Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Jimmy40+

Metoda sugestywnej narracji - 3 Kroki

Rekomendowane odpowiedzi

Witam, to mój pierwszy wpis. Przedstawiłem krótko swoją osobistą historię zmagania się z nerwicą lekową w wątku powitalnym.

 

Chciałbym podzielić się swoimi metodami „obłaskawiania” nerwicy, co można uznac za całkiem skuteczną autoterapię. Może sie to komuś przyda. Z góry przepraszam wszystkie czytające to Panie za użycie trybu męskiego koniugacji.

 

Nie chcę wszczynać dyskusji na poglądy. Bardziej zalezy mi, żeby odezwał sie ktoś, kto byc może poszedł tą lub podobną drogą. Będe wdzięczny zarówno za słowa poparcia jak i konstruktywną krytykę (puste krytykanctwo i naigrywanie się pozostawię bez odpowiedzi).

 

Moje przemyślenia pochodza z okresu ponad 40-letniego borykania sie z własną nerwicą lękową. Przez większość tego czasu nie byłem świadom, że jest to nerwica! Dotarło to do mnie dopiero kilka lat temu, w okolicznościach powiązanych z wychowywaniem mojego syna (obecnie ma 10 lat i tez ma nerwicę).

 

Nerwica w moim przypadku przybierała formę: stanów lękowych, agresji, drażliwości, zmiennosci nastrojów, fobii, paniki. Oraz schorzeń somatycznych. Oczywiście dopiero dziś jestem w stanie tak precyzyjnie to nazwać. Wczesniej, przez większośc zycia uważałem, że jestem pechowcem, ludzie sie nie potrafią na mnie poznac, miałem trudne dzieciństwo, moje partnerki są egoistkami...itd . I generalnie, że zycie jest do dupy.

 

Dotarcie do przedstawionych wniosków i opanowanie technik zajeło mi kilka lat, w trakcie których wielokrotnie bliski byłem rezygnacji i zwątpienia. Ponadto uczciwie przyznaję sie, że nie czuję jakobym dotarł do kresu, pomyslnie zakończył proces dokonywania zmiany. Ba, nie wiem nawet, czy w ogóle kiedykolwiek tam dotrę, ani czy ten koniec w ogóle istnieje! Ale z przekonaniem mogę zaręczyć, że dokonałem wielkiego postępu, a ponieważ mimo całkiem sporego oczytania w literaturze fachowej (głównie anglojęzycznej), nie natrafiłem na tak kompletny poradnik, uznałem, że warto sie podzielić doświadczeniami.

 

Zatem umówmy się, że nie daję Ci żadnej gwarancji i tylko od Ciebie będzie zależeć wybór właściwej drogi, którą podążysz na własną odpowiedzialność.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przechodze do opisu mojej metody. Najpierw podstawy, czyli założenia lub, jak kto woli, aksjomaty (o aksjomatach się nie dyskutuje z definicji):

 

1. Nerwice, które nas interesują, mają swoje żródło w bardzo wczesnym okresie życia (czesto prenatalnym, układ nerwowy powstaje w trzecim tygodniu zycia płodu). Nie wypowiadam sie o nerwicach będacych efektem PTSD (bo ich nie doświadczyłem), choc przypuszczam, że można w ich wypadku zastosowac podobne podejście terapeutyczne.

 

2. Nerwica nie jest chorobą, jest trwałym elementem wbudowanym w nasz system nerwowy (albo wręcz samym systemem nerwowym, a nie jego elementem). Jest sposobem myślenia, reagowania, percepcji, analizowania i gromadzenia doświadczeń, tworzenia strategii i podejmowania decyzji i związanych z nimi działań np.: dobierania sobie partnerów; sposobu myslenia o nas samych i otaczającym swiecie. A także reguluje prace naszych organów wewnetrznych. Innymi słowy wszystko co osiągnelismy w zyciu, i to dobre i to złe, zawdzięczamy nerwicy jako sposobowi, w jaki nasza psyche odbiera i reaguje na bodźce z otoczenia.

 

Nerwica nie jest „błedem natury”, wypaczeniem, schorzeniem. Nie ma żadnego pechowego losu, który wskazał kostropatym palcem na mnie i zadecydował: „Ty będziesz chory na nerwicę”. Jest mechanizmem natury, który sprawnie zadziałał w odpowiedzi na czynniki zewnętrzne, które miały na nas wpływ (np. w łonie matki), po to, żeby nas chronić, zapewnić przetrwanie, choc niekoniecznie uczynic nasze życie szczęsliwym (przyroda nie zna takiej kategorii). Innymi słowy nerwica to najlepszy (w ocenie natury, nie ludzi) wynik pozbierania do kupy wszystkich naszych zasobów, które były do dyspozycji, w celu zapewnienia przetrwania w zastanych warunkach.

