Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Evia

Użytkownik
  • Zawartość

    2015
  • Rejestracja

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Jesteś durna i żałosna. Czy tylko mnie to bawi?
  2. Czy można mieć amnezję pomimo braku traumatycznego aspektu? Np. nie pamiętać sporego okresu dzieciństwa? Mój partner tak ma, zawsze wydawało mi się to trochę dziwne, ale nie na tyle aby traktować jak jakieś zaburzenie, kiedy jednak zobaczyłam ten wątek zaczęło mnie to zastanawiać.
  3. Nie wiem od kiedy to mam, właściwie to wcześniej nigdy się nad tym nie zastanawiałam ale przypuszczam, że mogę mieć to nawet od dzieciństwa. W wieku nastoletnim zaczęłam przejawiać zachowania aspołeczne. To co mnie mierzi w ludzkości to przeświadczenie o własnej wyjątkowości i wielkości względem reszty świata, a nawet wszechświata. Tworzenie religii i wzniosłych ideałów wynikających tak naprawdę z trywialnych aspektów życia. Wszystko tylko po to aby być wyżej, aby mieć więcej. Jestem zniesmaczona ilością ludzi na świecie, instynktem rozmnażania się jak zaraza a już totalnie mnie rozwala celowość polityczna nawołująca ku temu, znów po to aby być wyżej i mieć więcej. Jestem zniesmaczona kobiecością i męskością a przede wszystkim tworzenia z tego kultu. Kiedy myślę o sobie jako kobiecie robi mi się niedobrze, nie inaczej pewnie by było gdybym była mężczyzną. Jestem zniesmaczona macierzyństwem. Zarówno pod względem fizjologicznym jak i psychologicznym. Jestem zniesmaczona ludzką potrzebą przynależności, chęcią imponowania. Tworzenie przy tym watah, stad czy gromad. Pewnie jest tego więcej, może jednak ktoś ma inne powody niechęci do gatunku ludzkiego.
  4. Przeczytałam i przemyślałam wasze odpowiedzi i muszę przyznać, że chyba faktycznie macie rację pod względem złego doboru terapii. Obecnie chodzę na terapię w nurcie psychodynamicznym. Zanim się zapisałam wiedziałam mniej więcej co z czym się je i chociaż bardziej do mnie przemawiał nurt behawioralny, to spotkałam się z wieloma opiniami, że nie jest on do końca skuteczny, bo podobno zajmuje się objawami a nie "leczy", jednak czynnikiem decydującym w wyborze mojej terapii była lokalizacja i dogodność terminów (zależało mi na konkretnych dniach i godzinach) Bez terapii jestem typem analizatora jednak nic z tego nie wynika, tzn myślę, że dobrze siebie znam i wiem skąd się biorą pewne mechanizmy itd ale ta wiedza nie wpływa na komfort mojego życia i nawet nie rozumiem w jaki sposób miałoby to na mnie wpłynąć. Pierwszy z brzegu przykład "Nie potrafię okazywać i nazywać uczuć, podobno część z nich została zepchnięta i gdzieś tam są (aczkolwiek nie wiem gdzie) Wiem, że wynika to z mojego wychowania gdzie przejawianie uczuć nie było w dobrym tonie więc musialam je tłumić, w efekcie niektóre z nich zostały całkowicie wyparte. Ogólnie prowadzi to do trudnych relacji w związku tj frustracja partnera, problemy z zaangażowaniem i bliskością oraz nieumiejętność podtrzymywania trwałych relacji. Moje wnioski? W sumie ciężko o nie... :D W każdym razie nie wiem w jaki sposób sprawic żeby niektóre uczucia wróciły (szczęście, ekscytacja, zainteresowanie) Poza tym w podobny sposób zostało wychowanych większość chłopców na świecie i jakoś nie koniecznie borykają się teraz z czymś takim jak ja. Aczkolwiek ten temat wyszedł zupełnie przypadkowo i dodatkowo i nie wiem co ma wnosić, bo nie wiem w jaki sposób okazywanie uczuć ma mi cokolwiek ułatwić, zarówno z autopsji jak i obserwacji wiem, że raczej nie wróży to nic dobrego. Osoby emocjonalne mogą być potraktowane jako potencjalna ofiara a potencjalna ofiara narażona jest na wykorzystanie i atak. Mało tego to