Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość

Ważne pytanie dotyczące relacji psychoterapeuta, pacjent

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

Mam pytanie do tak wielu psychoterapeutów/psychologów jak to możliwe. Co sądzicie o dziwnej relacji ( coś à la przyjaźń) między terapeutą, a byłym pacjentem? Uwaga ! Owa dziwna relacja nawiązała się jeszcze podczas trwania terapii tego już obecnie byłego pacjenta, jego staż to 10 lat terapii. Polega to na tym, że były pacjent wraz z małżonkiem/ką przyjeżdża co tydzień i praktycznie każde wolne święto do domu terapeuty i go remontuje, wspólnie pielą ogródek, a nawet celebrują wigilię. Co gorsza, ten były pacjent jest, a właściwie był przyjacielem innego pacjenta tego samego terapeuty, a zaprzyjaźnili się na grupie terapeutycznej (grupa szybko w sumie się rozwiązała, ale przyjaźń i indywidualna terapia zostały )u terapeuty prowadzącego zarazem i grupę i psychoterapię indywidualną obu pacjentów, którzy się zaprzyjaźnili. Ten pacjent, który się temu przygląda ma borderline (całkowity staż to prawie 12 lat) i zawsze marzył o takiej relacji ze swoim terapeutą i otwarcie o tym mówił i samemu terapeucie( tej samej płci, chodzi o rodzicielską relację, coś à la przyjaźń) i przyjacielowi z grupy, ale jemu nie jest dane spędzać jakikolwiek czas z terapeutą poza płatnymi spotkaniami, aczkolwiek terapeuta zapewniał go o swoim oddaniu i bliskości i nawet zobaczył zalążek możliwości realizacji namiastki tego marzenia. Odpowiedzią terapeuty jest, że w sumie nie wie co to za relacja go połączyła z tym pacjentem, który do niego przyjeżdża i trudno mu to zdefiniować, ten drugi pacjent odwiedzający terapeutę mówi natomiast, że to nowoczesne podejście terapeuty sprawiło, że taka relacja miała szansę powstać. Pacjent z borderline przyglądający się temu dzieli się swoim bólem z terapeutą, terapeuta przeprasza go za to, że go skrzywdził w ten sposób, ale potem jakby unika tematu, w sumie to nie ma żadnej recepty na ten temat w przeciwieństwie do recept jakie posiadał na inne sprawy, poza tym tak naprawdę nie ma czasu kiedy porządnie dotknąć tego tematu, bo tak dużo jest pobocznych spraw, które się rodzą w życiu tego borderlina, a na umówionych, zaplanowanych spotkaniach borderline nie zawsze jest gotowy wracać do tego tematu, czasem nawet nie pamięta, żeby jeszcze jednak poruszać ten temat. Z różnych względów borderline przygląda się temu jeżdżeniu tego małżeństwa do terapeuty non stop co weekend i każde święto ponad dwa lata, więcej z racji bliskiego zamieszkania wręcz w tym czasie opiekuje się zwierzakami małżeństwa, które odwiedza terapeutę. Tłumaczy sobie, że tamci są lepsi od niego i mogą zaproponować przyjaźń terapeucie, mają umiejętności z racji swoich zawodów (profesjonaliści), po drugie jest mąż, który umie remontować domy, a on sam, biedny borderline pewnie nie jest w stanie tego zaproponować z racji swojego zaburzenia i żyje w idylli, że może będzie kiedy w końcu znormalnieje, albo opanuje jakiś fach to się nada do tego grona aby może jeszcze zdążyć dołączyć do remontowania domu i pielenia ogródka, ale generalnie to czuje się gorszy! Grono (terapeuta i małżeństwo) natomiast mówi mu, że odgrywa ważną rolę, bo przecież zajmuje się zwierzakami małżeństwa i to dzięki niemu mogą się spotykać. Pewnego dnia z różnych względów jest już zmęczony tym ciągłym karmieniem zwierzaków co weekend, ale nie wie jak powiedzieć stop, więc pokrętnie wymiguje się z tego zajęcia, potem dochodzi do wniosku, że właściwie to cała ta dziwna relacja jest dla niego krzywdząca i nie może już dłużej na to patrzeć. A kiedy wraca na terapię po jakimś czasie chodzenia w kratkę, a chodzenie w kratkę spowodowane było głównie tą sytuacją w drzwiach gabinetu/pewnego ośrodka spotyka siostrę tej byłej pacjentki co jeździła do terapeutki, która zastąpiła ją w karmieniu zwierzaków podczas wyjazdu tych dwojga w zażyłym powitalnym uścisku z terapeutką. Borderline akurat jest w trudnej sytuacji finansowej, no to terapeuta po 11 latach z kawałkiem mówi mu, że może jakiś czas nie płacić, a potem spłaci jak będzie lepiej. Borderline w końcu może mieć upragnione darmowe spotkania z terapeutą ( choć nie do końca, będzie przecież rósł kredyt), ale sobie myśli, że tak wszyscy mogą z tym terapeutą nawiązać to o czym on marzył cały czas, a on nie może i chyba nigdy nie będzie umiał. Borderline święty nie był, ale też oprócz gróźb pisanych głównie sms i samookaleczeń w zaciszu domowym nic nie zrobił w kierunku terapeutki, no ale ma poczucie, że krwi napsuł i ma poczucie winy, z drugiej strony już tak dłużej nie może być i patrzeć na to wszystko. Jak ma się czuć ten borderline, co ma ze sobą zrobić? Jak ma zaufać komukolwiek? Jak ma wejść w inną relację terapeutyczną? A może lepiej, aby w ogóle się usunął w cień, w końcu nigdy nie był nikim ważnym. Może tak naprawdę nie powinien tak uzależniać się od terapeuty, może to jego wina, że tak dużo w tę terapię siebie i swojego świata włożył, choć nigdy nie ukrywał jakie ma uczucia do terapeuty, a terapeuta uważał, że to nic złego. W końcu terapeuta to też tylko człowiek. Może terapia to tylko taki program w telewizji alternatywny do rzeczywistości z którym nie powinno się wiązać długoterminowych emocji, ani planów. Jak dalej żyć ? Może zarzuty borderlina i jego uczucia są niesłuszne, może się myli, bo jak zwykle jest borderlinem i przecież często się co do swych uczuć myli. A może istnieje jakieś centrum, poradnictwo dla tych co mają dziwne doświadczenia z terapeutami. Teraz to chyba ten borderline chciałby mieć kilku terapeutów na raz i móc przebierać który mu na daną chwilę lepszy, a nawet jak jeden zawiedzie i odpadnie to zostanie drugi, a potem trzeci, ale na takie ekscesy go nadal nie stać, choć wydaje się, że jego sytuacja materialna troszkę podskoczyła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

