Problem osobowości, samotności, partnerstwa, rodzicielski...

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Problem osobowości, samotności, partnerstwa, rodzicielski...

przez nexeh 02 cze 2012, 13:07
vifi napisał(a):Pomyśl jeszcze o grupach wsparcia dla DDA


Jeśli to to co myślę, czyli praca w grupie to odpada. Nie wyobrażam sobie mówić o swoich odczuciach w większym gronie i słuchać rad od ludzi mojego pokroju. Jeśli ma do mnie trafić cokolwiek to tylko i wyłącznie opinia i rada specjalisty i tylko takim ludziom ufam :)

Co do pracy nad sobą: co to oznacza? Mi nigdy pracowanie nad sobą nie wychodziło najlepiej. Fakt, niektóre strasznie paskudne przyzwyczajenia potrafiłem zmienić dla Karoliny (mojej narzeczonej), ale dopiero po kilku ostrych kłótniach... Nie jestem typem, który jest plastyczny. Zazwyczaj to ja wszystkich wkoło ustawiam.

Znów się nie odzywa... ja mam co raz więcej wątpliwości czy ona tak robi bo tak dyktuje jej choroba, czy po prostu nie chce... Mi mówiła, że nie odpisuje, bo "po co skoro i tak umrzemy", ale do pracy chodzi. Stąd moje wątpliwości, dlaczego jej choroba ma destrukcyjny wpływ na związek, ale na pracę już nie? Przecież... po co pracować skoro i tak umrzemy. To chyba jeśli występuje to na wszystkich płaszczyznach nie? Popadam w skrajności. Zapisała się do psychiatry (w końcu!) co mnie bardzo cieszy, ale termin na połowę lipca... do tego czasu osiwieję. Powiedziała, że będzie starać się wcześniej prywatnie, ale nic nie udaje mi się od niej wyciągnąć... czy potrzebuje pieniędzy, wsparcia, mnie, rozmowy, kontaktu, czy mam do niej przyjechać... nic, kompletnie nic - nie odpisuje, nic jej nie rusza. Powiedziałem jej nawet, że wyjeżdżam na misję do Afryki (zna mój plan i jest nim właśnie to) - nic, z Afganistanem tak samo, zero reakcji... powiedziałem jej nawet, że zamierzam wziąć kredyt, żeby dać jej kasę na leczenie - nic... w końcu posunąłem się do kompletnej abstrakcji: sprzedam nerkę, żeby było na implant kolana kochanie, jak naprawimy to co Ci doskwiera od x lat, to może będzie już później tylko lepiej wszędzie indziej, nie? Nic, zero reakcji. Zna mnie, wie, że do wszystkiego prócz nerki byłbym w stanie się posunąć od ręki. Z resztą... i do tego byłbym w stanie jeśli to miałoby coś zmienić i by jej pomogło. Zero reakcji.

Nie wiem już co robić, czy zaprzepaścić jedyne realne plany do jakich doszliśmy wspólnie i skończyć to, czy dać jej czas, czekać na nią... dać sobie spokój z kontaktem i ufać, w to co mówi, czyli "gdybym chciała zerwać, to bym zerwała". bo w sumie już tylko na tym mogę się opierać. Najgorsze jest to, że w ciągu najbliższych 3 miesięcy waży się moja przyszłość, kończę studia, miała być przeprowadzka, wspólne mieszkanie, praca, normalne życie... a tu takie kwiatki... Nie radzę sobie z tym, za dużo zainwestowałem siły, pieniędzy, czasu w te marzenia, były tak realne.

Mam tyle uczuć, których nie mam gdzie wylać, że sam się nie spodziewałem, że mogę takowe mieć (bardzo ciężko mi przychodziło ich okazywanie kiedyś). Jej już nie ma w moim życiu, w ogóle. Kiedyś własne żywota przenikaliśmy na wskroś, w każdym możliwym miejscu. Biło od nas miłością i zaangażowaniem, każdy nam zazdrościł związku. Teraz... został jego cień i napraw, kilka smsów raz na dwa dni, czaaaasem, jakaś krótka rozmowa w której ja nie mogę poruszyć poważnego tematu (nas), żeby znów jej nie spłoszyć. Nie wiem co robić, poradźcie drodzy forumowicze... To pierwszy raz kiedy proszę o poważną pomoc, zazwyczaj sobie radziłem ze wszystkim... :(
Musisz być świadom, że religia, miłość, strach... To wszystko tak naprawdę nie istnieje. Nie istnieje to w takiej postaci, w jakiej to pojmujesz. Wszystko to jest niczym innym jak zwykłą chemią. Wiedziałeś, że za uczucie głodu odpowiada niski poziom glukozy? Chemia.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
22 maja 2012, 22:34
Lokalizacja
na dole :)

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do