Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
butterfly_may

nie ma to jak powtórka z rozrywki ...

Rekomendowane odpowiedzi

Witam. Jestem mężatką (po raz drugi). Pierwszy ślub wzięłam mając 21 lat. Byłam z nim 5 lat. Po roku się rozwiedliśmy. Zostawiłam go. Pierwsze 3 lata były super. Potem zaczęło się psuć, ale on wykorzystywał ten fakt że i tak od niego nie odejdę bo nie mam gdzie. Nie miałam dobrych relacji w domu, wręcz z niego uciekłam kiedy nadarzyła się okazja. W domu matka wyżywała się na mnie fizycznie i psychicznie. Ojciec to widział ale nie reagował .. Potem mąż zaczął mnie traktować jak śmiecia, swoją niewolnicę, nie mogłam spotykać się ze swoimi znajomymi tylko jego, nigdzie nie mogłam sama chodzić. Mieszkaliśmy z jego rodzicami. Nie chciał iść na stancje bo tak było mu dobrze. Pierwsze załamanie przeszłam mając 16-17 lat. Wtedy go poznałam. Pomógł mi przetrwać ten trudny czas. Mimo że nie rozumiał mojej nerwicy która się uaktywniła ale wspierał. Dopiero gdy po raz drugi mnie zaatakowała w klasie maturalnej odwrócił się ode mnie. Przez dwa tygodnie nie chodziłam do szkoły, zarywałam lekcje.. Poszłam do psychiatry który akurat przyjmował za darmo. Przepisał mi Zoloft. Zaczęłam go brać. Na początku miałam gorsze lęki, nie wychodziłam z domu bo się bałam. On wyzywał mnie od wariatek.Po jakimś miesiącu niby czułam poprawę i jakoś znów funkcjonowałam. Po niecałym roku odstawiłam je na własną rękę. Nie żałuję. To była bardzo słuszna decyzja. Potem konflikt między nami się zaostrzył. Zaczął mną szarpać, wyzywać, robić awantury po nocach. Zdecydowałam że odchodzę od niego. Nawet mnie nie zatrzymał. Było mi ciężko bo wtedy właśnie nerwica dawała mi najbardziej popalić. Nie miałam w nikim oparcia. Ale wytrwałam. Sama nie wiem jak. Wyprowadziłam się do innego miasta i zaczęłam żyć od nowa...

