Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

Gość abstrakcyjna

huśtawka, Nie napisałam nigdzie, że powinna zacząć brać leków. Zapytałam z ciekawości dlaczego ich nie bierze. Ja jestem przeciwniczką leków z różnych powodów. ;)

A co do Ciebie to fajnie, że odważyłaś się powiedzieć matce o wszystkim. Może coś ruszy ku dobremu u Ciebie. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"och, wow, lovely" :) tez ja lubię. Jestem w takim chaosie ze sensownie pisać nie umiem i przeoczam pytania. 2lata temu odstawilam leki bo dobrze się czulam. W sumie radzilam jakoś bez nich do momentu aż nie bylam w związku. Radzilam dobrze to moze kiepskie określenie bo robilam mase inych niszczących głupstw, ale nie mając partnera, kogoś bliskiego, nie czepialam sie i nie wybuchalam. Ale to doprowadzili mnie do problemow i do dnia wczorajszego. W sumie dopiero teraz zauważyłam, ze juz ponad rok temu zaczely sie problemy z pójściem do pracy, zawalaniem jej, aż w końcu upadłam. Dlatego powinnam sie jakoś podniesc wspomagaczem bo sama juz nie daję rady.

 

-- 04 sty 2015, 02:23 --

 

huśtawka, dziekuje, myślę ze tak pewnie zrobię. Co do tego ze powiedzialas mamie to nie wiem czy wiesz ale to duży krok. Ja ze swoją boje sie porozmawiac, raz próbowałam, sparzylam sie tylko. A taki podobny problem powinnam poruszyć z ojcem, ale obawiam się ze nigdy tego nie zrobię bo zwyczajnie jest to dla mnie obcy facet.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Conessa,

Ja to rozumiem...Ech,ile bym nie dała by mieć te wiedzę jaką teraz mam 8 lat temu...Jak byłam w ciąży to odstawiałam takie hardcory że szkoda gadać.Waliłam głową w ścianę do nieprzytomności...masakra...Nie dziwię się że mój ślubny ze mną nie wytrzymał choć on też był zaburzony.Ale teraz,z perspektywy czasu to widzę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi tez nie podoba sie opcja brania lekow bo ciezko mi bylo je odstawiać, dreszcze, trzęsienie się, mdlosci a powolutku schodzilam z dawek, no i to takie sztuczne ale chyba wyjscia nie ma czasem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie ten teledysk Sia to totalnie wyprowadził z równowagi....jestem w totalnym chaosie psychicznym...

 

-- 04 sty 2015, 01:48 --

 

Dziewczynki,ile to ja bym nie dała by 10 lat temu ktoś się mną zainteresował i przepisał leki...Mam 38 lat i wiele w życiu straciłam...Jeśli możecie btać leki to bierzcie,dziewczyny.Z roku na rok będzie lepiej,ale macie szanse by przeżyć to łagodniej..ja takiej szansy nie miałam...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

abstrakcyjna, czego sie obawiasz?

Faszerowac się lekami trzeba gdy już nie panuje się nadzyciem.

Jak ktoś sobie radzi dobrze bez nich, to uważam ze bez sensu brać. Ja Np bie ogarniam żadnej sfery mego życia juz. Leki i tak nie wyleczą tylko hamują.

 

-- 04 sty 2015, 12:29 --

 

Z lozka nie chce mi sie wstawać. Nie mam po co.

 

-- 04 sty 2015, 12:44 --

 

 

jak dla mnie ta kojarzy sie z bpd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość abstrakcyjna

Conessa, Nie chcę brać leków z kilku powodów.

1. Moja matka jest lekomanką.

2. Boję się uzależnienia od leków. Mam skłonności do tego.

3. Boję się skutków ubocznych.

4. Boję się otępienia po nich.

5. Uważam, że mi nie pomogą i że są niepotrzebne. Bardziej wierzę w psychoterapię.

6. Boję się, że będę musiała je brać do końca życia.

7. Choruję na serce i na pewno nie powinnam brać takich leków.

Myślę, że są to główne powody.

 

A i jeszcze coś. Ja nie namawiam do niebrania leków. Jeśli komuś pomagają to ok. Ja po prostu osobiście ich nie chcę brać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rozumiem i nie dziwię sie Tobie, masz powody. Ja akurat wcześniej bralam takie które nie uzależniają, choć nie do końca chyba skoro organizm przy odstawianiu tak reagowal. Gdybym sobie zyla bez faceta, na swój idiotyczny sposób to pewnie nadal bym ich nie chciala bo nie bylo tak źle.

