Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Mix90

Psychoterapia mi nie pomoże?

Rekomendowane odpowiedzi

Witam. Od kilkunastu lat biorę leki SSRI na depresje i nerwice - pomogły połowicznie.  Mój problem to ciągłe osłabienie, brak chęci do życia, nie mam żadnych realnych marzeń, nic mnie nie cieszy, nie widzenie żadnego celu w niczym. Mimo, że nic szczególnego się nie dzieje, to w tym momencie wydaje mi się, że całe moje życie tj. kolejne kilkadziesiąt lat to będzie permanentne cierpienie. . W ten sposób przezywam kolejne lata. Całkowicie obce jest mi poczucie "szczęścia" a chwilowa radość pojawia się bardzo rzadko. Ciągle wszystko mnie boli, wszystko wyprowadza z równowagi. 

Już kilka razy próbowałem chodzić do różnych psychoterapeutów. Zawsze maksymalnie po paru miesiącach dawałem sobie spokój bo wszystko sprowadzało się do omawiania moich problemów z dzieciństwa / wczesnej młodości - które rzeczywiście wspominam bardzo ciężko. ALE - ile godzin o tym nie rozmawialiśmy, zawsze czułem bezcelowość.  Po prostu nie wierzę, aby rozdrapywania starych ran sprzed 15-20 lat miało jakkolwiek mi pomóc, bo mam gdzieś to co było kiedyś. Chciałbym, aby codzienność w której nawet nic złego mnie nie spotyka nie była dla mnie beznadzieją i cierpieniem.

Jeden z psychoterapeutów powiedział, że to właśnie wina przeszłości - ale co z tego? To tylko wywołało u mnie jeszcze większe poczucie beznadziei, bo nie mam i nie będe miał na to wpływu i jak już wspomniałem - nie obchodzi mnie przeszłość.  Ja chce po prostu normalnie żyć a nie cierpieć bez powodu. Bo jak gadanie o złych relacjach z rodzicami (które teraz są bardzo dobre) ma mi pomóc z bólami głowy, rozbiciem, w końcu z tym że pójście do sklepu to dla mnie cierpienie.... Jak ma pomóc z tym, że całe przyszłe życie widzę jako beznadziejną wegetacje? Z tym, że nic mnie nie cieszy a wszystko boli? 

 Jakiś czas temu poszukałem innego psychoterapeuty, który bardziej skupiał się na "tu i teraz". Jednak po parunastu spotkaniach dalej czułem, że prowadzę monolog, wszystko było na siłę i pomagało tylko na chwilę. Ja po prostu źle się czuję i nie ma na nic siły niezależnie od tego co się dzieje na co dzień, niezależnie od tego co mnie czeka ... Ostatnio zacząłem już szukać innych przyczyn, jakiś wewnętrznych chorób które powodują u mnie takie skrajne zmęczenie i dyskomfort ... ale zdałem sobie sprawę,  że mógłbym tak szukać w nieskończoność a problem zapewne i tak leży w mojej głowie - bo od psychoterpautów słyszę rzeczy które i tak już wiem i ta świadomość ani troche nie pomaga w codziennym samopoczuciu. Jednak zwykłe leki antydepresyjne pomagają tylko odrobinę. W psychoterapie władowałem masę czasu i pieniędzy i zawsze kończyła się tak samo - monologiem z terapeutą który wiem, że prowadzę na siłę ....   Czy jest sens dalej próbować? Czy istnieją psychoterapeuci którzy naprawdę są w stanie zdziałać cuda? Czy może powinienem skupić się na farmakoterapii i poszukiwaniu innych leków? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Leki tylko tłumią objawy. Psychoterapia pomaga Ale trzeba być cierpliwym i przede wszystkim znaleźć dobrego terapeutę i powiedzieć mu czego od niego oczekujesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie istnieją terapeuci, którzy potrafią zdziałać cuda, bo nie o cuda tutaj chodzi, tylko o ciężką pracę, którą musisz włożyć w wyjście z tego stanu. Możesz znaleźć kogoś, kto będzie umiał Cię naprowadzić i będzie Ci towarzyszył w rozprawianiu się z przeszłością i teraźniejszością, ale jeśli oczekujesz, że pójdziesz na terapię i coś samo się zadzieje, to jesteś w błędzie. Może Ci się nie podobać stwierdzenie, że Twoje problemy biorą się z dzieciństwa, ale z drugiej strony nie negujesz tego, więc prawdopodobnie jest ono prawdziwe. Jeśli nie poukładasz sobie tego co było kiedyś, to nie ruszysz do przodu z teraźniejszością. To tak jakbyś próbował jeździć samochodem, w którym ktoś źle podłączył przewody paliwowe. Skoro i tak beznadziejnie funkcjonujesz, to co Ci szkodzi powalczyć z terapią? Może być gorzej? Z tego co piszesz to już raczej do większej beznadziei nie dojdziesz, więc przynajmniej spróbuj na poważnie powalczyć.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie ma cudów. Ani na terapii ani w życiu. Żaden terapeuta cudu nie zdziała. Jak będziesz czekał na cud to sobie poczekasz. Musisz spiąć poślady i zabrać się za siebie a terapeuta ma ci w tym tylko pomóc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
2 godziny temu, moja_osoba napisał:

