Czy miłość do mojego faceta przyjdzie z czasem?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Czy miłość do mojego faceta przyjdzie z czasem?

Avatar użytkownika
przez kotyk 23 lis 2013, 19:24
khaleesi tak ładnie uspokoiła Damę, a wy teraz wszystko mącicie, ładnie to tak? ;>

Dama_Kier, myślę, że każda relacja jest inna i każdy ma na tym polu inne doświadczenia, więc trudno cokolwiek doradzać - to Ty sama musisz wsłuchać się w siebie i zastanowić się, czego tak naprawdę chcesz.

pierwsze zauroczenie często wypala się po kilku miesiącach. ale to nie na tym zauroczeniu opiera się związek, wręcz przeciwnie, ono w ogóle nie jest potrzebne (jak do tej pory, najbardziej szczera, pełna i satysfakcjonująca z moich relacji to ta, w której nigdy nie było 'motylków w brzuchu'), więc nie wydaje mi się, żeby akurat to miało być powodem do niepokoju.

odpowiedz sobie może.. czy potrafisz wyobrazić sobie bycie z tym facetem przez kolejne kilka lat? do końca życia? jeżeli tak, nic nie burz. ale jeżeli już w tym momencie czujesz, że prędzej czy później będziesz chciała czegoś innego.. myślę, że sama wiesz ;s
Avatar użytkownika
Offline
Posty
75
Dołączył(a)
17 paź 2013, 09:54
Lokalizacja
waw

Czy miłość do mojego faceta przyjdzie z czasem?

przez Dama_Kier 23 lis 2013, 19:39
Kotyk - Jako, że znam faceta dopiero od pół roku, to nie mogę jeszcze o nim myśleć w kategoriach "na całe życie", bo po prostu nie wiem, czy na pewno na tyle słusznie się dobraliśmy pod względem charakteru :) Myślenie o kimś "na całe życie" mnie trochę przeraża. Ale na pewno jest to wspaniały i ciekawy osobnik, którego nadal chcę poznawać i któremu chcę pozwalać poznawać samą siebie, a kto wie, może rzeczywiście wyniknie z tego dalekosiężna relacja :)
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
23 lis 2013, 12:09

Czy miłość do mojego faceta przyjdzie z czasem?

Avatar użytkownika
przez kotyk 23 lis 2013, 19:55
Dama_Kier, ale kilka lat (no dobra, niech będzie nawet miesięcy) chyba jesteś sobie w stanie wyobrazić. patrząc przez pryzmat tego, co wiesz i czujesz teraz, a nie tego, co być może, ale wcale nie musi, okazać się później.
(btw, myślałam, że jesteście ze sobą pięć miesięcy, ale nie, że tylko tyle się znacie - dla mnie to nie jest tożsame)

może rzeczywiście problemem jest Twój niepokój, a niekoniecznie jakieś faktyczne niedopasowanie ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
75
Dołączył(a)
17 paź 2013, 09:54
Lokalizacja
waw

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Czy miłość do mojego faceta przyjdzie z czasem?

Avatar użytkownika
przez tahela 23 lis 2013, 19:59
przejrzyj sobie ten temat tu lludzie rozkminniiają to o czym piiszesz i ze to nerwica, poczytaj sobie na pewno odnajdzie siebie wtym wątku
co-by-by-o-gdybym-przesta-a-j-jego-kocha-t5117.html
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10974
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Czy miłość do mojego faceta przyjdzie z czasem?

przez Dama_Kier 23 lis 2013, 20:06
Kotyk - jesteśmy ze sobą 5 miesięcy, ale znamy się od około pół roku z hakiem. I tak, jeśli chodzi o najbliższe miesiące i lata, to jak najbardziej jestem sobie w stanie nas wyobrazić :)

Tahela - na ten wątek już trafiłam przeglądając to forum i dał mi nadzieję, że moim problemem rzeczywiście są natrętne myśli. Bo jak inaczej to nazwać? Ja sama jestem w stanie próbować, uwielbiam spędzać z nim czas, a i tak opętały mnie myśli, które nie pozwalają mi normalnie funkcjonować, uczyć się, dzisiaj musiałam przez nie kilkakrotnie wychodzić z pracy. Powiem o tym mojemu psychologowi i zaproponuję, by zbadał mnie właśnie pod kątem nerwicy natręctw.
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
23 lis 2013, 12:09

Czy miłość do mojego faceta przyjdzie z czasem?

