Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Ana500

Użytkownik
  • Zawartość

    15
  • Rejestracja

  1. „moim zdaniem wszyscy, choć nie zawsze są one łatwe do spostrzeżenia i właściwego zinterpretowania. Często jest tak, że rodzice osób ze spektrum też mają stimy, choć w ogóle nie muszą być autykami. Mogą mieć coś takiego, jak niepełne spektrum autystyczne.” Hmmm... Ja mam od wczesnego dzieciństwa coś co zawsze podciągałam pod „chorobę sierocą”, choć sierotą nigdy nie byłam, jak już to córką alkoholika (choć tak naprawdę ani mnie ani ojca to określenie nie definiuje ;P). Huśtając się przy muzyce, najlepiej przed lustrem, najlepiej z muzyką na uszach, przeżywałam emocje i sytuacje nagromadzone przez cały dzień. Robiłam i robię to oczywiście w ukryciu, bo takie zachowania są „nienormalne”. Jak nie mogę z jakichś względów się pohustac to chodzę, a jak nie mogę chodzić to rozdrapuję twarz. Lęk i napięcie towarzyszy mi od wczesnego dzieciństwa. Zawsze miałam własny świat, lubiłam w nim przebywać, miałam i mam bardzo bujną wyobraźnię. Byłam typem samotnikami i dziwaczki, ale tez grzecznego dziecka i wzorowej uczennicy. Filmów i wiadomości nie oglądam do dziś, szczególnie horrorów i dramatów, za dużo emocji. Z książkami nie mam takiego problemu. Chociaż zazwyczaj wybieram fantasy lub popularnonaukowe. Niemniej jednak ta moja inność nie powstrzymała mnie przed ukończeniem studiów, zdobyciem pracy, wyjściem za mąż, spłodzeniem i wychowaniem dzieci itd. Bardzo ładnie biorę udział w tym teatrze społecznym. Większych problemów natury społecznej wiec nie mam, choć wole zwierzęta i przyrodę, najbardziej las i drzewa. Część moich problemów na pewno wynika ze stresu zaznanego w czasie dzieciństwa, ale dzieckiem nie jestem już jakieś ćwierć wieku, a one nadal ze mną są. Z lekiem i napięciem radzę sobie mniej lub bardziej za pomocą medytacji i jogi. Mam wrażenie, że każdy a przynajmniej większość społeczeństwa ma jakieś zaburzenia, ze spektrum. Tylko ich natężenie, zmusza niektóre jednostki do poszukiwania diagnozy. Na 100% część mojej rodziny także powinna zostać zdiagnozowana, bo te zachowania gdzieś tam się powtarzają. Jeśli kiedykolwiek mój syn przyniesie z przedszkola diagnozę odnośnie syndromu aspergera (na autyzm nie wyglada) to dam wam znać.
  2. U mnie taki atak lękowy wskazuje, że coś mi tam w duszy wyje i szarpie, i dopóki nie odkryję co to jest, to lęk trwa. Nie skupiam się na samym lęku i co on mi tam do ucha szepcze, bo to tylko symptom, ale na tym co myślę, co czuję, co się dzieje na około mnie, co mi się śni. Dotychczas radziłam sobie sama, pomagały medytacje, praktyka uważności. Z doświadczenia wiem, że im bardziej wypieram lęki i natrętne myśli, tym są one silniejsze. Jeżeli nie traktuję tego stanu jako choroby, czegoś co się muszę pozbyć, tylko jako posłańca i kopniaka do pracy nad sobą, jest lepiej. Plus właściwe odżywianie, sen itd. itp. Najkrócej atak trwał trzy dni, najdłużej 6 miesięcy. Nie wiem czy da się z tego wyjść, ale na pewno można z tym żyć. Myśle, że psychoterapia u sensownego terapeuty we właściwym nurcie, byłaby tez pomocna. W mojej ocenie same leki, bez konkretnej pracy nad sobą, swoją historią, to tak jakbyśmy leczyli paracetamolem toczącego nas raka. Chwilowo nie boli, niemniej nadal zjada od środka.
  3. A mnie się dobrze czyta Doi. Wiele rzeczy z jej wpisów odnoszę do siebie. Chamstwa i agresji nie widzę. Widzę za to całą masę pasywnej agresji u Johnnego. Znamienne jest nawet to, że złowił sobie tutaj paru obrońców. Każdy chyba widzi więc to co go tam duszy uwiera.
