Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

moja_osoba

Użytkownik
  • Zawartość

    91
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

141 wyświetleń profilu
  1. moja_osoba

    Doświadczenia z terapią

    Przeszłość dopada mnie każdego dnia i każdej nocy, a jak już dotrę do gabinetu terapeuty, to nagle okazuje się, że jest tak wiele innych ważnych rzeczy do opowiedzenia... Sama przedłużam swoją agonię i to mnie jeszcze bardziej wkurza. Ostatnio wkręciłam sobie, że na pewno T. się mnie brzydzi, bo ja sama czuję, że jestem w jakiś sposób brudna, obrzydliwa. Rozum mówi, że to absurdalne, a emocje dalej swoje. Czy Wy też macie tego rodzaju wkręty? Nigdy nie przerabiałam przedłużonej ekspozycji. Czytałam, że to odnosi się raczej to tych świeżych traum, a w moim przypadku to już ponad 25 lat... Nie wiem czy miałabym odwagę wystawić się na taką ekspozycję. Dissapear jak Ci idzie?
  2. moja_osoba

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Pretoria, tu nie chodzi o atak na Twoją osobę, a chęć pokazania Ci, że Twoje postrzeganie siebie i świata jest bardzo ograniczające i depresyjne w dłuższej perspektywie. To bardzo przygnębiające gdy ktoś tak młody jak Ty pisze, że nie ma żadnych szans na poprawę swojego losu. Nie można wręcz się z takim stwierdzeniem zgodzić, bo to oznaczałoby, że nie jesteś samodzielną osobą, która może o sobie decydować, a przecież tak nie jest. Niska samoocena i brak wsparcia ze strony rodziców na pewno są dużą przeszkodą, ale jak sama piszesz poszłaś do pracy, studiujesz, wyszłaś z domu. To już jest coś! Może spróbuj porozmawiać na terapii o tym, że nie znasz samej siebie. Może z pomocą terapeutki (obecnej, czy innej jeśli zdecydujesz się na poszukiwania kogoś z kim będzie Ci się lepiej pracowało) uda Ci się pewne rzeczy wyjaśnić, zrozumieć.
  3. moja_osoba

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Pretoria ja poprawiałam maturę, bo chciałam dostać się na mój wymarzony kierunek. Poprawiałam ją po dwóch latach, uczyłam się praktycznie od nowa. To da się zrobić, tylko trzeba naprawdę chcieć, a nie przez 5 lat siedzieć i rozważać jakie to trudne. Będziesz spędzać życie w oczekiwaniu na śmierć rodziców aby odziedziczyć po nich pokój? Nie masz ambicji na cokolwiek więcej? To jest naprawdę smutne. U mnie granice są jasno określone, bez prywatnych wycieczek ze strony T. Czuję wsparcie i zrozumienie, ale nie jest to jakoś przesadnie eksponowane. Mi taki układ odpowiada. Kiedyś byłam na konsultacji u pani, która komentowała moje wypowiedzi odnosząc się do swojego życia, w stylu "w mojej rodzinie w takiej sytuacji", albo "ja też kiedyś...". Nie podobało mi się to, miałam wrażenie, że w ten sposób do gabinetu "zapraszane" były inne osoby, a ja chciałam aby była to opowieść o mnie. Nagrałam sesję, słucham jej od wczoraj i jest to ciekawe doświadczenie. Po pierwsze ciężko mi słuchać swojego głosu, jest taki pozbawiony emocji, pomimo tego, że w środku cała się trzęsę. Poza tym zauważyłam, że teraz niektóre komentarze T. odbieram inaczej. Chyba nawet jestem skłonna zgodzić się z kilkoma pomimo tego, że wcześniej wywołały we mnie bunt. Jestem ciekawa co będzie dalej.
  4. moja_osoba

