Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

myszak

Użytkownik
  • Zawartość

    129
  • Rejestracja

  1. @shira123 jaki ja ci dziękuję za ten wpis.
  2. @Atleta no dałeś pokaz cierpliwości. To są problemy czasem nawet wieloletnie i nastaw się że nie rozwiazesz ich jednym kliknięciem. U mnie w ogóle nie dało się tego rozwiązać musiałam zupełnie zmienić branżę.
  3. @doi nie latam po internetach. Piszę rzadko i jeszcze rzadziej zdarza mi się wdepnąć w takie krindżowe gownoburze jak z tobą. Nie umiesz rozmawiać bo wymyślasz coś czego nie ma przypisujesz mi uczucia i intencje traktujesz z góry tych co się z tobą nie zgadzają bo przecież lepiej wiesz co ja myślę kiedy coś myślę i co ja czuję kiedy coś czuję odwracasz moje stwierdzenia i nadinterpretujesz tak żeby tobie pasowalo. To jest totalnie jałowe. Ja już dawno powiedziałam co myślę ale ty uparcie robisz jakieś osobiste przytyki zamiast rozmawiać jak człowiek. Za twoje analizy i tak bym nie płaciła bo są jak ślepego kula w płot ale tobie się wydaje że jak urządzisz tu spektakl empatii to twoje stwierdzenia staną się bardziej przekonujące. To nie jest kwestia umysłu ale też faktów. Terapeuci robią czasem bardzo dziwne i absurdalne rzeczy z umawianiem się z pacjentami na seks prowadzenie biznesu nie dochowują tajemnicy fałszują dokumentację i tysiąc innych powodów dla których niestabilny pacjent mógłby zacząć obmyślać to i owo. Nawet na tym forum pojawiały się takie historie ale na pewno nie tylko. A "miękkie" powody szkodliwości terapii również występują i warto mieć tego świadomość. Na zachodzie robi się na ten temat badania w Polsce mało kto w ogóle nad tym się zastanawia. Idąc na terapię warto wiedzieć że może zadziałać w dwie strony lub nie zadziałać wcale. Takie uwikłane myślenie jak tu prezentujesz służy do podtrzymywania jakiejś terapeutycznej mitologii i może powodować że człowiek będzie siedział na terapii szkodliwej lub nieskutecznej czekając na to analityczne objawienie które nie nastąpi i lekceważąc sygnały o tym że już dawno nie powinno go tam być. Kiedyś czytałam fajny artykulik "jak rzucić terapeutę" terapeutka sensownie doradza tam jak wyplątać się ze złej terapii. Po wpisaniu w wyszukiwarkę "side effects" pojawiają się dane na temat badań łącznie z badaniem każdego ryzyka osobno np popadnięcia w długi czy zerwania istotnych relacji z bliskimi osobami pod wpływem terapii. @doi odkryłam wspaniała funkcje blokowania widoczności więc daruj sobie jakiekolwiek odpisywanie mi bo i tak nie będę tego widzieć
  4. @doi weź się uprzejmie odessij od moich emocji chyba ci ta terapia weszła za mocno bo czepiasz się obcych ludzi w internecie i próbujesz ich analizować. Co ty wiesz o moich uczuciach dziecko.
  5. @doi wsadź sobie gdzieś swoje życzenia i skup się na analizowaniu siebie a nie mnie.
  6. @doi mam czytać JESZCZE RAZ to co napisałaś? Bardzo sobie schlebiasz ale ja po jednym razie mam dość. Sory ale takie obracanie kota ogonem jest typowe dla jakiejś sekty czy czegoś w tym rodzaju. Wydaje mi się że jasno wyraziłam swoje zdanie na twoją religie analityczna przechodzić nie zamierzam. Są sytuacje że odpowiedzialność leży po stronie terapii też wtedy gdy pacjent popełnia samobójstwo i takie sytuacje się zdarzają więc lepiej jeśli człowiek o tym wie i w porę o siebie zadba zwijając się z takiej terapii. Czy naprawdę nie jesteś w stanie tego zrozumieć? Może za proste dla ciebie?
