30 lat musiało minąć...

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

30 lat musiało minąć...

przez millennium 10 sty 2010, 22:27
...abym odważyła się pójść do specjalisty i opowiedzieć mu co robię, jak się zachowuję, jakie mam lęki, jak bardzo nie potrafię się cieszyć, i nie rozumiem co to znaczy hobby.
Usłyszałam, że nerwica.
Kolejnego roku potrzebowałam, aby się z tym pogodzić, i się tym tematem zainteresować. Dzisiaj usiadłam przy putrze i od 6 godzin czytam, analizuje, kombinuje i poznaje. Tak naprawdę poznaję samą siebie.
Trafiłam tutaj i po przeczytaniu kilkuset postów popłakałam się po raz pierwszy od lat. Nie popłakałam się nad Waszymi historiami, nie nad Wami i nie nad samą sobą. Poryczałam się, bo stwierdziłam, że zmarnowałam 31 lat życia bez przyjaciół, bez ludzi podobnych, a tu nagle okazało się że jest Was mnóstwo obok mnie, i że wreszcie będę mogła porozmawiać z kimś, kto nie zapyta się "jezu, co Ty robisz", "dobrze się czujesz"? "czy to tiki?" etc.

Przeczytałam posty z wątku "pośmiejmy się z siebie" (nerwica natręctw) i mogę powiedzieć, że za wyjątkiem wchodzenia i wychodzenia 6 razy do wanny, przeszłam wszystkie natręctwa opisane przez Was w 408 pierwszych postach ;)

Nie jestem pewna natomiast moich innych objawów - może ktoś z Was, powie mi, że też to ma ( i wtedy chyba poryczę się po raz drugi ), otóż od 11-12 roku życia zaczęły mnie gnębić, nazwijmy to natręctwa, ale one nie miały podłoża lęku, to znaczy, musiałam na przykład schylić się i dotknąć czołem kolana, albo uchem barku, ponadto wstrzymywałam powietrze (i tak jak małe dzieci gdy się cieszą trzęsłam się). Musiałam to zrobić, nie dlatego, bo jak nie zrobię to coś złego się zdarzy. Nie, po prostu coś mnie do tego zmuszało. Miałam tak jakby zbyt dużo energii w sobie i musiałam to zrbić przy okazji wstrzymując oddech i tym samym podwyższając ciśnienie krwi, abym potem, gdy zacznę normalnie oddychać odczuła niesamowitą ulgę jak organizm wraca do normy, to znaczy jak oddech stabilizuje się, serce bije zbyt szybko.
Nie wiem jak to opisać, chyba już bym wolała, abyście to zobaczyli. Kiedyś jeszcze dochodziły do tego tiki wokalne "chrząkanie, warczenie". Wydawało się, że może to wskazywać na zespół Touretta, ale przeszło mi to...
Jeżeli chodzi o to "wstrzymywania oddechu, napinania wszystkich mięsni i trzęsienie się, aż do momentu, aż krew zapulsuje w głowie i ciśnienie koszmarnie rośnie to robiłam to i robię! do tej pory. W szczególności w sytuacjach, kiedy rzeczywiście powinnam się ucieszyć, kiedy ktoś powie mi coś przyjemnego, kiedy sytuacja jest dla mnie sprzyjająca.
Potem rozpamiętuje to godzinami i cały czas właśnie tak się "cieszę". Oprócz tego : jeszcze patrzenie się w światło - siedzę ze znajomymi na piwie i od razu jak tylko usiądę to "wybieram" sobie lampę/żarówkę/neon i raz po raz co 10 sekund, spoglądam na to. Czasami "musze" to zrobić wewnętrznym albo zewnętrznym kącikiem oka, wtedy "wymaga" to przekręcenia głowy - i ubaw dla wszystkich gotowy - znowu mogę się wstydzić, i nigdy już na piwo ze znajomymi nie wychodzę i urywam kontakt.Rzadko kiedy ktoś ma to gdzieś i zostaje przy mnie.
PO urodzeniu dziecka doszły potworne lęki, stany niepokoju,widzę nóż i boje się, że mogę go wziąć w rękę i zrobić krzywdę mojejmu synkowi, boję się, że mogę zwariować, i się na niego rzucić.
Te stany pozostały sobie do dnia dzisiejszego.

Oprócz tego, jestem "normalną ;)" kobietą, rozwódką, matką samotnie wychowującą wspaniałego synka, prawnikiem, osobą o bardzo (podobno) niewyparzonej gębie i ogromnym poczuciu humoru (choć może tutaj nie ujawniłam go zbyt wiele ;)).