 

witaj milion_kawalkow

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Juz nie wiem co mam robić, to uczucie pustki, beznadziei, jak jeździłem na terapie ( VII 2011-VIII 2012) to terapeutka nie chciała dać żadnej diagnozy, mówiła tylko, (czy aż?) że mam cechy borderlajna, miałem diagnozę sam odkryć, patrzyła często mi na nadgarstki, i jesli chodzi o cechy borderlajna, to wspólnie do tego doszlismy. Czasem pieprzyła bez sensu, jakimiś metaforami, typu : "Lepiej mieć borderline, niż bać się śmierci" :pirate: Terapia zakończyła się probą samobójczą - 2 próby nieudane w ciągu jednego dnia. Siostra chciała jej zrobić aferę, ale rodzice ją uprosili, żeby terapeutkę zostawić w spokoju. Myslicie że Ona (terapeutka) powinna wiedzieć o tych próbach samobójczych? MNie się zdaje, że powinna, tylko co to zmieni. Nadużywam prochów które mi przepisała dochtórka, miałem przed sobą wizję doktoratu, ale jestem tak wyprany ze wszystkiego że szkoda gadać. W dodatku nikt mnie nie chce, po prochach mam nadwagę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A co masz na myśli pod hasłem "relacja kobieco-kobieca"?

 

no... partnerska, biseksualna...

 

Conessa mocno przytulam bo cóż innego mogę :(

 

abstrakcyjna, Conessa

Hmm... nie będę Was namawiać na siłę na leki, ale obserwując swoje życie wiem, że bez nich to nie wiem w jakim miejscu bym teraz była, o ile bym w ogóle gdzies była... :roll:

Długo mi zajęło, aby do leków się przekonać. Odstawiałam je jak było mi lepiej, a potem szybko lądowałam w rynsztoku. Nawet był taki okres, gdzie z terapii nie byłam w stanie korzystać bo tak mną telepało na wszystkie strony. Myślę sobie, że do brania leków każdy musi dojrzeć. Mnie to zajęło zbyt długo i konsekwencje ich nie brania będę jeszcze długo ponosić. Bałam się, pamiętam, że leki zmieniają, że zrobią ze mnie zombie, że nie będę sobą, ale okazało się zupełnie coś innego. One po prostu zmniejszają natężenie tego burdelu emocjonalnego co dla mnie okazało się zbawienne bo pozostawiło miejsce na element kontroli nad sobą. Gdy teraz jest niby dobrze to też się zastanawiam, czy nie olać leków znowu, ale za bardzo pamiętam to co się ze mną działo bez nich, a to było za bardzo destrukcyjne. Nie wiem jak długo będe je brała, ale to i tak będzie moja decyzja - 10 lat, 20 lat, więcej, a może mniej. Zadecyduje o tym moment, w którym poczuje, że będę mogła się na sobie oprzeć.

I jeszcze coś...nie każde leki uzależniają, nie każde leki dają skutki uboczne. A leki stabilizujące bo raczej o takich tylko mówimy, już na pewno nie dają otępienia.

Po prostu nie wiem, czy jest sens walczyć z wiatrakami w momencie, w którym można sobie pomóc. Tym bardziej, że można leki wprowadzić tylko na określony czas.

 

Dzien dobry

Przywitam sie z Wami moze w tym miejscu (tu: odpowiednim) w czasie mojej najwiekszej zyciowej masakry.

Mam wielka nadzieje, ze chociaz Wy nie macie 'najgorszego momentu' (tu: jak do tej pory) aktualnie.

A cóż takiego się dzieje? Zdradzisz coś więcej?

Przytulam!

 

-- 04 sty 2015, 14:18 --

 

Juz nie wiem co mam robić, to uczucie pustki, beznadziei, jak jeździłem na terapie ( VII 2011-VIII 2012) to terapeutka nie chciała dać żadnej diagnozy, mówiła tylko, (czy aż?) że mam cechy borderlajna, miałem diagnozę sam odkryć, patrzyła często mi na nadgarstki, i jesli chodzi o cechy borderlajna, to wspólnie do tego doszlismy. Czasem pieprzyła bez sensu, jakimiś metaforami, typu : "Lepiej mieć borderline, niż bać się śmierci" :pirate: Terapia zakończyła się probą samobójczą - 2 próby nieudane w ciągu jednego dnia. Siostra chciała jej zrobić aferę, ale rodzice ją uprosili, żeby terapeutkę zostawić w spokoju. Myslicie że Ona (terapeutka) powinna wiedzieć o tych próbach samobójczych? MNie się zdaje, że powinna, tylko co to zmieni. Nadużywam prochów które mi przepisała dochtórka, miałem przed sobą wizję doktoratu, ale jestem tak wyprany ze wszystkiego że szkoda gadać. W dodatku nikt mnie nie chce, po prochach mam nadwagę...

