proszę o pomoc

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

proszę o pomoc

przez mesmerism 23 paź 2013, 15:53
Witam, to mój pierwszy post na forum, chciałabym poradzić się Was czy z moim problemem powinnam udać się do psychiatry. Wydaje mi się że mam depresję i fobię społeczną, ale potrzebuję opinii kogoś że tak powiem z zewnątrz, bo może ja wszystko wyolbrzymiam i wmawiam sobie chorobę?
Nie potrafię sobie przypomnieć od kiedy mam "doły", już w gimnazjum miałam z tym problemy, myśli samobójcze, raz nawet połknęłam opakowanie tabletek, ale na szczęście były za słabe i nic poważnego mi się nie stało, w zasadzie nikt nawet o tym nie wie, oprócz mojej ówczesnej przyjaciółki. Często myślałam, że to przez dojrzewanie, wiadomo, bunt młodzieńczy, ale wydaje mi się że to chyba jednak było coś poważniejszego. W liceum niewiele się zmieniło, złe samopoczucie przeplatało się z okresami zobojętnienia, tzn nie byłam wtedy szczęśliwa ale nie byłam też bardzo smutna. W zasadzie niewiele pamiętam teraz z tamtego okresu, chciałabym bardziej skupić się na wydarzeniach z ostatnich dwóch lat. Zdałam maturę z satysfakcjonującym mnie wynikiem, oprócz matematyki, którą zaliczyłam w sierpniu. Ale przez to nie dostałam się na żadne studia, więc musiałam czekać do następnego roku. Nie przejęłam się tym zbytnio, wiele rzeczy było dla mnie wtedy obojętnych. W każdym razie, rok ten poświęciłam na zrobienie prawa jazdy, przez pewien okres także pracowałam. Nie miałam wielkich stresów, ale mimo to okresy przygnębienia mi się zdarzały, wtedy zaczęły się dla mnie też okresy "odrealnienia", tzn nie potrafiłam się zmusić do niczego, mogłam godzinami wpatrywać się w sufit, wychodziłam z pokoju tylko po coś do jedzenia i do toalety, z nikim nie rozmawiałam. Zaczęłam bać się kontaktu z ludźmi, zwykłe wyjście do sklepu było dla mnie problemem, wiedziałam że ludzie na ulicy mnie zobaczą, czułam się strasznie odsłonięta, zaczęłam bać się także rozmawiać przez telefon. Do tego standardowo od czasu do czasu miałam napady złego samopoczucia, płakałam bez powodu, zaczęłam przejmować się głupstwami. Ogólnie to właśnie wtedy zaczęły się takie "objawy" o których będę pisała jeszcze, ponieważ w ostatnim czasie się nasiliły. W czerwcu była rekrutacja na studia, dostałam się bez problemu na mój wymarzony kierunek, w wakacje trochę pracowałam, żeby mieć jakieś pieniądze na początek. Cieszyłam się strasznie, że poznam wielu wartościowych ludzi, bo to taki kierunek dla pasjonatów, więc nie mogłam się doczekać wspólnych wyjść do muzeów, galerii i interesujących rozmów, co do których byłam pewna, że nastąpią. Udało mi się znaleźć mieszkanie z fajnymi współlokatorkami, wszystko było dobrze i cieszyłam się że zacznę nowe życie. Przeniosłam się do miasta oddalonego kilkaset kilometrów od mojego domu rodzinnego, nie znałam tam nikogo. Kiedy wprowadziłam się wszystko się popsuło. Bez przyczyny zaczęłam odczuwać straszny strach, bałam się wyjść z pokoju, żeby nie natknąć się na współlokatorki. Jestem introwertykiem i nie potrzebuję wiele kontaktu z ludźmi, ale to było coś innego. Bałam się ich. Bałam się ludzi z roku, czułam się przy nich bezwartościowa, wszyscy się świetnie dogadywali a ja nie