z mojego doswiadczenia plynie wniosek ze bardzo skuteczna w drodze do rownowagi jest wizualizacja polaczona z samoprzekonywaniem sie majaca forme zywych afirmacji w sferach dotyczacych sprzecznych ze soba mysloksztaltow wywolujacych lęk ,wszelkie metody wplywajace na to ,ciagle uswiadamianie sobie zrodla problemu ,skutkuje trwala zmiana glebokich nawykow i przekonan ,warto popracowac nad rozwojem ducha by pozbawic ograniczajaca wyobraznie forme jej formy
te techniki samoprzekonywania sie musza miec jakas podstawe ,moje techniki samoprzekonywania oparte byly na refleksjach zaczerpnietych i inspirowanych tekstami duchowymi
z kolei te refleksje staralem sie opierac w jak najwiekszym stopniu na logicznej analizie
wezmy przyklad
w nerwicy bardzo charakterystyczne jest to, ze ze wzgledu na niska samoocene czlowiek bardzo mocno przejmuje sie zdaniem innych ludzi,
uznaje je za cos ostatecznego, cos w rodzaju prawdy absolutnej
i idac dalej
zalozmy ze ktos dotknal jakas zlosliwa uwaga sfery ktorej nie akceptowalem w sobie
wtedy wygladalo to tak ze ciagle analizowalem to jedno zdanie ktore ktos pod moim adresem wypowiedzial
no i ktoregos dnia wpadlem na pomysl zeby wlasnie w tych sferach ktore mnie drecza jakos zadzialac
zeby jakos zapobiec mojej degradacji umyslu ,no bo przeciez musi sie dac jakos lzej

jakos inaczej
no i poprostu wbijalem sobie do glowy w 100% logicznie pewne przekonania ,przekonania ktore nie byly "skazone" ludzka mentalnoscia i emocjonalnoscia
w skrocie to bylo odbudowywanie systemu wartosci
glownego i jedynego filaru na ktorym moze opierac sie osobowosc czlowieka
wczesniej bylem taki ze uzaleznialem swa wartosc od zaslug i swoich umiejetnosci i kiedy cos mi sie nie udawalo to nie bylem z siebie zadowolony , czesto karalem sie za niepowodzenie
a teraz doszedlem do etapu rozwoju w ktorym moja wartosc w moim przekonaniu jest niezmienna
a to dlatego
ze poglebilem swoja wiare w Boga do tego stopnia ze poprostu jestem przekonany co do jego istnienia
a z tego wyplywa kolejne bardzo wazne przekonanie ze bedac jego dzieckiem moja wartosc jak i kazdej innej osoby jest niezmiennie bardzo wysoka i niezalezna od wplywow ludzi mnie otaczajacych.
prawda jest taka ze otaczajacy nas ludzie sa warci dokladnie tyle samo co my

nic wiecej ani nic mniej i to jest niezaprzeczalny fakt niezaleznie od tego co komu wpojono w umysl ,niezaleznie od tego co kto potrafi ,i czym sie zajmuje, bez znaczenia jest to jakie kto ma stanowisko i pozycje spoleczna.
i juz na podstawie tego mozna w sobie rozniecic refleksje ,zadawac pytania
dlaczego czuje sie gorszy skoro prawda jest inna

moze wlasnie to ze czuje sie gorszy i mniej wartosciowy od innych powoduje moje problemy ze soba

moze to moje otoczenie wywarlo na mnie tak destrukcyjny wplyw

dlaczego nadal na to pozwalam

kumu na to pozwalam

moze czas przerwac ten destrukcyjny wplyw

moze czas przestac sie bac zmian na lepsze
moze to ma jakies nieuswiadomione zrodlo we mnie
ludzie ktorzy nas otaczaja doskonale wyczuwaja niska samoocene ,brak samoposzanowania,poczucie winy i wszelkie negatywne emocje ,jak i rowniez wyczuwaja pozytywne wibracje.
i niektorzy z nich kierujac sie zwierzecym instynktem swiadomie badz nieswiadomie uzywaja slow ktore "uderzaja" w nasze slabe punkty i odbieraja radosc ,pograzaja w smutku. przeciwstawianie sie temu jest wielka przegrana bo pokazuje innym co nas gleboko dotyka i napedzaja jeszcze wieksza fale tych atakow i dezaprobaty
rozpisze sie odrobinke i podam przyklad z zycia wziety
w mojej pracy jest pewien okaz ktory w ten wlasnie sposob zachowywal sie wzgledem mnie kiedy cierpialem na nerwice ,zreszta nadal probuje mi dogrysc kiedy tylko ma ku temu okazje. jednak w jego oczach widze z dnia na dzien narastajaca frustracje :) poniewaz jego slowa nijak do mnie nie trafiaja ,zauwaza doskonale to ,ze brak jest elementu na ktory on czekal ,ktory byl jego intencja, brak jest mojej reakcji emocjonalnej ,zdenerwowania ,zlosci :)
a co jest

jest relaks i trzezwe spojrzenie :) i co najciekawsze to moje zadowolenie odbiera teraz radosc jemu ,chodzi chlopak jakis smutny sam za bardzo nie wiem dlaczego,czyzby az tak mnie nienawidzil hmmm .
mniejsza z tym
teraz kiedy moj umysl jest czysty , kiedy na mojej twarzy jest usmiech ,kiedy czerpie garsciami satysfakcje z wykonywanej przeze mnie pracy i zupelnie jest mi obojetne zdanie jakiegos otylego kolegi (operatora gilotyny katowej)

moje zycie zupelnie sie zmienilo
teraz pytanie dlaczego

dlatego ze zaakceptowalem siebie takim jakim jestem , moje nastawienie jest ukierunkowane na rozwijaniu w sobie zalet , a wady

,wady pomijam jako ze kazdy je ma i to cos naturalnego ,porostu nie ma innego wyboru - sluszna jest tylko i wylacznie ich pelna akceptacja w sobie.
co ciekawe to o czym pisze wydaje sie takie oczywiste , samo slowo akceptacja znane jest kazdemu, i nasuwa sie pytanie : skoro jest znane to dlaczego w dalszym ciagu sie nieakceptujemy

,moze okreslenie znane jest rozne od bycia swiadomym znaczenia slowa akceptacja

,slowo te wcielone w zycie zmienia je w kazdym wymiarze

zapewne u niektorych wywoluje odraze ,lęk i bedzie to wytlumaczalne bo podswiadomosc trzyma sie tego co znane, to co nowe wywoluje obawy ,strach ,niepewnosc.
jednak ten strach jest iluzja

to wytwor zdruzgotanej traumatycznymi doswiadczeniami calego zycia podswiadomosci ktora jest zamknieta na to co przyjemne,zdrowe,naturalne i korzystne.
co zatem zrobic
trzeba sie koniecznie otworzyc
wracajac do przykladu owego "kolegi" to osobiscie mysle ze jego docinki to doskonale zwierciadlo jego slabosci, tego czego on nie akceptuje w swojej osobowosci i co uznaje za ponizajace i przykre przede wszystkim dla siebie tym probuje faszerwoac innych, to pewny psychologiczny fakt , ktory gdybym tylko chcial moglbym wykorzystac przeciwko niemu, ale nie robie tego bo wiem ze to bylaby moja porazka ,dalbym sie wciagnac w "gre" ktora wytracilaby mnie z rownowagi emocjonalnej, to oznaczaloby ze mam nieczyste intencje rowniez wzgledem siebie , wiem natomiast ze moge zrobic cos znacznie madrzejszego, cos co zaboli go duzo bardziej :)
co to takiego
c.d.n.
