Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

barbieturan

Użytkownik
  • Zawartość

    1333
  • Rejestracja

  1. cześć, czy ktoś z was boryka się z problemem precyzyjnego formułowania swoich myśli? Wiem, że nigdy nie byłam mistrzynią komunikacji i raczej czymś mało przyjemnym i potwornie trudnym było dla mnie mówienie o sobie, o swoich poglądach, wyrażanie jakiejś opinii na dany temat. Czasami wydaję mi się, że wiem co chcę powiedzieć ale coś mnie blokuje, pojawia się jakiś opór, brakuje mi słów i nie mogę ubrać tego w żadną formę. Tak jakbym miała w głowie jakiś filtr na którym zatrzymują się słowa/zdania. Jakbym też to, co mówię na poziomie mało świadomym poddawała jakiejś krytyce w wyniku czego te zdania się gdzieś blokują. Nawet z najbardziej banalnym i prozaicznym pytaniem odnośnie tego co robiłam, jak się czuję potrafię mieć ogromny problem. Z bliskimi ludźmi też. Pojawia się jakaś ogromna pustka, mgła umysłowa, rozmycie umysłu. Gdy mam coś streścić - film, książkę artykuł lub wypowiedzieć się, zareagować na czyjąś opinię, odnieść się do jakiejś reakcji to albo nie wiem co powiedzieć albo, gdy już wiem i zaczynam coś mówić, plączę się, jąkam , krążę jakoś wokół bez ładu i składu i gubię w tych zdaniach. Przez te wszystkie lata chyba zdążyłam się do tego przyzwyczaić i jakoś tak sobie z tym żyłam - czasami tylko zwracając na to uwagę. Teraz jednak widzę jak duży stanowi to dla mnie problem. Miesiąc temu zaczęłam nową pracę i robię w niej rzeczy, których nigdy przedtem nie robiłam - siedzenie przed kompem i praca wyłącznie głową(analityczne rzeczy). Wcześniejsze moje prace nie wymagały tak dużego(jak dla mnie)wysiłku intelektualnego jak ta, którą wykonuje teraz. Pojawił się w związku z tym problem z komunikacją z ludźmi z pracy. Ciężko jest mi werbalizować koncepty, raportować co udało mi się zrobić a co dopiero przekonywać, że coś można by/należałoby zrobić. Czuję się totalnie beznadziejnie, bo nie dość, że jestem na samym początku i w trakcie wdrażania się, uczenia się tych wszystkich rzeczy w pracy, to jeszcze nie umiem się w niej komunikować i mam wrażenie, że jestem niezrozumiana przez innych. A jednak ta praca też jest związana z konsultacjami z innymi pracownikami. Trudniej też przyswajam rzeczy mam wrażenie, wydaje mi się, że dłużej niż innym zajmuje mi ogarnięcie jakiegoś tematu, czytam coś i dopiero za 5 razem jestem w stanie zrozumieć. Zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy w ogóle się nadaję do tej pracy, czy moje zdolności intelektualne są wystarczające? wydawało mi się, że potrafię w miarę operować swoim umysłem, potrafię rozwiązywać jakieś zagadki logiczne i trudne sudoku np., skończyłam szkołę, zrobiłam licencjat. Ale może jestem zwyczajnie za głupia na to? może w tej pracy potrzebne są bardziej bystre umysły? Dodam jeszcze, że biorę Lamitrin 100mg i escitalopram 20mg od przeszło roku i to też może powodować pewne otępienie, ale po konsultacji z psychiatrą, stwierdził, że te akurat leki nie powinny upośledzać myślenia trochę mam skłonności do hipochondrii, przez co pojawiła się też w mojej głowie myśl, że może to jakiś problem organiczny, że może powinnam zrobić sobie jakieś badania eeg, rezonans czy co tam innego, bo może po prostu to mój mózg nie działa prawidłowo i to na jego poziomie