Skocz do zawartości
Nerwica.com

Z czego się utrzymujecie?


waleriana

Rekomendowane odpowiedzi

qrna a ja dziś ide na rozmowe o prace ...i niedobrze mi sie robi ... ale musze sie zmusić ... chociaz juz w życiu te 8 latek pracy mam za sobą 8) Ale odbiegłem od tematu - jestem na utrzymaniu choć to fatalnie brzmi - żony (a powinno być odwrotnie) Ze względu na miejsce jej pracy (poza Europa) i zawód (ciągle w ruchu) widujemy sie mniej wiecej dwa razy do roku ... Zresztą zauwazylem ze moja nerwica ja strasznie ode mnie odrzuca i właściwie kontakt polega na pytaniu -jak sie czujesz ... itd... ale tak zupełnie obojetnie Zwykła uprzejmość

Show must go on :>

8949583 gy gy :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Inez3.. tak chodziłam.. od razu jak nerwica wróciła poszłam do psychiatry i psychologa. Pani psychiatra wypróbowała na mnie 3 różne leki, najpierw dostałam mabuson, póżniej cital a na końcu lexapro. Żadnego nie brałam dłużej niż miesiąc.. nie czułam się lepiej w zasadzie czułam się gorzej. Należę do osób, które nawet tabletkę przeciwbólową biorą "w ostateczności" dlatego kiedy po miesiącu żaden z tych leków mi nie pomagał to odstawiałam. Pani psycholog nie tolerowała , że biorę leki dlatego musiałam ten fakt ukrywać. Chodziłam do niej na sesję 4 miesiące, z początku lubiłam te spotkania ale z czasem zauważyłam, że pani psycholog chyba nie miała nigdy kontaktu z zaburzeniami lękowymi, bo nie mogła zrozumieć że ataki lęku występują u mnie bez wyraźnej przyczyny. Nie potrafiła zrozumieć, że np. nie chcę iść do znajomych na grilla bo wcześniej dostałam u nich ataku. Albo np. że boję się czasem iść do supermarketu na zakupy bo jakiś czas temu mdlałam i mnie wyprowadzali. Musiałam tłumaczyć pani psycholog, że istnieje różnica między atakiem histerii z jakiegoś powodu (np. wypadek) a atakiem bez powodu jak w przypadku nerwicy. PO 4 miesiącach przestałam chodzić, bo stwierdziłam że to bez sensu. Najgorsze, żę polubiłam ją i opowiedziałam szczegóły z mojego życia, w skrócie otworzyłam się przed nią. DO psychiatry też chyba nie pójdę, bo 3 lek już odrzuciłam i pani nie ma do mnie już sił.. to brzmi zabawnie ale mnie nie bawi.. Zostałam sama heh bez psychologa i psychiatry.. mama dała namiary na innych psychologów. Powinnam spróbować ale nie chcę znów otworzyć się, opowiedzieć o swoim skomplikowanym życiu a póżniej zawieść.. kiedy nie uzyskam pomocy..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

misia0106, niestety tak czasem bywa, ze trzeba probowac szukac kojelnych lekarzy. ja bym jednak na twoim miejscu nie rezygnowala... ja kiedy dostalam lek dopiero gdzies po miesiacu lub troche dluzje odczulam jakas poprawe, a tak to bylo gorzej, chodzilam po scianach itd... moze sprobuj jeszcze raz. moze ten psycholog do ktorego kontakt ma twoja mama bedzie tym wlasciwym?? moze tez warto poszukac innego psychiatry??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

6 godzin temu, Raccoon napisał(a):

(Stary temat ale co tam)

 

Na zmianę z wypłaty i z oszczędności, przez zdrowie do dupy jestem często wyrzucany z różnych prac i tak się bujam od lat. Czasem zdarza mi się znaleźć na ulicy jakieś ziemniaki na placu targowym albo inne warzywa i potem sobie je gotuję. Kiedyś sprzątałem sąsiadowi w mieszkaniu ale już nie żyje. Zdarzało mi się brać pożyczki. Jak mnie nie było stać na papier toaletowy to używałem gazet z klatki schodowej albo zabierałem papier toaletowy z miejsc publicznych (np. z galerii handlowej) ale to raczej nie jest nic czym powinienem się chwalić. 

