Co to może być za zaburzenie ?

Inne zaburzenia.

Re: Co to może być za zaburzenie ?

przez LitrMaślanki 12 sty 2011, 21:17
uht,
psychopatycznej (albo narcystycznej, ale tutaj wlasnie moja wiedza sie konczy).


Widząc te widełki ..mam wrażenie ,że ta wiedza się nie kończy ...ona się nie zaczęła .

Podejrzewalem juz wiele rzeczy u siebie poprzez najrozniejsze zaburzenia osobowosci az po schizofrenie (zwlaszcza prosta),

Podzieliłes sie podejrzeniami z jakimś lekarzem czy zostawiłeś tą słodka tajemnice sobie?
LitrMaślanki
Offline

Re: Co to może być za zaburzenie ?

przez uht 13 sty 2011, 15:17
Uprzedzalem, ze specjalista nie jestem. Ok, nie mam nawet podstaw. Cos tam sobie poczytalem. Po prostu czuje sie podobnie i chcialem sie podzielic spostrzezeniami.

Bylem u psychologa chyba 4 lata temu, kiedy mialem strasznego dola, o ile mozna to tak nazwac. Bylem po prostu w jakiejs czarnej rozpaczy, zalamalem sie i plakalem przez pare godzin. Siedzialo to gdzies we mnie gleboko i los chcial, ze akurat puscily hamulce jak w domu byla mama, ktora oczywiscie strasznie sie przejela. Powiedzialem jej, ze chce isc do psychologa, zeby mi pomogl. Ale juz po paru dniach prawie zapomnialem o calej sytuacji, a do lekarza musialem isc. Powiedzialem psychologowi to co wtedy wydawalo mi sie, ze czuje. Ze nie mam zainteresowan, ze nie mam przyjaciol, nic mnie nie wciaga, a ostatnio poryczalem sie z tego powodu. Uznal, ze to depresja, ja mu zaufalem. Chyba spotkalem sie z nim jeszcze 2 razy, nie wiem o czym rozmawialismy. Chyba jakies pierdoly w stylu, znajdz motywacje, znajdz zajecie, ktore cie zainteresuje itp. A moze tych spotkan nie bylo? Nie pamietam. W kazdym razie stwierdzil, ze problem lezy w mojej szkole (dosyc ciezkie, wymagajace liceum), a ja sie z nim zgodzilem, bo nie wiedzialem co to moze byc, ale mialem problemy w nauce, z koncentracja, robilem sobie wagary, bo nie moglem ogarnac natloku wielu mysli przy jednoczesnym braku radosci i checi do dzialania. Przez to ze robilem wagary mialem jeszcze wieksze problemy w szkole i w zwiazku z tym wieksze problemy ze soba. Dlatego pomyslalem, ze faktycznie moze miec racje z ta szkola. Zaproponowal mi wiec, zebym poszedl do liceum przy szpitalu, dla ludzi z problemami. Powiedzial, ze nie musze od razu decydowac, zebym przyszedl na jeden dzien zobaczyc jak tam jest, a on napisze mi zwolnienie do mojego normalnego liceum z wyjasnieniem sytuacji. Poszedlem i nie wytrzymalem nawet jednego calego dnia. Zawsze bylem zamkniety w sobie i nie wiedzialem jak rozmawiac z ludzmi, a tam czulem sie juz totalnie zagubiony. Bylem na spotkaniu w grupie, kazdy mowil cos o sobie i swoim problemie (chyba, nie pamietam dokladnie), ale jakos nie umialem sie odniesc do zadnego z nich. Poczulem, ze nie pasuje do tego miejsca i nie wytrzymalbym w nim ani chwili dluzej. Po spotkaniu poszedlem jeszcze zobaczyc jak wyglada lekcja polskiego (jakis horror, tylko bym tam zglupial), a potem szybko sie zebralem i ucielkem na zajecia do mojego prawdziwego liceum. Pozniej powiedzialem psychologowi przez telefon, ze raczej nie nadaje sie do tego miejsca i ze chyba juz po problemie, poradzilem sobie z nim. Wydaje mi sie, ze cala ta sytuacja tak mnie przerazila, ze rzeczywiscie przez moment bylem przekonany, ze wszystko jest ok. Ale po jakims czasie to wszystko wrocilo i siedzi we mnie, a ja zrazilem sie cala ta sprawa. Chociaz szczerze mowiac wczoraj szukalem kontaktu do tego lekarza, ktory wtedy sie mna zajmowal. Z jednej strony czuje, ze musze cos zrobic, a z drugiej nie chce, zeby tamta sytuacja sie powtorzyla.

