Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
nikoleczka1987

Hej

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć jestem Olga mam 21 lat ..........................

wszytko zaczeło się w listopadzie 2008 jadac do pracy d ostałam dziwnego ataku bezwład duszności drgawki ból klatki piersiowej kołatanie serca poszlam do lekarze diagnoza ze to z nerw ( opowiedzilm mala historie moich paru miesiecy) dostalam walerin w styczniu następny atak podobny do pierwszego ale slabszy poszlam do lekarza jeszcze raz zrobilam badania krwi stwierdzi ze moje obiawy sa od anemi po dwuch tygodnia kolejny atak silne zwroty glowy strach przed pojsciem do pracy poszlma do neurologa ktory stwierdil ze moje stany sa nerwicowe przepisal proszki ale stany lekowe nadal sa dzis dostalam nowy lek Afobam ale przeczytalm troche o nim i mam obawe go wziasc lekarz kazal mi isc do psychiatry bo ataki się nasilaj kidy mam isc np do dentysty juz nie tylko jak ide do pracy najgozej jest do poludnia wieczory sa super prawie nic nie czuje luz ale raznki mnie dobijaja uczucie stania zcegos w gardle jakbym mila się zaraz udusić kolatanie serca udezenia gorąca zwroty głowy ale muszę z tym walczyc 10 kwietnia ide do psychiatry mam nadzieję że wyjdę z tego bo chcialbym żyć normalnie wiem że krotko na nerwice choruje ale on już po malu niszczy mi życie wiem teraz że nie warto się wysilać dla stanowiska w pracy poświacalam kiedyś bardzo dużo żyjąc w ciąglym stresie a teraz to wszytko się na mnie odbilo i nie poprawia już humoru pieniądze bo jednak zdrowie ejst najważniejsze jak nie ma zdrowia a człowiek żyje w strachu to pieniądze szcześcia nie dadzą teraz dalam bardzo na luz w pracy bo wiem że jak przychodzi stres moje lęki się nasilaja .............

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj

Nie jesteś sama :)

A do wyleczenia daleka droga... Nie nastawiaj się, że 1 tabletki które weźmiesz od razu Ci pomogą...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj na forum

 

Polecam psychoterapię ;)

 

Pozdrawiam 8)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej :) wiem jak Ci trudno, ja się meczę tylko miesiąc dłużej, a czuje sie fatalnie, miejmy nadzieję, że wszystko dobrze się skończy :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć

Czyli to uczucie, jak ja to nazywam "kulki w gardle" mam nie tylko ja...

Właśnie czytam na internecie o nerwicy i troszke mnie to wszystko przeraża.

Ale od początku. Nerwice mam od 17 roku życia (za pare dni będzie 6 lat...). Zaczęło się od duszności na praktyce. Po tygodniu duszności mijały na góra 3 tygodnie i pojawiały się znowu. Przeszłam badania krwi, serca, płuc, badania na astme. Wszystkie były w jak najlepszym porządku. Lekarz rodzinny stwierdził nerwice. I tak męczę się z nią już 6 rok. Żadne leki mi nie pomagają. Już nie pamiętam jak się oddycha normalnie, bo od jakichś 5 lat kontroluje każdy oddech. Jak powiedziałam o tym lekarzowi, poradził mi po prostu nie zwracać na to uwagi i starać się przestać natarczywie łapać ten głębszy oddech. A gdy tylko dłużej nie moge go złapać, denerwuje się jeszcze bardziej i duszności się nasilają, serce wali mi jak oszalałe, ręce drżą, całe ciało się trzęsie. Wyrzucam wtedy wszystkich z pokoju, nawet psa, bo nienawidze jak ktoś się patrzy bezradnie na mnie jak ja nie moge oddychać. Po takim ataku jestem w stanie zasnąć jak niemowle i przespać nawet cały dzień. Zaczęłam już się przyzwyczajać i opanowywać to wszystko, ale jak tylko uda się mi w pełni opanować pojawiają się coraz gorsze ataki duszności, z którymi na nowo musze nauczyć się żyć. Boli mnie już wszystko. Zaczynając od serca, po wszystkie mięśnie i płuca. Lekarze są bezradni, zapisując coraz nowe leki, przedewszystkim homeopatyczne. Więc przestałam nawet do nich chodzić. Kropli uspakajających nie zarzywam już wogóle, gdyż strasznie boli mnie po nich żołądek. Komunikajcją miejską nie jeżdze od 3 lat. Pomału mam już dość takiego życia, bo to nie nazywa się życiem. To wegetowanie. A jak sobie pomyśle, że całe życie przedemną, życia w bólu i walki o każdy oddech, to odechciewa się mi wszystkiego. Tym bardziej, że zaczynam unikać wychodzenia z domu w obawie, że gdzieś zaczne się dusić a nic i nikt mi nie pomoże. Bezpiecznie czuje się tylko w domu. Od jakichś 2 miesięcy jestem ciągle zmęczona, nic mnie nie cieszy. Budze się rano, jest wszystko dobrze przez góra pół godziny, a później już czuje tylko zmęczenie, problemy z oddychaniem i ból wszystkich mięśni. I tak dzień w dzień. Czytam właśnie o rodzajach nerwicy i wydaje mi się, że z każdej mam po trochu. Wiem, że już dawno powinnam iść do psychologa, ale jakoś sama nie moge się zmusić do tego... Z tym że już zaczynam wątpić, czy nawet psycholog będzie w stanie mi pomóc :-(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alutka23, pamiętam okres kontrolowania każdego oddechu. Tylko w nocy (jak udało się w końcu zasnąć) było spokojnie..

