Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

karolink

Użytkownik
  • Zawartość

    108
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

1 obserwujący

  1. karolink

    Psycholekomania?

    No, ale metody obrazowania mózgu idą coraz dalej, może wkrótce da się zobrazować neuroprzekaźniki i zbadać konkretnie ich wpływ na zachowanie, bo teraz to są domysły i jeszcze nie wszystko ściśle wiadomo np. że brak serotoniny odpowiada za depresję, a jej podniesienie ją leczy, bardzo możliwe, że działa kilka czynników. Naukowcy podejrzewają, że leki utrzymujące serotoninę w synapsie SSRI mogą powodować kilka innych rzeczy, które składają się na poprawę samopoczucia pacjenta. Już wiadomo też, że czasem w okaleczonym, zniszczonym mózgu w tzw. stanie wegetatywnym tkwi myślący człowiek, to udowodniły ostatnie badania na fmri.
  2. karolink

    Psycholekomania?

    Psychiatria to kulawa siostra medycyny jak mawiają lekarze.
  3. karolink

    Psycholekomania?

    Abigail, jestem w temacie, studiowałam psychologię, tam też jest psychiatria, czytam nadal książki to nie jest naukowe ! To jest uznaniowe i wiele badań tzw. naukowych pokazuje, że leki wcale nie pomagają, pomaga placebo, a czasem ludzie, którzy zdrowieją, zdrowieją przez to, że czują skutki uboczne i to ugruntowuje ich w przekonaniu, że leki działają. Tutaj można wysnuwać dużo hipotez, choroba psychiczna to też hipoteza. Przyjmujemy i się zgadzamy z nią jako społeczeństwo, ale to tylko hipoteza.
  4. karolink

    Psycholekomania?

    Chciałabym, aby ktoś zrozumiał, że leki z jednej strony mnie uratowały, a z drugiej mnie zabijają w konsekwencji. Moja psychoterapeutka kiedy jej o tym powiedziałam już przy końcu była pewna, że mówię przeciw lekom, tzn. że mam za złe w ogóle, że zaczęłam je brać, była zdziwiona kiedy powiedziałam, że potrzebowałam na początku tych leków, że przyznaję, że mnie uratowały w jakiś sposób. Czasem trzeba się komuś rozwinąć trochę bardziej w dyskusji, aby doszedł do własnych wniosków. Chciałabym szczerze poznać kogoś kto by zrozumiał to, że z jednej strony mnie wyleczyły, a z drugiej to, że nikt nie zadbał o i nie zainteresował się jak długo je brałam i czas było to skończyć. Wszyscy kupowali to, że ja byłam na luzie i mówiłam wszystko jest piękne i jest ok, a tylko raz na kilka miesięcy latałam z nożem, albo kaleczyłam się tak, że pozostały mi trwałe ślady np. na twarzy, bo chciałam siebie w jakiś sposób unicestwić.
  5. karolink

    Psycholekomania?

    Drogi w ustosunkowaniu się do tematu jak to jest z psychotropami. Ja też jestem czasem orędownikiem jakiegoś tematu, sposobu itp. a potem w dyskusji upewniam się, ustosunkowuję, doczytuję i wyrabiam sobie zdanie. Np. można odnieść wrażenie, że jestem przeciw psychoterapii, ale nie jestem skrajnie przeciw tylko umiarkowanie przeciw, cały czas ustosunkowuję się do rozwiązań jakie daje. Pewne rzeczy mi się podobają, inne nie, a inne moim zdaniem są nie do zaakceptowania, ale wciąż szukam i dociekam.
  6. karolink

    Psycholekomania?

    7 minut temu, Lunaa napisał: W moim odczuciu granica jest tam...gdzie nie potrafisz już normalnie funkcjonować, kiedy leżysz w łóżku miesiącami i nie jesteś w stanie pracować. Nie jesteś w stanie nic robić bo zwyczajnie nie masz siły...lęk Cię obezwładnia, że nie możesz wyjść z domu, boisz się innych ludzi i przez to ograniczasz kontakty społeczne,...jesteś warzywem. Natrętne myśli robią ci sieczkę z mózgu...Myśli samobójcze mówią ci kiedy jak i gdzie...podkreślę to są moje odczucia. No właśnie, zadawanie pytań wzbudza w ogóle impuls do zmian. Nie mówię żeby takiej osobie leżącej w łóżku nie dać antydepresantów, mówię dajcie jej, ale pilnujcie, aby kiedy już będzie chodzić umiała się obejść bez nich, bo prędzej czy później pojawią się skutki uboczne. Bez pytań lekarze zadowoleni będą wypisywać kolejne recepty, a człowiek, który raz weźmie antydepresant, bardzo możliwe, że ugrzęźnie w świecie leków psychotropowych na zawsze.
  7. karolink

    Psycholekomania?