Avatar użytkownika
przez renee.madison 23 lis 2013, 20:16
Dama_Kier, ja przeżyłam bardzo podobną sytuację do Ciebie.
Byłam w pierwszym poważnym związku, świetny facet, silny, ale wrażliwy. Od początku naszego bycia razem przeżywałam to, co Ty teraz-czasem płakałam, nie spałam- bałam się, że go nie kocham, chociaż bardzo mi na nim zależało. Tak jak Ty miałam masę wątpliwości, czy aby nie znajdzie się ktoś inny, że tak naprawdę nie wiem jak to wygląda z kimś innym itp. I coraz bardziej podświadomie oddalałam się od niego, to było takie przeciąganie liny- przez pewien czas ja się wycofywałam, a on irytował mnie, bo dążył do bliskości (nawet nie o sam seks chodzi, a po prostu przytulenie, powiedzenie kocham)- później on rezygnował, a ja zestresowana starałam się nadrobić czas oziębłości.
Później zrobiło się burzliwie, kłóciliśmy się dużo, ja zamykałam się w sobie coraz bardziej, więc pewnego dnia stwierdził, że musimy poważnie porozmawiać, zrobić coś z nami, spróbować naprawić, a ja chyba zbyt dumnie (a może był to mój wentyl bezpieczeństwa) powiedziałam, że nie ma tu czego naprawiać i chyba musimy pomyśleć o rozstaniu. A on bardzo ochoczo przystał na to- bo jak się dowiedziałam później miał powód- spotykał się już z kimś. Mimo, że sama dążyłam do rozstania byłam totalnie rozbita. Czułam się upokorzona. To był najgorszy okres w moim życiu- uświadomiłam sobie, że jednak bardzo go kochałam, że nie doceniałam tego co miałam. Ale stwierdziłam, że trzeba żyć dalej, wziąć się za siebie. W końcu poszłam na terapię (która mimo, że nie wyleczyła mnie z nerwicy, to otworzyła oczy na pewne moje zaburzone postrzeganie rzeczywistości). Po terapii jeszcze bardziej byłam pewna, że zawaliłam coś bardzo ważnego. Myślałam, że z upływem czasu będzie lepiej, ale było gorzej, coraz bardziej tęskniłam, a faceci na mojej drodze okazywali się pomyłką.
Rok później spotkaliśmy się przypadkiem i tego dnia napisał mi, że bardzo za mną tęskni i nie potrafi z nikim nawiązać takiej relacji, jaką miał ze mną. Nie chciałam dać mu szansy, bo wciąż byłam urażona, ale z każdą rozmową przekonywałam się, że nie ma co udawać honorowej, bo to naprawdę człowiek dla mnie.
Wróciliśmy do siebie i absolutnie nie żałuje, ani tej decyzji, ani nawet rozstania- bo dzięki temu zyskałam pewność, a i doceniam teraz zwykłe codzienne momenty razem. To było 5 lat temu, teraz razem mieszkamy i planujemy wspólną przyszłość. Sory, wyszło z tego tanie romansidło :D

Przestrzegam przed pochopnymi decyzjami, bo możesz ich żałować do końca życia-tym bardziej, że między Wami jest wszystko ok. Ale myślę, że Twoje zaburzone postrzeganie związku to wina nerwicy- daj sobie czas na terapii (a może weźmiesz na jedną sesję też chłopaka?) i nie spinaj się, nie twórz w głowie scenariuszy. A życie i tak zweryfikuje czy macie być razem, czy nie ;)
all I wanna do is get high by the beach, get high by the beach

sertralina 250 mg / kwetiapina 25 mg /alprazolam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
574
Dołączył(a)
08 maja 2013, 22:49
Lokalizacja
tam gdzie rosną poziomki

Czy miłość do mojego faceta przyjdzie z czasem?

Avatar użytkownika
przez kotyk 23 lis 2013, 20:18
na pewno porusz ten temat z psychologiem.

w takim razie pozostaje trzymać kciuki :}
Avatar użytkownika
Offline
Posty
75
Dołączył(a)
17 paź 2013, 09:54
Lokalizacja
waw

Czy miłość do mojego faceta przyjdzie z czasem?

przez UnityMitford 23 lis 2013, 20:22
renee.madison napisał(a):
Przestrzegam przed pochopnymi decyzjami, bo możesz ich żałować do końca życia-tym bardziej, że między Wami jest wszystko ok. Ale myślę, że Twoje zaburzone postrzeganie związku to wina nerwicy- daj sobie czas na terapii (a może weźmiesz na jedną sesję też chłopaka?) i nie spinaj się, nie twórz w głowie scenariuszy. A życie i tak zweryfikuje czy macie być razem, czy nie ;)

te słowa do mnie bardzo mocno trafiają ;)
Ostatnio edytowano 23 lis 2013, 20:24 przez UnityMitford, łącznie edytowano 1 raz
UnityMitford
Offline

