Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Coś co towarzyszy mi osobiście od kiedy pamiętam i rujnuje mi życie.. Wszędzie są ludzie ładniejsi, mądrzejsi, lepiej ubrani uczesani, z lepszymi ciuchami, domem, rodzniną samochodem, wszystko umieją zrobić lepiej i nadają się do tego do czego nie ja i tak mogę bez końca... Nie potrafię nawet przyjąć komplementu, np. Ładną masz bluzkę - eee tam zwykła. Ładnie wyglądasz - czy ja wiem.. Sama siebie nakręcam, jak fajnie byłoby sie czasami zamknąć i powiedzieć zwyczajne DZIEKUJE, TO BARDZO MILE... czy też macie z tym problem??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

anula12099 jakbym widziała siebie.... też nie potrafię przyjąć komplementu uznają się za brzydką i nieciekawą osobę i jak mi ktoś mówi coś miłego to w to nie wierze.... może teraz jest troszke z tym lepiej zaczynam się przełamywać ale jeszcze mam z tym problem.... trzeba po prostu polubić siebie takim jakim sie jest wiem że to nie proste ale spróbuj... życie jest za krótkie żeby marudzić ;) głowa do góry na pewno jesteś fajną i wartościową dziewczyną tylko musisz w to uwierzyć ;) pzdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Staram się staram ale marnie mi wychodzi :/ ale może jutro będzie dobry dzień by zrobić pierwszy mały kroczek, wystroje się i jak usłyszę że ładnie wyglądam to się uśmiechnę i powiem dziękuję :) ciekawe czy mi się uda :):)

 

-- 15 lut 2011, 21:05 --

 

wcale się nie udaję... :(

;(

:why:

 

głowa w dół i zwyczajne ,eee tam' ;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej Anula ! Przeglądałem to forum i trafiłem na ten topik. Odezwij się i daj znać czy nadal tu jesteś, bo nie lubię pisać w próżnie. Napisz ile masz lat. Postaram się Ci pomóc albo przynajmniej rozjaśnić sytuacje.

 

Jeszcze 2 lata temu miałem zaniżone poczucie własnej wartości i bardzo mi to przeszkadzało w życiu. Poprawiłem to znacząco, więc wiedz że jest to możliwe :)

 

Napisałaś ostatnio: wcale się nie udaję... :(

 

Pamiętaj, że zmiany w sobie nie dzieją się od tak - jednorazowo, bo tak chcesz. To jest proces nad którym trzeba popracować. Jako że jesteś na tym forum, wnioskuje że chcesz nad tym popracować.

Dobry terapeuta pomoże Ci w ciągu 2/3 sesji. Samodzielnie będziesz potrzebowała na to trochę więcej czasu, ale też Ci się uda, tylko musisz podjąć działanie.

Moja poprzedniczka Natusia napisała "trzeba po prostu polubić siebie takim jakim sie jest". Mam w 100% odmienne zdanie !! Czemu masz zaakceptować coś co Ci przeszkadza ??? Wręcz odwrotnie rób wszystko co możesz być to zmienić.

Jeśli jesteś otyła i ważysz 100 kg, a pragniesz mieć szczupłe, jędrne sexi nogi. To idziesz na siłownie albo aerobik by osiągnąć to co założyłaś. Z umysłem jest podobnie, tylko zamiast ćwiczeń aerobowych(które odchudzają), wykonujesz ćwiczenia umysłowe(które zwiększają pewność siebie i poczucie wartości).

 

Czekam na wieści od Ciebie. Jak sądzisz z czego wynika Twój problem ??

 

