Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

wymiękam..

przez LadyRasta 08 paź 2008, 17:22
nie wiem co mam zrobić, głowa mi pęka od wszystkiego od mojego syfiastego życia ,niby wszyscy mi zazdroszczą a ja go tak nienawidze.. nienawidze siebie , tej zasranej bezsilności ,czuje że nikt mnie nie rozumie wszyscy lekceważąą , czuje jakby to był jakiś chory senn jakiś koszmar ,który nie może się skończyć , jakby nic już nie mogło mi pomóc na tym świecie i tak strasznie samotnie jak nigdy... mieliście tak ,że w pewnym momencie życia przestało wam na czym kolwiek zależeć? znikły wszystkie ambicje, straszna nie chęć do czego kolwiek , do dbania o siebie o rodzine, nagle szacunek przestał dla was istnieć a osoby które najbardziej się kochało wydają sie być nikim, nie sznuje się ich i wszystkiego co znajduje się do okoła .. nie wiem co to jest ale jak tak dłużej będzie too ciemno to widze..pomóżcie proszę.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
11 kwi 2008, 21:20
Lokalizacja
Troojmiasto

Re: wymiękam..

Avatar użytkownika
przez gabriel 08 paź 2008, 17:37
No cóż, to typowe objawy depresji. Zupełna pustka, zniechęcenie, jeżeli cię to pocieszy to większość użytkowników tego forum zmaga się z tymi objawami z różnym skutkiem. Głowa do góry!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
481
Dołączył(a)
25 maja 2008, 19:47
Lokalizacja
Wrocław nadal aktualny:)

Re: wymiękam..

Avatar użytkownika
przez pecek 08 paź 2008, 18:52
Nie ma skutku bez przyczyny.
Ile masz lat?
Co tak kukosz jak rekin do łódki ?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
50
Dołączył(a)
28 wrz 2008, 12:34

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Strach mimo diagnozy...

Avatar użytkownika
przez Victorek 08 paź 2008, 19:19
Taka obawa to chyba najważniejszy objaw nerwicy:) bo gdyby nie to to byśmy uznali że jesteśmy zdrowi i lęki poszły by w zapomnienie:) a nerwica nie może sobie na to pozwolić:)
Jak by ktoś chciał pogadać, szczególnie o depersonalizacji jestem na GG
Możesz wcisnąć świnię we frak ale nie powstrzymasz chrumkania :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1137
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 13:31
Lokalizacja
Łódź

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez Victorek 08 paź 2008, 19:25
Jak dobrze znam to zaciskanie się przełyku od roku oprócz derealki ten objaw bardzo mnie męczy, są dni kiedy o tym zapominam ale bardzo często każdy kęs popijam kilkoma łykami herbaty inaczej od razu drętwieje, bo myślę że się duszę i umieram, głupie to jak cholera:) Szukampomocy79 kiedy przeczytałem twoj post ulżyło mi a głównie dlatego, że napisałaś iż oprócz tego wszystkiego miałaś wrażenie połykania swojego języka, też to miałem długi czas a teraz już czasem ale ten objaw mnie martwił bo nikt o nim nie pisał i myślałem że to coś gorszego iż nerwica ale widzę że i z tym nie jestem sam:) pozdro
Jak by ktoś chciał pogadać, szczególnie o depersonalizacji jestem na GG
Możesz wcisnąć świnię we frak ale nie powstrzymasz chrumkania :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1137
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 13:31
Lokalizacja
Łódź

