Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Mix90

Użytkownik
  • Zawartość

    6
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy
  1. Mix90

    Psychoterapia mi nie pomoże?

    Nie dlatego nie chce o tym rozmawiać ze się blokuje , tylko dlatego, że już nieraz o tym rozmawiałem i ani trochę nie pomoglo mi to w życiu codziennym bo nie wiem w jaki sposób miało by pomoc w ciągłym zmęczeniu, braku perspektyw, depresyjnych myślach, niechęci do wszystkiego itd. Właśnie leki najbardziej mi pomagały w normalnym funkcjonowaniu, tylko że chwilowo mam przerwę w ich braniu. Podejrzewam, że moja depresja ma bardziej podłoże fizyczne, dlatego nie bardzo wierzę aby na takie przypadłości pomogła terapia.
  2. Bralem citalopram przez jakieś 10 lat. Pomógł mi wyjść z najgorszych stanow tj. depresji i nerwicy natrectw oraz fobii społecznych. Jedyny minus przynajmniej u mnie to strasznie rozleniwial i powodował trudności z porannym wstawaniem. Ale ogólnie na powyższe problemy jest dobry. Nie dajcie sobie wmówić że nie działa, bo ja śmiało mogę powiedzieć że zmienił moje życie.
  3. Mix90

    Dziwna psychoterapeutka (?)

    Tak to już jest, część psychoterapeutów ma takie podejście - nie chce nawet słyszeć w czym jest problem tylko z automatu przyjmuje, że jak coś jest nie tak, to to na pewno wina rodziców. Jakie później mają być efekty? Znienawidzenie najbliższych, którzy jako jedyni często cię wspierają? To ma w jakikolwiek sposób pomóc w lękach? Trafiałem na podobnych i przez to chwilowo straciłem wiarę w psychoterapię.
  4. Mix90

    Psychoterapia mi nie pomoże?

    W ogóle nie chciałem o tym rozmawiać. Ciągle przychodziłem z problemami braku sił, chęci do działania, złym samopoczuciem zarówno psychicznym i fizycznym, brakiem marzeń czy nadzei na lepszą przyszłość. Dodatkowo depresja nasilała się czasami bez wyraźnej przyczyny. Psychoterapeutka w ogóle nie chciała o tym rozmawiać, zamiast tego miałem ciągle mówić o dzieciństwie i jakby na siłę udowadniano mi że za wszystko są winne relacje z rodzicam, szczególnie z wybuchowym ojcem. Relacje które jak już wspomniałem obecnie są dobre, a ojciec wielokrotnie mnie przepraszał za to jaki był i obecnie nie żywie wobec niego już urazy. Czułem się więc po tym tylko gorzej i nie wiem jaki miał być tego cel? Skłócenie mnie z rodzicami, to miało mi pomóc w złym samopoczuciu? To właśnie była terapia psychodynamiczna. Póżniej szukałem kolejnych terapeutów ale znowu trafiałem na takich którzy twierdzili, że trzeba się skupiać tylko na przeszłości. Stąd właśnie moje wątpliwości, skoro większość psychoterapeutów działa właśnie w ten sposób.
  5. Mix90

    Psychoterapia mi nie pomoże?

    Taki właśnie był główny temat mojego posta. Nie wierzę, żeby rozmawanie o rzeczach z dzieciństwa miało pomóc w codziennym funkcjonowaniu obecnie- bo są to rzeczy na które nie ma się już żadnego wpływu. Wałkowanie ich przez rok czy nie wiem ile by chcieli terapeuci sprawiało mi tylko to, że czułem się gorzej i jeszcze bardziej rozbity, a beznadzieja dnia codziennego, bardzo złe samopoczucie i wegetowanie w przyszłość pozostawało. A niestety z doświadczenia wiem, że większość stosuje właśnie takie metody. W każdym razie dzięki za odpowiedź.
  6. Witam. Od kilkunastu lat biorę leki SSRI na depresje i nerwice - pomogły połowicznie. Mój problem to ciągłe osłabienie, brak chęci do życia, nie mam żadnych realnych marzeń, nic mnie nie cieszy, nie widzenie żadnego celu w niczym. Mimo, że nic szczególnego się nie dzieje, to w tym momencie wydaje mi się, że całe moje życie tj. kolejne kilkadziesiąt lat to będzie permanentne cierpienie. . W ten sposób przezywam kolejne lata. Całkowicie obce jest mi poczucie "szczęścia" a chwilowa radość pojawia się bardzo rzadko. Ciągle wszystko mnie boli, wszystko wyprowadza z równowagi. Już kilka razy próbowałem chodzić do różnych psychoterapeutów. Zawsze maksymalnie po paru miesiącach dawałem sobie spokój bo wszystko sprowadzało się do omawiania moich problemów z dzieciństwa / wczesnej młodości - które rzeczywiście wspominam bardzo ciężko. ALE - ile godzin o tym nie rozmawialiśmy, zawsze czułem bezcelowość. Po prostu nie wierzę, aby rozdrapywania starych ran sprzed 15-20 lat miało jakkolwiek mi pomóc, bo mam gdzieś to co było kiedyś. Chciałbym, aby codzienność w której nawet nic złego mnie nie spotyka nie była dla mnie beznadzieją i cierpieniem. Jeden z psychoterapeutów powiedział, że to właśnie wina przeszłości - ale co z tego? To tylko wywołało u mnie jeszcze większe poczucie beznadziei, bo nie mam i nie będe miał na to wpływu i jak już wspomniałem - nie obchodzi mnie przeszłość. Ja chce po prostu normalnie żyć a nie cierpieć bez powodu. Bo jak gadanie o złych relacjach z rodzicami (które teraz są bardzo dobre) ma mi pomóc z bólami głowy, rozbiciem, w końcu z tym że pójście do sklepu to dla mnie cierpienie.... Jak ma pomóc z tym, że całe przyszłe życie widzę jako beznadziejną wegetacje? Z tym, że nic mnie nie cieszy a wszystko boli? Jakiś czas temu poszukałem innego psychoterapeuty, który bardziej skupiał się na "tu i teraz". Jednak po parunastu spotkaniach dalej czułem, że prowadzę monolog, wszystko było na siłę i pomagało tylko na chwilę. Ja po prostu źle się czuję i nie ma na nic siły niezależnie od tego co się dzieje na co dzień, niezależnie od tego co mnie czeka ... Ostatnio zacząłem już szukać innych przyczyn, jakiś wewnętrznych chorób które powodują u mnie takie skrajne zmęczenie i dyskomfort ... ale zdałem sobie sprawę, że mógłbym tak szukać w nieskończoność a problem zapewne i tak leży w mojej głowie - bo od psychoterpautów słyszę rzeczy które i tak już wiem i ta świadomość ani troche nie pomaga w codziennym samopoczuciu. Jednak zwykłe leki antydepresyjne pomagają tylko odrobinę. W psychoterapie władowałem masę czasu i pieniędzy i zawsze kończyła się tak samo - monologiem z terapeutą który wiem, że prowadzę na siłę .... Czy jest sens dalej próbować? Czy istnieją psychoterapeuci którzy naprawdę są w stanie zdziałać cuda? Czy może powinienem skupić się na farmakoterapii i poszukiwaniu innych leków?
×