Skocz do zawartości
Nerwica.com

Udawanie przed ludźmi


klarunia

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć Wam! :-)

 

Muszę się Wam pożalić... Czy Wy też ukrywacie przed ludźmi swoje prawdziwe zdanie? Albo nie mówicie im, że tak naprawdę nie chcecie czegoś zrobić? Albo, że chcecie coś zrobić? itd...

 

Pytam, bo wczoraj miałam głupią sytuację. Zaczęło się od tego, że rok temu szukałam mieszkania. Przeprowadziłam się z mieszkania, które mi się nie podobało i chciałam tym razem znaleźć coś z naprawdę fajnymi ludźmi, żeby fajnie się tam spędzało czas. I na początku faktycznie, jak nie chciałam to mówiłam, że nie. Ale potem miałam poczucie, że czas nagli, choć teraz widzę, że spokojnie mogłam jeszcze poszukać. W każdym razie w pewnym momencie okazało się, że jedna dziewczyna, którą znam ze studiów szuka współlokatorki. Dowiedziałam się tego w rozmowie z nią i pierwszą moją myślą było: "No nic z tego nie będzie dobrego.". Przewidywałam, że skoro na uczelni nie zadaję się z nią, i raczej nie uwielbiam z nią przebywać, to we wspólnym pokoju będzie jeszcze gorzej... No ale z braku asertywności zgodziłam się na oglądanie mieszkania :-/... Poszłam oglądać. I atmosfera była tam taka sielankowa, siedzieliśmy sobie, ona nawet wtedy jakimś winem nas poczęstowała (bo były tam jeszcze dwie osoby poza nami). I nie potrafiłam odmówić, to nie pasowało do obrazka tego spotkania, nie chciałam odmową psuć atmosfery... :-/ No i stało się. Zaczęłyśmy mieszkać razem i okazało się, że miałam słuszne przeczucia: nie miałam z tą dziewczyną nawet o czym rozmawiać,poza tym na tym mieszkaniu panują zupełnie inne zasady, niż te, które ja preferuję. Przeszkadzało mi to okropnie. Po pół roku miałam ochotę się wyprowadzić, ale bałam się tej dziewczynie tego powiedzieć. Na dodatek jeszcze ona zaczęła ze sporą intensywnością zapraszać swojego chłopaka i siedział u nas na przykład 5 dni w tygodniu, w moim i jej pokoju. Nocował u nas, kiedy chciał. A ja zaczęłam mieć zero prywatności, zero samotności. Zawsze, jak wchodziłam do pokoju, ktoś tam był. Nie mogłam tego wytrzymać. W końcu ich poprosiłam, żeby on przychodził głównie wtedy, kiedy mnie nie ma. Posłuchali, ale ten koleś mi powiedział, że takie są uroki mieszkania z kimś, i dał mi do zrozumienia, że mój wymóg jest dziwaczny, i że wcale nie uważa, żeby przychodził za często. Zdenerwował mnie tym, jak i też wieloma innymi drobnymi rzeczami. Ogółem go nie lubiłam. Denerwowały mnie też jego różne, sztywne poglądy.

 

