Mam problem...Z rapem

Hasiok.

Mam problem...Z rapem

przez Mr.Scratch 22 lut 2014, 08:22
Na poczatek prosze o usuniecie mojego tematu pt."chciec to moc?", postanowilem szczegolowo opisac problem.
Na poczatek wspomne o tym, ze zawsze mialem problem z osiaganiem postawionych sobie celow. Jak siegne pamiecia, tak nie przypominam sobie przedsiewziecia, ktore zaplanowalem, a po tym wprowadzilem w zycie. Tak, mozna nazwac mnie nieudacznikiem. Mimo wszystko, niektorzy ludzie nazywali mnie zdolnym. Nawet sam dostrzegalem to, ze odnajduje sie w niektorych dziedzinach zdecydowanie lepiej niz inni.
Mialem kilka roznych hobby. Jako nastolatek pisalem opowiadania, ktorych nigdy nie konczylem. Raz, ze zapal mialem dosc slomiany, a dwa, ze poziom ich skomplikowania z gory uniemozliwial ich ukonczenie osobie o moim doswiadczeniu. Kolejna pasja bylo granie na gieldzie. Nauczylem sie bardzo wiele, z kilkudziesieciu zlotych zrobilem kilkukrotnie naprawde wielkie dla mnie wtedy pieniadze, by rozpieprzyc je wszystkie i popasc w zaklady bukmacherskie i zamilowanie do hazardu. I tu nie spelnilem swoich oczekiwan...
Ostatnim "hobby", ktorego to dotyczy moj problem, jest rap. Zaczalem jakies dwa lata temu i wszystko mialoby sie zakonczyc, gdyby nie dziewczyna, w ktorej sie zakochalem.
Jako, ze panna ta, podobnie jak ja od wielu, wielu lat, jest milosniczka tego gatunku muzyki, poznajac ja, zaczalem traktowac swoja wlasna "tworczosc" powaznie. Jasne, ze po to, zeby Jej zaimponowac. Nie udalo mi sie to, Ona zniknela z mojego pola widzenia, ale uczucie do Niej bynajmniej. Pisanie tekstow takze zostalo ze mna i to miedzy innymi z dziwnego powodu. W mojej glupiej glowie pojawila sie mysl, ze dzieki temu moge jeszcze cokolwiek zmienic. Ze moglbym pokazac sie Jej z innej strony. Nie tej ciemnej-zgorzknialego nieudacznika, a czlowieka wrazliwego, ktorym, jak mi sie wydaje, rzeczywiscie jestem.
I to jest moj najwiekszy klopot. Glownie z tego powodu cale to niewinne hobby przybralo jakas, fanatyczna wrecz forme. Pozwolilo mi to co prawda osiagnac stosunkowo duze umiejetnosci, jak na moj gust, jak na dwa lata praktyki, jestem wrecz zbyt dobry, ale... Nie ma to zadnego znaczenia.
Nie potrafie ukonczyc zadnego projektu, ktorego wykonanie zaplanuje. To wszystko zaczelo odgrywac w moim zyciu kluczowa role, wiec czuje sie jak smiec. Poza tym, sam chcialbym zrobic cos w tym kierunku, nagrac to, co chce i pokazac komukolwiek, ale nie potrafie. Cos mnie blokuje. Uciekam od tego, a czas przecieka mi przez palce.
Pamietam, ze w dziecinstwie bylem ponizany, jako dorosly czlowiek jestem skryty, w glebi serca moje poczucie wlasnej wartosci chyba nie istnieje, choc bardzo czesto sprawiam wrazenie aroganta.
Myslalem nad tym, jako nad powodem niepowodzen. Byc moze podswiadomie mysle-"jestes smieciem, wiec to sie i tak nie uda...".
Druga sprawa to zabieganie o Jej wzgledy. Doskonale wiem, ze to niczego nie zmieni, ale "gdzies tam" tli sie ta nadzieja. Nadzieja na to, ze zdolam jeszcze cokolwiek zmienic, ze w Jej oczach bede kims. I mysle, ze swiadomosc bezsensu wszystkch tych planow nie pozwala mi wykonac kroku naprzod, bo jesli zrobie to, co sobie zaplanowalem i nie zmienie niczego(a tak oczywiscie by to wygladalo), nie bede mial juz nawet prawa marzyc. Nie potrafie sobie wyobrazic, w jakim wtedy bylbym stanie...
Chcialbym prosic o pomoc w rozwiazaniu tego problemu. Wlasciwie podstawowe pytanie brzmi-czy ja sam jestem w stanie dac sobie z tym rade?
To, co robie, jest dla mnie naprawde wazne, pomijajac wszystko, a ciagle stanie w miejscu odbiera mi chec do zycia(jesli jakaklowiek kiedys byla)...
Ostatnio edytowano 22 lut 2014, 11:01 przez *Wiola*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: zdublowany wątek
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
12 lis 2013, 04:38

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do