Pozdrawiam, Marcin

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

męczy mnie ta sama przypadłość, tylko ma ona uzasadnione podłoże. jeszcze za czasów podstawówki, kiedy byłam po prostu większa niż reszta, obrażano mnie i bito z tego powodu. nie miałam stałych i szczerych znajomych, zawsze czułam się gorsza. nie czułam satysfakcji z dobrych ocen za naukę, bo to równało się ze skupieniem na mnie jakiejś uwagi np. nauczycieli - że zdolna, że może uczestniczyć w apelu itd. opuściłam się w nauce, siadłam na samym końcu klasy, sama, w ostatniej ławce i starałam się stopić z tą szarą, niewyróżniającą się częścią grupy. ubliżanie mi nie ustało, a ja czułam się czułam się coraz gorzej. potem jak dojrzałam, schudłam i tak nie byłam zadowolona, stawiałam sobie wysoko poprzeczkę odnośnie wyglądu, nie ruszało mnie to, że zwracają na mnie uwagę mężczyźni, że dużo osób mówi mi, że jestem ładna itp.. pod tym względem utknęłam na poziomie tej brzydkiej, a potem już mało zdolnej, bo przez opuszczenie się w nauce pretensje mieli i rodzice i nauczyciele rzucali kąśliwe uwagi, i tak zostało do teraz. powtarzam sobie często, że jest inaczej, że są przede mną perspektywy, że ludzie przede mną na ulicy nie uciekają, więc nie mogę być taka straszna, ale to moje poczucie niższości, w którym dorastałam, na tyle zakorzeniło się w moim umyśle, że jest niemal integralną częścią mnie.. pracuje nad sobą, ale łapę się często na tym, że sama siebie strofuje, jak za dobrze na swój temat sama myślę.. ciągle mi się wydaje, że mi nie wolno, że nie mam ku temu żadnych podstaw, nawet jak zdarzy się coś, co teoretycznie świadczyć by mogło o tym, że nie jestem głupia, brzydka itd.. w praktyce zawsze znajdę kontrargument na komplementy czy choćby pozytywniejszą myśl, na swój temat..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No cóż, takie poczucie niższości towarzyszy mi chyba od urodzenia. Moja matka zawsze powtarzała, że jestem tłumokiem, że nic nie osiągnę itp, biła mnie, ojciec miał to w dupie, a od brata słyszałam tylko wyzwiska, więc kim mogę być...NIKIM! Nikomu na mnie nie zależy, czyli coś ze mną musi być nie tak. To moja wina, że jestem takim gównem. Patrzę na ludzi na ulicy, widzę takie piękne obrazki i myślę sobie, że im się udało, że są kimś i coś osiągnęli, a ja nie i zagracam tylko miejsce na świecie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Bardzo smutna Twoja historia :(

pytasz czy ktoś tak ma?ja się ośmielę napisać że mam tyle że ja nuczyłam się odpowiadać "dziękuję" nawet gdy jakiś chłopak mnie podrywa to odpowiadam "dziękuję wiem" ale to tylko dlatego że tak fajniej brzmi a w środku nie przyjmuję komplementów a Tobie chyba chodzi o przyjmowanie o poczucie że zasługujesz a żeby to osiągnąć polecam terapię

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widzę że znalazłam odpowiedni wątek do swoich problemów.Ja od urodzenia mam kompleks niższości który w pewnym momencie mojego życia zaczął wymykać się spod kontroli.Czasami mam wrażenie że popadam w tak niski stan że gorzej być nie może,ale najgorszy jest fakt że straciłam nad tym kontrolę i zaczęłam odsuwać się od ludzi którym w jakimś stopniu na mnie zależało.Bo skoro ktoś to zauważył- i doradził terapię to chyba oznacza to zainteresowanie.Generalnie często czuję się wyrzutkiem społecznym,kimś kto nie ma prawa żyć na tym świecie,bywać w towarzystwie bo to dla innych a nie dla mnie.Bardzo trudno jest mi zdecydować się na terapię ale wiem że jeśli tego nie zrobię mogę przegrać wiele rzeczy w swoim życiu.Tylko że ja cholernie boję się rozmawiać o swoich problemach z kimś obcym. :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Hej Anula ! Przeglądałem to forum i trafiłem na ten topik. Odezwij się i daj znać czy nadal tu jesteś, bo nie lubię pisać w próżnie. Napisz ile masz lat. Postaram się Ci pomóc albo przynajmniej rozjaśnić sytuacje.

 

Jeszcze 2 lata temu miałem zaniżone poczucie własnej wartości i bardzo mi to przeszkadzało w życiu. Poprawiłem to znacząco, więc wiedz że jest to możliwe :)

 

Napisałaś ostatnio: wcale się nie udaję... :(

 

Pamiętaj, że zmiany w sobie nie dzieją się od tak - jednorazowo, bo tak chcesz. To jest proces nad którym trzeba popracować. Jako że jesteś na tym forum, wnioskuje że chcesz nad tym popracować.

Dobry terapeuta pomoże Ci w ciągu 2/3 sesji. Samodzielnie będziesz potrzebowała na to trochę więcej czasu, ale też Ci się uda, tylko musisz podjąć działanie.

Moja poprzedniczka Natusia napisała "trzeba po prostu polubić siebie takim jakim sie jest". Mam w 100% odmienne zdanie !! Czemu masz zaakceptować coś co Ci przeszkadza ??? Wręcz odwrotnie rób wszystko co możesz być to zmienić.