potrafiłam się wbić do grupy, czułam, że oni rozmawiają o mnie za moimi plecami, czułam się po prostu głupia i bałam się rozmawiać. Oczywiście, to nie była prawda, oni wszyscy byli bardzo mili, myślę zresztą że raczej mnie nie zauważali i nie tracili czasu na rozmowy o mnie, bo na studiach każdy ma już swoje życie. Wiem, że to brzmi dość chaotycznie, ale to dlatego, że te emocje są jeszcze świeże dla mnie. Studiowałam na tym kierunku pół roku, z miesiąca na miesiąc było ze mną coraz gorzej. Z nikim nie rozmawiałam, bałam się płakałam bez powodu, poczucie odrealnienia bardzo się zwiększyło, miałam myśli samobójcze, czułam że jestem nikim, byłam bardzo przewrażliwiona, miałam napady ogromnego lęku któremu towarzyszyły trudności z oddychaniem, potrafiłam przesypiać trzy dni bez przerwy, opuszczałam zajęcia i nie mogłam się na niczym skupić. Przestałam jeść, schudłam i strasznie zaczęły wypadać mi włosy. Nie potrafiłam zapanować nad tym co się działo w mojej głowie, ciągle miałam negatywne myśli. W lutym było tak, że leżałam przez kilka dni w pokoju, uwięziona w swojej głowie, byłam tak zmęczona tym wszystkim że miałam siłę tylko na bezgłośny płacz. Miałam ogromne zaległości, nie podeszłam do sesji i wyrzucili mnie ze studiów. Nie zareagowałam nawet na to, nie mogłam się zmusić do tego, żeby coś zrobić ze swoim życiem, wróciłam do domu. W domu było trochę lepiej, stopniowo zaczęłam wracać do życia. Ale rodzice mówili żebym poszła do pracy, mieliśmy wtedy problemy finansowe, niestety nie mogłam, sama myśl o tym, że będę musiała wyjść z domu i rozmawiać z obcymi ludźmi, że będę musiała coś robić, wywoływała we mnie uczucie paniki. Rodzice nie potrafili tego zrozumieć, nie powiedziałam im prawdy o tym co doprowadziło do tego, że wyrzucili mnie ze studiów, myśleli że nie zaliczyłam trudnego egzaminu. Nie potrafili zrozumieć że nie chcę iść do pracy, skoro zależy mi na studiach, myśleli że jestem leniwa i niewdzięczna. Wiele razy się z nimi o to kłóciłam, starałam się dać im do zrozumienia że mam problemy ze swoją psychiką i to jest dla mnie trudne, niestety, spotykałam się z murem niezrozumienia. Moi rodzice są bardzo religijni, ja już nie, ale dla nich każdy problem można rozwiązać dzięki Bogu, ciągle mi mówili o Bogu, nie mogłam już o tym słuchać, ponieważ potrzebowałam rozmowy i zrozumienia z ich strony a nie Boga który nie istnieje. W tamtym czasie zaczęłam powoli oddalać od siebie wszystkie rzeczy które wywoływały we mnie złe emocje, ograniczyłam i tak niewielki już kontakt z ludźmi, nie czułam potrzeby rozmawiania ze znajomymi, odkryłam, że po skończeniu szkoły tak naprawdę nie mam o czym z nimi rozmawiać. Czytałam dużo książek, słuchałam muzyki klasycznej i myślałam dużo nad tym co stało się z moim życiem. Stopniowo zaczęło być lepiej, czułam się spokojna. Mimo to nadal nie wychodziłam z domu, to było tak jakbym siedziała pod kloszem, zrobiłam z mojego pokoju twierdzę, miałam książki i ciszę, a na zewnątrz byli inni ludzie, którzy mnie nie rozumieli, problemy, zostawiłam to wszystko i tak żyłam przez długi czas. Było mi dobrze, znowu dostałam się na studia, tym razem jednak nie miałam żadnych oczekiwań, byłam spokojniejsza, bo wiedziałam jak to