Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
kimikimi

Długotrwałe zażywanie leków psychotropowych?

Rekomendowane odpowiedzi

Kimikimi ja mogę ci powiedzieć subiektywnie z własnego punktu widzenia i doświadczeń, a także tego co wyczytałam szczególnie na forach internetowych (opinie pacjentów), a także w artykułach, oraz polecam dwa filmy dokumentalne "śmierć na receptę" i Społeczeństwo Na Psychotropach-Chemiczny Spokój

Polecam też artykuły  :

http://nowadebata.pl/2011/09/08/narod-na-prochach-cz-1/

http://www.ssristories.net/

i stronę.

 

Z mojego punktu widzenia, oczywiście, że czasem branie leków psychotropowych wydaje się nieuniknione, choć pewnie stosuje się je częściej niż byłoby to konieczne, ale pacjent biorący takie leki powinien być pod ścisłą opieką lekarską. Najczęściej kończy się to jednak jak zwykle, przerzucanie odpowiedzialności, brak czasu i chęci. Liczy się tylko czas i pieniądze, a dobro pacjenta schodzi na dalszy plan, często ostatni. Sądzę, że w moim przypadku SSRI powinnam zacząć odstawiać po około dwóch latach od zapisania mi go, ale co się zadziało? Psychotropy wpływają na nasze funkcjonowanie, na nasz mózg, często zmieniają myślenie i tak stało się w moim przypadku, byłam zadowolona, na speedzie z klapkami na oczach. Czy chciałam odstawiać lek? Nie przecież było mi dobrze, a zamiast obiadu, ja większość życia anorektyczka codziennie miałam tort na stole i nie obchodziło mnie, że tyję, zupełnie mi zwisało. Jak terapeutka mówiła wcinaj sałatki, bo jesteś jak rozpuszczony bachor to przyjmowałam to do siebie i pokazowo biłam się w pierś, tak to moja wina, moja wina, moja wielka wina, ale potem wychodziłam z gabinetu i w sumie czy to moja wina czy nie, też mi to zwisało. Wszystko mi zwisało. Przeplatało się to z okrutnymi wobec siebie i co gorsza co nigdy wcześniej nie miało miejsce atakami agresji wobec innych słownej, wobec siebie fizycznej. Pomysły na okaleczanie się miałam wówczas bardzo wyrafinowane, nie będę przytaczać. W końcu jeden taki incydent zakończył się w szpitalu i tam zadecydowano, aby przepisać mi neuroleptyk uspokajający, tzw stabilizator. Potem wyczytałam, że przy długotrwałym ssri często się tak robi, że jak pacjent wpada w manię lub agresję to przepisuje mu się jakiś stabilizator i dawkuje między jednym, a drugim lekiem, a na dokładkę jak wystąpią objawy typu parkinsonizm u mnie wystąpiły to przepisuje się trzeci lek, a potem kolejny i kolejny. To co jest skutkiem ubocznym leku w przypadku zachowania często próbuje się tłumaczyć kolejną chorobą, kolejnym objawem zaburzeń pacjenta i tak się popada w wir farmakoterapii, która nigdy się nie kończy. Doszło do tego, że znacznie pogorszyła mi się pamięć robocza ( nadal nad nią pracuję), spałam po 16 godzin na dobę nie wyrabiając się w pracy, zaczęłam się ślinić, a w końcu popadłam w konwulsje, które też próbowano wytłumaczyć innymi czynnikami, np. tym, że zjadłam orzecha, ale zapobiegawczo zamiast schodzić z leku najlepsza psychiatra w wawie postanowiła zwiększyć dawkę ssri przy pozostaniu przy dotychczasowej dawce neuroleptyku. Czyli poszła w rozwiązanie o którym piszą w tych artykułach.  Nigdy później orzech mi tak nie zaszkodził, ale kiedy zaczęłam pojmować siebie jako bezmyślne warzywo i bezmózgowca zaczęłam czytać i interesować się tematem. Zeszłam powoli z neuroleptyku zupełnie, a ssri nadal obniżam. Rezultat ? Polepszyła mi się pamięć, znów jestem w stanie myśleć, nie ślinię się, śpię dużo, ale nie nad wyraz. Czasem po zupełnym odstawieniu ssri jestem na najniższej dawce popadam w nieokiełznaną agresję, dlatego nie zrywam z tym lekiem zupełnie, ładnie to opisali np. na stronie ssri stories. natomiast nie mam epizodów samookaleczania się nawet w bardzo trudnych, wręcz skrajnie trudnych sytuacjach. Co najważniejsze dla mnie kontroluję jedzenie, tzn. bardzo żałuję, że przebudziłam się w ciele 100 kg bałwana i ciąży mi to, nie objadam się, ani nie mam intencji objadania się, już mi nie zwisa. Czasami podejmuję wysiłek fizyczny, aby schudnąć np. regularne wizyty na basenie, ale chudnięcie z trudem mi idzie. Terapeutka stwierdziła, że wraca anoreksja, wyśmiałam ją. Anoreksji nie mam na 100%, bo żadna siła, ani zaburzenie, ani choroba, ani cokolwiek nie byłoby w stanie sprawić żebym nie chudła gdybym nie jadła, albo skrajnie się ograniczała. Więc nadal po prostu bilans kaloryczny jest zbyt dodatni, ale bynajmniej myślę o tym, staram się kontrolować, umiem sobie odmówić tego i tamtego, planuję, czego kompletnie nie robiłam na dużej dawce ssri. Potrafiłam w tydzień zjeść 5 kopców kreta, 1 na dzień nie zapomnę przerażonej miny mamy kiedy zobaczyła 8 opakowań  przyrządzonych i spałaszowanych jeden po drugim.

