Prosze pomóżcie mi...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Prosze pomóżcie mi...

przez AAnka1717 22 mar 2010, 13:36
Witam! Jestem tu nowa wiec jak coś zle zrobilam to piszcie. Proszę pomóżcie, doradźcie mi cos bo ja już nie mam siły. Mam dopiero prawie 20lat a przez cale życie pod górkę. Od dziecka cierpię na nerwice ale w okresie dorastania przystopowała trochę. Jednak wróciło wszystko jakieś pół roku temu i od tamtej pory nie potrafię normalnie funkcjonować. Jestem z chłopakiem ponad 2.5 roku wcześniej było wspaniale dopóki znowu mnie ta głupia choroba nie złapała. Teraz wiem, że go kocham ale nie czuje tego tak bardzo jak przed choroba. Pamiętam że te uczucia zmieniły się nagle, prawie że z dnia na dzień. Wpadłam w depresje. Teraz jest trochę lepiej. Wiem że on mnie bardzo kocha i stara się mnie rozumieć i pomagać w tej chorobie. Poszłam do psychiatry ale po kilku wizytach stwierdziła, że nie ma u mnie co robić więc skierowała mnie do psychologa, natomiast psycholog na czwartej wizycie powiedziała tak samo, że u mnie nie ma dużo do roboty i następna wizyta za miesiąc. Myślałam że się załamie. Nie mam wsparcia w rodzicach, oni u mnie problemu nie widzą psycholog też nie jedynie co chłopak mnie rozumie przynajmniej się stara rozumieć a ja tak naprawdę nie daje sobie z tym rady. Cały czas się boje, że przestanę jego kochać, boje się przyszłości, że jestem do niczego czasami płacze bez powodu bo tak mi naleci i koniec, gdy się robi gorzej mam problemy z oddychaniem boli mnie w klatce piersiowej, wpadam w paranoje nie wiem co się ze mną dzieje. itp. Często jak nerwica się nasila bo się zdenerwuje oczywiście przez byle co to chce z nim zerwać żeby się wykończyć w tej chorobie i nie cierpieć już więcej i żeby on nie musiał się przy mnie męczyć. Pomóżcie mi proszę, jak mam sobie z tym radzić?? Czy te wszystkie dobre uczucia powrócą kiedyś?? czy będę jeszcze potrafiła cieszyć się z byle blachostki?? Ja naprawdę nie daję sobie z tym rady...nie mam już siły. :cry: aha i zapomniałam dodać ze brałam leki dwa rodzaje ale po nich było tylko gorzej. Z lekami byłam już wrakiem człowieka zresztą teraz tez mi nie dużo brakuje. :(
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
19 mar 2010, 21:13

Re: Prosze pomóżcie mi...

przez magdalenabmw 22 mar 2010, 14:06
Aniu, jasne że będzie dobrze. Ja też mam 20 lat, w związku od 3 lat. Zaczęłam chorować na nerwicę lękową w wieku 18 lat, już wtedy byłam z Nim. Było okrutnie ciężko, nie byłam sobą. Totalna pustka, brak uczuć, wszystko co najgorsze... Potem leki- zombie bez uczuć.

Co masz robić?
Piszesz że brałaś leki ale było tylko gorzej- jakie leki i jak długo je brałaś? Bo wiesz, psychotropy mają to do siebie że zaczynają działać po kilku tygodniach (u mnie miesiącach) a na początku zaostrzają objawy i jest tylko gorzej. Ale potem się stabilizują i jest coraz lepiej!

A psychoterapia? Myślałaś o tym? To jest jedyna droga, nie leki!

Trzymam kciuki i nie bój się, nie Ty jedyna to masz- popatrz ilu nas jest, i większość z nas jest w wieku 18-25 lat :smile:
magdalenabmw
Offline

Re: Prosze pomóżcie mi...

przez polakita 22 mar 2010, 14:12
AAnka1717 napisał(a):Poszłam do psychiatry ale po kilku wizytach stwierdziła, że nie ma u mnie co robić więc skierowała mnie do psychologa, natomiast psycholog na czwartej wizycie powiedziała tak samo, że u mnie nie ma dużo do roboty i następna wizyta za miesiąc. Myślałam że się załamie.

