Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Neurovit

Użytkownik
  • Zawartość

    21
  • Rejestracja

  1. Wirginia Zachodnia, bardzo często jest tak, że ludzi ZA można nauczyć tego i owego, ale raczej niemożliwe jest, aby zmienić ich nastawienie - w sensie, żeby to polubili. Wcale przecież nie jest nigdzie powiedziane, że człowiek jest z natury "neutralny", czy to wobec poezji, matematyki, albo gry na instrumencie. Ludzie mają pewne wrodzone predyspozycje i raczej jest tak, że każdy chce rozwijać się w tym kierunku, w którym Bozia obdarowała go talentem, zaś kłaść lachę na to, do czego uzdolnień nie ma. A może znacie ludzi, którzy pokładają pasję w dziedzinach, w których są lewusami, pierdołami i ofermami do kwadratu?
  2. Mam jakieś nieco stare (sprzed 5 lat) opracowanie dotyczące zatrudnienia osób z ZA (nasze rodzime) file:///C:/Users/gt/Downloads/Klaudia_Rosinska_pop.pdf doi, sztywność sztywności nie równa. Inaczej sztywny jest psychopata, inaczej autyk, a jeszcze inaczej stary grzyb z demencją. Pytanie czy chodzi o sztywność związaną z lękiem, czy o brak neuroplastyczności już na poziomie pojedynczych neuronów. Możliwe, że to drugie, bo aspikom często słabo zacierają się ślady w pamięci, przez co mogą wspominać zdarzenia z okresu, gdy mieli 1 -2 lata.
  3. Sondaże pokazują, że aspergerowcy wybierając zawód kierują się następującymi kryteriami: (a) zgodność z zainteresowaniami, (b) aspołeczność (brak pracy zespołowej, gierek międzyludzkich), (c) zarobki. Na ogół kryterium wyższe bije niższe. Neuronormatywni mają inną kolejność: (a) zarobki, (b) zgodność z zainteresowaniami, (c) aspołeczność - nie istotna. Jeśli asperger trafi w zawód niezgodny z jego zainteresowaniami, to jest płacz i zgrzytanie zębów. Aspiki znoszą to kilka razy gorzej niż neuronormatywni. Na ogół nigdy się z tym nie godzą. Najgorsze, to chyba trafić do zawodu, w którym zarobki są niskie, kupa kontaktów z ludźmi i jeszcze nudnego. A co do orzeczenia o niepełnosprawności - owszem, dorośli z ZA otrzymują, inaczej nie byłoby ich w "Mary i Maxie" https://wolontariatkolezenski.pl/
  4. Wirginia Zachodnia, tak, jeśli sobie zaprogramował, że będzie matematykiem, to koniec. A tak się składa, że sporo osób po matematyce idzie pracować do szkół, banków, albo programować. Dla prawdziwego matematyka, to jednak nie ma nic wspólnego z matematyką. Dlatego jeśli nie chce się skopać sprawy, to trzeba rękoma i nogami trzymać się kariery naukowej. Jak się nie uda, bo inni będą lepsi, bo średnia ze studiów za mała, to d**a blada. Kaplica. Pozostaje ino sznur. Asperger = niezdolność do przekwalifikowania zawodowego, totalna sztywność i nieelastyczność - skrajne ukierunkowanie umysłu oraz klapki na oczach. Kurka, żeby każdy tak mógł sobie pracować w zawodzie, który jest jednocześnie jego pasją... Marzenie. Podobno tylko 2% ludzi tak ma, w tym nie koniecznie aspergerowcy.
