Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
johnn

Gdzie można zdiagnozować zespół Aspergera?

Rekomendowane odpowiedzi

@take Czy sama diagnoza ci w czymś pomogła, czy pomogła np. terapeutom czy psychiatrom? Czy raczej odpowiada na twoją potrzebę określenia "kim jestem"?

 

 

7 godzin temu, Neurovit napisał:

Psychoterapeuci np. na takiej psychoterapii grupowej, jeśli nie są ekspertami od ZA, ale coś tam słyszeli, myślą na ogół tak - aha, mniej więcej wiem co to  asperger, ale za to dobrze znam się na psychoterapii

Nie sądzę żeby osoby z ZA były dopuszczane do głębokiej terapii grupowej. Nie rozumieją nic z relacji ani mowy. To przecież bezcelowe. Chyba że chodzi o trening?

8 godzin temu, Neurovit napisał:

Asperger się wkurzy, że psychoterapeuta wciska mu znachorstwo, ciemnotę i zabobon, że to wszystko pachnie jakimś sekciarstwem.

Wkurzenie osoby z ZA jest nieważne, to drobiazg, wkurzenie przeżywa każdy neurotyk na terapii i to jest norma więc A nie jest tutaj jakoś wyjątkowy. Wg. Lacana, pomylenie struktur osobowości, wzięcie psychotyka za neurotyka w czasie analizy to nie wkurzenie ale ryzyko załamania psychotycznego. Psychotyk nie ma wewnętrznych struktur które go podtrzymają w przypadku kryzysu.

 

8 godzin temu, Neurovit napisał:

Problem z psychoterapeutą może być jednak taki, że nie da on wiary naszemu aspergerowi.

E tam. Robisz z psycho idiotów, na jakiej podstawie. Snujesz bajkę w stylu ci źli psycho, nie znają się na niczym, zaraz dojdzie to tego że złodzieje i oszuści jak to Johnn tu zawsze pisze. To młyn na wodę dla wiecznej narracji krzywdy i paranoicznych podejrzeń, takich jakie przejawia ciągle autor wątku. Zakładasz że się idzie gdzieś, dostaje papier i wszyscy wszystko już wiedzą. Tak przecież nie jest. Myślę, chyba słusznie, że spektrum ZA i zaburzeń towarzyszących jest mnóstwo, więc przed psycho staje mimo wszystko człowiek a nie diagnoza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, doi napisał:

Nie sądzę żeby osoby z ZA były dopuszczane do głębokiej terapii grupowej. Nie rozumieją nic z relacji ani mowy. To przecież bezcelowe. Chyba że chodzi o trening?

doi,

właśnie sęk w tym, że są dopuszczani a przynajmniej ci, którzy nie są świadomi, że pomimo rozmaitych problemów mają ZA. Dochodzi do tego, że jak leki nie działają, to psychiatrzy sami sugerują tym osobom, żeby spróbowali psychoterapii. Porażka. Taka psychoterapia ma sens o tyle, że osoba z ZA może podpytać grupę, jak jest odbierana. Ludzie autystyczni mają odmienne kody emocjonalne i nie tylko oni mają problemy z odczytywaniem emocji u innych, ale także inni mają problem z odczytaniem emocji u nich, bo posiadają zubożoną mimikę, czasem nieadekwatną. Kolejna sprawa to niedostrajanie się emocji aspich do emocji grupy. Tak bywa na pogrzebach, gdzie wszyscy mają nosy na kwintę a asperger cały w skowronkach - o ile nie jest to pogrzeb osoby bardzo bliskiej. Właśnie to jest ciekawe, że często w tragicznych sytuacjach, w jakiś wypadkach komunikacyjnych, aspergerzy potrafią wstać, otrzepnąć się i działać, podczas gdy innym rozum odbiera. Tony Attwood twierdzi nawet, że rozmawiał z aspergerowymi żołnierzami, którzy wracali z misji w Iraku, czy Afganistanie. Ci ludzie z bardzo dużą dozą spokoju znoszą np. ostrzał artyleryjski, podczas gdy inni dostają PTSD. Zupełnie inaczej jest przy pracy biurowej - jeden mail, czy telefon może wyprowadzić aspiego z równowagi. Powiem taką jedną, ciekawą rzecz - zdrowi psychicznie ludzie z aspergerem, patrząc na taką psychoterapię, sami mówią, że to jakaś głupota. "Jak można leczyć człowieka gadaniem?" Otóż to - tak właśnie myśli człowiek z ZA, który nigdy nie miał problemów. Rzecz w tym, że gdy są zdesperowani i źle im się dzieje, to zaczynają się chwytać takich "idiotyzmów", których sens w ogóle wcześniej podważali. To należy traktować jako krzyk rozpaczy. W tej sytuacji są oni w stanie praktykować "zabobony", w które sami nie wierzą.

 

A odnośnie diagnozy - słyszałem, że w wielu przypadkach diagności robią wszystko, żeby wybić z głowy ludziom chęć diagnozowania. Wiadomo dlaczego.  Polska, to nie szwedzka socjaldemokracja, choć od strony formalnej efekt jest taki, że w krajach jak Wielka Brytania, odsetek ludzi ze spektrum jest wyższy niż w Polsce. Ponadto niektóre diagnozy są naciągane, bo spece robią z młodych aspergerów autystów, żeby łatwiej było o pewne bonusy. Dlatego od strony czysto naukowej, to jest u nas kompletna lipa. Nie ma psychiatrów pokroju Simona Barona-Cohena, czy psychologów takich, jak Tony Attwood. Nikt też w Polsce nie będzie się bawił w funkcjonalny rezonans magnetyczny, czy badania genetyczne. Proszę zejść na ziemię i mniej oglądać Discovery Channel 🙂 Natomiast trening autystów, czy tzw. "terapia autyzmu" jest jak najbardziej wskazana. Tyle tylko, że to nie terapia - w takim sensie jak psychoterapia - ale próba nauczenia człowieka pewnych podstaw organizacji życia, dbania o siebie, czy umiejętności społecznych. To coś, jak u Ruskich, gdzie młodzieńców z patologicznych, rozbitych rodzin biorą w kamasze. Szkoła życia i tyle. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 17.04.2020 o 10:14, doi napisał:

W potoku retorycznych, zadałeś wreszcie tutaj sensowne pytanie.

Które pytania były retoryczne? Odpowiedziałaś na moje retoryczne pytania?

W dniu 17.04.2020 o 10:14, doi napisał:

Dokładnie tak jest, że psycho od pierwszych spotkań tworzą sobie założenia co do funkcjonowania umysłu pacjenta a potem je weryfikują. To jest pewna hipoteza robocza, zmienna, subiektywna, rozwijana. Weryfikowana, oczywiście, w trakcie sesji i podczas superwizji. Ma wielką wartość w ich pracy, ale nie w twojej. Diagnoza jako etykietka, jakiej ty się domagasz, jest psycho zbędna, bo pracują z wieloaspektowym człowiekiem a nie z diagnozą.

Sądziłem, że psycholodzy i psychiatrzy mają działać wspólnie na rzecz pacjenta.

 

Co masz na myśli używając słowa diagnoza? Kilku wyrazowa nazwa zaburzenia? Czy wielostronicowe opracowanie? 

 

Nikt nie wie wszystkiego. Diagnoza może odsłonić braki psychologa.

W dniu 17.04.2020 o 10:14, doi napisał:

Dostałeś trzy różne diagnozy, ale one ciągle mówią o tym samym (nie dostrzegasz tego?) : o lęku, paranoi, wycofaniu i sztywności, o braku kontaktu z uczuciami, o nieumiejętności stworzenia relacji ze sobą i innymi - z naciskiem na różne aspekty tego. 

Zgadzam się. Ale nie wyjaśniają  innych trudności z którymi się zmagam. 

W dniu 17.04.2020 o 10:14, doi napisał:

Tak samo powie diagnoza ZA, o ile ją będziesz miał. Zresztą ZA ma też wiele barw.

Dostrzegam różnicę pomiędzy kilku wyrazową diagnozą a wielostronicowym dokumentem opisującym szczegółowo diagnozę i jej uzasadnienie. 