Trafiłaś na głupiego lekarza i psychologa :( radzę ci znaleźć dobrego psychoterapeutę... a co do lekarstw, to one działają po jakimś czasie, na początku może być pogorszenie, możliwe że gdybyś się przemęczyła przez pierwsze tygodnie to potem by się poprawiło... tak czy inaczej namawiam cię na terapię ale w jakimś dobrym i sprawdzonym miejscu, bo inaczej samemu jest naprawdę ciężko walczyć z chorobą, trzeba mieć jakiś punkt odniesienia, kogoś kto wesprze. Jeśli rodzice ci nie pomagają to przynajmniej poproś chłopaka o pomoc, może razem coś wymyślicie?
polakita
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Prosze pomóżcie mi...

przez AAnka1717 22 mar 2010, 14:49
Dziekuje, że wogóle ktoś odpisał. W wieku 11lat brałam stimuloton i wszysko sie ustabilizowało, że mogłam odstawić leki jednak jak wszystko wróciło przepisała mi to samo. Brałam ten lek przez około dwa miesiące ale już nie było takoch rezultatów wieć dostałam inne tabletki nie pamiętam dobrze ale chyba Paro Merck. Wziełam jeden listek i na tym zakończyłam bo już mi tak było cieżko że nie dawałam rady :( Pewnie źle zrobiłam albo to byly złe leki...już myślałam o zmianie lekarza i chyba tak zrobie bo to nie ma sensu jeśli nawet psycholog nie widzi problemu. Jeszcze raz bardzo dziekuję.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
19 mar 2010, 21:13

Re: Prosze pomóżcie mi...

przez greenbook 22 mar 2010, 15:13
AAnka1717, Twoja historia to tak jakbym słyszała siebie i własne myśli. Też już nie daje rady, chciałabym znowu poczuć to co czułam do swojego chłopaka, chciałabym znowu czuć się spokojna i bez nerwów. Móc się spokojnie wyspać i żeby było tak jak kiedyś. Na początku też ciągle zmieniałam leki i po kilku dniach rezygnowałam bo objawy uboczne były dla mnie gorsze niż cała nerwica. Ostatnio trafiłam na dobrego psychiatrę który potraktował mnie terapeutycznie bo chociażby zapytał się ile ważę żeby dostosować dawkę leku do mojej wagi 40kg. I od tego czasu nie mam przynajmniej skutków ubocznych bo leki biorę powolutku i w małych dawkach.
Co do psychiatry i psychologa to musisz szukać dalej i to jakiegoś dobrego bo sama nie dasz sobie rady. A wsparcie dobrego psychoterapuety może zdziałać cuda.
Trzymaj się ciepło i wierz w to że będzie dobrze. Ciągle to sobie powtarzaj. Nawet jak nie dajesz rady i jest źle to mów że będzie lepiej już nie długo mi to pomaga i działa na naszą podswiadomośc. Kup sobie książke albo sciągnij z internetu "potęga podświadomości" wtedy zrozumiesz jak ważne jest pozytywne nastawienie.
Jak chcesz możemy pogadać na gg moze jakoś Ci pomogę a Ty przy okazji mi.

Pozdrawiam
Wszyscy Ci których dotknie Miłość stają się nieśmiertelni, żyją w sercach tych, którzy tą miłością ich obdarzyli:*
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
16 sty 2010, 18:29

Re: Prosze pomóżcie mi...

przez magdalenabmw 22 mar 2010, 15:22
AAnka1717 napisał(a):Dziekuje, że wogóle ktoś odpisał. W wieku 11lat brałam stimuloton i wszysko sie ustabilizowało, że mogłam odstawić leki jednak jak wszystko wróciło przepisała mi to samo. Brałam ten lek przez około dwa miesiące ale już nie było takoch rezultatów wieć dostałam inne tabletki nie pamiętam dobrze ale chyba Paro Merck. Wziełam jeden listek i na tym zakończyłam bo już mi tak było cieżko że nie dawałam rady :( Pewnie źle zrobiłam albo to byly złe leki...już myślałam o zmianie lekarza i chyba tak zrobie bo to nie ma sensu jeśli nawet psycholog nie widzi problemu. Jeszcze raz bardzo dziekuję.