Nie istnieją terapeuci, którzy potrafią zdziałać cuda, bo nie o cuda tutaj chodzi, tylko o ciężką pracę, którą musisz włożyć w wyjście z tego stanu. Możesz znaleźć kogoś, kto będzie umiał Cię naprowadzić i będzie Ci towarzyszył w rozprawianiu się z przeszłością i teraźniejszością, ale jeśli oczekujesz, że pójdziesz na terapię i coś samo się zadzieje, to jesteś w błędzie. Może Ci się nie podobać stwierdzenie, że Twoje problemy biorą się z dzieciństwa, ale z drugiej strony nie negujesz tego, więc prawdopodobnie jest ono prawdziwe. Jeśli nie poukładasz sobie tego co było kiedyś, to nie ruszysz do przodu z teraźniejszością. To tak jakbyś próbował jeździć samochodem, w którym ktoś źle podłączył przewody paliwowe. Skoro i tak beznadziejnie funkcjonujesz, to co Ci szkodzi powalczyć z terapią? Może być gorzej? Z tego co piszesz to już raczej do większej beznadziei nie dojdziesz, więc przynajmniej spróbuj na poważnie powalczyć.

 

 

Taki właśnie był główny temat mojego posta. Nie wierzę, żeby rozmawanie o rzeczach z dzieciństwa miało pomóc w codziennym funkcjonowaniu obecnie- bo są to rzeczy na które nie ma się już żadnego wpływu.  Wałkowanie ich przez rok czy nie wiem ile by chcieli terapeuci sprawiało mi tylko to, że czułem się gorzej i jeszcze bardziej rozbity, a beznadzieja dnia codziennego, bardzo złe samopoczucie i wegetowanie w przyszłość pozostawało.   A niestety z doświadczenia wiem, że większość stosuje właśnie takie metody.   W każdym razie dzięki za odpowiedź. 

Edytowane przez Mix90

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak to było z tym rozmawianiem o przeszłości? To ty chciałęś na ten temat rozmawiać czy terapeuci cię do tego nakłaniali? 

Oczywiście że samo wałkowanie przeszłośći niczego nie zmieni. Do przeszłośći wraca się po to aby ją przepracować czyli wtedy gdy sam czujesz taką potrzebę lub same wspomnienia ci się cisną. A przepracowywanie polega na powtórnym przezywaniu bolesnych doświadczeń, ale teraz świadomie, i na wyciąganiu z tego nowych wniosków czyli na zrozumieniu tego co kiedyś się wydarzyło.  Jeżeli nie ma tych elementów to rozmawianie o przeszłośći niczego nie daje bo nie zachodzi wtedy jej uzdrowienie.  