Ten sam koleś pogadał z moim chłopakiem na temat tego, że ja dziwnie się zachowuję wobec mojego najlepszego przyjaciela. No to ja się strasznie wkurzyłam, bo to brzmiało, jakby mnie oskarżał o zdradę. Okazało się, że mojemu chłopakowi przeszkadzało moje zachowanie wobec mojego przyjaciela, niezależnie od gadki tamtego drugiego kolesia. Ale nikt mnie nie oskarżał o zdradę, tylko o to, że z zewnątrz może wyglądać, jakbym miała dwóch chłopaków. Podobno nawet ludzie z zewnątrz się pytali, z kim ja właściwie jestem. Po prostu chodziło o to, ze bardzo często się spotykam z moim przyjacielem na uczelni, że przychodzi po mnie regularnie po zajęciach, że się witamy i żegnamy przytuleniem, i o całokształt ogółem, o drobne gesty. Byłam tym zaskoczona, bo dla mnie moje zachowanie wobec przyjaciela było normalne. Poza tym myślałam, że zostałam oskarżona o zdradę. Zamiast zadzwonić do tego kolesia, co gadał z moim chłopakiem i wyjaśnić sprawę, wyjaśniłam to z nim przez sms-y, bo nie miałam odwagi zadzwonić. Z resztą, byłam już tak na niego wkurzona ogółem, że bałam się, że zbluzgam go przez ten telefon :-) W każdym razie spotkaliśmy się z moim chłopakiem i z moim przyjacielem u mnie, żeby ustalić, co z tym zrobić. Wtedy moja wściekłość na tamtego kolesia sięgnęła zenitu i wreszcie wybuchłam i zaczęłam go strasznie wyzywać bardzo głośno przy moim chłopaku i przyjacielu. Wtedy dziewczyna tego kolesia się wkurzyła, wpadła do pokoju i powiedziała do mnie: "Idiotą, (+ inne określania) to tutaj jesteś ty!". I ja wtedy odruchowo zaczęłam się tłumaczyć, przepraszać i usprawiedliwiać :-/... Udało mi się załagodzić sytuację, trochę się ludzie uspokoili, trochę nawet z tego pożartowaliśmy.No ale ja i tak już zdania o tym kolesiu nie zmienię, i moje przekleństwa pod jego adresem były... po prostu szczere. Choć oczywiście tej dziewczynie powiedziałam, że: "nie, nie, nie, wcale tak naprawdę nie myślę, bo jakbym myślała, to bym mu to powiedziała w twarz, a to było tylko wyrażenie złości". Ona też przeprosiła, że tak wpadła. Ale ja i tak mam jej dość i słyszę w swojej głowie tylko to: "Idiotą, to tu jesteś ty!". Nie lubię jej charakteru, nudzą mnie tematy, o których ona rozmawia, nie podoba mi się jej podejście do wszystkiego. A co do przyjaciela... zmienię swoje zachowanie wobec niego, bo faktycznie widzę w tym sens. Mam mało znajomych, z którymi mogę gdzieś wyjść i dlatego tak się skupiłam na tym przyjacielu, a to nie jest dla mnie dobre i już sama mam tego dość.

 

W każdym razie... sama sytuacja w sobie już teraz nie jest problemem, ale zdałam sobie sprawę, że z niepowiedzenia prawdy na początku wynikło coś takiego... Pewnie wiele podobnych sytuacji w moim życiu wynika z udawania. Też tak macie? Wiem, że to długie, ale chciałam opisać wszystko, żeby jasno przedstawić, jak ten proces zachodzi :-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, udawanie.

Człowiek udaje, gra swoją rolę, jak w teatrze. Ale jak najbardziej to normalne. To dostosowanie się do środowiska, do otoczenia. Jak jesteś na koncercie Metallici pokazujesz znak corna (różki) a w kościele składasz ręce do modlitwy, udajesz poważnego i starasz się nie myśleć, że jesteś napalony na "laskę" przed tobą :D

 

No i niby fajnie, ale w końcu człowiek się zastanawia kim jest i jakie jego miejsce w tym wszystkim. Bo jaka różnica czy w kościele jest 101 ludzi czy 100. Prawie żadna. Dostrzega się to co robi nasza kultura z człowieka, zabiera mu indywidualizm. Uczy zasad małych i dużych. I to jest fajne, bo stajemy się człowiekiem cywilizowanym. Problem że nadal jest pewna niewola. Tego co pomyślą inni, czy się nie narazimy, nie podpadniemy, nie złamiemy tabu, nie popełnimy grzechu itd. To chyba bolesny proces, bo tracimy grunt pod nogami. Ale chyba ostatecznie warto.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po tej sytuacji i kilku innych, mi też się wydaje, że warto :-) Raz nie powiedziałam... i potem to wywołało taką konsekwencję, że doszło do kłótni i i tak w efekcie wyszło na jaw to, co myślę. Wydaje mi się, że wszystko prędzej, czy później wychodzi na jaw.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam problem z udawaniem. Nienawidzę tego zażenowania i złości na samą siebie gdy robie coś na co tak naprawdę nie mam ochoty.

