Skocz do zawartości
Nerwica.com

Czy coś jest ze mną nie tak - depresja?


Akana

Rekomendowane odpowiedzi

Witam!

 

Jestem nowa na forum i tak naprawdę zarejestrowałam się tu tylko po to, żeby złapać się ostatniej deski ratunku dla mojej poszarpanej psychiki - mam na myśli Was, anonimowych użytkowników internetu.

 

Nie wiem od czego zacząć, dlatego mój post może wyjść trochę chaotycznie.

 

Moje życie

Szkoła

Mam 16 lat, jestem uczennicą 3 klasy gimnazjum. W tym roku czekają mnie bardzo trudne testy gimnazjalne (jestem pierwszym rocznikiem, który będzie miał testów dwa razy więcej, niż w poprzednich latach, tj. 3). Zawsze byłam zaangażowana w naukę, interesowałam się biologią, filozofią - dlatego lubiłam się uczyć. Głównie robiłam to dla rodziców, którym sprawiały przyjemność moje dobre oceny. Dla siebie nigdy nic nie robiłam - przynajmniej takie miałam uczucie. Zawsze miałam najwyższą średnią. Jednak okupowałam to wielkimi stratami - nieprzespanymi nocami, poszarpanym organizmem przez kawę etc. Ale dawało to efekty, więc nie narzekałam. A rodzice byli szczęśliwi.

Mój światopogląd troszeczkę się zawalił, gdy zaczęliśmy powracać do zagadnień z poprzednich lat. Nie pamiętam nic! Rychło w czas zdałam sobie sprawę z tego, że wszystkiego uczyłam się na pamięć, a teraz to wszystko już uciekło. Prawie 3 lata rzeźni w dupie? Chyba tak. Powiedziecie mi: powtarzaj! Rozwiązuj testy gimnazjalne! Nie mam czasu. Na bieżąco mamy tyle zadane, że powtórki nie wchodzą w grę. Chyba, że w sobotę po szkole (tak, po szkole). Ale te parę sobotnich godzin to mój jedyny odpoczynek. W niedzielę zwykle siadam nad książkami o 12 i siedzę... nawet nie przyznam się do której.

Nie potrafię olewać. Jeśli fizycznie nie mam siły, załamuję się i płaczę.

Rodzice nigdy mnie nie zmuszali. Wręcz przeciwnie. Oni niestety skończyli źle - nie uczyli się za młodu i teraz nie mamy za dużo pieniędzy. To kolejny powód dla którego tak się staram.

 

Rówieśnicy

Nigdy nie miałam przyjaciół. Nie potrafiłam się z nikim dogadać. Nie piję, nie palę, jestem grzeczna, sprzeciwiam się opiniom innych - nie należę do "stada". Dlatego nie mam przyjaciół. Bo nie "szczekam", kiedy inne "pieski" zaczynają to robić.

 

Rodzina

Mieszkam z rodzicami i z trzyletnim bratem. Nie wiem co tu napisać. Wiadomo, rodzice skupiają uwagę głównie na bracie. Namiętnie cięłam się w czwartej klasie podstawówki. Przestałam, gdy zostałam przez rodziców opieprzona, ot tak. Teraz już tego nie robię, ale nie umiem wylać swojej frustracji. Gdy mówię rodzicom: "Mamo, chyba się zabiję" - "Przestań gadać głupoty! Jakbym mało problemów miała!"

 

Komukolwiek mówię o tym, że chcę się zabić słyszę:

Od znajomych: Przestań, ja też chcę popełnić samobójstwo, każdy chce.

Od rodziców: Przestań gadać głupoty.

Od chłopaka: Oj, przestań. Damy radę.