się dzieje coś niedobrego eh :s A może od psychotropów mam już zajechany mózg ? Od 10 lat już biorę, przerobiłam chyba wszystkie możliwe substancje Wiem na pewno, że po części wynika to z niskiej samooceny, braku wiary w siebie i jakichś tam traum z dzieciństwa (nad czym pracuję z terapeutą) ale no kurła, żeby to upośledzało moją komunikację i samą swobodę myślenia aż tak? Może ktoś z was miewa podobnie i jakoś sobie z tym radzi? Co mogłoby pomóc? Może polecacie jakąś książkę? może da się wypracować taką klarowność myśli w jakiś sposób? Wywalić te leki w cholerę, zamienić na inne ? yghhh help
  2. barbieturan

    Trójmiasto wita :)

    ahoj, tu Gdańsk :)
  3. eeeeeee nie wytrzymuje już w pracy, tak się czuję
  4. Cześć, nikomu z bliskich nie umiem o tym mówić, chyba potrzebuje waszego wsparcia. wizyta u terapeuty dopiero za tydzień a ja już ledwo ogarniam. Ponad miesiąc temu odstawiłam leki Parogen 40mg na duloksetyne 60mg. Mam wrażenie, że jest coraz gorzej. Nie panuję nad nerwami, praktycznie cały czas jestem drażliwa, nadwrażliwa, płaczliwa, moje reakcje są zupełnie nieadekwatne. Nie ma w tym agresji, dominuje raczej przygnębienie, smutek. Zdarzają się też napady płaczu, który ciężko jest opanować, dochodzi do histerii. Paroksetyna tonowała lękowe rzeczy i to było spoko, ale czułam, że mocno mnie przytłumiała intelektualnie , miałam problem z nauką- stąd decyzja o zmianie. Widzę, że to chyba był błąd. Mieszkam od prawie roku z dziewczyną, jest nam cudownie. ale od ponad tygodnia nie jestem w stanie nad sobą panować i jedyne o czym myslę, to żeby dać jej i sobie spokój i przenieść się na pare dni do znajomych. mam wrażenie, że jak będę daleko, to będzie lepiej przez pewien czas? sprawiam jej przykrość, wiem to. izolacja wydaje mi się jedyną dobrą opcją na ten moment. smucę się, gdy ona mówi o swojej pracy. sytuacja wygląda tak, że ja jestem mega niezadowolona ze swojej pracy, mam jej dosyć, szukam nowej a ona w swojej czuje sie jak ryba w wodzie, spełnia się itp. wiem, że przemawia przeze mnie jakaś zazdrość, czuję się gorsza, głupsza, mniej zarabiam i zwyczajnie nie mogę słuchać na temat jej pracy, w dodatku boje się, że praca stanie się ważniejsza, najistotniejsza ? obserwuje u niej pomału lekki pracoholizm. no, praca w korpo, zostawanie po godzinach i sama przyznała, że po pracy i tak myśli o pracy (moja myśl od razu, że ciekawe czy podczas seksu też) egoistyczne trochę z mojej strony, ale martwię się też - mam nadzieję, że tutaj nikt mnie negatywnie nie oceni, ja wiem, że to paskudne z mojej strony, że mam problem z tym, żeby sie cieszyć sukcesem najbliższej mi osoby. dlatego też się obwiniam ciągle za te uczucia i nie panuje nad tym, że gdy tylko mówi o pracy tracę nastrój. Nie chodzi tylko o pracę, inne sytuacje też wytrącają mnie z równowagi i wywołują smutek. zupełnie nieadekwatnie, ale nie umiem temu przeciwdziałać. w ostatnich tygodniach potrzebuję więcej troski, zainteresowania i nie umiem mówić jej o tym, że tego potrzebuje. nie poproszę jej też, żeby może postarała się nie mówić o swojej pracy póki jestem w gorszym stanie psychicznym - tzn to wydaje mi się całkiem racjonalne i mogłoby może pomóc ale zrazu sobie myslę, że nie mam prawa? że przecież praca jest dla niej ważna? i to ze mną jest bardzo nie tak, że nie potrafię o tym słuchać. moja emocjonalna strona mówi mi raczej, że lepiej będzie się odizolować i dać jej ode mnie odpocząć. Powiedziała mi, że chciałaby, żebym ją wspierała w kryzysach w pracy ale też Żebym była z niej dumna w sukcesach i ja wiem i naturalnie, że chce ja wspierać we wszystkim ale mi jest potwornie trudno... ludzie, podtrzymajcie na duchu :<
