Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez marcia991 02 sty 2010, 23:26
czesc ja jestem tu nowa zamknelam sie w domu i przewarznie nie wychodze mam juz po uszy tej ku...wskiej chorony jest poprostu tak uciazliwa najgorsze jest te ze caly czs sie o tym mysli
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
02 sty 2010, 23:13

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Nortt 02 sty 2010, 23:43
A u mnie nawrót... od 2 dni mi się w głowie nie kręciło, a teraz wszystko na powrót się na moją głowę zwaliło i cały czas mam karuzele....
Nortt
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez tet 02 sty 2010, 23:52
Nortt napisał(a):A u mnie nawrót... od 2 dni mi się w głowie nie kręciło, a teraz wszystko na powrót się na moją głowę zwaliło i cały czas mam karuzele....


było pić tyle jacka ? :twisted:
Avatar użytkownika
tet
Offline
Posty
683
Dołączył(a)
21 wrz 2009, 11:56

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Nortt 03 sty 2010, 00:15
tet napisał(a):
Nortt napisał(a):A u mnie nawrót... od 2 dni mi się w głowie nie kręciło, a teraz wszystko na powrót się na moją głowę zwaliło i cały czas mam karuzele....


było pić tyle jacka ? :twisted:

Jacek był z gwinta i chłopaki oszukiwali.... a miało być po łyczku.... :P. Nie popiłem za dużo Jacków, ;<
w ogóle to mało piłem w sylwestra, jakoś ostatnio nic mi nie podchodzi.
Nortt
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez bee84 03 sty 2010, 01:27
piszecie, że TRZEBA chcieć, TRZEBA walczyć ..... a ponoć podstawowym problemem ludzi z nerwicą jest nadużywanie imperatywów .... muszę, trzeba, powinnienem itd ....
owszem .... można to wsystko zamienić na CHCĘ .... ale kółko się zamknie gdyż wychodzi na to, że niedość, że TRZEBA .... to jeszcze TRZEBA CHCIEĆ ....
... a co jeśli ktoś nie ma motywacji ani siły nawet chcieć?? .... to znaczy, że nie chce być zdrowy?? ... i że to jego wina ...

[Dodane po edycji:]

p.s ...nie wiem czy ktoś mnie w ogóle skumał :mrgreen:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
442
Dołączył(a)
30 maja 2008, 10:36
Lokalizacja
gdańsk

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Victorek 03 sty 2010, 01:44
Chcę chcieć, muszę chcieć, tale nie dość to to trzeba chcieć :smile: no no ja fatyczne zrozumiałem :mrgreen:
A tak poważnie to rzeczywiścię motywację jeszcze mam ale siły jakoś mnie opuszczają coraz bardziej, czasem mi wszystko jedno co czuję, czy w ogóle coś czuję itd.
Ale tylko tego by brakowało żeby czuć się winnym z powodu siedzenia w sidłach lęku, myślę ze każdy z nas z takiego stanu chce wyzdrowieć, tylko.. właśnie tylko co? :smile:
Jak by ktoś chciał pogadać, szczególnie o depersonalizacji jestem na GG
Możesz wcisnąć świnię we frak ale nie powstrzymasz chrumkania :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1137
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 13:31
Lokalizacja
Łódź

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez scrat 03 sty 2010, 06:49
Jak ktoś nie chce i jest mu wygodnie tak jak jest to nic mu nie pomoże.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez ivet 03 sty 2010, 11:22
Myślę ( z własnego doświadczenia, i na podstawie obserwacji innych ludzi na terapii ) że żeby chcieć i żeby się chciało chcieć trzeba jednak odwiedzić psychologa i przejść przez psychoterapię:)
...Najgorsze w wyobraźni jest to, że przychodzi chwila, w której trzeba przerwać marzenie...
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
02 sty 2010, 20:09
Lokalizacja
gdzieś w Polsce:)

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Damian92 03 sty 2010, 12:54
ivet napisał(a):Myślę ( z własnego doświadczenia, i na podstawie obserwacji innych ludzi na terapii ) że żeby chcieć i żeby się chciało chcieć trzeba jednak odwiedzić psychologa i przejść przez psychoterapię:)


Owszem psychoterapia naprawdę pomaga, ale zależy u jakich ludzi. czy u ludzi np. którzy cierpią na choroby przewlekłe, czy ludźmi "zdrowymi".
Bynajmniej ja przechodziłem psychoterapię przez 1 rok, czułem się dobrze i po pół roku znowu to przyszło, ale nie martwcie się... Chodźcie regularnie i dobrze słuchajcie i rozumcie co on/a tam mówi z tobą, a na pewno się wyleczycie z tego shit'u ;)
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
01 sty 2010, 16:28

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez bee84 03 sty 2010, 20:36
scrat ... skoro komus jest wygodnie to znaczy, że nie potrzebuje pomocy ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
442
Dołączył(a)
30 maja 2008, 10:36
Lokalizacja
gdańsk