Czy miłość do mojego faceta przyjdzie z czasem?

przez Dama_Kier 23 lis 2013, 20:23
Renee.Madison - Bardzo dziękuje za tę wiadomość. Dała mi nadzieję, że postępuje słusznie nie poddając się swoim stanom i nadal walcząc o tę relację :) I oczywiście gratuluje Ci tego, że tak wspaniale ułożyło się to w Twoim przypadku! Rzeczywiście, brzmi trochę jak w romansie, ale to godne pozazdroszczenia, bo życie nie zawsze zsyła AŻ takie niespodzianki :)
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
23 lis 2013, 12:09

Czy miłość do mojego faceta przyjdzie z czasem?

przez Purpendicular 23 lis 2013, 20:30
renee.madison - kilogram truizmów niestety. Wpychanie się w związek który przynosi frustrację jest kompletnie bezsensu. Gdyby wszystko dało się załatwić chęciami to świat byłby prosty i nie byłoby nieudanych związków :D Jasne, że zawsze miło jest się pocieszać, że to tak działa.
Niektórzy ludzie nie nadają się do związków, niektórzy się nadają, ale nie do związków z partnerami których mają, czasem coś się wypala i nie ma powrotu do przeszłości - bywa różnie. Wmawianie sobie, że wszystko jest okej to unikanie problemu, to też jakaś metoda, popularna i słaba.
Purpendicular
Offline

Czy miłość do mojego faceta przyjdzie z czasem?

Avatar użytkownika
przez renee.madison 23 lis 2013, 21:00
Purpendicular, ja rozumiem to tak, że Dama_Kier nie wpycha się w związek, który ją frustruje, tylko nerwica ją frustruje i podsyła deprymujące myśli odnośnie całkiem udanego związku. Widzisz różnicę?
Nie dyskutujemy tu o wszystkich związkach w ogóle, ale o przypadku autorki, która CHORUJE na nerwicę.
Ja opowiedziałam swoją historię, bo jest paralelna. Mój związek nie był zły, to nerwica go nadpsuła.
Porównywanie tych przypadków do związków ludzi bez zaburzeń jest bez sensu.
all I wanna do is get high by the beach, get high by the beach

sertralina 250 mg / kwetiapina 25 mg /alprazolam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
574
Dołączył(a)
08 maja 2013, 22:49
Lokalizacja
tam gdzie rosną poziomki

Czy miłość do mojego faceta przyjdzie z czasem?

przez Purpendicular 23 lis 2013, 21:19
Owszem, ale postawa typu "co złego to na pewno nerwica" się nie sprawdza - a przynajmniej nie zawsze. Myślę, że sporo osób chorujących na nerwicę (abstrahuję od autorki tematu) żyje myślą, że na pewno ich porażki i problemy wynikają tylko z nerwicy, a jak nerwicę wyleczą to wszystko będzie dobrze. Najczęściej - nie będzie.
Przy czym nie twierdzę,że nerwica nie ma wpływu (czasami dużego, indywidualna kwestia) na związki, czy jakiekolwiek życiowe sprawy.

btw, sugerowałem się również tytułem tematu.
Purpendicular
Offline

Czy miłość do mojego faceta przyjdzie z czasem?

Avatar użytkownika
przez renee.madison 23 lis 2013, 21:35
Purpendicular napisał(a):Owszem, ale postawa typu "co złego to na pewno nerwica" się nie sprawdza - a przynajmniej nie zawsze. Myślę, że sporo osób chorujących na nerwicę (abstrahuję od autorki tematu) żyje myślą, że na pewno ich porażki i problemy wynikają tylko z nerwicy, a jak nerwicę wyleczą to wszystko będzie dobrze. Najczęściej - nie będzie.
Przy czym nie twierdzę,że nerwica nie ma wpływu (czasami dużego, indywidualna kwestia) na związki, czy jakiekolwiek życiowe sprawy.


Najczęściej - nie będzie. - a po czym wnosisz? Jakieś badania na ten temat? Statystyki? Czy Twoje domysły?
Nie wiem na ile bliski jest Ci temat nerwicy i związku, bo wypowiadasz się tonem eksperta.