  5. moti, właśnie kwestia zainteresowań i tego, czy są one "od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci" jest - moim zdaniem - najciekawsza. Pytanie właśnie - czy można mieć dwa zainteresowania równolegle, czy zawsze któreś będzie silniejsze i wyprze te pozostałe? Druga sprawa, to czy fiksacje mogą się zmieniać? Z moich obserwacji wynika, że jak osoba jest bardzo zdolna, to fiksacja utrzymuje się do końca życia. Mamy wtedy takiego 5-latka, który zna podstawowe działania matematyczne. W szkole podstawowej idzie jak burza i dostaje szóstki. W liceum zostaje olimpijczykiem. Następnie wybiera kierunek studiów matematyka, po czym zostaje naukowcem. Przed czterdziestką mamy profesora. Z tym wiąże się jednak ryzyko, bo często tacy uczniowie są typami mającymi z przedmiotów ścisłych szóstki, zaś z całej reszty dwóje. Nic po środku. Zresztą - łatwo takich poznać, bo uchodzą za zdolnych, ale leniwych. I ta skrajna polaryzacja ocen. Z tym wszystkim wiąże się jednak ryzyko, bo niech tylko gdzieś po drodze potknie się noga, to wali się całe życie. Taki człowiek może być niezdolny do zmiany zainteresowań. Są przypadki osób, które kochają matematykę i nienawidzą informatyki, albo vice versa, choć niby jedno z drugim jest powiązane. Niektórzy mogą lubić programować, ale pod warunkiem, że piszą programy służące obliczeniom naukowym. Jeśli ktoś im każe pisać program mający obsługiwać bankomat, albo kasę w sklepie, to wszelka wena ich opuszcza. Mimo tego, sporo jest osób, które mają za sobą wiele zwrotów akcji. Mają po dwie pasje równolegle, albo zdarzało im się, że wcześniej byli dobrze rokującymi informatykami a koniec końców zostali prawnikami. W ogóle z zespołem Aspergera często wiąże się pewna niedojrzałość emocjonalna, bo o ile osoby neuronormatywne są zdolne do zaciśnięcia zębów i pracy przez 8 godzin dziennie w zawodzie, który ich nie interesuje, o tyle autycy na ogół nie. Autyk musi robić to, co lubi, i co go interesuje. W przeciwnym razie jest sfrustrowany. Żadne wynagrodzenie finansowe nie zrekompensuje wrogości wobec zawodu, który nie pokrywa się z zainteresowaniami. Ze 2-3 lata temu były prowadzone badania, w których pytano dorosłych aspergerów o kwestie zatrudnienia i problemów w pracy. Okazało się, że prawie 60% tych osób było bezrobotnych nie dlatego, że mieli problemy z dogadywaniem się, czy ze zbyt szybkim tempem pracy. Oni nie pracowali, bo zawody w których próbowali sił, w zbyt małym stopniu pokrywały się z ich zainteresowaniami. Wyolbrzymiając - jeśli nie mogę być w Polsce astronautą, to walę to, i idę na rentę.
  6. doi, owszem to nie jest kryterium diagnostyczne ZA, niemniej tego typu problemy występują u pewnych specyficznych podgrup ludzi z ZA. Częste są zwłaszcza u ścisłowców - tak, wbrew powszechnym opiniom, wcale nie wszyscy aspergerzy są informatykami i matematykami. W sieci udziela się pełno psychologów i oligofrenopedagogów z ZA. Jeśli już lubicie klasyfikacje - w literaturze anglosaskiej istnieje podział aspików na trzy grupy: 1. Aktor - ma parcie społeczne i w miarę dobre umiejętności społeczne, które są być może wrodzone, ale mogą też być nabyte. 2. Wyrzutek - ma parcie społeczne, ale brakuje mu umiejętności społecznych, przez co jest ciągle odrzucany przez grupę. Wiecznie sfrustrowany. 3. Samotnik - nie ciągnie go do ludzi a jeśli trzeba, to robi to z musu - z życiowej konieczności. Umiejętności społeczne? Bywa różnie, może mieć nawet dość dobrze rozwinięte. A odnośnie pracy - znam człowieka z ZA, matematyka, numeryka, obliczeniowca, który zrobił doktorat. Popracował ze 2 lata jako naukowiec, po czym rzucił robotę i został kierowcą TIR-a. I nie chodziło tu o jakieś słabe umiejętności społeczne, tylko raczej o ciągły mus pisania artykułów, prowadzenia wykładów, papierkologię. Facetowi przejadło się to do tego stopnia, że powiedział dość. Często jest tak, że ludziom z ZA wydaje się, że matematyka to tylko rozwalanie zadań a polski, to pisanie tekstów na ogólnikowe tematy. Tacy cieszą się, że koniec ze szkołą średnią, że matura z polskiego to ostatnia przygoda z takim produkowaniem się. Trafiają na studia techniczne bądź ścisłe, a tam są rozmaite przedmioty-odchamiacze, które nastręczają strasznych problemów. Okazuje się też, że egzaminy wymagają do pewnego stopnia formy opisowej, gdzie mamy do czynienia z typowym dla języka polskiego stawianiem tematu i produkowaniem się. Nie inaczej jest z rozmaitymi sprawozdaniami z laborków. W końcu dochodzi do tego, że tacy ludzie są mocno rozczarowani, bo nie tak miało być.
