Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

barbieturan

Użytkownik
  • Zawartość

    1329
  • Rejestracja

  1. Cześć, nikomu z bliskich nie umiem o tym mówić, chyba potrzebuje waszego wsparcia. wizyta u terapeuty dopiero za tydzień a ja już ledwo ogarniam. Ponad miesiąc temu odstawiłam leki Parogen 40mg na duloksetyne 60mg. Mam wrażenie, że jest coraz gorzej. Nie panuję nad nerwami, praktycznie cały czas jestem drażliwa, nadwrażliwa, płaczliwa, moje reakcje są zupełnie nieadekwatne. Nie ma w tym agresji, dominuje raczej przygnębienie, smutek. Zdarzają się też napady płaczu, który ciężko jest opanować, dochodzi do histerii. Paroksetyna tonowała lękowe rzeczy i to było spoko, ale czułam, że mocno mnie przytłumiała intelektualnie , miałam problem z nauką- stąd decyzja o zmianie. Widzę, że to chyba był błąd. Mieszkam od prawie roku z dziewczyną, jest nam cudownie. ale od ponad tygodnia nie jestem w stanie nad sobą panować i jedyne o czym myslę, to żeby dać jej i sobie spokój i przenieść się na pare dni do znajomych. mam wrażenie, że jak będę daleko, to będzie lepiej przez pewien czas? sprawiam jej przykrość, wiem to. izolacja wydaje mi się jedyną dobrą opcją na ten moment. smucę się, gdy ona mówi o swojej pracy. sytuacja wygląda tak, że ja jestem mega niezadowolona ze swojej pracy, mam jej dosyć, szukam nowej a ona w swojej czuje sie jak ryba w wodzie, spełnia się itp. wiem, że przemawia przeze mnie jakaś zazdrość, czuję się gorsza, głupsza, mniej zarabiam i zwyczajnie nie mogę słuchać na temat jej pracy, w dodatku boje się, że praca stanie się ważniejsza, najistotniejsza ? obserwuje u niej pomału lekki pracoholizm. no, praca w korpo, zostawanie po godzinach i sama przyznała, że po pracy i tak myśli o pracy (moja myśl od razu, że ciekawe czy podczas seksu też) egoistyczne trochę z mojej strony, ale martwię się też - mam nadzieję, że tutaj nikt mnie negatywnie nie oceni, ja wiem, że to paskudne z mojej strony, że mam problem z tym, żeby sie cieszyć sukcesem najbliższej mi osoby. dlatego też się obwiniam ciągle za te uczucia i nie panuje nad tym, że gdy tylko mówi o pracy tracę nastrój. Nie chodzi tylko o pracę, inne sytuacje też wytrącają mnie z równowagi i wywołują smutek. zupełnie nieadekwatnie, ale nie umiem temu przeciwdziałać. w ostatnich tygodniach potrzebuję więcej troski, zainteresowania i nie umiem mówić jej o tym, że tego potrzebuje. nie poproszę jej też, żeby może postarała się nie mówić o swojej pracy póki jestem w gorszym stanie psychicznym - tzn to wydaje mi się całkiem racjonalne i mogłoby może pomóc ale zrazu sobie myslę, że nie mam prawa? że przecież praca jest dla niej ważna? i to ze mną jest bardzo nie tak, że nie potrafię o tym słuchać. moja emocjonalna strona mówi mi raczej, że lepiej będzie się odizolować i dać jej ode mnie odpocząć. Powiedziała mi, że chciałaby, żebym ją wspierała w kryzysach w pracy ale też Żebym była z niej dumna w sukcesach i ja wiem i naturalnie, że chce ja wspierać we wszystkim ale mi jest potwornie trudno... ludzie, podtrzymajcie na duchu :<
  2. Cześć, nikomu z bliskich nie umiem o tym mówić, chyba potrzebuje waszego wsparcia. wizyta u terapeuty dopiero za tydzień a ja już ledwo ogarniam. Ponad miesiąc temu odstawiłam leki Parogen 40mg na duloksetyne 60mg. Mam wrażenie, że jest coraz gorzej. Nie panuję nad nerwami, praktycznie cały czas jestem drażliwa, nadwrażliwa, płaczliwa, moje reakcje są zupełnie nieadekwatne. Nie ma w tym agresji, dominuje raczej przygnębienie, smutek. Zdarzają się też napady płaczu, który ciężko jest opanować, dochodzi do histerii. Paroksetyna tonowała lękowe rzeczy i to było spoko, ale czułam, że mocno mnie przytłumiała intelektualnie , miałam problem z nauką- stąd decyzja o zmianie. Widzę, że to chyba był błąd. Mieszkam od prawie roku z dziewczyną, jest nam cudownie. ale od ponad tygodnia nie jestem w stanie nad sobą panować i jedyne o czym myslę, to żeby dać jej i sobie spokój i przenieść się na pare dni do znajomych. mam wrażenie, że jak będę daleko, to będzie lepiej przez pewien czas? sprawiam jej przykrość, wiem to. izolacja wydaje mi się jedyną dobrą opcją na ten moment. smucę się, gdy ona mówi o swojej pracy. sytuacja wygląda tak, że ja jestem mega niezadowolona ze swojej pracy, mam jej dosyć, szukam nowej a ona w swojej czuje sie jak ryba w wodzie, spełnia się itp. wiem, że przemawia przeze mnie jakaś zazdrość, czuję się gorsza, głupsza, mniej zarabiam i zwyczajnie nie mogę słuchać na temat jej pracy, w dodatku boje się, że praca stanie się ważniejsza, najistotniejsza ? obserwuje u niej pomału lekki pracoholizm. no, praca w korpo, zostawanie po godzinach i sama przyznała, że po pracy i tak myśli o pracy (moja