  7. Nie wiem ile metrów lewitujesz jak to piszesz ale ostatnio podobny wywód słyszałam w kościele. Terapeuta w ogóle nie jest za nic odpowiedzialny bo to w Polsce nie jest zawód wiec ani prawa konsumenckie ani pacjenta go nie obchodzą. To tak jakbyś próbowała skarżyć koleżankę z którą pijesz co tydzień kawę że ci w tej diadzie bardzo smutno że aż chcesz się zabić. Żaden urząd nie rozpatrzy ani reklamacji ani skargi bo to nie jest usługa. Gdyby ukradł ci pieniądze z portfela to tak, dopóki sama je wręczasz to tylko Twoja sprawa, nikogo to nie obchodzi, zwłaszcza jeśli płaci podatki. Ja już napisałam co myślę jeśli kogoś to interesuje, na rozwijanie tego z tobą nie mam więcej ochoty. Jesteś pewna że ta analiza ci pomogła w czymkolwiek?
  8. @doi pytanie było czy terapia może zabić. Ja mówię może, ty mówisz nie może. A potem mówisz że ja jestem bezkrytyczna? Chyba masz problemy ze zrozumieniem tego co sama piszesz więc nie oczekuje że zrozumiesz co pisze ktoś inny. Moje zdanie jest takie że jeśli dziewczyna widzi że jej to szkodzi to na 90% ma rację i powinna zrezygnować. To twoim zdaniem świadczy o moim braku krytycyzmu wobec terapii. Może krytycyzmem byłoby tkwić w tym dalej powiedzieć sobie że pacjent jest zawsze winien niepowodzeń terapii? Nie podejmuje się rozmawiać z tobą dalej bo nie bazujemy na tym samym. Ja mam konkretne doswiadczenie z terapiami również takimi których przerwanie utrudniano mi w ten sposób że wmawiano że rezygnacja to ucieczka od problemów ze jest to częścią mojego problemu ze dezorganizuje terapię. Skończyło się to dla mnie dużym kryzysem i próbami samobójczymi. Wiem że terapia może być szkodliwa i to maksymalnie i nie ma na to innego wytłumaczenia niż błędy tej terapii bo to nie dzieje się z dnia na dzień ale terapeuta tygodniami ogląda efekty swojej "pracy" i abo nie robi nic albo jeszcze dolewa benzyny do pożaru. To co zawsze powinien zrobić terapeuta gdy widzi tego typu efekty to superwizja konsultacje na zewnątrz i albo zupełna zmiana postępowania albo przekierowanie do innego który lepiej zna się na tego typu przypadkach. Jeśli terapeuta tego nie robi zawsze pacjent może odejść tylko nie zawsze ma na to dość siły i jeśli ktoś pisze o tym na forum to prawdopodobnie jest to ta sytuacja. Są też konkretne przeciwskazania do terapii wogole i okresowo. Przeciwskazania do nurtu, np klasyczna analiza dla bpd jest przeciwskazana a w przypadku ptsd nie daje nic poza drenażem kasy. Pewnie są wyjątki ale jeśli ktoś widzi że to mu szkodzi to po prostu szkodzi i tyle w temacie. Jeśli to twoim zdaniem jest ubóstwianie to ja nie wiem jakie tam masz sobie kategorie w głowie ale na pewno się nie dogadamy. Ja powiedziałam co uważam i jakie są moje doświadczenia a mam nadzieję że autorka wątku wyciągnie dobre wnioski.
