Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
nvm

Emocje - dziękuję

Rekomendowane odpowiedzi

Obecnie robię coś takiego: gdy pojawia się trudna emocja...to zdaję sobie sprawę, że to nie ona jest trudna, lecz mój stosunek do niej.

Zmieniam go więc i przyjmuję emocję z otwartymi ramionami, mówiąc jej: dziękuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
58 minut temu, nvm napisał:

Obecnie robię coś takiego: gdy pojawia się trudna emocja...to zdaję sobie sprawę, że to nie ona jest trudna, lecz mój stosunek do niej.

Zmieniam go więc i przyjmuję emocję z otwartymi ramionami, mówiąc jej: dziękuję.

To bardzo dobrze, że zmieniasz swój stosunek do trudnych emocji. Jesteś na najlepszej drodze do wyjścia z depresji. 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Lilith, różnie, nie wiem...generalnie frustracja może być zarówno oznaką, że coś tłumię i wtedy pora przestać to tłumić i wejść w tryb łagodnego działania. Z drugiej strony mogą być takie stany, w których frustracja to jest właśnie tłumiona wściekłość/furia i trzeba pozwolić stopniowo jej się ujawniać, ani z nią nie walcząc, ani się jej nie podporządkowując. Przełączam się między różnymi podejściami, w zależności od wyczucia jaki to jest aktualnie stan i co mi obecnie podpowiada...hmm...tak zwana 'intuicja'.

Czyli jakie rozwiązanie odczuwam jako bardziej przestrzenne, wyzwalające, radosne, konstruktywne, wartościowe, idealne, dobre, itd. Do jakiego rozpoznaję w sobie prawdziwszą inspirację. Które będzie świeższe, nowsze, przynoszące większą wolność. Które będzie progresem, rozwojem, czymś nowym, a nie regresem do starych uwarunkowań. Które będzie prawdziwie twórcze i rozwijające, a które będzie pójściem na łatwiznę.

A dlaczego pytasz?

Edytowane przez nvm

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@nvmz ciekawości i żeby móc się odnieść do tego, co piszesz. Im więcej wyjaśnień, tym więcej zrozumieją ludzie, ja, a może i Tobie się przyda takie spojrzenie z boku. Uważam, że podejście, które opisałeś jest bardzo dobre. Nie przyjmujesz jednego sztywnego kierunku, ale badasz własne odczucia i wybierasz to, co w danej chwili jest dla Ciebie najlepsze. Wiele osób ma z tym problem. Nie ma wglądu w siebie i rozpatruje emocje jednotorowo. Twoje podejście jest inne, ciekawsze i dużo wnoszące. Jestem z dość dociekliwych osób i szukam również podejścia do emocji, które pozwoliłoby mi lepiej funkcjonować. Twój sposób postrzegania mnie zainteresował. Dlatego pytam o bardziej szczegółowe kwestie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

konstruktywna konwersacja. Robię podobnie jak @nvm Choć teraz po ciąży trochę dłużej mi to zajmuję. Uczę się na nowo w nowej sytułacji rodzinnej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Lilith, pozwalam im wypłynąć. Ważne by ich nie tłumić. Wielką ulgę przynosi pozwolenie sobie na bezpośrednie doświadczenie dawno stłumionych emocji :) Tak, są we mnie zadawnione żale i są we mnie rzeczy, które dławię w sobie od lat. Mam skłonność do tłumienia.

Przede wszystkim mój główny problem to skłonność do tłumienia swojej spontaniczności.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@nvmskoro tłumiłeś coś w sobie wiele lat, to w jaki sposób teraz do tego docierasz i uwalniasz? I dlaczego akurat teraz? Rozumiem, że próbujesz nad sobą pracować i to w ramach wglądu w siebie? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Lilith, tłumienie to pewien głęboko zakorzeniony nawyk. Rzecz w tym, że on się pojawia bardzo szybko. Przy obserwacji siebie zaczyna pojawiać się możliwość wyboru - czy wzmacniamy stary nawyk czy wybieramy zadziałanie inaczej (w tym brak jakiegokolwiek działania). 

Tłumienie powoduje dysfunkcje. Chcę być harmonijny, wolny, naturalny i rozluźniony, więc chcę porzucić dysfunkcyjne nawyki. Generalnie podstawowe sposoby są dwa:

1) Robienie tego co sprawia największą radość, ekscytację, frajdę, na co mam największą ochotę. To jest moja prawdziwa natura. Oddaliłem się od niej poprzez tłumienie i blokady. W ten sposób do niej wracam, więc wszelkie blokady będą się uaktywniać i protestować. Wypływają wówczas zalegające emocje, od których całe życie uciekałem. Robiąc to, na co prawdziwe mam ochotę; wybierając radość - przestaję od nich uciekać i mam dzięki temu możliwość spojrzeć im w twarz. 

Jest to wybór odwagi, radości, inspiracji, ekscytacji, frajdy, ochoty. Powoduje on oczywiście doświadczenie mojego lęku, który mam zwyczaj tłumić. Podoba mi się tutaj określenie "nerwica lękowa maskowana energią" (z książki "Integracja psychiczna", A. Terruwe).

