Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Lubomir

Użytkownik
  • Zawartość

    160
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Ten po.jeb w ogóle nie pogadał ze mna tylko wypisał mi skierowanie do psychiatryka i to jeszcze w Gnieźnie!!!! Chyba go doszczętnie pogięło! Zmieniam lekarza. W środę umówiłem się na wizytę u doc. Rybakowskiego na Podgórnej, ponoc znany i ceniony acz drogi, chcę zmienić cały zestaw leków. No cóż, nie trzeba całe życie leczyć się u jednego lekarza. Szlag mnie taki trafił na miejscu, ze od razu odżyłem i forma mi się mocno poprawiła:) Ja nigdy nie zabierałem głosu w tych tematach ale akurat tak się składa, że mam ostatnio podobne mieszane uczucia do twoich w tej kwestii. Po rozmowie z dwóją znajomych i po przeczytaniu opinii w necie na temat mojego lekarza sam noszę się z zamiarem albo do powrotu do dawnego lekarza, który zrobił na mnie chyba jednak trochę lepsze wrażenie ale fakt, że u drugiego byłem prywatnie więc jest to jakby niemiarodajne porównanie bo u tego na NFZ nie byłem jeszcze prywatnie. Zastanowił mnie jednak przedwczoraj fakt, że pod gabinetem było dość pusto jak nigdy dotychczas. Albo tak ludzie nagle ozdrowieli albo to przez gorączkę przedświąteczną albo zwyczajnie zmienili lekarza albo wszystko razem. Miałem ostatnio przepisany Depakine Chrono o którym słyszę często dość sceptyczne opinie (bo to niby z założenia jest lek przeciwpadaczkowy a dopiero potem regulujący nastrój) No i do tego Cital, o którym poczytałem tutaj troszkę lepsze opinie. Ja się tylko pytam co to za czasy, ze człowiek musi być mądrzejszy od lekarza? No chyba skoro idę do specjalisty to akurat przy tego typu sprawach trzeba wykazać jakieś minimum zaufania w kompetencje. Sam nie wiem jak do tego podchodzić. Jeśłi nie będę czuł poprawy i zmian na lepsze to zmienię lekarza. Do tego prawdą jest to o czym piszecie, że oprócz leków warto też pracować nad sobą samodzielnie a najlepiej we współpracy z psychiatrą choć zastanawiam się nad terapią? Niestety nie jestem ostatnio przy forsie więc musiałoby to być tymczasowo na NFZ. O jeeeju. Ja zamiast teraz brać się do dzieła to ja jakieś rozmyślania robię. Potem o tym wszystkim głębiej pomyślę. Najgorzej słuchajcie to się nad czymś rozwodzić za długo. Trzeba obrać sobie konkretny plan działania i postarać się go trzymać jak to najbardziej możliwe. Najgorsze jst jednak to, że ten lekarz nie powiedział mi czy mam CHAD a może nerwicę lękową (ku czemu bym się skłaniał bo stwierdziła to już mi kiedyś jedna koleżanka psycholog) no i sam widzę, że te lęki jakoś zaczęły wracać i się czasem unika różnych sytuacji życiowych. Sorry, ze taki post wymieszany tematycznie ale to tak z rozpędu. To troszkę moja wada rozwodzić się koło tematu.
  2. No to jest fakt. Zagraniczne bywają weselsze ale też bywają takie nazbyt melancholijne. Zasadniczo to zależy kto co lubi. Na mnie nadmiar melancholii i ballad wpływa troszkę dołująco. Samemu unikam ale tak w gronie to czemu nie. Ja napisałem chyba 2 razy, że można przyjąć dwie taktyki. Można uczestniczyć w świętach nie będąc do końca do tego przekonanym albo można dać sobie z tym spokój. Samemu generalnie mam wybór ale że generalnie lubię swoją młodszą część rodzinki to jakoś szczególnie się nie wzdrygam choć może czasem od kilku lat uczestniczę już w tym bez przekonania. Można też święta spędzać samemu lub z kimś wyjeżdżając gdzieś.