Gdyby jakiś psychiatra klepnal ci utrwalone zaburzenia nerwicowe to może byś się starał o rente

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jedni nie widzą nic złego w tym, by państwo orżnąć na kwotę 1 mld 134 mln (lewe faktury vat). Inni są w stanie zabić za 50 zł taksówkarza. A ostatnio słyszałem o gościach, którzy ciężką pracą szlifierkami i nożycami kradli i cięli miedziany dach z zabytkowego dworku 😂 Także przeróżne są metody utrzymania.

 

Ja tam się cieszę, że mnie państwo utrzymuje. Renta daje spokój ducha, mam na drobne przyjemności, jedzenie, częściowo na rachunki, skoro mi się to należy, to głupio by było to odrzucić. Swoje już przepracowałem, niby niewiele lat, ale tyle wystarczy. Teraz czuję się jak emeryt i wypoczywam. Moja psychiatra nie widzi mnie w pracy na etacie, odradza. Prawda jest taka, że porobię coś 3, góra 4 godzinny dziennie i mam dość. I jeszcze w między czasie odpoczywam. 

Słyszałem, że teraz jest tak, że nawet wysrać się nie pozwalają w pracy i pampersach trzeba siedzieć na kasie czy gdzieś 🥶 To dopiero chore niewolnictwo 😑

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja utrzymuje się z pracy. Daje mi to też coś czego nie można kupić: poczucie bezpieczeństwa, szansę na rozwój, w jakiś sens niezależność. Niedawno nawet usłyszałam od psychiatry, że dobrze, że pracuje. Wydaje mi się, że mój stan by się pogarszał gdybym nie pracowała. Przyznaję, że w trakcie terapii na oddziale dziennym mój stan był ok, ale wtedy oprócz tego, że nie pracowałam miałam zajęcia na oddziale, robiłam coś konstruktywnego, trudno mi sobie wyobrazić, że miałabym po prostu odpoczywać przez pół roku. Może gdybym w czasie nie pracowania zarobkowo zajmowała się domem, dzieckiem to byłoby inaczej, ale w normalnych warunkach pracy, dwutygodniowy odpoczynek powinien wystarczyć na reset. 

Co do renty to nigdy się nie starałam. Znajomy z oddziału mnie namawiał, ale nie czułam wtedy tego. Jedyne czego żałuję to, że rodzice nie pomogli mi w sprawie renty gdy wszystko się zaczęło. Miała jakieś 13-14 lat i z tego co się orientuję to w takim przypadku przysługiwała renta. To byłyby wtedy dla nie ogromne pieniądze, które może by mi pomogły w lepszym starcie. Leczenie zaczęłam dużo później.

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

26 minut temu, Liber8 napisał(a):

Ja tam się cieszę, że mnie państwo utrzymuje. Renta daje spokój ducha, mam na drobne przyjemności, jedzenie, częściowo na rachunki, skoro mi się to należy, to głupio by było to odrzucić. Swoje już przepracowałem, niby niewiele lat, ale tyle wystarczy. Teraz czuję się jak emeryt i wypoczywam. Moja psychiatra nie widzi mnie w pracy na etacie, odradza. Prawda jest taka, że porobię coś 3, góra 4 godzinny dziennie i mam dość. I jeszcze w między czasie odpoczywam. 

Mam podobnie, poza tym dbanie o dom, gotowanie i opieka nad dzieckiem to też jakiegoś rodzaju praca. Też nie mogłabym pracować non stop 8 godzin dziennie. A jeszcze dojazdy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

16 minut temu, Raccoon napisał(a):

 

No ja pracowałem kiedyś na słuchawce i jak wychodziłem do łazienki to zaraz a mną biegali i potem pytali się co tak długo i że tak nie może być, klienci na linii czekają i pytali się co robiłem przez 20 minut 😂

Raccoon ale przyznasz, że 20 min to raczej nie jest standardowy czas zajęcia łazienki. Nie piszę tego żeby ci dowalić bo sama potrafiłam zająć w domu na 50 min z czego 49 min stanowiło mycie rąk, ale jak ktoś tak długo jest w łazience to inni mogą się niepokoić, a jak ktoś ma słaby pęcherz to może nie wytrzymać.