 

3. Nerwica leży „głębiej” niz nasze myśli, skojarzenia, wyższe emocje. Jest jakby systemem operacyjnym (jak Windows), na powierzchni którego dopiero działaja nasze „programy”. Jest nastawieniem (stanem) pierwotnego umysłu. Zamieszkuje obszar mózgu zwany ciałem migdałowatym, które jest pozostałoscią mózgu gadów sprzed dziesiątków milionów lat.

 

4. Nie można wyleczyć sie z nerwicy (powtórzę, że skupiam sie wyłącznie na nerwicach „wczesnodziecięcych”), tak jak nie można wyciągnąć systemu operacyjnego spod działających aplikacji. Można za to uświadomić sobie jej przemożny wpływ na całe zycie i próbowac ją obejść, obłaskawić, zaspokoić. Uśpić. Czyli akceptując jej „ewolucyjną najlepszość” próbowac zminimalizować nie do końca korzystne z punktu widzenia funkcjonowania w społeczeństwie efekty jej wpływu na nasze zachowanie.

Jeśli nie jesteś do konca przekonany do tego, co do tej pory napisałem, zastanów się głęboko, czy miałbyś nerwicę, gdybyś był jedynym człowiekiem na ziemi (albo bezludnej wyspie) i nie musiał funkcjonować w społeczności. Oczywiście, nie byłbys szczesliwy w takiej sytuacji, zapewne czułbyś strach (ale nie lęk) i inne RACJONALNE obawy o swój los. Ale przyznaj, że nerwicy bys nie miał, bowiem przestałyby istniec warunki do jej funkcjonowania. (Z własnego doswiadczenia wiem, że wielokrotnie wyobrażałem sobie taką sielankę na bezludnej wyspie i czułem irracjonalnie, że czułbym ulgę, mimo obiektywnej grozy takiej sytuacji).

 

5. Niepotrzebne jest dokładne dociekanie przyczyny nerwicy, choć dla przebiegu początkowego etapu terapii, w którym staramy sie zidentyfikowac jądro nerwicy i częstokroć poruszamy sie po omacku, może być pomocne rozróżnienie, a nastepnie ukierunkowanie emocjonalne inne w strone matki i inne w strone ojca. Nie ma to nic wspólnego z obwinianiem. W dalszej częsci wyjasnie, o co chodzi.

 

6. Opisane w psychologii stany lękowe są pozostałością po czasach pierwotnych, kiedy odgrywały pożyteczną rolę, chroniły naszych przodków instynktownie przed niebezpieczenstwami. W mgnieniu oka uruchamiały konieczną i adekwatną do okoliczności reakcję obronną agresji bądź paniki (ucieczki). Nerwica zaś jest stanem, w którym stany lękowe uruchamiane są bez wystarczającej przyczyny, niejako bez potrzeby. Fobie, uzaleznienia, toksyczne związki - to wszystko są efekty nerwicy. Usypiając nerwice, pozbędziemy się ich.

 

Mały wtręt: trafiamy na „nieodpowiednich” partnerów zyciowych dlatego, ponieważ nasza nerwica przyciąga ich nerwicę, a dokładniej podświadomie wyczuwają, że będa w stanie nas sobie podporządkowac i uformować w sposób, dzieki któremu zmniejszą swoje własne stany lękowe. My zresztą postępujemy wobec nich dokładnie w taki sam sposób, dopatrujac się w ich „odmienności” zalet w rozumieniu naszego, wypaczonego przez nerwicę, systemu wartości . Jak wiemy z gorzkich własnych doświadczeń, efekty tych działań są dokładnie odwrotnie, dochodzi do toksycznych współuzależnień. Koniec wtrętu.

 

7. Nerwica powoduje wytworzenie sie bardzo silnego ego. Jest to stwierdzenie kluczowe dla zrozumienia całej przedstawionej tu konstrukcji myślowej. Owo ego na okrągło zasuwa na wysokich obrotach, żeby osobie z nerwicą zapewnić przebywanie w strefie (względnego) komfortu. Ego jest naszym sprzymierzeńcem (chroni), choć jego działania i metody są mocno wypaczone przez nerwicę.