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Misiek 08 paź 2008, 21:38
Też mam to zaciskanie gardła... jak cała reszta objawów nerwicy to jest nieprzyjemne...
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez inez3 08 paź 2008, 23:40
u mnie jazda z jedzeniem byla jedna z gorszych... juz nie mowiac o tym, ze jak gdzies w koncu udalo mi sie wyjsc nie bylo mowy o zjedzeniu czegokolwiek (ogolnie rzecz biorac zawsze lubilam i nadal lubie jesc a najlepiej jakies niezdrowe rzeczy :P ). wszystko stawalo mi w gardle, na sam zapach robilo mi sie niedobrze, wszystko "roslo" mi w ustach, robilo mi sie goraco, slabo no i jeszcze ci ludzie dookola, wiec napewno jest duszno, myslalam, ze zemdleje, nie moglam usiedziec na miejscu, chcialam uciekac. kiedy zaczelo mi sie poprawiac i zaczelam stosowac wyjscia "na próby" np. postanawialam zjesc pączka na miescie czy jakas zapiekanke itd... okropne uczucie. w stresie ja np. nie moge jesc normalnie, zoladek scisniety, mdli itd... na sama mysl o tym co przeszlam ciarki mnie przechodza...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez KasiaMi11 09 paź 2008, 08:56
Witam kochani.Ja szczególnie mocno pamiętam imprezy służbowe.Siadamy do stołu,wjeżdża obiad.Wszyscy zaczynają jeść,smakują,chwalą jadło,a ja patrzę w talerz,zaciśnięta na maksa.''jedz'',''dlaczego nie jesz?'',o kurka przecież nie będę zapijać rosołu wodą na oczach tylu ludzi.Dopiero po dwóch'' szybkich''bylo odrobinę lepiej,przynajmniej towarzystwo przestawało gapić się na mnie.Ale to ustąpiło,teraz nerwica gnębi mój uklad oddechowy i szarpie sercem,nienawidzę jej!

Jakie serce taki lęk...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
174
Dołączył(a)
11 wrz 2008, 13:13
Lokalizacja
Lublin

Re: Strach mimo diagnozy...

przez Misiek 09 paź 2008, 11:10
Victorek, dokładnie, masz rację...
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Re: Strach mimo diagnozy...

Avatar użytkownika
przez inez3 09 paź 2008, 12:47
no, a ja nigdy nie balam sie zadnej choroby. nie robilam tysiaca badan (jakas tam krew itd.). mi przeszkadzalo to, ze nie moge byc samodzielna, bo mdli mnie i jest mi slabo w roznych sytuacjach i miejscach. wogole jak sobie przypomne to na karcie wypisu z terapii mialam chyba napisany lęk napadowy... az sprawdze w domu...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez anulka1006 10 paź 2008, 21:35
Hej. Jestem w drugiej klasie liceum, no coz, mam dopiero siedemnascie lat i walke z nerwica lekowa za soba. Dlatego chcialabym troche pomoc innym, ktorzy maja ten sam problem - wiem ze nie jest to latwe. I wcale nie jest prosto z tym wygrac: ponieważ nie ma takiej choroby jak nerwica lękowa. Nie powodują tego ani bakterie, ani wirusy. Nie ma na to żadnego skutecznego lekarstwa. Więc... o co w tym wszystkim chodzi??? Otóż, to jest MOJA odpowiedź:

Kiedy rok temu poszłam do nowej szkoły wszystko się zmieniło. Po prostu, z dnia na dzień. Bez przyczyny. Zaczęłam się bać, mieć okropne bóle brzucha, zamykałam się w sobie, na lekcjach odwracałam uwagę od wszystkiego innego niż myślenie o tym jak jest ze mną źle, czy rysowaniem. Nie umiałam nigdy na sprawdzian - strach się pogłębiał. Powiedziałam o tym mojej przyjaciółce - nie zrozumiała mnie. Pierwszy tydzień nie mogłam spać. Musiałam nawet przespać, czyt. przeleżeć dwie noce w pokoju mojej siostry, nie MOGŁAM zostać sama. Najgorszy tydzień mojego życia. Codziennie płakałam. Nie chciałam wychodzić z przyjaciółmi. Założyłam bloga. Pisałam tam o tym, jak ze mną źle i że nie mam już siły. Myślałam o samobójstwie. A najgorsze że ataki miałam średnio kilka razy dziennie, najczęściej w szkole. Wtedy po prostu odłączał mi się mózg, skulałam się w sobie, pociły mi się i trzęsły ręce, moje ciało pracowało na megasilnych obrotach, kręciło mi się w głowie, wyniszczałam siebie. Kiedy lekcja toczyła się dalej ja toczyłam wewnętrzną walkę sama z sobą, nikt nic nie zauważał. Kiedy w końcu było już bardzo ciężko poszłam na USG. Ale, jak powiedziałam, nerwica to nie jest choroba, nic nie wykryto. Wszystko doskonale. Więc dlaczego boli? Doszło do tego, że bałam się jechać w odwiedziny do rodziny, nie chciałam iść gdzieś z przyjaciółmi. Nocować u kogoś?! Bałam się już na kilka dni wcześniej. Codziennie wchodziłam na takie jedno forum poświęcone właśnie nerwicy lękowej i za każdym razem miałam atak. Więc po co wchodziłam? Może myślałam, że mogłabym się od kogoś czegoś dowiedzieć? Jasne, dowiedziałam się tylko że należy myśleć pozytywnie, że to tylko zależy ode mnie. Teraz widzę ile w tym prawdy, ale wtedy dołowało mnie to ogromnie. Bałam się. Jak miałam myśleć pozytywnie? Te wszystkie rady były bez sensu. Poza tym... więcej było i tak pytań niż odpowiedzi. Nie wiem sama, czego tam szukałam. Ah! Samo nazwanie tego ciężkiego przypadku, jaki nas dotyka NERWICĄ LĘKOWĄ jest po prostu straszne. Wtedy jeszcze trudniej nam z tym wygrać. Ale jeżeli nie wiemy z czym mamy do czynienia, to także z tym nie wygramy. TAK WIDZIAŁAM TO JESZCZE PARE MIESIĘCY TEMU.