 

Racjonalny wniosek : leki tak, ale pod ścisłą kontrolą i na jakiś "konieczny!" czas, ale raczej i prędzej od nich odchodzić niż pogłębiać ich branie. Tzn. próbować schodzić z terapii niż ją pogłębiać i dokładać leków. Próbować manipulować dietą, która w wielu przypadkach może dać podobne skutki do leków praktycznie bez skutków ubocznych takich jak wymienione powyżej. Polecam też większą samoświadomość i lekturę, bo psychiatria w naszym kraju niestety jest na bardzo niskim poziomie i mało kto ma czas zajmować się pacjentem. Prosty przykład ? Czemu 1 wizyta w prywatnej przychodni trwa 1 godz, a każda następna już pół, a kosztuje tyle samo??? Lekarz schodzi z opieki nad pacjentem, a wizyta odbywa się tylko po to, aby przepisać kolejną receptę nie wnikając co i jak. U mnie trwało to zarówno w sektorze prywatnym jak i państwowym 11 lat.

Edytowane przez karolink

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

To nie użytkowniczka kimikimi przyjmuje 30 lat psychotropy , tylko Pan Michał z artykułu, który podlinkowała. Nie śmiejemy się, nie drwimy, ani nie oceniamy życia Pana Michała. 

Wylało się na niego już wystarczająco dużo pomyj, winnych szukałbym gdzie indziej, nie w tym biednym człowieku, jego by trzeba jakoś zacząć naprostowywać, a nie się z niego nabajać, to mu nie pomoże, będzie przez kolejne lata brał psychotropy, a z depresji na pewno nie wyjdzie.

Nie popieram, i polecam stylu stylu życia jaki prowadzi, jest 10x bardziej dziecinny i komiczny od niejednego człowieka, ale i tak bym powiedział na koniec, że to nie w całości jego wina. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Godzinę temu, Liber8 napisał:

To nie użytkowniczka kimikimi przyjmuje 30 lat psychotropy , tylko Pan Michał z artykułu, który podlinkowała. Nie śmiejemy się, nie drwimy, ani nie oceniamy życia Pana Michała. 

Wylało się na niego już wystarczająco dużo pomyj, winnych szukałbym gdzie indziej, nie w tym biednym człowieku, jego by trzeba jakoś zacząć naprostowywać, a nie się z niego nabajać, to mu nie pomoże, będzie przez kolejne lata brał psychotropy, a z depresji na pewno nie wyjdzie.

