Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

karolink

Użytkownik
  • Zawartość

    208
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

1 obserwujący

  1. Hej Lorana co u Ciebie po wzięciu życia w swoje ręce ?
  2. No to sobie nie wierz. Co mnie to obchodzi. Generalnie to w twoich komentarzach i w ogóle postępowaniu, zakłamywaniu całości nie ma logicznego sensu. Chcesz logiki to mogę ci przedstawić logiczną zasadę [(P ⇒ Q) ∧ ~ Q ]⇒ ~P P - leki Q- wyleczenie Według logiki od początku proces leczenia nie ma sensu jeżeli przynosi ostatecznie szkody, a ja podtrzymuję zdanie, że w jakiś okolicznościach ma, trzeba tylko nad tym trochę popracować. Nie jestem taką ignorantką jak ty, aby coś takiego przyrównywać do tautologii. To, że ty coś uważasz nie znaczy, że tak jest. Tak jak ty uważasz, że w tym co ja piszę nie ma logiki tak samo ja odnoszę wrażenie, że jesteś ignorantem i do tego wrednym wyciągając jako moderator kwestię " gwałcenia przez ojca", którą usunęłam nie chcąc w to wnikać, skłaniając do jakiś wyznań, a potem próbując zadać bolesny cios. Tylko na mnie to już nie działa. Nazywaj i diagnozuj mnie, a także prawdę jak chcesz na swoją korzyść jednak obiektywnych faktów choćbyś nie wiem jak chciał nie zmienisz.
  3. Fajny terapeuta, oby się nie zmieniał. Nie uważam, że wszyscy terapeuci są źli, tak jak nie uważam, że wielu jest dobrych. Moim zdaniem tych dobrych jest kilku, życzę wszystkim pacjentom, aby trafiali tylko na tych dobrych i oby ci dobrzy za bardzo się nie zmieniali z biegiem życia i okoliczności.
  4. Żaden psychoterapeuta nie powiadomił mnie o skutkach psychoterapii, żaden psychiatra o skutkach leczenia psychotropami, wręcz przeciwnie w ocenie jak kiedyś udało mi się zajrzeć wydaje się u powaznego psychiatry znalazłam info, że jestem alkoholiczką, podczas gdy nie znoszę alkoholu i upiłam się może z 3 razy w życiu, nigdy nie straciłam przy tym świadomości. Korzystałam między innymi z pierwszej dziesiątki w znanym lekarzu, kilkoro z polecenia. Generalnie terapia poznawczo behawioralna bądź dialektyczno behawioralna. Oczywiście, że generalizuję, ale bynajmniej nie tyle pod kątem własnej terapii ile pod kątem tego jakie potencjalne zagrożenia niesie za sobą terapia. Ty natomiast nie generalizujesz ty tylko piszesz na podstawie subiektywnej oceny wyłącznie swojej terapii. Ja patrzę trochę głębiej, ponieważ przerobiłam całą lekturę dotyczącą psychoterapii, byłam też na wielu wykładach, gdzie miałam do czynienia ze studentami psychologii, którzy zamierzali zostać psychoterapeutami, a swego czasu byłam jej gorącą zwolenniczką. Teraz nie tyle chodzi o demonizowanie ile o wytykanie niedociągnięć, właściwie to szczerze nie obchodzi mnie co się stanie na rynku psychoterapii, ale jeżeli chociaż jednej osobie pozwoli się ustrzec utopienia się w psychoterapii bez reszty to już dla mnie dużo. Ale ja nie napisałam nigdzie, że badania mówiące o placebo nie są fałszowane, nie jestem w stanie tego stwierdzić, o tym, że te pozytywne są zafałszowane pisał sam psychoterapeuta Irving Kirsch,. Obawiam się jednak, że coś w tym jest, że psychoterapia popadła w takie samozadowolenie i widzę, że ludzie, którzy się zetknęli z psychoterapią w tym ja stają się egoistyczni i introwertyczni, oceniający i analizujący wszystko i wszystkich wokół siebie, oczywiście to generalizacja i zawsze znajdą się wyjątki od reguły, ale taka podstawowa obserwacja, także subiektywna. Wszystko co istnieje w psychoterapii i psychiatrii jest subiektywne, prawie tak bardzo subiektywne jak w religii, właściwie tej subiektywności nie da się oddzielić od tych dziedzin, tak już jest i pewnie przez najbliższe lata zostanie. Tak jak ty masz prawo pisać pozytywnie o psychoterapii, tak ja mam prawo dzielić się wątpliwościami, tym bardziej w wątkach, które mówią o mankamentach psychoterapii, do tych innych ze względów na to, aby nie urażać innych forumowiczów nie nawiązuję. łatwiej to obrazować na przykładzie więc faktycznie często przytaczam coś ze swoich psychoterapii. Sądzę, że uzyskałabym dużo poklasku gdybym chwaliła psychoterapię jak kiedyś, sorry, ale nabrałam trochę rozumu i też lektury, która pozwoliła mi spojrzeć na tą ciemniejszą stronę psychoterapii.