 

Dlaczego po dwóch latach od zakończenia terapii zastanawiasz się dalej o tym, czy terapeutce powiedzieć o swoich próbach samobójczych? Nie rozumiem za bardzo... :roll:

 

Nie myślałeś o podjęciu innej terapii? U kogoś innego? Może leki należy zmienić na inne?

Myślę sobie, że jeśli miałeś marzenie, aby robić doktorat to nie wypuszczaj go z rąk. Niech to chociaż będzie jakimś celem dla Ciebie może póki co, żeby Cię wzmocnić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

buszujacywtrawie, znajdz innego T. Ile ja sie naszukałam by w końcu trafić...

Mnie namawiać do leków dlugo nie trzeba gdy dzieją się ze mna takie rzeczy. Boję się tylko tez tego otępienia a wiem ze z początku dlugo wystepowaly u mnie senności do 12:00 Np i ciągle zmęczenie. Potem bylo dobrze, spokojniej i nawet wiecej radosci mialam w sobie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Yvonne

 

Od zawsze bylam zwichnięta, od kilku miesięcy jest jedna wielka tragedia- ale wczorajszy wieczor przerosl mnie o cala tone wewnetrznej agresji, gniewu i niepohamowanego placzu. Myslalam, ze ostatnie miesiace byly juz moja gorna granica- a jednak nie.

Moze brzmiec to 'lekko' ale wczoraj rozmawialam z mama: i najpierw zaczela kontrolowac moj nerwowy ruch noga, raz po raz. Pozniej w trakcie powiedzmy 'normalnej' rozmowy zaczela mowic mi, ze cale zycie nic nie robilam, nic. K*RWA nic. wiec zapytalam 'Cale zycie nic nie robilam?' i to wystarczylo, gdy odpowiedziala 'tak'. W ulamku sekundy moje negatywne emocje dobily do zenitu. Ładunek wybuchowy. Nagle poczulam, ze za sekunde wstane i zaczne uderzac glowa o sciane, szczatki mozgu wybraly opcje mocnego uderzenia kubkiem w stol i wyjscia z kuchni. Tyle, ze... Ona poszla za mna do pokoju. Myslalam, ze rozniose sie wewnetrzna sila. A ona zaczela mowic mi (prawie krzyczac), ze nie mam robic z siebie na sile wariatki, ze z jednym wariate juz zyla (z moim ojcem: przeszlosc) i z drugim zyc nie bedzie, ze zaraz zadzwoni tam gdzie trzeba i mnie zabiora (ostatnie zdanie uderzylo w moj caly chaos tak, ze wstalam z lozka; rok temu to samo wykrzyczala przez telefon do mojego ojca). Wstalam z lozka, zaczełam wypuszczac z siebie miliony oddechow, i chodzic w kolko. Nie zatrzymałam calkowicie niepohamowanego placzu- trwa nadal- z przerwami. Jestem swiadoma tego, ze nie potrafie kontrolowac emocji, zawsze tak bylo- chociaz ostatnie miesiace sa wspomnianą tragedią- ale wczorajszy wieczor.... Nie wiem co sie dzieje. I slyszałam zawsze 'wymyslasz, wyoblrzymiasz'.

Jest zle.

Moze brzmi naprawde lekko.. ale moja glowa...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Conessa

Ja czytajac Twoj opis emocji, przy 'szalenstwie' w kwestii innych ludzi w zyciu Twojego bylego partnera- podzielam calkowicie. Ja.. Przyznam, ze nie musze danej osoby znac, zeby narodzila sie we mnie nienawisc do niej. Wystarcza zdjecia, poczucie bycia gorsza, grubsza, mniej utalentowana, mniej kobieca.. i tak dalej... czuje, ze gdyby postawiono mi dane osoby przede mna- rozszarpałabym je. Bez chwili zawahania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Yvonne- mieszkam z mama. Niedawno wrocilam do domu (bylam za granica). Na szczescie mialam gdzie wczoraj wyjsc. Spakowalam kilka rzeczy i poszlam do babci. Mama siedziala zamknieta w pokoju, chyba nawet nie wie kiedy wyszlam (chyba ze uslyszala zamykanie drzwi od mieszkania).

Mam chlopaka... no ale- jesli wiesz mniej wiecej co sie we mnie dzieje- to domyslasz sie rowniez jak wyglada moja relacja partnerska.

Jesli chodzi o przyjaciol (nie dosc, ze zazwyczaj nie dopuszczam ludzi zbyt blisko siebie- z powodu miliona obaw- to gdy juz wpuszcze ich 'do siebie' to moje stany i moje podejscie sprawiaja, ze odchodza [tu: potrzeba bycia postawiona na piedestale ich zycia, jestem zaborcza, zazdrosna no i moje stany emocjonalne w gratisie...]) Ludzie bliscy bardzo szybko znikaja- a w sumie to chyba sama ich odtracam- soba i swoim zachowaniem, ktorego nie sa w stanie zrozumiec. U lekarza nie bylam jakos od okolo 1,5 roku- wizyte mam 13 stycznia (tu: jest to dla mnie wiecznoscia na chwile obecna...) Leki po ostatniej wizycie odlozylam sama (glupota, wiem..). Myslalam, ze sobie poradze, a jest tylko gorzej.