Nie popieram, i polecam stylu stylu życia jaki prowadzi, jest 10x bardziej dziecinny i komiczny od niejednego człowieka, ale i tak bym powiedział na koniec, że to nie w całości jego wina. 

Dopóki debilstwo będzie bardziej intratne  niż mądrość, takich wykreowanych debili będzie przybywać w postępie geometrycznym. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Teorie spiskowe 

Po pierwsze: jakich leków? Antypsychoktyki będą miały inne konsekwencje niż benzo czy antydepresanty 

Jeżeli chodzi o te ostatnie to zmieniają one ekspresje genów i promują neuroplastycznosc. Ale najpierw trzeba w ogóle znać elementarna biologię, żeby wiedzieć o czym mowa. A alt medem nie ma dyskusji, bo jedyne co potrafi to przekroczyć a wiedzę na z akademii googla 

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
2 godziny temu, karolink napisał:

się tak robi, że jak pacjent wpada w manię lub agresję to przepisuje mu się jakiś stabilizator i dawkuje między jednym, a drugim lekiem, a na dokładkę jak wystąpią objawy typu parkinsonizm u mnie wystąpiły to przepisuje się trzeci lek, a potem kolejny i kolejny. To co jest skutkiem ubocznym leku w przypadku zachowania często próbuje się tłumaczyć kolejną chorobą, kolejnym objawem zaburzeń pacjenta i tak się popada w wir farmakoterapii, która nigdy się nie kończ

Jak wpadasz w manie po ad to masz Chad i po to dostaniesz stabilizator,  ja jakoś w manie nie wpadam, tak samo nie jestem agresywny ani nikt z ludzi mi znanych na odstawieniu ssri

Ale możesz tłumaczyć swoją chorobę i charakter spiskiem, tak najłatwiej 

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

17 godzin temu, kimikimi napisał:

Ponad 20, 30 lat? 

Jak wtedy wygląda mózg człowieka? 

otwórz sobie głowę i zobacz , a nie zawracasz dupę . Co tu jacyś  patolodzy  czekają tylko żeby Cie oświecić .Pytania , bez odpowiedzi ,

 ,, /

 jak wyglada mózg , ,, przymusowego lekomana po 20 -30 latach na cukierkach ...jak stara , przeorana  p---zda lub ew. mózg małpiatki z Madagaskaru  . Niech Ci to starczy i nie zawracaj dupy !żEGNAM , BEZ ODZEWU .

No ,żeby takie pytania serwować < w duuuupę !

 

 

Edytowane przez Kalebx3 Gorliwy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

.https://zapytaj.onet.pl/Category/001,001/2,30141837,Ile_by_musieli_Ci_zaplacic_zebys_pocalowala_tylek_szympansa.htm

 

 teraz już widzisz co robia psychotropy z ludzmi , panad 30 lat na prochach i zamiast przygotowywac sie do swiąt z rodzina to zawiesiłem się na Twoim zagadnieniu 

Edytowane przez Kalebx3 Gorliwy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co do tego, że psychiatrzy bardzo lubią przypisywać skutki uboczne leków, pogłębieniu choroby itp. to z tym spotkałem się pare razy. Wydaje mi się, że to dość powszechne zjawisko w ich profesji. Tak samo niektórzy bardzo chętnie "leczyli" by te skutki uboczne kolejnymi lekami.

Epizod maniakalny, który wystąpił w czasie leczenia, a który nigdy wcześniej nie wystapił u pacjenta, to klasyczny tego przykład. Wtedy pacjent dość często dostaje etykietkę CHAD i zaczyna się wtedy leczyć na to.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Cytat

otwórz sobie głowę i zobacz , a nie zawracasz dupę . Co tu jacyś  patolodzy  czekają tylko żeby Cie oświecić

😂 Zgadzam się :classic_biggrin:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość myślący91
21 godzin temu, kimikimi napisał:

A jak ma wyglądać ?, leki nie niszczą mózgu co najwyżej receptory przygasną ale z czasem dojdzie do stanu przed braniem leków. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zachęcam was do obejrzenia kwintesencji wywiadu z  panem  Witkowskim, sama końcówka filmiku.

