Skocz do zawartości
Nerwica.com

Lekarze kontra internet, czyli... ;)


Adamo

Rekomendowane odpowiedzi

Chodziłam do lekarzy i psychologów na fundusz. Odwaliłam półtora roku terapii- wizyty dwa razy w tygodniu po 30 minut. Lekarze pomogli mi bardzo, terapia wcale. Moja lekarka w Lublinie jest naprawdę świetna, wyciągnęła mnie na prostą ze stanu prawie beznadziejnego. Teraz nie mam już ubezpieczenia w Polsce i za wizytę prywatna place 80 zł. Ale warto

 

Natomiast w Niemczech nie mogę w swoim okręgu znaleźć dobrego psychiatry. Chodzę oczywiscie na kasę chorych, bo tu prywatnych przychodni nie ma. Pierwszy lekarz traktował mnie jak natręta- mam wrażenie, ze nie wierzył w to, co mówiłam. Miałam zaświadczenie z międzynarodowym kodem choroby, a on go nawet nie znal. Teraz chodzę do innego, i tez nie jestem do końca zadowolona. Czekam zawsze dwie godziny, mimo, ze mam wcześniej umówiony termin, a pan poświęca mi 5 minut i narzeka jaki to on jest zapracowany. Jednym słowem marnie :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć ludzie piszę tutaj bo znowu mnie coś bierze, miałęm przygody z nerwicą na początku 2009 mnie walnęło ostro, Seroxat brałem i pusciło, odstawiłęm po ok 3-4 mcach i było git, swoją drogą, dużo tu pisałem i bardzo mi to forum pomogło, poznałem paru znerwicowanych:) a ostatnie pare dni znowu czuje się jakby coś miało się dziać. Póki co jestem dobrej myśli, mam nadzieje, że to przejściowy stan związany z moim przeziębieniem, osłabieniem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja chodzę i do psychologa i psychiatry na NFZ.

 

Psychiatra - średnio miły ale:dr nauk medycznych, od 25 lat leczy w szpitalu, nie wciska leków na chama, wysłucha, zawsze ma czas, koleś konkretny. Nie muszę się zapisywać wczesniej, tego dnia kiedy chcę mieć wizytę, dzwonię do ośrodka - wyciągam kartę i za kilka godzin idę na wizytę.

 

Psycholog - licencjonowana terapeutka poznawczo-behawioralna posiadająca atest PTTPB, bardzo miła, bardzo fajnie mi się z nią współpracowało - pomogła mi jak mało kto na tym świecie. Terapię miałam raz w tygodniu - 60 minut, czasem przedłużało się do półtorej godziny jak się zagadałyśmy :P . Potrzebne mi było skierowanie na terapię, na pierwszą wizytę czekałam około 3 tygodni - kolejne już co tydzień.

 