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Pretoria ile Ty masz lat? Co to znaczy, że nigdy nie wyprowadzisz się od rodziców i nie wprowadzisz nowych rozwiązań? Piszesz, że nie lubisz ludzi, którym udało się w życiu. Zastanawiałaś się nad tym co owe "udało się" znaczy? Większość ludzi na świecie (poza nieliczną grupą dobrze urodzonych) uzyskuje niezależność finansową i samodzielność poprzez ciężką pracę i determinację. Zakładanie z góry, że Twoje życie nigdy się nie zmieni, to jakieś totalnie depresyjne i demotywujące podejście. Myślę, że jest tutaj wiele osób (łącznie ze mną), które miały ciężką sytuację rodzinną i musiały podjąć ważną decyzję o wyprowadzce z domu i wzięciu całkowitej odpowiedzialności za swój byt. Studiujesz, zdobywasz wiedzę, uczysz się jak funkcjonować w grupie dorosłych ludzi. Skąd pewność, że nic dobrego Cię po tych studiach nie czeka? Dlaczego zakładasz, że zostaniesz w tym samym punkcie już na zawsze? Teraz pytanie do ogółu: na ile dobrze pamiętacie przebieg sesji? Robicie po nich jakieś notatki, czy wszystko zostaje w głowie? Ja dostałam propozycję nagrywania sesji, po to abym mogła do nich wrócić w sprzyjających warunkach, bo niestety dużo rzeczy mi umyka kiedy zaczynam dysocjować. Próbowaliście takiego rozwiązania?
  5. moja_osoba

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Ginko biloba cieszę się, że znalazłaś terapeutę/-kę, przy którym dobrze się czujesz. To dobry znak :) A ja zaliczam kolejny depresyjny dołek. W moim życiu dużo się ostatnio dzieje, teoretycznie powinnam się cieszyć, a zamiast tego spędzam wieczory na płakaniu z samotności i żalu. Mam ochotę na najbliższej sesji wykrzyczeć, że to wszystko nie ma sensu, bo zmiany następują powoli, a ja nie mam siły do wstawania z łóżka każdego dnia. Jestem zmęczona swoim życiem.
  6. moja_osoba

    Czy można się nie nadawać do terapii?

    Zabiorę głos po raz ostatni w Twojej sprawie. Zwyzywałaś mnie, rzucając tak obraźliwymi epitetami, że ani jeden nie nadaje się do zacytowania. Życzyłaś mi również abym "zdechła". Nikt nigdy nie odezwał się do mnie w tak poniżający sposób, a Ty jeszcze masz czelność przedstawiać siebie jako ofiarę. Napiszę Ci jeszcze raz: żal mi Ciebie. Bardzo proszę abyś nie odnosiła się już więcej do mojej osoby i ja nie będę już więcej o Tobie wspominać.
  7. moja_osoba

    Depresja ?

    karolink Czy Ty naprawdę KAŻDY temat, w którym się udzielasz musisz obrócić w jałową dyskusję? Wszyscy wiemy jaka jesteś pokrzywdzona przez los i tych złych, okrutnych terapeutów. Osobiście bardzo Ci współczuję, bo nie wydajesz się być osobą szczęśliwą i poukładaną emocjonalnie. Uwierz jednak, że nie każdy temat na tym forum musi się kręcić wokół Twojej osoby i Twoich poglądów ubranych w pseudomądre wywody.
  8. moja_osoba

    Depresja ?

    Autorze wątku: to co opisujesz brzmi poważnie, niezależnie od tego jaka konkretna diagnoza do Ciebie pasuje, to szkoda życia na trwanie w takim stanie. Skoro nie potrafisz sobie poradzić z sytuacją i nie masz nikogo, kto mógłby Cię wesprzeć, to szukaj pomocy u profesjonalisty. To żaden wstyd. Karolink wszyscy chyba już wiedzą jakie masz podejście do psychologii i leczenia, ale to Twoje pisanie w kółko o tym samym staje się już irytujące i pozbawione sensu. Zrozum, że są ludzie, którzy naprawdę potrzebują pomocy, a Ty zniechęcasz każdego kto próbuje jej szukać. Nie pomagasz nikomu, chyba, że sobie wylewając w każdym kolejnym poście swoje frustracje z powodu nieudanego leczenia i utwierdzając się w błędnym przekonaniu, że oto ratujesz innych przed tą złą i okropną psychiatrią i psychoterapią.
  9. moja_osoba

    Czy można się nie nadawać do terapii?