A o moim stanie teraz dodam jeszcze pare slow. Nie chcialem sie tak rozpisywac w czyims temacie o swoim problemie, ale jak ju pociagnales/as mnie za jezor to chyba nic nie stoi na przeszkodzie.

Od czasu tamtej wizyty u psychologa caly czas czulem sie beznadziejnie, tak jak przed nia, ale nauczylem sie jakos z tym radzic. Na to forum trafilem przez to, ze ostatnio znowu zaczely sie problemy, tym razem na studiach. Wyglada to podobnie. Duzo rzeczy do zrobienia, ja - wypalony, pusty, bez zaangazowania kumuluje ich jeszcze wiecej. Cala energie skupiam na tym, zeby trzymac jakies pozory zycia przed innymi i nie starcza mi jej na obowiazki. Moja rodzina wyprowadzila sie na stale za granice i dodatkowo doszly inne zmartwienia. Radzilem sobie jakos, a pozniej przyszly swieta, oni przyjechali, ja poczulem sie lepiej, bo mialem wiecej wolnego czasu nie obarczonego zadnym obowiazkiem, a dodatkowo byla ze mna moja rodzina, ktora - o ile jest jakas wazna rzecz w moim zyciu - jest dla mnie najwazniejsza. Nie bylo lekko, ale bylo lzej. Tydzien temu wyjechali, pokryl sie z ich wyjazdem powrot na zajecia i zaczalem sie czuc coraz gorzej. Jakas (chyba) tesknota (chyba) za nimi, meki na mysl o rzeczach, ktore musze zrobic - to wszystko spowodowalo, ze czulem sie jak roslina, ale tlumilem te uczucia w jakichs przyjemnosciach nie wymygajacych myslenia, uciekalem od odpowiedzialnosci, jednoczesnie martwiac sie, ze pojawia sie ich coraz wiecej. Budzac sie rano myslalem: 'Ja /cenzura/, kolejny dzien.' i zaczynalem analizowac wszystko co robilem do tej pory oraz co powinienem zrobic. Potworny natlok mysli, ktory az sprawial bol fizyczny. Towarzyszyl mi dopoki nie zaczynalem robic jakiejs odstresowujacej czynnosci, np. ogladalem film, a wszystko odchodzilo. Ale film sie konczyl, a nastroj powracal. Te 4 lata temu, kiedy mialem tamten epizod, robilem juz maly research szukajac informacji na temat siebie. Trafilem na osobowosc schizoidalna. Od tego zaczalem swoje poszukiwania teraz, ale po przemysleniu stwierdzilem, ze chyba jednak nie pasuje do tego typu zaburzen. Ostatnio mialem przyjemnosc przeczytac "Portret Doriana Graya" Wilde'a i ogladnac film. Postac Doriana Graya przypomniala mi troche mnie samego, zwlaszcza slowa, ktore mowi chyba pod koniec lektury. Dokladnie nie przytocze, poza tym czytalem po angielsku, ale sens byl taki, ze 'tak bardzo skupilem sie na sobie, ze zapomnialem, jak kochac innych'. Pomyslalem wtedy: Czy ja tez taki jestem? Tyle lat spedzilem na samorefleksji, nieustannym trwaniu we wlasnej glowie, ze zapomnialem? Wydawalo mi sie, ze kocham. Kocham rodzine, kocham swoja dziewczyne. Ale zaczalem rozmyslac czy to sa rzeczywiscie uczucia. Tak trafilem na zaburzenia narcystyczne, ale nie bylem do konca przekonany. Nie mialem trudnego dziecinstwa, super pieknego glamour tez nie, chociaz mama wychowywala mnie samotnie do 7 roku zycia i zawsze bylem strasznie rozpieszczany przez nia i przez babcie, ciocie. Ciezko powiedziec. W kazdym razie pojawila sie psychopatia, ktorej uczepilem sie jak rzep psiego ogona. Duzo kryteriow pasuje do mnie, moze poza agresja i jakimis zachowaniami przestepczymi. To co przechylilo szale na jej strone to fakt, ze podejrzewam, ze moj biologiczny ojciec tez mogl miec te zaburzenia, a podobno to genetyczne. Nie jest to informacja z zadnej karty zdrowia, czy czegos, po prostu moje przypuszczenie. Podobno byl czlowiekiem wiecznie nieszczesliwym. Poza tym, duzo rzeczy zaczelo pasowac, duzo rzeczy sie rozjasnilo. Sam nie zdawalem sobie sprawy z tego, ze klamie nieustannie, przy mowieniu jakichs /cenzura/ totalnych nawet! Zmyslalem jakies historie i sam nie bylem tego swiadom! O braku poczucia winy i skruchy to nie wspomne. Wiem, co one znacza i potrafie czuc cos na ich ksztalt, ale to chyba nie jest to, co powinienem czuc. W kazdym razie.... w najblizszy poniedzialek obudzilem sie u swojego kolegi po tym jak dzien wczesniej napilismy sie troche piwka i pogralismy na playstation z wielka dziura w sercu. Zbieralo sie to we mnie i kiedy zanim jeszcze organizm zaczal pracowac zalala mnie fala tych wszystkich informacji, ktore przeczytalem i przerazilem sie (bardziej fizjologicznie). Zaczalem sie caly trzasc. Zaczelo do mnie docierac, ze jezeli rzeczywiscie jestem psychopata, to cale moje zycie to jeden wielki falsz, a ja nie jestem czlowiekiem i nigdy nie bede. Ze wszystko co do tej pory przezylem nie bylo prawdziwe i nic nie warte. Wrocilem szybko do domu, polozylem sie na lozku i tak jak wczesniej 4 lata temu ryczalem przez pol dnia. Teraz nie moge przestac o tym myslec. Zastanawiam sie nad kazda rzecza, ktora robie i utwierdzam sie w przekonaniu, ze - boje sie tego powiedziec, przyznac przed samym soba - moge byc tak powaznie uszkodzony. Dlatego tu przyszedlem, zeby znalezc kogos w podobnej sytuacji, kto moglby mi powiedziec, co mam robic? Nie chce tak dalej zyc, a to jedyne zycie jakie znam. Staram sie i staram, ale nie potrafie inaczej. Chce wiedziec co jest ze mna nie tak, zeby wiedziec, czy moge to zmienic. Jesli nie, to wole usunac swoja osobe z tego swiata, niz meczyc sie samemu, na dodatek meczac innych. :(