Chyba mam po prostu szczęście i fajny ośrodek zdrowia psychicznego :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ha ha! W dzisiejszych czasach lekarze nie mają już tak łatwo jak dawniej, kiedy to mogli do woli wciskać pacjentom często po prostu kit! Przerabiałem to przez lata na własnej skórze i wiem jak kompletnie potrafią być ze sobą sprzeczni jeśli o opinie chodzi. Podczas gdy jeden pod żadnym pozorem nie chce przepisać konkretnego leku, twierdząc jakoby ten np. uzależniał, drugi serwuje go do woli, z chęcią urozmaicając "jadłospis" o kolejne specyfiki. Jedni są zagorzałymi zwolennikami terapii, podczas gdy inni uważają ją za kompletnie bezcelową. I są to tylko przypadki w obrębie jednej specjalności. Tak się składa, że jestem aktualnie na etapie zmagania się z problemem, odnośnie "traktowania" którego w polskiej medycynie przez ostatnich kilkanaście lat nie zrobiono kompletnie nic! To śmieszne, ale wydaje się, że ludzie pozyskujący swoją wiedzę w oparciu o fora internetowe mają odnośnie pewnych kwestii znacznie większe pojęcie aniżeli lekarz specjalista z pewnej konkretnej dziedziny, o której dyskretnie nie wspomnę ;). Pacjentów zwodzi się proponując zupełnie nieskuteczne rozwiązania, co w przypadku leczenia długotrwałego jest niesamowicie frustrujące. Chyba tylko i wyłącznie w celu zyskania na czasie zaleca się powtarzanie dopiero co zakończonej terapii od początku. Przecież w sytuacji kiedy ta okazała się całkowicie nieskuteczną jest to czystym absurdem! Prowadzi to w konsekwencji do tego, że niektórzy ludzie w desperacji zaczynają za pośrednictwem internetu sami wymieniać się niezarejestrowanymi na polskim rynku farmaceutykami. Często są to środki, których zastosowanie związane jest ze sporym ryzykiem, ale jakoś wcale mnie nie dziwi, że w obliczu sytuacji panującej pod tym względem w polskiej medycynie pacjenci zaczynają szukać rozwiązania na własną rękę. Dodam, że miałem niedawno okazję rozmawiać na ten temat z lekarzem weterynarii i co się okazuje. Podobno dokonał się na tej płaszczyźnie spory postęp! W przypadku ludzi mamy jednak do czynienia z kompletną ignorancją. To są w ogóle jakieś kpiny! Od kilku dni sam również zacząłem leczyć się na własną rękę, ponieważ w przeciwnym razie co najwyżej doprowadzono by mnie do takiego stanu jak kilkanaście lat temu, kiedy to w wyniku czyjejś ignorancji właśnie trafiłem do szpitala. Jestem w o tyle dobrej sytuacji, że mogłem pozwolić sobie na sprowadzenie dość drogich środków z zagranicy od ręki. Co jednak mają zrobić ludzie, którzy nie posiadają żadnych rezerw finansowych??? Tak więc wracając do tematu, internet stanowi pod względem możliwości autodiagnozy ogromny krok naprzód. I kij w oko wszystkim tym przedstawicielom służby zdrowia, którzy uzurpują sobie jako jedyni prawo do decydowania o losie pacjenta. :evil::evil::evil:

 

Wybaczcie przydługi post, ale musiałem upuścić z siebie trochę żółci. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To prawda, ze czesto trzeba sie leczyc na wlasna reke i ze niewiele sie zmienilo w przeciegu klikunastu lat jesli chodzi o psychiatrie. Ale przede wszystkim (i to jest najgorsze) niewiele zmienilo sie, jesli chodzi o wiedze ludzi nt. najpopularniejszych "chorob psychicznych", jak depresja, nerwica i zab. osobowosci i niewiele zmienilo sie w psychologii, jesli chodzi o tzw. stategie wczesniej interwencji, ktora umozliwialaby leczenie potencjalnych przyszlych nerwicowcow i depresyjnych juz w wieku dzieciecym, zanim choroby wybuchna na dobre...

Ilez to razy w ostatnich latach slyszalam od dzieci teksty w stulu: "Mama na mnie krzyczla i nie moglam oddychac az od tego, nie chce wiecej tak miec" (7 latka) Nawet ja, jako kilkulatka panicznie balam sie chorob, przy kazdym przeziebieniu myslalam o najgorszym i panikowalam. W wielu krajach zachodnich takie dzieci wysyla sie do psychologa, gdzie od razu proponuje sie sie terapie behawioralna, leczy sie nerwice, ktorej jeszcze nie ma, ktora jest dopiero w zarodku...

Tak powinno byc i u nas, poki co jednak nie jest. Kazdy niemal w koncu laduje na lekach i niestety trzeba postepowac, jak sie uwaza i leczyc sie samodzielnie...:/ Nie sadze jednak, zeby psychiatrzy byli niedouczeni i mieli mniejsza wiedze, niz chorzy maja z netu. Po prostu psychiatrow (nie wszystkich, bo nie ma co generalizowac) nie obchodzi to, czy ktos sie uzalezni czy nie. W ogole niewiele ich obchodzi stan pacjenta - diagnoza, leki, nastepny - diagnoza, leki, nastepny itp, itd. Po kilkunastu/kilkudziesieciu latach wpada sie w koncu w rutyne. Psychiatra to tylko lekarz, a nie "uzdrowiciel dusz", jak np. terapeuta...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Za najwiekszym problem uwazam rzeczywiscie brak postepu w leczeniu zaburzen i chorob psychicznych.