Tak, powinnaś udać się do psychologa już dawno. Nic straconego, możesz w każdej chwili. Na pewno Ci pomoże psychoterapia. Mnie pomaga :D

 

Pozdrawiam 8)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, powinnam, tylko tak strasznie trudno mi się do niego wybrać. Ale to dlatego, że jestem po prostu przekonana, że mi nie pomoże. Jeszcze u mnie, gdzie mieszkam, nie wiem, czy znajde dobrego lekarza...

Ale pocieszają mnie Twoje słowa, że Tobie pomaga :-) Ciesze się, że Ci się pomału udaje. Bo te duszności to chyba najgorsza rzecz jaka może istnieć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nikoleczka1987, afobam to dobry lek zawsze miej go przy sobie!! jednak tylko zapobiega a nie leczy wiec lekaz sie nie wysilił benzo pomaga każdemu kwestia od dawki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak już gdzieś wychodze, to zawsze mam jakieś tabletki uspokajające przy sobie, tylko że są to tabletki ziołowe... Jak wiem że mam jakiś lek przy sobie, wtedy czuje komfort psychiczny, bo wiem, że w każdej chwili moge je zażyć. Ale nie zawsze to pomaga. Natomiast odważyłam się zapisać do psychologa, i dobra wiadomość jest taka, że idę do Niego już w tą środe :lol: Mam tylko nadzieje, że dotre do Niego, nie zrezygnuje gdzieś po drodze...

Trzymajcie za mnie kciuki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dobrze Alutka23, nie wycofuj się

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wycofałam się :)