  4. To nie jest takie proste jakbyś chciał. Nie ma gotowych rozwiązań i odpowiedzi. Analogia do zapalenia płuc i antybiotyku jest błędna. Część zaburzeń na pewno ma podłoże w fizjologii. Zmiany hormonalne, choroby pasożytnicze, brak witamin i minerałów. Warto takie rzeczy zbadać przed ćpaniem psychotropów czy wieloletnią terapią. Z drugiej strony to czy terapia pomoże zależy w głównej mierze od osoby, która tej się poddaje. Trochę od wyboru właściwego terapeuty. Można i pół życia chodzić na terapie i nic z tego nie wynika. Wystarczy poczytać niektóre wpisy na forum. Wyjście z więzienia własnych utartych schematów i myśli jest niezwykle trudne. Wymaga zbyt dużo bólu i wysiłku i zmian. A tego homo sapiens ponoć sapiens wybitnie nie lubią.
  5. @Wirginia Zachodnia wszystko co Twoja mama mówi i mówiła do Ciebie, tak naprawdę mówiła sobie, albo swojej matce. Nie musisz w to wchodzić, nigdy nie byłaś ich adresatką.
  6. Usiłowałam coś napisać, ale mi nie wyszło. To co piszesz Doi, jest zgodne z moim doświadczeniem. Jeden i ten sam fragment w czasoprzestrzeni opisywany jest przez różnych członków rodziny w diametralnie inny sposób. Moja Mama - okres mojego dzieciństwa był czasem miłości, harmonii, zabaw, najwspanialszym okresem jej życia. Ja - okres mojego dzieciństwa był pełen bólu, strachu i udawania. To bardzo subiektywne, i nie do końca prawdziwe, bo wiem, że świadomie ta miłość i zabawa i co tam jeszcze miało być, w zamierzeniu miała być mi udzielona, a że ja podświadomie łapałam całą resztę naszego wewnętrznego rodzinnego piekiełka - to chyba taki mój życiowy pech.
  7. Na pewno miło jest mieć przyjaciół, znajomych, ale wiara że w jakiś sposób mogą Ci „pomóc” jest, moim zdaniem, błędem. Jest już jeden wątek na forum, w którym chłopak wierzy że do poprawy losu i rozwiązania jego problemów potrzebna jest mu przeprowadzka do innego miasta i odnalezienie życiowego guru, mistrza. Takie myślenie to droga do nikąd. Jesteś Ty i Twoje uwarunkowania i sprawy, które postrzegasz jako problem, jest więc wyłącznie Twoja praca i Twój wysiłek. Nic w świecie zewnętrznym Cię nie uratuje.
  8. Mnie się wydaje, że „uzależnienie” jest dość typowe w swej istocie. Mogę napisać jak to się ma u mnie. Skłonność do marzeń i kompulsji mam od dziecka, w wyniku okoliczności życiowych, procesu wychowania i wrażliwej natury. Lęk i nerwica towarzyszy mi w sumie od dziecka. Już jako kilkulatka koiłam ją rozbudowanym życiem wewnętrznym, huśtaniem, potem muzyką i książkami, potem grami komputerowymi. Jednakże „życie przemykało mi miedzy palcami”, zamieniłam wiec powyższe na kompulsywne sprzątanie. Czynność tak naprawdę nie ma znaczenia. Równie kompulsywnie potrafię uprawiać sport, chodzić do kościoła czy pomagać potrzebującym. Klucz do sukcesu jest więc w To bie. Zainteresuj się medytacją uważności, byciem „tu i teraz”, świadomością ciała, pisaniem pamiętnika. Mnie to pomaga. Podejściem na siłę, wysiłkiem Twojej niewątpliwie żelaznej woli wiele nie zdziałasz. Gdyby było inaczej, świat nie tkwiłby w szponach nałogu. Twoje problemy leżą głębiej. Zastanów się czego się boisz, przed czym uciekasz, o czym myślisz, jakie masz relacje z rodzicami, treść marzeń też jest istotna. Zwróć uwagę na swoje zdrowie (braki magnezu, wit z gdyby b i d) nawyki żywieniowe, sen. Z moich dolegliwości „magicznie” uleczyły mnie ciąże, ale wtedy człowiek lepiej je, lepiej śpi, bardziej o siebie dba, zachodzą zmiany hormonalne, zmiany w biochemii mózgu (priorytetem jest rozwój dziecka, a nie folgowanie nerwicowym skłonnościom matki). Jednak ty w ciąże raczej nie zajdziesz. 19 lat to trudny wiek, po 30stce co do zasady robi się łatwiej ;P
