nie ma to jak powtórka z rozrywki ...

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

nie ma to jak powtórka z rozrywki ...

przez butterfly_may 30 kwi 2014, 11:25
freda dziekuję :uklon:
.. i żeby nie wiem co .. ale .. nigdy się nie poddawaj ..
Offline
Posty
42
Dołączył(a)
27 kwi 2014, 11:08

nie ma to jak powtórka z rozrywki ...

przez aardvark3 02 maja 2014, 10:09
@ butterfly_may - u mnie tez zwiazki w warunkach recydywy. Pisalam o nich juz wczesniej a teraz naprawde nie chce mi sie juz do tego wracac (jesli zechcesz to napisze na priv) na forum.
Wybieralam nieodpowiednie osoby, inwestowalam zbyt wiele, wierzylam ze bedzie dobrze nie majac podstaw - a raczej majac wrecz przeciwne doswiadczenie. I nie sluchajac intuicji ktora podpowiadala ze powinnam spieprzac jak najdalej od tych egzemplarzy.
Obydwa moje malzenstwa rozbily sie o to, ze posiadam dziecko specjalnej troski (jego ojciec a moj pierwszy maz zmarl w mlodym wieku, syn mial 1,5 roku) - tzn nieoficjalnie ale to bylo glownym przyczynkiem do calej reszty.
Od dziecinstwa w trudnych sytuacjach bylam opuszczona przez wszystkich - z najblizszymi wlacznie. Opuszczona nie tylko fizycznie ale i psychicznie.
Staralam sie zeby nie przysparzac problemow, ukrywalam je, udawalam ze wszystko jest w jak najlepszym porzadku a trudnosci bralam na siebie, wiec to musialo pieprznac bo gdzie zaufanie, gdzie partnerstwo?
Bylam sama dobrych kilka lat. Nie narzekam - cieszylam sie samotnoscia, nie jestem typem ktory musi miec wokol siebie ludzi zeby przetrwac. Czuje sie dobrze we wlasnym towarzystwie i nie mam parcia na zwiazek za wszelka cene, byle tylko nie byc samej.
Jak jestem sama to nie mam obaw, nie boje sie odrzucenia czy opuszczenia. Jest moze pusto, bez emocji ale jest bezpiecznie.

Poznalam porzadnego mezczyzne, jestesmy razem, planujemy przyszlosc.
A mnie nachodza watpliwosci czasami.
Nadejdzie taki jakis dziwny dzien, ze zastanawiam sie nad sensem tego wszystkiego.
Kocham go, chce z nim byc, jestesmy sobie bardzo bliscy, wiemy czego chcemy, jest nam razem bardzo dobrze bez wzgledu na to co robimy. Roznimy sie - owszem ale to normalne. Mimo wszystko odzywa sie we mnie przeszlosc i lek.
Przed odrzuceniem (z czym mam problem od zawsze), przed kolejnym oszukaniem, wykorzystaniem (choc jest wobec mnie szczery i bez bullshit'u).
Przed tym tez - ze nagle po prostu powie: pomylilem sie, nie wiem czy chce to dalej kontynuowac, nie wiem czy jestesmy odpowiedni dla siebie. I ze nie jest w stanie dac mi wsparcia, ze moje problemy to za duzo na jego barki bo wreszcie chce miec troche zycia dla siebie a nie obowiazki.
Mam swoje za soba, mam chore dziecko pod opieka i czasami sie zastanawiam dlaczego wybral akurat mnie a nie kobiete bez takiego bagazu. Samotnych kobiet w naszym wieku albo bardziej odpowiednim do jego (jest sporo starszy ode mnie) jest cale mnostwo i dalyby sie za takiego porzadnego mezczyzne pokroic na plasterki.
Bycie ze mna to nie jest sama rozrywka ale odpowiedzialnosc i obowiazek. Twierdzi ze zdaje sobie z tego sprawe ale np wyjechac na wakacje czy gdziekolwiek to juz sa schody bo trzeba synowi zalatwic opieke.
Nie chce byc dla nikogo ciezarem bo tak sie czulam przez wieksza czesc zycia - i to wraca czasami.
Nie chce zeby przeszlosc zniszczyla mi przyszlosc. Zeby moje - czesto nieuzasadnione - obawy rzucily sie cieniem na moj zwiazek.
Od srody zaczynam terapie - nareszcie! Mysle, ze to dobry czas. Postaram sie zrobic jak najwiecej by zneutralizowac owe upiory przeszlosci.
Et caetera, et caetera ad mortem defecatum
Offline
Posty
725
Dołączył(a)
06 lis 2013, 13:08
Lokalizacja
Rath Luirc, RoI

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Motocyklista i 12 gości

Przeskocz do