Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość

Nie mogę patrzeć na swojego starego.

Rekomendowane odpowiedzi

Gość
Napisano (edytowane)

Mój Ojciec jest totalnym nieudacznikiem, robolem i alkoholikiem.Jak patrzę na niego to chce mi się po prostu wymiotować.Skończył chyba 6 klas szkoły podstawowej, nie umie się nawet poprawnie wysłowić, nie ma prawa jazdy, jest totalnie zaniedbany fizycznie, w wieku 61 lat prawie nie ma już zębów.Jego ciągi alkoholowe wyglądają tak że spożywa dziennie około litr wódki.Wstaje, jedzie kupić 200ml wódki, po czym ją wypija i kładzie się spać z powrotem...I tak w koło macieju, kilka razy dziennie :--D

Prawie nic nie je w czasie ciągu, trwa to tak średnio 3 tygodnie co 2 miesiące.Potem sprząta swój pokój, pierze wszystkie ubrania i zarzeka się że "To już ostatni raz", robi tak od chyba 10 lat.Naprawdę nie wiem dlaczego się jeszcze nie zachlał, jak jego organizm wytrzymuje taki tryb życia.Wspominałem wcześniej w innym wątku że musiałem wziąć kredyt żeby uratować dom który w przyszłości odziedziczę, ale już kurwa pomału nie mogę.Zastanawiam się czy nie jebnąć tego wszystkiego w pizdu, nie posprzedawać wszystkich rzeczy i wyjechać za granicę, nie wytrzymam chyba jeszcze 4 lat z tym pijusem.Pieprzyć ten dom, chyba popełniłem błąd że wziąłem ten kredyt.Z jednej strony zapewniłem sobie dach nad głową na przyszłość, ale wykończę się tutaj nerwowo przez to.Do tego mieszkanie z tym alkoholikiem blokuje mnie przed zaproszeniem do siebie jakiejś dziewczyny czy potencjalnych znajomych, nie mogę też się wyprowadzić bo finansowo bym to ledwo udźwignął.Możecie mnie nazwać złym człowiekiem, ale chciałbym żeby się w końcu zachlał i zdechnął.

Muszę iść poćwiczyć i pobiegać bo już sam mam myśli czy by się nie nawalić. 

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A jak ojciec reaguje na spokojną rozmowę o odwyku? Pewnie próbowałeś, a ja nie mam pojęcia, jak postępować z alkoholikami, bo ćwiczenia w lustrze niewiele dają, jednak to jest jedyne, co mi przychodzi do głowy. 😕

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Niektórzy alkoholicy żyją długo mój wujek dożył chyba 75 lat, a znajomy ojca do 80-tki dociągnął także długo się jeszcze możesz z nim męczyć jak się nie wyprowadzisz.

Ja poza tym że nie piję nałogowo to jetem podobny do Twojego ojca to znaczy jestem nieudacznikiem, robolem i nie ma praw jazdy dobrze że chociaż dzieci nie mam bo by się mnie wstydziły. 😊

 

Edytowane przez carlosbueno

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak dla mnie twój post jest bardzo rozsądny, skoro twój ojciec niszczy sobie i Tobie życie, to jak najbardziej masz prawo go zostawić i zadbać o siebie.  Ja bym tak zrobił, gdybym był na twoim miejscu. Przecież nikogo na siłę człowiek nie uratuje, a często jeszcze siebie samego pogrąży. Przemyśl to sobie dobrze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
47 minut temu, Xonar napisał:

Zastanawiam się czy nie jebnąć tego wszystkiego w pizdu, nie posprzedawać wszystkich rzeczy i wyjechać za granicę, nie wytrzymam chyba jeszcze 4 lat z tym pijusem

---na przymusowy odwyk Dziada , nakaz sądowy i jazda na leczenie . Nic innego nie zrobisz .

 Skąd wiesz ,że 4 lata , może się okazać ,że 14, albo 24  ,,, tacy modele to potrafią kuśtykać bardzo długo .

 Mój bardzo bliski kolega ma podobna sytuację , z tym ,że choc narzeka na Ojca to juz się troche przyzwyczaił .