Chcialbym zaczac od tomografii (tylko jakiej?), ale wiem, ze potrzebuje skierowania na nia. Czy psycholog wyda mi taki dokument bez problemu? I jaka tomografie powinienem zrobic, zeby okreslic, czy w moim mozgu sa zmiany wskazujace na psychopatie? Nie znam sie na tym totalnie, wiec prosze o wyrozumialosc.

Lottie, napisz jeszcze cos o tej osobie, jesli przyjda Ci do glowy jakies uzyteczne informacje. Czy ta osoba wyraza jakies checi, zeby sie zmienic? Moze sama sie wypowie na forum?
Czas może się posuwać przybierając nieregularne kształty.
uht
Offline
Posty
298
Dołączył(a)
12 sty 2011, 18:04
Lokalizacja
Kraków

Re: Co to może być za zaburzenie ?

przez LitrMaślanki 13 sty 2011, 21:31
Uprzedzalem, ze specjalista nie jestem. Ok, nie mam nawet podstaw. Cos tam sobie poczytalem. Po prostu czuje sie podobnie i chcialem sie podzielic spostrzezeniami.


I to jest godna podziwu postawa .

Zaoczni normalnie od początku ,idź do psychiatry potem do psychologa .Otwórz sie i pozwól się zdiagnozować .
Pewnie masz jakiś problem ,ale mi się wieżyc nie chce ,że jesteś psychopatą . Możesz tak "treściwiej" zwięzłej ..w punktach napisać z jakich powodów podejrzewasz się o psychopatie ?
LitrMaślanki
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co to może być za zaburzenie ?