przypuszczam, że gdybym taka była to wiązałoby się bezpośrednio z moimi dochodami, czyli miałabym około najniższej krajowej a żyć jednak za coś trzeba. Inny przykład. Całą strukturę świata i życia postrzegam przez pryzmat walki. W rodzinie jak i najbliższym otoczeniu byłam najmłodsza a do tego jedyną dziewczyną. Wszystko ale dosłownie wszytsko musiałam sobie wywalczyć a jeśli spoczęło się choć na chwilę to można było tego gorzko pożałować. Później analogie dostrzegałam zawsze i wszędzie i tak jest do dziś. Nie jest jednak możliwe aby mój pogląd na świat był inny, jakakolwiek zmiana byłaby jedynie łyknięciem niebieskiej pigułki. Mam napięte mięśnie, często przez to nie mogę spać. Te uczucie jest bardzo irytujące, czasem czuję jak wręcz świdrują mi kości i nie mogę nic z tym zrobić, wiem że to kwestia psychiki i nierozładowanych napięć. Wnikają z frustracji , która bierze się z relacji z przede wszystkim z partnerem jak i częściowo z innymi ludźmi. Nie wiem w jaki sposób relacje się uzdrawia i w jaki sposób się rozmawia aby wynik był dla mnie satysfakcjonujący, rozmowy zwykle kończą się jeszcze większą frustracją i jeszcze większym napięciem. Najrozsądniejszym rozwiązaniem zawsze okazuje się zakończenie relacji i św spokój... I tak w kółko... Z tym, że mojego obecnego partnera raczej kocham (też nie jestem pewna co to za uczucie ale raczej wszytsko na to wskazuje, że tak jest) Poza tym on jest psycholem prześladowcą więc i tak się ode mnie nigdy nie odczepi, więc najlepiej by było wypracować jakąś współpracę... Przyszła mi do głowy myśl o terapii grupowej. Dużo ludzi, dużo perspektyw, co przekładałoby się na większy obiektywizm. Na indywidualnej podobno moje ciągłe szukanie obiektywizmu to również nieprawidłowość...
  5. I w końcu zaczęłaś się nadawać? Ja też nie wiem co mam w sobie zmienić. Właściwie to na mojej terapii nawet nie było to za bardzo poruszane, tylko raczej wynik mojej całej osoby, który sprawia, że nie jestem szczęśliwa. Moje wady okazują się dosyć przydatne. Gdybym ich nie miała to byłoby ze mną dużo gorzej. Tak więc pomimo tego, że moje wady są w niektórych przypadkach dosyć uciążliwe to w innych mnie ochraniają. No właśnie moja terapeutka sama zwróciła na to uwagę, że terapię potraktowałam jako eksperyment dla formy rozrywki i nie ma we mnie zaangażowania. Dodatkowo fakt, że to ja płacę wpływa na to, że umywam ręce od reszty. Z tym, ze ja nadal nie rozumiem co ja mam robić i w jaki sposób mam być zaangażowana. Ona mi też nie odpowie bo nie jest od tego, i to ja powinnam sobie na to odpowiedzieć. Tylko mi to brzmi jak absurd? Ona też nie nazwała tego leczeniem, raczej odwołała się analogią do choroby fizycznej. KIedy zapytałam o swoje kryteria chorobowe to mi powiedziała, że nie jesteśmy w psychiatryku gdzie jest to istotne i dostaje się leki na poprawę. Może w sumie powinnam faktycznie o tym pomyśleć, bo te gadki działają mi na nerwy. Gadanie jak z politykiem, który leje wodę i nie ma żadnych konkretów. Mało tego to podczas rozmowy z nią wiem jakich mogę spodziewać się odpowiedzi i tak manewruję słowem aby spróbować usłyszeć coś innego. Taka trochę zabawa w kotka i myszkę. Nie wiem też co daje fakt, że ta kobieta posiada kwalifikacje i wymagany dyplom, skoro sama mówiła, że diagnostyka nie jest istotna, tylko efekt i poprawa mojego stanu obecnego, czyli dążenie do ulepszenia jakości mojego życia. Z tym, że osoby bez dyplomów też nie okazują się przydatne. Jestem osobą raczej otwartą, tzn mam wielu ludzi obok siebie, dużo gadam, czasami do znudzenia, są przy mnie jednak osoby, które się tym interesują. Jednak wysłuchanie przez nich też nic nigdy mi nie dało.
  6. Evia

