Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
llaux

Kto z was studiuje i ma depresje, nerwice itp. ?

Rekomendowane odpowiedzi

Tak sie zastanawiam kto z was jest na studiach? Jak i w jakim stopniu wam przeszkadza choroba? I czy na waszej uczelni wolno studiować osobom z depresja, nerwica itp. ? Ja jak miałem badania na uczelnie to nie powiedziałem że jestem chory na nerwice i mam teraz wyrzuty sumienia, a nawet wcześniej nie uczyłem sie wogule z tego powodu. Wy tez nie mówiliście lekarzowi o waszej chorobie jak was przyjmowali na studia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ja studiowalem ostatnie 1.5 roku w takim stanie, ufff ciezko bylo.

Nie slyszalem aby gdzies byl zakazs tudiowania z takimi chorobami, chyba byloby to wogole niezgodne z prawem.

Lekarzowi bez potrzeby lepiej za duzo nie mowic.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja tez studiuje majac nerwice lekowa. fakt jest s=ciezko nie umiem sie skubic, nieraz mam leki ni stad ni zowad ale jakos trzeba nauczyc sie z tym zyc, ja sie dopieroucze, jak czuje ze jest co nie tak to po prostu nie ide

 

nie boj sie studiowac jamnic nie mowilam lekarzowi

przynajmniej spróbuj

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam depresję i nerwicą, pracuję i pisze doktorat - na dzień dzisiejszy dochodzę do połowy rozprawy doktorskiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej ja jastem na trzecim roku. Co prawda przyjęto mnie na studia kiedy jeszcze było ok, ale wątpię czy nerwica bądź depresja może być przyczyną nieprzyjęcia na studia. Jeśli o mnie chodzi to jakoś funkcjonuję na uczelni, choć bywa naprawdę ciężko. Nawet mało kto wie że mam problemy z psychiką :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jestem na 3 roku.mam depresje i nerwice iciężko mi jest mimo że jestem zaoczniakiem...zajęcia mam co 2 tygodnie w soboty,piątki i niedziele.....te trzy dni naprawde kosztuja mnie za każdym razem wiele zdrowia:9ale jakoś daje rade ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja już nie studiuję :( skończyłam. ale przez cały piąty rok miałam depresję. było ciężko jęździć do szkoły, na szczęście mieliśmy zajęcia 2-3 razy w tygodniu, ale dla mnie to i tak było za dużo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też trzeci rok. Studia to moje wybawienie, bez nich pogrążyłbym się jeszcze bardziej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Tak sie zastanawiam kto z was jest na studiach? Jak i w jakim stopniu wam przeszkadza choroba?

W takim że gdyby nie ona to bym dalej studiował - a nie próbował kilka razy z marnym skutkiem.

 

I czy na waszej uczelni wolno studiować osobom z depresja, nerwica itp. ?

Nic im do tego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trzeci rok studia dzienne:-), żeby było smieszniej na uczelnie dojeżdżam 25km w jedną stronę :-) a żeby było jeszcze zabawniej, prawie wszystkie egzaminy mam ustne:-) nie jest łatwo ale mam wrażenie, że gdyby nie studia to bym przestała wychodzić z domu....byłoby źłe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

drugi rok, zaoczne. prawie co weekend - sobota + niedziela. 60 km dojazdu...dzis nie pojechalam....nei bylam w stanie sie zmobilizowac...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

drugi rok, dzienne, 40km dojazdu codziennie... 3h w pociągu zabijają :/ ludzie dookoła, hałas, kłócenie się, klaustrofobia, dźwięki... na szczęście jeździ ze mną TŻ. ale i tak na univerku on gada z ludźmi, a ja siadam ławkę dalej i czytam książkę byle się wyciszyć... bo boję się, że ludzie mnie uznają za głupią czy że nie będę wiedziała co powiedzieć

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja studiuję;

 

jest ciężko - nawet czasem bardzo ciężko;