  7. Luna*, w ZA tak właśnie jest, że człowiek czepnie się jednego, sprawdzonego sposobu wypowiedzi i trzyma się go sztywno, gdyż wie, że jest on w miarę kulturalny i raczej nikogo nie urazi. Tyle tylko, że takim osobom jest trochę głupio i peszą się, gdy n-ty raz z rzędu odtwarzają tą samą śpiewkę. Usilnie myślą, jakby powiedzieć to samo, ale innymi słowami. Niektórzy byli tyle razy sztorcowani na języku polskim, żeby pisać dłuższe prace, żeby odpowiadać pełnymi zdaniami a nie tylko TAK/NIE, żeby mówić głośno i wyraźnie, albo nie tym tonem, czy też grzeczniej. W dodatku osobom takim brakuje pewności, czy zwracając za każdym razem uwagę wykładowcy nie wkurzą go, bo gość może odebrać to jako czepialstwo studenta. Może właśnie lepiej od czasu do czasu ugryźć się w język i dać spokój - nawet, jeśli błąd jest ewidentny, że aż w oczy kole. moti, moim zdaniem wszyscy, choć nie zawsze są one łatwe do spostrzeżenia i właściwego zinterpretowania. Często jest tak, że rodzice osób ze spektrum też mają stimy, choć w ogóle nie muszą być autykami. Mogą mieć coś takiego, jak niepełne spektrum autystyczne.
  8. johnn, jestem na 98% pewien, że jednak masz ZA. Jeśli miałeś kiedykolwiek diagnozę schizoidalnego zaburzenia osobowości, to najprawdopodobniej zostanie ona podważona. Jesteś akurat pewnym specyficznym typem osoby z ZA, takim aspergerowcem-ścisłowcem. Myślisz obrazami, choć jest to najprawdopodobniej sposób myślenia wzorcami. Jest taka książka Temple Grandin "Mózg autystyczny" https://www.empik.com/mozg-autystyczny-grandin-temple-panek-richard,p1137264789,ksiazka-p i ona twierdzi, że osoby autystyczne można z grubsza podzielić na trzy kategorie: 1) myślące słowami (jakieś 2% autystów), 2) myślące obrazami, 3) myślące wzorcami za pomocą obrazów (schematy, grafy, tabele, systemy, konstrukcje). Są tam także podane zawody, w których poszczególne typy najlepiej się odnajdują. Myślący obrazami mogliby np. szukać pracy jako graficy komputerowi, ale myślący wzorcami - raczej jako matematycy, albo programiści. Lista zawodów jest oczywiście długa. Te problemy z pisaniem krótkich wypracowań są akurat bardzo dobrze znane psychologom od autyzmu i warto ten temat poruszyć już w trakcie diagnozy. Psychiatrzy są trochę mniej w tym oblatani. Podobnie wątek z poezją. A jak tam u Ciebie ze znajomością języków obcych? Czy masz np. wrażenie, że sugestie niektórych ludzi, jakoby języka najlepiej było się uczyć poprzez bezpośrednią rozmowę, są błędne? Czy zdarzało się Tobie, że jak - przykładowo - tłumaczyłeś coś z angielskiego na polski, to robiłeś to metodą wyraz po wyrazie a później próbowałeś złożyć