nie mam już nic

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

nie mam już nic

przez barteksamotny 20 gru 2008, 16:47
Mam na imię bartek i mam 25 lat.Chciałbym podzielić się z wami moją doświadczeniami walce z tą ciężką chorobą jaką jest depresja.Jednak od razu na początku zaznaczę,że ja tę walkę przegrałem.Moja obecna sytuacja wygląda tak:nie mam żadnych kolegów ani koleżanek(koleżanek nigdy nie miałem),nie mam i nigdy nie miałem dziewczyny,z nikim się nie spotykam ,praktycznie nie wychodzę z domu,jedynie do pracy w wielkiej fabryce.Mieszkam z rodzicami.Moja codzienność to walka z natręctwami,strach i lęki od rana do wieczora,w nocy chore sny i koszmary,ciągłe zmęczenie ,bierność.W domu po pracy nie robię nic,całymi godzinami leżę albo śpię,czasami przeglądam internet-to moje życie,przegrane i zmarnowane.
Leczyć zaczołem się mniejwięcej 4 lata temu-pierwsza wizyta w poradnii zdrowia psychicznego i pierwsze leki,na początku od małej dawki następnie do maksymalnej,kiedy mówiłem ,że leki nic mi nie pomagają lekarka mówiła żeby się nie martwić,że poprawa przyjdzie z czasem-nigdy nie przyszła,było tylko gorzej,następne leki,następne dawki,nic nie pomagało,nie było żadnego efektu,nawet placebo,zapisałem się również na psychoterapię,jako,że nie było darmowego dostępu poszedłem prywatnie,jedna godzinna wizyta 130zł.Chodziłem kilkanaście miesięcy,niestety wydałem na to kilkanaście tysięcy, a jestem w tym samym miejscu gdzie byłem,jest nawet gorzej bo straciłem nadzieje na wyleczenie którą kiedyś miałem,teraz nie mam nic,nie mam pieniędzy nie mam nikogo i nie mam nadziei .Dla mnie leczenie okazało się fikcją ,obecnie jestem już tak załamany ,że przestałem odwiedzać psychiatrę,mówił żeby nie odstawiać leków-ja odstawiłem(ostatnio co brałem to paxtin 3x20 mg dziennie,żałosne nie było żadnej różnicy pomiędzy tym co brałem a jak przestałem.Dodam jeszcze ,że spłacam kredyt studencki z powodu przerwania studiow,rzuciłem je na 6 semestrze 3 roku.Moje życie to ruina,myśli mam przepełnione nienawieścią do siebie i innych,niennawidze siebie i tego świata.Z chęcią zabiłbym się ale jestem za dużym tchórzem aby to zrobić,właściwie to jednak podjiłem już decyzje o swojej śmierci ,muszę jedynie przełamać swój strach i będzie po wszystkim.Żegnam,właśćiwie to nie wiem dlaczego napisałem to wszystko,może to ostatni krzyk rozpaczy albo ostrzeżenie,nie wiem,nie chce mi się już więcej pisać,żegnam
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
01 gru 2008, 21:47

Re: nie mam już nic

przez sebcio 20 gru 2008, 16:51
cze Bartek, mam tak samo...
sebcio
Offline

Re: nie mam już nic

przez Aneta22 20 gru 2008, 17:13
tez z tym walcze ... ale bartek i sebo myśliscie ,że jestescie sami ??? miliony ludzi maja takie problemy i żyją dają rade ,wychodza z tego ... jest poprawa. Jestem tego przykładem. Kiedyś 3 lata temu zachorowałam pierwszy raz, było ze mna tragicznie ale dałam rady. Przez 3 lata dawałam rade,ąz do teraz. Nastapił nawrót choroby i co mam sie poddać?? Trzeba walczyć nadal, so samego końca,pamiętajcie o tym... jesteście młodzi,macie jeszcze wiele do zrobienia, przypomnijcie sobie czasy kiedy było dobrze, miłe chwile ze swojego zycia, chcecie tak poprstu sie poddać ? a rodzina? znajomi?? myslicie ,ze oni to przezyja?? będa cierpieć do końca zycia ... zastanówcie sie dwa razy zanim coś postanowicie ,zawsze jest ratunek!!!