  3. Można słuchajcie przyjąć dwie taktyki. Albo dać sobie spokój ze świętami narażając się na afronty, zwłaszcza jak w moim przypadku gdzie poza rodziną nie mam narazie innych kręgów bytowania, oprócz znajomych oczywiście. Ja pisałem w oddzielnym temacie, ze n Wielkanoc zrobiłem taki afront po kłótni z rodzicami i zostałem sobie u siebie a nawet źle nie było, nawet po raz pierwszy całkiem ciekawie. Trochę człowiek ze znajomymi pogadał, odpoczął w domu, itp. Można też uczestniczyć w tradcyji świątecznej nawet jeśli do końca nie ma się do niej przekonania lub nas ona zwyczajnie męczy w swojej oprawie, takiego trochę przerostu formy nad treścią. Chociaż kurcze na Boże Narodzenie jeszcze nigdy nie siedziałem sam. Nie wiem jakby to było. Niby tak patrzę po znajomych, że na co dzień często opluwają Kościół, jego postępowanie, moralne nauczanie, itp ale jednak potem zgodnie wedle tradycji spotykają się z rodzinami, znajomymi, kto z kim może i jednak jakoś i tą choinkę ubierają, itp. Zawsze mnie zastanawiała tak polska obłuda bo wiem co mi mówią znajomi a co potem sam obserwuję jak to się ma w praktyce. Czasem jednak być może jednak wart dyplomatycznie nie robić afrontów. Gdybym np przebywał w tym okresie za granicą w tym wieku chyba już bym tak nie ubolewał, że ominą mnie święta. Kiedy jestem tutaj to mi to jakoś za bardzo nie przeszkadza. Nie wiem jak by było jakbym miał dzieci. W każdym razie jestem elastyczny.
  4. Ja mam również podobne odczucia ale myślę, że chyba nie ma co się tym aż tak przejmować. Myślę, że nie będzie może tak źle. Przyznam, że nie znam natury waszych relacji rodzinnych ale może nie będzie tak źle. Z drugiej strony ja np nie chce robić znowu afrontów rodzinnych bo na zeszłe święta Wielkanocne pożarłem się z rodzicami i zostałem sam w domu. I nawet nie było mi źle. Cały czas dla siebie. Chociaż przyznam, że jednak zagajałem przez neta lub Skypa do znajomych bo jednak troszkę tak dziwnie cały czas samemu.
  5. Witajcie, pozwólcie, że ja tak w przelocie odniosę się do tematu ale mam wyraźną potrzebę zaznaczenia, że mam bardzo podobne odczucia apropos tego całego wymuszonego blichtu świątecznego. Tak jak napisały linka i paradoksy i ktoś tam jeszcze. PS Swoja drogą ja myślałem, ze już tu moje konto zostało zlikwidowane wedle reguły, nie ma cię za długo to wylatujesz. Wiem, że tak nie jest ale po części spodziewałem się likwidacji. Ba, nawet samemu mi się już hasło pomyliło bo dawno tu go nie wpisywałem. Widzę, że jeszcze paru "weteranów" tego portalu pozostało a reszta to nowi. W sumie jednak to chyba dobrze prawda, żeby ludzie wrócili do własnego życia i zajęli się nim a nie ciągle tutaj opowiadać o swoich niewyleczonych problemach. Raczej każdemu zależy na wyjściu na prostą i na szczęśliwym realizowaniu się i chyba tak powinno być. A jeszcze wracając do tematu, nawet nie wiecie jak cholernie wybitnie w tym roku nie chce mi się tych świąt, że aż mnie mierzi. Jak piszecie, ten rodzinny stół, udawana troszkę na siłę miła atmosfera. A rzeczywiście z tego dzielenia opłatkiem chętnie bym się wykpił i od tych nieszczerych myślę życzeń albo życzeń takich żeby kogoś nie urazić. Nie wiem czasami ta tradycja zaczyna mnie uwierać. Przez lata u nas wszystko stało się takie sztampowe. Nie wiem, chyba się to mi już przejadło na starsze lata. Człowiek był młodszy to może inaczej do tego podchodził. Zwłaszcza, że to wszystko odbywa się w takiej atmosferze przymusu. tak patrzę po młodych z mojej rodziny to niektórzy czekają tylko okazji żeby ewakuować się od tego stołu rodzinnego. Mnie też w sumie po 1 dniu męczy już takie przelewanie pustego w próżne aż w końcu ktoś zarządzi komendę: "Zobaczmy co w TV" ja wtedy wychodzę do młodych na jakiś film albo idziemy pograć w bilarda albo w piłkarzyki. albo nie wiem cokolwiek. Nie jest tak może tragicznie ale bez młodych ja bym tam chyba jajo zniósł. Pozdrowionka. Co do innych moich spraw to może w innym temacie bo nie chcę już takiego długiego elaboratu napisać o wszystkim i niczym.
  6. Lubomir

    Dean na rozdrożu.