to do kupy i uzyskać sens zdania? Czy irytowało Ciebie, że jest jakaś reguła gramatyczna, która jednak obejmuje 75% przypadków, a pozostałych 25% trzeba się uczyć oddzielnie - na pamięć? Czy miałeś tak, że na zajęciach z plastyki za każdym razem rysowałeś słońce, chmurę, dom, albo w ogóle zamiast rysować/malować, to wolałeś coś wycinać, zawsze zachowując kąty idealnie proste? Czy wkurzało Ciebie to, że na języku polskim - w przeciwieństwie do matematyki - stawia się temat i człowiek musi się produkować, zaś na matematyce jest konkretne zadanie, które trzeba rozwiązać? Aspików często wkurza to takie typowe dla humanistów "stawianie tematu", bo w sumie nie za bardzo wiadomo, co to jest. Ani to pytanie, ani polecenie, tylko takie rzucenie ogólnikowego hasła. I teraz co ja mam z tym zrobić, w d**ę sobie wsadzić ten temat? Albo, czy miałeś tak, że dopóki język polski polegał na uczeniu się ortografii i gramatyki, to było OK a problem się zaczął wraz z pojawieniem się prac stylistycznych? I na koniec - pisałeś o jakiś osiągnięciach sportowych. Czy możesz przybliżyć o co chodzi?
  9. johnn, skoro nie informowałeś o trudnościach w kontaktach, to może to wskazywać na ZA. Widzisz, akurat konkretnie diagnozę F60.1 (zaburzenie schizoidalne osobowości) można pomylić z F84.5 (zespół Aspergera). W przypadku wspomnianej pani Ewy Furgał było tak, że diagnozowali jej osobowość schizoidalną, aż w końcu trafiła na speca znającego się na ZA i wtedy zmienili jej diagnozę. Tu możesz poczytać o tego typu problemach https://schizoids.pl/forum/viewtopic.php?t=6 Co do samych kontaktów z ludźmi, to też należałoby rozszerzyć o co konkretnie chodzi. Czy problem pojawia się już na etapie wizyty w sklepie, który nie jest samoobsługowy? A co z rozmową np. z taksówkarzem, albo z panią w urzędzie? A może chodzi o jakiś problem z relacją z inną osobą, gdy zaczynasz podtrzymywać znajomość, spotykać się, budzi się jakaś przyjaźń? Inna sprawa, to czy masz jakieś pochłaniające zainteresowania? Siedzisz w komputerach, czytasz o samochodach, trzaskasz zadania z matmy? Czy widzisz w ogóle sens pisania i czytania poezji? Tylko serio - nie odpowiadaj, że tak, bo tak ludzie mówią, albo pani na polskim tak uczyła. Jak to jest w Twoim odbiorze? Czy masz przykładowo trudności z pisaniem opowiadań - jak na języku polskim, gdzie trzeba samemu wymyślić treść, podumać co mogli bohaterowie robić, jak się zachowywali? I w końcu - czy Ty chcesz kontaktów z innymi ludźmi, ale coś tam Tobie nie wychodzi, czy może nie chcesz, jest to dla Ciebie upierdliwe, męczące, mógłbyś się obejść bez tego, ale życie nie daje takiej możliwości?