Lub gdy ktoś pyta mnie o zdanie, np co zamawiamy, na jaki film idziemy a ja mówie, wszysto mi jedno Ty wybierz i już widzę złość na twarzy tej osoby.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bree, a też masz tak, że Ty coś myślisz, że wydaje Ci się to prawdziwe, ale kilka osób Ci mówi, że Ci się źle wydaje i Ty sama zaczynasz wątpić i przyznajesz im rację? A potem nagle przychodzi jeszcze ktoś inny i zgadza się z Twoim wcześniejszym zdaniem i wtedy Ty kapujesz: kurcze, przecież mam rację!

 

Mi się to bardzo często zdarza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Candy14, dzięki. Kurcze, tylko nie mam pojęcia, jak zrobić tak, żeby... umieć myśleć w momencie, kiedy mnie atakują. No bo czasem głupio na kogoś najeżdżać, jak się nie ma racji. A ja w takich momentach jak na przykład ten, kiedy ta babka wpadła i mnie zaczęła wyzywać nie umiem myśleć. Nie potrafiłam zweryfikować, co należało jej powiedzieć. Jak teraz na to patrzę, to bym jej powiedziała, że uważam jej faceta za kretyna za całokształt i nie wiem, co jej do tego, bo co nie wolno mi? I powiedziałabym, że nie życzę sobie, żeby jakiś cieć udzielał jakichś głupich rad mojemu facetowi i że mam gdzieś, czy zrobił to z "troski". Niech się zajmie swoim związkiem. To tak naprawdę myślę. Ale wtedy nie umiałam wpaść na to, jak mogłabym się obronić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ok :) Ostatnio intensywnie to robię. A Ty nie masz problemów w takich sytuacjach?

 

Kurcze, tak napisałam, że nie umiem w takich sytuacjach wymyslić, co należy powiedzieć...

 

Chciałam powiedzieć wtedy, że mam żal do mojego chłopaka. Bo był ten koleś, co mnie drażnił od roku. Nocował, kiedy chciał, naruszał moją prywatność, wkurzał mnie generalnie, a jak mu zwróciłam uwagę, to zareagował: "no przecież takie są uroki życia z kimś, ty to jakaś dziwna jesteś". A mój chłopak wiedział o tym wszystkim. I potem ten sam koleś przychodzi do niego i oskarża mnie. A mój chłopak nie kazał mu się ode mnie odczepić :-/ To mnie w tym wszystkim najbardziej zabolało. Mógł go wysłuchać, a potem kazać mu się ode mnie odczepić i przyjść ze swoimi żalami do mnie.

 

...a teraz sobie uświadomiłam, że przecież ja powiedziałam to, o co mi chodziło. Tylko mój chłopak i mój przyjaciel mnie nie posłuchali. Z jednej strony się im nie dziwię, bo rzucałam przekleństwami i przekaz był bardzo niejasny. Teraz pogadałam o tym znowu z moim przyjacielem i powiedział, ze zgadza się ze mną i że żałuje, że mnie wtedy nie poparł. Jak się spotkam z moim chłopakiem to może sobie to wyjaśnimy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

klarunia, musisz sie nauczyc ze TWÓJ komfort jest najwazniejszy..inaczej ciagle bedziesz probowala zadowolic innych

 

Candy, nie wiem czy to dobra metoda, bo wydaje mi się, że Klarunia właśnie dla swojego komfortu tak się zachowuje, bo przykładowo bycie bezporednią i widząc negatywną reakcje u ludzi, sprawiłoby ze czulaby się niekomfortowo ;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bree, a też masz tak, że Ty coś myślisz, że wydaje Ci się to prawdziwe, ale kilka osób Ci mówi, że Ci się źle wydaje i Ty sama zaczynasz wątpić i przyznajesz im rację? A potem nagle przychodzi jeszcze ktoś inny i zgadza się z Twoim wcześniejszym zdaniem i wtedy Ty kapujesz: kurcze, przecież mam rację!