 Jego ojciec ma 77 lat , a picie alkoholu od młodości było jego najsmaczniejszym, napiekniejszym hobby . Pomimo chlania jak na swój wiek chłop trzyma sie bardzo dobrze .

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
43 minuty temu, weltschmerz napisał:

A jak ojciec reaguje na spokojną rozmowę o odwyku? Pewnie próbowałeś, a ja nie mam pojęcia, jak postępować z alkoholikami, bo ćwiczenia w lustrze niewiele dają, jednak to jest jedyne, co mi przychodzi do głowy

On twierdzi że nie jest uzależniony :--D Uwierz że próbowałem i siłą i po dobroci, nie da się go uratować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
51 minut temu, Abigail_1Sm25 napisał:

To, że wziąłeś kredyt nie znaczy, że masz tam mieszkać 

Wiem, ale koszt wynajmu i rata kredytu by pochłonęła zbyt dużą część dochodu miesięcznego, ale staram się coś wymyślić...Wiele do życia nie potrzebuję w sumie, wystarczyłaby jakaś lepianka +komputer, internet i święty spokój.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
50 minut temu, SarkastyczneSerce napisał:

Weź starego z kolegami za pysk, niech podpisuje papiery i do widzenia

Gdyby to było takie proste...Poza tym to też jednak Ojciec, później miałbym wyrzuty sumienia.No i on się nie awanturuje, więc ludzie na wsi by mnie wytykali palcami za takie coś, nikt nie wie w jakiej jestem sytuacji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
29 minut temu, carlosbueno napisał:

Niektórzy alkoholicy żyją długo mój wujek dożył chyba 75 lat, a znajomy ojca do 80-tki dociągnął także długo się jeszcze możesz z nim męczyć jak się nie wyprowadzisz.

Ja poza tym że nie piję nałogowo to jetem podobny do Twojego ojca to znaczy jestem nieudacznikiem, robolem i nie ma praw jazdy dobrze że chociaż dzieci nie mam bo by się mnie wstydziły

Też jestem robolem i przepieprzyłem kawał życia, nie chodzi o samo prawo jazdy.Nie ma co zaklinać rzeczywistości że takie prawo jazdy nie jest jedynym z elementów które charakteryzują człowieka zaradnego, ale to stanowi może jakieś 5% całości a uzależnienie od alkoholu z 50%.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, Xonar napisał:

później miałbym wyrzuty sumienia.

Nie masz pojęcia co można sobie wybaczyć.

Sam nie uznaję kompromisów, taką mam wadę. Ale myślę, że w Twoim przypadku kompromis może zadziałać, odwyk ma sens, trzeba tylko znaleźć sposób by go do niego namówić. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
16 minut temu, Fairytaled napisał:

Jak dla mnie twój post jest bardzo rozsądny, skoro twój ojciec niszczy sobie i Tobie życie, to jak najbardziej masz prawo go zostawić i zadbać o siebie.  Ja bym tak zrobił, gdybym był na twoim miejscu. Przecież nikogo na siłę człowiek nie uratuje, a często jeszcze siebie samego pogrąży. Przemyśl to sobie dobrze

Racja, tylko muszę to jakoś dobrze zaplanować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
8 minut temu, Kalebx3 Gorliwy napisał:

na przymusowy odwyk Dziada , nakaz sądowy i jazda na leczenie . Nic innego nie zrobisz .

 Skąd wiesz ,że 4 lata , może się okazać ,że 14, albo 24  ,,, tacy modele to potrafią kuśtykać bardzo długo .

 Mój bardzo bliski kolega ma podobna sytuację , z tym ,że choc narzeka na Ojca to juz się troche przyzwyczaił .

 Jego ojciec ma 77 lat , a picie alkoholu od młodości było jego najsmaczniejszym, napiekniejszym hobby . Pomimo chlania jak na swój wiek chłop trzyma sie bardzo dobrze

Tak, ale 4 lata jeszcze mi zajmie mniej więcej spłacenie kredytu.Wtedy już miałbym wolną drogę, bo zabezpieczoną nieruchomość i odszedłby mi koszt miesięcznej raty.No właśnie to jest to że takie spitusy przeżywają bardzo często resztę rodziny którą wykańczają nerwowo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jest ktoś, kogo ojciec mógłby posłuchać, żeby przestał przynajmniej aż tyle chlać lub poszedł na leczenie? Jakiś jego brat, jakaś siostra, ktoś z dalszej rodziny, ksiądz ( ;) ) czy ktokolwiek?