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Conessa 03 sty 2010, 23:43
chciałabym opisać swoje ostatnio dziwne zachowanie.
Wczoraj przeszłam siebie samą.
Bardzo często miewam odruchy napinania rąk.. w zasadzie cała góra do pasa. Napinam i puszczam, co wiążę się z tym ,że rozregulowuje się oddech. Czasem zrobię to 1-2 razy i spokój. Wczoraj nie mogłam tego opanować, bez powodu zaczęłam i nie mogłam skończyć przez co cała robiłam się mokra, gorąco, duszno.. zaczęłam denerwować się swoim stanem i nie mogłam do końca złapać oddechu.
Ponad godzinę to trwało aż chyba zmęczyłam się i nie miałam siły. Poczułam się senna więc padłam.
Zazwyczaj zdarza mi się to w momentach kiedy bardzo z czegoś się cieszę, jestem zadowolona. Tak mi się wydaje.
Mam jeszcze jeden odruch.. wciskanie brzucha.. też nie wiem jak to tłumaczyć.
Myślę, że lekarz mi nic mądrego nie powie , dlatego nie wiem czy powinnam wybrać wizytę?
Proszę o odpowiedź, jeśli ktoś rozumie mnie.
"Nadchodzi czas, kiedy będzie trzeba wybrać między tym co dobre, a tym co łatwe".
Avatar użytkownika
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
13 maja 2009, 19:21

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez fobia 03 sty 2010, 23:56
Conessa, skoro lekarz niczego mądrego Ci nie powie to dlaczego sądzisz, że ktoś na forum to zrobi? Wybierz się do lekarza rodzinnego i niech on zdecyduje czy należy Twoje zachowanie zbadać przez psychologa czy nie ma powodów do niepokoju.
Offline
Posty
2243
Dołączył(a)
12 wrz 2008, 01:39

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Nortt 05 sty 2010, 17:09
ech lekarze... mój lekarz, mi przez rok nie pomógł, traktował mnie przedmiotowo i na szybko, 3 miechy temu powiedział że teraz ma full wizyt i za dwa miesiące dopiero mnie przyjmie, w ramach pocieszanie rzekł ''mam numer do koleżanki która przyjmuje prywatnie na...''O.O. Rzecz jasna, z obu opcji nie skorzystałem;
Powiem wam jedno... /cenzura/ JUŻ TYCH LEKARZY, to przez nich mamy taką służbę zdrowia jaką mamy... burżuazja się nam tworzy, ta garstka porządnych co nam się ostała to jak rodzynki w gównie smaku i zapachu nie zmienią .;/
Nortt
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Magda.p 06 sty 2010, 15:24
Witam , niedawno odkryłam to forum i postanowiłam że też się podzielę moją historią ( hehe ale zabrzmiało). Pierwszy atak miałam 5 lat temu , niespodziewanie bez żadnych wcześniejszych sygnałów że coś jest nie tak. Poczułam nagłe kołatanie serca ( od tamtego czasu wiem że kołatanie kołataniu nie równe) i silne zawroty głowy. Upadłam , gdy wszystko się uspokoiło poczułam drętwienie palców u rąk. Najpierw najmniejsze a potem stopniowo całe dłonie. W duchu pomyślałam że chyba umieram, nie chciałam wszystkich straszyc ,więc spokojnie powiedziałam mamie że coś jest nie tak chyba i trzeba jechać do jakiegoś lekarza. Zanim dotarliśmy nie miałam czucia w obu rękach aż po łokcie. Poczułam wtedy, że trace czucie równiez w nogach . Oczywiście jeszcze naprzemienne uczucie gorąca i zimna , i brak oddechu. W gabinecie co by nie było nudno dołączyły jeszcze drgawki :) . Potem zaczął się straszny okres w moim życiu chodzenie od lekarza do lekarza. Mnóstwo wyników ,które nic nie wykazywały. A ja wiecznie od ataku czułam się zmęczona , słaba , było mi niedobrze. W koncu padła diagnoza a w zasadzie podejrzenie diagnozy : może pani ma nerwice. Lekarz przepisał mi doraźnie jakiś środek uspokajający , ale po dwóch opakowaniach stwierdziłam że jedyna rzecz jakiej moge sie po tych lekach spodziewac to uzależnienie więc je odstawiłam. Potem było kilka mniejszych ataków po których lądowałam na pogotowiu , tam dostawałam zatrzyk i mieli kłopot z głowy . Mąż wtedy półprzytomną wiózł mnie do domu. Podjęłam decyzję, że udam się do psychiatry ( a nie było to łatwe ). Poprosiłam go o konkretną diagnozę , odpowiedział dokładnie to co chcialam usłyszeć nie umiera pani to tylko albo aż nerwica. Od tamtego momentu potrafie zapanować nad tą cholerną chorobą , może nie całkowicie ale na 95% . I to tak w małym skrócie :).
Prawdziwa siła człowieka tkwi nie w uniesieniach, lecz w niewzruszonym spokoju. Lew Tołstoj
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
06 sty 2010, 11:58

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 38 gości

Przeskocz do