Jeśli jesteś otyła i ważysz 100 kg, a pragniesz mieć szczupłe, jędrne sexi nogi. To idziesz na siłownie albo aerobik by osiągnąć to co założyłaś. Z umysłem jest podobnie, tylko zamiast ćwiczeń aerobowych(które odchudzają), wykonujesz ćwiczenia umysłowe(które zwiększają pewność siebie i poczucie wartości).

 

Czekam na wieści od Ciebie. Jak sądzisz z czego wynika Twój problem ??

 

Pozdrawiam, Marcin

 

 

 

 

jestem jestem... ;/

i z niecierpliwością czekam na Twoje rady...

 

-- 24 lut 2011, 13:30 --

 

No cóż, takie poczucie niższości towarzyszy mi chyba od urodzenia. Moja matka zawsze powtarzała, że jestem tłumokiem, że nic nie osiągnę itp, biła mnie, ojciec miał to w dupie, a od brata słyszałam tylko wyzwiska, więc kim mogę być...NIKIM! Nikomu na mnie nie zależy, czyli coś ze mną musi być nie tak. To moja wina, że jestem takim gównem. Patrzę na ludzi na ulicy, widzę takie piękne obrazki i myślę sobie, że im się udało, że są kimś i coś osiągnęli, a ja nie i zagracam tylko miejsce na świecie.

 

 

moja sytuacja w domu jest nadal identyczna..

mnie jak w domu poniżają to nawet się nie umiem postawić, jakoś nigdy się nie mam odwagi odezwać...

od małego wszelkie frustracje rodzice wyładowywali na dzieciach, tylko mój brat jakoś sobie z tym poradził a ja.. pfff...

wszystkich wkoło ,,przekonuje'' że do niczego się nie nadaje nawet jak twierdzą inaczej..

po prostu jestem na maxa zablokowana.. sadze, że wiecie o co mi chodzi ;/

 

-- 24 lut 2011, 13:34 --

 

Widzę że znalazłam odpowiedni wątek do swoich problemów.Ja od urodzenia mam kompleks niższości który w pewnym momencie mojego życia zaczął wymykać się spod kontroli.Czasami mam wrażenie że popadam w tak niski stan że gorzej być nie może,ale najgorszy jest fakt że straciłam nad tym kontrolę i zaczęłam odsuwać się od ludzi którym w jakimś stopniu na mnie zależało.Bo skoro ktoś to zauważył- i doradził terapię to chyba oznacza to zainteresowanie.Generalnie często czuję się wyrzutkiem społecznym,kimś kto nie ma prawa żyć na tym świecie,bywać w towarzystwie bo to dla innych a nie dla mnie.Bardzo trudno jest mi zdecydować się na terapię ale wiem że jeśli tego nie zrobię mogę przegrać wiele rzeczy w swoim życiu.Tylko że ja cholernie boję się rozmawiać o swoich problemach z kimś obcym. :bezradny:

 

 

też mi się to kochana wymyka spod kontroli :(

jestem jeszcze młoda w miarę.. mam 20 lat

ale wiem, że nie osiągnę żadnego sukcesu w życiu zawodowym, nie sadzę żebym skończyła studia( w tej chwili mnie na nie nie stać) - ja za szybko się poddaję..

wolę zrezygnować, odsunąć się na bok i stać w kącie :(

:why:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
moja sytuacja w domu jest nadal identyczna..

mnie jak w domu poniżają to nawet się nie umiem postawić, jakoś nigdy się nie mam odwagi odezwać...

od małego wszelkie frustracje rodzice wyładowywali na dzieciach, tylko mój brat jakoś sobie z tym poradził a ja.. pfff...

wszystkich wkoło ,,przekonuje'' że do niczego się nie nadaje nawet jak twierdzą inaczej..

po prostu jestem na maxa zablokowana.. sadze, że wiecie o co mi chodzi ;/

Doskonale Cię rozumiem.

Mój brat też sobie z tym jakoś poradził, jeśli w ogóle można to tak nazwać... po prostu nie utrzymuje kontaktu z rodzicami.

Ja kiedyś stawiałam się rodzicom, ale teraz już nie mam siły. Wiem, że mają rację mówiąc mi te wszystkie przykre rzeczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja kiedyś stawiałam się rodzicom, ale teraz już nie mam siły. Wiem, że mają rację mówiąc mi te wszystkie przykre rzeczy.