    Zamrożone Uczucia.

    Ona powiedziała o tym w formie odpowiedzi odnośnie tych tak jakby zamrożonych uczuć aczkolwiek jakoś inaczej to formułowała. Najprawdopodobniej jakoś to wyjaśniała, pewnie coś z zaprzeczeniem albo, że moje dystansowanie się do uczuć poszło o krok dalej. To już druga terapeutka, która mi zwróciła uwagę na moją lekkość wypowiedzi na temat trudnych spraw. Akurat nie wiem dlaczego widzą w tym problem. Pierwsza z nich zwróciła mi uwagę podczas rozmowy odnośnie mojego ojca, która przebiegała tak jakby w formie anegdot i żartów. Podobno odpychałam w ten sposób emocje ale ja wtedy naprawdę byłam rozbawiona, po prostu mój ojciec w niektórych przypadkach był do tego stopnia posrany, że aż przechodziło to w komizm. Film obejrzałam wczoraj, dzisiaj już prawie nie pamiętam. Najwidoczniej słabo do mnie trafiło... Tak czy inaczej mowa w nim była w dużej mierze o rozprawieniu się z traumami. W jaki sposób się to robi? Co jeśli nie było jakiejś konkretnej traumy tylko codzienne życie mnie tak ukształtowało? Pamiętam, że kilka lat temu kiedy przesiadywałam na tym forum taki wątek został już przez kogoś poruszony, i zarówno ja jak i inne osoby nie do końca się z tym zgadzały. Myślę, że to odbywa się trochę na zasadzie "wszędzie dobrze gdzie nas nie ma". U mnie właśnie przebiega to właśnie w ten sposób, że zawsze się dystansowałam żeby móc trzeźwiej ocenić sytuację. Nawet jeszcze kilka tygodni temu powiedziałam swojej terapeutce, że emocje zakrzywiają rzeczywistość i oddalają od prawdy (nie zgodziła się ze mną) Jednak nawet ja jestem świadoma, że nawet bez emocji nigdy nie dotkniemy w pełni rzeczywistości, jest ona za bardzo subiektywna a nawet doświadczenie i konkretne wydarzenia z życia ją zakrzywiają. Kolejna sprawa jest taka, że brak odczuć szczęścia, ekscytacji, zainteresowania itd nie jest fajną sprawą. Życie jest puste. Jest się warzywem. Nic mnie nie uszczęśliwia, wszystko jest nudne. Nie ma marzeń, pragnień, wartości. Wydmuszka. A pamiętam, że jako dziecko fajnie było się cieszyć. Czuć przygodę życia, czuć nawet pogodę, być zafascynowaną nowością i zainteresować się czymkolwiek. Takie życie ma kolory a aktualne jest jak oglądanie szarego filmu. Życie ciągnie się bez sensu bez żadnego celu ani szansy. Właściwie to mogłabym nawet umrzeć, nie ma to żadnego znaczenia. Z tym, że nawet i do samobójstwa są potrzebne jakieś emocje, które do tego popchną. Mi pozostaje zostać zawieszoną w bezgranicznej pustce.
  7. Evia

    Zamrożone Uczucia.