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

49 minut temu, Catriona napisał(a):

Ja nie wyobrażam sobie polegać tylko na rencie czy innych świadczeniach. Świadczenia mogą być pomocą, ale no żadne świadczenie praktycznie nie zapewnia możliwości w pełni samodzielnego utrzymania się. Inna sprawa, że praca i obowiązki też mocno pomaga trzymać się w pionie. Pomijam już sytuację gdzie np. nagle musimy iść do dentysty i ząb wymaga leczenia kanałowego - takie nie jest refundowane. Jak wyleczyć sobie zęby jak leczenie kanałowe zaczyna się od 600zł wzwyż (w zależności od ilości kanałów) a renta socjalna to niecałe 2k. Sama zwykła higienizacja u dentysty to teraz +/-300zł, bo tylko kamień na NFZ można usunąć. Po opłaceniu rachunków i jedzenia zostaje nic.

Totez w tym kraju nie brakuje ludzi którzy na konieczne leczenie, nie jakaś higienizacje, nie chadzają

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 minuty temu, Dalja napisał(a):

Totez w tym kraju nie brakuje ludzi którzy na konieczne leczenie, nie jakaś higienizacje, nie chadzają

Tak. Ja pamiętam jak kiedyś w pracy koleżanka powiedziała coś w stylu, że jak była młodsza to poszła z tatą do dentysty i pani się pyta czy biała czy czarna plomba, a jej tata powiedział że oczywiście że biała, przecież nie będzie chodziła z jakąś chamska czarna plabą. Sorry mi rodzice nigdy nie dali na białą plombę i mam prawie całą jamę ustną w czarnych plombach. Nawet chyba czwórkę miałam robiona czarną co było widać przy otwarciu ust bo NFZ refundował białe do trójki. Mnóstwo osób albo leczyło zęby na NFZ, albo po prostu je wyrywali. Nie wiem jak jest teraz,bo według mnie zamożność Polaków wzrosła, ale mogę się mylić.

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W życiu pracowałam dłużej tylko jako opiekunka dla dzieci i w stadninie koni najpierw jako stajenna, potem pomagałam w zajęciach przy nauce jazdy. 

 

Jeździłam na zbiory wiśni latem, zimą roznosilam ulotki, pracowałam przy imprezach okolicznościowych myłam naczynia,podawałam do stołu. Byłam też tak jakby modelką w hotelu, przy promocji sukienek wieczorowych. 

 

Grywałam na skrzypcach na ślubach pogrzebach, ale tak naprawdę największy interes miałam z hazardu, mam do tego szczęście. 

 

Do 24 roku życia miałam alimenty więc to też mi zapewniało utrzymanie w mieście. 

 

Trochę pieniędzy odłożyłam więc mam na życie w tym momencie i na podróż do Turcji. 

 

Ogólnie jestem oszczędna i niewiele i do szczęścia potrzebne, tzn papierosy, jedzenie, ubrania, jakieś wyjazdy więc tak bardzo nie narzekam. 

 

 

 

 

Edytowane przez You know nothing, Jon Snow

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

20 minut temu, Catriona napisał(a):

@bei ale ja nie mówię o plombach tylko o leczeniu kanałowym, które nie daje wyboru czarna plomba na NFZ albo biała za dopłatą. Leczenie kanałowe przy zębie 4-ro kanałowym to koszt od 900zł wzwyż, bez kosztów plomby.
Wtedy zostaje Ci wybór, albo całkowite usunięcie zęba, albo płacisz.

Z plombą to był tylko przykład.

 

Godzinę temu, bei napisał(a):

Mnóstwo osób albo leczyło zęby na NFZ, albo po prostu je wyrywali

 Napisałam może mnie dosłownie, ale o to mi chodziło,że jak ludzi nie stać na leczenie to wyrywają zęby.