 

mamy ten sam problem koleżanko ;/ też wpoiłam sobie, że jestem nieudacznikiem... i wcale nie łatwo z tego przekonania wyjść :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

A dlaczego stawiać się rodzica ,zamiast spróbować znaleźć z nimi wspólny język?

Jestem zwolennikiem teorii ; jeżeli wysłuchasz to zostaniesz wysłuchany.

 

Taki dialog jest możliwy ,pod warunkiem ,ze młoda osoba rozmawiająca z rodzicem/rodzicami ...będzie pamiętała .

Że oni mają większe doświadczenie życiowe i pragną szczęścia(i dobra) własnego dziecka ...bunt ani zamkniecie się

w sobie nie jest wyjściem .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A dlaczego stawiać się rodzica ,zamiast spróbować znaleźć z nimi wspólny język?

Jestem zwolennikiem teorii ; jeżeli wysłuchasz to zostaniesz wysłuchany.

 

Taki dialog jest możliwy ,pod warunkiem ,ze młoda osoba rozmawiająca z rodzicem/rodzicami ...będzie pamiętała .

Że oni mają większe doświadczenie życiowe i pragną szczęścia(i dobra) własnego dziecka ...bunt ani zamkniecie się

w sobie nie jest wyjściem .

 

 

łatwo powiedzieć.. tylko trudniej zrobić... :cry:

domyślam się, że masz przyjemne doświadczenia z dzieciństwa i nie do końca rozumiesz nasz problem..

kiedy ktoś najbliższy ci ubliża bądź cię poniża to nie jest żaden dialog.. i żaden dialog w takiej sytuacji nie jest możliwy.. przecież nie siądę wtedy i nie powiem: ,mhm..tak, tak.. rozumiem.. porozmawiajmy o tym..''

niestety mnie osobiście takie słowa bardzo bolą i górę biorą emocje.. i uwierz, dialogi na nic się nie zdadzą jeśli jesteś obiektem frustracji dorosłych którzy jak uważasz są tacy doświadczeni i powinni wiedzieć że do niczego to nie prowadzi...

a jeśli własny ojciec i matka wpajają ci, że jesteś nieudacznikiem, baranem, tumanem i do niczego się nie nadajesz to ciężko uwierzyć, że to dla twojego dobra.... :?

takie jest bynajmniej MOJE ZDANIE

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To bardzo bardzo bardzo trudny i ciężki do rozwiązania problem. Słowa wypowiedziane przez rodzica do dziecka są przyjmowane przez nie w stu procentach, bezkrytycznie, wchłaniane przez każdą komórkę ciała.. Dziecko karmione nieustanną krytyką, przyjmuje ją za swoją rzeczywistość. Niezmiernie trudno jest odmienić potem te zakodowane w sobie wzorce. Przemoc słowna potrafi skrzywdzić dużo mocniej niż przemoc fizyczna!

Znam kilka osób które niestety nie dały sobie z tym rady. Jedna z nich - szczególnie przeze mnie ukochana - odeszła na zawsze, pokonana przez straszny nałóg. Pomimo wieloletniej, niezwykle trudnej pracy nad sobą, nie potrafiła uwierzyć w siebie, pokochać się, nie potrafiła powiedzieć jednego dobrego słowa na swój temat! Być może, gdyby nie była uzależniona, dałaby radę - nie wiem. Wiem jedno - praca nad "odwróceniem" tych negatywnych auto-przekonań z dzieciństwa nie jest łatwa. Przeciwnie - jest bardzo, bardzo trudna, mozolna. Czasem to praca na całe życie. Ale warto - dlaczego? Bo oszukano Cię wmawiając Ci rzeczy, które są totalną bzdurą. Te autokrytyczne myśli w twojej głowie tak naprawdę nie są nawet Twoje - to głosy Twojej matki/ojca. Przeanalizuj, jak wiele spośród WSZYSTKICH Twoich przekonań nie jest tak naprawdę Twoich! Kiedy zaczniesz myśleć samodzielnie? Gdyby ktoś Ci wmówił kiedyś że masz różowego słonia na głowie, chciałabyś w to nadal wierzyć? A jednak tak robisz. Tak, to są te głupoty, które ktoś włożył do Twojej głowy. Gdy to zrozumiesz, dojrzejesz!