Do Pani psycholog doszłam. Chwilke ze mną porozmawiała, oczywiście zaleciła konsultacje z psychiatrą, ale to tylko dlatego, że chce mieć 100% pewności. Od czwartku zaczynam leczenie. Powiedzcie mi, na czym polega ta cała psychoterapia???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No więc, jak wspomniałam wcześniej, u Pani psycholog byłam... Miło się rozmawiało. Natchnęła mnie nadzieją. Sama zaczęłam w to wierzyć, że będzie już tylko lepiej i że da się to choróbsko wyleczyć. Jednak poprosiła, bym udała się do psychiatry. No i tu zaczęły się schody. Zaproponowała psychiatre w miejscowości ok 30 km od mojego miasta. Nie dotarłam do psychiatry, wiadomo. Duszności. Zadzwoniłam do Pani psycholog, czy mimo wszystko możemy zacząć leczenie. Nie zgodziła się (chociaż wcześniej pytała się mnie, czy zgadzam się na konsultacje z psychiatrą, bo jak nie to od razu zaczynamy leczenie). No więc umówiłam się z psychiatrą, ale w moim mieście. Czekałam na wizyte ponad miesiąc. W końcu nadszedł dzień wizyty i jak zwykle, pełna nadziei weszłam do gabinetu. Pan, siedzący za biurkiem troszke mnie przeraził. Był dobrze po 80-ce... Ciężko się mi z Nim rozmawiało, bo każde słowo wymawiał powoli i powtarzał je dwa, trzy razy. Zadawał pytania na które odpowiadałam "tak" lub "nie" i na tym koniec. Przepisał chorendalne dawki Afobamu i i Pernazinum (Afobam- 3 razy dziennie-rano pół tabletki, popołudniu pół tabletki, wieczorem cała, Pernazinum- 3 razy dziennie- rano półtorej tabletki, popołudniu półtorej tabletki, wieczorem 2 tabletki). Oczywiście powiedziałam mu, że chciałam tylko się skonsultować z Nim jak Pani psycholog ma mnie leczyć. Jaką psychoterapią. Powiediał, żebym za tydzień po zażywaniu tych lekarst przyszła do Niego, powiedziała jak się czuje po tych tabletkach i On da mi następne wskazówki co do leczenia. Po przeczytaniu już samych skutków ubocznych tych lekarst strwierdziłam, że żadnego brać nie będe. Ale zadzwoniłam do mojej Pani psycholog, powiedziałam na czym stoje, bo chciałam się poradzić jeszcze Jej. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu powiedziała, że skoro to tylko tydzień zażywania tabletek, to żebym spróbowała... (na naszym pierwszym spotkaniu powiedziała, żebym raczej nie brała nic z mocniejszych leków, bo nie ma sensu faszerować się chemią, a ja w życiu nie brałam nic mocniejszego. Tylko ziołowe krople, tabletki i syropy). Odebrałam to tak, jak by Jej po prostu nie zależało. W sumie przez telefon rozmawiała ze mną bardzo sucho. Więc stwierdziłam, że dam sobie z Nią spokój. Skoro nie chce mi pomóc, na siłe Jej prosić nie będe... Tylko troszke mi przykro, bo naprawde dała mi wielką nadzieje... Ale poszłam do mojej osiedlowej apteki. Pani w aptece, jak zobaczyła recepty, powiedziała, że żadnego z tych leków mi nie wyda, że dawki są końskie. Poleciła innego psychiatre, do którego udałam się dnia następnego. Była to pani w średnim wieku. Zadała mi kilka pytań dotyczących mojej choroby. Powiedziałam, że przyszłam też w celu konsulktacji. Zaczęła się śmiać i powiedziała, że coś jest chyba nie tak. Bo to nie psycholog wysyła pacjenta na konsultacje do psychiatry, tylko psychiatra jak ma wątpliwości w leczeniu, to wysyła na konsultacje do psychologa (więc od Niej też nie uzyskałam informacji, jak mam się leczyć). W tym momencie ja już zwątpiłam we wszystko... Powiedziałam, że ja chce się tylko wyleczyć, że nie chce zażywać żadnych ciężkich czy chemicznych lekarstw. Powiedziała, że Ona nie widzi wskazań na to, żebym ja brała takie lekarstwa. Przepisała jakiś syrop z mieszanki ziół. Zapytałam się, czy jeśli mi to nie pomoże, to czy moge się do Niej zgłosić za niedługo, na co odpowiedziała mi, że czemu twierdze, że mi to nie pomoże, i dla pewności przepisała mi jeszcze Pernazinum, ale w małych dawkach ( od jednego do dwuch razy dziennie po jednej tabletce). Pernazinum odstawiłam po trzech nieprzespanych nocach, gdzie zrywałam się jak głupia i miałam duszności. Na szczęście syrop pomaga. Ale pomaga tylko na duszności. Nie leczy, tylko zapobiega. A znając życie, za jakiś czas i na ten syropek się uodpornie... Jestem w tym momencie w kropce. Nie wiem, co mam dalej robić. Nie chce wiecznie coś zarzywać. Chce się w końcu wyleczyć... :cry: Nie chce za każdym razem, wychodząc z domu myśleć, czy nie udusze się gdzieś po drodze, chciała bym iść sama na spacer z psem czy na zakupy, chodzić wszędzie na nogach a nie ciągle samochodem w razie jak bym miała się dusić, żeby szybko wrócić do domu, nie chować po kieszeniach tabletek uspokakjających, chciała bym pojechać gdzieś za miasto (od prawie 5 lat nigdzie nie byłam poza moim miastem), wyjechać za granice na wakacje, chociaż nawet nad nasze polskie morze. Kurcze, chciała bym po prostu normalnie żyć, założyć rodzine, wyprowadzić się z domu, a nie ciągle do niego uciekać jak mam duszności... Jednym słowem, mam już serdecznie dość :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ehhh co się dzieje z tymi naszymi "lekarzami" ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to minie pocieszyliscie a chcialam isc do psychologa z moim problemem ale jak ma byc tak jak z Alutka23 to dziekuje. Ja też zawsze gdzies w zanadrzu mam tabletki ziolowe uspakajajace ostatnio dzialaj Nervomix.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niedawno udałam się pierwszy raz do poradni. Czułam, że znów, po raz kolejny w ciągu ostatnich kilku lat "spadam z karuzeli".