Pierwszy krok stał się... No cóż, były to ferie. Po ponad półrocznej walce z samą sobą byłam wykończona. Ah, miałam dodać że kiedy jest się w takim właśnie stanie nie widzi się dla siebie przyszłości. I nie można sobie przypomnieć, jak to było kiedy wszystko było dobrze. Wydaje się to takie... jak za oceanem, ogromnie odległe. Więc, wyjechałam z rodziną na kilka dni w góry. I nagle zniknęło. ZNIKNĘŁO CAŁKOWICIE! Nie mówię teraz: jedźcie w góry, bo tam znika, po prostu... każdy jest indywidualny. Jednak... do szkoły wróciłam z tym okropnym nastawieniem. Wróciło. Wakacje. To były najcudowniejsze wakacje mojego życia. Zniknęło na całe dwa miesiące, bałam się, że w czasie szkoły wróci. Wraca. Oczywiście, że wraca. Ale ja już nie pozwalam, nie dam się. Nie pozwolę sobie zniszczyć siebie. Od rozpoczęcia roku szkolnego... a już jest z 40 dni po, miałam kilka ataków. Małych, nieznacznych. Najgorszy w pierwszy dzień szkoły, inny na geografii jakieś dwa tygodnie temu. I to tak po prostu, bez powodu. Ale wszystko się zmieniło. I umiem teraz racjonalnie patrzeć na to i na ostatni rok mojego życia. Potrafię wyciągać z tego wnioski, dużo wniosków:

Nerwica lękowa, chociaż nienawidzę używać tej nazwy, rodzi się w naszej głowie. Tak, właśnie, w głowie. Potem rozchodzi się po ciele. Często atakuje układ pokarmowy, dlatego że mamy nad nim niejaką kontrolę, następnie układ oddechowy, tu też możemy coś nazmieniać. I to nie wszystko.
Pierwsze pytanie, jakie powinniście sobie zadać brzmi:
CO Z MOIM ŻYCIEM BYŁO NIE TAK, ŻE TERAZ JEST TAK ŹLE?
Bo to nie jest nigdy tak, że jesteśmy szczęśliwi i nagle nas to dosięga. Wtedy to byłoby zbyt proste. Musimy wrócić do wczesnego dzieciństwa. Tak, miałam nerwicę lękową (ufff) w dzieciństwie. Chociaż zdaję sobie sprawę z tego dopiero teraz, kiedy o tym piszę. Miałam... sześć lat, chyba. Poszłam na pogrzeb. Zawsze byłam wrażliwa, ale to była przesada. Nie znałam tego człowieka. I wtedy, pamiętam, ten tydzień po pogrzebie... był czymś w stylu mojego pierwszego tygodnia w nowej szkole. Ale, byłam dzieckiem, i od razu kiedy to minęło zapomniałam o tym, zresztą było krótkie i nieistotne. W moim życiu wydarzyło się coś jeszcze, ale o tym nie chcę mówić. Po prostu, jeżeli coś wydarzy się w waszym dzieciństwie i nie potraficie wtedy tego zrozumieć, zapominacie. Ale kiedy dorastacie... Wszystko jest inne. Wtedy to wraca. I najgorzej jest w momentach, kiedy wszystko się zmienia. Nowa szkoła, nowa praca, rodzina. Jak z tym wygrać? Nie ma określonego sposobu. Każdy musi sam do tego dojść. Nie, nie jest to proste. Jest to bardzo trudne. I właściwie... Bardzo poważne, jednak kiedy już minie, wtedy wszystko wraca do normy. A jest nawet lepiej. Najważniejsza rzecz, z jakiej jestem dumna i która pomogła mi wygrać z tym, co mnie dręczyło:
NIE BRAĆ ŻADNYCH LEKÓW! Powtórzę: to nie jest choroba. To jest w twojej głowie, ty masz z tym wygrać. Jeżeli sięgniesz po leki: to wtedy masz przed sobą dwie walki do stoczenia: jak odstawić leki, a wtedy jeszcze: jak pozbyć się tego czegoś, co nie chcę cię uwolnić. Po co sobie utrudniać? Żeby na 10 minut było lepiej? A potem? Wy macie to zwalczyć, a nie stłumić, ludzie!

