Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
circ

Psychologia a teologia duchowości.

Rekomendowane odpowiedzi

Ile razy przyjrzę się jakiemuś zagadnieniu z dziedziny psychologii, tyle razy widzę, że albo jest sprzeczne z teologią duchowości, albo ją nieuczciwie wręcz pomija, naruszając tym w efekcie zasady etyki lekarskiej, lub nieświadomie naruszając dobro pacjenta.

Błędy psychologii są oczywiste, jeśli rozpatrywać ją nawet zdroworozsądkowo, a już teologia obnaża je bardzo wyraźnie.

Do tego stopnia jest to problem, że wszedł do polityki.

Te dziedziny budują swoje teorie na różnych od siebie paradygmatach prawdy.

Nieporządek ten rzutuje na sferę społeczną, rodząc różne sprzeczne teorie, różne "prawdy" i wizje świata.

Mamy to potem w mediach.

 

Może by zastanowić się na fundamentami paranauki, jaką jest psychologia i psychiatria.

Dlaczego te dziedziny uporczywie abstrahują od ducha?

 

Terapeuci sami widzą, że są nieskuteczni i szukają duchowości w jodze, lub buddyzmie. Czemu nie w chrześcijaństwie, które położyło podwaliny pod całą zachodnią naukę? ( może nie całą, bo ojcami psychologii nie są wyłącznie chrześcijanie)

 

Do Lutra obowiązywał tu jeden paradygmat prawdy i cywilizacja kwitła.

 

Jest tu ktoś, kto udźwignie ten temat?

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wg mnie to jest oczywiste. Nauka nie idzie w parze z 'duchowością' jakkolwiek zwaną. Religii nie da się zbadać, wytłumaczyć. Dla osób podchodzących do danej sprawy racjonalnie, ważniejsze są dowody, niż domniemania.

Osobiście stawiam na naukę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A czy świat uczuć da się zbadać, jeśli nie wyjdziemy, by zobaczyć go od jakiegoś "zewnątrz", ktore daje miarę?

Czy chore uczucia da się wyleczyć uświadomieniem problemu lub tabletką?

 

Fizyka ma matematykę, która jest jakimś zewnętrznym kryterium, miarą i fundamentem. Najczęściej zaczyna się od matematyki, lub matematyką opisuje zjawiska.

Psychologia nie ma takiej zewnętrznej miary i języka.

Język psychologii jest wewnętrzny w stosunku do niej i nieostry.

Depresja jest tylko depresją, z jej objawami, ale w teologii ta sama "depresja" ma różne nazwy, przyczyny i rodzi różne skutki.

Teologia ma też bardzo konkretne lekarstwa.

 

I jeśli psychologia, jak Pan twierdzi nie idzie w parze z duchowością, to czemu Eichelberger po latach bezowocnej praktyki sam został buddystą i zaleca buddyzm jako terapię?

To samo mamy w przypadku praktyka Albisettiego, który widząc, ze nie ma efektów terapii nawrócił się i zaleca to pacjentom, uważając, że psychologia i psychiatria bez duchowości to ślepy zaułek.

 

Twierdzi Pan, że religii nie da się zbadać. Owszem, da się ją badać własnym duchem i te doświadczenia potwierdzają, że objawienie jest doświadczalną prawdą.

Czy my wszystko musimy statystycznie uśredniać? Srednia to nie prawda, ale jakiś współczynnik, czyli abstrakcja.

Jesli już przyjmujemy abstrakcję, czemu nie może być nią Bóg?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Twierdzi Pan, że religii nie da się zbadać. Owszem, da się ją badać własnym duchem i te doświadczenia potwierdzają, że objawienie jest doświadczalną prawdą.

Parafrazując - widocznie nie każdemu jest dane to zbadać.

Jesli już przyjmujemy abstrakcję, czemu nie może być nią Bóg?

Nikt tego nie zakazuje. Dla jednego taką abstrakcją jest bóg, dla kogoś innego abstrakcja nie istnieje, liczą się fakty. Jedni i drudzy powinni siebie szanować, ale szansa na osiągnięcie kompromisu jest wg. mnie znikoma.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Cytuj:

Twierdzi Pan, że religii nie da się zbadać. Owszem, da się ją badać własnym duchem i te doświadczenia potwierdzają, że objawienie jest doświadczalną prawdą.

 

Parafrazując - widocznie nie każdemu jest dane to zbadać.

 

Tak jak nie każdy może zajmować się fizyką, matematyką, lub sztuką, bo ma zero talentu.

