Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Dawidoff 28 mar 2014, 21:46
Dokładnie. To samo mam, analizowanie tego problemu od rana do wieczora. Myśli typu "czy to ta jedyna", "czy ją kocham", "czy ona jest ładna", "czy stać mnie na lepszą", "czy to ma sens", "czy ona ze mną wytrzyma" po takie myśli "czy z jej noskiem jest coś nie tak", "czemu jakoś mi się nie podoba w tej chwili" (choć najśmieszniejsze jest to, że najczęściej dopada mnie to przy tym, jak nie ma makijażu). I tak w kółko Macieju. Wcześniej, jeszcze miesiąc temu - nie miałem żadnych z tym problemów! Piękna i najlepsza dziewczyna pod Słońcem, 0 złych emocji, zakochany po uszy człowiek :). A teraz, takie straszne i złe pytania w mym mózgu, które narodziły się znikąd.

-- 28 mar 2014, 20:51 --

Odkochanie to imho zobojętnienie. Zobojętnienie, które z dnia na dzień się nasila. Często sprokurowane awanturami czy ogólną narastającą niechęcią. Zobojętnieniem natomiast nie jest wg mnie to, co my tutaj wszyscy przechodzimy. Człowiek zobojętniony nie walczy. A przynajmniej nie cały dzień, godzinami. W przypadku niektórych - miesiącami, a nawet latami. Tak dla mnie to wygląda, aczkolwiek nie jestem jakąś wyrocznią i każdy sobie musi na to sam odpowiedzieć.

-- 28 mar 2014, 20:53 --

Ale może nie siejmy wątpliwości - nie w tym temacie. Każdy może mieć różne doświadczenia. Załóżmy, że wszyscy jesteśmy ZOK-owcami - podług diagnoz mądrzejszych w tym temacie od nas.
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
08 mar 2014, 00:52

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez khaleesi 28 mar 2014, 21:57
Dawidoff, taa ja zaczęłam doszukiwać się wad w wyglądzie mojego chłopaka a przecież to jest przystojniak.
"Zajmij się życiem albo umieraniem"
Nie wystarczy mieć rozum, trzeba jeszcze posiadać go tyle, by go nie mieć za dużo.~~Andre Maurois
Jest cechą głupo­ty dos­trze­gać błędy in­nych, a za­pomi­nać o swoich
Avatar użytkownika
Offline
Mistrz Avatara
Posty
12625
Dołączył(a)
20 lis 2010, 22:09
Lokalizacja
Kraina Czarów ekm Smoczków! :)

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez NN 1982 28 mar 2014, 21:57
Khalessi, argument Dawidoffa tez mnie często trzyma. Myśle że jakby nam nie zależało to byśmy tak tego nie przeżywali, odeszlibyśmy i z głowy. Podjęta decyzja, wprowadzona w życie, jedziemy dalej. A jeżeli tak reagujemy jak reagujemy to nie jest to racjonalna argumentacja i decyzja. Czy płacz, napięcie lęk i panika świadczą o dobrze podjętej decyzji? Wielu terapeutów twierdzi że to najgorszy czas na ważne życiowe zmiany. Z drugiej strony może tak u nas wygląda "odkochanie sie", ale generalna zasada jest taka że jak czuiesz lęk bez zagrożenia z zewnątrz to nie jest to tak proste jak kocham nie kocham.
Pozdr

Ps. a co do objawów to fakt, mamy podobne, co daje chwilową ulge :) ale nie rozwiązuje problemów
Pozdrawiam
If you going thru hell.... keep on going
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
28 sty 2014, 16:20