 

Co mnie jeszcze dobija? To, że nie powinnam mieć takich stanów. Mam rodzinę, nie jestem chora (dokuczają mi "tylko" codzienne przewlekłe bóle głowy), jestem ładna i zgrabna, mam kochającego chłopaka (starszego o 5 lat, przystojnego). Jednak nikt nie może mi pomóc. Dlaczego jestem taka słaba, skoro nic mi się teoretycznie nie dzieje? Dlaczego potrafię obudzić się z płaczem, kiwać przez całą noc w przód w tył, w przód w tył, zalewając się łzami? Dlaczego, gdy nie chcę mówić o swoich problemach, słyszę, że mam się chrzanić? Dlaczego, idąc ulicą, wyobrażam sobie nagłówki gazet: "16-letnia dziewczyna popełniła samobójstwo"?

 

Wiem, że post długi i bezsensowny, ale proszę chociaż o ziarenko wsparcia.

 

Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam!

Już po nauce. Jest luz. Mogłam sobie wmawiać, że to przez przemęczenie.

 

Jest coraz gorzej. Szukam sobie problemów, a kiedy już je znajdę pocieszam się żyletką. Chłopak wiele razy widział "zadrapania". Co zrobił? Popatrzył tylko na mnie karcąco. Chyba po prostu miał za słodkie życie, żeby przejmować się tak dziwnymi problemami swojej dziewczyny. Często do mnie dzwoni. Wiele razy trafiał na chwilę, w których płakałam jak głupia, ledwo mówiłam.

- Wszystko w porządku? - pyta.

- Tak - odpowiadam.

- Na pewno?

- Tak.

- To dobrze :).

 

Teraz już nigdzie nie wychodzę. Wolę być sama.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Akano,

 

masz dopiero 16 lat, a już takie problemy. To bardzo przykro słyszeć, że ktoś w tym wieku już zmaga się z egzystencjalnymi przeciwnościami. Rzeczywiście,to dziwne, że dziewczyna, która jest inteligentna, b. dobrze się uczy, jest ładna i niesamotna może na cokolwiek się skarżyć, a jednak.

W końcu weltschmerz nie wybiera, może spotkać każdego, i nie patrzy na status społeczny itp., owszem są grupy ryzyka, ale czy nie słyszało się o tym zjawisku wśród ludzi, którym teoretycznie niczego nie brakowało?

Piszesz, że dużo poświęcasz nauce, to bardzo ważne w tych czasach, chociaż pewnie wiesz, że stopnie to nie wszystko, staraj się nie zaniżać nigdy swojego poziomu.

Kwestia polega na tym, by uczenie się sprawiało Ci przyjemność, by wiedza najpierw przypominała konstrukcję, kondygnacja za kondygnacją, a gdy powstaną pewne ramy, szkielet, czerpać satysfakcję z wypełniania dziur niewiedzy, niewiedzy, z której dzięki właśnie nabytym wiadomości jesteśmy w stanie zdawać sobie sprawę.

Im więcej wiemy, to dociera do nas powoli o jak wielu rzeczach nie mamy pojęcia, i to jest wprost proporcjonalne, myślę jednak, że od dawna to rozumiesz.

(Bardzo ważne) Pamiętaj o tym co napisała Bellatrix, miej na zawsze na uwadze ten ,,złoty środek'' w przeciwnym razie zajeździsz się na śmierć, musisz przestrzegać zasad higieny psychicznej, bez tego narażasz się na poważne konsekwencje.

 

Z tą żyletką i wizją s. to nie są żarty, nigdy nie wiadomo w co się to może przerodzić, może dojść do tego, że przestaniesz się kontrolować, i w pewnych miejscach przestaniesz być już taka ładna.

Myślę, że na dobry początek warto udać się do psychologa, skierowanie da Ci lekarz pierwszego kontaktu.

Ja tam wolę psychotropy, wiadomo, wieczny haj, psychoterapia jednak ma swoje zalety, może uda się tam rozwiązać Twoje problemy?

 

Pozdrawiam i życzę powrotu do szczęścia :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wolałam nie żalić się przez wakacje i sama siebie poobserwować.