WIem, zdaje sobie sprawę jak to brzmi - pewnie sobie pomyślicie, że żartuję z Was, ale naprawdę taka jestem...może ktoś z Was miał podobne doświadczenia? A może pomysły, czy mój psychiatra na pewno dobrze postawił diagnozę?
Proszę napiszcie czy spotkaliście się z czymś podobnym, proszę, jakkolwiek śmiesznie to brzmi.
Serdecznie wszystkich Was pozdrawiam i przepraszam za długaśny post, ale w końcu opisałąm w nim 31 lat mojego życia ;)
millennium
Offline

Re: 30 lat musiało minąć...

przez Gringo 11 sty 2010, 00:17
Jestes przede wszystkim bardzo otwarta, zazdroszcze : )
Gringo
Offline

Re: 30 lat musiało minąć...

Avatar użytkownika
przez *Monika* 11 sty 2010, 00:56
millennium

Witaj :-)

Kazdy z nas ma inne objawy. Jesli one przeszkadzaja nam zyc i prawidlowo funkcjonowac w naszym odczuciu, wtedy czujemy,ze jest cos nie tak, mamy poczucie choroby.
Witaj w swiecie ludzi głębszych ;-)

Rozumiem,ze chodzisz tylko so psychiatry? Nie zastanawialas sie nad terapia? Warto!
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: 30 lat musiało minąć...

Avatar użytkownika
przez Prometeus 11 sty 2010, 01:01
Witaj!

Cieszę się, że mogłem usłyszeć twoją historię. Mam dzieję, że dowiem się jeszcze więcej o twoich przygodach :-)\

trzymaj sie
To BE YOURSELF is all that you can do

Czat naszej grupy medytacyjnej:
http://www.flash-chat.pl/chat.php?chatID=GrupaMedytacyjna
Avatar użytkownika
Offline
Posty
115
Dołączył(a)
07 gru 2009, 11:42
Lokalizacja
Szczytno/Olsztyn

Re: 30 lat musiało minąć...

Avatar użytkownika
przez agusiaww 11 sty 2010, 09:36
millennium, Warszawa wita :) Czesc serdecznie, ja mam akurat nerwice lekowa i depresje :) ale spotykamy sie czasami w wiekszym gronie i rozmawiamy sobie. Serdecznie zapraszam :)
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: 30 lat musiało minąć...

przez millennium 11 sty 2010, 21:38
dzięki za słowa powitania.

nie wiem czy jestem taka otwarta - po prostu łatwiej pisać, gdy jest się osobą anonimową, po raz pierwszy podzieliłam się oficjalnie, jakie są moje objawy.
Szkoda tylko, ze nie ma nikogo, kto miałby podobne, być może świadczy to o tym, ze to wcale nie nerwica...

Moniko, o jakiego rodzaju terapii mówisz? Czy regularne wizyty u psychiatry, to nie terapia?
millennium
Offline

Re: 30 lat musiało minąć...

przez polakita 11 sty 2010, 22:35
millennium, witaj. To o czym mówisz wygląda jak nerwica natręctw (z tego co czytam forum, na tyle na ile się orientuję). Ja natomiast zachorowałam na lęk napadowy (somatyczne dolegliwości związane z nerwicą, pojawiające się znienacka, dochodzący do tego lęk). Jak więc widzisz nerwica ma wiele twarzy. Mnie to dopadło tak znienacka, że w popłochu poszukiwałam ratunku, nie wiedząc co się ze mną dzieje.

Jeśli chodzi o terapię, to mówi się że najskuteczniejszą formą leczenia nerwicy jest psychoterapia (która może być połączona z farmakoterapią). Po prostu większość z nas chodzi do lekarza-psychiatry, oraz do psychologa -terapeuty na psychoterapię. W sumie każda osoba to oddzielny, indywidualny przypadek... ale objawy często się powtarzają.
polakita
Offline

Re: 30 lat musiało minąć...