  5. Cześć, nikomu z bliskich nie umiem o tym mówić, chyba potrzebuje waszego wsparcia. wizyta u terapeuty dopiero za tydzień a ja już ledwo ogarniam. Ponad miesiąc temu odstawiłam leki Parogen 40mg na duloksetyne 60mg. Mam wrażenie, że jest coraz gorzej. Nie panuję nad nerwami, praktycznie cały czas jestem drażliwa, nadwrażliwa, płaczliwa, moje reakcje są zupełnie nieadekwatne. Nie ma w tym agresji, dominuje raczej przygnębienie, smutek. Zdarzają się też napady płaczu, który ciężko jest opanować, dochodzi do histerii. Paroksetyna tonowała lękowe rzeczy i to było spoko, ale czułam, że mocno mnie przytłumiała intelektualnie , miałam problem z nauką- stąd decyzja o zmianie. Widzę, że to chyba był błąd. Mieszkam od prawie roku z dziewczyną, jest nam cudownie. ale od ponad tygodnia nie jestem w stanie nad sobą panować i jedyne o czym myslę, to żeby dać jej i sobie spokój i przenieść się na pare dni do znajomych. mam wrażenie, że jak będę daleko, to będzie lepiej przez pewien czas? sprawiam jej przykrość, wiem to. izolacja wydaje mi się jedyną dobrą opcją na ten moment. smucę się, gdy ona mówi o swojej pracy. sytuacja wygląda tak, że ja jestem mega niezadowolona ze swojej pracy, mam jej dosyć, szukam nowej a ona w swojej czuje sie jak ryba w wodzie, spełnia się itp. wiem, że przemawia przeze mnie jakaś zazdrość, czuję się gorsza, głupsza, mniej zarabiam i zwyczajnie nie mogę słuchać na temat jej pracy, w dodatku boje się, że praca stanie się ważniejsza, najistotniejsza ? obserwuje u niej pomału lekki pracoholizm. no, praca w korpo, zostawanie po godzinach i sama przyznała, że po pracy i tak myśli o pracy (moja myśl od razu, że ciekawe czy podczas seksu też) egoistyczne trochę z mojej strony, ale martwię się też - mam nadzieję, że tutaj nikt mnie negatywnie nie oceni, ja wiem, że to paskudne z mojej strony, że mam problem z tym, żeby sie cieszyć sukcesem najbliższej mi osoby. dlatego też się obwiniam ciągle za te uczucia i nie panuje nad tym, że gdy tylko mówi o pracy tracę nastrój. Nie chodzi tylko o pracę, inne sytuacje też wytrącają mnie z równowagi i wywołują smutek. zupełnie nieadekwatnie, ale nie umiem temu przeciwdziałać. w ostatnich tygodniach potrzebuję więcej troski, zainteresowania i nie umiem mówić jej o tym, że tego potrzebuje. nie poproszę jej też, żeby może postarała się nie mówić o swojej pracy póki jestem w gorszym stanie psychicznym - tzn to wydaje mi się całkiem racjonalne i mogłoby może pomóc ale zrazu sobie myslę, że nie mam prawa? że przecież praca jest dla niej ważna? i to ze mną jest bardzo nie tak, że nie potrafię o tym słuchać. moja emocjonalna strona mówi mi raczej, że lepiej będzie się odizolować i dać jej ode mnie odpocząć. Powiedziała mi, że chciałaby, żebym ją wspierała w kryzysach w pracy ale też Żebym była z niej dumna w sukcesach i ja wiem i naturalnie, że chce ja wspierać we wszystkim ale mi jest potwornie trudno... ludzie, podtrzymajcie na duchu :<