Mojego obecnego męża znam od dawna. Po rozwodzie kontakt nam się jakoś odnowił, zaczęliśmy się spotykać. I tak się zaczęło. Jestem z nim 4 lata. Dopiero rok temu zaczęło się psuć między nami. Gdy nasz synek skończył roczek tak jakby otworzyły mi się oczy na pewne sprawy, których wcześniej nie dostrzegałam. Pewnie dlatego że skupiłam się na dziecku. Teraz kiedy jest troszkę odchowany (ma 2,5 roku) niektóre sprawy widzę inaczej niż rok temu. Siedzę z małym w domu bo nie mam go z kim zostawić. Teraz kiedy udało mi się schudnąć troszkę po ciąży, zaczęłam o siebie dbać. W końcu zauważyłam siebie. Że już czas najwyższy zadbać o siebie też a nie tylko o innych dbać. Zaczęłam sama dla siebie ładnie się ubierać, troszkę malować, szukam sobie jakiś pasji, zainteresowań, odnawiam znajomości które zaniedbałam. Mężowi się to chyba nie podoba. Wtedy kiedy dbałam tylko o niego i dzieciaka i dom było dobrze. A teraz kiedy zaczęłam dbać o siebie też jest źle. Tym bardziej że nie chce siedzieć w domu tylko do ludzi wychodzić. Czuje się jak niewolnica w tym domu. Bo nigdzie sama nie mogę wyjść, z nikim się spotkać, zaczęłam się mu stawiać, nie jest tak jak ona chce, tylko zaczęłam w końcu mówić o tym co ja chce.. Wszyscy uważają że powinnam siedzieć w domu z dzieckiem i mężowi usługiwać ... Raz już to przechodziłam.. I teraz do mnie dociera fakt że zaczyna się taki sam schemat jak z pierwszym byłym mężem ... na dodatek muszę dodać że wydziera się na mnie jak coś mu się nie podoba, nie umie normalnie rozmawiać, na dzieciaka też się wydziera, nie poświęca nam czasu i uwagi, w weekendy siedzę sama bo on ma coś innego do roboty niż siedzenie z nami. Gdy sobie więcej wypije jest jeszcze gorzej nerwowy, raz wyskoczył do mnie z łapami, ale że trzymałam dziecko odpuścił.. To mi bardzo dało do myślenia .. jeszcze parę miesięcy temu zależało mi na ratowaniu tego małżeństwa .. dziś mi już nie zależy żeby się starać, teraz to jemu nagle zależy ale co z tego skoro on zmienia się tylko na chwilę a potem znowu jest tak samo, ostatnio wiele sytuacji mi uświadomiło że on się nie zmieni.. nalegał na drugie dziecko , ja też chciałam ale teraz widzę że on się nie nadaje do tego, wiem jakie życie będę miała z nim dalej, wtedy to w ogóle nigdzie się już nie wyrwę .. ostatnio przez te ciągłe awantury moja nerwica znów dała mi o sobie przypomnieć, a on w nerwach mi gada że do wariatkowa mnie odda, bo jestem chora .. wiem że nie mam co na niego liczyć.. wtedy kiedy miałam ataki lęku on mi nie pomagał, olewał mnie po prostu .. na dodatek cały czas dąży do seksu a ja dałam mu szlaban bo skoro pół dnia się na mnie wydziera i ma mnie gdzieś to jak ja mam mieć ochotę na to? bije się z myślami co dalej, myślę o dziecku że nie chce mu rozbijać rodziny bo widzę że mały potrzebuje nas oboje, ale myślę też o sobie, nie wiem czy go kocham, nie zależy mi na tym związku już, coś z mojej strony się wypaliło, z pewnością dlatego jak mnie traktuje, czuje że to jest ten sam schemat co z pierwszym byłym ... jedyne co byłam w stanie zrobić to oświadczyłam mu że małego zapisuję do przedszkola ... jakie awantury mi robił z tego powodu ... wytrwałam ... okazało się że mój szkrab został przyjęty do przedszkola .. dzięki temu będę mogła wrócić do pracy ... tez były o to awantury ... ale wytrwałam .. nie wiem co dalej zrobić z moim życiem ... ale staram się nie poddawać czarnym myślom .. staram się wierzyć że jakoś poukładam sobie to życie ... że kiedyś jeszcze będę szczęśliwa ... muszę jakoś sama stanąć na nogi i mu pokazać że się nie dam .. że on mnie nie złamie .. bo nie jestem jego własnością i nie ma prawa mnie tak traktować .. nie mogę się poddać bo mam dziecko i ono mnie potrzebuje .. mimo że nie mam w nikim wsparcia .. bo każdy jest w niego ślepo wpatrzony .. bardzo dobija mnie fakt że po raz drugi mi nie wyszło .. ale wierzę że jestem silna i dam radę !! :brawo:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

butterfly_may, pewnie że będzie dobrze,robisz wszystko by tak było.trzymaj się cieplutko :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

butterfly_may, nie poddawaj się i dąż do swoich zamierzeń. Super, że udało Ci się zapisać synka do przedszkola, że próbujesz uniezależnić się od męża, wyrwać z domu, chcesz znaleźć pracę. Trzymam kciuki! Masz do tego prawo. Owszem, jesteś żoną i matką, masz obowiązki z tym związane, np. konieczność dbania o dom czy męża, ale Twoje życie nie sprowadza się tylko do tych dwóch ról - żony i matki. Masz prawo dbać o siebie, spotkać się z koleżankami, rozwijać swoje pasje. Nie tylko masz obowiązki, masz również prawa. Pamiętaj o tym. Co do Waszego małżeństwa, nie wiem dokładnie, jaka jest jakość Waszego związku, ale może udałoby się jeszcze Was uratować? Myśleliście o terapii małżeńskiej?