 

24 minuty temu, Catriona napisał(a):

Leczenie kanałowe przy zębie 4-ro kanałowym to koszt od 900zł wzwyż, bez kosztów plomby.

Wtedy zostaje Ci wybór, albo całkowite usunięcie zęba, albo płacisz.

Jak jesteś dzieciakiem to nie masz tego wyboru. Ja pewnie nawet nie zapytałbym rodziców czy dadzą mi te pieniądze bo w głowie miałam że jak ledwo co starcza na jedzenie to gdzie tu mówić czymś takim.

 

3 minuty temu, Catriona napisał(a):

Może gdyby był większy wybór stomatologów na NFZ to inaczej by to wyglądało

 U mnie na wsi była jedna dentystka. Ja myślałam że jestem na nią skazana, że tak wygląda życie. Myślałam, że muszę do niej chodzić nawet jak mi wystrzeliła igła do ust przy znieczuleniu bo ja źle założyła i wystraszyłam się, że mogła ją połknąć. Kiedyś chyba słyszałam w poczekalni, że komuś wyrwała zęba do połowy, bo więcej nie dała rady i ten ktoś musiał na pogotowie jechać w nocy.

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@You know nothing, Jon Snow ja najpierw pracowałam w ramach wolontariatu jako ratowniczka wodna. Później roznosiłam ulotki po klatkach schodowych. Potem pracowałam w sklepie z ciuchami. Później 5 lat jako dziennikarka w dwóch gazetach i portalu internetowym. Następnie jako spedytorka i jednocześnie współwłaścicielka firmy transportowej. Później jako pomoc księgowej. Potem chyba z 10 lat robiłam gry komputerowe, głównie jako level designer i grafik 2D. Raz napisałam powieść sci fi, która nie została wydana. Teraz piszę kryminał.

Edytowane przez mienta

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To też różnorodnie ; ) 

 

Ja ostatecznie pracuję nad płytą, ale w Turcji chciałabym mieć pracę przy tkaninie. Lubię tkać najbardziej, chociaż może mi się kariera muzyczna tam bardziej rozwinie. 

 

 

Edytowane przez You know nothing, Jon Snow

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

50 minut temu, Maat napisał(a):

wszystko jest do czasu.

Organizm się o siebie upomni.

Inteligentny facet,a nie umie o siebie zadbać

Boję się trochę przestać.  

Czy jestem inteligentny ? Dziękuję za komplement.

Organizm sobie świetnie radzi. 

A wiesz co... różnicy w kondycji nie widzę od czasów szkolnych. W sumie bym powiedział, że teraz jest o wiele lepiej nóż kiedyś. 

Naprawdę czuję się jak nastolatek i nie zamierzam się zmieniać w tej materii.

Dorośli z kijem w tyłku.... a idź pan panie z takim tym xd.

Coś trzeba robić. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

38 minut temu, Maat napisał(a):

Ale odzipnąć też trzeba

Wynająłem pół domu. Siedzę niby na urlopie nie wiem po co. Wyjechałem żeby się odciąć i nie wiem czy to był dobry pomysł. 

Chodzę po lasach i nie wiem co ze sobą zrobić.

32 minuty temu, Raccoon napisał(a):

 

To ile godzin tygodniowo robisz

To nie do określenia. 

Etat etatem a robimy takie szkolenia gdzie ten czas nie jest w żaden sposób normowany. Przygotowuję się przed i po tak samo muszę poodarniać wszystko. 

Odprawy trwają, zebrania, dojazdy, załatwienia poboczne. Ostatnio wyjazd trwał łącznie 14 godzin na pełnej... Nie było litości. 

No a po tym jeszcze robię u siebie pewne techniczne rzeczy na warsztacie zaopatrując wielką fabrykę w takie tam duperele.

No cały dzień od rana do wieczora coś robię.

Mi by pasowała gospodarka i pole po horyzont xd.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj 😊

Ja od dziecka miałam nerwicę lękową, najpierw bardziej pod postacią fobii, a potem przeszło to w bardzo wyczerpujący lęk wolnopłynący. Pierwszy epizod depresji miałam w wieku ok 19-20 lat, a potem jeszcze dwa.

