Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

butterfly_may

Użytkownik
  • Zawartość

    42
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. nie wiem czy na mój strach może wpływać to, że mam emetofobię i alkohol kojarzy mi się z wymiotowaniem, tak jak było w ich przypadku strasznie to przeżyłam, nie chcę powtórki z rozrywki, ale wiem też, że takie sytuacje mogą mnie spotkać wszędzie, nawet przez przypadek mogę być ich świadkiem, problem w tym, że nie potrafię sobie z tym radzić, na dodatek niedługo zaczyna się sezon na wesela i większe imprezy, więc mi jako kelnerce będzie ciężko na to patrzeć, powinnam się zahartować, ale nie wiem czy mi się uda, strach jest chyba silniejszy
  2. chciałabym po prostu odmówić, nie iść na tą imprezę ani na kolejne które będą .. nie patrzeć na to wszystko, żeby czuć się spokojną i nie wracały złe wspomnienia z dzieciństwa, ale chyba mam mało wiary w siebie, ciągle to słyszę, brakuje mi odwagi, wolę płakać po kątach niż prosto z mostu powiedzieć coś, nawet jak powiem to bardzo nieśmiało, chciałabym obronić to swoje wewnętrzne dziecko, ale nie umiem, nie potrafię lub po prostu się bardzo boję, boję się stawić czoła temu czego się najbardziej boję, wciąż przed tym uciekam, aż do teraz, czuję się jak małe zagubione dziecko, czuję, że wszystkim muszę tłumaczyć dlaczego to i tamto, to takie męczące, nie wiem co musi się wydarzyć w moim życiu, żeby w końcu to zmienić ..
  3. cześć, proszę poradźcie mi coś .. zaczęłam rok temu terapię DDA, ale trafiła się praca, powrót po 5 latach siedzenia w domu, zaryzykowałam, dzięki pracy zmierzyłam się i walczę do dziś z moimi lękami i fobiami, jest trudno, ale się nie poddaję, problem z tym, że ta praca wiąże się w sezon z pracą jako kelnerki na weselach, byłam do tej pory dwa razy, ciężko było patrzeć na pijanych ludzi, cały koszmar z dzieciństwa mi się przypominał, wszystko wróciło .. wczoraj musiałam być na imprezie z okazji imienin szefa, wypiłam tylko dwie małe lampki winka, nie chciałam pić wódki, cała załoga piła, dziewczyny popadały, w samochodzie wymiotowały, musiałam je odprowadzać do domu, bo byłam najtrzeźwiejsza, dostałam po tym wszystkim ataku paniki (mam nerwicę lękową, agorafobię i emetofobię), mój lęk przed emetofobią się włączył, gdy one tak wymiotowały, gdy ledwo na nogach stały, nie mam szacunku do pijanych ludzi, w takim momencie ich nienawidzę, bo przypomina mi się mój dom, wszystko to co w nim przeszłam, co widziałam, wiem, że to może się wydawać dziwne, śmieszne dla osób które przez to nie przechodziły, nie mogę w pracy powiedzieć z czym sobie nie radzę, że picie to dla mnie taki problem, bo wiem, że nie zrozumieją, no i za miesiąc jakaś kolejna impreza dla załogi, bo koledze urodziła się córka, wiem jak to się skończy, nie chcę tam iść, wyłamując się będą gadać o mnie, czepiać się, myślę nad rezygnacją z pracy, bo nie wiem czy udźwignę takie coś na dłuższą metę, ale tez nie chcę być znów zależna od męża finansowo .. nie wiem co robić, nawet mąż tego nie rozumie, choć sam jest DDA, powinnam chyba po prostu odmawiać, nie pić nawet na odczepnego ten kieliszek wina czy wódki lub nie chodzić na te imprezy, ale strasznie boję się tego, co będą później gadać i po złości utrudniać pracę z nimi, do tej pory uciekałam przed imprezami, a teraz się nie da, proszę pomóżcie, bo to wszystko coraz bardziej mnie dobija ..
  4. kilka razy usłyszałam, że mogę mieć borderline .. mam wahania nastrojów, czuję straszną wewnętrzną pustkę, nie radzę sobie z emocjami, w jednej chwili potrafię być wesoła, cieszyć się życiem, a za chwilę dosłownie przez byle drobiazg wszystko może odwrócić się w drugą stronę, mogę płakać, być zła na cały świat, nienawidzić ludzi, za to że potrafią tylko ranić, a jednocześnie w głębi serca brakować tego kontaktu z drugą osobą, związki też nie należą do udanych, jeżeli coś mi nie wychodzi, jeżeli nawalę w czymś to katuję siebie za to w myślach, wyżywam się słownie, nie potrafię dać sobie prawa do błędów i słabości, czytałam trochę o tym syndromie, ale dalej nie potrafię zrozumieć czy mnie może to dotyczyć, może ktoś potrafiłby mi pomóc ..
  5. butterfly_may