 

 

 

Edytowane przez kimikimi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 22.12.2018 o 19:43, myślący91 napisał:

A jak ma wyglądać ?, leki nie niszczą mózgu co najwyżej receptory przygasną ale z czasem dojdzie do stanu przed braniem leków. 

Nigdy nie dojdzie, bo czas też robi swoje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 22.12.2018 o 10:31, DeathOfTheMotorneuron napisał:

Jak wpadasz w manie po ad to masz Chad i po to dostaniesz stabilizator,  ja jakoś w manie nie wpadam, tak samo nie jestem agresywny ani nikt z ludzi mi znanych na odstawieniu ssri

Ale możesz tłumaczyć swoją chorobę i charakter spiskiem, tak najłatwiej 

No to ciekawe, że manipulowanie lekiem realnie wpływa na mój stan, mimo, że wcześniej chętnie kupowałam BAJKI, że wszystko zależy ode mnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a bez stabilizatora lepiej się czuję i nie zamierzam go brać. Badania empiryczne wykazały, że ileś tysięcy ludzi jest agresywnych po odstawieniu, to że ty jeden nie jesteś akurat do niczego mi się nie przydaje w tej metaanalizie.Nie widzę też w tym spisku tylko obserwację jakieś zależności, zresztą odkryłam ją na sobie samej, właśnie poprzez obserwowanie jak manipulacja brania leku przekłada się na moje funkcjonowanie. Wiem co to ekspresja genów i neuroplastyczność ( polecam poczytanie kalata w tej kwestii np. Biologiczne podstawy psychologii), ale nie znalazłam dotąd badań, które by potwierdzały, że psychotropy faktycznie na nie oddziałują, można tylko tak domniemać. Działanie leków psychotropowych bardzo często odkryto przypadkiem i nie da się dokładnie określić ich działania, niestety badania obrazowe aż tak daleko posunięte nie są. Teorię biochemiczną również  podważono jak na razie.

Edytowane przez karolink

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"

Kiedy w 1954 roku do użycia w USA wszedł pierwszy neuroleptyk „Torazyna” (Chlorpromazyna) w środowisku medycznym oraz w amerykańskim społeczeństwie zapanował entuzjazm i nadzieja na lepszą przyszłość dla osób zmagających się z zaburzeniami umysłowymi. Psychiatrzy i media bardzo szybko okrzyknęły nowy lek „cudowną pigułką, która przynosi pacjentom ‘spokój ducha’ i uwalnia od dezorientacji”. Zapanował konsensus co do tego, że Torazyna wprowadziła psychiatrię w „nową erę” pozwalając chorym na schizofrenię „opuścić szpitale i wrócić do domów”. Jednak, jak zauważa Whitaker, w atmosferze euforii uwadze opinii publicznej uszły rozmaite skutki uboczne torazyny oraz innych neuroleptyków pierwszej generacji. A była to długa lista. Na przykład szybko okazało się, że lecząc symptomy psychotyczne farmaceutyki te wywołują objawy choroby Parkinsona oraz powodują bolesne skurcze mięśni. Pacjenci skarżyli się nagminnie, że lekarstwa zamieniają ich w „emocjonalne zombie”. Nieco później, bo w 1972 roku, wykazano, że neuroleptyki upośledzają zdolności pacjentów do uczenia się. Pojawiły się doniesienia o tym, że pacjenci zażywający neuroleptyki i przebywający poza szpitalem przejawiali całkowity brak motywacji do życia oraz izolowali się od swojego otoczenia. Wielu z nich, mimo że przebywało w domach opieki, żyło „w samotności” , przez większość czasu „gapiąc się pustym wzrokiem w telewizję”. Liczne badania i doniesienia pokazywały wyraźnie, że wbrew oczekiwaniom leki nie tylko nie poprawiają jakości życia chorych, lecz wręcz zwiększają ryzyko nawrotu choroby. Tym samym psychiatria stanęła przed poważnym dylematem związanym z sensownością stosowania leków przeciwpsychotycznych. Cała sprawa stała się jeszcze bardziej paląca, kiedy okazało się, że u chorych zażywających neuroleptyki pojawia schorzenie o nazwie „dyskineza późna” (ang. tardive dyskinesia, TD) , która wywołuje nieuleczalne zakłócenia kontroli motorycznej, zwłaszcza mięśni twarzy. Co ważne, okazało się, że objawy TD nie ustępują nawet po odstawieniu farmaceutyków , co było dowodem na to, że wywołują one nieodwracalne uszkodzenie mózgu, pisze Whitaker."