    Nie no to ja uważam, że to byłoby złe i niewłaściwe podejście. Bynajmniej ja wybierając kiedyś studia kierowałem się własnymi możliwościami, zdolnościami, predyspozycjami, chęcią realizacji zawodowej a nie tam,że np: "Pokażcie mi tu w podaniach jakie macie kandydatki na studentki." Ja chciałem bardzo poważnie podejść do tematu ale troszkę mnie tu również zaczyna śmiech opanowywać. Dean, nie gniewaj się. Naprawdę dobrze ci życzę a przy okazji czasem można kogoś fajnego spotkać. Tylko nie można mieć nastawienia, że właśnie dzisiaj spotkam MIŁOŚĆ SWOJEGO ŻYCIA. Także spoko paradoksy. Może źle cię zrozumiałem. Ja mam troszkę podobnie. Wiem jednak, ze takie myślenie ma krótkie nogi bo życie i czas ucieka. Im wcześniej się działa tym lepiej. Im bardziej odwlekasz trudne decyzje życiowe tym gorzej później się za nie zabrać.Chociaż nie wiem każdy z nas jest inny, ma inną osobowość, inne dolegliwości.
  7. Lubomir

    Dean na rozdrożu.

    Nie rozumiem dlaczego tak ironizujesz z kolegi? Napewno nie po to tam poszedł. Takie znajomości często nawiązuje się z przypadku. JA ciebie Dean doskonale rozumiem. Przechodzę co jakiś czas podobne perturbacje. Trzymaj się chłopie i nie daj się. Poza tym rady Marka 77 są całkiem rzeczowe.
  8. Ciekawy temat. Jak różni są ludzie, tak różne są charaktery. O mojej jednej koleżance otoczenie twierdzi, że jest stuknięta. Ja nie rozumiem podobnych opinii. Rozmawiam z nią wielokrotnie i myślę, że znajomi nie mają zwyczajnie racji. Znaczy przez to, że ona jest osobą bardzo wierzącą a oni NIE (chociaż ja tez nie) to się im tak może wydawać, gdyż dzieli ich światopogląd i wartości w życiu. Jednak nie mogę powiedzieć, że jest stuknięta,no. Wydaje mi się poza tym, że niezależnie od różnych poglądów tolerancja nie jest mocną stroną Polaków. Znająć siebie musiałbym już nie raz się pokłócić i to ostro ale po prostu człowiek czasem coś przemilczy lub ugryzie się w język bo inaczej awantura gotowa. Jednak właśnie starając się zrozumieć czyjś, nawet przeciwstawny punkt widzenia wykazuję się w tym momencie tolerancją. Nie odrzucam osoby tylko dlatego, że ma inny pogląd. Zależy to jeszcze od kontekstu. Mimo wszystko wydaje mi się, że moja tolerancja jest dość daleko posunięta, nawet wobec ludzi, którzy rażą mnie swoim sposobem bycia czy postępowania. Wiem ponieważ, ze sam nie jestem święty i również nie raz ktoś na mnie musi wziąć poprawkę. A co do samej definicji zdrowia psychicznego to podzielam powyższą definicję Marka77. To też wydaje mi się prawdziwym stwierdzeniem.