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Dawidoff 28 mar 2014, 22:09
Nie wiem, nie ma moim zdaniem sensu się zastanawiać. Chcemy, to chcemy. Nie ma wyjścia. Znam ludzi, którzy nie kalkulują i rzucają się nawzajem po pierwszym kryzysie. Ten rok był dla mnie i mojej partnerki baaaardzo intensywny. Dużo razem przeżyliśmy, śmiechu, łez. Jak o tym myślę, to nie jestem w stanie po prostu powiedzieć "cześć, to koniec". Dławią mnie łzy, jak sobie przypomnę wakacje, nasz pierwszy seks, różne wycieczki, randki. Przeglądałem ostatnio zdjęcia z wakacji - uśmiechałem się przez łzy. Bo wtedy byliśmy szczęśliwi jak nigdy! Kupa z***biście pozytywnych wspomnień. I co, miałbym to tak przekreślić? W imię czego? Myśl o skreśleniu tego roku, skreśleniu tej osoby, zranieniu jej, jest po prostu najstraszniejsza. Pisząc to, mam łzy w oczach. Nie chcę tego na pewno. Nie chcę żadnego rozstania. Chcę natomiast odegnania w cholerę tych złych myśli, bo wiem, że jak je w ciągu dnia odganiam, a zdarza mi się, to jesteśmy mega szczęśliwi, bo ona też to czuje, kiedy ja czuję się przy niej dobrze. I te chwile dają mi mega nadzieję, mimo tego, że czuję się momentami do niczego.
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
08 mar 2014, 00:52

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mains 29 mar 2014, 12:48
Ehhh tak czytam posty, i czuje ulge że nie mam już takich nasilonych ataków jak np. 2/3 lata temu, teraz mam świadomośc że to choroba i nic sobie z tego nie robię,przychodzi myśl i moja reakcja w głowie "ehe pewnie,co jeszcze wymyśle?" i robie swoje przytulając sie do mojego lubego robiac nerwicy na złosc, nerwica troche przycichła i znów fukcjonuje normalnie.. Patrząc z pesperktywy czasu, wiem że gdybym odeszła w nerwicy od mojego K. żałowałabym tego do końca życia.. warto z tym walczyc by potem miec spokojne życie :) zobaczymy co jeszcze czas pokaże ale na chwile obecna jestem z siebie dumna że nigdy sie nie poddałam i nie poddam, mimo że było momentami tak cięzko że chciałam powiedziec "dosc" rycząc jak dziecko..

Jest to ciężka choroba ale da sie z nią wygrac ! dużo silnej woli i wiary w siebie i w WAS jako partnerów !

-- 29 mar 2014, 11:51 --

Pozdrawiam was wszystkich ! :papa:
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
06 lis 2012, 23:16

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Dawidoff 29 mar 2014, 13:07
Dokładnie, jak się mocniej przytulę ukochaną to jest duuuuużo lepiej :). Trochę trzeba tak działać, by nerwicy robić na złość i przynajmniej starać się blokować myśli (tak mi się przynajmniej wydaje po miesiącu walki, chociaż wiem, że to czasem trudne i czasem daje efekt odwrotny do zamierzonego...), na pewno nie wolno się temu poddawać. Jestem co prawda na początku walki z tym, lekarz mi powiedział też bardzo ważne słowa: "żeby nie epatować tym przed partnerką, bo to może zniszczyć związek - powiedzieć raz co mnie trapi i starać się o tym mówić najrzadziej przy niej - bo przede wszystkim to walka w mojej głowie, zupełnie bez jej winy". A reszta to codzienna walka i samodoskonalenie :).
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
08 mar 2014, 00:52