---- EDIT ----

jak już nie macie wiary w nic ... idzcie do koscioła ... poprstu idzcie i pomódlcie sie jak umiecie najlepiej ...
Offline
Posty
107
Dołączył(a)
29 lis 2008, 14:52

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: nie mam już nic

przez ESTER 20 gru 2008, 18:52
Bartkusamotny a może poszukaj psychoterapii bezpłatnej w ramach NFZ.To są napewno sprawdzeni psychoterapeuci bo tylko tacy mogą pracować w publicznej służbie zdrowia.Najlepiej by było gdybyś poszukał sobie jakiejś kliniki nerwic (leczą tam depresję), sa one w prawie każdym większym mieście.A może warto też pomyśleć o terapii grupowej , ale nie ze względu na towarzystwo tylko ze względu na to, że zyskał byś poczucie , ze nie jesteś z tym sam, ze nie tylko i wyłącznie Ty masz takie problemy.Zobaczyłbyś wtedy jak wiele ludzi ma podobne problemy do Twoich.
ESTER
Offline

Re: nie mam już nic

Avatar użytkownika
przez wróbelek Elemelek 20 gru 2008, 19:01
też myślę że terapia grupowa byłaby dla Ciebie dobra... naprawdę nie jesteś z tym sam!! koniecznie poszukaj gdzieś jakiejś terapii grupowej, i postaraj się zrobić/dostrzec jedną pozytywną rzecz każdego dnia :) trzeba zaczynać od małych rzeczy:) postaraj się czasem iść na spacer, zrobić coś co lubisz, wiem że jest ciężko ale walcz!!:)
<><><> Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą!! <><><>
Posty
757
Dołączył(a)
29 lip 2008, 13:49

Re: nie mam już nic

Avatar użytkownika
przez suzak29 20 gru 2008, 19:05
barteksamotny, A Ja Ci radze byś wyszedł do ludzi bo jak dalej bedziesz tak żył to cienko to widze.......
Jesteś młody życie przed Toba :!: :!:
Trzeba tylko wyjść z doła :D wierze że sie uda...
Ja też walcze z tą choroba wyszłam w czwartek ze szpitala,leki dostałam,psychoterapie mam kontynuowac...itd....ale to wszystko i tak zalezy od nas ...
NASZE ŻYCIE W NASZYCH RĘKACH,ALBO SIE ZABIJESZ(.........i wszyscy o Tobie zapomną) ALBO BEDZIESZ ŻYŁ DALEJ( ) :!:
Trzymam kciuki jak chcesz możemy zawsze pogadac,nie jesteś sam my wszyscu tu mamy jakies problemy,ale żyjemy :P
Nie musze być idealna,wystarczy,że jestem wyjątkowa:)XD
Avatar użytkownika
Offline
Posty
588
Dołączył(a)
22 paź 2008, 17:57
Lokalizacja
Nadrenia Północna-Westfalia

Re: nie mam już nic

przez Szycha 21 gru 2008, 13:04
Bartek, samobójstwo to najgorsze wyjście z sytuacji, nie tylko dla Ciebie ale i dla twoich znajomych. Jak myślisz co twoi rodzice zrobią jak się zabijesz? Jeśli już podjąłeś decyzje znaczy, że jesteś egoistą i nie myślisz o innych, powód do życia jest choćby taki, że żyjesz dla rodziny! Ale jest na depresje rozwiązanie... Mówisz "nie mam przyjaciół, znajomych" zapisz się na jakiś sport jestem pewien, że ci to pomorze, zapisz się na pływalnie, biegaj, ćwicz, połowa depresji to stan fizyczny, jeśli go poprawisz poprawisz też swoje samopoczucie, samoocenę. Słuchaj pewnie pomyślisz, że jesteś na to zbyt nieśmiały albo co tam sobie ubzdurasz ale jeśli jesteś mężczyzną to 5 minutowy wysiłek fizyczny pomorze ci się otworzyć. Poza tym nie możesz się z kimś po pracy na piwo umówić? Schlanie to też dobry sposób na depresje, tz skuteczniejszy od tych lekarstw (troche krótko trwa ale cóż) :) a dwóch schlanych gości szybko sie kumpluje i powstaje między nimi ciekawa wieź :P Boisz sie zabić? Nie bój się spróbować, samobójstwo wymaga wiele odwagi, ale na pewno mniej niż spróbowanie nowego życia.
Trzymam za ciebie kciuki i gdybyś mieszkał gdzieś koło mnie na pewno umówiłbym się z Tobą na piwko :P
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
13 gru 2008, 21:06
Lokalizacja
Kraków