myśl od razu, że ciekawe czy podczas seksu też) egoistyczne trochę z mojej strony, ale martwię się też - mam nadzieję, że tutaj nikt mnie negatywnie nie oceni, ja wiem, że to paskudne z mojej strony, że mam problem z tym, żeby sie cieszyć sukcesem najbliższej mi osoby. dlatego też się obwiniam ciągle za te uczucia i nie panuje nad tym, że gdy tylko mówi o pracy tracę nastrój. Nie chodzi tylko o pracę, inne sytuacje też wytrącają mnie z równowagi i wywołują smutek. zupełnie nieadekwatnie, ale nie umiem temu przeciwdziałać. w ostatnich tygodniach potrzebuję więcej troski, zainteresowania i nie umiem mówić jej o tym, że tego potrzebuje. nie poproszę jej też, żeby może postarała się nie mówić o swojej pracy póki jestem w gorszym stanie psychicznym - tzn to wydaje mi się całkiem racjonalne i mogłoby może pomóc ale zrazu sobie myslę, że nie mam prawa? że przecież praca jest dla niej ważna? i to ze mną jest bardzo nie tak, że nie potrafię o tym słuchać. moja emocjonalna strona mówi mi raczej, że lepiej będzie się odizolować i dać jej ode mnie odpocząć. Powiedziała mi, że chciałaby, żebym ją wspierała w kryzysach w pracy ale też Żebym była z niej dumna w sukcesach i ja wiem i naturalnie, że chce ja wspierać we wszystkim ale mi jest potwornie trudno... ludzie, podtrzymajcie na duchu :<
  3. Cześć i czołem. Słuchajcie, jest problem, z którym sobie nie mogę kompletnie poradzić. W obliczu sukcesów moich bliskich zamiast odczuwać radość - czuje przygnębienie i ogarnia mnie fatalny nastrój. zrazu porównuje wszystko do siebie i oczywiście wypadam negatywnie. Bo od wszystkich praktycznie zarabiam mniej i mam mniej i czuje się gorsza. Od pewnego już czasu szukam innej pracy, jak dotąd z marnym skutkiem. I tak jest często, że zazdroszczę, że ktoś coś potrafi, posiada i ja sama czuje się z tym źle. Chodzę na terapie ale dopiero ostatnio zaczęliśmy omawiać ten temat. nie daje rady z tym, czuje się przez te uczucia okropnym człowiekiem. Ciagle się do kogoś porównuje. To jak obsesja. Dziś już wybitnie mnie potrzaskało. Dowiedziałam się, że moja dziewczyna dostała prace, dobrze płatną i co ja na to? Nogi mi się ugięły, rozbolała mnie po chwili głowa, brzuch i całe ciało. Poczułam się beznadziejnie, bo ja szukam już któryś tydzień i nic a do niej zadzwonili już kilka godzin po rozmowie kwalifikacyjnej, że ją przyjęli. To nie jest tak, że w ogóle się nie cieszę. w środku czuję dumę, radość i gratuluje jej tego sukcesu (to jej napisałam) a jakaś część mnie próbuje dać mi do zrozumienia, że jestem beznadziejna. I to w tej chwili dominuje, te poczucie gorszości. Wiem, że to kopanie po kostkach i biczowanie się wynika z niskiej samooceny i innych kłopotów ale dziś czuje, że to jest przegięcie i wyjątkowo sobie nie radzę z tą sytuacją. Czuje, że to jest chore i myśle sobie, że to świadczy o tym, że jestem złym człowiekiem i nie powinnam tak reagować, skoro ją kocham itp. Najchętniej usunęłabym się w cień teraz i uciekła, nie mówiąc nic żeby nie psuć jej tego dobrego nastroju.
  4. co chwile w ryk od wczoraj. schiz, że ten płacz mnie wykończy
  5. rano nie mogłam się dobudzić a z kolei teraz po kawie zaczęło mnie lekko trząść i eeee
  6. od jakiegoś czasu zauważyłam, że nieświadomie wstrzymuje oddech, niezależnie od sytuacji. siedzę, leże, czytam, cokolwiek i jakbym zapominała o tym, że trzeba oddychać. o co chodzi ?
  7. w listopadzie zmarła moja mama. miała 46 lat. wypadek/samobójstwo, nie wiadomo do dziś w każdym razie chorowała na psyche. ludzie na około mówią, ze doskonale daje sobie z tym radę, bo nie rozpaczam i nie rozpaczałam jakos nad wyraz. ale minęło pol roku i czuje jakby coś na pewnym polu umarło i we mnie. permanentnie niepokój. związek mi sie rozpada, zobojętniałam na ludzi i wszystko chyba co mnie otacza, ledwo znoszę towarzystwo, nic mi sie nie chce. no martwica, znudzenie i rzygi. w ogole od jej śmierci przestałam myslec o seksie i tych sprawach przez co moj związek coraz bardziej podupada. biore leki, terapie przerwałam z powodów finansowych i no. chyba przeżywam to dalej na swój sposob. współczuje i rozumiem wszystkich, którzy kogoś stracili.
  8. meh meh meh. zaniepokojona, osowiała, zrezygnowana, z poczuciem odrzucenia i z lękiem w związku z nadchodzącymi zmianami
  9. co myślicie o samowolnym wjechaniu z 20mg na 30? biore paro od roku prawie a, że w ostatnim czasie przybyło stresu i coraz cześciej łapie lęki czuje, że musze podnieść dawkę. w krytycznych stanach chwytam po benzo ale boję się jak ognia tego dziadostwa. Wizyta u psychiatry dopiero za jakis czas a chcę się jakoś poratować.
  10. obojetnosc totalna chyba jakass
  11. barbieturan

    Spamowa wyspa

    łyknij sobie za mnie też bo ja nie mogę
×