    Po co wykazywać ekspresję uczuć? To jest tak, że je czujesz a nie potrafisz okazać? Czy tak, że myślisz, że ich nie czujesz a podobno czujesz? U mnie podobno jest to drugie. Tzn terapeutka mi mówi, że te emocje we mnie są ale się pogubiły. Niby jak je mam odszukać jak ich nie czuję i nie wiem co jest czym? Mówi mi też, że daję sprzeczne sygnały, że się śmieję podczas mówienia o trudnych rzeczach itd. Ale czy to mnie nie może śmieszyć? Mam skłonność do czarnego humoru, więc czy nie można go ukierunkować na samą siebie?
  8. Postanowiłam zakończyć moją przygodę z terapią, która tak naprawdę oprócz wyczyszczonego portfela nie przyniosła żadnych skutków. Właściwie to z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że nie dała mi nic. Według terapeutki to błąd, że postanowiłam to zakończyć, według niej ewidentnie potrzebuję leczenia (a nie zdążyła nawet poznać zalążka mojego szamba w głowie) Mimo to nawet nie wiem jakie kryteria ją utwierdzają w tym przekonaniu, w końcu jak przykładny psycholog nie może mi dawać żadnych odpowiedzi. Z tym, że ja również ich nie znam ani nawet się do nich nie przybliżam. Podobno na terapię przychodzę na odwał (pogadam sobie i życie toczy się dalej) Z tym, że nie rozumiem w jaki sposób oprócz chodzenia na nią mam wykazać zaangażowanie i jakiś trud, nawet nie wiem co mam robić. Poza tym wkurza mnie też próba schematycznego szufladkowania, która okazuje się błędnym torem. Już przed terapią wiedziałam jak powstały w mojej osobie pewne mechanizmy czy nawet poglądy, nie wiem jednak w jaki sposób ta wiedza ma mnie "uleczyć". Nie rozumiem w jaki sposób ma to działać, bo tak jak to wygląda do tej pory to nie ma żadnego sensu.
  9. Evia

    Początki psychoterapii

    Może to nie tak powinno wyglądać ale muszę przyznać, że jestem naprawdę zadowolona. W przeszłości słyszałam albo raczej widziałam tutaj na forum, że terapia to udręka, mi się jednak podoba. Gadam sobie jak najęta ona coś notuje (czyli znak dla mnie, że jest zainteresowana) a czasem się odniesie do tego co mówię. Ciekawe doświadczenie. Nawet mi kasy nie szkoda
  10. Czy ktoś może mi powiedzieć dlaczego ktoś wybiera tego typu uczelnie? Trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś poza gorliwymi katolikami wybiera katolicką edukację.
  11. Nie wiem czy mam nerwicę. Właściwie to nie wiem co mi jest i czy na pewno coś mi jest. Chciałabym się tego dowiedzieć i uzyskać ewentualna diagnozę, jeśli jej nie dostanę to chciałabym sobie ułożyć kilka kwestii.
  12. Chemii nawet nie oczekuję, po prostu nie chciałabym żeby mnie zaczęła nawracać czy też ustawiać pod katolicki porządek świata.
  13. Terapeutka jest po KULu i pracuje w nurcie psychodynamicznym. Bardziej jednak mnie chyba niepokoi, że całe jej wykształcenie jest katolickie (podstawówka i liceum też) Może faktycznie najrozsadniej będzie jeśli jej powiem, że mam co do niej obawy. Nie chciałabym szukać kogoś innego bo nie tak łatwo jest u mnie z czasem. Dogodne terminy i lokizjacja to dla mnie podstawa. Pewnie jak ja sobie daruję to nie pójdę nigdzie indziej a to, że w ogóle się zapisałam to już sukces
  14. No właśnie tak się składa, że kwestia seksu w moim życiu to dosyć istotna sprawa i nie w sposób pominąć ten temat. Poza tym żyję też w nieformalnym związku i nie chce mieć dzieci. Dodatkowo e dzieciństwie mój ojciec zmuszał mnie do czytania Biblii czego nie wspominam zbyt dobrze . Może się okaże, że dla katoliczki to zbyt wiele?
  15. Evia

    Seksroboty

    Nie wiem czy się nie mylę ale męskie odpowiedniki nie za bardzo są dostępne. Zawiewa dyskryminacją, a szkoda bo wielu paniom też by się przydały
×