Psychologią może zajmować się każdy, kto opanuje wiedzę, nawet psychicznie lub umysłowo chory.

 

Ludzka natura winna być badana przez system, który ma korzenie w Prawdzie, a taką jest tylko teologia bo bardzo precyzyjnie definiuje dobro i zło na każdym poziomie i jest to prawda naukowa, potwierdzona tradycją i doświadczeniem. Bez teologii moralnej psychologia jest ślepa.

 

Praktycznie tak wygląda różnica;

 

Kryteria diagnostyczne ICD-10

1. stałe napięcie i niepokój -gniew

2. poczucie nieatrakcyjności indywidualnej- pycha

3. koncentracja na krytyce- zazdrość

4. niechęć do wchodzenia w związki- pycha

5. ograniczony styl

życia – zapewnianie sobie fizycznego bezpieczeństwa- pycha

6. unikanie kontaktów społecznych z obawy przed krytyką, nieakceptacja, odrzuceniem- pycha

 

Widać więc, że u żródeł osobowości unikającej leży grzech/błąd pychy, reszta to pochodne.

Grzech pychy jest wynikiem niedostatecznego rozumienia i praktykowania pierwszego przykazania.

Kierownik duchowy ( stały spowiednik) ma za zadanie pokazać gdzie tkwi błąd i zadać pokutę i ćwiczenia duchowe, aż do wygaszenia błędu. Pacjent wie przynajmniej, że to jest złe. Psychologia w tym wypadku będzie dawać pacjentowi narzędzia samousprawiedliwienia, co zmniejszy motywację do wyleczenia.

Kapłan powie, bracie, zmierzasz do piekła, czyli jeszcze bardziej wystraszy zniewieścialca i strach jest tu motywacją do wyleczenia, ale i nagroda nieba. Jest więc kij i marchewka i napięcie pomiędzy nimi, które zmusza do pracy.

 

[Dodane po edycji:]

 

Cóż albo rozum albo wiara.

Cytuj:

Ile razy przyjrzę się jakiemuś zagadnieniu z dziedziny psychologii, tyle razy widzę, że albo jest sprzeczne z teologią duchowości

 

Cóż albo rozum albo wiara.

 

Fides et ratio.

 

Rozum bez wiary jest głupotą, wiara bez rozumu szaleństwem.

 

[Dodane po edycji:]

 

Nauki o człowieku nie dadzą sobie rady bez definicji dobra i zła, co już widać.

 

[Dodane po edycji:]

 

Jesli już przyjmujemy abstrakcję, czemu nie może być nią Bóg?

Nikt tego nie zakazuje. Dla jednego taką abstrakcją jest bóg, dla kogoś innego abstrakcja nie istnieje, liczą się fakty. Jedni i drudzy powinni siebie szanować, ale szansa na osiągnięcie kompromisu jest wg. mnie znikoma.

 

 

Nikt tego nie zakazuje.

To zdanie jest bardzo ciekawe. Zapewne pańskie przekonania są liberalne, zapewne popiera Pan liberalów w głosowaniu, a wyznaje Pan system zakazowo-nakazowy. Może Pan wyjaśnić tę sprzeczność umysłu i woli?

W którym obszarze pańskiego wnętrza leży potrzeba nakazu-zakazu, a w którym uważa się Pan za liberała, czyli człowieka który jets przekonany, że mamy teraz liberalizm, czyli wolność. A może to brak Ojca?

Jak Pan sobie radzi z tym pęknięciem?

 

Dla jednego taką abstrakcją jest bóg, dla kogoś innego abstrakcja nie istnieje, liczą się fakty.

Istnienie Boga jest faktem, tyle, że niewidzialnym dla niektórych świadomości, a widzialnym dla innych.

Wiara, to zaufanie tym świadkom, którzy go widują, lub widzieli. Kto go widzial, doswiadczył kontaktu, nie musi już w Niego wierzyć, ale Jemu wierzyć, tak jak może Pan komuś wierzyć lub nie.

Rzeczywistość widzialna, to czubek gory, reszta jest ukryta, tak samo jak z uczuciami. Ponadto pasm i kanałów percepcjii zmysłowej jest bardzo wiele.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam rację.

 

Psychologia opisuje choroby, z których wszystkie są skutkami grzechów indywidualnych lub pokoleniowych.

Jesli znać przyczynę,można podjąć leczenie skutków. Inaczej jest to wieczne wpatrywanie się w swoje ułomności.