Tobie radzę najpierw zapoznanie się z tym na czym polega terapia,  jak wygląda praca nad sobą i w jaki sposób uzyskuje się zmiany. I musisz wiedzieć  że na terapię chodzi się po to aby siebie zmienić. I to ty sam masz siebie zmienić a terapeuta tylko ci w tym pomaga. Tak że prawie całą pracę wykonujesz ty sam. I na taką ciężka pracę na d sobą trzeba się nastawić jeżeli się decydujesz na psychoterapię. 

Następnym krokiem jest znalezienie dobrego terapeuty.

Tak że na poczatek zacznij czytać o terapii wszystko co tylko znajdziesz po to aby ukierunkować włąściwie podświadomość i śwaidomośc i aby wiedzieć  na co się decydujesz. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Inga_beta napisał:

Jak to było z tym rozmawianiem o przeszłości? To ty chciałęś na ten temat rozmawiać czy terapeuci cię do tego nakłaniali? 

W ogóle nie chciałem o tym rozmawiać. Ciągle przychodziłem z problemami braku sił, chęci do działania, złym samopoczuciem zarówno psychicznym i fizycznym, brakiem marzeń czy nadzei na lepszą przyszłość.  Dodatkowo depresja nasilała się czasami bez wyraźnej przyczyny.

Psychoterapeutka w ogóle nie chciała o tym rozmawiać, zamiast tego miałem ciągle mówić o dzieciństwie i jakby na siłę udowadniano mi że za wszystko są winne relacje z rodzicam, szczególnie z wybuchowym ojcem. Relacje które jak już wspomniałem obecnie są dobre, a ojciec wielokrotnie mnie przepraszał za to jaki był i obecnie nie żywie wobec niego już urazy.  Czułem się więc po tym tylko gorzej i nie wiem jaki miał być tego cel? Skłócenie mnie z rodzicami, to miało mi pomóc w złym samopoczuciu?

To właśnie była terapia psychodynamiczna. Póżniej szukałem kolejnych terapeutów ale znowu trafiałem na takich którzy twierdzili, że trzeba się skupiać tylko na przeszłości. Stąd właśnie moje wątpliwości, skoro większość psychoterapeutów działa właśnie w ten sposób.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W terapii psychodynamicznej pacjent mówi o czym chce a terapeuta za nim podąża. może nawet niczego nie mówić. Nie ma tu sugerowania że przyczyna leży w przeszłośći i że trzeba mówić o przeszłości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 5.11.2018 o 11:02, Mix90 napisał:

W ogóle nie chciałem o tym rozmawiać.

Prawdą jest to, co mówią terapeuci- że źródło jest w głębi psychiki. Wcale nie jest łatwo przez to przejść, to proces na kilka lat, mogą być pogorszenia. Mało jaki terapeuta zgodzi się omijać tak ważny temat jak dzieciństwo. To, że nie chcesz właśnie o tym rozmawiać jest bardzo znaczący i świadczy o tym, że tam jest problem (bronisz się, opór).

I wcale nie jest tak, że terapia z automatu to gwarancja sukcesu.

Ale masz jakąś alternatywę? Leki nie działają, ciągle masz dół... Wybór jest twój. Może lepiej zdecydować się na dłuższą terapię, mimo swojej niewiary zaufać wiedzy terapeuty (może w innym nurcie np. poznawczo-behawioralnym, integratywnym)? Co masz do stracenia jeśli jest i tak źle?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
W dniu 7.11.2018 o 11:07, doi napisał:

Prawdą jest to, co mówią terapeuci- że źródło jest w głębi psychiki. Wcale nie jest łatwo przez to przejść, to proces na kilka lat, mogą być pogorszenia. Mało jaki terapeuta zgodzi się omijać tak ważny temat jak dzieciństwo. To, że nie chcesz właśnie o tym rozmawiać jest bardzo znaczący i świadczy o tym, że tam jest problem (bronisz się, opór).