  6. Cześć i czołem. Słuchajcie, jest problem, z którym sobie nie mogę kompletnie poradzić. W obliczu sukcesów moich bliskich zamiast odczuwać radość - czuje przygnębienie i ogarnia mnie fatalny nastrój. zrazu porównuje wszystko do siebie i oczywiście wypadam negatywnie. Bo od wszystkich praktycznie zarabiam mniej i mam mniej i czuje się gorsza. Od pewnego już czasu szukam innej pracy, jak dotąd z marnym skutkiem. I tak jest często, że zazdroszczę, że ktoś coś potrafi, posiada i ja sama czuje się z tym źle. Chodzę na terapie ale dopiero ostatnio zaczęliśmy omawiać ten temat. nie daje rady z tym, czuje się przez te uczucia okropnym człowiekiem. Ciagle się do kogoś porównuje. To jak obsesja. Dziś już wybitnie mnie potrzaskało. Dowiedziałam się, że moja dziewczyna dostała prace, dobrze płatną i co ja na to? Nogi mi się ugięły, rozbolała mnie po chwili głowa, brzuch i całe ciało. Poczułam się beznadziejnie, bo ja szukam już któryś tydzień i nic a do niej zadzwonili już kilka godzin po rozmowie kwalifikacyjnej, że ją przyjęli. To nie jest tak, że w ogóle się nie cieszę. w środku czuję dumę, radość i gratuluje jej tego sukcesu (to jej napisałam) a jakaś część mnie próbuje dać mi do zrozumienia, że jestem beznadziejna. I to w tej chwili dominuje, te poczucie gorszości. Wiem, że to kopanie po kostkach i biczowanie się wynika z niskiej samooceny i innych kłopotów ale dziś czuje, że to jest przegięcie i wyjątkowo sobie nie radzę z tą sytuacją. Czuje, że to jest chore i myśle sobie, że to świadczy o tym, że jestem złym człowiekiem i nie powinnam tak reagować, skoro ją kocham itp. Najchętniej usunęłabym się w cień teraz i uciekła, nie mówiąc nic żeby nie psuć jej tego dobrego nastroju.
  7. co chwile w ryk od wczoraj. schiz, że ten płacz mnie wykończy
  8. rano nie mogłam się dobudzić a z kolei teraz po kawie zaczęło mnie lekko trząść i eeee
  9. od jakiegoś czasu zauważyłam, że nieświadomie wstrzymuje oddech, niezależnie od sytuacji. siedzę, leże, czytam, cokolwiek i jakbym zapominała o tym, że trzeba oddychać. o co chodzi ?
  10. w listopadzie zmarła moja mama. miała 46 lat. wypadek/samobójstwo, nie wiadomo do dziś w każdym razie chorowała na psyche. ludzie na około mówią, ze doskonale daje sobie z tym radę, bo nie rozpaczam i nie rozpaczałam jakos nad wyraz. ale minęło pol roku i czuje jakby coś na pewnym polu umarło i we mnie. permanentnie niepokój. związek mi sie rozpada, zobojętniałam na ludzi i wszystko chyba co mnie otacza, ledwo znoszę towarzystwo, nic mi sie nie chce. no martwica, znudzenie i rzygi. w ogole od jej śmierci przestałam myslec o seksie i tych sprawach przez co moj związek coraz bardziej podupada. biore leki, terapie przerwałam z powodów finansowych i no. chyba przeżywam to dalej na swój sposob. współczuje i rozumiem wszystkich, którzy kogoś stracili.
  11. meh meh meh. zaniepokojona, osowiała, zrezygnowana, z poczuciem odrzucenia i z lękiem w związku z nadchodzącymi zmianami
  12. co myślicie o samowolnym wjechaniu z 20mg na 30? biore paro od roku prawie a, że w ostatnim czasie przybyło stresu i coraz cześciej łapie lęki czuje, że musze podnieść dawkę. w krytycznych stanach chwytam po benzo ale boję się jak ognia tego dziadostwa. Wizyta u psychiatry dopiero za jakis czas a chcę się jakoś poratować.
  13. obojetnosc totalna chyba jakass
×