 

np. takie zdanie

"Wynika to z nadmiernej wrażliwości, zwłaszcza z nieradzenia sobie z przejawami odrzucenia, upokorzenia lub poczuciem wstydu."

 

Psychologia nie określa czym jest ta nadmierna wrażliwość, nie mówi, że jest to wrażliwość na siebie, przy braku wrażliwości na innych.

Wrażliwość na innych jest dobra, wrażliwość na siebie zła. Psychologia nie ocenia i to jest błąd.

Musimy zmierzyć się z sobą by wykorzenić zło i dążyć do dobra, a to spowoduje proces wyleczenia.

 

Teologia to poznawanie doskonałości, jaką jest Bóg i zwrot ku tej leczącej i kochającej doskonałości.

Psycholog cię nie kocha, on cię opisuje. Opis nie leczy, szczególnie taki, który nie odnosi się do całej prawdy.

 

Psychiatria nie mówi, że większość chorób to demoniczne zniewolenia. Człowiek żyjący w grzechu otwiera się na zewnętrzne, osobowe zło, ktore zniewala i jest doświadczalne, wystarczy przeczytać relacje egzorcystów, czy ludzi, ktorzy zostali uwolnieni.

 

Psychologia to nie nauka, bo nie sięga do zródeł prawdy.

http://lublin.republika.pl/egzorcysta8.html

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

circ, sugerujesz, że w dziale Oferty zamiast gabinetów i poradni psychologicznych powinny być ogłoszenia księży, którzy wypędzają:

demoniczne zniewolenia

?

 

No nie przekonujesz mnie. A staram się racjonalnie i poważnie podejść do tematu.

 

[Dodane po edycji:]

 

PS. Jako ciekawostkę powiem, że mam znajomego księdza, który ma lęki przed odprawianiem mszy. Chodzi do psychiatry i wbrew temu co mówisz - pomaga mu to.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

circ, tak z czystej ciekawości chciałbym zapytać, czy masz zaburzenia podobne do naszych? Depresja, nerwice, PTSD, schizofrenia? Z tego co mówisz, jesteś przekonana o swoich racjach. Ale czy doświadczyłaś któregoś z zaburzeń o których tu mowa na sobie?

W momencie kiedy pojawiły się u mnie pierwsze objawy nerwicy lękowej byłem wierzący, praktykujący, wydawało mi się, że wiara mi pomoże. Po jakimś czasie zdałem sobie sprawę z tego, że tylko ja mam wpływ na to jak się czuje, żadna istota wyższa wg mnie nie jest w stanie mnie uzdrowić, bądź ukarać chorobą. W wielu Twoich postach odwołujesz się jedynie do tematów teologicznych, jak byś była zamknięta na to, że część ludzi która tu przychodzi ma inne zdanie i wolą leczyć się po swojemu.

Dlaczego nie chcesz tego przyjąć jako fakt. Ludzie są różni i nie koniecznie jesteś w stanie ich zmienić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale bzdury, gorszych glupot jeszcze nie czytałam. To co majac chorobe (zaburzenie osobowosci, nerwice, depresje) popelniam grzech??

A czy ja na własne życzenie mam ta chorobe???? Chyba k***a nie........ :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
circ, tak z czystej ciekawości chciałbym zapytać, czy masz zaburzenia podobne do naszych? Depresja, nerwice, PTSD, schizofrenia? Z tego co mówisz, jesteś przekonana o swoich racjach. Ale czy doświadczyłaś któregoś z zaburzeń o których tu mowa na sobie?

W momencie kiedy pojawiły się u mnie pierwsze objawy nerwicy lękowej byłem wierzący, praktykujący, wydawało mi się, że wiara mi pomoże. Po jakimś czasie zdałem sobie sprawę z tego, że tylko ja mam wpływ na to jak się czuje, żadna istota wyższa wg mnie nie jest w stanie mnie uzdrowić, bądź ukarać chorobą. W wielu Twoich postach odwołujesz się jedynie do tematów teologicznych, jak byś była zamknięta na to, że część ludzi która tu przychodzi ma inne zdanie i wolą leczyć się po swojemu.

Dlaczego nie chcesz tego przyjąć jako fakt. Ludzie są różni i nie koniecznie jesteś w stanie ich zmienić.