  10. Tak, powtarzam to z całą pewnością - na NFZ diagnozują, tylko trzeba poczekać czasem rok, gdzie indziej półtora, a są placówki, gdzie nawet dwa. Z centrami zdrowia psychicznego i prywatnymi gabinetami psychiatrów dałbym sobie spokój, bo do diagnozy potrzebny jest zarówno psycholog kliniczny, jak i lekarz psychiatra. To jest wymóg minimum, sam psychiatra nie wystarczy. Proszę poszukać ośrodka diagnostyki i terapii autyzmu w Bydgoszczy, albo Toruniu. Są ośrodki, w których można diagnozować zarówno odpłatnie, jak i na NFZ. Najprawdopodobniej będzie potrzebne skierowanie od lekarza rodzinnego. Co do samej diagnozy i ewentualnego informowania o tym rodziny, to jest temat - rzeka. Osoby z ZA mogą sobie nawet nie zdawać sprawy z tego, jakie to czasem przynosi konsekwencje, bo brakuje im teorii umysłu. Efekt może być taki, w szczególności w przypadku matek, że nie będą tego chciały przyjąć do wiadomości. Nie, nie chodzi o to, że bywają mało inteligentne, niewykształcone, czy ułomne. Problemem może być to, że one od dawna wiedziały, że z dzieckiem było coś nie tak. Widziały, wiedziały, czy przeczuwały, ale nic z tym nie robiły. I teraz może pojawić się poczucie winy, cholerne wyrzuty sumienia. Będą wypierać diagnozę, mogą stać się agresywne, albo okaże się, że stanie się to tematem tabu.
  11. doi, właśnie sęk w tym, że są dopuszczani a przynajmniej ci, którzy nie są świadomi, że pomimo rozmaitych problemów mają ZA. Dochodzi do tego, że jak leki nie działają, to psychiatrzy sami sugerują tym osobom, żeby spróbowali psychoterapii. Porażka. Taka psychoterapia ma sens o tyle, że osoba z ZA może podpytać grupę, jak jest odbierana. Ludzie autystyczni mają odmienne kody emocjonalne i nie tylko oni mają problemy z odczytywaniem emocji u innych, ale także inni mają problem z odczytaniem emocji u nich, bo posiadają zubożoną mimikę, czasem nieadekwatną. Kolejna sprawa to niedostrajanie się emocji aspich do emocji grupy. Tak bywa na pogrzebach, gdzie wszyscy mają nosy na kwintę a asperger cały w skowronkach - o ile nie jest to pogrzeb osoby bardzo bliskiej. Właśnie to jest ciekawe, że często w tragicznych sytuacjach, w jakiś wypadkach komunikacyjnych, aspergerzy potrafią wstać, otrzepnąć się i działać, podczas gdy innym rozum odbiera. Tony Attwood twierdzi nawet, że rozmawiał z aspergerowymi żołnierzami, którzy wracali z misji w Iraku, czy Afganistanie. Ci ludzie z bardzo dużą dozą spokoju znoszą np. ostrzał artyleryjski, podczas gdy inni dostają PTSD. Zupełnie inaczej jest przy pracy biurowej - jeden mail, czy telefon może wyprowadzić aspiego z równowagi. Powiem taką jedną, ciekawą rzecz - zdrowi psychicznie ludzie z aspergerem, patrząc na taką psychoterapię, sami mówią, że to jakaś głupota. "Jak można leczyć człowieka gadaniem?" Otóż to - tak właśnie myśli człowiek z ZA, który nigdy nie miał problemów. Rzecz w tym, że gdy są zdesperowani i źle im się dzieje, to zaczynają się chwytać takich "idiotyzmów", których sens w ogóle wcześniej podważali. To należy traktować jako krzyk rozpaczy. W tej sytuacji są oni w stanie praktykować "zabobony", w które sami nie wierzą. A odnośnie diagnozy - słyszałem, że w wielu przypadkach diagności robią wszystko, żeby wybić z głowy ludziom chęć diagnozowania. Wiadomo dlaczego. Polska, to nie szwedzka socjaldemokracja, choć od strony formalnej efekt jest taki, że w krajach jak Wielka Brytania, odsetek ludzi ze spektrum jest wyższy niż w Polsce. Ponadto niektóre diagnozy są naciągane, bo spece robią z młodych aspergerów autystów, żeby łatwiej było o pewne bonusy. Dlatego od strony czysto naukowej, to jest u nas kompletna lipa. Nie ma psychiatrów pokroju Simona Barona-Cohena, czy psychologów takich, jak Tony Attwood. Nikt też w Polsce nie będzie się bawił w funkcjonalny rezonans magnetyczny, czy badania genetyczne. Proszę zejść na ziemię i mniej oglądać Discovery Channel Natomiast trening autystów, czy tzw. "terapia autyzmu" jest jak najbardziej wskazana. Tyle tylko, że to nie terapia - w takim sensie jak psychoterapia - ale próba nauczenia człowieka pewnych podstaw organizacji życia, dbania o siebie, czy umiejętności społecznych. To coś, jak u Ruskich, gdzie młodzieńców z patologicznych, rozbitych rodzin biorą w kamasze. Szkoła życia i tyle.