    Evia zastanawiałam się długo nad Twoim pytaniem i myślę, że to nie jest tak, że człowiek zupełnie nie nadaje się do terapii. Raczej jest to kwestia tego czy w danym momencie naszego życia jesteśmy otwarci na taką formę pomocy. Ja pierwszy kontakt z terapią miałam 12 lat temu i rzuciłam ją po kilku miesiącach. Nie potrafiłam znaleźć wspólnego języka z terapeutką, nie rozumiałam jej wydumanych interpretacji, nie wiedziałam czego ode mnie oczekuje i ogólnie miałam wrażenie, że nie dostaję tego po co przyszłam. Tak jak Ty, nie rozumiałam w jaki sposób miałoby to zmienić moje życie. Minęło jednak 10 lat, w między czasie dużo rzeczy się w moim życiu zdarzyło i podjęłam kolejną próbę walki o jakieś normalne postrzeganie siebie i życie bez strachu. Tym razem najpierw poczytałam o różnych formach terapii, wybrałam nurt, który wydawał się być najbardziej zbliżony do mojego sposobu myślenia, znalazłam osobę, która mi pasuje i jakoś idziemy (a może bardziej wleczemy się) do przodu. Oczywiście miewam chwile zwątpienia, czasami jestem wręcz wściekła i chcę to wszystko rzucać, ale gdzieś tam w tle zachodzą we mnie zmiany. To nie jest tak, że nagle po sesji wychodzę jako inna osoba. Raczej dostrzegam subtelne zmiany w myśleniu o sobie, reagowaniu na różne sytuacje i zaczynają się pojawiać różne emocje, o których istnieniu nawet nie wiedziałam. Nie wiem jaki będzie finał tej przygody, ale przynajmniej mam szansę zmienić cokolwiek, zamiast stać w miejscu i spędzać życie na walczeniu ze sobą. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że terapia to całkowicie sztuczna relacja i że coś takiego mogłabym dostać od przyjaciół. Z przyjaciółmi, czy rodziną mamy specyficzne powiązania i musimy liczyć się z tym, że nasze zachowania wpływają na ich samopoczucie, poza tym te osoby nie patrzą na nas obiektywnie i nie jest ich rolą bycie naszym terapeutą. Poza tym terapeuta posiada wiedzę jak radzić sobie z różnymi problemami, od "normalnych" osób można usłyszeć głównie "tak mi przykro" albo "to straszne, że coś takiego przeżyłaś". To w żaden sposób nie pomaga w rozwiązaniu problemu, daje jedynie poczucie zaopiekowania, ale ono akurat szybko przemija. Natomiast co do argumentu, że relacja z terapeutą jest płatna- cóż, nie wymagam od kogoś kto poświęcił kilka-kilkanaście lat i mnóstwo kasy na szkolenia, aby teraz pomagał mi za darmo. Tak jak nie wymagam tego od przedstawiciela każdego innego zawodu.
  10. moja_osoba

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    marekt gratuluję postępu! Chciałabym kiedyś dotrzeć do tego punktu, w którym jesteś na terapii. Ginko biloba podziwiam Cię za umiejętność takiego analizowania sytuacji, ja nie miałabym cierpliwości do tego rodzaju zadań. Poza tym miałabym pewnie wrażenie, że znowu jestem w szkole. Na psychodynamicznej mogę sobie przynajmniej milczeć do woli Życzę wytrwałości
  11. moja_osoba

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Temat myśli samobójczych poruszałam kilka razy, ale zostało to przyjęte na spokojnie. Była rozmowa na ten temat i prośba abym zgłaszała każde pogorszenie i przechodzenie od myśli do konkretnych działań. Też bałam się tych rozmów, ale okazało się, że temat został omówiony jak każdy inny i poczułam się lepiej z tym, że ktoś mnie wysłuchał w tak trudnej kwestii. Ginko biloba mi też wydaje się, że sesje co 2-3 tygodnie trochę mijają się z celem, szczególnie przy problemie, z którym się borykasz. Wiem po samej sobie jak trudne jest zbudowanie zaufania na tyle silnego, aby otwarcie mówić o traumie. Mi jest ciężko znieść czas pomiędzy sesjami (a mam je co tydzień) gdy atakują mnie flashbacki , pojawia się tsunami emocji i do głowy przychodzą różne dziwne pomysły. Czasami wolałabym mieć sesje nawet 2 razy w tygodniu, ale niestety ciężko jest zgrać terminy. Ciekawe co odpowie Twoja terapeutka. Tak na marginesie dodam jeszcze, że jestem ciekawa Twojej terapii w nurcie poznawczo-behawioralnym, bo nie wiem jakie zadania mogą pomóc przy dawnej traumie i jak to wygląda w takim przypadku. Ja uparcie czołgam się na psychodynamicznej choć zaliczam nieustanne wzloty i upadki, a moim głównym wrogiem wydaje się być wieczne milczenie i uciekanie od tematu. Okazuje się, że sama jestem swoim największym problemem i już nie wiem jak mam do siebie przemówić aby zacząć w końcu wypowiadać te wszystkie słowa, które tłuką się w mojej głowie. Nie spodziewałam się, że będzie to aż tak trudne...
  12. moja_osoba

