebie kciuki!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

izzie, To może jak pójdziesz na następną terapię to powiedz, ze chcesz porozmawiać na temat wstydu, co? Wyjdziesz z inicjatywą i zobaczysz jak się temat potoczy. Myślę, że coś jest na rzeczy. A jak Twoi rodzice podchodzili do spraw wstydliwych? Były takie sytuacje, w których wstydziłaś się przed nimi? Jak wtedy reagowali?

 

Wyrazy współczucia z powodu dziadka :( Trzymaj się jakoś...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

izzie, a czy w ogóle odczuwasz potrzebę płakania przy kimś? Wiesz, może sie równie dobrze okazać, że niepotrzebnie sie tym tematem zadręczasz. Może po prostu sama z góry uznajesz, że fakt, iż nie potrafisz płakac przy terapeucie (pomimo dużego zaufania) za coś "złego" a wcale takie być nie musi. A przez takie myślenie człowiek często sam się nakręca, a może wystarczy po prostu nie analizować tego non-stop.

Inna rzecz to taka, że być może im intensywniej będziesz o tym rozmyslać tym bardziej może coś Cię będzie blokować. A może wystarczy odrobinę wyluzować i człowiek nawet nie zauważy a się przełamie ;).

 

Ja np. zupełnie nie odczuwam potrzeby płakania przy kimkolwiek niezaleznie od tego o czym rozmawiam i jakie wzbudza to we mnie emocje i nie uważam tego za coś dziwnego - po prostu tak mam i pewnie nie tylko ja ;).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja np. zupełnie nie odczuwam potrzeby płakania przy kimkolwiek niezaleznie od tego o czym rozmawiam i jakie wzbudza to we mnie emocje i nie uważam tego za coś dziwnego - po prostu tak mam i pewnie nie tylko ja ;).

Ja nie uważam, że to jakieś dziwne, ale ja tak nie mam. Mi bardzo często chce się płakać tylko nie przy ludziach a jak złapie mnie przy ludziach to uciekam gdzieś i zaszywam się w jakimś kącie żeby nikt nie widział, że płaczę. Chyba myślę, że jak się rozpłaczę przy ludziach to oni pomyślą, że robię z siebie ofiarę i próbuję wyłudzić ich współczucie i chęć pocieszenia. Ale tak nie jest. Płaczę jak cierpię a nie jak czegoś chcę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie zawsze tak miałam ;).

Dla mnie płacz przy kimś to oznaka 100% zaufania bo to okazywanie słabości. Mogę rozmawiać z kimś na jakikolwiek nawet najbardziej osobisty temat ale to wcale nie oznacza, że mam do kogoś zaufanie. A jako, że generalnie ludziom nie ufam to z biegiem czasu odeszło mi odczuwanie potrzeby płakania przy kimś i po prostu zupełnie się nad tym nie zasanawiam - po prostu tak mam i wcale mi to nie przeszkadza.

 

-- 24 mar 2015, 16:56 --

 

Chyba myślę, że jak się rozpłaczę przy ludziach to oni pomyślą, że robię z siebie ofiarę i próbuję wyłudzić ich współczucie i chęć pocieszenia. Ale tak nie jest. Płaczę jak cierpię a nie jak czegoś chcę.

No i bardzo duży błąd bo po pierwsze takie sytuacje dobrze weryfikują znajomości a po drugie być może tracisz okazję, aby ktoś pomógł Ci poczuć się lepiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pojutrze mam sesje i moze o tym wspomne,chociaz poki co jestem w rozsypce po pogrzebie. Bylam b.zwiazana z dziadziem. Caly czas do mnie nie dociera,ze juz go nie ma.

Dzisiaj na pogrzebie oczywiscie plakalam i b.sie tego wstydzilam,caly czas zerkala na mnie mama. Ale nie wiem czy z troski,czy tak po prostu,czy z jeszcze jakiegos innego powodu.

Chyba caly czas uwazam,ze placz to slabosc.

blah!blah!, oczywiscir,ze odczuwam potrzebe plakania przy kims. Ale sie powstrzymuje. Zawsze jest to magiczne stop i wrecz odcinanie sie od emocji.

Tak wlasnie chyba jest, ze im wiecej sie tym zadreczam,to wieksza powstaje blokada I kolo sie zamyka.

 

Dzisiaj juz chyba nie jestem w stanie wiecej napisac.

 

-- 24 mar 2015, 22:28 --

 

blah!blah!, u mnie to raczej nie jest kwestia zaufania.

 

-- 24 mar 2015, 22:31 --

 

*Monika*, dzięki.