  9. NIe chcę się mądrzyć oczywiście ale myślę, że to nie jest aż tak groźne i w sumie normalne, że się nie pamiętam wszystkiego z całego tygodnia. Wiele dni bywa podobnych do siebie. Wykonujemy podobne czynności, rozmawiamy z wieloma ludźmi, występują przeróżne sytuacje. Gdyby na jakąś okoliczność policjant zapytał mnie co np działo się na osiedlu przed tygodniem albo jak wyglądała młoda para, która zahaczyła mnie parę dni temu na chodniku z samochodu o drogę to też miałbym trudności to sobie przypmnieć. Już nawet nie pamiętam, którego konkretnie dnia to było. Chyba żeby mnie zahipnotyzowali. Albo jak rozmawiałem z sąsiadem o grzybach, to czy to były borowiki czy prawdziwki? A jeszcze w co był ten sąsiad ubrany, nie pamiętam. Dla policji byłbym marnym świadkiem, gdyż zwyczajnie nie mam pamięci do twarzy tylko raz czy dwa widzianych. Chyba że ktoś na ulicy zwrócił moją uwagę (śliczna, nietuzinkowa dziewczyna czy "odsztychtowany" menadżer ) Aby spamiętać te wszystkie szczegóły, pierdoły z życia (np co się jadło codziennie na posiłki - no chyba ze wsuwa się zawsze tą samą potrawę albo 2 na zmianę - jak przez jakiś czas miałem w wakacje bo nie chcialo mi się za bardzo wygotowywać w kuchni. to musiałbym chyba pisać pamiętnik. No chyba to normalne, że pamięć człowieka to nie nagrywarka DVD, że sobie cofniesz i odtworzysz. (był taki film, nie pamiętam tytułu oczywiście. ) Na rozprawach sądowych czy na komisariacie co drugie zdanie chyba bym mówił: "Nie wiem, nie pamiętam". I to jakoś szczególnie nie musiałbym kłamać. A co do koncentracji to wiem, że czasem potrafię się dłuzej nad czymś zamyśleć np podczas oglądania filmu lub czytania, że np potem muszę troszkę cofnąć ten film bo nieuważnie się oglądało zamyśląc się o niebeiskich migdałach lub o kimś. Podczas pracy staram się być skoncentrowany, operuję czasem na wyższym poziomie stresu co niejako mobilizuje moją zdolność koncentracji albo jak np podczas jazdy samochodem. Chociaż raz zagapiłem się na fajną dziewczynę na chodniku a w międzyczasie sygnalizator nie chciał poczekać i zrobiło się "ZIELONE" i ocknęło mnie z tyłu trąbnięcie TIRa jak parowozu. Staram się też nie myśleć o niebieskich migdałach podczas jazdy. Napewno nie wsiadłbym za kierownicę gdybym miał kompletne derealki osobowości, miejsca czy czasu jak niektórzy tutaj. Bałbym się, że spowoduję wypadek. Zdajecie sobie sprawę, że to cholernie ryzykowne.
  10. Lubomir

    Wkurza mnie:

    Ja nie chcę nic mówić ale to o czym piszesz częściowo doświadczyłem na innym forum. To jest taka wyrafinowana forma tolerancji ale tylko według własnych reguł i własnych poglądów. Ciężko się wznieść takim osobom ponad swoje poglądy, swoją ocenę rzeczywistości na różnych polach. Ps Widzę, że znowu tu się bardzo pozmieniało. Widać ja sam w jednym miejscu którym jest "życie" wpadłem spowrotem w obieg a z innego obiegu wypadłem czyli stąd. Swoją drogą okrutne byłoby z mojej strony oczekiwać, że zastanę tutaj na powrót dawny skład forum. Wszak każdy z nas chce być szczęśliwy i się realizować a nie utkwić tutaj na długie lata. W dużej mierze dobrze byłoby dla każdego aby ten portal był tylko w życiu miejscem przechodnim. Czemu ja nie oglądam filmu albo nie śpię tylko coś tu filozofuję? Być może mam sentyment do tego miejsca, do wielu osób, które mi kiedyś pomogły lepiej zrozumieć siebie, wypełnić czasową pustkę? Jestem wam za to wdzięczny. Nigdy nie zapominam o miejscach i ludziach, którzy pomogli mi przetrwać najgorsze okresy.
  11. To jest moja OBECNA DEWIZA ZYCIOWA. Miałem parę zakrętów w życiu. Wiem o tym, że dzięki wyrozumiałej rodzinie i życzliwych, naprawdę baaardzo życzliwych znajomych udało mi się przez to przejść. Może czasem i do dziś mam jakiegoś doła bo życie stawia znów przede mną nowe wyzwania podczas gdy być może stare się jeszcze dobrze nie zrealizowały. Jednak kurcze życie tak daje czadu i leci do przodu, że zwyczajnie nie ma czasu na martwienie się czy nawet depresje. Trzeba pracować aby jakoś żyć, trzeba ciągle coś zrobić, zrealizować, na dodatek komuś pomóc kto ma i może nie zbyt różowo w porównaniu do mnie. Ja w chwilach trudnych i zwątpienia powtarzam sobie, ze "Coś być musi do cholery za zakrętem" jak w piosence ze starego, znanego kiedyś serialu. Ps Leków żadnych nie biorę. Raz, że jak mam tam się wystać 2-3 godziny w kolejce pod gabinetem to mi się odechciewa.Jest nie raz taki dołek kilka dni ale potem przychodzi lepszy, weselszy czas (np wyjazdy gdzieś, spotkania rodzinne, koleżeńskie). Raz kiepsko, raz dobrze i jakoś człowiek MUSI SIE TRZYMAĆ. Inaczej wypadasz z życiowego obiegu i tak jak np kiedyś czytałem, ze niektórzy jak wracają do normalnego życia po przerwie albo co gorsze po szpitalu to czują się kompletnie zagubieni i odjechani. Ja się wcale ale to wcale nie dziwię. Kiedy raz sobie odpuścisz to potem wracasz jakby do innego już świata. nawet twoi znajomi są już na innym etapie życia, mają zupełnie inne problemy. Dlatego co by nie było trzeba jechać na bieżąco, samemu lub z kimś sobie radzić. Pozdrowionka dla wszystkich - TYCH DAWNYCH BYWALCÓW i NOWYCH. ufam, że jakoś dacie radę ze swoim życiem bo i ja daję a myślę, ze nie różnimy się tutaj aż tak bardzo. Ja wiem, ze to może by oburzające ale czasem naprawdę trzeba się wziąć w garść i JUŻ. Są stresy, bywa nieprzyjemnie w życiu ale ZAŁAMKA to naprawdę OSTATNIE na co można sobie pozwolić.