Nie umiem wam pomóc. Zresztą w ogóle nie powinnam tego robić. Bo nie jestem w stanie. Nikt nie jest. Żaden psycholog także. On może wam jedynie przepisać leki, czy, co lepszy, może pomóc wam wejść na właściwą drogę i pokierować was. Ale reszta... Nie należy do niego.

Chcę wam udzielić kilku rad, teraz, kiedy już trzeźwo patrzę na to wszystko z dystansu czasu:
1. Nie poddawajcie się czasowi. Miejcie ustalone godziny na sen (najważniejsze to nie zarywać nocy), na życie towarzyskie, na pracę czy szkołę. Im więcej czasu spędzacie poza domem, im więcej czasu przebywacie z ludźmi, tym bardziej odciąga was to od myślenia o waszych wewnętrznych rozterkach.
2. Wakacje! Tutaj akurat chodzi o to: słońce, śmiech, zabawa - to wam naprawdę pomoże. Akurat tego jestem pewna. (Dochodzę do wniosku że ludzie w polsce są bardziej znerwicowani i przemęczeni właśnie przez nasz kimat. W bardziej egzotycznych miejscach nie ma się nawet potrzeby myślenia o przygnębiających nas rzeczach. Tak, słońce potrafi wiele).
3. Sport. Dużo sportu. Narzucony sport. Nie chce cię się? I tak musisz. A kiedy najdzie cię jeden z tych strasznych ataków: pobiegaj. Biegnij, aby go zgubić.
4. Zbieraj dużo pamiątek z chwil, które były dla ciebie wspaniałe. Potem, oglądając je, będziesz czuł że masz być z czego dumny w życiu.
5. Postaw na warzywa. O TAK! To jest prawda.
I CO NAJWAŻNIEJSZE: nie zaniedbuj spraw, które są twoimi obowiązkami!

Któregoś dnia TO dojdzie do wniosku że nic u ciebie nie wskóra, nie zniszczy cię, i pójdzie sobie tak samo, jak przyszło. Jednak ty musisz w to wierzyć. I trzymam za was wszystkich kciuki. I wiem, że do mnie też wróci nie raz. Niech wraca. Nie boję się. Jestem gotowa walczyć. O moje życie. O moją przyszłość.

chcesz pogadać? anulka1006@o2.pl
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
10 paź 2008, 21:26

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez linka 10 paź 2008, 21:51
anulka1006 napisał(a): Ale, jak powiedziałam, nerwica to nie jest choroba,

Nerwica to jest choroba, potwierdzona naukowo, określana przez Międzynarodową Statystyczną Klasyfikację Chorób i Problemów Zdrowotnych

anulka1006 napisał(a): NIE BRAĆ ŻADNYCH LEKÓW! Powtórzę: to nie jest choroba. To jest w twojej głowie, ty masz z tym wygrać.