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W 2006 roku fachowy magazyn „PloS Medicine” opublikował artykuł omawiający różne sprawy karne, w których przemoc związana była z lekami przeciwdepresyjnymi. Autorzy tekstu zauważają, że w wielu systemach prawnych nawet nie rozpatruje się tych związków, mimo że zostały one już naukowo udowodnione.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co ważne, FDA oficjalnie uznało, że leki przeciwdepresyjne przyczyniają się do samobójstw, ale w ogóle nie informuje o tym, że mogą one wywoływać  agresję  wobec otoczenia. Można jedynie podejrzewać, że niechęć administracji do oficjalnego potwierdzenia innych działań niepożądanych wynika z obaw przed konsekwencjami prawnymi, finansowymi i społecznymi. Na przykład zabójstwo, nie mówiąc już o masakrze, popełnione na skutek terapii legalnymi farmaceutykami, krzywdzi znacznie więcej osób aniżeli samobójstwo, które dotyka „tylko” ofiarę i jego bliskich, oraz obciąża odpowiedzialnością urząd, który dopuścił dany specyfik do obrotu. Innymi słowy uznanie agresji wobec innych za skutek działania antydepresantów wiąże się z wyższymi kosztami  i większą odpowiedzialnością niż w przypadku agresji skierowanej przeciw sobie. Dodatkowo niektórzy obserwatorzy wskazują na związki FDA z przemysłem farmaceutycznym jako powód, dla którego urzędnicy tej instytucji niektórych skutków ubocznych nie chcą formalnie uznać. W 1999 roku Julian Whitaker przeanalizował kilka głośnych tragedii, w których sprawca „bez powodu”otworzył ogień do przypadkowych ofiar w miejscu publicznym. Okazało się, że wszystkie te zdarzenia łączy jeden wspólny element: środki antydepresyjne typu SSRI stosowane przez napastnika. W każdym z tych przypadków strzelec przyjmował albo Prozac albo Zoloft albo Luvox albo Paxil lub inny środek o podobnym działaniu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

http://www.newsweek.pl/polska/korupcja-wsrod-lekarzy-koncerny-farmaceutyczne-i-apteki-newsweek-pl,artykuly,278225,1.html

https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/infarma-lekarze-swiadczenia-pieniadze,75,0,2115915.html

 

To są fakty, tylko człowiek zorientowany ściśle na jakąś teorię nie jest ich w stanie przyjąć, ani im się nawet przyjrzeć. Wszystkiemu zaprzeczy i znajdzie inne uzasadnienie. To, że księżyc zbudowany jest z sera to też hipoteza naukowa, tylko dane empiryczne potwierdziły nam, że nie jest z sera. Wszystko co dotyczy psychiatrii i psychotropów jest w dużej mierze subiektywne, bo nie ma obecnie badań, które pozwalałyby jednoznacznie udowodnić, ze A jest B, na razie można tylko domniemać i krążyć wokół tego. Postawienie każdej hipotezy jest możliwe. Nie wiemy czy leki antydepresyjne odnoszą jakiś skutek ledwie powyżej granicy placebo tylko dlatego, że podwyższają ( czasem poprzez działanie pośrednie jak wychwyt serotoniny) poziom serotoniny, bardzo możliwe, że dzieje się tak przy okazji jakiegoś innego czynnika, który wywołują, a którego dotychczas nie odkryto.