Avatar użytkownika
przez *Monika* 12 sty 2010, 00:15
millennium

Chodze prywatnie na terapie psychodynamiczna. Moja psycholog jest trerapeuta. Nie wiem jaka metoda twojapsycholog prowadzi z Toba terapie. Mysle,zze napewno jest to terapia, przeciez rozmawiacie ze soba. Moze zapytaj o to?
Oprocz terapii chodze do psychiatry, ale takiego z prawdziwego zdarzenia, tzn. mialam to szczescie,ze trafilam wg mnie na kompetentnego.Nie faszeruje mnie benzodiazepinami, zawsze moge do niego zadzwonic, a ja u niego jestem to naprawde poswieca mi tyle czasu ile potrzeba:-) Raz w miesiacu chodze do naturoterapeuty, pije zioła, mieszanki ziól, ktore on mi komponuje. Nastepnie wykonuje mi masaz uciskowy ciala (szyja, stopy, plecy, rece, twarz itp.) U naturotrerapeuty lecze sie od czerwca, u psychiatry i psychologa od konca pazdziernika.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: 30 lat musiało minąć...

przez moli123 14 sty 2010, 23:17
Witam Cię serdecznie.
To świetnie, że trafiłaś na to forum.
Chciałam zwrócić uwagę na kilka rzeczy:
- po pierwsze nie straciłaś 30 lat życia tylko doświadczyłaś 30 lat w taki a nie inny sposób ( ja tez od razu nie urodziłam się alfą i omegą i nie wiedziałam od razu co mi jest)
- po drugie piszesz, że boisz się że zrobisz coś swojemu synowi- miałam dokładnie to samo. zmywałam naczynia i czyszcząc nóż przestraszyłam się że zaraz wbiję sobie go prosto w serce, albo że zrobię coś domownikom. Oczywiście nigdy nic podobnego się nie stało i u Ciebie też się nigdy nic takiego nie wydarzy- zapewniam Cię. Nerwica to nie psychoza maniakalno- depresyjna, nie jesteśmy niebezpieczni dla otoczenia
- po trzecie piszesz o tym, że musisz coś zrobić, gdzieś spojrzeć, itd. To jest właśnie przymus ( " ananke"), dlatego nerwicę natręctw nazywamy nerwicą anankastyczną, lub zespołem obsesyjno- kompulsyjnym. Obsesje to nawracające, nieprzyjemne myśli, które osoba odczuwa jako obce, narzucające się. Kompulsje to czynności, które osoba musi wykonywać aby czemuś zapobiec, coś uniemożliwić. Jak dla mnie - Twoje objawy to książkowa nerwica natręctw. Ale lekarze są od stawiania diagnozy, więc zaufaj swojemu psychiatrze
To tak w skrócie - mam nadzieję że choć trochę Cię uspokoiłam. Nic złego Ci się nie stanie- mnie lęk sponiewierał na wszystkie możliwe sposoby, czasami myślałam że zwrócę wszystkie swoje wnętrzności ( he he). Ale trzewia po dziś dzień na swoim miejscu. Teraz piszę pracę mgr o lęku fobicznym- tak jakbym pisała o sobie.
Pozdrawiam- i uszy do góry!!!
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
24 lis 2009, 22:43

Re: 30 lat musiało minąć...

Avatar użytkownika
przez Victorek 14 sty 2010, 23:46
millennium, witaj :)
Rzeczywiście kupe lat z tym trwałaś, aż dziw bierze, że nigdy nie próbowałaś dowiedziec się co tobie dolega i jak z tego wyjść.
Tak moim zdaniem tez to sa natręctwa, ja w każdym bądź razie nie pomyślałem że sobie z nas żartujesz, bo lęki potrafią dać takie objawy i dziwności, że w sumie niczemu dziwić się prawie nie można.
Ja co prawda mam inny rodzaj lęków, i paniki, ale znam niestety także i natręctwa, już jako 15 latek miałem dziwne skłonności właśnie do jakiegos wewnętrznego musu np dotknięcia pięciu palcy u ręki, nie wiem czemu taki mus wewnętrzny, w tym czasie maiłem tez myślowe natrectwa o np. Bogu i wiele innych, na szczęście mimo że sporo dziwnych rzeczy pozostało, nie jest to u mnie takie silne że nie mógłbym przestać, i oby nigdy nie było, jednak czesto i teraz pojawiają się różne musy, często dziwazne i kiedy bym komuś z otoczenia o tym powiedział spytał by właśnie jezu co to? :)
Pozdrawiam i życzę wiele szczęścia i uśmiechu, ten humor najważniejszy :mrgreen:
Jak by ktoś chciał pogadać, szczególnie o depersonalizacji jestem na GG
Możesz wcisnąć świnię we frak ale nie powstrzymasz chrumkania :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1137
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 13:31
Lokalizacja
Łódź

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do