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez wystraszona922 29 mar 2014, 23:40
Hejka :)
Pisałam już w innym temacie, ale napisze i tutaj :). Mam depersonalizację z derealizacją. Coś co mogłoby wnieść do sprawy to to, że podczas tego stanu m.in wszyscy są dla mnie na jednym poziomie, tracę jakby uczucia do chlopaka, bliskich ( ale jest to tylko złudzenie)
Jestem z chłopakiem już prawie 4 lata. Jestem z nim szczęśliwa, oczywiście, nie jest idealnie, jak w każdym zapewne związku. Jest to mój pierwszy chłiopak, z nim przezyłam swój pierwszy raz ;) Od jakiegoś czasu mam natrętne myśli, że mogę być lesbijką. Jakoś jak rozmawiam z kolezankami to mam ochotę je przytulić, pocałowaćm właściwie to do każdego tak mam, chyba nawet niezależnie od płci. Dodam też, że z moim chłopakiem nie miałam orgazmu. Ostatnio udało mi się przy nim dojść do orgazmu łechtaczkoweego jak sama się podniecałam. I to tyle. Zawsze w dzieciństwie oglądałam jakieś filmy erotyczne, a od dłuuuższego czasu bardziej np. jarają mnie 2 kobiety na filmiku niż np. para hetero. Zawsze jakoś ciało kobiety bardziej mnie jarało niż mężczyzn. W swoim chłopaku zakochałam się bardziej w jego osobowości niż w wyglądzie ( no ale pewnie coś tam musiał mnie też z wyglądu jarać).
I teraz nie wiem, czy to przez nerwicę tak mam, bo np. mam tak, że kochając się z chłopakiem albo po, mam natręty myślowe, że jak to by było z kobietą, albo wyobraża mi się jakby on był kobietą. Często też patrze na kobiety, na mężczyzn i analizuję to bardziej mi się podoba. BYć może ten mój stan wszystko jakoś maskuje. W dodatku mam wrażenie, że wszyscy to homoseksualiści, że pary heteo są nieszczęśliwe ;/ Albo np. coś mi nie pasuje u chłopaka to sobie myślę, że no, jakbym z laską to nie miałabym problemu bo nie była by taka itd. Kuźwa, a ja tak naprawdę nie chcę mieć tych myśli. Nie chcę, żeby się pojawiały. Chce życ normalnie jak każda normalna kobieta będąca w związku z mężczyzną...
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
21 mar 2014, 11:16

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez traqx 30 mar 2014, 15:01
Miałam swego czasu taki okres, że zastanawiałam się, czy nie jestem bi :lol: Bo nagle patrząc na losowe dziewczyny spotkane na ulicy nie rozpatrywałam ich już w kategorii ładna/zadbana/etc, ale bardziej jako "niezła"/fajny tyłek/fajne cycki i się zastanawiałam, jakby to było całować się z nią i takie tam :lol: Po jakimś czasie mi przeszło i teraz wiem, że jestem w 100% hetero.

Ale dobrym lesbijskim porno nie pogardzę :smile:

wystraszona922, Może faktycznie powinnaś się zastanowić nad swoją orientacją.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
101
Dołączył(a)
19 lut 2014, 16:58

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez NN 1982 30 mar 2014, 23:22
Hej wystraszona922
Rozuniem że masz zdiagnozowaną nerwice i depresję (czy może sama wnioskujesz po objawach?) derealizacja i depersonalizacja to reakcja organizmu na lęk. Swego rodzaju reset w momencie kiedy lęk jest długotrwały, mózg w tym stanie odpoczywa (my oczywiście nie). Spłycenie uczuć i emocji też może być spowodowane właśnie tym resetem. Co do orientacji seksualnej to (podobnie jak wszystkie ważne dla nas rzeczy) może być obszar działania nerwicy, ale nie musi. Wszystko zależy od Twojej reakcji na myśl, fantazję. Lęk, napięcie, stan depresyjny może wskazywać na to że nie jest to tylko "zwykłe" określenie orientacji lecz bardziej skomplikowana sprawa. Nie jestem lekażem więc nie moge cię diagnozować, ale badania nad zok wskazują również hocd (homosexual ocd) jako objaw ze spektrum ocd. Myśle że określenie orientacjii seksualnej nie pojawia się z dnia na dzień i nie budzi negatynych emocji. Samo przeżywanie czy czerpanie przyjemności (lub ich brak) podczas zbliżenia, też nie musi jednoznacznie wskazywać orientacji, na sferę intymną składa sie masa czynników - psychicznych jak i fizycznych, wątpie żeby to również było takie proste jak: odczuwam przyjemność - jestem hetero, nie odczuwam jestem les.
Pozdrawiam
If you going thru hell.... keep on going
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
28 sty 2014, 16:20