przez uht 14 sty 2011, 01:18
Dzisiaj wlasnie czytalem ksiazke "Mask of Sanity", doszedlem do rozdzialu o cechach psychopatow i poczulem scisk w sercu, ktory powodowal dreszcze (piszac to tez sie tak czuje). Siedzialem tak czytajac ksiazke dalej, chociaz slowa mi umykaly, niby bylem skupiony na tym co czytam, a z drugiej strony na tym ucisku w sercu. Czytalem i czytalem, a stan zaczal sie nasilac, mrowienie przenioslo sie na rece i na twarz, zaczely mi sztywniec. Nie moglem usiedziec w miejscu, wiec zaczalem chodzic, jednoczesnie zerkajac caly czas na ekran monitora na kolejne wiersze ksiazki. Po chwili cale cialo bylo dziwnie dretwe i czulem 'mrowki'. To bylo dziwne uczucie, zwlaszcza na przeponie, bo nie moglem przez nie oddychac. Wiedzialem, ze to kwestia psychosomatyczna, ale nie moglem uspokoic mysli. Zaczalem sie odrealniac. Poszedlem do telefonu, choc szlo sie ciezko, jakbym dzwigal cale zycie na barkach. Nie mialem pojecia, co zrobic, do kogo dzwonic. Znalazlem numer do sekretariatu (sic!) kliniki psychiatrycznej dla dzieci i mlodziezy z mysla, ze dostane numer do psychologa, ktory leczyl mnie 4 lata temu. Bez jaj, co ja sobie myslalem. Ale bylem zdesperowany, totalnie nie myslalem, co robie. Na szczescie nie odebrali, a ja zadzwonilem do mamy. Po chwili rozmowy z nia sie uspokoilem. Tylko wyrzucilem z siebie, ze potrzebuje pomocy. To chyba byla jedna z najlepszych rzeczy, jakie ostatnio czulem. Wreszcie pokazalem sie z w miare prawdziwej strony, nie tej udawanej dla wszystkich. Potrzebowalem tego, zeby zrobic ten wazny krok - zaraz po rozmowie z mama zadzwonilem do znajomej psycholog, ktora powiedziala, ze zaraz przyjedzie, chociaz wcale mi sie to nie usmiechalo, bo juz sie uspokoilem i wrocilem do swojego udawanego ja. Zupelnie jakby cala historia nie miala miejsca, tak sie zachowywalem i czulem. Ale ona przyjechala i pomimo mojego, nazwijmy to 'psychopatycznego ja' udalo mi sie powiedziec to wszystko, o czym napisalem tutaj na forum wczesniej, uwazajac przy kazdym slowie, zeby nie sklamac, nie wymyslac czegos, co nie mialo miejsca. Uwazam to za jakis maly osobisty sukces. Ale ciezko bylo kontrolowac odruch udawania gleboko poruszonego. :( Caly czas myslalem, ze nie moze zobaczyc we mnie potwora, niech mysli, ze jestem dobrym czlowiekiem.Nie bylem w stanie tego powstrzymac! Wiem, ze obowiazuje ja tajemnica lekarska, ale mimo wszystko to jest osoba znajoma. Oczywiscie stwierdzila, ze troche mnie zna i ze nie przypominam zupelnie psychopatow. Ale o to wlasnie chodzi. Nikt z zewnatrz tego nie zobaczy, bo patologia tworzy taka swietna maske. W kazdym razie dostalem kontakt do innego psychoterapeuty, przed ktorym mam nadzieje pokazac swoje prawdziwe oblicze, otworzyc sie. Jesli mam cos zmienic musze to zrobic. Niestety spotkanie dopiero za 1,5 tygodnia, wiec boje sie czy nie bedzie tak, ze przyjde i powiem: "Nie wiem, czemu sie umowilem, juz wszystko jest w porzadku, przepraszam za fatyge." Tyle jeszcze swiata sie przeze mnie przewinie przez te dni, ze pewnie juz zapomne o tych wydarzeniach dzisiejszego dnia. A po drodze jeszcze uczelnia. :(

LitrMaślanki, wybacz, zazwyczaj nie jestem tak wylewny. Ale sam/a wiesz... w internecie czujemy sie anonimowi. Tu moge pokazac jaki jestem naprawde. Choc nie do konca... To wszystko to tylko slowa, a czy cos sie za nimi kryje? Sam nie wiem, musze to odkryc. Ostatnio coraz bardziej zaczynam watpic, czy to co mowie, mowie ja, czy to tylko jakies wyuczone schematy, w ktorych sie poruszam, zeby cos uzyskac. To chyba jest najgorsze. Nie jestem nawet pewien, czy to co pisze teraz nie jest jakas proba uzyskania wspolczucia, zeby poczuc sie lepszym albo raczej mniej zlym.