  12. take, co do Krystiana Głuszki, to nie jestem pewien. Czytałem kiedyś wywiad z nim, prowadził jakieś notatki, napisał kilka książek z bajkami dla dzieci, miał żonę i córkę. Na koniec pracował chyba w jakimś pubie, czy klubie. Nie wydaje mi się, żeby w tej sytuacji popełnił samobójstwo. Mnie zszokowała informacja o jego śmierci, ale to było tak, że ze dwa lata o nim nie słyszałem a tu nagle taka tragedia. Może coś w necie jest na ten temat. Nie wiem. Jeśli chodzi o rozwój mowy w ZA, to podejrzewam że są przypadki wczesnego rozwoju mowy, ale trudno jest mi powiedzieć, czy idzie z tym w parze rozumienie języka. Chyba nie koniecznie. Nie należy też tego traktować jako przejawu jakiegoś geniuszu, bo to często bywa w ten sposób, że następuje pewien falstart w rozwoju języka, ale po osiągnięciu pełnego rozwoju, dalszych postępów już nie ma. Wychodzi wtedy na to, że taka osoba osiąga po prostu pewien poziom trochę wcześniej, ale zatrzymuje się i reszta rówieśników (nieco spóźniona) w końcu dogania takiego delikwenta. A jak odróżnić zaburzenia schizotypowe od zespołu Aspergera? Trzeba odwołać się do triady autystycznej. Myślę, że ZA wyróżniają obsesyjne zainteresowania oraz - do jakiegoś stopnia - zaburzenia komunikacji. W ZA może w grę wchodzić niezdarność ruchowa, problemy ze stawaniem na rękach ("na głowie"), stimy, "widzenie teleskopowe" - czyli dostrzeganie w pierwszej kolejności szczegółów (drzewa a nie las), myślenie obrazami, lub wzorcami. Na koniec - pisałem o psychiatrach, psychologach klinicznych a zapomniałem o psychoterapeutach. Psychoterapeuci np. na takiej psychoterapii grupowej, jeśli nie są ekspertami od ZA, ale coś tam słyszeli, myślą na ogół tak - aha, mniej więcej wiem co to asperger, ale za to dobrze znam się na psychoterapii. Oni nie koniecznie będą się domyślać, jakie przełożenie ma ZA na odbiór psychoterapii. Mogą pamiętać, że taka osoba będzie miała problem z odczytywaniem emocji u pozostałych pacjentów, ale na większości niuansów się nie znają i sami mogą być zaskoczeni niespodziewanym obrotem spraw. To jest trochę lipa, bo z ZA nie jest tak, jak - dajmy na to - z brakiem nogi, który może człowieka zmienić fizycznie, ale nie mentalnie. ZA modyfikuje w pewnym stopniu ludzką naturę, więc mamy do czynienia z takim "neandertalskim" mózgiem w ciele homo sapiens. I to, o czym wspomniałem wyżej - jeśli prowadzący psychoterapię odwoła się do takich metod pracy jak rzeźba czy psychodrama, to w przypadku osoby z ZA technika ta może spalić na panewce. Wręcz jestem przekonany, że tak będzie. Asperger się wkurzy, że psychoterapeuta wciska mu znachorstwo, ciemnotę i zabobon, że to wszystko pachnie jakimś sekciarstwem. I będzie miał rację, bo asperger w taki właśnie sposób to postrzega - nie widzi w tym wszystkim tego, co widzą ludzie neuronormatywni. Będzie wręcz tak, że inni ludzi uczestniczący w tej praktyce, będą w jego oczach wyglądać na jakiś opętanych oszołomów i schizofreników, którzy dostrzegają jakąś "nadrzeczywistość". Niemniej, to też jest jakaś informacja zwrotna i warto to przemyśleć oraz omówić z prowadzącym. Problem z psychoterapeutą może być jednak taki, że nie da on wiary naszemu aspergerowi. Będzie podejrzewał, że asperger się zablokował, że stosuje jakieś mechanizmy obronne, albo coś w tym stylu - podczas, gdy wyjaśnienie jest o wiele prostsze. Może to prowadzić do nieporozumień.