  12. Sorki, że ja tak się wetnę przypadkowo będąc tu przelotem Powiem tylko jedno w twoim temacie. Ja bym rzucił tą robotę w cholerę. Ja nie wiem gdzie mieszkasz ale to tylko jeden zakład pracy jest w mieście czy nawet w powiecie? Ja doskonale wiem co czujesz i wiem, ze ANI MINUTY DŁUŻEJ bym tam nie pracował. Niszczyć sobie NERWY I ZDROWIE z takimi chamami?? Żeby to jeszcze była praca za jakąś GRUBĄ KASĘ.
  13. I ja dorzucę swój kamyczek do tematu. Dokładnie tak jest, jeśli ma się jakieś kłopoty w życiu, które wywołują w nas poważne lęki nawet wywołując jakieś chwilowe objawy somatyczne, to przecież terapeuta nie rozwiąże tych problemów. Przez kilkadziesiąt godzin człowiek może czuje się lepiej i po lekach i terapii ale potem to nasze życie nas dopada i z nim nasze problemy, kłopoty, u niektórych nie raz bardzo poważne jak tu czytam. To tak samo jak po imprezie wekendowej. Jakiś czas jest nam fajnie ale ten euforyczny stan szybko mija.Myślę, że i owszem. Może wielu potrzebne są leki, które przywracają naturalną równowagę umysłu, czy też usuwają lęki. Ważniejsze od tego jest jednak samodzielne rozwiązywanie problemów. Nawet można to osiągać bez terapii, uwierzcie mi. Co do hipnozy się nie wypowiadam bo nie doświadczyłem. Już o tym kiedyś pisałem. Człowiek wielokrotnie unika np jakiejś sytuacji lękowej, bazującej na jakimś urazie psychicznym. Przychodzi jednak czasem moment w życiu, że bez względu na to człowiek postawiony pod ścianą często wykrzesa z siebie możliwości, jakich dotychczas nie był w stanie osiągnąć by pokonać problem. Warto zawsze mieć życzliwe wsparcie ale często gęsto człowiek widzi, ze nie ma po prostu wyjścia i mimo tam jakiś lęków, itp po prostu dokonuje kroku naprzód. W moim przypadku taki kolejny wstrząs często (choć nie zawsze) powoduje wyraźny postęp na przód. To jest właśnie moja najtańsza psychoterapia. Zdaję sobie sprawę, ze nie każdy jest na tyle silny aby samemu móc się wydźwignąć. Ja zawsze miałem to szczęście, że mam dobrą rodzinę, życzliwych znajomych. Myślę, że to ogromnie dużo, więcej niż tabletki i terapia. Myślę też, ze moje wsparcie bardzo pozytywnie działa na ludzi.
  14. No to Monika Ja proponuję, żeby admin pisał nam usprawiedliwienia z tytułu działalnośći społęcznej na forum. Może mamy jakiegoś lekarza? Ale to już widzę, ilu nagle chorych by się znalazło aby nazajutrz mieć wolne. Z drugiej strony mogłoby być coś takiego, że za pracę społeczną należałyby się w pracy jakieś granty? Istniało by jednak ryzyko lewych zaświadczeń. Musiałaby być jakaś zaufana komisja na forum.
  15. Ciekawe rzeczy opowiadasz. To już chyba takie coś nie dla mnie - takie shizy jak z "Egzorcysty". Może i to skuteczne ale chyba wolę mniej drastyczne metody, nie tylko własne.
×