W dniu 17.04.2020 o 10:14, doi napisał:

To TY domagasz się diagnozy (z twoich względów: bezpieczeństwa, dla pretekstu do braku zmian, dla samookreślenia, dla stworzenia sobie mitu fundamentalnego, głównej kanwy opowieści o sobie- normalnie dostarczają go rodzice lub terapia). Warto odpowiedzieć sobie na fundamentalne pytanie: po co ci diagnoza? Co ona ma dać, co zmienić,  zrobić? Nie sugeruję tutaj, że to dobrze czy źle że szukasz diagnozy, ale polecam odpowiedź na pytanie: po co? Czym jest "diagnoza" w twojej opowieści o sobie?

Diagnoza służy podjęcia właściwego leczenia oraz odpowiedzi co mi dolega.  Diagnoza jako wielostronicowe pozwoli moim najbliższym i innym osobom zrozumieć mnie, nazwać rzeczy po imieniu oraz ukierunkować (uporządkować).  

W dniu 17.04.2020 o 10:14, doi napisał:

Wiem, ty wszystkie słowa nie po twojej linii odbierasz jako atak lub zagrożenie zgodnie ze swoim schematem. 

Nie. Zazwyczaj traktuje uwagi jako przyczynek do dyskusji lub rozważań. 

Inni użytkownicy zinterpretowali twoje słowa jako nieadekwatne do moich wypowiedzi. Jaka jest tego przyczyna?

W dniu 17.04.2020 o 10:14, doi napisał:

Pisząc to miałam na myśli coś innego. Ja np. nie jestem zbyt skoczna. Idiotyzmem byłoby dla mnie pchać się do sportu i skoków wzwyż. Każdy ma jakieś ograniczenia, ty akurat masz takie, może trzeba je uszanować i rozwijać to co dobre a nie to czego brak? 

Wydaje mi się, że jesteś w błędzie. W ogólności twoje twierdzenie jest nieprawdziwe. Wiele osób tkwi w przekonaniu, że nie jest w czymś dobre np. w matematyce lub nauce języków obcych.  Gdy tymczasem przyczyną złej oceny swoich umiejętności jest niewłaściwe podejście np. zły nauczyciel lub nieodpowiednia metoda nauczania.

 

Wydaje się, że zaprzeczeniem twoich słów jest postawa Janka Meli. Najmłodszy zdobywca obu biegunów w jednym roku.

 

Nie wiem do czego odnosisz te słowa.  

 

Przyjmując, że mówisz prawdę trudność sprawia ocena w czym jestem bardzo słaby. 

W dniu 17.04.2020 o 10:14, doi napisał:

 Jednocześnie podważasz każdy autorytet i dezawuujesz każde słowo (np. tu na forum), żądając ich więcej. 

Mam prawo nie mieć autorytetu. Nie dezawuuje każdego słowa.

W dniu 17.04.2020 o 10:14, doi napisał:

Oczywiście jak stawisz sie do psycho na 12 spotkań, to on cie nie wyrzuci, ale przecież nic nie uzyskałeś na razie (przynajmniej tak twierdzisz).

Psycholog ma prawo odmówić współpracy.  Trzech psychologów odmówiło mi pomocy (na pierwszym, drugim i piątym spotkaniu).

W dniu 17.04.2020 o 10:14, doi napisał:

Jeśli idziesz do restauracji w której są tylko dania wegańskie i żądasz steka to nikt nie będzie z tobą o tym dyskutował, ale cię po prostu nie obsłuży. Skoro od kilku lat chodzisz do restauracji wegańskich żądając krwistych steków to faktycznie masz prawo się zmęczyć, ale to ty jesteś nieadekwatny a nie restauracja.

Twój przykład jest nieadekwatny. W restauracji wyjaśniono by mi, że tego typu dań się nie podaje się.  Psycholog nie odpowiada na moje uwagi dotyczące trudności w stosowaniu uczuć i brak skuteczności terapii. Gdyby kelner nie zareagował (nie odpowiedział) na twoje prośbę złożenia zamówienia mimo ponagleń jak byś zareagowała?

W dniu 17.04.2020 o 10:14, doi napisał:

Skoro idziesz na terapię, będzie mowa o uczuciach, bo terapie zakładają że pacjent jest neurotykiem i to właśnie działa. 

Nie  mam nic przeciwko rozmowie o uczuciach.

W dniu 17.04.2020 o 10:14, doi napisał:

I jeśli nie chcesz ani nie możesz czy masz blokadę (np nieświadome broni się przed załamaniem psychotycznym, dezintegracją) czy nie widzisz sensu tego to czemu na terapię chcesz uczęszczać? Terapeuta da ci tylko to co ma w ramach terapii, czyli rozmowę o uczuciach, namiastkę relacji.

Szukam przyczyny swojego zachowania oraz pomocy. Do kogo mam się udać skoro rozmowa o uczuciach mi nie pomaga? Kto ma ocenić naturę moich trudności?

W dniu 17.04.2020 o 10:14, doi napisał:

Jasne, że twoje uwagi są ignorowane bo sa nieadekwatne, są częścią twojego zaburzenia. W gabinecie przyjmuje się że to pacjent odbiera krzywo świat i czasem nie zdaje sobie z tego sprawy, ale że jest zdolny do refleksji i uświadomienia sobie swoich błędnych schematów. Mam wrażenie z tego co tu piszesz ty nie jesteś w stanie (z powodów wewnętrznych, biologicznych, społecznych etc) zakwestionować siebie. Ale to nie jest wina terapeutów.

Wydaje mi się, że niektórzy psycholodzy nie są w stanie dostrzec swoich braków. Wszelkie uwagi lub prośby o dyskusję z tym związane są ignorowane lub traktowane jako nieadekwatne. Nie są w stanie zakwestionować siebie (swojej niewiedzy).

W dniu 18.04.2020 o 18:01, Luna* napisał:

john, na NFZ, z tego co wiem, nie diagnozują ZA.

Mam różne informację.

W dniu 18.04.2020 o 18:01, Luna* napisał:

Poza tym, nie każdy psychiatra musi tez znac się na wszystkim; wiec, powiedz, co w tym dziwnego, ze w prywatnej placówce, ukierunkowanej na diagnostykę w tym kierunku, zajmą się Toba dokładniej i zgodnie ze wspolczesnymi standardami na ten temat?

W przypadku wątpliwości psychiatra może przeprowadzić dodatkowe badania lub skierować do innego specjalisty.

W dniu 18.04.2020 o 18:01, Luna* napisał:

 I tak, jeśli diagnoza ma być rzetelna, to musi być więcej spotkan, to chyba oczywiste, nikt ci w 15 minut nie postawi diagnozy. 

Wiec podsumowując, pewien zakres (diagnostyki) jest dostępny na NFZ, a to, co powyżej, jest odpłatnie, i do tego jeszcze w kilku zaledwie placówkach. Tak to działa.

Przez rok spotykałem się z psychiatrą. Diagnoza sporządzona na początku została podtrzymana i nie zmieniła się (specyficzne zaburzenia osobowości). Wszystkie spotkania przebiegały podobnie. Nie znalazłem działań nakierowanych na potwierdzenie lub obalenie początkowej diagnozy.  Pytania się powtarzały. Zalecone leki nie przyniosły poprawy a pogorszenie. Wspomniany psychiatra miał dostęp do dokumentacji psychologa ze spotkań indywidualnych i terapeutycznych. Nie zlecił dodatkowych badań i nie skierował do innego specjalisty.  Na moje pytanie co mi jest odpowiedział, że ja wiem najlepiej. 

 

Zwracam uwagę na zaniedbywanie obowiązków powierzonych przez NFZ.

W dniu 18.04.2020 o 18:01, Luna* napisał:

I dalej, pytałam, po co ci diagnoza, bo może się przecież okazac np., ze jednak nie potwierdzą Ci tego ZA, tylko zdiagnozują jeszcze cos innego, i co wtedy

Właściwa diagnoza pozwoli wskazać najlepszą metodę leczenia.  A może każda metoda terapeutyczna jest dobra na każde zaburzenie? Jestem daleki od takiego stwierdzenia. 

W dniu 18.04.2020 o 18:01, Luna* napisał:

I tak to jest punkt wyjścia do dalszej pracy, a nie karta przetargowa w walce z dotychczasowymi lekarzami.

Jak mogę polegać na 15 minutowej diagnozie? Podobnie diagnoza oparta na wielu spotkaniach ale bez widocznego zaangażowania lekarza dążącego do przygotowania rzetelnej diagnozy.    