Moja diagnoza to depresja o podłożu genetycznym. Do tego dochodzą epizody bulimiczne.

Psycholog powiedział, że zaczynam długą i bardzo ciężką drogę. Witam wszystkich na forum.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Paulina: ważne,że zaczęłaś, że postawiłaś już pierwszy krok na tej drodze. czy będzie trudno? momentami pewnie bardzo, momentami mniej...ale przecież warto zrobić wszystko co się da żeby ratować siebie, pomóc sobie...mimo, że sama jestem trochę zawiedziona kształtem swojej terapii, to jednak nie straciłam ufności w to, że praca nad złymi emocjami i wszystkim co przeszkadza w funkcjonowaniu na co dzień - ma sens. jako alternatywę mam tylko dalsze spadanie,a tego nie chcę.

 

także Tobie życzę - wytrwałości, powodzenia, siły!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam ponownie :)

monik, tak potraktowali mnie lekarze w moim mieście. Na szczęście nie poddałam się i poszłam znowu do tej mojej Pani psycholog. Opowiedziała Jej cały przebieg moich spotkań z psychiatrami, na co Ona poleciła mi, żebym naprawde udała się do tej poradni psychiatryczno-psychologicznej w miejscowości oddalonej od mojego miasta o prawie 30 km. Bo stwierdziła, że lekarze w naszym mieście nie robią sobie nic z poważnych chorób, a Ona chciałaby mi pomóc ale nie może, gdyż ośrodek w którym Ona pracuje nie ma uprawnień do leczenia nerwic, bo to był Ośrodek Interwencji Kryzysowej. Ale powiedziałam sobie, że się nie poddam i udałam się do tej poradni. Droga była dla mnie naprawde ciężka. Ciągły strach, czy się gdzieś nie udusze po drodze... Ale dotarłam. Najpierw byłam u PAni psycholog. Przeprowadziła ze mną szczególowy wywiad. I poleciła Panią psychiatre w tym samym ośrodku. Oczywiście umówiłam się natychmiast. Więc jak narazie jestem po jednej wizycie u psychologa i psychiatry. Do psychiatry byłam sceptycznie nastawiona, ale rozczarowałam się, oczywiście pozytywnie. Rozmowa z Panią psychiatrą trwała prawie godzine (gdzie u innych lekarzy w moim mieście nie trwała nawet 10 min). Wytłumaczyła mi bardzo dużo rzeczy, a przedewszystkim działanie leków, jakie mi przepisze. Od razu powiedziała, że jedyne, czego odemnie wymnaga, to współpraca. Nie nafaszerowała mnie Bóg wie jakimi psychotropami ani dawkami. Przepisała mi lek nowej generacji (Lexapro). Przez pierwszy tydzień mam zarzywać 1/4 tabletki, po tygodniu przez 2 tygodnie pół tabletki i mam się zgłosić do Niej. Oczywiście zaznaczyła od razu, żebym nie spodziewała się poprawy od razu, że to musi troszke potrwać. I że same leki mi nie wystarczą. Pochwaliła za to, że sama zapisałam się już na psychoterapie. Także moja nadzieje znowu wzrosła. Chcę się leczyć i bardzo chcę się WYLECZYĆ.

Dlatego, nie poddawajcie się. Jak nie uda się trafić za pierwszym razem na dobrego, znającego się na rzeczy i nie olewającego lekarza, to uda się za drugim albo trzecim razem. Ważne, żeby się zaprzeć w sobie i walczyć z tym choróbskiem. A konowałów nazywających się "lekarzami" po prostu olewać i szukać LEKARZA. Ja strasznie żałuje, że zodbyłam się na to dopiero po tak długim czasie. I teraz przede mną długa droga leczenia. Ale wierze, że się mi uda. I wiem, że Wy też dacie rade :)))

Ja jestem z Wami

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×