Edytowane przez karolink

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 22.12.2018 o 18:25, ziomus0812 napisał:

Co do tego, że psychiatrzy bardzo lubią przypisywać skutki uboczne leków, pogłębieniu choroby itp. to z tym spotkałem się pare razy. Wydaje mi się, że to dość powszechne zjawisko w ich profesji. Tak samo niektórzy bardzo chętnie "leczyli" by te skutki uboczne kolejnymi lekami.

Epizod maniakalny, który wystąpił w czasie leczenia, a który nigdy wcześniej nie wystapił u pacjenta, to klasyczny tego przykład. Wtedy pacjent dość często dostaje etykietkę CHAD i zaczyna się wtedy leczyć na to.

Dokładnie. Dzieje się tak dlatego, że tak bardzo boją się zamieszania i utraty swojej profesji, i trzymają się swojej brzytwy. Oczywiście, że to może być zbieżność okoliczności, ale kiedy dotyczy to chociaż jednej osoby, a tutaj przekłada się to już na tysiące osób powinno się wziąć to pod wzgląd. Druga kwestia to taka, że jest coś takiego jak dobrostan życia pacjenta. Niestety okazuje się, że tylko i wyłącznie pacjent może o swój dobrostan zadbać. Szczerzcie się ufania waszym psychoterapeutom i psychiatrom bez opamiętania, bo źle możecie skończyć. Wyzywanie postawy sceptycznej wobec tych dziedzin, które w dużej mierze są subiektywne od patologii, bzdur i głupoty to tylko mydlenie sobie oczu. Ja widzę, że mój dobrostan się poprawił po odstawieniu leków i tego będę się trzymać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak kupiłabym to kilka lat temu, że mam chad i teraz skończyłabym jako śliniące się warzywo niezdolne do myślenia. Dzięki, ale podaruję sobie wmawianie mi dziecka w brzuch.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 22.12.2018 o 21:21, kimikimi napisał:

Zachęcam was do obejrzenia kwintesencji wywiadu z  panem  Witkowskim, sama końcówka filmiku.

 

 

 

No to wręcz prześmiewczy przykład tego co robią leki z ludźmi, ale tak całkowicie się zgadzam. Ja taka byłam happy i mająca wszystko w dupie, z klapkami na oczach. Teraz wracam do punktu wyjścia.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Whitaker pokazuje, jak bardzo zmieniła się natura i przebieg chorób psychicznych. Niegdyś schorzenia takie jak schizofrenia czy depresja występowały w życiu człowieka epizodycznie, trwały zwykle nie dłużej niż 6 miesięcy. Między epizodami choroby były zwykle długie przerwy „normalności”. Dziś jest inaczej. Współcześnie choroby te stały się przewlekłe i trwają przez całe życie. Według Whitakera ta zmiana spowodowana jest tym, że leki, o ile mogą na krótką metę leczyć objawy, o tyle w długiej perspektywie powodują trwałe szkody psychiczne, które nie ustępują nawet po przezwyciężeniu przez pacjenta pierwotnej choroby. Zdaniem Angell, można polemizować z niektórymi aspektami argumentacji przytaczanej przez Whitakera, ale trudno zaprzeczyć temu, że jest ona przekonująca i daje do myślenia.

Długotrwałe stosowanie leków psychoaktywnych powoduje zjawisko, które Steve Hayman, były dyrektor NIHM, do niedawna rektor Uniwersytetu Harvarda, scharakteryzował jako „znaczącą i długotrwałą zmianę funkcji neuronów”. Whitaker przytacza opinię Haymana stwierdzającego, że na lekach mózg zaczyna funkcjonować w sposób „jakościowo i ilościowo odmienny od stanu normalnego”. Po kilku, kilkunastu tygodniach przyjmowania leków psychoaktywnych mechanizmy kompensacyjne mózgu zaczynają zawodzić i wtedy pojawiają się u pacjentów efekty uboczne działania przyjmowanych specyfików. Dla przykładu środki SSRI mogą wywoływać epizody maniakalne z uwagi na wywołany nimi nadmiar serotoniny w mózgu. Z kolei neuroleptyki (leki przeciwpsychotyczne) wywołują skutki przypominające chorobę Parkinsona, ponieważ redukują poziom dopaminy (której jest również za mało przy chorobie Parkinsona).