    No być może jest trochę bardzo anty, ale może też szuka swojej drogi. Moim zdaniem osoby, które biorą leki, są zbyt bardzo pro. Ja jestem po środku, ale w sumie to też bardziej anty i chętnie uczestniczę w dyskusji, gdzie ktoś w końcu otwiera temat postawiający się psychotropowym lekom, bo wszędzie tylko widzę to pro, a sama na sobie wiem i również za granicą wiele osób przekonało się, że to nie takie piękne być uwięzionym w dożywotnim przymusie brania psychotropów. Nie podobają mi się skrajności ani w jedną ani w drugą stronę.
  8. karolink

    Psycholekomania?

    No nie to nie takie proste, sraczka jest z jelit, a objawy z głowy jak smutek, emocje, depresja skorelowana z moją osobowością. Przy sraczce mogą zbadać krew i dojść, czy jest psychosomatyczna czy somatyczna wywołana przez bakterie, przy głowie, te dotyczące psychiki, wszelkie diagnozy są uznaniowe i subiektywne. Nic tutaj nie jest oparte na rzetelnych, dowodowych badaniach, których nie dałoby się jakoś podważyć.
  9. karolink

    Psycholekomania?

    PO drugie po co wchodzicie w ten temat i się wypowiadacie. Nie wiem czego wy już chcecie, każecie zakładać osobne wątki dla tych co się z wami nie zgadzają, a jak się przejdzie w końcu gdzie mogą sobie podyskutować ludzie, którzy chcą dyskutować, a nie obrzucać błotem, wkradacie się i dokładnie to robicie. Są ludzie, którym psychofarmakoterapia długoterminowo nie pomogła, a wciągnęła w duże problemy. Tacy ludzie też mają prawo się wypowiedzieć. To jest wątek stworzony przez właśnie takiego człowieka i dyskutujemy sobie nie na waszych wątkach, gdzie wypędzacie kogoś mającego odmienne zdanie, ale na własnych. Czego wy w końcu chcecie?
  10. karolink

    Psycholekomania?

    Dokładnie o tym samym pomyślałam z tym podpisem leków. Przeraziło mnie to i skonsternowało, że ktoś tak bardzo identyfikuje się poprzez leki jakie bierze. I to tak jakby uważał, że tylko one o nim świadczą. To takie moje skojarzenia.
  11. karolink

    Psycholekomania?

    kiedyś jak po ataku po ssri byłam na oddziale tak odjechałam po relanium, że poprosiłam lekarkę, aby dodatkowo mi to przepisała. Oczywiście to zrobiła, ale zgubiłam na swoje szczęście chyba receptę w taksówce. Sądzę, że dziś mogłabym być uzależniona od kolejnego leku.
  12. karolink

    Psycholekomania?

    Nie wiem jak u innych, ale u mnie leki spowodowały kompletny high, nie brałam ich bynajmniej po to, aby go wywołać, bałam się ich, ale psychoterapeutka mnie namówiła, aby z tego skorzystać. Tak zwani specjaliści, moim zdaniem praktycznie nie ma takich, którzy nie korzystają z gratisów jakie daje dzisiejsze porozumienie z którąś z firm farmaceutycznych ( znam byłego handlowca jeżeli chodzi o leki nie psychotropowe i mówił mi jak to działa, pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze). Nie wpadłabym na pomysł, aby w ogóle zastanawiać się nad momentem zakończenia psychofarmakoterapii bo byłam na ciągłym speedzie, a specjaliści, których odwiedzałam najwyraźniej nie mieli nic przeciw, aby trwało to latami. Mówiłam przecież, że wszystko jest ok. Zawsze wszystko było ok, raz na kilka miesięcy zdarzały się odwroty, coraz skrajniejsze wybuchy gniewu, frustracji, samookaleczeń itp. Dopiero kiedy zaczęłam grozić w firmie nożem w sumie jak się okazuje z perspektywy czasu bez powodu ktoś wpadł na pomysł na przepisanie stabilizatora. Przy kolejnej takiej okazji innego stabilizatora, ale nikt nie wpadł na pomysł, aby spróbować odstawić lub chociaż zmniejszyć SSRI. Dopiero jak wpadłam w konwulsje zaczęłam się interesować tematem i okazało się, że w Stanach bynajmniej leki te powodują nieposkromioną agresję, jest nawet strona z przypadkami. Radzę więc czytać wszystkim o lekach, które przyjmujemy i kontrolować postęp w swoim leczeniu, jeżeli nie my to oprzyjmy się na kimś bliskim, bo bardzo możliwe, że my sami nie będziemy umieli podjąć racjonalnej, zdrowej dla nas decyzji, ponieważ będziemy zaślepieni. Ja przyznaję, że byłam zaślepiona. Ufałam wszystkim tylko nie mamie, która mówiła, że za dużo tych leków. Dziś po odstawieniu stabilizatora i zredukowaniu dawki antydepresanta bywam nerwowa, ale nie grożę nikomu nożem.
  13. karolink

    Psycholekomania?