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Dawidoff 31 mar 2014, 15:00
Też tak macie, że lepiej się czujecie z drugą połówką w miejscach które znacie (np. mieszkanie jej/jego lub Wasze) a w innych gorzej? W ogóle, też Wam się nasilają jakoś lęki czasem tak, że najlepiej to byście nie wychodzili z łóżka, a na myśl o podróży włącza się jakiś lęk?
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
08 mar 2014, 00:52

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez NN 1982 31 mar 2014, 19:13
Hej
Tak, dosyć często, mieszkanie to "bezpieczne" miejsce i dużo rzeczy jest w miare przewidywalnych. Na zewnątrz oprócz tego co w głowie jest jeszcze "nieprzewidaywalny, pełen zagrożeń" świat :) tak to niestety działa. Nerwica potrafi przypiąć do łóżka. Tylko czy w tym łóżku czyjemy się lepiej, przychodzi ulga? Nie, i nie przyjdzie. Bo zkąd? I to jest właśnie najtrudniejsze. Leżysz a umysł pracuje na maxymalnych obrotach. Nie odpoczywasz, zmęczenie nasila objaw więc myślisz jeszcze intensywniej. Błędne koło. Ciągła argumentacja. Nawet trudno sobie wyobrazic miejsce czy sytuacje w której odzczulibyśmy ulge. A wyjście jest w nas, nikt za nas tego wyjścia nie znajdzie ani przez nie nie przejdzie. Zapomnieliśmy drogi i zgubiliśmy klucze, ale to nie znaczy że go nie ma. Potrzebny przewodnik i ślusarz :)
Jak z terapią? Udało się coś?
Pozdrawiam
If you going thru hell.... keep on going
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
28 sty 2014, 16:20

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez khaleesi 31 mar 2014, 20:07
NN 1982, natręctwa zelżały Ci dzisiaj?
"Zajmij się życiem albo umieraniem"
Nie wystarczy mieć rozum, trzeba jeszcze posiadać go tyle, by go nie mieć za dużo.~~Andre Maurois
Jest cechą głupo­ty dos­trze­gać błędy in­nych, a za­pomi­nać o swoich
Avatar użytkownika
Offline
Mistrz Avatara
Posty
12625
Dołączył(a)
20 lis 2010, 22:09
Lokalizacja
Kraina Czarów ekm Smoczków! :)

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez NN 1982 31 mar 2014, 20:21
:) czemu? Bo tak optymistycznie ? Wiosna
Natręctwa są cały czas, staram się na nich nie skupiać i nie rozgrzebywać, wtedy mniej dokuczają. Raz się udaje raz nie, ale taki ich urok. Nawet nasze siedzenie na forum to jakaś forma kompulsji, ale czego sie nie robi dla chwili ulgi :) Długi dzień, nic tylko się cieszyć, choćby nawet przez chwile, każda jest ważna.
Pozdrawiam
If you going thru hell.... keep on going
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
28 sty 2014, 16:20