  9. Niby po co mam rewidować? Bo tak mi powiesz na forum internetowym i nazwiesz dzieckiem? Jak cię posłucham to będę dorosła? Ja muszę na swoją terapię zarobić pieniądze nie wiem jak ty może masz ich za dużo, nie żyje po to żeby się bujać po analitycznych kozetkach przez resztę życia tylko sobie coś ogarnąć i jakoś probowac iść dalej. Jeśli mam myśli lub próby samobójcze to podstawowa sprawa dla mojego terapeuty jest ograniczyć ryzyko kolejnych prób i nauka kontrolowania myśli a nie półślepe wędrówki w nieświadomość po których perspektywa umierania wydaje mi się jeszcze bardziej atrakcyjna. Jeśli masz ochotę poczytaj sobie o skutkach ubocznych terapii ale raczej po polsku na ten temat mało jest bo w tym kraju jest to jakieś tabu chyba? Tak, to się bada obserwuje i próbuje wyciągnąć wnioski. I nasilenie tendencji samobójczych jest jednym z takich odwrotnych efektów. Ale wcale nie jedyne. Terapia może szkodzić jeśli jest źle prowadzona źle dobrana. Oczywiście terapeuta może popełnić jakieś błędy ale tak jak napisałam następuje korekta pacjent to widzi i sytuacja się normalizuje a nie pogarsza. Terapia nie zabija wprost pistolet jak leży w szufladzie też nie zabija. Jednak pod wpływem terapii coś się z pacjentem dzieje i nie zawsze są to zmiany na lepsze lub zmiany przejściowe. Odpowiedzialny terapeuta po prostu o tym wie i dokłada starań aby tak się nie działo. Na przykład omawia na superwizji swoje interwencje w kontekście tendencji samobójczych pacjenta mój terapeuta na przykład tak robi i jasno mi o tym mówi. Zna czynniki ryzyka uczy się jak prowadzić terapię żeby była bezpieczna. Nie sądzę że naiwne jest oczekiwać że ktoś będzie staranny i odpowiedzialny w swojej pracy za którą bierze nie tylko pieniądze ale też jakaś wewnętrzna odpowiedzialność co nie przeszkadza pacjentowi jednocześnie troszczyć się samemu o siebie zresztą świadczy to o naszej zdrowej niedestrukcyjnej części. Takie coś jak piszesz to ja widzę jak się upalę ale jak jestem trzeźwa to jednak świat trochę inaczej mi wygląda. Ja też staram się wykonywać swoją pracę starannie dlatego mogę sobie wyobrazić że są na świecie ludzie podchodzący poważnie do swoich obowiązków. Mam wrażenie że kolejna moja terapia wreszcie przebiega w ten sposób ale dawniej poznałam nierzetelnych i niekompetentnych terapeutów i lekarzy którzy też często mi szkodzili. Nauczyłam się słowa "jatrogenny" kiedy odmawiałam swoje problemy wygenerowane na terapii z kolejnymi terapeutami. Fajnie że miałam taką szansę bo jak kiedyś po jednej takiej głębokiej paniusi psycholog wyszłam wprost na ulice to mogłam już mieć to załatwione. Pewnie by tak samo powiedziała że to mój proces bo jej tak wygodnie, stawka było tylko moje życie ale jednak oddziaływanie tej konkretnej sytuacji i myślenie pod jej wpływem było wtedy ewidentne. Niestety widzi się to dopiero po czasie kiedy emocje opadną i właśnie o te emocje terapeuta ma zadbać żeby ich temperatura była taka żeby nie rozsadziło silnika bo jednak on jest właśnie po to. I to wszystko nie wyklucza wcale szczerej relacji i intensywnego kontaktu. Płacę za wszystko za gabinet za ręczniki w toalecie i za to że mój terapeuta jest odpowiednio wyszkolony do tego żeby ten kontakt między nami był i służył mojemu zdrowieniu. To że on bierze za to pieniądze nie oznacza dla mnie że jest w relacji nieszczery i że nie troszczy się o mnie. Z tego co napisała autorka tego wątku nie wynika że jej terapia spełnia te kryteria i jak dla mnie widać że słusznie ją to niepokoi. Uważam że w takich sytuacjach najlepsze jest szybkie znalezienie bardziej odpowiedniej osoby a zazwyczaj jest w kim wybierać.