Dostrzegam wpływ ilości spotkań z psychiatrą na rzetelność i trafność diagnozy. Niestety żaden ze specjalistów po podaniu diagnoz nie pyta na podstawie ilu spotkań zostały one sporządzone. Co to oznacza? Tak więc jak ma mnie to nie niepokoić? Obecny psycholog nie zapoznał się z dokumentacją sporządzoną przez psychiatrę. Czy mam rozumieć, że wystarczy podać nazwę zaburzenia? Sprowadzenie wszystkie do trzech lub czterech słów opisujących nazwę zaburzenia wydaje się powierzchowne i nieodpowiedzialne.

W dniu 20.04.2020 o 13:20, doi napisał:

Nikt. Wszystkie twoje diagnozy są właściwe. Tylko ty nie tolerujesz ambiwalencji i ty chcesz tę jedyną i właściwą by się na czymś oprzeć.

W jakim sensie są właściwe?

@Luna* Ty również oczekujesz jednej właściwej diagnozy czy to oznacza, że nie tolerujesz ambiwalencji?

W dniu 20.04.2020 o 13:20, doi napisał:

Po tej diagnozie będziesz szukał kolejnej, lepszych specjalistów, lepszych lekarzy, jeszcze większych autorytetów, bo w twoim zaburzeniu nikt nie ejst tak trwały zeby się na nim oprzeć. Problem jednak jest w tobie - w lęku, w podejściu paranoicznym,  ale nie w otoczeniu.

To zależy od wyniku procesu diagnostycznego. Kilku wyrazowe diagnozy bez opisu, opinii lub oceny są powierzchowne. To budzi mój niepokój. Trudno na ich podstawie obrać właściwą metodę leczenia i wytrwać w niej przez miesiące (lata).

Nie uznaje autorytetów. Uznaje odpowiedzialność za swoje czyny.

Trudność nie leży w wyborze lekarza ale rzetelności diagnozy.

W dniu 20.04.2020 o 13:20, doi napisał:

Nikt sie nie ustosunkował, bo nie jest to problemem. To dla ciebie jest niepokojący problem bo nie rozumiesz ambiwalencji, tego, że jednocześnie może istnieć kilka rzeczy podobnych lub niepodobnych, lub też ta sama rzecz może mieć wiele konotacji i nikt nie ma z tym problemu.

Czy nie zasługuje na wyjaśnienie? Komu mam zadać pytania, które dotyczą niezrozumiałych dla mnie zagadnień?

W dniu 20.04.2020 o 13:20, doi napisał:

Twoje roszczenia nie są uzasadnione i specjaliści to wiedzą. To co piszesz tutaj o braku pomocy ze strony psycho jest odbiciem twojego zaburzenia, wynika z twojego zaburzenia, ale nie prawdą. 

Czy nie zasługuje na wyjaśnienie? Komu mam zadać pytania, które dotyczą niezrozumiałych dla mnie zagadnień?

W dniu 20.04.2020 o 13:20, doi napisał:

Jeśli laik na forum dostrzega twój schemat postępowania, dostrzeże to z pewnością specjalista.

Skoro laik może mi to wyjaśnić to czemu specjalista tego nie robi?

W dniu 20.04.2020 o 15:20, nico123 napisał:

Mnie tez irytują te ciągłe ataki doi na johhnego.

To nie jest miłe.

W dniu 20.04.2020 o 15:20, nico123 napisał:

Widać np. u ciebie zależność od innych ludzi i bierność.

Proszę podaj przykłady. 

W dniu 20.04.2020 o 15:20, nico123 napisał:

Rady odnośnie podjęcia pracy były dobre, terapia nie da gotowych rozwiązań. 

Nie twierdziłem, że propozycję pracy są złe. 

W dniu 20.04.2020 o 15:20, nico123 napisał:

Sam musisz zacząć działać by polepszyć swoją sytuacje.

Skąd wiesz, że tego nie robię?

W dniu 20.04.2020 o 15:20, nico123 napisał:

Piszesz że terapeuta powinien pomoc ci wzmocnić pewność siebie, znowu to tak nie działa pewność siebie wzmocnisz jeżeli ty przejmiesz inicjatywę.

Moje osiągnięcia (z przeszłości) nie przyniosły mi pewności siebie skąd wiesz  ze tym razem będzie inaczej?

W dniu 20.04.2020 o 15:20, nico123 napisał:

Nie możesz opierać się tylko na innych, a ewentualne niepowodzenia tłumaczyć złym środowiskiem czy postawą innych.

Nie opieram się tylko na innych. Podaj proszę przykłady. 

Podaje przyczynę moich działań jaką uznaje za właściwą. 

W dniu 20.04.2020 o 15:20, nico123 napisał:

Profesjonalna pomoc jest wskazana ale na warunkach psychiatry, terapeuty, nie możesz oczekiwać od nich nie wiadomo czego.

Czy ja temu przeczę? W tym celu staram się określić zakres obowiązków i powinności wobec mnie.  

Jeżeli  ty lub inni mogą zwrócić mi uwagę na moje zbyt wygórowane oczekiwania (wymagania), to specjalista nie może tego zrobić? Tak wielką trudność z tym ma. Od jednego z psychologów oczekiwałem sporządzenia opinii. Pani psycholog odmówiła mi. Nie ponawiałem swojej prośby już później. Inni mają z tym problem?

W dniu 20.04.2020 o 15:20, nico123 napisał:

Rozumiem że zostałeś skrzywdzony ale to nie tak, że nie możesz niczego zmienić bo zły świat ci nie pozwala. 

Ja tego nie twierdzę.

W dniu 20.04.2020 o 16:06, doi napisał:

Jak ktoś jest chromy, to musi sobie wózek kupić, albo kule i nauczyć się z tym przemieszczać zamiast udawać że ma nogi i zmuszać się do marszu. Wytresować się w pewnych zachowaniach, przejść trening zachowań społecznych bez próby zgłębienia czemu tak a nie inaczej.

Do kogo się odnosisz te słowa? 

 

Do pozostałych wpisów odniosę się w kolejnym wpisie.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

john, to jeszcze raz - jeśli chcesz rzetelnych informacji o możliwości diagnostyki na NFZ, to nie pozostaje ci nic innego, jak zwrocic się z pisemnym zapytaniem do jednego z oddzialow funduszu (NFZ). Tam odpowiedza ci na pismie i będzie to wiązace. Będziesz miał na co się powolac, gdy Cie będą zbywac czy odsyłac.

Kolega powyżej pisał cos o dluzszym czasie oczekiwania, w takim wypadku sam wybierzesz, co dla ciebie lepsze - czekac na bezpłatną diagnozę, czy skrocic sobie czas oczekiwania, udając się do prywatnej kliniki. Ja na twoim miejscu wybrałabym wariant drugi, ale Ty powinieneś sam zdecydować, co wolisz, czy co będzie lepsze.

15 min na pewno nie wystarcza na diagnozę, mam wrazenie, ze wcześniej zle się zrozumieliśmy. 

Co do kilku diagnoz, to moim zdaniem (ale nie jestem fachowcem, jestem tylko hobbistką w tym zakresie ;)) największe znaczenie ma zawsze najcięższe zaburzenie, nawet jeśli cos tam jeszcze wspolistnieje. Wiec jeśli ci potwierdza ZA, to to będzie miało obiektywnie największe znaczenie w prowadzeniu cie w terapii.

 

Edytowane przez Luna*

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, powtarzam to z całą pewnością - na NFZ diagnozują, tylko trzeba poczekać czasem rok, gdzie indziej półtora, a są placówki, gdzie nawet dwa. Z centrami zdrowia psychicznego i prywatnymi gabinetami psychiatrów dałbym sobie spokój, bo do diagnozy potrzebny jest zarówno psycholog kliniczny, jak i lekarz psychiatra. To jest wymóg minimum, sam psychiatra nie wystarczy. Proszę poszukać ośrodka diagnostyki i terapii autyzmu w Bydgoszczy, albo Toruniu. Są ośrodki, w których można diagnozować zarówno odpłatnie, jak i na NFZ. Najprawdopodobniej będzie potrzebne skierowanie od lekarza rodzinnego. 