Bardzo to wszystko wpływało na moja egzystencję, ale było kilka przełomów:

1. Silny epizod hipochondrii na studiach licencjackich - czułam się tragicznie, straciłam znajomych, dwie prace, prawie zawaliłam studia i narzeczony o mało co ze mną nie zerwał. Wtedy stwierdziłam, że moje życie nie ma absolutnie żadnej wartości, jego jakość jest denna i nie mam co się bać chorób. Po co? Doszłam do stanu, kiedy myśl o śmiertelnej chorobie wydawała się wybawieniem od cierpień psychicznych i hipochondria zniknęła, przecież nie miała już się czym karmić. Zostały mi różne fobie, ale postanowiłam, że to ja panuję nad moim umysłem, a nie na odwrót. Że fobie mnie nie powstrzymają przed spełnianiem marzeń i planów. Więc wsiadałam np w samolot, cały lot odczuwając psychiczne tortury i objawy somatyczne, ale leciałam na wakacje. 
2. Drugi bardzo ważny przełom to były narodziny dzieci. Wtedy lęk wolnopłynący wrócił z całą mocą i ciągle się o nie bałam. Albo o siebie, że one zostaną np sierotami i będą miały traumę. Ale zrozumiałam, że nie mogę tak żyć, że znów muszę przejąć kontrolę nad swoim umysłem i zadbać, żeby dzieci nie przejęły wzorców lękowych. Stosowałam normalne zdroworozsądkowe zasady bezpieczeństwa i np jak moja 6-latka miała jechać na wycieczkę z noclegiem z zerówką, to oczywiście ją puściłam, mówiłam jak będzie fajnie - a potem cały jej wyjazd byłam chora ze strachu. Ale nie mogłam tego okazać, bo w domu był jej młodszy brat, który nie powinien widzieć matki w takiej rozsypce.

3. Poprawna diagnoza. W wieku 37 lat dostałam diagnozę ciężkiego ADHD o typie mieszanym. Mam też autyzm, ale tego nie badałam dokładnie. Dostałam leki na ADHD i na wyciszenie układu nerwowego i nastąpiło coś, czego się nie spodziewałam - lęk zniknął! Całkowicie, trwale i już 4 lata bez nawrotu. Wcześniej były po prostu lepsze i gorsze okresy, w lepszych lęk pojawiał się np raz w tygodniu wieczorem z wyczerpania, przemęczenia. W gorszych lęk był ciągły i uporczywy. A teraz go nie ma. 
 

Długo wstęp, teraz przejdę do mojej sytuacji. Zawsze miałam lęki i problemy w kontaktach społecznych, chodziłam też ciągle z głową w chmurach, gubiłam rzeczy, zapominałam oddać zadania domowe itd. Ale w tamtych czasach podejście było krótkie „nie wiem, co jest z Tobą nie tak, ale lepiej się ogarnij”. To okrutne, ale zdałam sobie szybko sprawę, że jeśli chcę mieć jako tako normalne, satysfakcjonujące życie, to w zasadzie innego wyboru nie mam. Muszę się ogarnąć, dać radę, w końcu chodzi o moje życie, mój komfort, a możliwości pomocy są znikome.

Więc dawałam radę. Dawałam radę jako studentka, pracownica, matka. Całe szczęście, że w końcu dostałam diagnozę, bo mam zajechany system nerwowy. Zmuszałam się i popychałam ponad wszelkie granice. 
Mój lekarz rodzinny i psychiatra uważają, że być może powinnam iść na rentę, ale ja się z tym nie zgadzam. Moim źródłem dopaminy przy ADHD od zawsze były wyzwania. Szkoła, kartkówka, studia, egzamin, kursy, projekty. Ludzie z ADHD w różny sposób podbijają sobie dopaminę, typowy jest hazard, sporty ekstremalne, narkomania, ale pracoholizm też jest wysoko na liście. Mój psychiatra uważa, że mam szczęście, bo z różnych metod regulacji dopaminy ta jest równie zła, ale ma niezaprzeczalną zaletę - stać Cię na leczenie i nie masz ekonomicznych trosk.