 

-- 04 sty 2015, 16:11 --

 

A co do terapii- bylam u kilku psychologow- wczesniej- ale niestety mam problem z akceptacja/tolerancja. Wystarczylo na przklad, ze jeden z nich ubieral sie nieodpowiednio i juz moja glowa zaczynala dzialac i przekazywac mi informacje 'Spojrz, ten czlowiek nie jest dla Ciebie. Zobacz jak wyglada- na pewno Cie nie zrozumie. Odejdz. Usun sie.' (Te slowa widnialy w mojej glowie bez przerwy, zataczaly kola i z kazdym kolejnym razem napis robil sie bardziej wyrazny i wiekszy. Natretne mysli nie pozwalaly mi sie w pelni otworzyc czy tez skupic na czyms, bo caly czas myslalam o jego ubraniach, makijazu, czy czymkolwiek innym. (Czego im w sumie nie mowilam, co zapewne bylo bledem z mojej strony)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Conessa

... czuje, ze gdyby postawiono mi dane osoby przede mna- rozszarpałabym je. Bez chwili zawahania.

Właśnie, tego się u siebie boję, jeśli kiedykolwiek spotkałabym kobiety które tylko spotykały się , poznały mojego partnera i choć drobny podryw był to bałabym się w tym momencie siebie. Niewinne dziewczyny, które dla mnie spieprzyły coś, ponieważ pokazały siebie jemu, że są ładne, mądre, uśmiechnięte, delikatne, kobiece - to mu się podoba na pewno, i to napędza mnie w strach bo boję się, że jak on zobaczy, że są inne, zdrowe i takie jak je opisałam to po co mu ja? No troche już na to za późno, bo w końcu zobaczył to kiedy z nim nie byłam, zresztą jest już dojrzałym mężczyzną, który poznał wiele ludzi, kobiet więc co ja tu w ogóle chce przed nim ukryć.

Wiem jak się zachowuje wtedy, w takich i podobnych sytuacjach - jak bym była zbuntowaną 14 latką.

 

Dobrze, że idziesz do T. 13 stycznia już niebawem, wytrzymasz. To jakiś sprawdzony już, znany dla Ciebie czy nowy?

Ja tęsknie za swoim, żałuję, że zerwałam terapię, ale musiałam i teraz jest daleko. Musze poszukać kogoś nowego a nie umiem innym zaufać, też skreślam ich po ubraniach i często po pierwszych dwóch zdaniach jakie kierują do mnie. Jakbym była jakąś specjalistką co najmniej od terapeutów i wyczuwała kto się nada a kto nie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jakbym była jakąś specjalistką co najmniej od terapeutów i wyczuwała kto się nada a kto nie.

 

Dokladnie...

 

Bylam raz- wlasnie wspomniane okolo 1,5 roku temu. Ale ten czlowiek jakos do mnie trafil- zapisałam go w pamieci dosc hm.. 'pozytywnie' (jesli w ogole w pelni rozumiem znaczenie tego slowa). Wiec- chce sprobowac. Jestem na krawedzi (chociaz to dosc zwyczajne okreslenie, jak na nasze pograniczne umysly). Boje sie, ze spadne- w ciagu tych 9 dni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mamre- ja wlasnie przez jej ciagle powtarzanie 'wyolbrzymiasz, przesadzasz' itd mysle sobie czasem: 'K*RWA, STOJ! Moze faktycznie wymyslasz?! Moze tego nie czujesz?! Moze tak nie jest?! Skoro ona tak mowi, to pewnie wszyscy tak mysla- terapeuci/psychiatrzy rowniez. Nikt Ci nie uwierzy. Co sie dzieje?!'

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mamre, ja też. Boję się mamy, a jak krzyczy to wychodze i odreagowuję na sobie. W ogóle boję się jej tonu, krzyku. Nie jest złą kobietą, więc nie wiem czemu tak. Trochę się nie rozumiemy, może stąd uraz.

milion_kawalkow, ja mam takie myślenie właśnie po histeriach, że zadaję to pytanie, że faktycznie, wymyślam, wmawiam to sobie, ale potem cierpię bo czuję, że wcale nie wmawiam, nikogo nie oszukuję, nie robię niczego na pokaz. Tak właśnie reaguję, taka jestem. Inna nie będę, może trochę spokojniejsza przy odpowiednim życiu, traktowaniu siebie i ludziach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×