Jesteś ISTOTĄ LUDZKĄ i to daje Ci takie samo prawo do oddychania, miłości, szczęścia, jak każdy inny człowiek. Masz prawo - ponieważ jesteś człowiekiem, tego nikt Ci nie zabierze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moj problem jest prawdopodobnie duzo powazniejszy, ale ja tez podobnie jak wy nie mam ZADNEGO poczucia wlasnej wartosci. Wszyscy wokol mnie sa lepsi, wiedza wiecej niz ja, lepiej sobie radza w zyciu. Mimo iz wiem, ze to co widze na ulicy, to sa tylko 'awatary' prawdziwych ludzi, to o kazdej takiej napotkanej osobie potrafie stworzyc historie jej zycia i wmowic sobie, jak duzo bardziej wartosciowym czlowiekiem jest ode mnie. :( Nie mialem takich problemow jak wy w dziecinstwie z rodzicami. Za to wychowywalem sie prawie ze bez ojca (biologiczny nas zostawil, a przybrany jezdzil za granice do pracy), a mama mi powtarzala w kolko, ze jestem super, fajny, madry. Niby wszystko super, ale nigdy sie taki nie czulem. Zawsze od malego mialem poczucie nizszej wartosci, a slowa mamy chyba tylko rodzily we mnie konflikt, poniewaz na codzien w szkole widzialem, jak ludzie zdobywaja lepsze oceny, sa chudsi, ladniejsi, maja dziewczyny itd., czego ja nie doswiadczalem, a w domu bylem utwierdzany w przekonaniu, ze jestem wyjatkowy. Obecnie mam 21 lat i chyba moglbym powiedziec o sobie, ze jestem narcystyczny, w psychologicznym znaczeniu, poniewaz bynajmniej sie nie kocham. Moje poczucie wartosci jest MNIEJSZE niz 0, ja juz nawet nie wiem, co mam o sobie myslec, wiem tylko tyle, ze wszyscy sa lepsi ode mnie. Kazdego dnia towarzyszy mi zazdrosc, mimo ze teoretycznie zdobylem wiele z tych rzeczy, ktore w dziecinstwie mnie zadreczaly. Obiektywnie rzecz ujmujac jestem calkiem przystojny, ubieram sie lepiej niz wiekszosc ludzi, jestem inteligentniejszy niz wielu rowiesnikow (choc nie madrzejszy), a mimo to bardzo, bardzo nieszczesliwy i niespelniony. Ktos z zewnatrz moglby powiedziec, ze mam wszystko, a narzekam. Z tego powodu tez czuje sie winny. :( Inni ludzie tylu rzeczy nie maja, na tyle nie moga sobie pozwolic, a ja mam czelnosc narzekac. :( Ale wiedziec to, to zupelnie co innego niz czuc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja zawsze miałam siebie za osobę gorszą. przede wszystkim przyczynił się do tego fakt iż spotkało mnie to co spotkało. mam siostrzeńca 2 lata młodszego a siostrzenicę o 5 lat i im niczego nie brakowało, nikt się nad nimi nie znęcał, nawet nie krzyczał. więc muszę być gorsza wręcz zła skoro mnie wszyscy karzą. w dodatku przez ostatnie 4 lata utwierdzał mnie w tym przekonaniu partner, "jesteś nieudacznikiem, życiowym zerem, nadajesz się tylko do tego żeby cię ojciec pieprzył"...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam ponownie...

 

Pierwsze co musicie wiedzieć, czemu tak się dzieje. Musicie dostrzec to czemu tak macie. Poniżej zobrazowałem temat. Nie zgadzam się z beautyflower, wcale to nie musi być proces długo trwały i trudny. przez w/w osobę przemawia smutek i złe wspomnienia po ukochanej osobie, co przejawia się w tonie tego posta. Polecam zasadę: kiedy podejmujesz poważną decyzję, rób to gdy masz dobry i pozytywny nastrój, bo gdy masz doła to nawet małe rzeczy czy czynności urastają do niebotycznych rozmiarów.