I wcale nie jest tak, że terapia z automatu to gwarancja sukcesu.

Ale masz jakąś alternatywę? Leki nie działają, ciągle masz dół... Wybór jest twój. Może lepiej zdecydować się na dłuższą terapię, mimo swojej niewiary zaufać wiedzy terapeuty (może w innym nurcie np. poznawczo-behawioralnym, integratywnym)? Co masz do stracenia jeśli jest i tak źle?

Nie dlatego nie chce o tym rozmawiać ze się blokuje , tylko dlatego, że już nieraz o tym rozmawiałem i ani trochę nie pomoglo mi to w życiu codziennym bo nie wiem w jaki sposób miało by pomoc w ciągłym zmęczeniu, braku perspektyw, depresyjnych myślach, niechęci do wszystkiego itd.  Właśnie leki najbardziej mi pomagały w normalnym funkcjonowaniu, tylko że chwilowo mam przerwę w ich braniu. Podejrzewam, że moja depresja ma bardziej podłoże fizyczne, dlatego nie bardzo wierzę aby na takie przypadłości pomogła terapia. 

Edytowane przez Mix90

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mix, a myślałeś o terapii grupowej, albo grupie samopomocowej ?

pozytywniedoladowani.pl/jak-dolaczyc-do-grupy/

Ja po 12 latach terapii dochodzę do wniosku, że wiele czasu zmarnowałam na rozmawianie o dzieciństwie, ale i rozmowa o stanie aktualnym więcej zepsuła tak naprawdę niż pomogła, ale to drugie to kwestia niewybrakowanej terapeutki.Sądzę, że w dużej mierze to kwestia tego, że ciężko znaleźć naprawdę dobrego terapeutę, który mógłby nas przeprowadzić przez to o czym pisze ten gościu w temacie co leczy w psychoterapii http://www.wykop.pl/ramka/776717/trzecie-dno-dla-kogos-kto-lubi-psychologie/

Ludzie stąd właśnie o tym mówią w aspekcie dzieciństwa, ale znaleźć kogoś kto przez to przeprowadzi od początku do końca jest prawie niemożliwe. Życie płata nam wiele figli i nawet zakładając, że już trafimy na takiego terapeutę, który do tego by się nadawał to czasem sytuacje życiowe mogą sprawić, że się nie uda. Więc po co w ogóle zaczynać? Życie jest za krótkie. Powinniśmy więc faktycznie zajmować się tym co tu i teraz i jak najbardziej dbać o chwilę aktualną na ile to możliwe. Nie zawadzi rozmowa o dzieciństwie, ale moim zdaniem ona nie powinna być sednem wszystkiego no chyba, że ktoś liczy na sytuację bliską cudu i jest gotowy zaryzykować przejście całego efektu "dorastania" w psychoterapii mając na uwadze, że może być dużo gorzej niż jest obecnie, choć dla osoby zwracającej 15 razy dziennie niewiele rzeczy może być gorszych od takiej egzystencji, dlatego bądź co bądź ludzie decydują się na to. Polecam też obejrzenie tego filmu: https://www.netflix.com/title/80171659

U nas niestety nie ma takich przedsięwzięć, mam nadzieję, że jeszcze.

Z perspektywy straconych środków i niepotrzebnego przedłużania czegoś co dawno powinno się skończyć polecam terapię terminową. Dialektyczno behawioralna psychoterapia skupia się bardzo na wsparciu pacjenta i na tym co dzieje się tu i teraz, aczkolwiek też sięga do naszej historii, aby nas poznać. Wybierając się na terapię radzę ci jednak bardzo ją oddzielić od swojego życia. To trochę taki alternatywny świat, jak gra. Trzeba się angażować, ale zarazem za bardzo nie wchodzić, bo jeżeli np. stracimy środki to i stracimy wsparcie w terapii. Miej to na uwadze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×