 

 

Na studiach miałam nerwicę wegetatywną, ale wtedy odeszłam od wiary i praktyki całkowicie, nagrzeszyłam, co tu dużo mówić.. Lekarz powiedział mi wtedy, że ta nerwica to złudzenie i nic mi się realnie nie dzieje ze zdrowiem. Przyjęłam to na wiarę, trochę się uporządkowałam i minęło, ale to minięcie bylo płytkie. Bardzo zawaliłam sobie życie grzesząc ,pojawiły się konsekwencje i oczywiście problemy wróciły w głębszej formie. Pojawiły się jako cierpienie duszy, bardzo dotkliwe, z rzutowaniem na psychikę, więc poczucie smutku i rozdarcia, chaos myśli. Szukałam wyjścia z tej ogromnej niedogodności i stało się tak, że wtedy bezsilna pierwszy raz zawołałam spontanicznie do Boga;-Jeśli jesteś, pomóż. Odpowiedź pojawiła się, ale mój umysł był wtedy zbyt pogubiony, by ją w pełni zrozumieć i zaczęła się mozolna droga poszukiwań najpierw rozumowych, bo jestem zbuntowana i dociekliwa. Przeleciałam się przez wszystkie książki szamańskie, buddyjskie, praktykowałam jogę, ale stan pogubienia nie ustępował, mnożył się myślowy chaos, bo jedne klocki nie pasowały do innych. W końcu w rozmowie z pewnym dominikaninem u mnie w domu, kiedy próbowałam mu tłumaczyć, jak buddyzm jest mądry on zapytał, czy sięgałam do katolickich żródeł, na co prychnęłam, że tam nic nie ma i zadałam kilka jak mi się wydawało powalających pytań. On powiedział, bym go nie rozśmieszała, bo pytam o elementarz, który jest w Katechizmie Kościoła (poszerzonym) i jak go przeczytam i wątpliwości zostaną, wtedy ze mną pogada. Wzięłam się więc za przejrzenie katechizmu i odkryłam, że to jest to. Potem otwarłam Biblię i każde słowo wydało mi się żywe, jakby skierowane prosto do mnie, otwarła się dla mojego umysłu jej symbolika, a symbole to klucz (wcześniej brałam to tylko dosłownie). Biblia wprawdzie na każdym poziomie jest prawdą, ale poziom dosłowny mało mówi. To był dopiero początek, bo modlitwa przyszła o wiele później. Na początku miałam tylko głód wiedzy, ale ona mnie nie zmieniała, dopiero modlitwa ruszyła sprawę błyskawicznie. Klocki zaczęły układać się same z siebie i to był cud, bo tych klocków była masa i rozum w życiu sam by się z tym nie uporał.

Teraz mam w głowie porządek i jestem silna, ale też słaba, tyle, że inaczej, jakby bardziej wrażliwa. Wiara to niezwykła przygoda, codzień coś zaskakuje, zadziwia, codzień coś się odkrywa, i nawet w największych kłopotach dusza jest spokojna jak jezioro bez wiatru. Człowiek zachowuje wszystko co miał, żywość uczuć, głębię poznania, sprawny, uporządkowany umysł, ale coś jest inaczej, jakby pełniej, więcej i zupełnie bez lęku. I jest rozumienie świata i ludzi, takie rozumienie, które jest darem, talentem. Tego nie da się wypracować, ani nauczyć. To trzeba dostać.

Teraz, jak dopadnie mnie cierpienie, wiem, że to etap rozwoju i modlę się i czekam na wejście na wyższy poziom organizacji duchowej i intelektualnej. Za tym idzie zawsze większa świadomość siebie i uczuć. Odróżniam pokusy od szaleństw wyobrażni, umiem nazwać wiele w sobie i ocenić, co zostawić, rozwijać, co wyrzucić. Taki komfort.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

circ, proszę Cię, to co piszesz, to za przeproszeniem stek bzdur.

 

Każdy robi jak uważa, jeśli uważasz że wiara Ci pomaga, ok, stosuj to jako metodę leczenia, ale nie wmawiaj innym że jest to jedyny i najlepszy sposób na pokonanie naszych chorób. Poza tym co z ateistami, którzy nie wierzą w Boga?

 

Proszę, nie wciskaj nam na siłę, że masz rację, bo nie masz absolutnie żadnych dowodów na to, że to co piszesz chociaż w części jest prawdziwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Proszę, nie wciskaj nam na siłę, że masz rację, bo nie masz absolutnie żadnych dowodów na to, że to co piszesz chociaż w części jest prawdziwe.

 

A jaki ty masz dowód, że każdy lęk trzeba leczyć u psychologa?