 

Co do samej diagnozy i ewentualnego informowania o tym rodziny, to jest temat - rzeka. Osoby z ZA mogą sobie nawet nie zdawać sprawy z tego, jakie to czasem przynosi konsekwencje, bo brakuje im teorii umysłu. Efekt może być taki, w szczególności w przypadku matek, że nie będą tego chciały przyjąć do wiadomości. Nie, nie chodzi o to, że bywają mało inteligentne, niewykształcone, czy ułomne. Problemem może być to, że one od dawna wiedziały, że z dzieckiem było coś nie tak. Widziały, wiedziały, czy przeczuwały, ale nic z tym nie robiły. I teraz może pojawić się poczucie winy, cholerne wyrzuty sumienia. Będą wypierać diagnozę, mogą stać się agresywne, albo okaże się, że stanie się to tematem tabu. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 22.05.2020 o 18:37, Luna* napisał:

Kolega powyżej pisał cos o dluzszym czasie oczekiwania, w takim wypadku sam wybierzesz, co dla ciebie lepsze - czekac na bezpłatną diagnozę, czy skrocic sobie czas oczekiwania, udając się do prywatnej kliniki. Ja na twoim miejscu wybrałabym wariant drugi, ale Ty powinieneś sam zdecydować, co wolisz, czy co będzie lepsze.

W porządku.

W dniu 22.05.2020 o 18:37, Luna* napisał:

15 min na pewno nie wystarcza na diagnozę, mam wrazenie, ze wcześniej zle się zrozumieliśmy. 

Mam dwie diagnozy na podstawie jednorazowej wizyty oraz trzecią diagnozę na podstawie rocznych spotkań (diagnoza została postawiona na pierwszym spotkaniu a potem podtrzymana przez kolejnego psychiatrę z którym spotykałem się przez rok). 

W dniu 22.05.2020 o 18:37, Luna* napisał:

Co do kilku diagnoz, to moim zdaniem (ale nie jestem fachowcem, jestem tylko hobbistką w tym zakresie ;)) największe znaczenie ma zawsze najcięższe zaburzenie, nawet jeśli cos tam jeszcze wspolistnieje. Wiec jeśli ci potwierdza ZA, to to będzie miało obiektywnie największe znaczenie w prowadzeniu cie w terapii.

Nie to jest przedmiotem moich niepokoi. Martwi mnie rzetelność diagnozy. Przy ostatniej diagnozie lekarz skupił się na powtarzalnych pytaniach (w tym Jak się Pan czuje?, Zażywa Pan leki?, Pracuje Pan?) Na każdym spotkanie przepisywał tą samą diagnozę F60 (specyficzne zaburzenia osobowości). Mam wrażenie, że lekarzowi nie zależało na wykonaniu swojej pracy należycie. 

19 godzin temu, Neurovit napisał:

Tak, powtarzam to z całą pewnością - na NFZ diagnozują, tylko trzeba poczekać czasem rok, gdzie indziej półtora, a są placówki, gdzie nawet dwa. Z centrami zdrowia psychicznego i prywatnymi gabinetami psychiatrów dałbym sobie spokój, bo do diagnozy potrzebny jest zarówno psycholog kliniczny, jak i lekarz psychiatra. To jest wymóg minimum, sam psychiatra nie wystarczy. Proszę poszukać ośrodka diagnostyki i terapii autyzmu w Bydgoszczy, albo Toruniu. Są ośrodki, w których można diagnozować zarówno odpłatnie, jak i na NFZ. Najprawdopodobniej będzie potrzebne skierowanie od lekarza rodzinnego.

Rozważam Towarzystwo Autyzmu w Toruniu i bezpłatne ośrodki na NFZ.

19 godzin temu, Neurovit napisał:

Co do samej diagnozy i ewentualnego informowania o tym rodziny, to jest temat - rzeka. 

Od około 5 lat moja informowałem moja mamę o przebiegu spotkań z specjalistami oraz moich trudnościach w tym kontaktach z ludźmi i podejmowaniem decyzji. Moja mama nie może uwierzyć w moje słowa. Twierdzi, że przesadzam. Nie mam trudności w kontaktach z ludźmi bo jeździłem na wycieczki szkolne. Wielce ją dziwi, że nie wspomniałem ani słowem o trudnościach w kontaktach z ludźmi (w szkole lub sąsiedztwie). Zachowałem to dla siebie.  Nie wiem czemu o tym nie wspomniałem. Wydaje mi się, że nikt mi nie powiedział, że należy o takich sprawach mówić.

Moja mama była wychowana przez wujostwo. Rodzony ojciec ją oddał po śmierci żony. Zatrzymał najstarszą dwójkę.  Moja mama była źle traktowana przez przybranych rodziców szczególnie macochę. Uciekała z domu. Rodzice kłóci się przy niej o nią. Chciała posiadać rodzinę za wszelką cenę. Psycholog stwierdził, ze moja mama była bezradna wobec brata (syna wujostwa). Wchodził jej na głowę. Mój ojciec nie reagował. Uciekał do matki.

 

Na pozostałe (wcześniejsze) wiadomości odpowiem w późniejszym czasie.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

johnn,

skoro nie informowałeś o trudnościach w kontaktach, to może to wskazywać na ZA. Widzisz, akurat konkretnie diagnozę F60.1 (zaburzenie schizoidalne osobowości) można pomylić z F84.5 (zespół Aspergera). W przypadku wspomnianej pani Ewy Furgał było tak, że diagnozowali jej osobowość schizoidalną, aż w końcu trafiła na speca znającego się na ZA i wtedy zmienili jej diagnozę. Tu możesz poczytać o tego typu problemach

 

https://schizoids.pl/forum/viewtopic.php?t=6

 

Co do samych kontaktów z ludźmi, to też należałoby rozszerzyć o co konkretnie chodzi. Czy problem pojawia się już na etapie wizyty w sklepie, który nie jest samoobsługowy? A co z rozmową np. z taksówkarzem, albo z panią w urzędzie? A może chodzi o jakiś problem z relacją z inną osobą, gdy zaczynasz podtrzymywać znajomość, spotykać się, budzi się jakaś przyjaźń? Inna sprawa, to czy masz jakieś pochłaniające zainteresowania? Siedzisz w komputerach, czytasz o samochodach, trzaskasz zadania z matmy? Czy widzisz w ogóle sens pisania i czytania poezji? Tylko serio - nie odpowiadaj, że tak, bo tak ludzie mówią, albo pani na polskim tak uczyła. Jak to jest w Twoim odbiorze? Czy masz przykładowo trudności z pisaniem opowiadań - jak na języku polskim, gdzie trzeba samemu wymyślić treść, podumać co mogli bohaterowie robić, jak się zachowywali? I w końcu - czy Ty chcesz kontaktów z innymi ludźmi, ale coś tam Tobie nie wychodzi, czy może nie chcesz, jest to dla Ciebie upierdliwe, męczące, mógłbyś się obejść bez tego, ale życie nie daje takiej możliwości?

Edytowane przez Neurovit

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Neurovit, mam do Ciebie pytanie. Wszyscy autystycy mają stimy? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
15 godzin temu, Neurovit napisał:

Czy problem pojawia się już na etapie wizyty w sklepie, który nie jest samoobsługowy? 

Nie. Trudność stanowi przełamanie mojego schematu zachowania. 

 

Przykład 1.

Od wielu spotkań zbieraliśmy się przed salą w oczekiwaniu na seminarium (na studiach) wraz z kolegami (około osiem osób). Zawsze podawałem rękę kolegom (mężczyznom) a z koleżankom witałem się słownie. Pewnego razu obserwował to profesor. Zapytał mnie czemu nie podaje ręki koleżance (w grupie mieliśmy tylko jedną kobietę). Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Nie odpowiedział nic.

 

Przykład 2.

Lubię gdy moja codzienne zachowanie odbywa się według codziennych reguł. Nie lubię gdy się zmienia. Zwłaszcza gdy jej powodem są inni ludzie.

15 godzin temu, Neurovit napisał:

A co z rozmową np. z taksówkarzem, albo z panią w urzędzie?

Rozmawiam o ile to konieczne. Skupiony jestem na przedmiocie rozmowy. 

 

Przykład 1.

Często towarzyszę mamie. Zwykle to mam prowadzi rozmowę a ja się przysłuchuje. Zapytany odpowiem. Ale sam rzadko biorę udział w rozmowie. Jest jeden wyjątek.  Gdy znam posiadam wiedzę zawiązaną z przedmiotem rozmowy.

15 godzin temu, Neurovit napisał:

A może chodzi o jakiś problem z relacją z inną osobą, gdy zaczynasz podtrzymywać znajomość, spotykać się, budzi się jakaś przyjaźń?