Zajmowałam się tematem neurotycznej miłości w swojej pracy naukowej i polecam zerknąć chociażby do 'neurotycznej osobowości naszych czasów' K. Horney (a jak komuś się nie chce to tu zebrane najważniejsze myśli dot. związków z nerwicowami: http://blogblizej.wordpress.com/2012/04/26/jak-kochaja-neurotycy-cz-ii/
Sorry, ja u autorki widzę wyraźnie neurotyczną osobowość, która rzuca się cieniem na jej związek.
all I wanna do is get high by the beach, get high by the beach

sertralina 250 mg / kwetiapina 25 mg /alprazolam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
574
Dołączył(a)
08 maja 2013, 22:49
Lokalizacja
tam gdzie rosną poziomki

Czy miłość do mojego faceta przyjdzie z czasem?

przez Purpendicular 23 lis 2013, 22:02
renee.madison napisał(a):Najczęściej - nie będzie. - a po czym wnosisz? Jakieś badania na ten temat? Statystyki? Czy Twoje domysły?


Obserwacje. Wieloletnie - wśród bliższych, dalszych i zupełnie obcych ludzi. Poza tym, to jest mechanizm który działa nie tylko w przypadku nerwicy. Mój dziadek na przykład, opowiadał, że "przed wojną to były taaakie zimy, a teraz już nie ma prawdziwych" - nie pytałem go, czy ma na ten temat jakieś statystki, badania, czy są to jego domysły ;) To prosty mechanizm - ludzie idealizują, to co było dawno. Więc w przypadku ludzi z nerwicą, częstą rzeczą jest wmawianie sobie (dla usprawiedliwienia, dla swojej wygody, samopoczucia - whatever) że wszystko co złe jest wynikiem nerwicy. Nie trzeba badań (zresztą, pokaż mi wiarygodne badania na ten temat) - poczytaj choćby to forum, najlepiej tematy w stylu "co dobrego dała wam nerwica" (albo coś podobnego, nie pamiętam) - to jest dokładnie to o czym mówię.

Jestem w stanie uwierzyć, że komuś się sypie związek tylko przez nerwicę, albo że ma kiepskie życie tylko przez nerwicę, ale każdy tak mówi i sądzisz, że u każdego rzeczywiście tak jest? I gdyby nie nerwica, to związek byłby świetny, a życie proste. Mhym...
Dziewczyna się zastanawia, czy kocha, albo co i jak czuje do swojego faceta, a Ty jej mówisz "to nerwica!" - to trochę płytkie podejście do tematu moim zdaniem. Po prostu bardzo upraszczające. Chociaż rozumiem dobre intencje, żeby powiedzieć komuś coś pokrzepiającego.


Zajmowałam się tematem neurotycznej miłości w swojej pracy naukowej i polecam zerknąć chociażby do 'neurotycznej osobowości naszych czasów' K. Horney (a jak komuś się nie chce to tu zebrane najważniejsze myśli dot. związków z nerwicowami: http://blogblizej.wordpress.com/2012/04/26/jak-kochaja-neurotycy-cz-ii/


Robisz ten błąd, że definiujesz człowieka wyłącznie przez pryzmat jego nerwicy. To nie jest takie proste. Nie tłumaczmy wszystkiego nerwicą - to nie jest niepełnosprawność intelektualna, albo cokolwiek co w takim stopniu definiuje osobę - chyba, że ktoś tak chce, bo prościej. Jakiś fetysz neurotyzmu i nerwicy.
Wiesz, ja na przykład mam prawdopodobnie depresję i nie zawsze jest mi łatwo, ale nie pozwolę się przez jej pryzmat definiować i wszystko nią tłumaczyć, a dokładnie to robisz w stosunku do osób z nerwicą. Na człowieka składa się więcej czynników niż nerwica, depresja i inne rzeczy.
Do pracy naukowej się nie odnoszę, bo jej nie czytałem, może później zajrzę, ale jeśli sama masz ten problem, to podchodzę z dużym dystansem do stopnia obiektywizmu. Ale może rzucę okiem.


Sorry, ja u autorki widzę wyraźnie neurotyczną osobowość, która rzuca się cieniem na jej związek.


Nie musisz mnie przepraszać ;) Ja widzę to i coś więcej - generalnie patrzę trochę szerzej i nie zawężałbym problemu tylko do nerwicy, która jest najprostszym, najłatwiejszym i najmilszym wytłumaczeniem. Rzadko bywa tak, że powód jest tylko jeden. Może w komediach romantycznych - nie przepadam za nimi, więc nie znam się.

Reasumując, jeszcze sprecyzuję, bo zapewne ktoś źle zrozumie i się przyczepi - nie umniejszam problemów nerwicy czy depresji, to są strasznie ciężkie rzeczy i utrudniające życie. Ale tłumaczenie tym wszystkiego jest po prostu najczęściej oszukiwaniem samego siebie.

To tyle, bo piszę ten post dziesięć minut i odnoszę wrażenie że o dziesięć za dużo - mógłbym robić milion ciekawszych rzeczy w tym samym czasie ;)
Purpendicular
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do