U mnie w domu nie istnieje slowo wstyd. nie rozmawia sie o tym,tylko unika tematu. Jezeli cos wstydliwego sie stanie to jest obracane w zart,unikane. Ale to nie zawsze tak. Czasami postawa mamy jest jak najbardziej wspierajaca, tato raczej jest biErny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wyszperane w necie: http://emocje.pro/category/problemy/osobowosc-borderline/

 

u mnie lipa. 3 miesiące było idealnie, pełna mobilizacja i koncentracja by walczyć ze swoimi słabościami, udawało się, aż małe gówno wszystko popsuło... kamyczek który wywołał lawinę, kłótnia o to, że mój facet nie odebrał telefonu, no i poszłoooo... zerwania, powroty... wszystko to z czym niby już się uporałam. Próba S. rzucenie terapii, rzucenie psychiatry... powrót do punktu wyjścia. 2/10 chujowe, nie polecam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dream*, trzymaj się jakoś. Mogę tylko napisać, że mimo, że zakończył się mój związek jakiś miesiąc temu to nadal resztki obsesji zostały. Oboje nie wytrzymywaliśmy. Nie poddawaj się, chodź dalej do swojego T.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dream*, trzymaj się jakoś. Mogę tylko napisać, że mimo, że zakończył się mój związek jakiś miesiąc temu to nadal resztki obsesji zostały. Oboje nie wytrzymywaliśmy. Nie poddawaj się, chodź dalej do swojego T.

 

Conessa, ten o którym kiedyś pisałaś w problemach w związku i rodzinie? Jeśli inny to wybacz ignorancję, chwilkę mnie nie było.

Jak się czujesz? Jak sobie radzisz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dream*, a dlaczego rzuciłaś terapię i psychiatrę (jeśli to zbyt osobiste pytanie, to przepraszam)?

 

terapię rzuciłam bo postanowiłam o S. i byłam wręcz pewna, że się uda więc napisałam mojej T. że dziękuję jej za poświęcony czas, że czuję się zdrowa itp, nie chciałam jej robić przykrości bo może by się martwiła gdybym nie przyszła na następne spotkanie czy coś.

 

A psychiatrę rzuciłam, bo mimo całej wielkiej sympatii, jeśli płaci się za spotkanie 140zł a gdy chcę się umówić to najbliższe terminy są za miesiąc to pieprzę, na NFZ się krócej czeka :) No i miałam zły dzień, więc tupnęłam nogą.

Zmieniłam lekarza, ale to też śmieszna sprawa bo nie miałam dowodu ani nic bo zgubiłam, przyjął mnie tylko dlatego, że wiedział o mojej próbie s. - dobry człowiek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chyba muszę zwiększyć dawkę leku, bo oczy mi się zeszkliły, gdy tak przeczytałem o tym, co realnie planowałaś (wcześniej jakoś mi to umknęło). Dziwnie się czuję z tym, że zadałem pytanie komuś, kogo mogło już nie być. :(

 

Bardzo się cieszę, że Ci się nie udało! I nie, nie jestem chwiejny emocjonalnie, po prostu jakoś tak nie byłem gotowy na to, co napisałaś. I te święta są, jajko obok, zajączek. Masz sobie dobrze zjeść i się nie poddawać! Nie chciałabyś mnie zezłościć, wierz mi. :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

drzewko szczęścia

jednak z tym S, to nie taka prosta sprawa jakby się wydawało. na szczęście.

no ale niestety, tak to jest, że żeby poczuć, że jednak chcę żyć, muszę się targnąć. żeby poczuć, że kogoś kocham, muszę zerwać żeby poczuć, że chcę wrócić, żeby zobaczyć, że na czymś jednak mi zależy, muszę to spieprzyć żeby poczuć wolę walki o naprawienie tego. okropnie męcząca sprawa...

 

Conessa, nie jestem pamiętliwa, zwłaszcza po lamo... po prostu było mi smutno czytając jak się męczyłaś z tym dupkiem więc wryło mi się w pamięć.

heh, znam tą obsesję... najczęściej mija... ale niestety zwykle dopiero gdy się zakochasz w kimś innym.

A poza tym jak się z tym czujesz? lepiej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak odróżnić depresję od borderline, a może nie da się tego zrobić? Obecnie leczę się na depresję, ale po pół roku brania leków, lekarz dosłownie mi nigdy nie powiedział co mi dolega, po prostu bierz pan fluoksetyne i tyle... Tak sobie ostatnio myślę, że borderline idealnie do mnie pasuje.