To zadania determinują konieczność kontaktu z ludźmi oraz ich przebieg. Twoje pytanie zmuszają mnie to oceny moich kontaktów z ludźmi z  niecodziennego punktu widzenia.  Nie oceniam częstości spotkań, potrzeby podtrzymania znajomości oraz rodzaju relacji. Przyjmuje to bez zastrzeżeń.  Dopóki nie otrzymam instrukcji na co mam zwrócić uwagi lub co zrobić, to tego nie zrobię.  Nie wiem na ile moja odpowiedź odpowiada moim myślom. Trudno mi nazwać (określić) to o czym stanowi pytanie.

15 godzin temu, Neurovit napisał:

Inna sprawa, to czy masz jakieś pochłaniające zainteresowania? Siedzisz w komputerach, czytasz o samochodach, trzaskasz zadania z matmy?

Lubię rozwiązywać problemy/zadania matematyczne i programować. Pomaga mi w tym myślenie obrazami.  Buduje rozwiązanie w moim umyśle.

 

Przykład 1.

Używając mojego umysłu bardzo łatwo mi udowodnić wzór na sumę N pierwszych liczb naturalnych. Wystarczy wyobrazić sobie liczby jako klocki (każdy klocek ma wartość 1). Układamy klocki w kolumny w rosnącym porządku. W pierwszej kolumnie jest tylko jeden (1) klocek, w drugiej kolumnie są dwa (2) klocki  itd. Nasza konstrukcja ma kształt przypominający trójkąt. Liczba klocków jest w naszej konstrukcji jest poszukiwaną przez nas sumą.  Dodajemy do niej drugi taki sam "trójkąt" tak, aby zbudować prostokąt i liczymy klocki.

To jest proste. Prostokąt składa się z N kolumn i N+1 wierszy zatem wszystkich klocków jest N*(N+1) a nasza konstrukcja ("trójkąt") zawiera ich [N*(N+1)]/2 czyli połowę wszystkich klocków. 

 

Przykład 2.

Podczas ćwiczeń na studiach łatwo wskazałem osie symetrii sześcianu. Zobaczyłem je w moim umyślę . 

 

 Przykład 3.

W czasie wykładów (studiowałem matematykę) zwracałem uwagę profesorom na błędy na tablicy. Zawsze robiłem to w ten sam sposób. Mówiłem "przepraszam" a następnie wskazywałem błąd. Mam wrażenie, że koledzy trochę się ze mnie naśmiewali. Może powinienem użyć innego słowa albo od razy wskazać błąd. 

Pewnego razu wskazałem błąd na tablicy podczas wykładu. Tym razem reagowałem w inny sposób. Zwrócił się do studentów następująco: Siedzicie tam blisko (tablicy) i nie zauważyliście błędu a ten Pan (ja) go zauważył siedząc tak daleko. A potem się uśmiechnął.  

15 godzin temu, Neurovit napisał:

Czy widzisz w ogóle sens pisania i czytania poezji? Tylko serio - nie odpowiadaj, że tak, bo tak ludzie mówią, albo pani na polskim tak uczyła. Jak to jest w Twoim odbiorze?

W przeszłości nie lubiłem poezji. Jej interpretacja stanowiła dla mnie dużą trudność. W szkolnej ławce siedziałem z kolegą, który świetnie sobie z tym radził. Zawsze się zastanawiałem jak on to robi. Nigdy nie uzyskałem odpowiedzi.

Dostrzegam celowość w czytaniu poezji przez mnie. Zmusza ona mnie do zmiany sposobu myślenia. Ale nie wiem czy nie przerasta to moich możliwości. 

 Ostatnio przeczytałem książkę "Przy stole z Hitlerem". Nie wzbudziła we mnie dużego zainteresowania. Teraz zastanawiam się czy nie powinienem poświęcić więcej czasu na analizy uczuć bohaterów. Trudno mi to ocenić. Nie mam z czym to porównać (tzn. jaki przykład jest odpowiedni). 

15 godzin temu, Neurovit napisał:

Czy masz przykładowo trudności z pisaniem opowiadań - jak na języku polskim, gdzie trzeba samemu wymyślić treść, podumać co mogli bohaterowie robić, jak się zachowywali?

Miałem takie trudności w pisaniu prac pisemnych z języka polskiego. Zwykle pisałem krótko i konkretnie. To było nie do przyjęcia dla nauczycieli. Pracę musiały być obszerniejsze. Trudziłem się z tym. Próbowałem naśladować innych. 

15 godzin temu, Neurovit napisał:

I w końcu - czy Ty chcesz kontaktów z innymi ludźmi, ale coś tam Tobie nie wychodzi, czy może nie chcesz, jest to dla Ciebie upierdliwe, męczące, mógłbyś się obejść bez tego, ale życie nie daje takiej możliwości?

Chce kontaktu z innymi ludźmi.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pozwolę sobie uzupełnić moja ostatnią odpowiedź do @Neurovit 

Na jednym z pierwszych spotkań z psychologiem wyjaśniłem, że mam trudności w kontakcie z innymi ludźmi. Nie wiem jak się zachować w pewnych sytuacjach. Prosiłem o podanie zasad postępowania. Psycholog poinformował mnie, ze nie ma takich zasad. To jednak nie zmniejszyło moich oczekiwań (potrzeb). Od tego czasu psycholodzy wyjaśniają mi znaczenie uczuć na przykładach. Mimo, ze rozumiem ich słowa, nie pomagają. Informuję ich o tym. Bez skutku:( Każde spotkanie jest podobne do poprzedniego. To przynosi mi cierpienie i smutek.  Wyraz tego daję na forum.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam trudności z utrzymaniem wzroku na psychologu. Moją uwagę skupiają przedmioty martwe. Interesują mnie ich szczegóły. Nie potrafię znaleźć dla tego racjonalnego powodu. Niczemu to nie służy. 

 

Wybacz @Neurovit ale uznałem to za ważne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

johnn,

jestem na 98% pewien, że jednak masz ZA. Jeśli miałeś kiedykolwiek diagnozę schizoidalnego zaburzenia osobowości, to najprawdopodobniej zostanie ona podważona. Jesteś akurat pewnym specyficznym typem osoby z ZA, takim aspergerowcem-ścisłowcem. Myślisz obrazami, choć jest to najprawdopodobniej sposób myślenia wzorcami. Jest taka książka Temple Grandin "Mózg autystyczny"

 

https://www.empik.com/mozg-autystyczny-grandin-temple-panek-richard,p1137264789,ksiazka-p

 

i ona twierdzi, że osoby autystyczne można z grubsza podzielić na trzy kategorie:

1) myślące słowami (jakieś 2% autystów),

2) myślące obrazami,

3) myślące wzorcami za pomocą obrazów (schematy, grafy, tabele, systemy, konstrukcje).

 

Są tam także podane zawody, w których poszczególne typy najlepiej się odnajdują. Myślący obrazami mogliby np. szukać pracy jako graficy komputerowi, ale myślący wzorcami - raczej jako matematycy, albo programiści. Lista zawodów jest oczywiście długa. Te problemy z pisaniem krótkich wypracowań są akurat bardzo dobrze znane psychologom od autyzmu i warto ten temat poruszyć już w trakcie diagnozy. Psychiatrzy są trochę mniej w tym oblatani. Podobnie wątek z poezją.

 

A jak tam u Ciebie ze znajomością języków obcych? Czy masz np. wrażenie, że sugestie niektórych ludzi, jakoby języka najlepiej było się uczyć poprzez bezpośrednią rozmowę, są błędne? Czy zdarzało się Tobie, że jak - przykładowo - tłumaczyłeś coś z angielskiego na polski, to robiłeś to metodą wyraz po wyrazie a później próbowałeś złożyć to do kupy i uzyskać sens zdania? Czy irytowało Ciebie, że jest jakaś reguła gramatyczna, która jednak obejmuje 75% przypadków, a pozostałych 25% trzeba się uczyć oddzielnie - na pamięć? Czy miałeś tak, że na zajęciach z plastyki za każdym razem rysowałeś słońce, chmurę, dom, albo w ogóle zamiast rysować/malować, to wolałeś coś wycinać, zawsze zachowując kąty idealnie proste? Czy wkurzało Ciebie to, że na języku polskim - w przeciwieństwie do matematyki - stawia się temat i człowiek musi się produkować, zaś na matematyce jest konkretne zadanie, które trzeba rozwiązać? Aspików często wkurza to takie typowe dla humanistów "stawianie tematu", bo w sumie nie za bardzo wiadomo, co to jest. Ani to pytanie, ani polecenie, tylko takie rzucenie ogólnikowego hasła. I teraz co ja mam z tym zrobić, w d**ę sobie wsadzić ten temat? Albo, czy miałeś tak, że dopóki język polski polegał na uczeniu się ortografii i gramatyki, to było OK a problem się zaczął wraz z pojawieniem się prac stylistycznych?