 

Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dziękuję :) myślałam ale on się nie zgodzi .. w sumie to mi przestało zależeć .. jestem bo jestem .. ze względu na dziecko .. przynajmniej do czasu aż nie stanę sama na nogi .. nie spędzamy razem czasu, nie rozmawiamy, on szybko się denerwuje i zaraz wydziera na mnie, w domu ustawia mnie po kątach, poza domem też, nie mam sił walczyć już .. jedyne co nas łączy to dziecko .. on teraz stara się być miły bo chce coś ode mnie wieczorami .. wiem że jego zmiana jest tylko na chwilę .. jak więcej wypije to jest jeszcze bardziej agresywny i wymachuje mi łapami .. boję się że któregoś dnia mnie w końcu uderzy .. jeżeli dla niego nie mam prawa do czegokolwiek dla siebie ... to taki związek nie ma dla mnie szans na przetrwanie .. jest chorobliwie zazdrosny .. on widzi tylko we mnie problem .. w sobie nie ..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dziwne jest to że przez jakiś czas jest dobrze a dopiero potem coś wychodzi nie tak, coś się psuje.. może i źle dobieram .. wniosek jest taki że na przyszłość powinnam się z nikim nie wiązać .. będę miała spokój .. i zero problemu :great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

butterfly_may, :great: czyli poczucie humoru ci dopisuje,no widzisz nie jest tak źle :yeah:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
dziwne jest to że przez jakiś czas jest dobrze a dopiero potem coś wychodzi nie tak, coś się psuje.. może i źle dobieram .. wniosek jest taki że na przyszłość powinnam się z nikim nie wiązać .. będę miała spokój .. i zero problemu :great:

 

Musiała byś sobie znaleźć jakiegoś słodziaka ;) Kogoś kto nie byłby w stanie podnieść ręki na kobietę. Myślę, że to nie jest tak trudno rozpoznać, nawet po wyglądzie i i zachowaniu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tajemniczy Pan ... myślę że byłam w stanie to rozpoznać .. ale chyba się myliłam .. i to dwa razy ... :mhm: jeżeli uważasz że to proste w rozpoznaniu to poproszę o kilka wskazówek :uklon:

 

-- 28 kwi 2014, 21:44 --

 

freda uważam że poczucie humoru to podstawa, bardzo się przydaje przy nerwicy, przynajmniej ja tak mam, kiedyś nie potrafiłam nabrać dystansu do samej siebie, do wszystkiego co mnie spotykało, dziś bez tego nie dałabym pewnie sobie rady .. a jeżeli mam płakać i użalać się nad sobą to wolę sobie pożartować .. :great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Silna z Ciebie dziewczyna, gratuluje mądrych i odważnych decyzji, tak trzymaj i nie łam się, do trzech razy sztuka, trzeci musi być normalny! :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

carmen.s. dzięki za dobre słowo :smile: ale tak na poważnie to trzeciego razu już raczej nie będzie .. nie zniosłabym kolejnej porażki .. ewentualnie dwa rozwody na koncie .. masakra .. dla mnie to chyba już będzie zamknięty temat .. nie będę już w stanie nikomu zaufać :cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

butterfly_may, jaka tam masakra,to te chłopy do dupy,ja też swoje przeszłam.a dziś mam kochanego męża,dzieci,dom z ogrodem i jest fajno.i zaufasz,zaufasz :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

freda nie nie nie nie nie ... uwierz mi :bezradny: na pewno trzeciego nie będzie .. myślę że owszem można się spotykać i miło spędzać czas ale nic na poważnie, nic zobowiązującego .. :nono:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

butterfly_may, pożyjemy zobaczymy :lol: w każdym bądź razie ja życzę Ci wszystkiego naj ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@ butterfly_may - u mnie tez zwiazki w warunkach recydywy. Pisalam o nich juz wczesniej a teraz naprawde nie chce mi sie juz do tego wracac (jesli zechcesz to napisze na priv) na forum.