  5. to śmieszne, że nie mogę nazwać człowieka, który mnie gwałcił warzywem, sądzę, że mogłabym go nazwać o wiele gorszymi sformułowaniami i nikt nie miał by pretensji.
  6. Ale nigdy nie pisałam, że przyniosła mi tylko samo zło. Gdyby tak było nie tkwiłabym w niej 12 lat i to jest sedno wszystkiego. To jest bardziej skomplikowane, ale chyba potrzeba odrobinę inteligencji, aby to ogarnąć. Jeżeli chodzi o literaturę to przerobiłam cały dział o psychologii i psychoterapii w bibliotece uw, brałam też udział w wykładach. Nie lubię takiego upraszczania. Skończyło się na tym, że pacjentka zaczęła sypiać u terapeutki, a ja podjęłam wiele niefortunnych decyzji pod wpływem terapeutki, poza tym dałam jej sporo pieniędzy poza terapeutycznymi spotkaniami. Nic nie jest tak proste. Mój ojciec też nie zawsze, choć trzeba mu to przyznać, że niezwykle często był draniem. Leki generalnie przyniosły więcej szkody niż pożytku w ostatecznym rozrachunku, ale trzeba się przyjrzeć całemu równaniu nie tylko częściom składnym. To tak a propos jakby ktoś czytał. Może inni potrafią ogarniać całość, a nie tylko części składowe.
  7. Nie znaczy to, że nie mam z tym problemów, pracowałam nad tym 11 lat na psychoterapii. To nie był pojedynczy gwałt, ale trwało to latami. Oczywiście, że nie da się przejść nad tym ot tak. Poza tym wypierałam to z pamięci przez lata, pisałam powieść i w niej stworzyłam swój świat, dopiero na terapii dowiedziałam się i zdałam sobie sprawę z tego co mi się stało? ( to nie było coś wypartego dosłownie jak patrzy na to freudyzm, nie wierzę w totalne wyparcie, ale totalnie zepchniętego, czego przez lata się nie przywołuje). Jako 6 letnia dziewczynka zadałam sobie kiedyś pytanie wiem czym to jest, ale co z tego ? Nie miałam z tym co wtedy zrobić i przeszłam do początku dziennego, próby egzystencji w tym. Czy mogłam coś zrobić po latach? Rozdrabniać przez 11 lat na małe części i mierzyć się z poczuciem winy, które nigdy nie minęło ? Czy to było dobre biorąc ogólny rozrachunek tego wszystkiego ? Nie wiem. Faktem jest, że psychoterapia pomogła mi pewne rzeczy sobie uświadomić i temu nie przeczę, a psychofarmakoterapia postawić na nogi kiedy było już bardzo źle. Jednak to właśnie przedłużająca się w nieskończoność psychoterapia i psychofarmakoterapia sprawiła, że realne stały się skutki uboczne tu i teraz jak choćby w końcowym stadium ślinienie się. To jest fakt. Faktem jest, że to rezygnacja z psychofarmakoterapii, a właściwie doprecyzowanie i skrupulatne samodzielne dopasowanie dawek leku sprawiła, że już się nie ślinię. Nad tym, że ojciec mnie gwałcił jako 5 latkę już nie zapanuję i żadna farmakoterapia, ani psychoterapia tego nie sprawi, ale nad tym co dzieje się tu i teraz owszem. Tak jak być może dobrze jest uświadomić sobie pewne rzeczy nie rozdrabniając się nad nimi zbytnio, dobrze jest podejmować