 

Ciagle jestesmy leczeni SSRI lub/i neuroleptykami.

 

A badzmy szczerzy antydepresanty maja slaba skutecznosc (max 70-80 % osob moze osiagnac remisje, ale szczerze to watpie nawet w ten %, bo wiele osob moze miec na chwile remisje, a lada moment wszystko wraca, wiec ciekaw jestem ile naprawde osob moze liczyc na wyleczenie), neuroleptyki w psychozach wysoka (ponad 93 %), ale dezintegruja mozg.

 

Czy doczekamy sie kiedys skutecznych lekow ? ;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zenonek, prawidłowo leczona depresja nie powinna powracać. Jeśli tak jest, to często mamy postawioną mylną diagnozę. TLPD mają skuteczność 70-80 %, co jest naprawdę imponującym wynikiem. Na twoim miejscu spróbowałabym Anafranilu, skoro SSRI nie działa jak trzeba.

 

A z tymi neuroleptykami nie bój żaby ;)

Bardziej niszczy mozg alkohol niż leki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Anna R.,

 

PRzy skomplikowanych depresjach trza brac leki co najmniej rok-dwa, jak sama wiesz i modlic sie zeby w koncu ta wielomiesieczna stabilizacja serotoninowa przyniosla jakies rezultaty. Czasami trzeba lat zeby sie otrzasnac.

 

Nie licze na to, ze w dwa miesiace cos sie moze zmienic.

 

 

Wiesz objawy fizyczne i niektore psychiczne rzeczywiscie musza ustapic po 2-3 miesiacach, ale na poprawe nastroju trzeba czekac czasami miesiacami. Zeby cos przegryzc, zaakceptowac, latwiej tego dokonac przy stabilizacji serotoninowej.

 

Za duzo stracilem w zyciu zeby byc wyleczonym w dwa miesiace.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alienated, uważam, ze autodiagnoza na podstawie internetu niesie za sobą potencjalne niebezpieczeństwa. Można dojść do wniosku, ze ma się wszystko oprócz puchliny wodnej i popaść w nie lada panikę. Na przykład nasza koleżanka Kasia nakręca się nieustannie tym co wyczyta i często rujnuje swoja terapię.

 

Mnie osobiście lekarze sporo pomogli, ale w necie tez znalazłam interesujące informacje, które bardzo mi się przydały.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja miałam kłucie w piersi po lewej stronie i naczytawszy się netu, cala przerażona, niemal sobie wmówiłam ze to serce. Zrobili mi dwa razy EKG i wszystko było w porządku. Lekarz rodzinny stwierdził, ze to od kręgosłupa, coś tam nastawił (bo jest chiropraktykiem) i bóle minęły.

 

W internecie można się nieźle nakręcić, dlatego zamiast stawiać autodiagnozę, lepiej się udać do specjalisty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alienated, uważam, ze autodiagnoza na podstawie internetu niesie za sobą potencjalne niebezpieczeństwa. Można dojść do wniosku, ze ma się wszystko oprócz puchliny wodnej i popaść w nie lada panikę. Na przykład nasza koleżanka Kasia nakręca się nieustannie tym co wyczyta i często rujnuje swoja terapię.