 

Mi się to bardzo często zdarza.

 

Mam podobnie, tylko że często przyznaję im rację tylko dlatego żeby się nie kłócić i nie spierać, w sumie nawet aby nie dyskutować. A potem przychodzi ktoś inny i mówi im że się mylą i wszyscy na to "oooo faktycznie myliliśmy się, dobrze że ten kto teraz przyszedł nam to uświadomił" No i znowu to jest takie zażenowanie, że kurcze przecież wiedziałam o tym wcześniej... echh dużo takich sytuacji jest.

 

Zgadzam się z przedmówcami; trzeba pracować nad pewnością siebie, to polepszy się też asertywności:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tak, ten pierwszy dyskomfort jest nagły i intentsywny, a ten drugi łagodniejszy i długofalowy.

to trochę jak z pokusami, wydaje mi się, że silna wola jest potrzebna, albo nie wiem co.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zmienny, mysle , ze trzeba porzadnie dostac od zycia i ludzi po dupie zeby zaczac dbac przede wszystkim o swoj komfort a nie otoczenia. Kiedys bylam troche jak klarunia..dbalam przede wszystkim o innych siebie zostawiajac gdzies tam na czas nieokreslony. Myslisz, ze sie dostalam to samo kiedy bylam w potrzebie? To nauczylo mnie ze dbac o innych owszem ale dopoki nie powoduje to mojego dyskomfortu bo ja dla siebie mam byc najwazniejsza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po tytule myślałem że temat będzie nieco o czymś innym, ale... czegoś takiego też doświadczyłęm więc wtrącę swe trzy grosze.

 

Co prawda nie muszę się na codzień zmagać z takimi akcjami jak autorka, mam o tyle dobrze że mieszkam sam a znajomych tylko bliskich czyli takich którym mogę prosto w twarz powiedzieć swoje zdanie. Ale kilkanaście late temu, jak miałem okres mocnego ćpania, to byłem w takiej sytuacji wielokrotnie. O co dokładnie chodzi? Mianowicie - ja z wyglądu jestem "metalem" - długie włosy, strój wojskopodobny itd., a handel dragami odchodził praktycznie w 100% w środowisku dresiarskim. Miałem o tyle dobrze, że mnie moje osiedlowe dresy polubiły, nie miałem nigdy akcji w stylu "o, brudas, dawaj spuścimy mu wpierdol" na swoim osiedlu; ale nie ukrywam że przebywałem z nimi głównie przez wspólne, hmm, "cele". Kołowanie dragów nie wyglądało jak na filmach że cała akcja trwa mgnienie oka, że się idzie do kolesia na rogu ulicy i wymienia ukradkiem kasę na torebkę z towarem. Niestety, czasem "kołowanie" trwało godzinami - bo np. dilerzy dopiero dostali towar i trzeba było czekać aż podzielą, a to pojechali razem nad rzeczkę i trzeba było czekać aż wrócą, a to trzeba było pójść do kolesia, który znał typa, który znał gościa, który wiedział gdzie jest towar...