 

I na koniec - pisałeś o jakiś osiągnięciach sportowych. Czy możesz przybliżyć o co chodzi?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
21 godzin temu, johnn napisał:

 

W czasie wykładów (studiowałem matematykę) zwracałem uwagę profesorom na błędy na tablicy. Zawsze robiłem to w ten sam sposób. Mówiłem "przepraszam" a następnie wskazywałem błąd. Mam wrażenie, że koledzy trochę się ze mnie naśmiewali. Może powinienem użyć innego słowa albo od razy wskazać błąd. 

 

Jak dla mnie, to ten fragment jest znamienny, i swiadczyc może o tym, ze nie zawsze rozumiesz kontekst społeczny, co jest charakterystyczne dla ZA. 

Dlatego wspomniana wcześniej terapia poznawczo-behawioralna chyba bylaby dobra dla Ciebie.

Mogłbys omawiać takie przykłady, i na ich podstawie  mniej więcej rozeznać rozne sytuacje społeczne, w których masz szanse czy raczej konieczność, się znaleźć; to tez mogloby pomoc Ci przełamac impas i zle samopoczucie, związane z sytuacjami w pracy, o czym wcześniej pisałeś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Luna*,

w ZA tak właśnie jest, że człowiek czepnie się jednego, sprawdzonego sposobu wypowiedzi i trzyma się go sztywno, gdyż wie, że jest on w miarę kulturalny i raczej nikogo nie urazi. Tyle tylko, że takim osobom jest trochę głupio i peszą się, gdy n-ty raz z rzędu odtwarzają tą samą śpiewkę. Usilnie myślą, jakby powiedzieć to samo, ale innymi słowami. Niektórzy byli tyle razy sztorcowani na języku polskim, żeby pisać dłuższe prace, żeby odpowiadać pełnymi zdaniami a nie tylko TAK/NIE, żeby mówić głośno i wyraźnie, albo nie tym tonem, czy też grzeczniej. W dodatku osobom takim brakuje pewności, czy zwracając za każdym razem uwagę wykładowcy nie wkurzą go, bo gość może odebrać to jako czepialstwo studenta. Może właśnie lepiej od czasu do czasu ugryźć się w język i dać spokój - nawet, jeśli błąd jest ewidentny, że aż w oczy kole. 

 

moti,

moim zdaniem wszyscy, choć nie zawsze są one łatwe do spostrzeżenia i właściwego zinterpretowania. Często jest tak, że rodzice osób ze spektrum też mają stimy, choć w ogóle nie muszą być autykami. Mogą mieć coś takiego, jak niepełne spektrum autystyczne. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
21 godzin temu, Neurovit napisał:

Jeśli miałeś kiedykolwiek diagnozę schizoidalnego zaburzenia osobowości, to najprawdopodobniej zostanie ona podważona.

Moje diagnozy to : zaburzenia schizotypowe (jednorazowa wizyta), fobia(jednorazowa wizyta) i specyficzne zaburzenia osobowości(rok spotkań i dwóch psychiatrów)

21 godzin temu, Neurovit napisał:

Jako dziecko/nastolatek widziałem program dokumentalny o niej. Lubiłem programy przyrodnicze i popularnonaukowe w tv. 

W szkole podstawowej wypożyczyłem z biblioteki książkę o autyzmie. Przypuszczałem, że go mam. Ale podanie przykłady wskazywały na duże problemy z funkcjonowaniem. Ja ich nie miałem. 

21 godzin temu, Neurovit napisał:

Te problemy z pisaniem krótkich wypracowań są akurat bardzo dobrze znane psychologom od autyzmu i warto ten temat poruszyć już w trakcie diagnozy. Psychiatrzy są trochę mniej w tym oblatani. Podobnie wątek z poezją.

(Prawie) wszystkim specjalistom zwracałem uwagi na moje trudności dotyczące uczenia się i wypowiedzi. Zwykle byłem zbywany lub ignorowany. Podam przykład. Pani psycholog moją trudność w pisaniu dłuższych wypracowań uzasadniła różnicami pomiędzy płciami. Chłopcy myślą konkretnie (przejawiają skłonności do nauk ścisłych) a dziewczynki są wygadane (przejawiają skłonności do nauk humanistycznych).  

21 godzin temu, Neurovit napisał:

A jak tam u Ciebie ze znajomością języków obcych?

Nauczyłem się angielskiego. Obecnie uczę się włoskiego.

21 godzin temu, Neurovit napisał:

Czy masz np. wrażenie, że sugestie niektórych ludzi, jakoby języka najlepiej było się uczyć poprzez bezpośrednią rozmowę, są błędne?

Nie stosowałem tej metody. Pytanie jest mało precyzyjne.  Czy nauka przez bezpośrednią rozmowę wyklucza stosowania innych metod równolegle (np. samodzielna nauka gramatyki lub słówek)?

21 godzin temu, Neurovit napisał:

Czy zdarzało się Tobie, że jak - przykładowo - tłumaczyłeś coś z angielskiego na polski, to robiłeś to metodą wyraz po wyrazie a później próbowałeś złożyć to do kupy i uzyskać sens zdania?

Stosuję tą metodę.

21 godzin temu, Neurovit napisał:

Czy irytowało Ciebie, że jest jakaś reguła gramatyczna, która jednak obejmuje 75% przypadków, a pozostałych 25% trzeba się uczyć oddzielnie - na pamięć?

Przeszkadzało.

21 godzin temu, Neurovit napisał:

Czy miałeś tak, że na zajęciach z plastyki za każdym razem rysowałeś słońce, chmurę, dom, albo w ogóle zamiast rysować/malować, to wolałeś coś wycinać, zawsze zachowując kąty idealnie proste?

Nie mogę sobie przypomnieć.  Mama wspomina, że gdy byłem mały to zawsze ją pytałem na jaki kolor pomalować postacie w kolorowance. 

Lubię kiedy moja praca zachowuje porządek, który przejawia się w zachowaniu pewnych zasad. Trudno mi je nazwać.  Być może to symetria, równomiernie uporządkowanie lub zachowanie wzajemnych odległości w przestrzeni.  Ale kiedy te zasady zostaną spełnione mam wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu i ten  porządek sprawia, że to jest piękne. 

Spróbuj o tym myśleć jak o nieuporządkowanym zbiorze kwiatów. Dopóki Pani florystka nie utworzy z nich bukietu nie sprawiają przyjemności dla oka ale gdy to już zrobi cieszą twoje oko. Podobnie jest ze mną.  Nie wiem czy wyraziłem się wystarczająco jasno. Często używam przykładów do wyjaśnienia moich słów. 

21 godzin temu, Neurovit napisał:

Czy wkurzało Ciebie to, że na języku polskim - w przeciwieństwie do matematyki - stawia się temat i człowiek musi się produkować, zaś na matematyce jest konkretne zadanie, które trzeba rozwiązać?

Przywykłem. Miałem z tym trudności. Próbowałem naśladować sposób pisania innych uczniów nadać moim słowom ramy w których mogły znaleźć swoje miejsce.

21 godzin temu, Neurovit napisał:

Aspików często wkurza to takie typowe dla humanistów "stawianie tematu", bo w sumie nie za bardzo wiadomo, co to jest. Ani to pytanie, ani polecenie, tylko takie rzucenie ogólnikowego hasła. I teraz co ja mam z tym zrobić, w d**ę sobie wsadzić ten temat?

Zawsze byłem spokojny i grzeczny. Być może to jest przyczyną moich trudności. W szkole miałem zawsze wzorowe zachowanie. Nie uciekałem z lekcji. Mimo, to raz mi się to zdarzyło. Zostałem przekonany przez klasę. Jako jedyny przeprosiłem nauczycielkę.