Kiedy pojawiają się działania niepożądane, zaczyna się je leczyć za pomocą innych leków i w rezultacie wielu pacjentów musi przyjmować całe „koktajle” leków psychoaktywnych przepisywanych przez lekarzy, aby „leczyć” skutki uboczne kolejnych medykamentów. Na przykład napady maniakalne, wywołane antydepresantami, diagnozuje się jako „zaburzenia dwubiegunowe” (ang. bipolar disorders) i leczy się je za pomocą tzw. stabilizatorów nastroju (ang. mood stabilizers) oraz coraz to nowszych leków antypsychotycznych itd. W rezultacie niektórzy pacjenci muszą przyjmować nawet 6 leków psychoaktywnych dziennie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uznana badaczka i psychiatra, Nancy Andreasen, wraz ze współpracownikami opublikowała dowody na to, że stosowanie leków psychoaktywnych powoduje zmniejszanie się mózgu, a zakres tego procesu jest bezpośrednio związany z dawką przyjmowanego leku i długością terapii. Im więcej leku tym większy ubytek tkanki mózgowej. Dokładny mechanizm tego procesu opisała Andreasen w wywiadzie dla „New York Times” :

Kora przedczołowa nie dostaje potrzebnej stymulacji i jest powoli wyłączana poprzez działanie leków. W ten sposób tłumi się objawy psychotyczne, ale również powoduje, że kora przedczołowa ulega powolnej atrofii.

Zdaniem Whitakera, z biegiem czasu odstawienie leków staje się coraz trudniejsze. Jest to spowodowane tym, że zainicjowane wcześniej przez leki mechanizmy kompensacyjne działają po ich odstawieniu dalej, z tym że tym razem bez żadnej przeciwwagi. Dla przykładu, kiedy pacjent rezygnuje z leku typu SSRI (antydepresanty) poziom serotoniny gwałtownie spada, ponieważ neurony presynaptyczne nie uwalniają jej w dostatecznej ilości a neurony postsynaptycznie nie mają już wystarczająco dużo jej receptorów. Podobnie, kiedy odstawimy antypsychotyki, poziom dopaminy gwałtownie rośnie.

Wykorzystując prawo o dostępie do informacji publicznej ( ang. Freedom of Information Act) Kirsch i jego współpracownicy uzyskali od FDA omówienia wszystkich badań, pozytywnych i negatywnych, dotyczące 6 najbardziej popularnych antydepresantów zatwierdzonych przez FDA w latach 1987 – 1999 ( Prozac, Paxil, Zoloft, Celexa, Serzone i Effexor). W sumie wykonano takich badań 42 i okazało się , że wyniki większość z nich były negatywne. Ogólnie, według skali pomiaru depresji pod nazwą „Hamilton Depression Scale” (HAM-D), placebo osiągnęło 82 % skuteczności nowo opracowanych leków. Średnio różnica między lekiem a placebo wynosiła 1,8 punkta HAM-D. Jak pisze Angell, różnica ta była statystycznie istotna, ale klinicznie bez znaczenia.

Jak tłumaczy Angell, firmy farmaceutyczne dokładają wszelkich starań, aby pozytywne dla nich wyniki badań dostały się na łamy prestiżowych pism medycznych oraz innych mediów, tak aby dowiedzieli się o nich lekarze i jak najszersza opinia publiczna. W tym samym czasie badania niekorzystne, jako własność producenta, zyskują status materiału poufnego i niezwykle rzadko docierają do opinii publicznej. Zdaniem Angell taka praktyka sprawia, że literatura medyczna jest w dużej części tendencyjna, co wpływa na programy kształcenia lekarzy oraz różne terapie stosowane w medycynie.

 

 

Edytowane przez karolink

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×