Skocz do zawartości
Nerwica.com

Rodzina inna niż ja ...


Wombwell00

Rekomendowane odpowiedzi

Pochodze z dużej rodziny, jestem najmłodszy z 4 potomstwa moich rodziców, brat i dwie siostry. Mimo tego, co powinno pozytywnie wpływać na relacje rodzinne u nas one praktycznie nie istnieją. Nie ma tu wiekszej krzty miłości. Rodzice dla mnie to, tak brutalnie ująć, zwykły bankomat. Kiedyś pieniądze dostawałem prawie zawsze kiedy potrzebowałem (wiadomo, chodzi o rozsadne sumy, a nie tysiace złotych), a teraz gdy pieniędzy zaczyna brakować (zmiana interesu, strata pracy itp.) już sam nie wiem co mnie z nimi jeszcze łączy. Z rodzeństwa dogaduje się jeszcze jakos z bratem (ja 19, on 25 lat), tutaj w miare są jakies braterskie relacje, które można uznac za normalne. Z siostrami (21,23) kontakt mam minimalny, jedna siostra siedzi od roku w niemczech, przyjezdza na swieta, druga widuje w domu okazyjnie, dzwonimy do siebie tylko jezeli jest jakas konkretna sprawa, na ogól związana z pieniedzmi.

 

Wracając do problemu, ja jestem zupełnie inny niż reszta mojej rodziny. Zacznijmy od tego, że od 11 roku życia mam depresje, co smieszniejsze, nikt z rodziny nawet tego nie zauwazyl, wyszlo na jaw gdy zostawilem kartke z data wizyty u psychologa, mama myslal zreszta, ze zrobilem cos zlego, ze 'wyslali' mnie do psychologa. Przechodząc na rodziców, mimo, że ich mam, całe życie czułem się sierota, coś jak kopciuszek z macochą w bajce. Moja mama to kobieta twardo stapająca po ziemii, pracowita, ulozona, nerwowa i impulsywna, czasem mówila mi straszne rzeczy (albo ja je tak po prostu rozumialem) ale nie przeprosila mnie ani razu. Ojciec to taki typowy polski tata: pracuje, nie wie do ktorej klasy dziecko chodzi ani nawet kiedy ma urodziny. Mimo to tez potrafil ublizyc, zawsze musialo byc tak jak on chce, nie ma znaczenia co. Nigdy od nich milosci nie poczułem, nigdy nie poczulem, ze sa ze mnie dumni, zawsze myslalem, ze jestem niechcianym dzieckiem, tak mi sie wydawalo. Nigdy nie moglem na nich liczyc, nigdy nie przychodzilem do nich z problemami, po prostu, bylem zdany sam na siebie. Wszystkie moje problemy zaczynaly sie w domu, zwlaszcza te psychologiczne.

 

Wiele razy sobie fantazjowałem, że uciekne z domu, że zakoncze z nimi kontakt, bede zyc na wlasna rękę, ale szkody które mi spowodowali nie dawaly mi na to szans, byłem niezaradny, słaby, ciągle przestraszony. Potem, gdy juz moja choroba wyszla na jaw, pare rzeczy sie zmienilo. Zyskalem troche kontaktu z mamą, chociaz wciaz sie spieramy, z ojcem nic sie nie zmieniło, ale mimo to wiele aspektów zostało takich samych, wciąż mam wobec tego wszystkiego mieszane uczucia. Po prostu nie wiem co powinnienem zrobic z ta sprawą, co o niej mysleć. Z jednej strony wiem, że moi rodzice są niedoskonali (takie ladniejsze slowo, niz 'glupi'), sami nie wiedza jak okazywac uczucia, jak moga pomoc, i czesto te ich 'pomoce' tylko jeszcze bardziej mnie pograżają, zupełnie nie potrafią mnie zrozumieć. Dla mamy powinnienem isc do roboty, a nie 'pasozytowac', ale nie wie, ze aktualnie nie jestem zdatny nawet jej szukac, bo to oznacza próbe, a dla mnie najczesciej próba=porazka, i mimo iz nad tym pracuje, oni nieswiadomie niszcza moje postepy. O ojcu juz nie wspomne. Czesto mi ubliza, ze niby zartem, ale nie widzi, ze tylko dla niego jest smieszny. Kiedys odwozil moja dziewczyne i zagadal jej jaki jestem i ze powinna mnie rzucic, tez tak niby zartem, ale co za ojciec tak robi?! Nie potrafie tego zrozumiec.

 

Wnioskując, wydawaloby sie, ze skoro sa dla mnie tak destrukcyjni powinnienem się jakos ich pozbyc, usunac ze swojego otoczenia. Z ojcem nawet bym sie nie zastanawial, ale jednak troche (choc i tez niewiele) zalezy mi na mamie, albo po prostu sie boje, sam nie wiem. Niby ona próbuje mi jakos pomóc, ale jak dla mnie jest to znikome, chociaz jej sie wydaje, ze robi dla mnie jak najwiecej.

Po prostu nie wiem dalej co robic. Nie wiem nawet czy isc na studia, taki jestem rozdarty. Poszedlbym, ale caly czas slysze, ze za gowniane studia mi nie beda placic, tak czy siak sa to kolejne jakies zobowiazania wobec nich, bede musial nadal na nich polegac. Do tego jesli nie pojde na studia, no to robota, tyle ze wtedy juz nie bede mogl wrocic na garnuszek, zreszta nie chcialbym, byloby to bezsensu, a czy jestem w stanie jako 19-latek sam zadbac o siebie? Wszystko mi mówi, że nie. Dodam jeszcze, że ewentualna robota to rozstanie z dziewczyną, kobieta mojego życia, kolejna kłoda pod nogi w ulozeniu sobie życia.

 

Już nawet nie wiem o co was proszę, po prostu napiszcie co myslicie.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

×