    [Koszalin]

    Koszalin lub okolice, brakuje mi rozmów z osobami, które mają nerwicę lub syndrom DDA/DDD. Rozmawiać wśród normalnych to takie czasem puste rozmowy, gdzie nie zrozumieją o czym się mówi, spojrzą jak na czubka, nie można być po prostu sobą. Co z tego, że człowiek obraca się wśród takich ludzi, co z tego, że ma się swoją rodzinę, pracę, jakieś miejsce w życiu, jeżeli dalej czuje się pustkę. Taką, której nie można zapełnić nie wiedzieć czemu. Dlaczego? Co jest nie tak? Kto zrozumie? Kto poda dłoń kiedy się spada w dół, kiedy człowiek czuje się całkiem sam z tym wszystkim. Jestem DDA, mam nerwicę lękową, agorafobię i emetofobię. Jeżeli ktoś chciałby pogadać, tak po prostu, bardzo chętnie ..
  6. cześć szukam kontaktu z osobami które chodziły na terapię DDA, ale musiały ją przerwać. Mam za sobą połowę spotkań indywidualnych, ale z powodu powrotu do pracy musiałam zrezygnować z terapii. Akuratnie gdy rozgrzebałam całą swoją przeszłość. Teraz nie wiem jak sobie radzić dalej. Dzięki pracy mniej myślę o tym wszystkim, ale jednak odczuwam pewien dyskomfort. Jak sobie radzicie gdy znów tak jakby zostało się samemu z tym wszystkim? Pozdrawiam.
  7. butterfly_may

    [Koszalin]