2) Leżenie bez ruchu. Wówczas pojawiają się różne nawykowe negatywne, impulsy, frustracje, próbujące mnie skłonić do wstania. Jednak jako że nie chcę kierować się negatywizmem i go tym samym w sobie wzmacniać, pozwalam sobie dalej cieszyć się leżeniem (mimo jednoczesnej swojej frustracji). W ten sposób się od-kompulsywniam, porzucam te stare nawyki. Jest to bardzo frustrujące, choć zarazem przynoszące spokój, rozluźnienie i błogość.

Jest to wybór słodkiego lenistwa, odprężenia, bezruchu, spokoju, relaksu, niewzruszenia.

 

Podsumowując, mamy tutaj połączenie dwóch dróg: radości i rozluźnienia, aktywności i bezruchu, yang i yin. 

Pojawia się oczywiście kwestia: kiedy wybrać co. Dochodzę do wniosku, że lepiej jest prawdopodobnie wybrać to, co jest lepsze, tzn. jest lepiej odczuwane. I też trochę na zasadzie agere contra. Jeśli czuję, że mrożę swoje emocje i impulsy (co własnie miało miejsce przed chwilą), widzę, że robię się zasiedziały i się blokuję, to wchodzę w tryb aktywności, wręcz może pewnego folgowania. Chcę rozruszać tę zasiedziałą energię w sobie, więc robię to co mnie najbardziej ekscytuje (w tym przypadku było to wejście na to forum i teraz jest to pisanie tego posta). Dzięki temu czuję, że żyję, energia życiowa we mnie krąży, czuję bicie swojego serca.

Z drugiej strony, wcześniej nie bardzo miałem pomysł, co dobrego mogę zrobić, więc położyłem się na łóżku. Pojawiała się we mnie pewna niecierpliwość i frustracja, choć zarazem czerpałem relaks z leżenia. Wówczas wybrałem drogę bezruchu.

W dniu 9.02.2019 o 13:02, Lilith napisał:

I dlaczego akurat teraz? Rozumiem, że próbujesz nad sobą pracować i to w ramach wglądu w siebie? 

Można tak to ująć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 10.02.2019 o 21:09, nvm napisał:

@Lilith, tłumienie to pewien głęboko zakorzeniony nawyk. Rzecz w tym, że on się pojawia bardzo szybko. Przy obserwacji siebie zaczyna pojawiać się możliwość wyboru - czy wzmacniamy stary nawyk czy wybieramy zadziałanie inaczej (w tym brak jakiegokolwiek działania). 

Innymi słowy działa automat. Również u siebie to zaobserwowałam ( nie bez pomocy drugiej połówki ). Nadal jednak nie umiem z tego wyjść. Nie jest to absolutnie nic przyjemnego. Sięga jednak dłuuugich lat wstecz i jest bardzo dobrze zakorzeniony. A w zasadzie są, bo automatycznych reakcji jest dość sporo. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 25.02.2019 o 16:18, Lilith napisał:

Nadal jednak nie umiem z tego wyjść. Nie jest to absolutnie nic przyjemnego. Sięga jednak dłuuugich lat wstecz i jest bardzo dobrze zakorzeniony. A w zasadzie są, bo automatycznych reakcji jest dość sporo. 

Wydaje mi się, że w takim razie najlepszym rozwiązaniem jest prawdopodobnie zaczęcie od zaakceptowania swoich automatycznych mechanizmów :) 

Edytowane przez nvm

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@nvmno właśnie nie mogę ich zaakceptować, ponieważ rujnują mi życie. Próbuję z nimi walczyć. Akceptację uznałabym za poddanie się. A ja nie chcę się poddawać tylko chcę je wyeliminować. Namierzyć, przegryźć do tak zwanego urzygu i wywalić z życia. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, Lilith napisał:

no właśnie nie mogę ich zaakceptować, ponieważ rujnują mi życie. Próbuję z nimi walczyć. Akceptację uznałabym za poddanie się. A ja nie chcę się poddawać tylko chcę je wyeliminować. Namierzyć, przegryźć do tak zwanego urzygu i wywalić z życia. 

A czy akceptujesz to, że chcesz się ich pozbyć?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@nvmzdecydowanie. Akceptuję chęć zmian, ponieważ odczuwam ich potrzebę. Ostatnie zmiany okazały się dobre, więc chciałabym zachować ten kierunek, ale niestety zafiksowałam się na automatycznych schematach i stoję jak to cielę z pytaniem, co mam teraz zrobić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Stosuję różne techniki radzenia sobie z emocjami . 

W dniu 11.01.2019 o 01:18, nvm napisał:

Obecnie robię coś takiego: gdy pojawia się trudna emocja...to zdaję sobie sprawę, że to nie ona jest trudna, lecz mój stosunek do niej.

Coś podobnego powiedział kiedyś chyba jakiś znany Rzymianin. 

Ja natomiast po za tym , że pozwalam płynąć myślą ,w wypadku silnego zdenerwowania , emocji np. w pracy staram się , to naprawdę trudne choć bardzo proste zarazem określić cel i sposoby dojścia do celu. / mam to spisane / np. jak następnym razem nie zagotować się na widok danej osoby w pracy która w dobrej sprawie ,interesie firmy kolejny już raz zawraca głowę pierdołami. Staram się wtedy trzymać notatek / w głowie / i stwierdziłem ze to naprawdę działa na tyle , że poziom napięcia następnym razem jest dużo mniejszy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×