Inne cechy?
-patologiczne klamstwo
-brak jakiegokolwiek planu na zycie (tyle udawalem, ze juz nie wiem jaki jestem naprawde)
-anhedonia, apatia i inne trudne slowa na 'a'
-brak poczucia winy
-nieuczenie sie na bledach (to jest potworne, wiesz, ze zawaliles jakas sprawe, a mimo prob doprowadzasz do takiej samej sytuacji)
-plytkie, nastawione na eksploatacje stosunki (jeszcze do niedawna myslalem, ze po prostu przestajemy miec wspolne zainteresowania ze znajomymi; tak naprawde dostawalem to czego potrzebowalem i powoli kontakt zanikal)
Praktycznie wszystko poza agresja, przestepstwami (nawet papierka na ulice nie wyrzucilem, chociaz to kwestia dobrego wychowania mamy) i alkoholem, ale to akurat sa najmniej psychopatyczne cechy, a poza tym mam do cholery ledwo 21 lat. Tyle jeszcze moge zrobic, ze wole o tym nie myslec.

Dziekuje bardzo Litrze za zainteresowanie tematem.
Czas może się posuwać przybierając nieregularne kształty.
uht
Offline
Posty
298
Dołączył(a)
12 sty 2011, 18:04
Lokalizacja
Kraków

Re: Co to może być za zaburzenie ?

przez Anna Maria 14 sty 2011, 01:37
powiem Ci to co usłyszałam tutaj na forum
my nie czytamy zakazanych stron ;)
tez tak mam,że przypisuje sobie wszystko co przeczytam :mrgreen:

[Dodane po edycji:]

acha... też jestem wylewna tylko gdy pisze,więc witaj w klubie anonimowych forumowiczów ;)
Anna Maria
Offline

Re: Co to może być za zaburzenie ?

przez uht 14 sty 2011, 10:34
Moze to prawda, ze czytaniem takich rzeczy tylko sie nakrecamy, ale mi to pomoglo. Cos sie zmienia. Moze sie nigdy nie zmieni, ale bede mogl powiedziec, ze sprobowalem. Wiem, ze mowie wszystko, jak bym juz faktycznie byl skazany na te psychopatie, ale wszystko na to wskazuje. Jedno spotkanie z lekarzem na pewno tego nie wyjasni, no i nie wiem, czy bedzie chcial przyjac moj punkt widzenia, czy od razu mnie skresli, wlasnie dlatego, ze naczytalem sie /cenzura/.

Z jednej strony chce, zeby to bylo to, zebym mogl wreszcie powiedziec: "tak, jestes i byles chory. Te puste dni, to wina zaburzenia." (potrzebuje jakiegos winnego). Z drugiej chce uslyszec, ze to cos innego, wystarczy rok, moze kilka lat jakiejs terapii, a ja wroce do siebie. Jesli zostane zdiagnozowany jako zaburzenie dyssocjalne to - uwaga, to bedzie glupie - jedyna nadzieja widze w tym, ze chociaz bede mogl pomoc psychologom i psychiatra w badaniach nad tym.

Heh, chyba powinienem te wpisy swoje stad wydrukowac i zabrac do psychologa... Tak sobie mysle na glos.
Czas może się posuwać przybierając nieregularne kształty.
uht
Offline
Posty
298
Dołączył(a)
12 sty 2011, 18:04
Lokalizacja
Kraków

Re: Co to może być za zaburzenie ?

przez NaaN 16 sty 2015, 22:25
LitrMaślanki napisał(a):uht,
psychopatycznej (albo narcystycznej, ale tutaj wlasnie moja wiedza sie konczy).


Widząc te widełki ..mam wrażenie ,że ta wiedza się nie kończy ...ona się nie zaczęła .


:D

ale...ale....coś być może na rzeczy.

Tak jakoś patrząc systemowo większość dzieci psychopatów ma cechy narcystyczne ...i odwrotnie.
Proszę nie pytać o statystyki i badania naukowe.

To tylko taka wiedza z doświadczania :yeah:
Offline
Posty
1361
Dołączył(a)
15 lut 2014, 11:23

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do