    Początki psychoterapii

    Moja wypowiedź odnosiła się do całej wiadomości El, nie tylko do zdania o sabotowaniu terapii, które również uważam za niezbyt stosowne. Widać jednak, że padają również słowa wsparcia i jest chęć pomocy ze strony T. El33- Wydaje mi się, że musisz sama zadecydować czy ta terapeutka jest dla Ciebie osobą godną zaufania i czy jej sposób prowadzenia terapii do Ciebie przemawia.
  13. moja_osoba

    Początki psychoterapii

    El33 widzę dużo podobieństw między Twoją terapią i moją, przy czym ja temat wykorzystania po raz pierwszy poruszyłam po około 7 miesiącach terapii. Po tej sesji przestałam spać, jeść, pojawiły się myśli samobójcze i intensywne flashbacki. Do tej pory nie umiem o tym mówić. Magiczne słowo "molestowanie" pada z ust terapeuty, ja tego nie umiem wypowiadać. Zgadzam się z Szanowną Panią, że warto jest się zastanowić czy jesteś gotowa na taką walkę ze swoimi demonami bo szybka poprawa raczej nie nastąpi. Ja uznałam, że moje życie i tak jest beznadziejne i dam sobie szansę, choć czasami mam ochotę zakończyć wszystko i się poddać. Czytając komentarze Twojej terapeutki widzę, że mocno pokrywają się z tym co ja słyszę. Pomimo tego, że ciężko mi jest tego słuchać, to gdzieś widzę, że te komentarze mają na celu zmotywować mnie do dalszej pracy i pokazać, że nie jestem z tym sama choć jest to wyrażone w taki specyficzny sposób. Taka forma komunikacji to chyba cecha psychodynamicznych terapeutów
  14. moja_osoba

    Początki psychoterapii

    Cześć el33, u mnie pogorszenie pojawia się praktycznie za każdym razem gdy zaczynam poruszać jakiś ciężki temat, który na co dzień udaje mi się zepchnąć w odległe zakamarki umysłu. Po trudnych sesjach często odreagowuję na różne sposoby i trwa to czasami kilka dni. Pojawia się dużo emocji, myśli i wspomnień, które zaczynają mnie przytłaczać, więc robię to co umiem najlepiej: ranię siebie. Nauczyłam się już, że jest to jakiś cykl, który się powtarza, ale pocieszające jest to, że jednak widzę poprawę i pewne rzeczy już mnie nie dotykają tak mocno. U mnie na terapii jest tak, że po ciężkiej sesji na kolejnej omawiamy to co się po niej działo i dzięki temu niektóre swoje reakcje potrafię już okiełznać. Akurat nigdy nie usłyszałam, że boję się przyjąć pomocy, raczej interpretacja jest taka, że przez wiele lat uciekałam od siebie na różne sposoby, więc konfrontacja z problemami powoduje, że wracam do tego co znam najlepiej (czyli karania siebie) i to ze zdwojoną siłą. Powodzenia!
  15. moja_osoba

    Początki psychoterapii

    Dziękuję za cenną radę. To naprawdę wspaniałe, że trafiła się tutaj jedna oświecona jednostka, która będzie uczyć myślenia wszystkich innych. Czuję się zaszczycona tym, że mogę czytać Twoje genialne przemyślenia. Pięknie podsumowała Cię mery_. Ja już nie będę się wdawać w czczą dyskusję, bo widzę, że nie ma z kim.
×