leczenie psychofarmakologiczne czy psychoterapeutyczne, ale dobrze mieć na uwadze to, aby nie popaść w wir tego, bo możemy się pewnego dnia obudzić z ręką w nocniku, a pewne skutki np. samoregulacja mózgu jeżeli chodzi o neuroprzekaźniki czy otępienie odwracalne tylko do jakiegoś stopnia zostają na zawsze. Do jakiego wniosku doszłam po tym wszystkim? Nie ma sensu zadręczanie się tym co robił mi ojciec, który ma już swoje lata i bliżej mu teraz do warzywa niż psychopatycznego oprawcy. To, że tu i ówdzie napiszę jakie mankamenty widzę w lekach i psychoterapii też nie oznacza, że się tym zadręczam. Oczywiście ma to dla mnie dużo mniejszą wartość od skali tego co zrobił mi ojciec tym bardziej więc im dalej mi od tych doświadczeń tym mi lepiej, a on i to co zrobił, cóż nie jest w stanie już nawet pojąć tego. Pod każdym względem to się przedawniło. Pewnie gdybym nie wzięła spraw w swoje ręce byłabym nie dosyć, że psychicznie rozpapraną, wciąż płaczącą nad przeszłością to jeszcze poślinioną i bezmyślną uzależnioną od psychoterapii i psychofarmakoterapii pacjentką.
  8. Nie chcę pisać o tym dlatego to wykreśliłam. To nie jest zaleczone, to po prostu fakt, który nadal ma oddziaływanie na moje życie ( np. brak dzieci). Jeżeli chodzi o bałwana, tak mam pretensje, że nikt nie zauważył tego czego ja nie byłam w stanie zauważyć mając "klapki na oczach" przyjmując seronil i czując się dosłownie, choć nie wiem jak to jest, ale jakbym była na speedzie. Nic mnie nie obchodziło i było fajnie i kolorowo, do czasu kiedy nadchodził dramatyczny spadek w postaci niewysłowionej agresji wobec siebie najczęściej. Teraz jest bardziej równo, nie ma ani gwałtownych wzlotów ani upadków. Poza tym bądź co bądź mimo, że nie korzystałam z tego bo zajęłam się chorowaniem, byłam bardziej wydolna intelektualnie przed przygodą z neuroleptykiem, a jeszcze bardziej przed seronilem niż teraz. Szkoda, że wtedy nie wiedziałam, że zamiast całkowicie pokładać zaufanie w lekarzu czy psychoterapeucie trzeba mieć choć odrobinę zaufania do siebie i swojej intuicji, a także do tego co mówi otoczenie. Otoczenie mówiło : skończ z tą psychoterapią już starczy, za dużo leków ci przepisali itp. tak samo mówiła intuicja.
  9. Bez wsparcia zewnętrznego nie ma to najmniejszego sensu. Lekarze nie dadzą ci wsparcia, często nawet nie mają na to czasu. Inaczej jest pójść z kimś dosłownie za rękę do psychiatry niż samemu. Najgorszym co można zrobić to powiedzieć zdołowanemu człowiekowi, a idź do psychiatry, tam się tobą zajmą. To nie wygląda tak, często ta opieka psychiatryczna oferowana przez nfz nie daje nawet w 1% wsparcia, które może dać obecność i wsparcie drugiej osoby, z różnych względów, nie tylko dlatego, że psychiatria jest w opłakanym stanie. Można iść też do nowego szpitala prywatnego na Tarchominie, ale kogo stać na 500 zł za dobę? To objaw znieczulicy.