Mam 40+ lat, utrzymuję się sama, ale z przerwami. Na studiach pomagali mi rodzice, ale miałam też pracę. Potem byłam przez jakiś czas na utrzymaniu męża, kiedy dzieci były całkiem małe. Potem moja droga zawodowa była przerywana okresami L4, ale zawsze staram się zabezpieczyć jakimś prywatnym ubezpieczeniem wypłaty na przykład. Teraz wróciłam do aktywności zawodowej po prawie 1,5 roku. Najpierw L4, potem szukanie pracy, w międzyczasie jakieś małe projekty na własny rachunek.

Pracuję jako specjalista. Mam bardzo dobre wykształcenie, magistra, podyplomowki, kursy, znam biegle kilka języków. Szybko dotarło do mnie, że z moimi problemami, jeśli chcę przeżyć na rynku pracy, muszę mieć bardzo wysokie kwalifikacje i możliwość wyboru. Musi być tak, że to pracodawca zabiega o mnie i idzie mi na rękę, a nie na odwrót. Bo inaczej czeka mnie załamanie nerwowe, depresja, nerwica i w konsekwencji renta. 
Moja praca jest związana z IT i administrowaniem danych (ale nie jestem informatykiem ani programistą). Zarabiam bardzo dobrze i mogę pracować z domu. Mam dość ograniczony bezpośredni kontakt z ludźmi, a koledzy z działu są takimi samymi nerdami jak ja 😊 cześć ma też diagnozy. Mam dużą nadzieję, że uda mi się tą nową pracę utrzymać na minimum 2 lata, a idealnie choć 5 lat, więcej nie wymagam. Jeśli nie, jeśli znów skończy się to L4, to pewnie już będzie prosta droga do renty, a boję się, że siedzenie w domu i brak zajęć wpędzi mnie w depresję i nałogi. 

W dniu 27.07.2025 o 17:19, sailorka napisał(a):

@You know nothing, Jon Snow ja najpierw pracowałam w ramach wolontariatu jako ratowniczka wodna. Później roznosiłam ulotki po klatkach schodowych. Potem pracowałam w sklepie z ciuchami. Później 5 lat jako dziennikarka w dwóch gazetach i portalu internetowym. Następnie jako spedytorka i jednocześnie współwłaścicielka firmy transportowej. Później jako pomoc księgowej. Potem chyba z 10 lat robiłam gry komputerowe, głównie jako level designer i grafik 2D. Raz napisałam powieść sci fi, która nie została wydana. Teraz piszę kryminał.

Brzmi super! Też pracowałam przy ulotkach w liceum, potem w sklepach odzieżowych w Galerii. Potem przerzuciłam się na szeroko pojętą administrację, trochę pracowałam z graphic design, a potem przerzuciłam się na wdrażanie systemów IT i administrowanie bazami danych. I przy tym na razie zostanę, potrzeb jest dużo, a praca dla mnie łatwa i przyjemna, bo zgodna z moimi możliwościami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

16 godzin temu, Fuji napisał(a):

Pracuję na trzy etaty nieomal. 

Bez tego bym nie wytrzymał.

 

Ja podobnie funkcjonowałam, zwykle łącząc cały etat z np dziennymi studiami i wychowaniem dwójki dzieci z niepełnosprawnością. 
Hardcore. 
Dopiero mój psychiatra mnie zastopował. Powiedział, ze wszystko do czasu. I fakt, czasem czuję się jak staruszka. Mój układ nerwowy jest totalnie zajechany, mam tylko nadzieję, że to nie jest trwały uszczerbek na zdrowiu. Widzę też pogorszenie funkcji kognitywnych. Moje IQ spadło z czasem ze 140+ na 120+, teraz nie mam odwagi się zbadać, bo mam nadzieję, że wróciłam do swojej normy ok 140, ale boję się że spadłam jeszcze niżej niż 120. Wszystko ma swoją cenę.

Aha, dodam tylko, że w kwestii pracy musiałam pójść na kompromis.