Wybieralam nieodpowiednie osoby, inwestowalam zbyt wiele, wierzylam ze bedzie dobrze nie majac podstaw - a raczej majac wrecz przeciwne doswiadczenie. I nie sluchajac intuicji ktora podpowiadala ze powinnam spieprzac jak najdalej od tych egzemplarzy.

Obydwa moje malzenstwa rozbily sie o to, ze posiadam dziecko specjalnej troski (jego ojciec a moj pierwszy maz zmarl w mlodym wieku, syn mial 1,5 roku) - tzn nieoficjalnie ale to bylo glownym przyczynkiem do calej reszty.

Od dziecinstwa w trudnych sytuacjach bylam opuszczona przez wszystkich - z najblizszymi wlacznie. Opuszczona nie tylko fizycznie ale i psychicznie.

Staralam sie zeby nie przysparzac problemow, ukrywalam je, udawalam ze wszystko jest w jak najlepszym porzadku a trudnosci bralam na siebie, wiec to musialo pieprznac bo gdzie zaufanie, gdzie partnerstwo?

Bylam sama dobrych kilka lat. Nie narzekam - cieszylam sie samotnoscia, nie jestem typem ktory musi miec wokol siebie ludzi zeby przetrwac. Czuje sie dobrze we wlasnym towarzystwie i nie mam parcia na zwiazek za wszelka cene, byle tylko nie byc samej.

Jak jestem sama to nie mam obaw, nie boje sie odrzucenia czy opuszczenia. Jest moze pusto, bez emocji ale jest bezpiecznie.

 

Poznalam porzadnego mezczyzne, jestesmy razem, planujemy przyszlosc.

A mnie nachodza watpliwosci czasami.

Nadejdzie taki jakis dziwny dzien, ze zastanawiam sie nad sensem tego wszystkiego.

Kocham go, chce z nim byc, jestesmy sobie bardzo bliscy, wiemy czego chcemy, jest nam razem bardzo dobrze bez wzgledu na to co robimy. Roznimy sie - owszem ale to normalne. Mimo wszystko odzywa sie we mnie przeszlosc i lek.

Przed odrzuceniem (z czym mam problem od zawsze), przed kolejnym oszukaniem, wykorzystaniem (choc jest wobec mnie szczery i bez bullshit'u).

Przed tym tez - ze nagle po prostu powie: pomylilem sie, nie wiem czy chce to dalej kontynuowac, nie wiem czy jestesmy odpowiedni dla siebie. I ze nie jest w stanie dac mi wsparcia, ze moje problemy to za duzo na jego barki bo wreszcie chce miec troche zycia dla siebie a nie obowiazki.

Mam swoje za soba, mam chore dziecko pod opieka i czasami sie zastanawiam dlaczego wybral akurat mnie a nie kobiete bez takiego bagazu. Samotnych kobiet w naszym wieku albo bardziej odpowiednim do jego (jest sporo starszy ode mnie) jest cale mnostwo i dalyby sie za takiego porzadnego mezczyzne pokroic na plasterki.

Bycie ze mna to nie jest sama rozrywka ale odpowiedzialnosc i obowiazek. Twierdzi ze zdaje sobie z tego sprawe ale np wyjechac na wakacje czy gdziekolwiek to juz sa schody bo trzeba synowi zalatwic opieke.

Nie chce byc dla nikogo ciezarem bo tak sie czulam przez wieksza czesc zycia - i to wraca czasami.

Nie chce zeby przeszlosc zniszczyla mi przyszlosc. Zeby moje - czesto nieuzasadnione - obawy rzucily sie cieniem na moj zwiazek.

Od srody zaczynam terapie - nareszcie! Mysle, ze to dobry czas. Postaram sie zrobic jak najwiecej by zneutralizowac owe upiory przeszlosci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×