  9. Mam męża, dzieci. Były próby kontaktu z moim Ojcem, ale on sobie ich nie życzy. I dobrze. Jak miałam siedemnaście lat, odszedł do kochanki, co bardzo poprawiło jakość mojego życia. Więc tak, jest mi łatwiej. Czuję się lepiej, w sensie że mam spokojną głową, nie czuję żalu, nienawiści, strachu, pamiętam dobre chwile. Mam dystans. Mam fajne relacje z Mamą. Nie patrzę na tę sytuację jej oczami - zły ojciec, a ona taka biedna. Bardziej dwoje uwikłanych ludzi, którzy nie umieli inaczej funkcjonować. Jego picie, jej awantury, i tak to się kręciło. Problem chyba polega na tym, mogę się oczywiście mylić, że ty nie chcesz „uzdrowienia”, tylko leku przeciwbólowego. Nie chcesz być wolna, szczesliwa, bo to kupa pracy i cała masa bólu. Nie ma chyba innego sposobu niż przejście tego raz jeszcze. Wolisz po prostu się znieczulić. Trochę to rozumiem, nie potępiam, tylko wydaje mi się że to nie jest życie. Popatrz na siebie, ten człowiek Cie skrzywdził, a ty dalej funkcjonujesz w „dom rodzinny, tato, kultura, szacunek”. To straszne więzienie i iluzja. Po co w ogole tam jeździsz? Ale sama pamietam, że udawanie że się ma ten dom i tatę itd. na pewnym etapie było łatwiejsze. Ludzie potrzebują kłamstw i iluzji, wtedy jest prościej. Zresztą nie jestem psychologiem, piszę tylko z własnego doświadczenia, co mi w duszy gra.
  10. Pamięci nie wykasujesz, masz absolutną rację to zawsze z Tobą będzie, ale możesz to przepracować, przegadać, przeboleć i przeżyć. I wtedy jest lżej. Nie mamy innego narzędzia niż gadanie. To samo robisz teraz na forum, ale z tego że mnie t lepiej, dla Ciebie nic nie wyniknie, bo to musi być Twoja praca i Twój wysiłek. Głównie czytałam, myślałam, gadałam i znowu czytałam i myślałam. Zajęło mi to kilkanaście lat i praca dalej trwa.
  11. Z doświadczeń z moim Ojcem Alkoholikiem wynika, że to wybaczenie nie może być na siłę, bo tak trzeba, bo Chrystus, Bóg i Wszyscy Świeci. To nie może być gwałt (kolejny) na psychice. Poza tym o to wybaczenie musiałby Cię poprosić, ale rozumiem że on nie poczuwa się do winy, więc co właściwie tutaj wybaczać. Jak ktoś mądrze napisał na tym forum nikt za włosy sam z bagna się nie wyciągnie. Myślę że terapia byłaby wskazana, jak nie tamta to może z innym psychoterapeuta. Szkoda życia, z tego się nie wychodzi, to zostaje w człowieku jak rysa na połamanym talerzu. Moim zdaniem terapia pomaga żeby ta rysa uwierała trochę mniej.
  12. Mogę potwierdzić, że ciąża bardzo wycisza nerwicę. W obu moich ciążach czułam się świetnie, byłam spokojna i taka jakby lekko „zamulona”. Fajny stan. Po pierwszej ciąży miałam lęki związane z tym że dziecko, zachoruje, coś mu się stanie, ale po 6 miesiącach przeszlo. Aczkolwiek te moje stany nerwicowe nigdy nie wymagały leków, radziłam sobie medytacjami plus przyjmowałam suplementy wit b6 i d. Lęk jest ze mną od urodzenia, ale na poziomie umożliwiającym względne funkcjonowanie. Aktualnie przy dwójce dzieci nie mam po prostu czasu na jakiekolwiek odloty.
×