Skocz do zawartości
Nerwica.com

Co na dzisiaj? - czyli dziennik psychoterapii


Dryagan

Rekomendowane odpowiedzi

4 godziny temu, cynthia napisał(a):

Po pół roku się wypaliłam i stanęłam w miejscu bo nie wiedziałam, co miałabym jeszcze przerobić. Zastanawiam się o czym ludzie rozmawiają z terapeutami, która ciągnie się latami.

Jakbym miała kończyć terapię za każdym razem gdzie pozornie tematy mi się kończyły, a przynajmniej te, które ja uznawałam za ważne i o których chciałam mówić, to moja terapia musiałaby się w ogóle nie zacząć, bo po wyjściu z Kliniki moja terapeutka wiedziała już o mnie wszystko co najistotniejsze i część rzeczy przerobiła się w Klinice. Etapy stagnacji w terapii są i są potrzebne dla "oddechu" od ciężkich rzeczy, ale to rzadko jest oznaka, że przerobiło się wszystko, tym bardziej po półrocznej terapii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 minuty temu, Catriona napisał(a):

Etapy stagnacji w terapii są i są potrzebne dla "oddechu" od ciężkich rzeczy, ale to rzadko jest oznaka, że przerobiło się wszystko, tym bardziej po półrocznej terapii.

może masz rację, ale ja po prostu nie potrafiłam dalej się angażować. A te długie milczenie na terapii nie jest dla mnie wymowne, a jedynie mnie stresuje i nuży.

4 minuty temu, Catriona napisał(a):

Etapy stagnacji w terapii są i są potrzebne dla "oddechu" od ciężkich rzeczy, ale to rzadko jest oznaka, że przerobiło się wszystko, tym bardziej po półrocznej terapii.

może masz rację, ale ja po prostu nie potrafiłam dalej się angażować. A te długie milczenie na terapii nie jest dla mnie wymowne, a jedynie mnie stresuje i nuży.

 

w ogóle miał ktoś do czynienia z indywidualną terapią, na której terapeuta nagrywał całe spotkanie? pamiętam jak chcieli to zrobić na Szpitalnej, Catriona,a ja się nie zgodziłam bo powiedziałam, że chcą mnie nagrać, a potem ze mnie śmiać xd

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 minutę temu, cynthia napisał(a):

może masz rację, ale ja po prostu nie potrafiłam dalej się angażować. A te długie milczenie na terapii nie jest dla mnie wymowne, a jedynie mnie stresuje i nuży.

Ale ja pod słowem stagnacja nie mam na myśli milczenia, mam na myśli luźne i nudne czasami sesje na tematy o niczym. 
Ja mam teraz większość spotkań o niczym, ale ja już kończę terapię i rzadko się zdarza, żebym miała coś istotnego, mimo spotkań max 2 razy w miesiącu. Ostatnio np. całą praktycznie sesję przegadałyśmy z terapeutką o książkach 🤷‍♀️ i w sumie zaraz się jej przypomnę bo miała mi wysłać tytuł jednej książki i tego nie zrobiła 😡

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 minuty temu, cynthia napisał(a):

w ogóle miał ktoś do czynienia z indywidualną terapią, na której terapeuta nagrywał całe spotkanie? pamiętam jak chcieli to zrobić na Szpitalnej, Catriona,a ja się nie zgodziłam bo powiedziałam, że chcą mnie nagrać, a potem ze mnie śmiać xd

Mnie nigdy nie nagrywano, przynajmniej nie pamietam żeby tak było. Nie zastanawiałam sie nad tym czy bym się zgodziła choć mysle że to albo w celach nauki innych psychoterapi, albo podzielenia sie z superwiziorem.

 

Ja też czasami nie wiedziałam o czym mówić, choć nie do końca dlatego ze nie mia,łam tematu, tylko bardziej dlatego że nie byłam gotowa na poruszenie jakiegoś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, Catriona napisał(a):

w sumie zaraz się jej przypomnę bo miała mi wysłać tytuł jednej książki i tego nie zrobiła 

ojjj no tak to nie można

 

nie wiem, czy jest sens zaczynać znów terapię, skoro mam takie podejście,  takie a nie inne emocje wywołuje u mnie terapia. Nie mówię, że nei może mi pomóc, ale ze swoim podejściem raczej więcej nie wyciągnę

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 minut temu, Catriona napisał(a):

Ale ja pod słowem stagnacja nie mam na myśli milczenia, mam na myśli luźne i nudne czasami sesje na tematy o niczym. 

Ja nie wiem czy przez ostatnie pótora roku miałam taką sesję. Może faktycznie sie zdayrzło, że wyszłam z poczuciem mało produktywnej sesji, ale widocznie na taką byłam gotowa. Jakoś tak źle bym sie czuła z tym że juz dostałam sie na NFZ na terapię i jej nie wykorzystuje na tyle na ile mogę. Jak kiedyś powiedziałam terapeucie, że nie chce mówić o sprawach które wydają mni sie błache to on jakby potwierdziła, po co mówic dla samego mówienia i, że wtedy to miałoby charakter spotkania towarzyskiego, a nie terapii.

 

Za to na terapi prywatnej uczucie "zmarnowanej sesji/zmarnowanych pieniedzy" miałam częściej.

Edytowane przez bei

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×