    cześć wszystkim :) mam nadzieję, że ktoś jeszcze tu zagląda z okolic Koszalina? również szukam osób z Koszalina lub okolic, które cierpią na nerwicę, chciałbym porozmawiać, może i nawet się spotkać, zawsze to raźniej jak nie jest się samemu i ktoś jest w miarę blisko nas w razie co .. 32864787
  8. RoseMadder, też mam takie myśli, ale w domu czuję się bezpieczniej, na szczęście, i jak mam takie myśli to mówię sobie, że trudno, w domu się nie przejmuję, że zwymiotuję, najwyżej, tylko przeraża mnie myśl o publicznym zwymiotowaniu przy obcych ludziach lub nawet znajomych :/ może powinnaś codziennie sobie powtarzać po kilka razy, że jak jesteś w domu to czujesz się bezpieczniej, że jak zwymiotujesz to trudno, posprzątasz, że nic takiego się nie stało, że tak jest czasami, mnie takie myślenie bardzo pomogło, bo dzięki temu radzę sobie lepiej, teraz tylko z tym publicznym strachem walczę, trzymam za Ciebie kciuki :)
  9. barbieturan, u mnie zaczęło się to w szkole, potem gdy jeździłam pociągami, autobusami, samochodem, tylko w domu mnie nie łapało, chyba że byłam chora, bolał mnie żołądek to wtedy już włączały mi się natrętne myśli i wpadałam w panikę, jeżeli jestem gdzieś i widzę toaletę to jestem spokojniejsza, ale jak jej nie ma to zaraz wpadam w panikę i rozglądam się za wyjściem na świeże powietrze, a gdy i tego blisko nie ma, to atak paniki gotowy .. masakra :/
  10. często mam takie uczucie kiedy mi się zbiera, ale jeszcze nie przytrafiło się mi to w miejscu publicznym, choć boję się tego za każdym razem kiedy jestem w zatłoczonych miejscach (mam agorafobię),
  11. witajcie, ja też mam z tym problem, boję się wymiotować, jak boli mnie żołądek lub mam mdłości to zaraz wpadam w panikę, w szczególności jak jestem między ludźmi, szukam wzrokiem toalet lub miejsc, gdzie mogłabym w razie czego zwymiotować, zaszyć się w jakiś kąt gdzie nikt by mnie nie widział, moje dziecko jest w takim wieku kiedy często choruje, kilka razy zdarzyło mu się zwymiotować, wpadałam wtedy w panikę, ale musiałam mu pomóc, unikam imprez z alkoholem, bo boję się, że ktoś puści pawia, nie oglądam czegoś co leci w tv co mogłoby mnie obrzydzić, nie chcę widzieć ani słyszeć jak ktoś wymiotuje, na co dzień staram się o tym nie myśleć, ale jeżeli komuś w rodzinie coś się dzieje lub ja sama zaczynam się źle czuć, wtedy wpadam w panikę i koniec, nie umiem trzeźwo myśleć, żadne argumenty mnie nie przekonują, a im bardziej się denerwuję, tym lęk jest silniejszy, nie zwymiotowałam jeszcze z nerwów, ale nie raz mało co brakowało, wiem, że to siedzi w mojej głowie, nie chcę brać leków, od kilku lat walczę bez nich, walczę z tym co siedzi mi w głowie, wiem że ode mnie zależy czy się z tym uporam i jak, ale kontakt z takimi osobami bardzo by mi pomógł, wiem że to normalne, że tak się dzieje, ale lęk jest silniejszy ode mnie, bardzo mnie to męczy, jeżeli ktoś chciałby pogadać to zapraszam, bo czuje się z tym problemem całkiem sama i nierozumiana, tak jakbym spadła z kosmosu, jakoś sobie radzę z moją nerwicą lękową, ale jeżeli chodzi o wymiotowanie to jest bardzo ciężko 32864787, pozdrawiam wszystkich którzy zmagają się z tym samym problemem :/
  12. Witam. Szukam osób z woj. zachodniopomorskiego, miasto Koszalin lub okolice które też są DDA/DDD, z którymi mogłabym porozmawiać lub które wiedzą coś o spotkaniach lub grupach wsparcia dla takich osób. Pozdrawiam.
  13. Czy osoba zmagająca się z nerwicą może stworzyć udany związek z osobą zdrową (tzn niezmagającą się z nerwicą) ?.. z mojego doświadczenia wnioskuję że raczej nie .. druga osoba musiałaby być wyrozumiała i starać się zrozumieć co się dzieje ze mną, rozmawiać, wspierać w gorszych momentach, w atakach paniki i lęku .. może za dużo wymagam? fajnie jeżeli ta druga strona starała by się wspierać jakoś, a gdy nie rozumie i nie chce nas wspierać, zostawia nas z tym samych? może lepszy byłby związek z osobą która też zmaga się z nerwicą, obojgu byłoby nam lżej, bo byśmy się rozumieli bardziej, wspierali, znaleźli wspólną nić porozumienia .. a może byłoby tak, że oboje byśmy ciągnęli się w przepaść? może jednak jedna strona powinna być "zdrowa" po to, by nas jakoś wyciągnąć z tego dołka? podzielcie się ze mną tym co myślicie o tym :)
  14. chciałabym żeby ktoś mi doradził jak postępować z mężem który traktuje mnie jak swoją własność? nie pomagają rozmowy, bo on od razu się na mnie wydziera, nie pomagają tłumaczenia, jak grochem o ścianę .. ustawia mnie po kątach, mówi co mam robić i kiedy .. jak jest po jego myśli to jest ok, ale jak jest inaczej niż by chciał zaraz znowu się wydziera, krzyczy .. mam dosyć tego .. siedzę w domu i zajmuję się dzieckiem .. on pracuje .. i myśli sobie że wszystko mu wolno .. jestem od niego zależna w każdym słowa znaczeniu .. nie mogę nigdzie sama wychodzić, na większe zakupy też mnie samej nie puszcza, nie mogę się spotykać z koleżankami które mieszkają dalej ode mnie, cały czas mnie kontroluje .. mam problemy z sercem na tle nerwowym, właśnie przez niego, on sobie nic z tego nie robi, nie raz w kłótniach nazywa mnie wariatką i każe się leczyć, nie rozumie mojej nerwicy .. stawiam się mu, walczę o swoje, o to co mi się należy jako człowiekowi, ale to jak walka z wiatrakami .. a łatwo powiedzieć : "odejdź od niego" skoro jestem od niego zależna i nie mam gdzie pójść, bo na nikogo nie mogę liczyć, jestem zdana sama na siebie, najbardziej szkoda mi dziecka bo do niego nie lepiej się odzywa ..
×