Re: nie mam już nic

przez Lone wolf 21 gru 2008, 21:17
Bartek nawet nie wiesz jak Cie rozumiem. Sam jestem w podobnym stanie . Mam 28 lat i jestem zerem . Nic mi sie nie chce , nic mnie nie interesuje, jest mi strasznie zle i nie umiem tego zmienic. Na dodatek zakochalem sie w cudownej dziewczynie,, ktora chyba dawala mi nawet jakies znaki, ale ja juz sam nie wiem czy to prawda czy tylko mi sie wydawalo. Nie znam sie zupelnie na kobietach. Nie moge przestac o niej myslec , ale nie potrafie zrobic pierwszego kroku, nie moge tez uwierzyc w to , ze ona moglaby byc mna zainteresowana, przeciez jestem totalnym zerem. Mysle ciagle co by bylo gdybym umarl. Piszecie, ze rodzina i znajomi by tego nie przezyli, ja mysle, ze daliby rade. Rodzice napewno by rozpaczali jakis czas,ale pozniej by zapomnieli , w sumie to i tak rozmawiam z nimi bardzo zadko i nigdy na powazne tematy. Wiem , ze pewnie chcieliby, zebym sie ozenil , chcieliby miec wnuki, ale to nie nastapi, wiec po co im jestem potrzebny. A co do znajomych to mam dwoch kolegow , przewaznie spotykamy sie na picie , przy czym ja sie bardzo malo odzywam, wiec sadze, ze dla nich moja smierc nie bylaby wielka strata. Jedynie czego pragne to by ta dziewczyna mnie pokochala i mi pomogla, ale to tylko nierealny marzenia. Przepraszam , ze pisze to w nie swoim temacie i tk chaotycznie ale po przeczytaniu postu Bartka prawie sie poplakalem i tak mnie jakos wzielo, ze musialem to napisac.Tak wogole to moj pierwszy post a forum przegladam juz od jakiegos czasu.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
25 paź 2008, 19:07

Re: nie mam już nic

przez barteksamotny 22 gru 2008, 17:55
nie spodziewałem się takiego odzewu.Ktoś pisał żebym sobie przypomniał dobre chwile ,dobre czasy ze swojej przeszłości-tyle ,że ja takich nie mam.Nigdy nie byłem szczęśliwy-nigdy.Nie mam dobrych wspomnień,a o swojej przeszłości chciałbym zapomnieć.W podstawówce byłem kozłem ofiarnym bitym i niszczonym psychicznie,nie miałem tam żadnych kolegów ani koleżanek,w czasach szkoły średniej było podobnie.A o czym niby mam pamiętać-o tym,że jeszcze nigdy nie całowałem się z dziewczyną.O samotnej przegranej młodości.Co do sportu,kiedyś nawet sporo trenowałem,wraz z upadkiem mojej psychiki miałem coraz mniej sił na to,teraz nawet nie chce mi się siedzieć przed komputerem a co dopiero mówić o sporcie.
Zresztą,ja już mam zmienioną psychikę-cieszą mnie wiadomości o ludziach którzy zgineli w wypadkach,wybuchach,cieszy mnie śmierć innych ludzi-i to tak autentycznie wewnątrz mnie-nie na pokaz-wiem ,że to jest złe ale taki już jestem-kiedyś było inaczej.Mam w sobie tyle wewnętrznej i chorej nienawieści do siebie i świata,że aż sam się siebie czasami boję.W boga nie wierzę,nie mam nadzieii o nagrodzie po śmierci o wiecznym życiu itp,dla mnie to bujda,umierasz,gnijesz w ziemi i tyle-niema cie.Dla mnie leczenie okazało się fikcją,nie wiem co mam jeszcze napisać?
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
01 gru 2008, 21:47

Re: nie mam już nic

przez GrzesiekC 22 gru 2008, 19:08
Jakbym siebie słyszał..niby biorę te leki i już nie mam ochoty wydłubać sobie oczu,ale...siedzę w domu."Wszystko jest okej" póki nie wyjdę do ludzi. Rzuciłem studia(pedagogika wspierająca z profilaktyką niedostosowania społecznego..do dziś nie wiem kogo ja chciałem "wspierać"),popracowałem 2 tygodnie i ..uciekłem - napięcie,stres,poczucie winy były nie do zniesienia. Generalnie cud,miód i orzeszki.