  10. A skąd mniemasz, że mieszkam z rodzicami, bo od lat nie mieszkam. Nie wiem czemu ludzie dopisują wydarzeniom i innym ludziom rzeczy, które w ogóle nie mają miejsca, a nie potrafią zaakceptować faktów jak przykład mój czy Ziomusa. Zamiast tego diagnozują, przypisują niestworzone, nieprawdziwe rzeczy, obrażają. Nie mam nienawiści wyciągam tylko wnioski, a żyje mi się obecnie względnie dobrze i nie muszę nikogo o tym przekonywać, bo to wiem najlepiej sama, a także koty, które mieszkają ze mną i są dużo bardziej zadowolone niż za czasów kiedy brałam leki przejmowały się ( w jakiś sposób to odczuwały) moim złym samopoczuciem. Może czasami zbyt dużo piszę, ale tak już mam, że czasem za bardzo się rozpisuję. Jeżeli mam opisać fakty krótko, to leki psychotropowe brane długoterminowo mi bardzo zaszkodziły i znajduję ludzi, a także publikacje, które także dowodzą ich szkodliwości. Może faktycznie nie ma sensu się rozbijać np jak wykładnią wszystkiego co piszę jest od początku to, że z jednej strony uważam, że były na jakiś czas potrzebne, a z innej zaszkodziły. Szkoda, że tak piętnuje się przedstawienie całego obrazu, a nie tylko jego skrawka, ale może tak z ludźmi trzeba. W takim razie będę przedstawiać tylko ten skrawek negatywny i nie rozdrabniać się na części pierwsze próbując opowiadać się za jedną i drugą stroną zarazem. To bardzo obraźliwe w ogóle poruszać kwestie osób trzecich z którymi mam do czynienia poza forum jak np. rodzice, przyjaciele, znajomi. Nigdy nie wspominałam o rodzicach i nie wiesz jakie mam z nimi relacje, a także jak się zachowuję poza forum. Jeżeli chodzi o wagę to obudziłam się w ciele 100 kg bałwana i oczywiście, że nad tym pracuję, ale to nie jest tak, że dochodziłam do tej wagi świadomie, ponieważ na lekach nic mnie nie obchodziło, a nikt nie zadbał o to, ani nawet nie zainteresował się tą kwestią. Założę się, że nie tylko w moim przypadku tak się dzieje.
  11. obsesji, żarty sobie stroisz ? 100 kg to zniwelowanie obsesji, hę, proszę o usunięcie konta, jeżeli jest wola kneblowania mnie. Nie pochwalam tego że ktoś taki jest moderatorem.
  12. Kolejna kwestia to taka, że jak postawiłam pseudo najlepszego psychiatrę w wawie ( takie były głosy, nie mam oporów przed podaniem nazwiska), wydawało się, że miał jak najlepsze kompetencje przed faktem dokonanym, że kończę już terapię neuroleptykiem, bo efekty uboczne nie mijają i nie zamierzam z siebie dalej robić warzywa, to przystał na to bez oporów. Co więcej na pomysł zakończenia po 11 latach leczenia seronilem dał mi rozpiskę na dwa tygodnie jak zupełnie zejść z 40 mg do 0 i to ja wówczas zaniepokojona tak nagłym odstawieniem zaczęłam czytać czy to aby na pewno bezpieczne i sprawdziłam na sobie empirycznie, że jednak nie, ponieważ po zupełnym odstawieniu wystąpiły niepokojące objawy typu agresja ( a bardziej skłonność do agresji, ogólna nerwowość), zawroty głowy itp. które ustępowały po przyjęciu 10 mg. Już rok odstawiam powoli lek i sprawdzam grunt. Robię to co przynosi mi najwięcej korzyści. Czytałam o osobach, którym najlepiej, prawie bezobjawowo odpowiadała np. 10 mg dawka co drugi dzień. Nawet lekarze medycyny są bardziej skłonni do dopasowywania dawek do człowieka niż psychiatrzy nastawieni na zysk z przepisywania konkretnego leku. Ciekawe, że mój psychiatra nie chciał spróbować innego neuroleptyku tylko koniecznie uparł się na ten konkretny bagatelizując wszystkie objawy, które po odstawieniu ustąpiły jak ręką odjął. Prosty rachunek 40 mg seronilu = po 9 latach brania mania, czasem niewyobrażalna agresja (epizody mające początek po 2 latach brania) przejawiająca się w konkretnych zachowaniach nigdy wcześniej nie mająca miejsca, dodano stopniowo z tygodnia na tydzień do ostatecznej dawki 400 mg neuroleptyku ospałość, ślinienie się, dyskinezy, parkinsonizm, brak