 

jednak jestem już 2 rok studentką dziennego prawa (co kosztuje mnie dużo więcej niż innych śmiertelników :( ), a w związku z tym mogę Ci zagwarantować, że nawet gdybyś powiedział lekarzowi o Twojej chorobie to i tak nie miałoby to wpływu, ponieważ mamy w Polsce zagwarantowany równy dostęp do edukacji :D

 

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

jednak jestem już 2 rok studentką dziennego prawa

 

Pozdrawiam koleżankę po fachu. Absolwent dziennego prawa, nerwica i depresja od 3 roku. Ciężko było, ale się udało :) No i chyba nawet ta sama uczelnia, sądzac z miasta w profilu. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jestem na 5 roku studiów dziennych ... jest na prawdę kiepsko ... dojeżdżam codziennie 50 km z Wejherowa do Gdańska ... na nerwicę choruję od dawna ... więc wychodzę z założenia, że jak tyle czasu już sobie radzę ... to uda mi się skończyć studia ... z resztą to musowe - nie mam wyboru ... to dla mnie priorytet ...

W sumie mnie szkoła trzyma przy życiu ... nie chce tam jeździć ... boję się ..... ale wiem, że muszę ... i tylko dlatego wychodzę z domu, zmuszam się do jazdy pociągiem co mnie cholernie dużo kosztuje ... ale to dobra terapia ... grunt to się nie zasiedzieć ...

 

---- EDIT ----

 

P.S. .... co to w ogóle za pomysły, że przez nerwice mogą nie przyjąć na studia ... pierwszy raz słyszę ... to nie ma nic do rzeczy ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem pełen podziwu dla osób mjących nerwice i inne choroby które są na studiach dziennych....ja bym tak nie umiał chyba....dlatego wybrałem zaoczne

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jestem pełen podziwu dla osób mjących nerwice i inne choroby które są na studiach dziennych....ja bym tak nie umiał chyba....dlatego wybrałem zaoczne

 

a ja uważam przeciwnie, im częściej się wychodzi, tym jest łatwiej, to wpada trochę w rutynę, masz mniej czasu nad tym, zeby się zastanawiać, jak strasznie nie masz ochoty tam jechać. ja skończyłam dzienne. im mniej miałam zajęć w tygodniu, tym było gorzej się do tego zmusić (najgorszy paradoksalnie ostatni semestr, gdy tylko seminarium + spotkania z promotorem). póki jeździłam do szkoły codziennie było łatwiej...

Dodam, że dojeżdżałam około 1,5 godziny (pociąg + tramwaj i metro), ok 35 km.

Najgorsze rzeczywiście jest zasiedzenie, bo przez 2 miesiące po studiach, gdy poszukiwałam pracy, wyjście gdzieś "konkretnie" (tzn nie do sklepu za rogiem itp. :D ) to było nie lada przeżycie i wysiłek.

 

tak z mojego punktu widzenia. wszystko zapewne zależy od człowieka i od stopnia lęku lub zaburzeń :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z muriel, ja też codziennie dojeżdżam ok 1h 25km, i jest dokładnie tak jak to opisuje, im częściej trzeba chodzić do szkoły tym łatwiej, pewnie, że na początku nie jest łatwo, ale wpada się w pewien ciąg wydarzeń, plan dnia jest mniej więcej taki sam i człowiek w pewnym momencie zaczyna się czuć bezpieczniej........a gdybym miała dwa tygodnie siedzieć w domu a potem wyjechać to byłoby mi faktycznie ciężko...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czyli w takim razie żle myślałem....myślałem,że trudniej jest osobom chorym na różne zaburzenia na dziennych,

W takim razie ja jestem jakimś wyjątkiem :D .Mnie chyba byloby bardzo trudno...czasami wystarczają mi te trzy dni na uczelni i już jestem zdołowany...

