Skocz do zawartości
Nerwica.com

nie czuję się dobrze w swoim życiu.


josey

Rekomendowane odpowiedzi

Witam.

Natrafiłam dzisiaj na to forum i mam nadzieję, że uzyskam tutaj choćby namiastkę pomocy.

 

Mam 19 lat, studiuję. Muszę zacząć od początku żebyście dobrze mnie zrozumieli oraz moje relacje z rodzicami i innymi członkami mojej rodziny.

 

Mieszkam na wsi, w niezbyt zamożnej rodzinie. Wiadomo życie jak to na wsi, rodzice wiecznie zabiegani, praca w gospodarstwie , w polu, to zajmuje większą część życia przeciętnego mieszkańca wsi. I chyba stąd biorą się moje problemy.

Mój tata miał 5 rodzeństwa. On był najmlodszym synem w rodzinie więc przypadło mu to (nie)szczęście pozostać na " gospodarce". Cięzko pracował wraz ze swoim ojcem i mamą na utrzymanie gospodarstwa, miał niezłą pracę. No ale przyszedł kryzys w latach 99' i pracę stracił. Na szczęście zaczepił się w niskodochodowej firmie, teraz nie zarabia źle ani dobrze.

Ale dalej, nasza dalsza rodzina jest liczna. Każdy zrodziną się ustatkował, mają teraz ok. 50 , 60 lat ale wciąż pozostaja młodzi duchem . Niemniej jednak od jakiś 5 lat zauważam u siebie diametralną zmiane w moim zachowaniu w stosunku do nich. Obwiniam ich o to, że to mój tata ( bo tak jest w rzeczywistości) wiedzie najgorsze życie z nich wszystkich pod względem nie tylko materialnym ale niejako też społecznym. Najsmutniejsze jest to, że on nigdy nie był nad morzem, podczas gdy jego 1 z braci bywał w Hiszpanii, Chorwacji itp, itd. Z rodziny mamy najgorszy samochód ( ale to już sprawy drugorzędne), rodzice nie dbają o siebie tak jak moje ciotki i wujkowie - nie wychodzą nigdzie na Sylwestra, do kina, teatru - zwyczajnie nie mamy na to pieniędzy i czasu bo zawsze trzeba coś zrobić w obejściu, albo wydać pieniądze na jakąś część do wiecznie psującego się traktora. Kontunuując swoją poprzednią myśl, ostatnio odczuwam wręcz nienawiść do moich ciotek i wujków, za to, że to przez nich, moje, nasze zycie wygląda tak a nie inaczej. Nienawidzę do nich jeździć bo żyją dobrze, nawet bardzo dobrze. My przy nich jesteśmy szarakami. Moi rodzice ich kochaja, to rodzina, nie czują tego co ja (chyba, bo nigdy nie wyznalam im swoich uczuc). Moją frustrację potęguję to, iż moi rodzice , hm, zdarza im się mówić gwarą, taką typowo wiejska co mnie okropnie razi. Czasem gdy u nas w domu odbywa zjeżdża się rodzina wstydzę się za tą naszą wiejskość i za nich . Nie potrafię inaczej.

 

Studiuję na Uniwersytecie, ( miasto 150 tyś), dojeżdżam do niego ok 30 minut. Moje koleżanki ubieraja się modnie, mają najlepsze telefony, ciuchy. Staram się im dorównać , lecz wiadomo nie zawse wychodzi. Ciuchy najczęściej kupuję w "dobrych sieciówkach" ale zazwyczaj tylko na wyprzedażach. Przez całę 3 lata liceum nikt u mnie nie bł bo po prostu wstydzę się swojego domu ! Może 3 osoby na całą klasę wiedzą, że mieszkam na wsi ! Nie mają pojęcia jednak o tym, że mam krowę, kaczki, kury. Wstydzę się tego. ;/Nie potrafię się przemóc. Z tego tytułu czynię wyrzuty moim rodzicom : " dlaczego mieszkamy na wsi ? nie mogę nigdzie wychodzić bo w nocy nie miałąbym jak wrócić !". Gdy jestem ekstremalnie zła zieję większym jadem. Kontynuując, mam OGROMNE problemy z zazdrościa. Jednej koleżance zazdroszczę figury, drugiej głosu ! Trzeciej chłopaka, 4 osiągnięc w nauce ( uczę się na 5 i 4, jestem dobrą uczennicą), a jedną dziewczyna to w ogóle chciałabym być bo ją uwielbiam. Moja zazdrość jest chora ! Zdaję sobie z tego sprawę. Zazdroszczę dziewczynie, którą znam z widzenia bo jest śliczna, pięknie śpiewa a dotego uczy się doskonale, podczas gdy ja robię tylko to ostatnie dobrze a nie jakoś świetnie. Zazdroszćzę koleżance dużego, ładnego domu, inteligentnych rodzicow, tego, że zdałą prawo jazdy za 1 razem a ja się męczę, bo dlaczego ona może mieć tyle rzeczy a ja nie?! Śledzę serwisy spolecznosciowe badz strony, na ktorych dziewczyny te publikuja swoje zdjecia, wpisy, sledze ich facebooka , choc nawet nigdy z nimi nie rozmawiałam !