  13. W takim razie mówię jak jest - zespół Aspergera jest zaburzeniem neurorozwojowym i z tej racji jest bardziej fundamentalny od zaburzeń osobowości, czy wszelkich nerwic. Zespół Aspergera powoduje, że natura danego człowieka jest nieco inna niż reszty społeczeństwa - podobnie jak u neandertalczyków. Zaburzenia współwystępujące (zaburzenia osobowości, nerwice, depresje) powinno się diagnozować biorąc za punkt odniesienia nie zdrową osobę neuronormatywną, tylko zdrową osobę autystyczną. Analogicznie - depresji u neandertalczyka nie diagnozujemy zestawiając jego zachowania ze zdrowym homo sapiens, tylko ze zdrowym neandertalczykiem. Dlatego niektórzy podnoszą, że popularny test Becka na depresję, zastosowany u osób z zespołem Aspergera, potrafi nieco przekłamywać, bo został on zestandaryzowany w oparciu o populację ludzi neuronormatywnych a nie autystycznych. Dlatego też zawsze najlepiej jest wiedzieć o zespole Aspergera w pierwszej kolejności a dopiero później rozważać zaburzenia osobowości, nerwice i depresje - już w kontekście zespołu Aspergera. To właśnie podejście od d**y strony powoduje później nieporozumienia. Druga sprawa, to specjaliści na których psioczę - tak, 90% tzw. pierwszych lepszych psychiatrów (prywatne gabinety, część centrów zdrowia psychicznego) słyszało o ZA, ale oni nie podejmą się diagnozy, bo brakuje im kompetencji. Podobnie z psychologami klinicznymi, którzy są zorientowani ogólnie. Jeśli mają odrobinę oleju we łbie, to powiedzą wprost, że nie zrobią tego, ale mogą podać adres odpowiedniej palcówki specjalizującej się w diagnozie zaburzeń autystycznych. I to jest uczciwe postawienie sprawy. To tak, jak byśmy poszli ze skrzywionym zgryzem do stomatologa. Owszem, może on popatrzyć, ale powinien odesłać do ortodonty. Jeśli już pacjent trafi do placówki specjalizującej się w diagnozie zaburzeń autystycznych, to trafi na psychologów i psychiatrów, którzy są obcykani nie tylko z zaburzeniami osobowości i nerwicami, ale przede wszystkim z zaburzeniami autystycznymi. I oni na ogół wiedzą, co robić w przypadku osoby autystycznej z depresją. Wiedzą też, że dość dobra dla aspergerów będących z związkach jest np. Pozytywna Terapia Transkulturowa. Najgorzej jednak, jeśli trafi się na psychologa, który ma pojęcie o depresji, nerwicach, czy zaburzeniach osobowości, ale na ZA zna się jak kura na pieprzu. Podejrzewam, że jeśli taka osoba przeprowadzi z aspergerem wywiad, da do wypełnienia testy w stylu MMPI-2 czy SCID-II, to po trzech spotkaniach wlepi diagnozę osobowości schizoidalnej F60.1 a nie zespołu Aspergera F84.5. Jeśli asperger będzie rzucał ogólnikami w stylu, że ma problemy z dogadywaniem się ze współpracownikami czy przełożonymi, to niedoświadczonemu w kwestiach autyzmu psychologowi przyjdzie od razu na myśl spektrum nerwicowe, nie zaś autystyczne. Tak już jest. Przykładem osoby, która latami ciągała się po psychiatrach, i której diagnozowano zaburzenia osobowości zamiast zespołu Aspergera, jest pani Ewa Furgał https://dziewczynawspektrum.wordpress.com/2017/07/24/niebezpieczne-zwiazki-depresja-vs-zespol-aspergera/