Czasem branie leków jest uzasadnione, pomijając próby samobójcze - Ty np. jakoś docierałaś do szkoły i nie zamknęłaś się w domu, jadłaś, itd itd.
Nie zawsze da się z tego wyjść bez leków.

anulka1006 napisał(a): 1. Nie poddawajcie się czasowi. Miejcie ustalone godziny na sen (najważniejsze to nie zarywać nocy), na życie towarzyskie, na pracę czy szkołę. Im więcej czasu spędzacie poza domem, im więcej czasu przebywacie z ludźmi, tym bardziej odciąga was to od myślenia o waszych wewnętrznych rozterkach.

tiaa zwłaszcza jak człowiek nie przespał nocy od kilku tygodni albo ma ataki przy próbie wyjścia z domu.....

anulka1006 napisał(a):Nie umiem wam pomóc. Zresztą w ogóle nie powinnam tego robić. Bo nie jestem w stanie. Nikt nie jest. Żaden psycholog także. On może wam jedynie przepisać leki, czy, co lepszy, może pomóc wam wejść na właściwą drogę i pokierować was. Ale reszta... Nie należy do niego.

Psycholog nie może przepisywać lekarstw.
Co do terapii - to chyba logiczne od początku jest założenie, ze psycholog wskazuje nam drogę a my podążając nią sami musimy dojść do sensu naszych lękó....żadna to nowość.

Nie no ja nie chcę być krytyczna, a tak wyszło, ale patrząc na Twoją sytuację - gratuluję ci, że z tego wyszłaś, ale nie każdy może poradzić sobie sam......
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez Rafał9 10 paź 2008, 22:49
NIE BRAĆ ŻADNYCH LEKÓW -

Ta a niby jak mam myśleć o tym co mi jest i szukać w sobie przyczyny skoro mam natrętne myśli (tak, że nie moge nawet skumać połowy rzeczy co ktoś do mnie gada bo w głowie jedno - zero uwagi i nie da się skoncentrowac), nad którymi nie moge zapanować. Jak mam przejść kilkaset metrów jak mam wegetatywki.

Widzisz to jedna choroba - właśnie choroba bo jest odejściem od normy, od tego co było wcześniej i zgadza się, że jest to konsekwencja często całego życia ale każdy przypadek jest inny.
Czy będę żył jutro nie umiem powiedzieć. Jednak wiem na pewno, że nie żyję dzisiaj
Avatar użytkownika
Offline
Posty
86
Dołączył(a)
23 wrz 2008, 22:14
Lokalizacja
DG

Tak ciężko...

przez Iwpnasoad 11 paź 2008, 01:30
W marcu nagle umarła moja mama która była, JEST dla mnie bardzo ważna. Ogólnie moja rodzina to jedyne szczęście jakie mnie spotkalo w życiu (a duży kawałek tego szczęścia zabrano mi wraz ze śmiercią mojej kochanej mamy) Pod koniec marca zachorowałam na nerwice depresyjno-lękową, od zawsze towarzyszył mi ogromny stres, myślę że to wszystko gromadziło się we mnie a śmierć mamy była tak wielkim ciosem że to wszystko poprostu eksplodowało. Przeraża mnie każdy dzień, boje się że znowu strace kogoś z mojej rodziny, boje się swojej śmierci (nie śmierci ogólnie tylko samego momentu). Boli mnie strasznie kiedy patrzę na mojego tatę który jest bez przerwy smutny...chociaż nie ma co się dziwić, mieli z mamą tyle planów, byli tacy szczęśliwi. Boli mnie kiedy każdego dnia widzę zapłakaną babcię, która straciła swoją jedyną córkę. Boli kiedy patrzę na moje rodzeństwo a w szczególności na mojego pięcioletniego brata ( ja mialam mamę u boku przynajmniej te 20
lat, mam wiele wspomnień związanych z nią i wiem że nigdy jej nie zapomnę, a on nie będzie jej wogóle pamiętał).

Szczerze mówiąc nigdy z moją psychiką nie było dość dobrze...
Najpierw chorobliwa nieśmiałość, później lekka depresja, następnie fobia spoleczna, większa deprecha itd.
Nie radze sobie, nikt z mojej rodziny nie rozumie mojej choroby, widzą że źle się czuję itd ale nie potrafią zrozumieć...chociaż wcale sie im nie dziwię, skoro nawet lekarze tego nie rozumiję...bardzo ich to bawi, pamiętam odzywki typu "znajdź sobie narzeczonego to Cię wyleczy" i takie tam.
Jezu, mam tyle myśli w głowie, nie potrafie ich poukładać...
TAK STRASZNIE MI CIĘŻKO...Staram się mysleć pozytywie, nie narzekać ale każdy dzień mnie dołuje jeszcze bardziej...
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
11 paź 2008, 00:49

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 37 gości

Przeskocz do