Spotkanie ze smiercia...

Post-Traumatic Stress Disorder - PTSD - Forum wsparcia związane z tematem: stres pourazowy.

Spotkanie ze smiercia...

przez Slawek19 01 sty 2009, 20:08
Witam wszystkich.

Chcialem opisac tutaj swoj problem, mysle ze trafilem do dobrego dzialu.
Otoz zaczelo sie od nieszczesliwego wypadku we wrzesniu, dokladnie 28. Wyszedlem z przyjaciolmi na maly spacer i stalem sie ofiara nozownika. Na poczatku bylem w szoku jednak bylem w stanie pobiedz do pobliskiego hotelu gdzie ochroniaze udzielili mi pomocy i zadzwonili po helikopter. Lezalem na ziemi i wtedy poczulem bol, stracilem 2,5 litra krwi. Tracac przytomnosc myslalem tylko o tym zebym jeszcze mogl otworzyc oczy... Przeszedlem 3 operacje ktore uratowaly mi zycie. Lekarze mowili ze przezylem cudem. 5 dni lezylem na intensywnej terapi, nie wiedzialem wtedy co sie ze mna dzieje. Po jakims czasie wypuscili mnie do domu. Przez jakies polterej miesiaca nie spalem prawie wcale, bol byl tak straszny ze nie da sie tego opisac. Po tym jak bol ustal zaczalem myslec o tym co sie stalo, udalem sie do psycholga... Problem jednak polega na tym ze zle sie czuje, mam wysoki puls, momentami jest mi slabo, jak bym mdlal. Bylem w szpitalu gdzie zrobili badania serca, pluc i krwi. Badania te nic nie wykazaly poza tym ze gdy sie stresuje mam wysoki puls. Lekarz powiedzial ze to moze byc spowodowane tym wypadkiem. Powiedzial tez ze z czasem to minie. Nie wiem co mam robic, szybko sie mecze, mam dusznosci, czasami nie mam ochoty na nic. Ile jeszcze musze czekac zeby wszystko bylo tak jak dawniej...
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
01 sty 2009, 19:45

Re: Spotkanie ze smiercia...

przez amalka 01 sty 2009, 20:38
Sławku, możliwe ,że dopadła Cię nerwica. Straciłeś poczucie bezpieczeństwa i teraz odbija się to na Twojej psychice.
Niestety bardzo często po przeżyciu tak dramatycznym zostaje w nas coś....co nas rozkłada na łopatki.
Ja tez miałam dawno...bo ponad 20 lat temu traumatyczne przeżycie. Miałam wtedy niespełna 18 lat kiedy nagle zaczął mnie boleć brzuch. Nie będę się za bardzo rozpisywać , ale zabrało mnie pogotowie i jeszcze tego samego dnia miałam operację na ostrym dyżurze -rozlany wyrostek. Po operacji usłyszałam słowa lekarza, który powiedział moim rodzicom ,że cudem uniknęłam najgorszego bo miałam mieć operacje w dniu następnym tylko pacjent przede mną dostał gorączki i odwołano jego zabieg i w to miejsce od razu mnie wzięto.
Niby się tym nie przejęłam ,ale po wyjściu z tego szpitala każdy ból w brzuchu doprowadzał mnie do takich telepacji ,że wzywano do mnie pogotowie. I od tego czasu zaczęła się moja przygoda z nerwicą....
Jak będziesz się czuł co raz gorzej polecam wizytę u psychologa , to naprawdę pomaga :D
Offline
Posty
124
Dołączył(a)
26 gru 2008, 21:39
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Spotkanie ze smiercia...

przez Slawek19 01 sty 2009, 21:01
Dzieki :smile: wlasnie mam sie wybrac w najblizszym czasie do psychologa. Zobaczymy jak to bedzie, mam nadzieje ze czas leczy nie tylko fizyczne rany. Pozdrawiam.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
01 sty 2009, 19:45

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Spotkanie ze smiercia...

przez amalka 01 sty 2009, 21:26
Słuszną decyzję podjąłeś :D
Offline
Posty
124
Dołączył(a)
26 gru 2008, 21:39
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Spotkanie ze smiercia...