 

Krótko mówiąc, nie zagłębiając się w szczegóły tego żałosnego okresu - bywało że musiałem spędzić kilka godzin w otoczeniu kolesi którzy potrafili rozmawiać głównie o tym gdzie ostatnio jarali, komu dali w mordę, kogo skroili z telefonu... No i oczywiście nieustanny "najazd" na "psów", cHWDP i te sprawy... No i musiałem zacisnąć zęby, śmiać się razem z tymi baranami, jechać po psiarni itd - bo inaczej bym nie miał towaru. Wiele razy aż mnie ściskało w środku jak słyszałem o jakich głupotach gadali, wiele razy miałem ochotę zapytać czy zastanawiali się czy to takie fajne dostać wpierdziel za nic, czy myśleli o tym że policjant to facet który ma pracę i po prostu wykonuje swoje obowiązki, że to my jesteśmy "tymi złymi", bo to my braliśmy się za nielegalne rzeczy... No, ale - cóż, jako ćpun dusiłem to w sobie, szczerzyłem mordę, płynąłem ich prądem - dla własnych korzyści...

 

No a jeśli chodzi o dzień dzisiejszy to największą samokontrolę nad językiem muszę utrzymywać w pracy, gdzie mam szefa totalnego antysemitę, który potrafi zwołać "naradę" nad jakimś zleceniem i w trakcie wyjaśniania szczegółów od czapy zacząć gadać o tym że jego zdaniem za całe zło na świecie to Żydzi odpowiadają... No ręce opadają, zwłaszcza mnie bo antysemityzm uważam za jeden z najgłupszych światopoglądów, ale siedzę cicho bo nie gryzie się ręki która nas karmi... :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

deader,

Znam to wszystko od podszewki bo sam w takich sposób utrzymywałem handlowe stosunki ze "znajomymi" z osiedla. Nie było inne wyjścia, bo przecież celem nadrzędnym był zawsze stuff, po który do nich przylazłem. Potem było o tyle dobrze, że główny diler przychodził do mnie i tam wszystko dzieliliśmy, a ja miałem większy spokój bo się męczyłem tylko z nim. Dochodziły jeszcze inne plusy, ale to już będzie nie na temat, więc pominę.

 

Ilość "poglądów", którymi gardzę, a jakie wtedy usłyszałem była ogromna :? Ale ile się nie wycierpi dla nałogu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ilość "poglądów", którymi gardzę, a jakie wtedy usłyszałem była ogromna :? Ale ile się nie wycierpi dla nałogu.

Najbardziej mnie smuciło jak wciągali w te swoje patologiczne tryby nowe osoby, zwłaszcza dziewczyny. Niektóre z nich widziałem że miały w sobie jakiś potencjał, ale wpływ środowiska skutecznie go niszczył. No, ale to już offtop.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wyjaśniliśmy sobie nawzajem z moim chłopakiem, co tak naprawdę zaszło. Wiem już, jak było naprawdę i okazało się, że po prostu nie dostałam od niego wystarczającej ilości informacji... no, never mind... nieporozumienie. A jak już się pogodziliśmy obejrzeliśmy fajny film na ten właśnie temat: "Dwóch gniewnych ludzi" :-) Polecam. Dobrze ukazuje problem.

 

Jak na to teraz patrzę to chyba faktycznie kluczem jest pewność siebie. Jak człowiek wie, że jest ważny, to właściwe słowa w takich sytuacjach jakośtak same się pojawiają.

 

-- 29 lip 2013, 16:25 --

 

Bree, ja na szczęście, jeśli chodzi o takie pytania w stylu: "Czy chcesz iść do kina? Na jaki film?" itp. odpowiadam prawdę. Mój chłopak mnie do tego przekonał, bo jak widział, że po raz dziesiąty okazuje się, że jednak nie chciałam czegoś, a się na to zgodziłam... powiedział, że chciałby, żebym mu mówiła prawdę.

 

-- 29 lip 2013, 16:26 --

 

zmienny, mi się wydaje, że ludzie są wdzięczni, ale jakimś dziwnym trafem nie wobec takich ludzi, którzy pomagają ze strachu przed odrzuceniem itp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×