 

---- EDIT ----

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja teś studiuję, dwa kierunki (5 roki i 1) zaocznie + praca, ale rezygnuję z tych drugich, jestem zbyt tępa, żeby to pogodzić ze soba, porażka kompletna :(((

Poza tym mam fobię społeczną i depresję... :( i wsyzscy mnie mają dość :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Człowiek Nerwica, może i jesteś wyjątkiem, a może po prostu tak ci się wydaje :mrgreen::mrgreen: że byłoby gorzej na dziennych (tzn chodzi mi o to że nie masz porównania) :?::idea:

ze mną w każdym razie wszystko było w miarę ok, dopóki miałam zajęcia 4-5 razy w tydodniu, przez całe dnie, w weekendy pracowałam. Problemy lekike(np z depresją i w ogóle niechęcią do ludzi) zaczęły się jak miałam obronę inzyniera i potem ze 3 tygodnie wolnego. potem niby mi przeszło, ale ogólnie już nie było to samo. No a na 5-tym roku wróciło z 3-krotną siłą - niechęć do czegokolwiek, a najbardziej do siebie. i myślę, że miała na to wpływ min. mniejsza ilość zajęć :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja podziwiam tych, którzy dojeżdżają codziennie tyle km. Ja ledwo wytrzymuję w miejskich autobusach, a co dopiero jakieś busy, pociagi itp.

 

gdyby nie studia dzienne to nigdzie bym się nie ruszała tak przynajmniej wychodzę do ludzi i nie "dziczeję" do reszty. :D Pokonuję lęki, zwalczam niechęć do ludzi, lepiej mi ze świadomością że ludzie z roku widzą mnie na codzien i choć zachowuję się dziwnie to są do tego w miarę przyzwyczajeni. Ja też jestem do nich przyzwyczajona, tak samo jak do różnych sytuacji i czuję się zwykle dość swobodnie w szkole w porównaniu z innymi miejscami. Szkoła to po prostu częśc mojego dnia taki rytuał: lęk przed wyjściem z domu, lęk przed ludżmi na przystanku, lęki w autobusie, Lęk po wejściu do szkoły, później trochę spokoju, i to samo w odwrotnej kolejności. Powtarza się to codziennie ale wiem że wczoraj też było mi cięzko ale przeżyłam. Dom i szkoła to obiektywnie rzecz biorąc dwa "najbezpieczniejsze" miejsca co nie znaczy że zawsze czuję się w nich dobrze i że w obu miejscach tak samo dobrze

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Witam

 

Podziwiam osoby dojeżdżające na uczelnie pociagami, itp. Jak ja miełem nerwicę lękową to raczej chodziłem na uczelnie bo do autobusu nie wsiadłem, gdyż zdawało mi się że umrę. I tak się męczyłem przez 3 lata od pierwszego roku studiów aż do grudnia 2006. Grudzień 2006 to piękny okres, poszedłem wtedy do psychiatry, ponieważ doszedłem już do takiego stanu, w którym wyjście na balkon było czymś tak przerażąjącym jak np. egzamin maturalny albo coś podobnego. Brałem lek 1,5 roku. Nerwica przeszła. Mogę już wychodzić na zewnątrz, mogę jeździć pojazdami i jest nawet dobrze, ale teraz nie chce mi się nic robić, jak musze gdzieś wyjść to tylko wtedy kiedy musze, i to mnie przeraża. Oczywiście nie mam przyjaciół, znajomych, kolegów, dziewczyny, żony, dzieci, itd. Chyba tak ma być. Pozdrawiam wszystkich forumowiczów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 rok lekarskiego i to jest... koszmar...

Gdy mam ataki nic nie wchodzi mi do głowy, a wiedzy ogrom i terminy gonią i takie błędne koło, bo wtedy jeszcze bardziej się nakręcam. Poza tym brak zrozumienia ze strony większości innych studentów. Wyścig szczurów. Może przez chorobę widzę to w taki pesymistyczny sposób, może, gdy będzie poprawa zacznie mi się tu podobać. W każdym razie nikogo nie obchodzi, dlaczego się nie nauczyłeś, albo czy jesteś na coś chory. Słabsi odpadają. Smutne, ale prawdziwe. W moim przypadku studia pogłębiły nerwicę.

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×