manii, ale nadal silna agresja przejawiająca się w zachowaniu może następująca rzadziej, ale jednak, co najgorsze dla mnie zanik zdolności uczenia się, a nawet liczenia, gubienie pieniędzy, zaniki pamięci w stresowych sytuacjach np. przy wypłacie z bankomatu. co skutkowało na realnych stratach jakie ponosiłam. Zupełne zejście z neuroleptyku ( intensywnie mnie namawiano do kontynuacji leczenia zarówno psychiatra jak i psychoterapeutka ) po roku przyjmowania po dwóch epizodach z konwulsjami, które przypisano czynnikom zewnętrznym np. zjedzeniu orzecha, przy jednoczesnym obniżeniu dawki z tygodnia na tydzień do 10 mg seronilu = brak manii, brak ślinienia się, brak dyskinez i parkinsonizmu, brak patologicznej ospałości, powrót zdolności uczenia się, zapamiętywania, liczenia, brak zaników pamięci, przy schodzeniu do 0 czasem skłonność do agresji przy jednoczesnym jej opanowywaniu ( nerwowość, która pewnie jest cechą mojej osobowości, a środki farmakologiczne ją mogą wzmagać). Czy każdy będzie miał takie objawy, dokładnie takie jak ja ? Nie ! Uważam, że to korelacja różnych czynników jak wpływ leków, ale także mojej osobowości, podatności mojego mózgu sprawiła, że pewne skutki uboczne obecne zresztą na ulotce się ujawniły, inne nie. Jak porównam swoje życie przed i po, to oczywiście, że wolę życie po. Każdy powinien mieć prawo do takiego rachunku, ale sądzę, że większa dbałość psychiatrów o pacjenta mogłaby wielu uchronić przedtem zanim po długotrwałym braniu leków ujawnią się pewne skutki uboczne, a nikt mi nie wmówi, że długotrwałe branie leków nie zmienia funkcjonowania organizmu. To właśnie badania udowodniły, że często w chorobach psychicznych neuroprzekaźniki funkcjonują normalnie i dopiero wprowadzenie leków zmienia ich działanie. Niestety jak zauważyli niektórzy psychiatrzy im dłużej bierze się dany lek tym bardziej mózg przestawia się na inne funkcjonowanie i potem trudno wrócić mu do normalnego rytmu np. normalnej produkcji serotoniny. Udowodniono między innymi, że nadmierny wylew serotoniny powoduje agresję, tak samo jej brak, w moim przypadku przy dosyć dużej skłonności do nerwowości zalew serotoninowy mógł wywoływać epizody agresji, które było trudno mi opanować, teraz oczywiście skłonność mam, ale to, że serotonina nie zalewa mi mózgu powoduje, że łatwiej je opanować. Z drugiej strony brak dostatecznej ilości serotoniny także powoduje agresję stąd też trudno opanowywać takie napady wywołane zewnętrznymi okolicznościami, ale 10 mg widać już wystarcza, aby ten poziom jak widać był wystarczający, bo różnice w możliwości opanowania takich napadów są ogromne. Oczywiście, że lubiłam czasem być na 40 mg speedzie, nie przejmując się niczym i mając w du..ie ludzi i okoliczności, ale wiem że suma sumarum było to złe zarówno dla mnie jak i dla innych. Wlepienie mi 400 mg neuroleptyku także było złe, a innym nie przyniosło jakiś korzyści, nadal umiałam się nieźle unieść w urzędzie, a przy tym byłam kompletnie niezdolna do pracy. Ja widzę realnie przekładające się na moje życie skutki brania i nie brania leku, odpowiedniego dawkowania go. Czy przypiszę tę samą cechę innym ? nie, bo założę się, że ktoś inny ma inną wrażliwość na ten sam lek, bo jest inny. Opieranie się jednak tylko na subiektywnych diagnozach jest moim zdaniem krzywdzące. Zachęcam do wnikania, obserwowania siebie, czytania i opiekowaniem się sobą. Masz lekarza, który jest zwolennikiem sztywnych dawek leku, a ty uważasz inaczej ? poczytaj, poszukaj takiego, który będzie bliższy takim rozwiązaniu. Okazuje się, że tacy są, sama takiego na tej podstawie znalazłam, który jest np. raczej za przyjmowaniem leków do pewnego momentu, kiedy różne czynniki wskazują, że to wydaje się konieczne, ale generalnie uważa, że farmakoterapię powinno się kończyć szybciej niż później.