Zwykle powodem mojej złości są trudności z ludźmi. To może wywołać u mnie ogromny gniew gdy muszę coś wykonać a nie wiem jak to zrobić.  Pewnego razy otrzymałem ofertę pracy z Urzędu Pracy.  Wymagało to wizyty u pracodawcy.  Bardzo się denerwowałem. Nie chciałem przyjąć tej oferty. Zbierałem siły przez kilka dni. Pierwsza próba była nie udana. Spędziłem około półgodziny przed wejściem do budynku i zrezygnowałem. Udało się przy kolejnej próbie.  

21 godzin temu, Neurovit napisał:

I teraz co ja mam z tym zrobić, w d**ę sobie wsadzić ten temat? Albo, czy miałeś tak, że dopóki język polski polegał na uczeniu się ortografii i gramatyki, to było OK a problem się zaczął wraz z pojawieniem się prac stylistycznych?

Nie pamiętam.

W młodości przyjmowałem rzeczy takimi jakimi są. Nie rozmyślałem nad nimi.  Wykonywałem zadanie bo mnie o to poproszono. 

Bywa ze moje zachowanie nie jest rozsądne. Jeżeli ktoś nie poda mi jednoznacznych poleceń to ja na podstawie doświadczenia i zasad społecznych nie wykonam innych czynności, które wydają się słuszne. Postąpię zgodnie z poleceniem. Nic więcej, nic mniej. Dokładnie. 

Pewnego dnia pojawił się pewien mężczyzna w moich drzwiach. Był pracownikiem telekomunikacji. Odpowiedziałem na wszystkie jego pytania. Gdy mama wróciła z pracy poinformowałem ją o przebiegu rozmowy. Była zła bo przekazałem mu prywatne informację. Zrobiłem to bo zapytał. Nie wiedziałem, że nie powinienem tego robić. Podobnych przykładów jest więcej. 

21 godzin temu, Neurovit napisał:

I na koniec - pisałeś o jakiś osiągnięciach sportowych. Czy możesz przybliżyć o co chodzi?

Brałem udział w zawodach międzyszkolnych w różnych dyscyplinach. Najwięcej wyróżnień zdobyłem w biegach na 100 m. Moje zdjęcie wraz innymi zawodnikami było w gazecie. Moja mama je zachowała. W szkole podstawowej proponowano mi udział w klubie piłkarskim dla młodzików. Zrezygnowałem. Nie miał kto mnie odprowadzać na zajęcia.

W szkole średniej trenowałem w klubie sportowym biegi na 100 m. Nie umiałem tego pogodzić z nauką. Zrezygnowałem. 

 

Odczuwam wielką udrękę za straconymi szansami.  Nie czuję, żeby to moja wina. Nie wiedziałem jak postąpić. 

10 godzin temu, Luna* napisał:

Jak dla mnie, to ten fragment jest znamienny, i swiadczyc może o tym, ze nie zawsze rozumiesz kontekst społeczny, co jest charakterystyczne dla ZA. 

Tak.

10 godzin temu, Luna* napisał:

Mogłbys omawiać takie przykłady, i na ich podstawie  mniej więcej rozeznać rozne sytuacje społeczne, w których masz szanse czy raczej konieczność, się znaleźć; to tez mogloby pomoc Ci przełamac impas i zle samopoczucie, związane z sytuacjami w pracy, o czym wcześniej pisałeś.

Moje trudności w kontakcie z ludźmi można podzielić zasadniczo na dwie grupy. Do pierwszej grupy zaliczam sytuacje w których nie wiem jak się zachować. Drugą grupa to sytuację, w których znam potencjalne możliwości odpowiedzi (zachowania). Ale nie wiem jakie zachowanie wybrać. Najczęściej pomoc psychologa polega na podpowiedzeniu jak mogę się zachować w sytuacjach z drugiej grupy. To czyni wskazówki psychologa bezużytecznymi. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy diagnoza mi w czymś pomogła? Chyba tak. W zdobyciu renty socjalnej i umiarkowanego stopnia niepełnosprawności, bez tego moje dorosłe życie mogłoby być trudniejsze. Dzięki diagnozie w liceum miałem też godziny rewalidacyjne z matematyki i fizyki w drugiej klasie, bo z tych przedmiotów miałem na półrocze jedynki. Nie myślę obrazami w praktyce chyba. Wzorcami też nie. Po prostu "filozofuję" 🙂 Werbalnie. Mam problem ze złożonym myśleniem obrazowym, zwłaszcza trójwymiarowym. Myślę, że NVLD to jakaś forma całościowego zaburzenia rozwoju nierzadko. Nie pasuję do stereotypów osoby z zespołem Aspergera. Mam tytuł magistra inżyniera (co prawda w niezbyt technicznym kierunku). Dobrze wizualizuję chyba tylko proste rzeczy takie jak stara gra telewizyjna Adventure Island 🙂 Ostatnio praktycznie codziennie mam sny, gdy śpię. Nie wiem, czy mam zespół Aspergera czy zaburzenia schizotypowe. Bardziej we znaki dają mi się natręctwa i problemy matrymonialne i seksualne. Mam "straszny lęk" przed wiecznym potępieniem. Zakażenia też się wyraźnie "boję", od kilku lat. Od dzieciństwa chciałem mieć partnerkę i mam zaburzenia preferencji seksualnych (nietypowe, obrzydliwe, byłem z nimi u seksuologa). Całościowe zaburzenie rozwoju i choroba psychiczna zdają się nie być dla mnie tak dużym problemem jak OCD i parafilia oraz samo pragnienie posiadania żony i rozterki religijne.

 

Chociaż jedna kwestia związana z autyzmem może być bardzo wyraźna w moim przypadku - problemy z doświadczeniami sensorycznymi. Unikam prysznica, obcinania włosów. Prysznic bywa dla mnie nieprzyjemny, dla mojej natury jest to poważny problem, i unikam prysznica (a dawniej unikałem kąpieli). Nie dbam o higienę prawie w ogóle, przyznaję się. Nie czuje nawet takiej potrzeby. "Robię wielką łaskę", jeśli biorę prysznic, naprawdę. "Nienawidzę" za zimnej lub za ciepłej wody i chłodu po wyjściu z kabiny prysznicowej!!! W dzieciństwie najbardziej nie lubiłem obcinania włosów. Nie przeszkadzał mi hałas, a kłujące włosy. Takie coś jawi się jako tortura! Niehumanitarne! Mogę czuć, że nic nie zmieniłoby mojej postawy, jeśli chodzi o dbanie o higienę i swój wygląd (chociaż bycie obrzydliwym zmysłowo mnie obrzydza). Mogę wyglądać na zgorzkniałego incela (nie proponuję nikomu takiej postawy!). Chcę, aby żona akceptowała mnie takim, jakim jestem. Brak żony mnie bardzo "boli" psychicznie! "Wkurza"! Ach! Mam ten fizyczny głód kobiecego ciała, niestety. 

 

Nigdy nie myślałem, że wszyscy myślą tak samo jak ja. Wcześnie nauczyłem się kłamać, czasem robiłem to dla zabawy. Teraz wiem, że tak nie wolno. Do bierzmowania byłem zacofany duchowo, chociaż wiedziałem, że typowa masturbacja jest grzeszna (i nie miałem do niej pociągu) i czytałem "Miłujcie się!" Od przygotowania do bierzmowania zacząłem praktycznie regularnie uczęszczać na mszę św. w niedziele. Jako dziecko nie lubiłem chodzić do kościoła, była nawet chociaż jedna awantura z tego powodu.

 

Miałem niską masę urodzeniową (2150 g, 53 cm, chyba 38 czy 39 tydzień - za mało jak na wiek płodowy i długość ciała, i to wyraźnie) i boję się, że mam jakieś problemy z sercem, bo szybko się męczę od małego. Nie mam sukcesów sportowych. Z biegów miałem chyba nie więcej niż 3. Może czasem trafiło się coś lepszego. Stania na głowie czy może i na rękach w ogóle nie umiałem i się tego bałem, to zdaje się być dla mnie nie do wyobrażenia. Mam niewielką siłę fizyczną, moja mama jest raczej silniejsza ode mnie, może nawet wyraźnie, mimo tego, że obecnie mam nadwagę, a ona waży chyba o jakieś 20 kilogramów mniej. Zręczność też nie była moją zbyt mocną stroną, z reguły. Z siatkówki byłem bardzo słaby. W ogóle nie umiałem grać w tę grę. Od ok. 10 r. ż. dużo oglądałem sportu i nawet uprawiałem piłkę nożną. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 25.05.2020 o 10:57, Luna* napisał:

Dlatego wspomniana wcześniej terapia poznawczo-behawioralna chyba bylaby dobra dla Ciebie.