 

a teraz do rzeczy:

 

wszyscy rodzimy się jako czyste kartki, dopiero w procesie dorastania czy to w domu czy to w szkole czy na osiedlu jesteśmy zapisywani - nabieramy wszystkich blokad, barier, kompleksów. Nasi rodzice sfrustrowani życiem i tym, że im nie idzie , często przerzucają gorycz niepowodzeń na swoje dzieci, krzywdząc je nieświadomie. Załóżmy jeśli wszyscy dookoła ciebie zaczynają mówić ze Kopernik nie był polakiem to po 100 usłyszanych takich opiniach zaczynasz się rzeczywiście zastanawiać czy tak jest. Podobnie jest z tym co mówią nam rodzice. Zwłaszcza jak jesteśmy mali i niedojrzali. Jako bardzo młoda osoba nie widzimy tego, że to co nam rodzice przekazują nie jest prawdą i chłoniesz tę negatywną myśl. Ciągle słuchanie że jesteś głupi/ nieudacznik / cokolwiek złe sprawia, że zaczynamy w to wierzyć. Tak jak z tym Kopernikiem. Na szczęście można to zmienić.

 

Tutaj trzeba przyjrzeć się aspektowi jak działa mózg. Jest to bardzo obszerny temat, dlatego skrócę go do minimum, tak by przedstawić sens, zadanie domowe trzeba odrobić samemu. Jak coś to po sieci bardzo dużo można o tym poczytać . Czytajcie o NLP (neurolingwistyczne programowanie), o programowaniu umysłu. Mózg jest jak komputer, można go zaprogramować. Wasi rodzice przez całe wasze dzieciństwo programowali Was w negatywny sposób (a wy nie posiadając wiedzy - pozwalałyście na to) i teraz to się odzwierciedla w Waszym życiu i poczynaniach. Teraz samemu cały czas myślisz to mi nie wyjdzie, bo jestem głupia albo nieudacznikiem. Przyciągasz do siebie te wszystkie negatywne rzeczy, zaczynasz w to wierzyć, taka samo spełniająca się przypowieść i co najgorsza to tylko pogłębia Twój stan. Załóżmy podchodzi do ciebie chłopak i mówi że "jesteś fajna", w tobie nauczona gównianym bełkotem o negatywnym zabarwieniu usłyszanym 100 razy od rodziców czy od rówieśników włącza się myśl "ta jasne" lub "przecież wiem że jest inaczej" lub "co on kombinuje" (lub cokolwiek sobie mówicie) i podświadomie sabotujesz swoje działania. Kiedy wyraźnie widać że chłopak jest tobą zainteresowany. Ty negatywnymi myslami i patrzeniem na swiat "negatywnymi oczyma" szukasz tych złych rzeczy w całej interakcji z drugim człowiekiem i zamiast pozwolić mu się zaprosić na spacer to przekazujesz mu "idź stąd ja jestem nieudacznikiem". A przecież wiecie że tak nie jest !! Mózg składa się z miliarda ścieżek neuronalnych połączonych ze sobą (warto o tym poczytać i się dokształcić , o NLP ale nie tylko). Każda mysl to tworzenie takiej nitki neuronalnej w swoim mózgu. Kiedy rodzice powtarzają ci że jesteś bleee i ty pomyslisz 100 razy ze tak jest z jednej negatywnej nitki w mózgu robi sie 100. Z nitki tworzy się sznur ( zbudowany ze 100 nitek). Po paru latach macie zbudowane całe centrum prętów (autostrad) , mocnych sznurów neuronalnych o zabarwieniu negatywnym, co odzwierciedla sie w waszych myslach i działaniu. Wiedzcie że rzeczywistosc jest zupełnie inna od tej którą widzicie. Czemu od dzis macie nie myslec tylko pozytywnie ?

 

Jest świat zewnętrzny, Twój filtr (przetwarzacz rzeczywistości) i Twój mózg. Wasz negatywny filtr zniekształca rzeczywistość i wszędzie szukacie tego co negatywne, potwierdzające wasze negatywne mysli, a co przekształca w rzeczywistość. ZALECAM:

 

- przestańcie się nad sobą użalać, w niczym wam to nie pomaga, a tylko pogrążacie się w swoim negatywnym swiecie.

- jest taka maksyma z kim się zadajesz taki się stajesz, przestańcie więc rozmawiać między sobą o tym jak wam zle (takie kółko płaczące nad rozlanym mlekiem). zacznijcie przebywać z ludzmi pogodnymi, którzy Was akceptują. Zmieńcie negatywne otoczenie jak trzeba.

- zacznijcie zwracać uwagę na wasze myśli. Zróbcie sobie ćwiczenie, zacznijcie zapisywać wszystkie negatywne myśli jakie się w Was pojawiaja, zobaczycie czym karmicie swój umysł. Jesli codziennie wpierdzielasz niezdrową żywnosc to twój organizm niszczeje, stajesz się grupy itd itp. Tak samo jest z mózgiem jesli codziennie karmisz go złymi myslami to trujesz swój umysł.