Internet to miejsce gdzie mogę się dowartościować, dlatego w internecie na różnych portalach społęcznościowych umieszczam zdjęcia tych dziewczyn, lubię gdy później ktoś komplementuje ich urodę. Czuję się wtedy jakbym to ja bylą komplementowana. ( pięknością nie jestem, ale brzydka też nie ).

 

Inna sprawa, czy wspomniałąm, że mam brata ? Nie ? To już o nim piszę. Jest 2 lata starszy, od maleńkości zawsze za nim chodziłam, robiłam to co on. Dobrze się uczyl a teraz uczy ( studiuje). Boli mnie to, że rodzice mówili : " x się uczy, a ty nie !", Tak, uczylam sie mniej ale zapomnieli zauwazyc, ze to jednak zawsze ja mialam wieksza srednia na koniec roku.

Gdy poszedl do liceum cos zaczelo sie psuc w naszych relacjach. Jakbyliśmy mali to się biliśmy, jasne, były mniejsze i większe spiny ale się godziliśmy. Gdy byłąm w 3 gim, pokłóciliśmy się na monstrualną skalę ! Przez 2 lata nie odzywaliśmy się do siebie w noramlny sposób tylko : chodź na obiad, mama się pyta czy cchesz cos do picia, ok pol roku temu ten koszmar w naszych relacjach minal. Miesiąc temu tez mieliśmy poważna klótnię, o podobną sprawę rodzinną dodam. Znów odzywamy się do siebie gdy na prawdę musimy. Muszę przyznać, że jego życie towarzyskie stoi na wyższym progu niż moje, w wakacje większość czasu spędzałąm z książką w reku, dobrym filmie i tak calę dnie. Śmiał się ze mnie. Nie dziwę mu się, nie potrafię wyjaśnić dlaczego moje towarzyskie życie tak wygląda. Na prawdę nie potrafię. W szkole dogadujemy się dobrze z koleżankami ale tak na prawdę nie mam żadnej przyjaciólki. To smutne gdy są dni, tygodnie gdy w wakacje dostaję sms-a od cioci ( której w zyciu nie wyszło, jest sama , mieszka niedaleko) albo od operatora.

 

W grudniu zeszłego roku dowiedzieliśmy się, że tata ma raka Na szczęście wycięli mu to dziadostwo. Czekamy teraz na ostateczne wyniki czy nie byl to nowotwór złośłiwy. Wiadomo kolejne pieniądze, znów nas zpoziom zycia minimalnie spada. Co się odkujemy w wakacje ( mamy sporo truskawek) , pieniądze przeznaczamy na tak jak mówiląm ocieplenie domu, naprawę traktora. Nie zrozumcie mnie źle, nie żałuję pieniędzy na tatę , O NIE ! Po prostu chcę przedstawić nasze życie ostatnio w ustawicznym stresie, niepewności. Przez chorobę tata nie będzie mógł dłużej wykonywac prac polowych, on sobie tego nie wyobraża ! Czuje się z tym źle, nie wiem jak on sobie z tym poradzi. Martwię się.

 

Od zawsze rodzice pragnęli abym w życiu coś osiągnęłą ! Ja też o tym marzę, a tata zawsze powtarza, że chce doczekać dnia gdy pozwolę mu się przejechać swoim Mercedesem.... Boże tak bardzo bym chciałą mu już na to pozwolić ! Od zawsze zdawalam sobie sprawę, że rodzice są starszi ode mnie, sporo, jest między nami duża różnica wieku i czesto myślałam o tym co by było... ale nie chcę o tym pisac, chodzi o to, że przez chorobe taty ta myśl narasta, wciąż i wciąż. Nie ma dnia żebym o tym nie myślałą.