Zdecydowanie za krótko brałaś leki. Dziwię się że lekarz nie przepisał Ci czegoś co mogłoby stabilizować Twój nastrój na początku brania, np jakiegoś leku z grupy benzo. :?

Więc zmień lekarza i jedz leki tak jak je się powinno jeść. Bo nic nie działa na hop siup.
magdalenabmw
Offline

Re: Prosze pomóżcie mi...

przez AAnka1717 22 mar 2010, 15:28
inka87 dziękuję teraz wiem co mam zrobić. W mojej okolicy jest tylko jeden psychiatra ale już nie będę patrzyła na odległość tylko poszukam innego lekarza i zacznę brać normalnie leki.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
19 mar 2010, 21:13

Re: Prosze pomóżcie mi...

przez wredna 22 mar 2010, 16:55
ja mialam pierwszy atak 2 lata temu,nie wiedzialam co jest grane,oczywiscie tysiace chorob sobie wymyslilam,nie pamietam jak ,ale jakos o tym zapomnialam.poszlam do pracy poznalam super przyjaciolke i jakos zapomnialam.z miesiac temu wielki powrot,ale juz wiedzialam co piec z ta glupia nerwica.ostatnio jak mnie dopadla ledwo do domu dojechalam i tak sie wku****am ze bluzgalam na prawo i lewo(oczywiscie na te nerwice)płakalam i darłam sie wyzywajac nerwice.co najlepsze po tym mi przeszlo-naprawde.mialam akcje ze ciagle myslalam o niej i nasluchiwalam tylko,az powiedzialam dos z ta psychoza,sama sobie ja robie i sie nakrecam i co=teraz jak mnie bierze to mowie sobie ze kazdy czlowiek ma obawy ,lęki i sie nie przejmuje juz tym.zaczelam zyc i radzic sobie z tym.a mialam zamiar juz brac leki i chodzic na terapie,ale sama sie z tym uporalam.polecam znalesc strony ktore posiadaja duze zasoby wiedzy na temat nerwicy,zeby ja zrozumiec i przetłumaczyc samemu sobie ze to nasza tylko wyobraznia...ja jestem naprawde szczesliwa i do bani juz nie biore tego gów**...a takie posty jak tu widzialam ,typu-idz koniecznie na terapie bierz leki-ja radze pierw w ciszy przeanalizowac tok swojego rozumowania i postepowania a nie na sile latac po lekarzach.oczywiscie nie odradzam,ale proponuje chwile ciszy i skupienia na samym soba.przetłumaczyłam sobie ze kazdy czlowiek ma gorsze dni,ze ryczec sie chce ja proponuje poprostu sie wyplakac w poduche i tyle,rozladowac te napiecia.jesli ktos chce moge pogadac na gg to moj nr 298421 bez problemu moge swoje zmagania przedstawic w szczegolach ,bo za duzo by tu pisac.trzymam kciuki strasznie mocno za nerwuskow i pamietajcie nie mozna sie poddac!!!!!!!!!! ja zrobilam sie po tym ścierwie wieksza optymistka i bardziej korzystam z zycia...pozdrawiam
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
22 mar 2010, 14:24

Re: Prosze pomóżcie mi...

przez AAnka1717 25 mar 2010, 22:43
Już dawno nie pisałam...tak jakoś wyszło. Tak jak mi radziłyscie żeby myśleć pozytywnie i mówić sobie że będzie lepiej ale ja tak nie potrafię jak sobie tak powiem to i tak w to nie wierzę i nie wiem wogóle po co tak mówię...staje się to dla mnie głupie. A co myślicie o senatorium gdzie leczą nerwice? Jest to skuteczne? Proszę o jakieś rady na ten temat. Może ktoś z was był w takim senatorium?
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
19 mar 2010, 21:13

Re: Prosze pomóżcie mi...

przez klaudunia 25 mar 2010, 22:54
myślę że takie sanatorium to dobry pomysł
ja osobiście nie byłam ale ktoś z mojej bliskiej rodziny był i bardzo to pomogło tej osobie
sprubuj też morze isc do innego
psychiatry
co Ty na to?
Offline
Posty
236
Dołączył(a)
08 mar 2010, 15:18