- wykonujcie czynnosci które was uszczesliwiają. W anglii były robione badania na osobach w depresji. Jedyne co miały robić to wykonać codziennie 3 czynnosci które sprawiały że były chodź przez chwilę szczęsliwe i się smiały. Po 1,5 roku wszyscy uczestnicy badań wyszli z tego stanu. obejrzyjscie smieszny serial, poczytajcie kawały. Jak człowiek się smieje to wydzielają się w nim endorfiny - hormony szczęscia. Naukowo zostało dowiedzione że nie możesz w tym samym czasie być smutna i szczęsliwa. jedno uczucie wyklucza drugie. Dlatego smiejcie się jak najwięcej.

 

szukajcie rzeczy które na Was działają. I pamiętajcie każda porażka zbliża Was do sukcesu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

też zawsze miałam kłopoty z przyjmowaniem komplementów :roll: jednak od jakiegos czasu uczęsię zamiast "eee tskie tam , nic nadzwyczajnego" odpowiadać "dziękuję" i się uśmiechnąć przy tym. Nie jest to łatwe, ale małymi kroczkami się udaje !

To jest nieśmiałość i brak poczucia własnej wartości ;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja tez sie tak nauczylem odpowiadac, ale dla swietego spokoju raczej.

 

Nie wiem czemu, bo zazwyczaj do mnie takie rzeczy to rzucanie grochem o sciane, ale Twoje slowa salos mnie jakos podniosly na duchu. To co napisales wydawalo mi sie bardzo oczywiste, wiele razy o tym czytalem, ale tym razem to jakos we mnie uderzylo. Postaram sie zrobic tak jak napisales/as.

 

To moze byc wina tych promieni slonca muskajacych moja twarz.

 

Ale powiedz mi jedno. Czy warto przerwac na chwile studia, zeby zajac sie soba? Bo wszedzie dookola slysze, ze nie mozna sie poddawac, ze jak tak zrobie to znowu uciekne od czegos. Tylko ze ja nie wiem czy jestem w stanie walczyc na tych dwoch frontach na raz. :( Ja nawet nie wiem czy chce studiowac, a zwlaszcza to co studiuje. Robie to po to, zeby nie zostac potepionym przez innych, zwlaszcza mame, ktora moze byc bezposrednia przyczyna moich klopotow.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
J

Ale powiedz mi jedno. Czy warto przerwac na chwile studia, zeby zajac sie soba? Bo wszedzie dookola slysze, ze nie mozna sie poddawac, ze jak tak zrobie to znowu uciekne od czegos. Tylko ze ja nie wiem czy jestem w stanie walczyc na tych dwoch frontach na raz. :( Ja nawet nie wiem czy chce studiowac, a zwlaszcza to co studiuje. Robie to po to, zeby nie zostac potepionym przez innych, zwlaszcza mame, ktora moze byc bezposrednia przyczyna moich klopotow.

 

ja rzuciłam studia bo mi nie odpowiadały.. i też dzięki temu po dwóch latach słyszę docinki w tym temacie..

także rozumiem Twój dylemat..ale poradzić Ci nic nie mogę ;/

 

-- 14 mar 2011, 14:39 --

 

też zawsze miałam kłopoty z przyjmowaniem komplementów :roll: jednak od jakiegos czasu uczęsię zamiast "eee tskie tam , nic nadzwyczajnego" odpowiadać "dziękuję" i się uśmiechnąć przy tym. Nie jest to łatwe, ale małymi kroczkami się udaje !

To jest nieśmiałość i brak poczucia własnej wartości ;/

 

fobia zazdroszczę Ci.. to już jest krok w przód..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam poczucie, że jestem najgorsze. Wpajała mi to rodzicielka od małego. Że zawsze mogło mi coś pójść lepiej, że zawsze ktoś jest lepszy ode mnie. Że jestem zła, niedobra, że jestem przyczyną wszelkiego zła. I zaczęłam w to wierzyć. Teraz mój chłopak próbuje mnie z tego wyciącnąć, ale ciężko jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też niestety mam ten problem . Od małego mnie poniżano / karcono / wyzywano.

Zawsze byłem tym najgorszym / matołem / nieudacznikiem / dziwakiem .