 

A wiecie co robię w nocy ? Leże na łóżku, modlę się i plączę. Zawsze plącze przyciskając rekę do ust żeby brat przez ścianę nie słyszał. Teraz gdy to piszę, po policzkach plyną mi łzy. jestem w na prawdę podlym nastroju. Wiecie od ilu lat moje noce są takie same ? Od 7 lat. Pierwszy raz płakałam gdy dostałam pierwszą 1. Później płakałam bo dostałam 3 Płakałam bo rozpadla sie moja przyjaźń,płakałam i placze wciąż gdy widzę zło, biedę, gdy myśle o sobi i o rodzinie, gdy zastanawiam sięc zemu tak źle się zyje mi, gdy porównuję moje zycie z życiem innych rodzin.

 

Są dni gdy jestem dziwnie szczęśliwa,ale nastepnego dnia potrafi mnie ogarnąć smutek bo przypomnę sobie jakąś sytuację z przeszlości. A jeżeli cos smunego dzieje się w teraźniejszości to cały tydzień z głowy. SMUTEK,SMUTEK i jeszcze raz SMUTEK. Pocieszam się, wmawiam, że ludzie mają gorzej ( bo wiem, że mają) ale to nie pomaga, wybucham cichym, tlumionym płączem.

 

O tym co piszę nie ma pojęcia nikt. Nikt nie wie co przeżywam w środku. To jest krótki, bardzo skrócony obraz mojego życia i moich udręk.

Wydaje mi się, że mogę mieć zalążki jakiejś choroby psychicznej - są d ni gdy chcę mieć anoreksję żeby byc chudsza, żeby rodzice byli abrdziej zadowoleni. Czasem wmawiam sobie, że mam początki schizofrenii ( a może rzeczywiście mam ?) Nie ma pojęcia co się ze mną dzieje. Nie chce żeby rodzice byli obarczeni moimi problemami. Między moją mamą a moją ciocia jest różnica roku. A gdy stoja obok siebie, jedna zadbana, biegajaca do manikiurzystki, kosmetyczki itp a moja mama, ukochana mama, ale szarą myszką, czasem mam wrażenie, że dzieli je co najmniej 5 - 10 lat.

Na prawdę nie chcę żeby mama wiedziała, albo tata o moich problemach.

 

Nie oczekuję od was jakiejś bardzo fachowej pomocy, ale czy moje zachowanie i uczucia sa w waszym odczuciu normalne ? To jest jedyne forum, w któym odwązyłąm się opisac moje uczucia, mam nadzieję, że uda się Wam mi w jakoś sposób pomóc. Czy znacie jakieś miejsce, do którego mogłabym się udać po pomoc ? Nie mam pieniędzy na fachowców, specjalistów, chcialbym to zalatwic bez szumu, bez wiedzy rodziny. Oni myslą, że ze mną wszystko w porządku ale ja, w glebi duszy czuje się okropnie. Czasem mam wrażenie, że za zycia umieram i pragnę umrzeć jak najszybciej.

 

Ostatnimi czasy wciąż się czymś smucę , czuję się fatalnie, zdaję sobie sprawę z mojej zawiści i czasem chorego naśladownictwa. Chciałąbym to zmienić ale nie wiem jak. Chciałabym inaczej spojrzeć na świat, ale nie wiem jak.

Cały czas widzę te różnice między mną a resztą : nie mam przyjaciół na wsi, bo chcę się od niej odciąć a ona kojarzy mi się ze źle ,wracają wszystkie negatywne emocje. Nie mam przyjaciół w mieście bo nie potrafię znieść różnic w naszym życiu i wprowadzić ich do mojego. Nie mogę się otworzyć. Na chwilę obecną - ja tego CHCĘ, tylko problem jest w tym, że NIE POTRAFIĘ. Sytuacja trwa już dobre kilka lat, mój stan wciąż się pogłębia, z każdym dniem jest gorzej. Widzę zło, smutek, biedę wszędzie. Nie tylko w moim otoczeniu ale dosłownie wszędzie. Nie radze sobie z tymi uczuciami i pragnę to zmienić, coś z tym zrobić. Nie mam pojęcia tylko co. Wierzcie czy nie ale wmawianie sobie jakiś pozytywnych słów, optymistycznych prawd życiowych nie pomaga.

Powoli fiksuję.