Odwróciłam się prawie od wszystkich. Straciłam chłopaka. Z mojej winy, bo już nic do niego nie czułam, ale głównym powodem było to, że nie chciałam, żeby się ze mną męczył, skoro ciągle się dołuję.

 

Jedyną radość sprawia mi... siedzenie na kompie. Rozmowa z ludźmi, którzy są podobni do mnie.

 

To żałosne. W moim życiu nic tak naprawdę złego się nie dzieje. Ludzie mają gorsze problemy i są silni, radzą sobie z nimi - a ja sama je sobie znajduję i próbuję zwrócić na siebie uwagę bliskich.

 

Jest coraz gorzej... w moim łbie. Ciągle myślę o śmierci. Pragnę samobójstwa, ale wiem, że nie byłabym w stanie tego zrobić. Przynajmniej nie teraz. Musiałabym wpaść w naprawdę straszną rozpacz, żeby to zrobić. Ciągle myślę o pocięciu się. Robię to tylko wtedy, gdy jest ze mną naprawdę źle. Ale potem żałuję, bo mam bzika na punkcie swojego wyglądu. Wiem, że gdyby nie to, to bym się cała poharatała.

Budzę się z tymi myślami. Najchętniej spędziłabym całe życie przed kompem.

 

Oczywiście jest parę drobiazgów, które mnie doprowadzają do tych stanów. Głównie chodzi o zdrowie. Od 5 lat codziennie, bez przerwy, boli mnie głowa. Jest to tępy ból, który cały czas się nasila. 3 lata temu miałam rundkę po wszystkich lekarzach. Nie wiadomo co. Czasem już nie wytrzymuję.

 

Nie jestem w stanie nic zrobić. Zrobienie czegokolwiek sprawia mi wiele trudności. Nawet podniesienie się, wyjście z psem. Nie dbam już o kontakty z rodziną. Dostałam się do dobrego liceum, a teraz nie mam siły nic robić.

 

Ciągle się żalę. Ciągle próbuję zwrócić na siebie uwagę. Najlepsze jest to, że chcę być chora umysłowo, żeby ludzie mi współczuli, zwrócili na mnie uwagę. Ciągle planuję jak wrąbać się pod samochód nie po to, żeby się zabić, ale żeby trafić do szpitala. Ale się boję, że komuś może coś się stać przeze mnie albo trafię na wózek. W tym wypadku chyba po prostu przedawkuję leki i najwyżej pocierpię przy płukaniu żołądka.

 

Sama ciągle szukam sobie problemów. Przejmuję się wszystkim. Nie mogę myśleć o przyszłości, bo wiem, że będzie beznadziejna. Ciągle biorę pod uwagę najgorsze scenariusze, zawsze wszędzie widzę porażkę. Ciągle choruję, ciągle mi coś jest.

 

Najbardziej chyba właśnie dobija mnie to, że się powtórzę: to, że ja nie mam powodów raczej ku depresji. Zawsze byłam takim... smutnym dzieckiem. Jak byłam mała chciałam wyskoczyć przez okno z tak głupiego powodu, że nawet wstydzę się tu napisać. Pierwszy raz się pocięłam jak miałam chyba 10 lat i pokłóciłam się z tatą. Nie, to wcale nie była straszna kłótnia. Zwykła sprzeczka.

 

Czy ja mogę mieć depresję? Czy to, że myślę o zgłoszeniu się do psychologa jest słuszne? Skoro chcę jakoś walczyć o siebie to chyba znak, że jest ok? Sama nie wiem. Proszę o odpowiedzi.

 

-- 17 wrz 2012, 23:11 --

 

Błagam o pomoc, czekam przynajmniej na jedną małą odpowiedź. Ciągle coś mi się każe ciąć, już mam całe biodra czerwone od kresek. Już nawet znikają mi te hamulce, że nie będę się ciąć, żeby się nie oszpecać. Wstaję z myślami samobójczymi, ciągle planuję - BEZ POWODU. Czuję się jak śmieć. Już nawet nie interesuje mnie to, że piszę takie żałosne posty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×