Tak, rozumiem co masz na myśli. Tyle tylko że jeżeli chodzi o treść mojego ostatniego wpisu, pozwoliłem sobie nieco odbić od tematu i zahaczyć o sprawę nie do końca pokrywającą się z tematyką tego forum (choć była to uwaga jak najbardziej adekwatna do treści wątku). Bez zagłębiania się w delikatne szczegóły rzecz wygląda następująco: Zgłaszam się do swojego lekarza z potwierdzoną badaniem laboratoryjnym diagnozą i... ten proponuje mi całkowicie nieskuteczne metody leczenia. Kiedy wspominam, że mam pewne, poparte przykrymi doświadczeniami z przeszłości, obawy w związku z zaleconą terapią z wykorzystaniem konkretnego środka, pani doktor rozkłada ręce twierdząc, że niczego innego nie jest w stanie mi przepisać. Podobnie przedstawia się sytuacja w trakcie wizyty u kilku innych specjalistów. Mógłbym zaryzykować i zdecydować się na poniesienie kosztów leczenia prywatnego, ale właśnie dzięki internetowi wiem jakiego rodzaju metody stosowane są w przypadku tej konkretnej dolegliwości w Polsce i na ile są one skuteczne. Jak wspomniałem nie jest to niestety dla mnie żadna nowość i z tego co widzę na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat nie zmieniło się odnośnie tej kwestii kompletnie nic! -Choć podobno były prowadzona jakieś tam badania. Sytuacja zmusza ludzi do szukania rozwiązań na własną rękę, ponieważ mają oni uzasadnione podstawy czuć się przez rodzimą medycynę po prostu olewanymi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No cóż mam podobne doswiadczenia. Prawie 8 miesięcy miałam bóle brzucha, przed jedzeniem i po. Chodziłam do lekarza rodzinnego, miałam dwie gastroskopie i w końcu stwierdził, ze są one na tle psychicznym. Denerwujące jest, ze kiedy jest się leczonym na depresje i nerwice, lekarze wszystko podciągają pod to schorzenie. Jeśli nie wiedzą co ci jest, są wtedy na pewno nerwy. Posiedziałam w necie, poczytałam, poszłam prywatnie na USG i na własne oczy zobaczyłam ogromne kamienie w woreczku żółciowym. Był na granicy zapalenia, zatem szybka operacja i wszystkie dolegliwości minęły. Gdyby nie moja dociekliwość mogłoby to się zakończyć pęknięciem woreczka i zapaleniem otrzewnej.

Wiec internet uratował mi zdrowie, a może i życie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Anna R.,

 

Właśnie w takim przypadku, kiedy lekarze zawodzą, internet się przydaje.

 

zawodzą tzn ? Co ? źle lecza czy nie odpowiadają własnej hipochondrycznej potrzebie wiedzenia wszystkiego o

leczenia

lekach itd ?

 

Ja tez lubię internet ,ale nie zapominam ,że ;nastolatek,emerytowany górnik ,piekarz z bezsennością ,bezrobotny czy znudzona gospodyni domowa . Potrafią napisać -"Wiem o czym mówię ,jestem psychiatra "

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

LitrMaślanki,

 

I dlatego potrzebna jest elementarna wiedza na dany temat - podreczniki uniwersyeckie i leksykony lekarskie - kazdy sobie moze kupic.

 

W ten sposob mozna miec pewien minimalny poziom wiedzy potrzebny do odsiewu blednych info.

 

 

Ja powiem tak - psychiatria i pare innych dziedzin medycznych wymaga bezwglednie konsultacji ze specjalista.

 

ALE ja np mialem problem dermatologiczny , chodzilem do dermatologow i kicha, leczenie farmakologiczne, chwilowa poprawa i za chwile znowu to samo...

 

Po paru latach zlapalem wiedze z for internetowych i problem zniknal i nie wraca (dzieki prostym metodom, ktore byly wysmiewane przez lekarzy).

 

Slepa wiara w wiedze lekarzy z reguly nie jest najlepszym wyjsciem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

LitrMaślanki, kiedy masz bóle, ze się skręcasz, a lekarz ci mówi, ze to na tle psychicznym i się ewidentnie myli, to zawodzi czy nie?

 

Na usuniecie mojego woreczka żółciowego był ostatni moment, miałam się przekręcić, żeby mu udowodnić, ze się myli?

Wizyty przez pół roku wyglądały tak: panie doktorze brzuch mnie strasznie boli- rozumiem, rozumiem, ale najpierw niech się pani uspokoi, zapiszemy alprazolam i proszę przyjść jak się skończy :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

He he Zenonek, ja słucham lekarzy, ale nie bezkrytycznie. Do mojej lekarki mam absolutne zaufanie, a rodzinnego po historii z woreczkiem zmieniłam na innego i tez jestem zadowolona.

 

Co do dermatologów, to łuszczycę pomógł mi opanować bez steroidow stareńki lekarz, który leczył tę przypadłość dietą . Ogromnie dużo mu zawdzięczam, niestety już nie żyje.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×