  10. Celem terapii jest zmniejszenie cierpienia to oczywiste a nie oczywiste jest jego zwiększenie. Jeśli jesteś młodą zdrowa i bogata to możesz chodzić na takie terapię jak opisujesz bo masz czas nic szczególnego ci nie dolega i masz dość pieniędzy żeby płacić za poetyckie ekspresje o wpół ślepych i nieświadomych. Większość ludzi brakuje co najmniej jednego z tych punktów i raczej są zainteresowani usługa która pozwoli wrócić im do w miarę stabilnego funkcjonowania utrzymać pracę rodzinę mieć jakas satysfakcję z życia i radzić sobie z cierpieniem. Piszesz tak jakby to była jakaś działalność tajemnicza i artystyczna i nie wiadomo w sumie po co. A do terapii kieruje lekarz na podstawie wskazań ma to zmierzać do jakiegoś efektu czasem mało spektakularnego ale jednak nie do grobu bo jak mam się zabić przez terapię to mogę w ogóle na nią nie iść. Owszem gwarancję masz co najwyżej na suszarkę do włosów a nie na leczenie i nigdy nie wiesz czy się obudzisz po operacji ale jednak oczekujesz tego że tak. Tak samo tutaj. Może te szansę są mniej precyzyjnie określone ale jednak są jakieś ramy w których to się odbywa. Terapeuta powinien panować nad tym co robi z pacjentem terapia i dbać o to żeby jednak pacjent dożył do jej zwykłego zakończenia. Zwalanie ewentualnych niepowodzeń jest przywilejem tego typu zawodów jak terapeuta czy nauczyciel bo ładnie można kota ogonem ustawić że to jednak uczeń się nie nauczył a pacjent miał proces. No jednak idziemy do ludzi od których wymagamy jakiś kompetencji wyobraźni zdrowego rozsądku przynajmniej w takim zakresie że jeśli widzą sami że nie potrafią i sytuacja wymyka się spod kontroli to odpuszczają kierują do kogoś innego.
  11. Sama terapia nikogo nie zabije ale przy błędach TERAPEUTY może dojść do sytuacji że pacjent będzie miał dodatkowe ryzyko albo wręcz zabije siebie. @doi to co piszesz nie odnosi się do leczenia, może jakiejś refleksji, wsparcia, ale nie leczenia i jeśli traktować terapię jako formę leczenia to w pierwszym rzędzie ma nie szkodzić, nie prowadzić pacjenta do dodatkowego niebezpieczeństwa w postaci utraty życia, a takie rozumienie jak prezentujesz jest wymówką terapeuty i zwolnieniem sie z jakiejkolwiek odpowiedzialności. Oczywiście odpowiedzialność jest stopniowalna, są super terapie a jednak i tak pacjent się zabija, ale jeśli terapia była żle prowadzona ryzyko pacjenta znacząco rośnie. Pewnie ze świecą szukać terapeuty który w ten sposób traktuje swój zawód i w przypadku gdy rzeczywiście pacjent się targnie zastanowi się nad swoją odpowiedzialnością w tym. Raczej będzie szukać dupochronów w postaci jakichś mglistych pojęć typu "proces pacjenta" itp. i będzie zainteresowany bronieniem siebie i swojego dobrego samopoczucia przed wyrzutami sumienia gdyby jakiekolwiek się jednak pojawiły. Dlatego mimo ze jesteśmy chorzy i cięzko nam rozpoznać sytuację w jakiej się znajdujemy i tak musimy umieć zatroszczyć się o siebie i nie liczyc na to że tereaputa dostrzeże swoje błedy i je naprawi. Jeśli miałby to zrobić to te zmiany widać z tygodnia na tydzień, omawia się je na terapii, pacjent widzi korekty, a nie po wielu miesiącach człowiek jest zupełnie rozmontowany a terapeuta cieszy się że terapia działa bo musi być gorzej żeby było lepiej. No nie musi i jeśli gorzej pochodzi nie od problemów pacjenta ale od samej terapii to jedyne co powinien zrobic pacjent to spie* gdzie pieprz rośnie, bo w razie czego nie usłyszy nawet "sorry".