Lecz u mnie sie to zmieniło , zaczołem sie stawiać rodzicą i nie pozwalam sobie . Odpowiadam im tym samym , nie daje sie poniżyć. Musicie uwierzyć w siebie , zrobić coś dobrze i sie tym nakręcać że może być kolejna rzecz która odkryjecie że wam wychodzi . Ja ledwo zdawałem i teraz mam juz lepsze stopnie , nie czuje sie tym najgorszym ale tutaj akurat pomogła mi partnerka . Która jest jedyną osobą która szczerze wieży we mnie , dopinguje mnie i pomaga w nauce a ja staram sie odwzajemniać tym co jej wychodzi gorzej a mi to przychodzi z łatwością . Nie dołujcie siebie sami , wręcz na odwrót . Trzeba podbudowywać siebie a z nakładem pracy będzie coraz lepiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

salos, masz absolutną rację. Jednak dodam swoje 3 gr. Radził bym w momentach odbierania komplementu (ale nie tylko wtedy) przestać myśleć negatywnie. W ogóle nie analizuj sytuacji. Niech podświadomość sama wygeneruje odpowiedź i reakcję. Wiem że to brzmi to trochę naiwnie ale nie wiem jak to określić. Wszystkim zdołowanym polecam film "Yes man" (polski tyt. "Jestem na tak") z Jimem Carey'em. Naprawdę można się podbudować tym filmem.

 

Dziewczyny wiem że może to niewiele wam pomoże ale na pewno fajne z was babki tylko musicie zmienić myślenie o sobie no i pozwolić się polubieć. Na poprawę humoru proponuję ten wykład, szczególną uwagę zwróćcie na fragment o komplementach. :D

 

[videoyoutube=Erln0VyoFhA]Mumio w dawnych czasach[/videoyoutube]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moja mama jest osobą bardzo znerwicowaną. przynajmniej taką ją pamiętam za czasów dzieciństwa, które nie było szczęśliwe z mojego punktu widzenia. teraz mama już nie jest taka, być może dlatego, że my (ja i mój brat) jesteśmy starsi, prawie dorośli, i zachowujemy się bardziej 'odpowiednio', 'grzecznie' ?

mama często krzyczała, a raczej darła się, wydzierała się, biła nas także.czasem za głupstwa, np. że nie powiedziałam babci żeby kupiła mi okładki na zeszyty (boże...), i przy tym wyzywała.zawsze słyszałam że jestem nic nie wartą ku**ą, c**ą, wszystko robię źle i jeśli tego nie naprawię to mnie zabije. do tego nie mogłam płakać bo dostawałam jeszcze raz. moja mama uważała, że jeśli ona dostała takie wychowanie od swojego ojca to my też powinniśmy. nienawidzę jej za to i na pewno nigdy nie podziękuję co tak mi wmawiała!

zawsze też obwiniała mnie za rozpad jej związków, bo np. nie powiedziałam jej facetowi przez telefon że nie jest taka zła jak on myśli. i dostawało mi się za to.

często mówiła że mnie nienawidzi.

w szkole mimo, że dostałam 5 to i tak było coś co mogłam zrobić lepiej. i tak mówi mi dzisiaj

chociaż zarzeka się że to co robię, robię dla siebie, to i tak zawsze musi być po jej myśli.

zdominowała mnie, boję się jej. teraz nie umiem nawet wybrać bluzki w sklepie bo boję się , że jej sie nie spodoba.

to ją obwiniam o moje niskie poczucie własnej wartości, o to że nie wiem kim chcę być bo zawsze wybierała za mnie. i jak zawsze chodzi o moje dobro, bo ona chce żebym miała lepiej od niej. pewnie i tak jest.ale moim zdaniem powinna zrozumieć, że skoro jej ojciec też robił to samo, to to nie jest dobre. nie rozumiem...

kocham ją i jednocześnie nienawidzę

 

i jak tu nie mieć niskiej samooceny?

 

najgorsze jest to, że nadal się jej boję, chociaż nie jest już tak źle jak było, ale strach pozostał

i boję się, że nie bd umiała wybrać zawodu i wtedy matka się wkurzy..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiecie co..pocieszna jest Wasza obecność :) nawet w nieszczęściu dobrze nie być samemu, wiadomo że lepiej gdybyśmy takich problemów nie mieli ale skoro już je mamy to przynajmniej troche nas jest :):):*

 

-- 21 mar 2011, 22:44 --

 

Jajecznica Ty to masz na prawdę przesrane ;/ szczerze Ci współczuje takich wspomnień, sam fakt że pamietasz takie szczegóły jak te z tymi okładkami świadczy o tym jak głęboko ,to' w Tobie siedzi ;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×