 

Tata - on nie zna innego życia.

mama wychowywała się w mieście.

pamiętam, że kiedyś gdy zapytałam jej się czy nie chciałąby mieszkać w mieście, nawet na peryferiach, w domu bez calego tego gospodarstwa odpowiedziała twierdząco. nie ciągnęłam dalej tego tematu bo w takich sytuacjach zawsze jakimś cudem wtrąca się tata i na mnie wrzeszczy, " zobaczymy jak ty bedziesz żyłą", "ciekawe co z ciebie wyrośnie", "obyś ty miałą lepiej w życiu ( z sarkazmem")

Nie powiem, że wiele razy namawialiśmy tatę na sprzedaż gospodarstwa bo szczerze, nie mamy ekstra nowoczensych maszyn rolniczych bo i gospodarstwo nie jest duże, jest po prostu nierentowne, zainwestowane w nie pieniądze sie nie wracają.

ojciec nie chce o tym słyszeć oczywiście. okrutne to co mówię ale teraz po chorobie być może będzie do tego zmuszony.

serce mi się kraje gdy widzę jak ciężko pracują zwłaszcza w wakacje, wiadomo najwięcej pracy.

serce mi się kraje gdy nigdzie wieczorem nie wychodzą.

serce mi się kraje gdy przyjezdża rodzina i snuje swoje opowieści a rodzice tylko słuchaja.

serce mi sie kraje gdy nie kupujemy tego na co mamy ochote bo nas na to nie stac, a widze, ze rodzice autentycznie maja na cos ochote.

 

czasem staje sie gniewna w stosunku do nich, ale mi juz puszczaja nerwy na ta calą sytuacje w jakiej sie znajdujemy. dochodzą do tego moje wewnetrzne problemy i cala sie w srodku gotuje. najgorsze jest to, ze nikomu nie moge o tym powiedziec bo komu ? kto to zrozumie ?

 

kolejne - siostra mojego brata kupiła nowy dom i teraz będzie tam taka parapetówka. oczywiście jesteśmy zaproszeni. czemu ja nie chcę jechać ? bo boję sięsię, że nie wytrzymam tam nerwowo. jestem zepsutą i perfidną osobą ale najzwyczajniej w świecie im zazdroszczę. gdy dzwoni ( ta ciocia) do nas to gadanie jest tylko dom,dom,dom. kurczę, nie wytrzymuję.

 

czasem mam ochotę żeby mi się coś stało. myślcie o mnie co chcecie ale czasem wyobrażam sobie wieczorem, że jestem np. chora albo okaleczona. wtedy czuję się lepiej i zapominam o teraźniejszości. to jest CHORE !

 

wiem, że są gorsze nieszczęścia, nie jestem pustą idiotką ale ... taka już jestem. obecnie przezywam chyba największy kryzys i powoli, nie, nie powoli ja juz kompletnie straciłam radość z zycia. wszystko mi się z czyms źle kojarzy.

 

zwariowałam.

 

boje sie, ze kiedys to wszystko we mnie peknie. boje sie, ze kiedys zabraknie mi juz lez by plakac.

nie chce takiego smutnego zycia. mam w nim cel, ale kazdy nastepny dzien jest udreka mniejsza lub wieksza , zalezy co przyniesie.

 

Przepraszam, że to co opisałąm jest tak dlugie, może czasem chaotyczne, ale cięzko jest wyrazić w słowach to co czuję. ( Za literówki też przepraszam ).

 

Jeśli to przeczytacie i napiszecie swoje odczucia co do mojej osoby i moich problemów będę bardzo wdzięczna.

Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.

 

josey

 

ps. przepraszam, że zamieściłam wątek w dwóch grupach. po prostu wydaje mi się, że mój problem pasuje do tych 2 grup , jeżeli moderator tak uzna może usunąć, któryś wątek. przepraszam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Masz trudno. Dobrze, że piszesz.

 

Nie musisz się wstydzić tego, że jesteś ze wsi. Przecież mnóstwo osób mieszka w wsiach i w małych miasteczkach i też nie mają jak wrócić do domu o późniejszej porze.

 

A rodzina. To osobny problem. Narazie trzymam kciuki za wyniki badań nowotworu!

Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

josey, Witam Cię na forum.

Jestem od Ciebie starsza, ale jak byłam w Twoim wieku, to zawsze marzyłam, żeby mieszkać na wsi.

Uwierz, że nie jedna osoba chciałaby mieszkać z dala od zgiełku.

 

To, o czym piszesz wygląda mi na to, że nie zawsze miałaś wsparcie od rodziców.

Jesteś bardzo wrażliwą osobą.

Rodzice byli zajęci gospodarstwem, żeby utrzymać rodzinę, przez to mogli nieświadomie popełnić parę błędów wychowawczych.

Empatia jest wskazana, jednak, gdy utrudnia funkcjonowanie staje się trudnością, z którą człowiek sobie nie radzi.

Myślę też, że nie wierzysz w siebie, masz niskie poczucie własnej wartości, niską samoocenę, stąd choćby to porównywanie się do innych.

Pomyśl o psychoterapii, myślę, że w Twoim położeniu bardzo byłaby pomocna i przydatna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×