Skocz do zawartości
Nerwica.com

Strata relacji z "obiektem"?


Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie,

mam problem tego typu, że w zasadzie każda moja bliższa relacja z kobietą zmierza w kierunku jakiejś obsesji/psychozy. Od kilku tygodni rozwija się kolejna.

Z pewną kobietą znamy się od lat, mamy dość bliską relację, przyjacielską można by powiedzieć. Ona dość nieśmiała, ja też, ale miałem wrażenie, że się jej podobam (choć równie dobrze to była moja fantazja), ona mi zresztą też. Ostatnio przy różnych okazjach lepiej nam się gadało, a ja zacząłem myśleć, żeby w końcu "wyjść naprzeciw". Kilka tygodni temu na plenerowym koncercie mieliśmy trochę czasu gadać tylko we dwoje, były żarty, droczenie i emocje. Wracając do naszych namiotów spróbowałem ja pocałować, ale się uchyliła. Następnego dnia nie poruszaliśmy tematu, gadaliśmy jak gdyby nigdy nic, rozstaliśmy się w dobrych nastrojach.

Ale od tego czasu czuję się kiepsko, nawet coraz gorzej. Myślę, że w jakiś sposób ją rozczarowałem, zawiodłem jakieś zaufanie i straciłem wiele lat dobrej, bliskiej relacji. Myślę też, że w znacznej mierze to lęk i ból po stracie jakiejś iluzji, którą miałem w głowie, relacji z "obiektem". Do tego dochodzi mój silny lęk przed skrzywdzeniem kogoś bliskiego. Dzisiaj byłem na wizycie u psychiatry, pogadaliśmy m. in. o tym, o poprzednich podobnych przypadkach sprzed lat i ogólnie o mnie, no i zapisał mi antydepresant + Risperidon.

Mam ochotę po prostu do niej zadzwonić i powiedzieć tylko, że mi głupio za tę próbę, bo sobie wyobraziłem trochę za dużo. Ale silne lęki wkradają się zarówno w ochotę na kontakt, jak i mnie przed nim hamują, więc tkwię jakby w klinczu bez wyjścia, czasem z ochotą do chodzenia po ścianach.

Co byście doradzili, tak patrząc z boku? Odezwać się, czy zostawić temat w ogóle i oddzielić się? Może coś jeszcze innego?

Z góry dzięki za wszystkie odpowiedzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

44 minuty temu, zlasu napisał(a):

Ale od tego czasu czuję się kiepsko, nawet coraz gorzej. Myślę, że w jakiś sposób ją rozczarowałem, zawiodłem jakieś zaufanie i straciłem wiele lat dobrej, bliskiej relacji. Myślę też, że w znacznej mierze to lęk i ból po stracie jakiejś iluzji, którą miałem w głowie, relacji z "obiektem". Do tego dochodzi mój silny lęk przed skrzywdzeniem kogoś bliskiego. .


hej 🙂 wchodząc z tą konkretną osobą w związek także nie masz gwarancji, że będziecie żyć długo i szczęśliwie. 

Bywa i tak, że w relacji przyjacielskiej jest idealnie ale już w związku to nie działa pomimo, że na plus jest fakt, że dobrze się znacie i wiecie czego się po sobie spodziewać. Jednak wiecie to na poziomie przyjaźni, nie związku. 
 

Nie piszę tego, żeby Cię zniechęcać. Przypadków jest wiele. 
 

52 minuty temu, zlasu napisał(a):

Mam ochotę po prostu do niej zadzwonić i powiedzieć tylko, że mi głupio za tę próbę, bo sobie wyobraziłem trochę za dużo. Ale silne lęki wkradają się zarówno w ochotę na kontakt, jak i mnie przed nim hamują, więc tkwię jakby w klinczu bez wyjścia, czasem z ochotą do chodzenia po ścianach.

Co byście doradzili, tak patrząc z boku? Odezwać się, czy zostawić temat w ogóle i oddzielić się? Może coś jeszcze innego?

Z góry dzięki za wszystkie odpowiedzi.


Ja uważam, że dojrzali ludzie rozmawiają (i bynajmniej nie chodzi mi tu i wiek.)

 

Ona może równie dobrze mieć ten sam problem - zaczynać temat czy nie? ;) 

 

Tylko Ty piszesz, że ona Ci się podoba. Jeżeli z powiesz, że to nieporozumienie zanim poznasz jej zdanie a okaże się, że uchyliła się, bo była zaskoczona a w rzeczywistości podziela Twoje uczucia?


Jak tak żadne z Was tematu nie poruszy, będzie on wisiał w powietrzu i odbije się na relacji. Po co? 

 

Jesteście ludźmi a w relacjach różne rzeczy się zdarzają. Rozmawia się i idzie się w którąś stronę dalej. 


 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć, dzięki za odpowiedź.

 

Cytat

Bywa i tak, że w relacji przyjacielskiej jest idealnie ale już w związku to nie działa pomimo, że na plus jest fakt, że dobrze się znacie i wiecie czego się po sobie spodziewać. Jednak wiecie to na poziomie przyjaźni, nie związku. 
 

Nie piszę tego, żeby Cię zniechęcać. Przypadków jest wiele.

 

Nie zniechęcasz, a wręcz przeciwnie, trzeźwe spojrzenie jest mi teraz bardzo pomocne.

 

Cytat

Tylko Ty piszesz, że ona Ci się podoba. Jeżeli z powiesz, że to nieporozumienie zanim poznasz jej zdanie a okaże się, że uchyliła się, bo była zaskoczona a w rzeczywistości podziela Twoje uczucia?