  13. Tak, a ciekawe, poprosiłam kiedyś psychiatrę o konkretny lek, nie miał oporów, poza tym tak samo jak bardzo moja mogła być subiektywna ocena o swoim stanie, tak samo i jego. Idiotyzmem jest upieranie się, że druga osoba ma chad. To tak samo jakbym się upierała, że masz zapalenie wyrostka, ale nawet gdybyś mi podał objawy, czy w zachowaniu przejawiał symptomy na to wskazujące nie ryzykowałabym tego twierdzenia ponad wszelką wątpliwość przypisując tobie jakąkolwiek diagnozę. Ty tak robisz i traktujesz siebie w tym ujęciu jako wyrocznię. Nawet psychiatria w obecnym stanie wiedzy, a może bardziej wiedzy, która ma zastosowanie nie powinien siebie tak traktować. Często zdarza się, że dobry lekarz też nie traktuje siebie jako wyroczni i kieruje do innych lekarzy specjalistów, aby domniemaną diagnozę czasem nawet popartą już konkretnymi badaniami potwierdzić. Nie ma tych danych obrazowych w zastosowaniu i to mnie na tą chwilę obchodzi, a to, że gdzieś ktoś już wpadł na to jak obrazować pewne rzeczy? być może. Być może istnieje już klon człowieka, ale realnego przełożenia na diagnozę psychiatryczną obecnie to nie ma żadnego. Diagnoza psychiatryczna obecnie tak czy owak oparta jest na subiektywnej ocenie. Zabawa w diagnozowanie podtypów chadu czy innych zaburzeń bez żadnego oparcia w praktyce. Tak naprawdę te rzeczy można wysnuć ( dopiero wysnuć) na podstawie obserwacji i rozmowy z rodziną. Sam pacjent może wmówić psychiatrze swoją chorobę, o to nietrudno. Jeszcze raz mówię, nie demonizuję psychofarmakoterapii jako takiej. Nie wiem czemu nie umiecie czytać ze zrozumieniem. Chodzi o zakończenie procesu leczenia, który powinien się odbyć po jakimś czasie, chociaż jego próba. Ja na swoim przykładzie wiem, też na przykładzie tej dziewczyny i kilku innych, że zazwyczaj kończy się na przepisaniu kolejnej recepty, a jeżeli pacjent sam nie upomni się o zakończenie terapii w ogóle się o tym nie mówi. Bardzo możliwe, że gdyby ten koniec kiedykolwiek w przebiegu jej dwudziestokilkuletniego leczenia nadszedł i to wcześniej niż później byłaby w stanie dokończyć szkołę, bo marazm i otępienie by minęło. Piszesz tak jakby leki w ogóle nie powodowały skutków ubocznych. Nawet cukier je powoduje, ibuprom dostępny bez recepty. Leki antydepresyjne na ulotce mają już ostrzeżenia przed ewentualnym samobójstwem, okaleczaniem się itp. Nie rozumiem jak można komuś wmawiać, że to koniecznie jego choroba, a nie przyjmować do siebie, że może być to skutek uboczny, który dodatkowo bykiem jest wypisany na ulotce. Zwłaszcza jeżeli wszystkie zewnętrzne okoliczności na to wskazują. Były objawy, a teraz ich nie ma. Więcej to, że ktoś chce mnie widzieć śliniącą się i niedorozwiniętą to nie znaczy, że ja się będę na to godzić. Dbam o własne dobro i zrezygnowałam z tego leku, a to pozwala mi na względny rozwój i uczestniczenie w życiu bez przesypiania całego dnia i w tym zamyka się całe sedno. Wątek jest o długotrwałym leku więc dzielę się swoimi doświadczeniami i moją subiektywną oceną na podstawie zgromadzonej wiedzy. Propagujecie i namawiacie ludzi, a jeszcze ich diagnozujecie według swoich kryteriów, bez papierka do bezmyślnego poddawania się temu co im przedstawiacie, proszę bardzo, ale nie oczekujcie tego samego od innych. Ja nie oczekuję ani nie chcę tego, aby ktoś traktował mnie jako wyrocznię, chętnie się dzielę po prostu tym co zaobserwowałam i wyczytałam. Lekturę i dojście do własnych wniosków pozostawiam drugiej stronie, ale nie znaczy to, że będę przyjmować bezkrytycznie to co mi się narzuca próbując posługiwać się literaturą czy empirycznymi badaniami w których pomija się wiele złożonych aspektów, bo faktem jest, że to wszystko dotyczy dziedziny, która na ten moment pozostaje subiektywna.