Avatar użytkownika
przez jaaa 02 sty 2009, 01:00
Slawek a czy tego typka nie zlapala policja?
wspolczuje co Ci sie stalo
pamietam czas leczy rany a psycholog wskazany i jakas terapia
3maj sie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1623
Dołączył(a)
22 sie 2007, 20:40

Re: Spotkanie ze smiercia...

przez Slawek19 02 sty 2009, 01:57
Tak zostal zlapany, ale... mieszkam w Norwegii a tutaj prawo troszke inaczej traktuje takie przypadki. Oprocz mnie gosc ranil jeszcze 3 osoby z tym ze to byly tylko drasniecia na szczescie. Po tym jak policja go zlapala zostal wypuszczony po 3 tyg. z powodu braku dowodow, co jest bardzo smieszne. No ale to jest normalne bo znajomi jego potwierdzili ze to byla nasza wina i ze sprowokowalismy go. Teraz czekamy na sprawe w sadzie. Co jak co ale takie rzeczy tez dobijaja, gdzie tu sprawiedliwosc.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
01 sty 2009, 19:45

Re: Spotkanie ze smiercia...

Avatar użytkownika
przez jaaa 02 sty 2009, 14:53
o kurde
wez sobie wynajmij dobrego prokuratora on powinien siedziec w wiezieniu albo psychiatryku
przebadac go trza
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1623
Dołączył(a)
22 sie 2007, 20:40

Re: Spotkanie ze smiercia...

przez Slawek19 02 sty 2009, 15:40
Juz mam prokuratora ktory zajmuje sie wszystkimi sprawami i mam nadzieje ze sprawca dostanie to na co zasluzyl. Policja mowila ze na sprawe bedzie trzeba czekac do pol roku. Zobaczymy jak to bedzie.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
01 sty 2009, 19:45

Re: Spotkanie ze smiercia...

Avatar użytkownika
przez CzarnaZebra 12 sty 2009, 17:24
Slawek19 napisał(a):Tak zostal zlapany, ale... mieszkam w Norwegii a tutaj prawo troszke inaczej traktuje takie przypadki. Oprocz mnie gosc ranil jeszcze 3 osoby z tym ze to byly tylko drasniecia na szczescie. Po tym jak policja go zlapala zostal wypuszczony po 3 tyg. z powodu braku dowodow, co jest bardzo smieszne. No ale to jest normalne bo znajomi jego potwierdzili ze to byla nasza wina i ze sprowokowalismy go. Teraz czekamy na sprawe w sadzie. Co jak co ale takie rzeczy tez dobijaja, gdzie tu sprawiedliwosc.


No to akurat prawo traktuje takie przypadki identycznie jak u nas :x
"Gdy gubię sny, jakby nigdy nie były, wysycha źródło mojej wielkiej siły"
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
347
Dołączył(a)
21 lut 2008, 02:15
Lokalizacja
Warszawa

Re: Spotkanie ze smiercia...

przez Pstryk 16 sty 2009, 10:57
O fuck... Slawek19, nie masz co się dziwić, że znajdujesz się w takim stanie - to typowy zespół pourazowy ale dobrze - wierz mi - że jesteś go świadomy - bo w przeciwnym wypadku mogłoby się to kluć w Tobie latami i niszczyć Ci powolutku życie... Nie czekaj na to co będzie - masz wszelkie podstawy aby rozpocząć stosowną terapię :!:
Pstryk
Offline

Re: Spotkanie ze smiercia...

przez amalka 06 gru 2010, 14:15
rok temu przeżyłam wypadek samochodowy. Auto nie przeżyło, ja -tak. W jakim byłam stanie psychicznym - nie będę pisać. Zespół stresu pourazowego - to syndrom, , z którym przyszło mi się zmagać przez ten rok. Brałąm leki, teraz jest już ok, ale jazda w trudnych warunkach atmosferycznych jest dla mnie trudna. Zbyt dużo wspomnień....
Offline
Posty
124
Dołączył(a)
26 gru 2008, 21:39
Lokalizacja
Gdańsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Przeskocz do