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Dawidoff 31 mar 2014, 22:17
Ogólnie, trzyma mnie tak mocniej od miesiąca. Na początku, (czyli koniec lutego) myśli rozwalały mi czaszkę, pierwszy tydzień i troszkę kolejnego to była istna katorga. Choć i tak czuję, że troszkę jakbym to bardzo powolutku przełamywał. Dzisiaj, co prawda, był dużo gorszy dzień (poryczałem się siedząc w łóżku), ale przynajmniej jest już tak, że nie trwa to non stop, jest jednodniowa, czasem dwudniowa remisja (ale nie zupełna, bo czasem mnie coś tam "ukłuje", ale staram się to jakoś zagłuszać) - w każdym bądź razie, cieszę się wtedy rozmową i towarzystwem z ukochaną :). Dużo mi daje np. rozmowa telefoniczna z nią, która strasznie, nie wiedzieć czemu, wycisza lęk i natręctwa, staramy się gadać o jakichś normalnych rzeczach. Dzisiaj nam zleciało półtorej godziny :). Także, porównując swój stan sprzed miesiąca, jest lepiej, choć nie idealnie. Wciąż się łudzę, że zgaszę to wszystko farmakologią, siłą woli, staram się zająć innymi rzeczami, żeby się nie pogrążać w tym bagnie. Myślę, że można swój umysł zaprogramować, jeśli się zacznie działać odpowiednio wcześnie. Samemu. Powolutku pewne złe rzeczy, które mnie trapiły w związku (np. paniczny, irracjonalny lęk o ukochaną, który objawia się nawet pomimo moich dziwnych natrętnych wątpliwości itd.) odwracać, gasić. Pewne swoje niedobre przyzwyczajenia. Aczkolwiek, chcę spróbować psychoterapii, przynajmniej kilka spotkań (szczerze, nigdy nie wierzyłem troszkę w te metody i dalej jestem do nich mocno sceptyczny) - może dostanę jakieś drogowskazy? Na razie kiepsko to idzie, na NFZ naprawdę ciężko, a, jak już pisałem wcześniej, na prywatnego mnie nie stać. Czekam więc na działanie Asertinu i staram się te myśli troszkę zlewać - są, pewnie jeszcze jakiś czas będą, ale liczę, że w końcu odejdą.

Warto dodać, że przed tym atakiem myśli, który skierował się na moją ukochaną, jakieś półtora roku temu, miałem straszny atak lęków i natręctw, który utrzymywał się z dwa miesiące. Nie potrafiłem usiedzieć na zajęciach i najlepsze było dla mnie łóżko i przykrycie kołdrą. Wcześniej, nie przypominam u siebie podobnych ataków, które w taki sposób dezorganizowały by mi życie. Właściwie przez ten ostatni rok był okej, poza tym, że byłem bardzo zestresowany trudnymi egzaminami (do letniej sesji, żebym mógł się dobrze przygotować, musiałem przeczytać jakieś 3 500 stron książek i kodeksów) jak i sytuacją w domu (tata stracił pracę). Ostatnie pół roku było też okej, tylko że ciągłe rycie do najtrudniejszego egzaminu na studiach, po kilkanaście godzin dziennie. 2 miesiące permanentnego stresu. Tak myślę, że może właśnie te studia, cały ten stres, zaprowadził mnie koniec końców do tych natręctw. Ta nerwica ma chyba tak, że lubi uderzać w to, co najważniejsze dla człowieka, a żeby mu nie było za dobrze :).

-- 31 mar 2014, 21:45 --

Dodam dla uściślenia, że lęki dotyczyły zupełnie innej sfery - zdrowia. Raki, tętniaki, wady serca (non-stop wsłuchiwałem się w serce, które przeraźliwie kołotało - oczywiście, nic mi nie było, tylko nerwy)... Dzisiaj, te myśli już potrafię wygłuszyć. I żadnej psychoterapii nie potrzebowałem. Wystarczyło kilka wizyt u lekarza, troszkę waleriany, afobamu... I jakoś odeszło. Poznałem też kilka przypadków znajomych, a także ze swojej rodziny, gdzie obyło się bez psychoterapii - co prawda, głównie te osoby są teraz na lekach, ale po kilku miesiącach katuszy, kiedy leki się rozpędziły, lęki, depresje i natręctwa od nich odeszły. Część znanych mi osób, które podjęły psychoterapię, psychoterapeuta po prostu wkurzał. Nie wiem, wydaje mi się, że dużo zależy od osoby. Każdy jest totalnie indywidualnym tworem. Osobiście, poszedłbym teraz z czystej ciekawości (i pewnie tak niedługo zrobię), bardziej jednak ufam lekom i osobistej przemianie, zmianie trybu życia.
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
08 mar 2014, 00:52

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do