wszystko wygląda, nie czułam już potrzeby kontaktu z ludźmi, postanowiłam, że w tym roku skupię się na nauce. Na początku października wprowadziłam się do wspaniałego mieszkania na starym mieście, wszystko było cudowne, czułam się szczęśliwa i oszołomiona tym, że kiedy wyzbyłam się oczekiwań, wiele rzeczy samo się ułożyło. Myślałam, że to kwestia nastawienia. Dziwiłam się, że ludzie sami chcą ze mną rozmawiać, nie musiałam się do niczego zmuszać i wszystko było naprawdę wspaniale. Trwało to do poprzedniego tygodnia. Pewnego dnia wróciło poczucie odrealnienia, zastanawiałam się kim jestem i co tu robię, czułam jakby czas się dla mnie zatrzymał, wszyscy wokół żyli a ja myślałam, o co w tym wszystkim chodzi. W czwartek wracałam z banku i nagle pomyślałam, że jestem nikim. To było jakby jakaś tama w moim umyśle pękła i nagle wszystkie złe rzeczy do mnie wróciły. Szłam między wspaniałymi kamienicami i myślałam, że jestem beznadziejna, głupia, patrzyłam na tych wszystkich ludzi, świetnie ubranych i pełnych radości i życia, podczas gdy ja chodziłam już kilka lat w tych samych glanach i nie miałam pieniędzy na cholerny płaszcz (tylko dlatego zresztą, że wszystkie pieniądze beztrosko wydałam na nowe książki). Nienawidziłam ich i siebie i to uczucie było bardzo silne. Potem dopadł mnie straszny lęk, nie mogłam oddychać, dzwoniłam do domu czy wszystko u nich w porządku, czułam jakby miało wydarzyć się coś strasznego i to uczucie mnie paraliżowało. Kiedy wróciłam do domu położyłam się do łóżka i płakałam przez kilka godzin. Wszystko do mnie wróciło, znowu opuszczam zajęcia, chociaż nie chcę i wiem że kolejnej szansy już nie będzie, to nie mogę się zdobyć na żaden ruch, płaczę tylko i patrzę w okno, czując przy tym jak te wszystkie okropne uczucia mnie przytłaczają i ie mogę zapanować nad myślami, mam chaos w głowie a każda kolejna myśl jest gorsza i bardziej przerażająca od poprzedniej. Nie wiem co mam robić! Tak bardzo nie chciałam, żeby te rzeczy wróciły i spełniły się właśnie moje najgorsze obawy. Przepraszam za taki długi i okropnie chaotyczny post, ale to pierwszy raz kiedy o tym komuś mówię.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
23 paź 2013, 14:46

proszę o pomoc

Avatar użytkownika
przez Atalanta 23 paź 2013, 16:20
Witaj na forum mesmerism :D
Widzę, że masz poważny problem z którym sobie nie radzisz. Najlepiej udaj się do psychiatry, on powinien Ci pomóc. Nie możesz tak dalej żyć, a te sytuacje będą powracać. Póki co to trzymaj się, nie opuszczaj zajęć, postaraj się jakoś zmotywować aby na nie chodzić.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
766
Dołączył(a)
09 kwi 2011, 21:05

proszę o pomoc

Avatar użytkownika
przez niosaca_radosc 23 paź 2013, 17:29
mesmerism, udanie się do specjalisty nigdy nie zaszkodzi. Poszukaj w okolicy PZP i zarejestruj się do lekarza. Najlepiej przed sprawdź sobie w necie opinie i wybierz takiego, który najbardziej wzbudzi Twoje zaufanie. Walcz o siebie.
Problemem nie jest problem. Problemem jest Twoje nastawienie do problemu
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
2204
Dołączył(a)
11 paź 2011, 21:24

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Frozen21 i 15 gości

Przeskocz do