Ja bym Ci radził wyjechać za granicę, ale z drugiej strony odnoszę wrażenie, że nie chcesz/boisz się zostawiać ojca samego, dobrze mi się wydaje?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Napisano (edytowane)
2 minuty temu, weltschmerz napisał:

Jest ktoś, kogo ojciec mógłby posłuchać, żeby przestał przynajmniej aż tyle chlać lub poszedł na leczenie? Jakiś jego brat, jakaś siostra, ktoś z dalszej rodziny, ksiądz ( ;) ) czy ktokolwiek?

Ja bym Ci radził wyjechać za granicę, ale z drugiej strony odnoszę wrażenie, że nie chcesz/boisz się zostawiać ojca samego, dobrze mi się wydaje

Boję się że z domu zrobi melinę jak wyjadę, że straci totalnie kontrolę.A rodzinę to ściągałem z najdalszych zakątków Polski żeby mu przepowiedzieli do rozumu, nic z tego :--) 

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

polecam takie okularki

dalej będzie chujowo ale przynajmniej twój stary będzie rzygał tęczą xD

 

 

Różowe-Okulary-Serduszka-na-Wieczór-Panieński-3.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
23 godziny temu, Xonar napisał:

Boję się że z domu zrobi melinę jak wyjadę, że straci totalnie kontrolę.A rodzinę to ściągałem z najdalszych zakątków Polski żeby mu przepowiedzieli do rozumu, nic z tego :--) 

To może z innej strony.

Utrzymujesz ten dom, spłacasz kredyt, pracujesz, a ojciec tylko chleje. Może po prostu daj mu do zrozumienia, że tak, jak kiedyś on w tym domu rządził, teraz ty rządzisz i w tym domu będą obowiązywały twoje zasady. Np. zero chlania w domu. I że to dla jego dobra oczywiście. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Teraz, weltschmerz napisał:

To może z innej strony.

Utrzymujesz ten dom, spłacasz kredyt, pracujesz, a ojciec tylko chleje. Może po prostu daj mu do zrozumienia, że tak, jak kiedyś on w tym domu rządził, teraz ty rządzisz i w tym domu będą obowiązywały twoje zasady. Np. zero chlania w domu. I że to dla jego dobra oczywiście

No właśnie chyba o tym nie wspomniałem że spłacam z nim ten kredyt pół na pół, poza tym on jest współwłaścicielem.Nawet jak mu zabronię picia w domu siłą, to przecież wyjdzie i się napije na zewnątrz :--)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To niech rzyga też na zewnątrz. No chyba możesz jakieś warunki postawić już w takim momencie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miałem podobną sytuację życiową. Jedynym wyjściem okazała się wyprowadzka i prawie całkowite zerwanie kontaktu. Miałem wyrzuty sumienia i czasem mnie łapie żal, bo ojciec zachlał się jakiś rok temu. A mnie przy nim nie było...

Ale moja obecność nic by nie zmieniła. Powoli wychodzę z tego bagna współuzależnienia, wszystko powoli wraca na swoje miejsce. Odtruwam umysł. Niewyobrażalny komfort psychiczny, nie martwię się już czy przyjdzie mniej lub bardziej pijany, czy trzeba będzie sprzątać po nim, czy trzeba będzie pilnować, aby nie rozwalił czegoś, czy mnie nie obudzi jak w końcu zasnę swoim pijackim zachowaniem...

W takiej sytuacji nie może być mowy o żadnych kompromisach, człowiek, który pije już tak długi czas zmienia całkiem punkt widzenia i jak SAM pewnego dnia (na "wczesnym etapie" niszczenia swoich szarych komórek wódą) nie obudzi się na dnie i nie stwierdzi, że kończy z tym, NIKT za niego tej decyzji nie podejmie i nie zmieni jego życia.