Kiedy mam lęk o pieniądze i nic z tym nie robię, on staje się fobią. Jeśli jednak potraktuję ten lęk jako ostrzeżenie, że się lenię, staje się konstruktywnym bodźcem do pracy, kreatywności. Musze dopuszczać do fobii i leżć z tym do psychuszki? Co powie mi psycholog? Odeśle po tabletki do psychiatry? Przerobiłam to, wybrałam się tam i znalazłam ludzi, którzy potrzebowali ode mnie pomocy, bo mieli większe problemy z sobą niż ja. Spróbowałam też tabletek i widziałam co robią z umysłem i uczuciami i nigdy już tego nie wezmę, zresztą nie potrzebuję już, dzięki Bogu.

 

"stałe napięcie i niepokój"

Jaki masz dowód, że modlitwa o spokój serca nie jest skuteczniejsza niż kozetka i tabletka? próbowałeś?

 

Co z ateistami?

Niech się pomodlą o wiarę. Dostaną natychmiast. Za to ci ręczę. Wiem, bo sama się nawróciłam i pomogłam w tym wielu ludziom, którzy zwalali na mnie swoje problemy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

circ, po pierwsze jestem kobietą więc nie zwracaj się do mnie jak do mężczyzny.

 

Tak, myślałam, że pozytywne myślenie, modlitwa, wiara mnie wyleczy... niestety nie pomoglo w niczym. Wręcz moje objawy sie nasiłyły, samookaleczenia, ciągłe napady płaczy itp.

 

Ufam lekarzon, którzy są z krwi i kości niż Bogu, którego nawet nikt nie widział.

 

[Dodane po edycji:]

 

Poza tym szkoda czasu na dyskusje z Tobą.

 

Ode mnie tyle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pozytywne myślenie, to se odłóż. Ono samo przychodzi wraz ze zdrowiem.

Co sie katujesz, kobieto?

 

A długo żeś się modliła, czy tylko raz?

I szczerze się modliłaś, rozmawiałaś z Bogiem, cz pacierze klepałaś? Bo to ważne.

Z Bogiem rozmawia się jak...hym...jak z kimś kto cię dobrze zna, lepiej niż ty sama i mimo tego cię kocha.

Jest zakochany w Tobie jak rycerz na białym koniu ( mimo, że Cię zna) i tu nic nie przesadzam, bo zbadałam sprawę.

Mówisz do niego, jak do przyjaciela, w cichości duszy, możesz mu się skarżyć (tylko nie klnij), możesz pytać i nawet narzekać.

Wolno ci. Musisz też zrobić przerwę i czekać, aż ci odpowie. Zawsze odpowiada, ale zaskakująco, więc musisz być czujna.

Czasem to głos wewnętrzny, a czasem znak.

Mnie kiedyś odpowiedział ptaszkiem, jakiego nigdy w życiu wcześniej nie widziałam, wszedł na parapet przez otwarte okno, pospacerował sobie i wyszedl. Ten ptaszek pojawił się akurat wtedy, kiedy miałam straszne poczucie winy i w tym samym momencie w radio usłyszałam słowa "nie dręcz się poczuciem winy" i pojawił się ten ptaszek równoczesnie. Natychmiast poczułam się usprawiedliwiona i nawet śmiać misie zachciało, że sama siebie tak dręczę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Circ - czyżby udało nam się połączyć ze studiem Radia Maryja? Bez urazy ale piszesz jak nawiedzony ksiądz... :?

 

No i ciągle ta pycha, pycha, pycha... Kup sobie lody albo zestaw w Mc Donald's, może wtedy przestanie cię prześladować to słowo... Hmmm, a co jak to jakieś... natręctwo (witaj w klubie :mrgreen: )!!! Jesteś jednym z nas, jednym z nas... buhahaha :mrgreen: .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
nawiedzony ksiądz

 

Już go zdiagnozowałeś? Kto ci tę akurat miarę zainstalował w głowie?

Przypomniej sobie, jeśli masz jakiś wgląd w siebie, off cours.

 

 

A ty nie piszesz jak nawiedzony psycholog amator? albo i nie amator, nie ma róznicy w tym zawodzie, akurat.

 

Sam widzisz, jaki poziom wybrałeś na płaszczyznę dialogu. Chyba nie ma tu prawdy, co?

Chyba, że nie widzisz. Wariaci jak wiadomo z teologii są częściowo zaślepieni, do ich świadomości mało co dociera, ze względu na blokady.

Weź wyluzuj.