karolink, uważam, że relacja tego małżeństwa z terapeutą, jaką opisałaś/eś wykracza poza ramy zdrowego układu terapeutycznego. Terapeuta nie powinien aż tak blisko być ze swoimi pacjentami/klientami, spotykać się z nimi na gruncie prywatnym niemalże co tydzień. To trochę nieprofesjonalne. Możliwe, że osoba z borderline, która temu wszystkiemu się przygląda z boku, jest zazdrosna trochę o tak bliskie relacje, ale lepiej gdyby kontakt pozostał tylko na linii pacjent-terapeuta. W ogóle w świetle tej całej sytuacji rozważyłabym zmianę specjalisty. Pozdrawiam i powodzenia! 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ok. Moim zdaniem to bardzo nieprofesjonalne, szczególnie jak przez 12 lat się wmawia pacjentowi, że tego typu relacja jest zabroniona, a potem otwarcie na oczach tego pacjenta, który marzył o bliskiej relacji z terapeutą wchodzi się w taki układ z innymi pacjentami, a do tego ludźmi skorelowanymi jakąś relacją ( wówczas może czymś co można określić jako przyjaźń). Druga kwestia to kary finansowe. Nigdy już nie dałabym się na coś takiego nabrać. łatwo jest wykorzystać człowieka chorego, ważącego 38 kg i myślącego o śmierci, albo otępionego lekami. Trudniej kiedy człowiek już z choroby trochę wyjdzie, a otępiające leki wyrzuci do kosza. Prawda jest taka, że psychoterapeuci i psycholodzy mają te wszystkie kodeksy ustawione pod siebie, a nikt ani nic nie chroni pacjenta.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie zgadzam się, że psychoterapeuci i psycholodzy "mają ustawione" kodeksy pod siebie. Profesjonalny i rzetelny psycholog/psychoterapeuta będzie dbał o jakość świadczonych usług i prawidłowość relacji terapeutycznej, bez względu na kodeksy czy regulaminy. To po prostu jest niezbędne dla prawidłowego procesu terapeutycznego i zdrowienia pacjenta/klienta. Nie ma mowy o "podwójnych standardach". Poza tym klient/pacjent może odwołać się do Karty Praw Pacjenta/Kodeksu Praw Pacjenta. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

po prostu karolink

mialas pecha trfic na kompletnie nierzetelna i nieprofesjonalna terapeutke.przykro mi bardzo ze tacy sie zdarzaja, bo ten zawod to jest misja,trzeba miec do tego ''powolanie''

a juz zwlaszcza ze bylas bardzo chora i wyniszczona anoreksja.

jednak, na podstawie tej jednej T.nie zrazaj sie do innych.akurat ja mialam szczescie trafic na wspaniale osoby i to na NFZ

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie podważam psychoterapii jako takiej, ale to, że w Polsce nie jest zupełnie kontrolowana.