    Bardzo popieram Twoją decyzję. Generalnie w przypadku krytycznego stanu, oczywiście, że zalecałabym wizytę u psychiatry i zażywanie antydepresantów, ale u mnie na przykład ( i tak jak czytam na forach zagranicznych, zresztą w polskich też), że jak już zaczęłam je brać wszystko zaczęło mi zwisać i sama nigdy nie wpadłabym na pomysł, aby je odstawiać. Psychiatrom których odwiedzałam odpowiadało moje nastawienie, psychoterapeutka, której lałam strumień pieniędzy z pożyczek na siebie na fundację też to odpowiadało. Kiedy dochodziło do skrajnego odwrócenia raz na parę miesięcy tzn. ataki furii w stosunku do siebie, ale i do innych, a za każdym razem było to drastyczniejsze sugestią było dołączenie drugiego leku, stabilizatora. Okazuje się, że to częsta praktyka dla osób przyjmujących SSRI, że w momencie gdy po długotrwałym braniu antydepresantu dopisuje się stabilizator, a gdy stabilizator powoduje dyskinezy i parkinsonizm ( u mnie to miało miejsce) jeszcze kolejny lek. Złotym środkiem w tym wszystkim jest umiar i zakończenie w odpowiednim momencie leczenia. Po roku, dwóch przyjmowania powinno się odstawić antydepresant. Z tego co widzę na rynku np. wśród innych pacjentów moment zakończenia farmakoterapii często nie nadchodzi nigdy. Ja ugrzęzłam w tym na 12 lat, a po takim czasie nie jest łatwo to odstawić. Pretensje mam o to, że nikt nie wpadł na to, aby to leczenie zakończyć, choćby próbować zakończyć. Czemu mieliby sugerować zakończenie jak firmy farmaceutyczne mają ze mnie pożywkę, a każda recepta jest w cenie np. sympozjum i wyjazdów jakimi konkretne firmy nagradzają lekarzy za przepisywanie ich leków. Wspomnę tylko, że przed zażywaniem leków frustracja i agresja bywała od czasu do czasu, ale nigdy tak silna i skierowana wyłącznie do mnie samej, ewentualnie do rodziców kiedy byłam nastolatką, ale nieporównywalnie mniejsza. Leki te wyzwoliły we mnie to, że przestałam wymiotować, ale zaczęłam też dużo bardziej epatować agresją na zewnątrz.
  14. karolink

    Problemy w pracy z koleżanką

    Jak byłam na etapie, że jestem świeżo po studiach, takich zupełnie do niczego nieprzydatnych (amerykanistyce) i nie miałam doświadczenia ( marne szanse przyjęcia na jakieś fajne stanowisko) to zaczęłam się zastanawiać gdzie bym chciała pójść i po kilkumiesięcznej pracy w sklepie obrałam sobie za cel wszystkie prywatne i nieprywatne przychodnie, tam pozanosiłam CV. Udało mi się dostać fuchę w Mariocie. Fajnie tam było, uczyli mnie zlecania badań np. w medycynie pracy, przyjmowałam też płatności jak za kasą. W nieprywatnej przychodni też dostałam fuchę, czynnikiem decydującym o przyjęciu tam było bezwzrokowe pisanie na klawiaturze, ja akurat się uczyłam sama w domu jeszcze w liceum z programów ogólnie dostępnych, ale z tego co wiem szybko to można opanować. Z tego co wiem jak pracodawcy widza, że masz jakiekolwiek doświadczenie są bardziej skłonni przyjąć pracownika.
  15. karolink

    Problemy w pracy z koleżanką

    Moim zdaniem nie da się z tym walczyć. Póki sama nie będziesz sobie szefem zawsze coś będzie nie tak. Słyszałam, że teraz dużo pracy na rynku i szukają pracowników, co prawda za marne pieniądze, ale jednak. A skąd Ty właściwie jesteś? bo jak z większego miasta to nie ma problemu eksperymentowanie z pracą. Właśnie przez podobne doświadczenia moje podejście do zarabiania zmieniło się o 180 stopni. Ja akurat miałam bardzo miłe koleżanki, ale szefowie mobbingowali, a jak nie mobbingowali to jeden w miarę fajny był oszustem. Z perspektywy czasu to uważam, że mógł mnie chociaż uświadomić może nie posłałabym go do sądu, bo teraz inaczej patrzę na podatki, a on moim kosztem sobie je obniżał i myślał, że nie zauważę, że mi dochody zawyża. Jeszcze z jedną osobą można coś zrobić, ale jak jest taka jedna, druga, trzecia, to albo musisz zmienić nastawienie i je zupełnie olać, albo zmienić pracę. Jeżeli masz idealne wyważenie w swoich emocjach to oczywiście możesz próbować odpowiadać im coś na odczepnego, ja bym nie mogła, bo wiem, że poszłabym za daleko. Jeżeli nie miałabym wyboru i musiałabym być z takim towarzystwem jakiś czas to szukałabym inspiracji w internecie, w google, co zrobić z dokuczającym kolegą z pracy, również w anglojęzycznym internecie, na pewno są jakieś podpowiedzi.
×