Z moimi kompetencjami i wykształceniem mogłabym szukać stanowisk na wyższych szczeblach kierowniczych i twardo negocjować pensję, ale to nie przejdzie. Dlatego zwykle szukam pracy trochę poniżej moich kompetencji, gdzie być może w dobrych okresach będę się nudzić, ale w złych okresach dam radę nadążyć. Poza tym najważniejsze kryterium to kultura i środowisko pracy, a nie pensja czy stanowisko. Toksyczne otoczenie, gierki i manipulacje to dla mnie prosta droga do renty. Więc wybieram miejsca, gdzie atmosfera jest super, nawet jeśli wiem, że mogłabym zarobić więcej, mieć lepszy tytuł itd. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, minou napisał(a):

Poza tym najważniejsze kryterium to kultura i środowisko pracy, a nie pensja czy stanowisko. Toksyczne otoczenie, gierki i manipulacje to dla mnie prosta droga do renty. Więc wybieram miejsca, gdzie atmosfera jest super, nawet jeśli wiem, że mogłabym zarobić więcej, mieć lepszy tytuł itd. 

Dokładnie dla mnie też atmosfera w pracy ma bardzo duże znaczenie + do tego możliwość rozwoju. Wiadomo, że człowiek chce dobrze zarabiać, ale ja chcę  przede wszystkim czuć się w pracy dobrze. Dlatego odrzuciłam 3 oferty (w dwóch przypadkach firma nie wzbudziła mojego zaufania, a w trzecim po prostu przeczucie i ogólne warunki).

Edytowane przez bei

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Mic43 napisał(a):

/cenzura/ ZAZDRO. Mam odwrotnie, przeraża mnie to, że muszę MUSIEĆ coś robić. Dlatego nie wyobrażam sobie powrotu do pracy na etacie.

Nie ma czego. Samotnie spędzam ten czas nie robiąc nic. Nie chcę tak

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

8 godzin temu, Raccoon napisał(a):

 

No ja też sobie nie wyobrażam więcej pracy na etacie i robienia czegoś na czas. Do tego 15 minut przerwy na 8h pracy to jest nieśmieszny żart. Coś z elastycznymi godzinami pracy bym chciał, ale jestem po ogólniaku więc jest ciężko.

 

Nie myślałeś o budowie, jako taki kopacz rowów. Jak się widzi, jak czasami robią przy drogach, to jeden robi, a reszta stoi i się patrzy?

6 godzin temu, Catriona napisał(a):

Nie chce mi się, ale zrobię, bo to jest najbardziej lajtowa robota jaka istnieje i mogę ją wykonywać w trakcie swojej pracy 🤪 zajmie mi to 5h max, a zapłacą jakbym pracowała 40h 🤪

Cool 🙂

Edytowane przez bei

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

14 minut temu, Raccoon napisał(a):

 

Odpada wszelka praca gdzie są pyły bo astmę mam. Pracowałem kiedyś na magazynie i dostałem ataku duszności, potem jeszcze szef był niezadowolony przez to że się nie przyznałem na medycynie pracy. (Wiem, głupota, ale potrzebowałem pieniędzy) Na szczęście skończyło się tylko na porozumieniu stron.

Mnie raz zwolniono z pracy w 2019r w marcu bo zobaczył pracodawca, że zemdlałem. Popracowałem ze 3 miesiące niecałe. Nie poinformowałem na rozmowie o prace, że mam nerwicę czy tam padaczkę, bo tak mi radziła rodzina. W sumie i tak po moim zachowaniu ludzie zauważyli, że coś mi było. Teraz wyzdrowiałem przez wzmocnienie leków. Wpisane mam padaczka ale to nerwica lękowa była. Szpital mi źle wpisał od 2014r aż do dziś.Niech sobie jest wpisane jak jest.. Ja stale zmieniałem i zmieniam pracę, albo miałem luki w CV. Obecnie pracuje ale na zleceniu po 12h w ochronie, do kiedy tego nie wiem, niech będzie ta praca bo już miałem dość szukania. 

Edytowane przez Bratek91

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×