Mogłbys omawiać takie przykłady, i na ich podstawie  mniej więcej rozeznać rozne sytuacje społeczne, w których masz szanse czy raczej konieczność, się znaleźć; to tez mogloby pomoc Ci przełamac impas i zle samopoczucie, związane z sytuacjami w pracy, o czym wcześniej pisałeś.

Poprzedni psycholodzy wskazywali mi różne możliwości odpowiedzi (zachowania) się w odpowiedzi na kontakt z ludźmi.  Niestety mi to nie pomagało (znane mi są te możliwości, nie potrafię się zdecydować co wybrać). Wspomniałem dziś o tym psychologowi. Określił taką pomoc mianem poradnictwa.  Dla nieukształtowanej osobowości to nie jest właściwa pomoc.  Przez około cztery lata (z przerwami) otrzymywałem taką pomoc.

12 godzin temu, take napisał:

Czy diagnoza mi w czymś pomogła? Chyba tak. W zdobyciu renty socjalnej i umiarkowanego stopnia niepełnosprawności, bez tego moje dorosłe życie mogłoby być trudniejsze.

Również na to liczę. 

12 godzin temu, take napisał:

Dzięki diagnozie w liceum miałem też godziny rewalidacyjne z matematyki i fizyki w drugiej klasie, bo z tych przedmiotów miałem na półrocze jedynki. Nie myślę obrazami w praktyce chyba.

Studiowałem matematykę:)

12 godzin temu, take napisał:

Po prostu "filozofuję" 🙂 

Jeden z psychiatrów radził mi studia filozoficzne lub napisanie książki:)

12 godzin temu, take napisał:

Mam problem ze złożonym myśleniem obrazowym, zwłaszcza trójwymiarowym

Wydaje się, że nie mam z tym problemu. Ale trudno to stwierdzić. Nie próbowałem się z kimś porównać.

12 godzin temu, take napisał:

Z biegów miałem chyba nie więcej niż 3. Może czasem trafiło się coś lepszego. 

Byłem w klasie najlepszy na 60 m. Ale nie lubiłem biegu na 1 km. Osiągałem niezadowalające wyniki.

12 godzin temu, take napisał:

Mam niewielką siłę fizyczną, moja mama jest raczej silniejsza ode mnie, może nawet wyraźnie, mimo tego, że obecnie mam nadwagę, a ona waży chyba o jakieś 20 kilogramów mniej. 

Jestem raczej szczupły. Odkąd moja dziewczyna zainteresowała się filmem 365 dni  i postacią głównego bohatera Massimo. Zdecydowałem się ćwiczyć i nabrać krzepy. Ćwiczę co dzień.  Na razie efekty są niezadowalające. Na początku moim osiągnięciem było kilka pompek pod rząd. Dziś potrafię ich zrobić (bez przerwy) około 12. 

12 godzin temu, take napisał:

W ogóle nie umiałem grać w tę grę. Od ok. 10 r. ż. dużo oglądałem sportu i nawet uprawiałem piłkę nożną. 

W dzieciństwie dużo oglądałem tv. Trwających kilka lat przeprowadzkach nie mieliśmy telewizji. Odwykłem. Dziś korzystam głównie korzystam z komputera (do rozgrywki i nauki).

 

@take dziękuje za udział w dyskusji. Mam nadzieję że twoje życie zmieni się na lepsze. Miłego dnia:)  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

„moim zdaniem wszyscy, choć nie zawsze są one łatwe do spostrzeżenia i właściwego zinterpretowania. Często jest tak, że rodzice osób ze spektrum też mają stimy, choć w ogóle nie muszą być autykami. Mogą mieć coś takiego, jak niepełne spektrum autystyczne.”

 

Hmmm... Ja mam od wczesnego dzieciństwa coś co zawsze podciągałam pod „chorobę sierocą”, choć sierotą nigdy nie byłam, jak już to córką alkoholika (choć tak naprawdę ani mnie ani ojca to określenie nie definiuje ;P). Huśtając się przy muzyce, najlepiej przed lustrem, najlepiej z muzyką na uszach, przeżywałam emocje i sytuacje nagromadzone przez cały dzień. Robiłam i robię to oczywiście w ukryciu, bo takie zachowania są  „nienormalne”. Jak nie mogę z jakichś względów się pohustac to chodzę, a jak nie mogę chodzić to rozdrapuję twarz. Lęk i napięcie towarzyszy mi od wczesnego dzieciństwa. Zawsze miałam własny świat, lubiłam w nim przebywać, miałam i mam bardzo bujną wyobraźnię. Byłam typem samotnikami i dziwaczki, ale tez grzecznego dziecka i wzorowej uczennicy. Filmów i wiadomości nie oglądam do dziś, szczególnie horrorów i dramatów, za dużo emocji. Z książkami nie mam takiego problemu. Chociaż zazwyczaj wybieram fantasy lub popularnonaukowe. Niemniej jednak ta moja inność nie powstrzymała mnie przed ukończeniem studiów, zdobyciem pracy, wyjściem za mąż, spłodzeniem i wychowaniem dzieci itd. Bardzo ładnie biorę udział w tym teatrze społecznym. Większych problemów natury społecznej wiec nie mam, choć wole zwierzęta i przyrodę, najbardziej las i drzewa. 
Część moich problemów na pewno wynika ze stresu zaznanego w czasie dzieciństwa, ale dzieckiem nie jestem już jakieś ćwierć wieku, a one nadal ze mną są. Z lekiem i napięciem radzę sobie mniej lub bardziej   za pomocą medytacji i jogi.
Mam wrażenie, że każdy a przynajmniej większość społeczeństwa ma jakieś zaburzenia, ze spektrum. Tylko ich natężenie, zmusza niektóre jednostki do poszukiwania diagnozy. Na 100% część mojej rodziny także powinna zostać zdiagnozowana, bo te zachowania gdzieś tam się powtarzają. Jeśli kiedykolwiek mój syn przyniesie z przedszkola diagnozę odnośnie syndromu aspergera (na autyzm nie wyglada) to dam wam znać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, johnn napisał:

@take dziękuje za udział w dyskusji. Mam nadzieję że twoje życie zmieni się na lepsze. Miłego dnia:)  

Dziękuję. Nawzajem.

 

Mimo tego, że w drugiej klasie liceum miałem jedynkę na półrocze z matematyki, to na maturze miałem ponad 90% z rozszerzonej matematyki i 100% z podstawowej. A w pierwszej i drugiej klasie liceum na koniec roku miałem dwójkę z tego przedmiotu. Na studiach miałem 4 z matematyki na semestry. W szkole podstawowej na koniec roku miałem 5 z matematyki, a w gimnazjum 4. Na teście IQ z arytmetyki miałem najwyższy wynik spośród wszystkich podskal (18, odpowiadający IQ 141, czyli takiemu, które ma około jedna osoba na 300 średnio, a więc bardzo wysokiemu).

 

Z ukończeniem studiów nie miałem większych problemów (zwłaszcza inżynierskich), ale z pracą i żoną znacznie gorzej, bardzo źle. Z trudem zaliczyłem ćwiczenia z fizyki na pierwszym etapie studiów (pierwszy semestr), musiałem poprawiać sprawdzian pisemny i z trudem dostałem 3,0 z tej poprawy (udało się nie mieć powtórki przedmiotu). Na piątym roku studiów (2 i 3 sem. mgr) miałem średnią poniżej 4. A na pierwszym semestrze tych studiów miałem same 4,5 i 5,0... To sukces. Przed piątym rokiem pojawiło się u mnie coś, co niektórym wygląda na psychozę - liczne "koincydencje". Pracę magisterską obroniłem ponad 18 miesięcy po terminie.

 

W dzieciństwie (jeszcze przed zerówką) chyba lubiłem matematykę. Z wypracowań miałem dobre oceny, ale dość trudno było mi je pisać i nie lubiłem tego. Przy pracy magisterskiej miałem duży problem z tworzeniem tekstu. Zawsze na koniec roku miałem piątki z polskiego - od szkoły podstawowej do liceum. Mimo tego na maturze najsłabiej poszedł mi język polski (zwłaszcza ustny). 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×