Re: Prosze pomóżcie mi...

przez AAnka1717 26 mar 2010, 00:37
Bym chciała innego psychiatrę ale nie stać mnie na prywatnego lekarza a na fundusz bardzo ciężko się dostać, trzeba długo czekać...rozmawiałam z mama i właśnie mi tak samo powiedziała że nie ma pieniędzy a ja się jeszcze uczę więc nie wiem co ja zrobię:( a z tym senatorium to będę próbowała to realizować...może się uda.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
19 mar 2010, 21:13

Re: Prosze pomóżcie mi...

przez AAnka1717 17 cze 2010, 01:01
Czesc wam. Dawno tu nie bylam ale tak niestety wyszlo...teraz jest jak jest ale jest gorzej. Coraz wiecej mam leków a nigdy bym sie tego nie spodziewała bo bylam zawsze odważną(skakałam ze spadochronem nawet) teraz boje sie byle czego np wody, chodzić w nocy co nigdy nie sprawiało mi problemu no ale...tak jak mi radziłyscie zebym poszła do innego psychologa to nie poszłam ponieważ zaczęły sie problemy z chłopakiem. Juz nie ma sily do mnie, nie chce mi pomagać tylko caly czas przez niego pogarsza sie moj stan a zawsze bylam taka ze musi kogos obchodzić moje zdrowie bo inaczej nic z tym nie zrobię...wiem ze to glupie ale jak ktos nie chce mnie wspierac to mnie przestaje wszystko obchodzić:(:( nie mam juz sily naprawde nie daje rady i chyba skonczyla sie moja nadzieja:( moze wy mnie wesprzecie troszeczkę:( bo nie mam juz z kim o tym rozmawiac:( jeszcze dwa miesiące temu moglam rozmawiac z chłopakiem a teraz juz nawet z nim nie potrafie i nie chcem przez to jak On traktuje moj problem. Pozdrawiam:-*

[Dodane po edycji:]

Aha...Zapomnialam dodać ze do senatorium sie zakwalifikowałam ale jest taka kolejka ze jestem tysięczna w kolejce...jakies dwa lata trzeba czekac:-S
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
19 mar 2010, 21:13

Re: Prosze pomóżcie mi...

Avatar użytkownika
przez Lubomir 17 cze 2010, 02:13
zawsze bylam taka ze musi kogos obchodzić moje zdrowie bo inaczej nic z tym nie zrobię...wiem ze to glupie ale jak ktos nie chce mnie wspierac to mnie przestaje wszystko obchodzić:(:( nie mam juz sily naprawde nie daje rady i chyba skonczyla sie moja nadzieja:(

Myślę, że to wcale nie jest głupie, nawet ani trochę. Często to co robimy, w czym się staramy odnajdujemy sens w oczach naszej rodziny, naszych znajomych. Często potrzebujemy lustra, które nam coś powie, w którym odbijemy swoje życie. Prawda jest taka, że każdy chciałby aby jego starania i czyny cokolwiek dla kogoś znaczyły. Niestety ale własne życie bez życia innych ludzi wydaje się często całkiem puste. Myślę, że w pewnej mierze każdy z nas szuka w kimś jakiegoś wsparcia, potwierdzenia właściwości własnego postępowania lub jego zaprzeczenia. Z tego najczęściej czerpiemy własne motywacje, kiedy spełniamy się w czyichś oczach, bądź też w tych samych oczach ponosimy porażki. Cele wyznaczane samemu sobie bez obecności innych ludzi wokół nas powodują, że te cele wydają się nie mieć sensu. Wiele rzeczy robimy dla siebie ale i jest też tak, że i również za przyczyną kogoś. Tak ja to widzę i podobnie to odczuwam. Wielokrotnie w życiu mam większą motywację, jeśli wiem, ze komuś na tych efektach zależy, że to ktoś oceni lub zgani. Stąd właśnie bierze się pewna nadzieja. Poczucie, że nie jesteś sama z problemem. Więc ani trochę nie wydaje mi się to głupie. Taka jest natura człowieka. ;)
You can win if you want
If you want it, you will win
On your way you will see that life is more than fantasy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
160
Dołączył(a)
16 kwi 2010, 15:36

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 29 gości

Przeskocz do