 

Krótkie info ze strony opisującej border:

 

"Osoby z BPD nie potrafią regulować własnych emocji. Są bardzo wrażliwe, łatwo je zranić. Zdarzenie bez znaczenia dla kogoś innego, dla tej osoby może być katastrofą. Emocje są bardzo intensywne, życie jest pełne dramatów, skrajnych przeżyć. Łatwo się zakochują, łatwo wpadają w zachwyt i entuzjazm. Równie łatwo ogarnia je czarna rozpacz, wściekłość, czy gorzkie upokorzenie. Emocje długo się utrzymują, niejednokrotnie osoba potrzebuje kilku dni, żeby dojść do siebie. Zwykle są świadome tej wrażliwości, podatności na zranienie."

 

W 100% ja - przesadnie wrażliwy, zmieniający pare razy dziennie nastrój - rano dół, za 3 godziny nagle jest świetnie, a za godzinę znowu dół - i tak codziennie. Raz wydaje mi się, że daną osobę uwielbiam, kocham, a za dzień dwa jej nienawidzę. Nie przyjmuje żadnej krytyki, gdyż powoduje to u mnie straszny nastrój. Często stawiam sobie za wysokie cele(to w tym okresie czasu, gdy czuję się świetnie), a potem nie mogę ich spełnić, gdyż sobią ponad moje umiejętności. Sprzecznie emocje, nagłe pojawiające się szczęście i jednocześnie smutek, żal, ciągły stres. Strach przed odrzuceniem, boję się że przyjaciele, znajomi się ode mnie odsuną i zostanę sam... i próbuje za wszelką cenę do tego nie dopuścic... nawet jeśli to nie jest tego warte.. Taki jestem już od urodzenia.

 

Więc ludzie, da się w 100% stwierdzić czy to chad czy borderline, bo lekarze widocznie maja to gleboko w d.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Caipirinha, na BPD składa się wiele różnorodnych zachowań. Przeważnie BPD idzie w parze z zaburzeniami lękowo - depresyjnymi. Mając zdiagnozowane BPD można mieć/ma się depresję lub/i nerwicę.

Radzę samemu nie diagnozować się. Czytając różne opracowania w necie na temat zaburzenia osobowości typu BPD mogłabym stwierdzić, że wiele zachowań do mnie pasuje, co nie oznacza, że mam zaburzenia ze spektrum BPD.

Fajnie byłoby, gdyby Cię zdiagnozowano i pod tym katem prowadzono psychoterapię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Caipirinha, a jak długo się już leczysz?

mi to się w ogóle wydaje, że lekarzom ciężko diagnozować bpd, wiesz, niby przeprowadzają wywiad, ale jak nie ma tam jakiejś ewidentnej autoagresji i ryzykownych zachowań to moim zdaniem praktycznie nie ma szans, że Ci wpiszą bpd. Może w szpitalu.

Ale przy standardowych wizytach to na pierwzej/ch wizytach przeprowadzają wywiad, zbierają dane, a później już głównie pytają jak czujesz się po lekach, o uboki, blablabla, widują Cię raz na pare miesięcy, jak mają dostrzec takie subtelności jak zmiany nastroju? kiedy przy BPD zazwyczaj na wizycie opowiada się o tym jak TERAZ się czujesz, bo, mam wrażenię, zaburzenie to cechuje takie przeświadczenie, że tak już zostanie, np jest dobrze - hurra optymizm, blablabla i wydaje Ci się, że jesteś najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi i już zawsze tak będzie, prestaje być ważne, że jeszcze wczoraj byłeś załamany. No i to bardzo utrudnia diagnozę. Dochodzi do tego różnicowanie ChAD od BPD, i pytanie gdzie np kończy się DDA/DDD a zaczyna BPD? nie są to niestety łatwe sprawy i diagnozowanie zab os. wymaga czasu.

np. u mnie bpd 'zdiagnozowała' dopiero T. która była na bierząco z moimi OBECNYMI problemami, a nie tylko tymi które lekarz znał z wywiadu. Mogła obserwować w czasie teraźniejszym zmiany nastroju czy interpretacji niektórych zdarzeń...rozwoju relacji z innymi... i tak dalej.

Chociaż dla mnie diagnoza postawiona przez psychologa-terapeutę nie jest jakaś wiążąca. nawet jeśli to psycholog kliniczny to jednak nie lekarz. Ale przynajmniej trochę pokazała kierunek terapii. Choć zgadzam się z twierdzeniem T. że ważniejsze od diagnozy która jest tylko nic nie mówiącą "efką" w Twojej karcie, jest odpowiednie 'zdiagnozowanie' TWOICH indywidualnych problemów i skupienie się na nich.

 

W ogóle muszę wrócić na terapię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×