 

W pewnym sensie i tak to było nieporozumienie. Tak czy inaczej rozumiem, że moja próba zakończyła proces budowania tej relacji i nie mam tu żadnego żalu czy rozczarowania za "odrzucenie".
 
W ogóle mam wrażenie, że choć w moich emocjach i działaniach to lęk przed stratą jest najbardziej wyraźny, to wszystkim gdzieś zza pleców steruje lęk przed bliskością, który ostatecznie torpeduje wszystkie moje bliskie relacje. Próba pocałunku była podszyta lękiem przed stratą, ale ostatecznie to lęk przed bliskością może teraz "spać spokojnie". Może to on blokuje mnie przed rozmową, albo pokieruje nią tak, żeby tę relację ostatecznie zakończyć, a potem odezwie się lęk przed stratą, jakieś poczucie winy itp.
Dwa przeciwstawne lęki - przed stratą i przed bliskością - umieją narobić bajzlu.
Ktoś może ma jakieś podobne doświadczenia? Jak sobie radzicie?
 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, zlasu napisał(a):

Cześć, dzięki za odpowiedź.

 

 

 

W pewnym sensie i tak to było nieporozumienie. Tak czy inaczej rozumiem, że moja próba zakończyła proces budowania tej relacji i nie mam tu żadnego żalu czy rozczarowania za "odrzucenie".
 

 

Zakończyła budowanie wieloletniej przyjaźni czy możliwość wejścia w związek?

 

4 godziny temu, zlasu napisał(a):

Cześć, dzięki za odpowiedź.

 

 

Nie zniechęcasz, a wręcz przeciwnie, trzeźwe spojrzenie jest mi teraz bardzo pomocne.

 

 

W ogóle mam wrażenie, że choć w moich emocjach i działaniach to lęk przed stratą jest najbardziej wyraźny, to wszystkim gdzieś zza pleców steruje lęk przed bliskością, który ostatecznie torpeduje wszystkie moje bliskie relacje.
 

 

A próbowałeś poradzić sobie z problemem poprzez psychoterapię?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, HerShadow napisał(a):

Zakończyła budowanie wieloletniej przyjaźni czy możliwość wejścia w związek?

 

 

Wejścia w związek na pewno, a wieloletniej przyjaźni obawiam się że też, bo skoro okazałem się taki niestabilny, to nie będzie chciała mnie "nakręcać" jakąkolwiek relacją. Że miała do mnie jakieś zaufanie, jak do kogoś stabilnego, ale je zawaliłem.

 

Godzinę temu, HerShadow napisał(a):

A próbowałeś poradzić sobie z problemem poprzez psychoterapię?

 

W różnych terapiach i grupach rozwojowych byłem w sumie ok. 12 lat. Ostanie 5 lat to była grupa rozwojowa pod kierunkiem dobrego psychoterapeuty, w której trakcie miałem parę podobnych kryzysów, ale niewiele mi się udało uporządkować, więc na razie dałem sobie spokój z terapiami. Dopiero teraz zdecydowałem się na wizytę u psychiatry.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, zlasu napisał(a):

 

Wejścia w związek na pewno, a wieloletniej przyjaźni obawiam się że też, bo skoro okazałem się taki niestabilny, to nie będzie chciała mnie "nakręcać" jakąkolwiek relacją. Że miała do mnie jakieś zaufanie, jak do kogoś stabilnego, ale je zawaliłem.

 

Zaraz niestabilny i zawaliłem... Ludzie z mniejszymi trudnościami, niż Twoje czy moje tzw. "normalni" też miewają podobne sytuacje. Bywa. Nie bez powodu mówi się, że między kobietą a mężczyzną przyjaźni nie ma. Ja się z tym zgadzam. Najczęściej któreś się zadurzy. 

Nie świadczy to indywidualnie o Tobie. 

 

A poza tym skąd wiesz, że właśnie tak myśli, że zawaliłeś? Niepotrzebnie sobie dopowiadasz. Dlatego najlepiej jest podjąć temat z nią. 

 

Zastanowiłam się co ja bym zrobiła w podobnej sytuacji i co bym sobie pomyślała. 

W opcji "nie jestem zainteresowana", to przecież bym się nie złościła. Mogłabym się czuć zakłopotana. Jeżeli nie byłabym zainteresowana przejściem w związek i widziałabym to jako przyjaźń, to martwiłabym się jedynie czy druga strona byłaby w stanie, ale to nie byłoby z mojej strony dyskwalifikujące.  No bo dlaczego? Co tu złego się stało? Nic zupełnie. 

Oczywiście mówię o swoim podejściu do sprawy. 

 

W opcji "jestem zainteresowana"  - pomyślałabym "Niech zacznie temat!!!" :D Swoją drogą podobnie, choć z różnicą w relacji miałam z mężem. Nie znaliśmy się co prawda tyle lat, wręcz przeciwnie - poznaliśmy i "zaskoczyło" ale sytuacja była niecodzienna z jego strony i umówiliśmy się na taką jakby randkę. Miałam taką nadzieję, że on zacznie temat. No i zaczął! :D  W ogóle uważam, że jak mężczyzna zaczyna takie tematy, to świadczy o jego pewności siebie. Jak trzeba chłopa "ścigać" z takimi tematami uczuciowo relacyjnymi, to z moich doświadczeń dupa. On zawsze znajdzie powód, żeby niw gadać albo powie "Nie wiem, nie myślałem o tym" Serio?!

 

Jeżeli obawiasz się, że weźmie Cię za niestabilnego, choć nie widzę powodu, to moim zdaniem podjęcie tematu jest na plus. Wypowiadam się za siebie oczywiście. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×