 

Tu sobie przeczytaj

list-polskie-towarzystwo-psychologiczne-t23291.html

 

a doznasz lęku, fobii, dysonansu poznawczego, i co tam jeszcze macie za zabawki;-))

 

Podtrzymuję tezę, że tu siedzą najlepsi ludzie, bo wrażliwi i zadający pytania i wmówiono im chorobę, zamiast im odpowiedzieć zgodnie z prawdą.

Ale do prawdy trzeba dojrzeć. Zawodu psychologa nie wybierają ludzie dociekliwi, ale zaburzeni, a zaburzenie blokuje funkcje poznawcze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mam zamiaru się kłócić, także... slow down albo take it easy... :mrgreen:

 

Mam tylko takie pytanie - po co zalogowałeś się na tym forum?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zalogowałam się, żeby pogadać, jak wszyscy tutaj.

 

;-)))))

 

chyba nie muszę być smutasem, co?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Psychologia opisuje choroby, z których wszystkie są skutkami grzechów indywidualnych lub pokoleniowych.

 

Ostatnio też się nad tym zastanawiałam. Czasem czytam Biblię, Circ i też mnie uderzyło, że w Starym Testamencie Bóg karał za grzechy do 4 pokolenia. Od razu pomyślałam o rodzinach w których był alkohol, o zdradach, patologiach i o tym jaki to ma wpływ na dzieci. Takie rzeczy rzeczywiście mogą być przenoszone na dzieci. I z wiedzą psychologiczną jaką mam ten tekst z Biblii (już nie pamiętam w jakiej Księdze go dokładnie przeczytałam) nabrał zupełnie nowego znaczenia.

 

Tylko dlaczego od razu skreślać psychologię i psychiatrię? Nie rozumiem??? Jak dla mnie psychologia i duchowość to są bardzo powiązane dziedziny. Jedna raczej uzupełnia drugą.

 

Też jestem ciekawa po co się zalogowałaś na forum. Chcesz komuś pomóc?

 

Ja przez długi czas byłam katoliczką, ale po prostu nie mogę się zgadzać z niektórymi postulatami kościoła, więc do niego już nie chodzę. Nadal wierzę, ale robię to po swojemu. Tak jest bardziej uczciwie wg. mnie. I tak połowa ludzi w tym kraju chodzi do kościoła bardziej z przyzwyczajenia niż z prawdziwej wiary.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jak dla mnie psychologia i duchowość to są bardzo powiązane dziedziny. Jedna raczej uzupełnia drugą.

 

Duch stoi nad psychiką. Już Chińczycy to zauwazyli tysiace lat temu. Wyższe leczy niższe, bo jak mówi Tao "zasada na górze, szczegóły u dołu"

W chrześcijaństwie zasadą najwyższą jest miłość i ona leczy najskuteczniej. Miłość to nie uczucie, ale postawa dobrej woli (dawcy), która również może przejawiać się dodatkowo ciepłem uczuć, które są niżej niż wola, leczą więc słabiej niż ona.

Dobrą wolę streszcza zdanie " łatwo kochać pięknego, zdrowego i bogatego, ale to żadna zasługa"

Bóg kocha najbardziej chore i zagubione owce, a my go mamy naśladować. Proste.

Chcesz być kochana? kochaj sama, tak jak Bóg.

Czy psychoterapeuta kocha pacjenta? Nie. On kocha kasę.

 

Ja przez długi czas byłam katoliczką, ale po prostu nie mogę się zgadzać z niektórymi postulatami kościoła, więc do niego już nie chodzę

Też tak się nie zgadzałam, dopóki nie przeczytałam katechizmu.

 

I tak połowa ludzi w tym kraju chodzi do kościoła bardziej z przyzwyczajenia niż z prawdziwej wiary.

I dlatego chorują.

 

[Dodane po edycji:]

 

Mam tylko takie pytanie - po co zalogowałeś się na tym forum?

 

bo was kocham.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To powiedz mi dlaczego moja wiara mnie nie uleczyła? Naprawdę kiedyś byłam praktykującą katoliczką. Pewnie napiszesz, że to z mojej winy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Bóg ma plany co do nas wszystkich z osobna... ale ciężko wyrokować lub podważać jego decyzje

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
To powiedz mi dlaczego moja wiara mnie nie uleczyła? Naprawdę kiedyś byłam praktykującą katoliczką. Pewnie napiszesz, że to z mojej winy...

 

Dlatego, że się oszukiwałaś w wierze. To nie była prawdziwa wiara.

Tej Pani też się wydawało, że jest katoliczką.

http://www.voxdomini.com.pl/sw/gloria_polo.htm

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×