Przykład :

Jak chronić pacjenta ? Luźny pomysł na podstawie doświadczeń, to stworzenie jakiegoś przyjaznego ośrodka kontroli psychoterapeutów, którzy pracowaliby nie sami z siebie, ale z ramienia jakieś lokalnej organizacji ( powinno powstać ich pełno w kraju )pełnej ludzi pozytywnych i zaangażowanych w pomoc innym, przy czym nie odmawiam im prawa do pensji za pracę z powołania. To pewnie jednak zbyt idylliczna wizja.

Przykład: Ważę 36 kg, nie mam siły utrzymać się na nogach, a co dopiero myśleć, wymiotuję kilkanaście razy dziennie, nawet po szklance wody. W dużym uproszczeniu : Zwracam się do nadzorowanego ośrodka. Podsuwają mi do wyboru terapeutę, jednocześnie w jakiś sposób interesują się mną i terapeutą. Pytają co tam słychać, interesują się generalnie, koszty za terapię są jakoś dzielone, psychoterapeuta zarabia mniej, bo dzieli jakiś procent na ośrodek, ale on sam i przede wszystkim pacjent jest chroniony. Pewnego dnia mówię podczas takich typowych rozmów z nimi co tam słychać itp., że dostałam karę, za 1 skaleczenie się muszę zapłacić 800 zł, już spłaciłam 3 kary. Oni konsultują się jak rozwiązać tę sytuację, absolutnie na to, aby dalej taka sytuacja trwała nie pozwalają, zwalniają terapeutkę, albo cokolwiek innego, ale reagują, chronią mnie tym samym. Ja upieram się, że w porządku, że ja chcę z nią kontynuować dalej terapię, że przywiązałam się do niej, że mi pomogła, nadal pomaga. Oni jednak są nieugięci, darzą mnie empatią, tłumaczą różne rzeczy, ale absolutnie nie zgadzają się na trwanie tej sytuacji.

A teraz jak było w rzeczywistości: terapeutka powiedziała, że nie ma na mnie sposobu i wymyśliła kary finansowe za kaleczenie się. Zdążyła mnie poznać i zna mnie już na tyle, że wie, że będę płacić kary dobrowolnie Dziwnie się z tym czuję, ale nadal jestem bardzo chora, poza tym zaufałam jej, może ją nawet kocham, wydaje mi się, że jest 1 osobą w życiu, która mi pomaga. Coś mnie niepokoi, ale zbywam to myśleniem, a może zbiera te pieniądze na moją przyszłość i kiedyś mi je odda. Chwilami jest dobrze, a chwilami to do mnie wraca i mnie uderza to, że może jednak coś jest nie tak z tymi karami. Piszę o tym anonimowo na jakimś forum, podpytuję koleżanki, wszyscy są oburzeni i każą mi zrezygnować. Ja biję się z myślami, przecież tak już się przywiązałam, kocham ją, to jedyna osoba w moim życiu, która się mną w jakiś sposób opiekuje. Zwierzam się z faktu, że innym nie podoba się fakt nadania tych kar terapeutce, ona natomiast mówi, że przecież dobrze wiedziałam, że jak im to opowiem tak zareagują, że opowiadając o tym innym chcę podważyć naszą relację, że przecież nikt nie zrozumie specyfiki naszej relacji. Sama dopowiadam jeszcze inne argumenty, aby jednak w sobie uznać te kary, a to że je podważyłam uznać za moje złe intencje, terapeutka buduje je moimi własnymi słowami na kolejnych sesjach. Ignoruję więc to zdarzenie i od czasu do czasu do mnie to wraca, ale zgniatam to w siebie gdzieś głęboko na kolejne lata.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć, serce sie kroi jak to czytam... Tez wiele przeszlam w zyciu ale wiesz co jest najważniejsze...wiara...w siebie, nie wierzylam dopoki nie przekonalam sie na wlasnej skórze jak wiele zaleze od naszego nastawienia i o mato to zabrzmi glupio ale od pozytywnego myslenia 😉 prosze uwierz, ze mozesz nasz mozg to niestamowita rzecz 😁 Trzymam kciuki. Pozdrawiam M 😊

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jesteś ofiarą nadużycia. Terapeutka wykorzystała swoją przewagę do wyłudzenia kasy. Ale poza droga cywilno-prawna nie ma sposobu na dochodzenie szkód które ewidentnie zostały Ci wyrządzone. Zapytaj prawnika, czy jest jakakolwiek szansa na odzyskanie tych pieniędzy, które zostały wyłudzone od Ciebie przez terapeutkę. Czy to jest udokumentowane? Przelewy,, paragony? Historia leczenia? O jakimkolwiek odszkodowaniu oczywiście zapomnij. W Pl psychoterapeuta to nie zawód, więc błędy w jego wykonywaniu nie są karane. Sama też możesz jutro otworzyć gabinet i zacząć "leczyć". Większość terapeutów jakich znam stara się pracować najlepiej jak potrafią i być uczciwymi wobec pacjenta. Ale jak okazuje się bywają oszuści i trafiłaś właśnie nna kogoś takiego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×