  14. ależ oczywiście, że generalizuję. Wyciągam ogólne wnioski do ogólnej reguły nie rozdrabniając się nad poszczególnymi przypadkami, a jak myślisz jak powstają badania i ankiety leczonych pacjentów. Tam też się generalizuje, w sumie tylko tak można się do tego odnieść, bo nie da się w tej kwestii rozdrobnić życia psychicznego pacjentów i czynników zewnętrznych jakie mają wpływ na leczenie. Generalizując akurat nie odnoszę się do swojego konkretnego przypadku, bo próbowałam korzystać potem z wielu innych psychoterapii, ale wytykam jej ogólne zagrożenia, które mogą mnie spotkać. Idąc na operację wyrostka dostałam listę tego co może mi zagrażać, podpisałam zgodę, idąc na psychoterapię czy podejmując się leczenia psychofarmaceutycznego zdarza się, że często jest to pomijane. Czemu tak się dzieje ? Dlatego, że to w przeważającej mierze biznes. Psychobiznes.
  15. Druga kwestia to taka, że szkoda, że odchodzi się od ujęcia psychiki jako sposobu przeżywania różnych rzeczy, a przypisuje się wszystko działaniu neurotransmiterów, których zaburzenie działania może być często wynikiem zewnętrznej sytuacji i przeżywania dokładnie tak jak wylew adrenaliny przy skoku na bungie. Wystarczy się przyjrzeć braciom mniejszym, czyli zwierzakom, jak ich przeżywanie, jak wpływ różnych okoliczności np. wywołujących strach zmienia ich zachowanie, powoduje choćby silną agresję, a długotrwały stres długoterminowe zmiany i depresję. One mają stosunkowo proste emocje i reakcje, nie mają wyrafinowanej psychiki, kultury i życia społecznego, często jeżeli już to w formie szczątkowej nieporównywalnej do człowieka, a już można zaobserwować prostą zależność pomiędzy stresem, a zmianą zachowania. Co dopiero mówić o człowieku? na którego wpływ może mieć tyle czynników zewnętrznych i wewnętrznych. Zwierzęciu wystarczy zapewnić spokój, jedzenie, czułość i po jakimś czasie pojawiają się oznaki regeneracji. Człowiekowi ma służyć w tym wypadku psychoterapia, która wymaga wiele wysiłku i jest kosztowna, a z drugiej strony przeciwstawia się jej, a czasem zestawia się z nią szybko działające i mniej kosztowne leki. Szkoda, że ludzie nie próbują sobie sami pomóc i nie tworzą więcej grup samopomocowych ( w wawie trudno takową znaleźć), albo nie wkładają w to więcej wysiłku. Nikomu nie bronię bycia na lekach czy bycia w psychoterapii, ale chętnie rozmawiam z tymi, którzy nie widzą w tym absolutnego zbawienia i dostrzegają również mankamenty tych terapii, a tylko rozmawianie o nich może pomóc w odkrywaniu innych, nowszych leków, czy nowszego, lepszego podejścia do psychoterapii.
×