Nie napiszę Ci "becie dobzie!" bo sam nienawidzę nieuargumentowanego optymizmu. Odbierzesz sobie życie - jednego człowieka mniej,punkt dla szarej masy.

Pozdrawiam.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
22 gru 2008, 16:38
Lokalizacja
Łódź

Re: nie mam już nic

przez ty_tez_mozesz 22 gru 2008, 22:08
Witaj Bartku!

piszesz w temacie, że nie masz nic, gdzieś usłyszałem, że jest to najlepsza pozycja wyjściowa, bo nie masz nic stracenia

ok, ale do rzeczy napiszę Ci teraz co bym zrobił, gdyby ktoś nagle wrzucił mnie do twojej skóry(twojego życia)

Korzystając ze swoich doświadczeń:

- sport, a raczej chodzi mi o konkretny wysiłek fizyczny po którym twoje myśli nie będą dla Ciebie aż tak ważne, to rozwiązanie na krótką metę ale może warto:)

- samouleczenie się poprzez poszerzenie horyzontów, pracę nad sobą korzystając z różnych poradników(jeżeli nie chcesz tego teraz robić to polecam następny punkt)

- aby wiedzieć gdzie iść, nie błądzić tylko od razu zacząć zmieniać swoje życie na lepsze polecam rozpocząć współpracę jakimś coachem nlp lub może http://www.setman.pl/ chociaż nie wiem jak to finansowo wyjdzie

piszesz, że leczenie okazało się fikcją. fajnie jakbyś zdał sobie sprawę, że wtedy sie okazało a teraz nie musi

pzdr, trzymam kciuki za Ciebie
"ludzie cierpią często dlatego, że czują się sami. sami bo są samotni lub bo czują się samotni wśród ludzi"
Offline
Posty
191
Dołączył(a)
22 gru 2008, 00:13

Re: nie mam już nic

przez sorensen 25 gru 2008, 22:23
U mnie to samo niestety. Leczenie farmakologiczne i terapie okazały się kompletną porażką. Kiedy pierwszy raz poszedłem do lekarza to miałem nadzieję że coś się zmieni w moim życiu, że przyszedł moment przełomowy. Zresztą sam lekarz mnie w tym poniekąd utwierdzał. Nic takiego nie nastąpiło. Nic się nie zmieniło. Po 4 latach, jako facet przed trzydziestką, jestem w punkcie wyjścia. Różnica jest tylko taka że nie mam nawet odrobiny nadziei i nie zamierzam korzystać z "pomocy" lekarzy-specjalistów. No i jestem o te 4 lata starszy.

W sumie przyzwyczaiłem się do takiego życia. Pomimo beznadziei staram się jednak znaleźć jakieś pozytywne elementy które pozwalają mi przetrwać. Mam przyzwoitą jak na moje nędzne możliwości pracę oraz zainteresowania którym staram się poświęcać wolny czas. Niestety wszystko robię bez przekonania i błyskawicznie się do wszystkiego zniechęcam. Niby lubię coś robić ale nie widzę w tym żądnego sensu. Ehhh szkoda gadać.
Poza tym jestem samotny. Mam tylko znajomych od tzw. piwka i to wszystko. Dziewczyny oczywiście brak, nigdy nie cieszyłem się powodzeniem niestety.
Ale chyba najgorszy jest lęk. Przede wszystkim lęk przed śmiercią. Ciągle się tego boję i odbiera mi resztki sił i chęci do życia jakie czasem w sobie znajduję.
Zresztą......szkoda słów.
Offline
Posty
271
Dołączył(a)
28 lis 2007, 01:02

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do