Ratuj się, póki możesz, taka moja rada.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 26.11.2018 o 12:57, weltschmerz napisał:

To niech rzyga też na zewnątrz. No chyba możesz jakieś warunki postawić już w takim momencie.

A takie rady od ludzi nie będących w takiej sytuacji są nic nie warte...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mozesz probowac zawalczyc o sadowa eksmisje. Znam przypadki, gdy to sie udalo, nawet w sytuacji, w ktorej uzalezniony byl wspolwlasicielem lokalu. Jak juz ktos pisal przymusowy odwyk: mozesz zalatwic to tak, ze gdy ma ciag wzywasz policje, ze sie awanturuje, stwrza zagrozenie itd., nie wazne czy tak jest, masz tak twierdzic, niech go zabieraja, potem bedzie latwiej o sadowe umieszczenie go w zamknietym osrodku i eksmisje.

Moja kolezanka w podobny sposob pozbyla sie na zawsze ojca pijaka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Z tą eksmisją i przymusowym odwykiem to nie jest do końca tak jak piszesz. Mój ojciec leczył się "przymusowo" (i tak musiał wyrazić zgodę na to leczenie), ale przerwał potem i nic nie mogliśmy zrobić. Kompletnie nic. Czasem wręcz spotykaliśmy się z niechęcią organów sądowych/policji, gdy chcieliśmy wysłać go na przymusowe leczenie. Ot, człowiek lubi sobie czasem wypić, co w tym złego? Czasem się awanturował, potem przestał, ale życie z pijakiem w domu, nawet gdy się nie awanturuje jest piekłem. Nie jest się pewnym jutra. To jest chyba najgorsze.

W moim odczuciu nie ma innej rady jak całkowite odcięcie się od takiego ojca. A liczenie na to że się zapije na nic się zda. Szkoda zdrowia i czasu. Ja się nabawiłem przez to nerwicy natręctw i wylądowałem (na własne życzenie) w psychiatryku. I paradoksalnie w tym szpitalu poczułem się dopiero jak człowiek, poczułem szacunek i to pozwoliło mi odbić się od dna, wyprowadzić, wyjechać za granicę, zacząć żyć normalnie. Zastanów się nad tym, bo szkoda czasu i zdrowia. Tego nikt Ci nie zwróci...

Edytowane przez jamees

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 1.12.2018 o 21:26, jamees napisał:

Miałem podobną sytuację życiową. Jedynym wyjściem okazała się wyprowadzka i prawie całkowite zerwanie kontaktu. Miałem wyrzuty sumienia i czasem mnie łapie żal, bo ojciec zachlał się jakiś rok temu. A mnie przy nim nie było...

Ale moja obecność nic by nie zmieniła. Powoli wychodzę z tego bagna współuzależnienia, wszystko powoli wraca na swoje miejsce. Odtruwam umysł. Niewyobrażalny komfort psychiczny, nie martwię się już czy przyjdzie mniej lub bardziej pijany, czy trzeba będzie sprzątać po nim, czy trzeba będzie pilnować, aby nie rozwalił czegoś, czy mnie nie obudzi jak w końcu zasnę swoim pijackim zachowaniem...

W takiej sytuacji nie może być mowy o żadnych kompromisach, człowiek, który pije już tak długi czas zmienia całkiem punkt widzenia i jak SAM pewnego dnia (na "wczesnym etapie" niszczenia swoich szarych komórek wódą) nie obudzi się na dnie i nie stwierdzi, że kończy z tym, NIKT za niego tej decyzji nie podejmie i nie zmieni jego życia.

Ratuj się, póki możesz, taka moja rada.

Rozumiem cię, rozumiem też że muszę się odciąć od ojca całkowicie, ale nie jest to w tej chwili możliwe bo musiałem z nim wziąć kredyt żeby uratować nieruchomość w której mieszkam i niestety przywiązałem się do niego na jakiś czas.Odkładam kasę i wyprowadzę się, ale muszę to mądrze rozegrać i na pewno zajmie to trochę czasu.Współczuję ci bo wiem co przeszedłeś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×