  14. take, no tak - aspergera nie diagnozuje się u pierwszego, lepszego psychiatry, bo chyba nawet prawo wymaga, żeby odbyły się rozmowy zarówno z psychiatrą, jak i z psychologiem klinicznym. Właśnie dlatego powinno się od razu uderzać albo do szpitala psychiatrycznego, albo - jeszcze lepiej - do odpowiednich ośrodków diagnozujących zaburzenia ze spektrum autyzmu. Poza tym jakieś 90% psychiatrów najprawdopodobniej nie podjęłoby się diagnozowania ZA, bo nie mają odpowiednich kompetencji. Niby wszyscy słyszeli o ZA, zdali jakiś tam egzamin pozwalający na dopuszczenie do zawodu, ale wcale nie jest powiedziane, że oni są w tym biegli. Na ogół nie. Natomiast te różne diagnozy, o których pisze johnn, to mogą być najprawdopodobniej pomyłki diagnostyczne. Jest nawet jakaś lista zaburzeń, które powinno się różnicować przy diagnozowaniu ZA (schizofrenia prosta, osobowość schizoidalna) a ewentualne pomyłki mogą skończyć się tragicznie. Taki los spotkał ś.p. Krystiana Głuszko, u którego zamiast ZA zdiagnozowano schizofrenię prostą. Facet był leczony bodajże elektrowstrząsami. Doprowadzili u niego do epilepsji, miał jakieś tam problemy ze wzrokiem i w 2016 roku zmarł. Szczegółów nie pamiętam, ale w środowisku było o tym głośno.
  15. Z moich obserwacji wynika, że owszem - w dzieciństwie etykietowanie jest u osób z ZA powszechne. W dorosłości dzieje się coś przeciwnego - ludzie z ZA, szczególnie ci udzielający się medialnie, zaczynają z gorliwością neofitów podkreślać, że każdy aspergerowiec jest inny. Nie przeczę, że pewna skłonność do etykietowania być może pozostaje, ale przenosi się na jakiś głębszy poziom. Obecnie coraz częściej podkreśla się, że to nie tylko chłopcy i, że proporcje M:K wcale nie są jak 4:1. Dziewczyny afiszują się z tym, że u nich wygląda to inaczej. O, weźmy taką panią Ewę Furgał https://dziewczynawspektrum.wordpress.com/2019/09/03/uwiklane-w-plec-o-dysforii-i-tozsamosci-plciowej-osob-w-spektrum-autyzmu/ Coraz bardziej jest wałkowana kwestia LGBT wśród ludzi na spektrum i rozkminy, dlaczego jest tak a nie inaczej. Powody są oczywiście różne - jedni autycy chcą wiedzieć dlaczego są tacy, jacy są. Inni mają życiowe problemy i potrzebują jakiś kostruktywnych wskazówek. Jest też masa ludzi z ASD, którzy są z wykształcenia psychologami, neurologami, czy psychiatrami - oni interesują się tym z pobudek czysto poznawczych, dla samego zbadania zjawiska. Powstało nawet środowisko samorzeczników z zespołem Aspergera https://jasnastronaspektrum.pl/
×