  12. Rujnuje Cię raczej lenistwo, zazdrość i roszczeniowość i to trzeba sobie jasno powiedzieć. Chcesz dostawać bez pracy i wysiłku, nic nie dawać z siebie, od byle czego spada Ci korona z głowy, masz pretensje do wszystkich tylko nie do siebie, uważasz że coś nalezy Ci się od świata boś ty piękny i wrażliwy i z lat siedemdziesiątych. Żaden kołcz tak Ci nie powie, ale niestety widać to z każdego zdania Twoich wpisów, że masz wywalone i liczysz się tylko Ty. Ciekawe skąd ma się brać to co uważasz że Ci się nalezy? Otóż inni muszą na Ciebie pracować, jeśli Ty nie pracujesz sam na siebie. Ale dlaczego inni mają na Ciebie pracować? Ja na przykład nie jestem zainteresowana wspieraniem darmozjadów, którzy poza narzekaniem nie potrafią nic innego i nic innego nie chcą. Gdyby płacono za narzekanie i malkontenctwo byłbyś bogaczem. Jeśli nie chcesz się zmieniać to się nie zmieniaj, ale nie miej pretensji do nikogo poza sobą samym.
  13. Nigdy? Choroba? Wypadek? Rozwód? Bycie na cudzym garnku zawsze kończy się niemiło. B2 to nie jest jakiś zaporowy poziom i da się pogodzić z innymi zajęciami.
  14. Myślę że o tym co jest dobre dla związku decydują ludzie którzy go tworzą. Większym problemem niż Twój związek jest Twoje życie, a właściwie jego brak. Jesteś uwieszona na drugim człowieku i nie wiadomo jak długo mu sił starczy żeby was oboje utrzymywać i obsługiwać. Dobrze że masz komfort i bezpieczeństwo ale jednak traktowanie tego jako coś na stałe pociągnie cię/was na dno bo oduczasz się odpowiedzialnosci i stajesz się bierna. Okresl sobie cele. Jakieś małe na początku. Np znalezienie praktyk zdanie jakiegoś certyfikatu itp. Okazuje się że lęki lękami ale jak trzeba to się potrafisz ogarnąć. Granica między chorobą a lenistwem jest cienka. To wcale nie jest skomplikowane. Jest ci dobrze bo nie musisz pracować i możesz sobie fantazjować o tym jak by było wspaniale gdybyś pracowała Ja też chętnie rzuciłbym robotę jak pewnie większość Polaków ale wiem że to nie jest żadnym rozwiazaniem. Jeśli tylko możliwe rób cokolwiek bo inaczej się będziesz cofać aż w końcu okaże się że nie macie za co żyć i wiązać końca z końcem.
  15. Bardzo mnie zaskoczyło że się starzeję i że jest to zupełnie niezależne ode mnie. Mam mimo wszystko młody wygląd wiec liczę że ten proces nie będzie bardzo dramatyczny. Można trochę oszukać rzeczywistośc dobajac o skórę jedzenie i sport. Niezależnie od tego nie akceptuje swojego wyglądu i nigdy nie czułam się dobrze w swojej skórze często wydaje mi się że moje ciało jest zniekształcone. Kiedy patrzę w lustro wszystko jest w porządku ale chwilę potem znów myślę że mam coś dziwnego w ciele. Sądzę że szkoda czasu na skupianie się tak bardzo na swojej atrakcyjności. To nie dodaje urody ani wdzięku i odbiera nam nawet to co moglibyśmy fajnego przeżyć a jeszcze ludzie wyczuwają kompleksy i dopiero wtedy się odsuwają, nie z powodu tego jak naprawdę wyglądamy. Staramsię jak najmniej myśleć o swoim wyglądzie w momencie kiedy pojawia się to uczucie zniekształcenia skupić na tym co i kto mnie otacza. Pomaga mi też gapienie się na ludzi. Kiedy widzę ich defekty i jednocześnie jak bardzo są piękni uświadamiam sobie że nie chodzi o bycie ideałem z okładek ale po prostu interesujący wygląd a taki może mieć każdy niezależnie od wieku regularnych rysów czy tuszy. Żal mi czasem tego że nie potrafię patrzeć w ten sposób na samą siebie chociaż obiektywnie mój wygląd jest dobry. Marnuje to na przeżywanie wstrętu i frustracji brakiem jakiegoś wydumanego ideału który nawet nie wiem jak do końca miałby wyglądac.
×