 

8. Podstawowym narzędziem stosowanym przez ego jest SAMOOSZUKIWANIE SIĘ, czyli wypieranie mysli, że przyczyną wszystkich naszych życiowych problemów (ale i sukcesów – o czym w dalszej czesci) jest nerwica. Ego, chroniąc naszą sfere emocjonalną, sugestywnie podpowiada nam pociągająco proste wyjasnienia-wymówki: bo nikt mnie nie docenia, nikt mnie nie kocha, wszyscy się na mnie uwzięli, to jego/jej wina, mógł inaczej ze mna postąpic. Z czasem, gdy stajemy się dojrzalsi, ego uczy się stosowania bardziej wyrafinowanych chwytów samooszukańczych: przegrałem, ale racja moralna jest po mojej stronie; Ah, gdyby tylko on/ona chciał się leczyć ( a nie ja); cos mi od razu mówiło, że to praca nieodpowiednia dla mnie; jeszcze tylko ten jeden jedyny ostatni raz i zmieniam swoje zycie...

 

Znacie to z własnego doświadczenia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

KROK 1

Podstawą do rozpoczęcia skutecznej terapii jest szczere do bólu przyznanie przed samym sobą, że to ja we własnej osobie i jedynie ja (nie świat, nie partner, nie matka/ojciec, nie pech), a dokładniej moja nerwica jest przyczyną wszystkiego, co mnie w zyciu spotyka, ponieważ we wszystkich momentach życia (tych ważnych i tych mniej ważnych), w których dochodzi do interakcji z otoczeniem (innymi ludźmi) podłoże moich procesów behawioralno-poznawczych (system operacyjny) funkcjonuje non-stop w trybie AGRESJI BĄDŹ PANIKI. I tu dopiszmy, nieco wyprzedzając tok opowieści, że mogę sobie nie zdawać z tego faktu sprawy (że non-stop moimi poczynaniami steruje oddolnie nerwica), gdyż samooszukańcze Ego staje na głowie, by zapewnić mnie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. I to właśnie pod wpływem tego Ego jestem w stanie zerwac każdą przyjaźń, zniszczyć miłość i wyprzeć się samego siebie, byle tylko nie dopuścić do siebie myśli, że:

PRZYCZYNA WSZYSTKIEGO LEŻY W MOJEJ I TYLKO MOJEJ PSYCHICE !!!

 

Jak ułatwić sobie proces dotarcia, a jeszcze ważniejsze: zaakceptowania, tej bolesnej prawdy? Każdy powinien znaleźć odpowiedź we własnym zakresie, bo tylko tak dostarczy sam sobie odpowiednio silną motywację do zmiany. A będziesz potrzebować niezwykle silnej motywacji, bo zmiana nie jest procesem przyjemnym ani prostym. Jest drogą w nieznane, pierwszą wyprawą Columba bez dokładnej mapy ani kompasu. Jest zmaganiem z najsilniejszym przeciwnikiem – własną słabością, Jungowskim cieniem, pierwotnymi mechanizmami wyparcia i samooszukiwania się. Czymś, co zaburza dobre samopoczucie i wytrąca ze strefy komfortu.

 

Tyle że w przypadku moim - a najpewniej i Twoim, skoro nadal czytasz ten przydługi opis - ów „komfort” i tak jest do bani. Więc co masz tak naprawdę do stracenia?

 

Żeby Cię zainspirować napiszę, że mnie pomogło zastosowanie metody małych kroków:

  • - uświadomienie sobie, że każda moja mysl, emocja, reakcja jest podszyta nerwicą, nawet gdy tego tak nie odczuwam (nauczyłem się rozpoznawac objawy myslenia i działania pod wpływem nerwicy, ale wiem tez, że nie zawsze mam jej swiadomośc, czasem to dociera do mnie post factum)
     
    - zaakceptowanie, że nikt, ani nic nie jest winne pojawieniu się u mnie nerwicy
     
    - docenienie że to, co osiągnąłem w zyciu i tak jest najlepszym wynikiem spośród wszystkich mozliwych do osiągniecia rezultatów (Tu możesz pomóc sobie odpowiadając na pytanie, czy chciałbys cofnąc czas? Czy uważasz, że Twoje zycie mogłoby potoczyć sie inaczej? Oczywiście, każdy chciałby raz jeszcze przezyc młodośc, ale wiesz, że nie o to chodzi w moim pytaniu, prawda?)

 

  • - przyznanie, że choć wielokrotnie skrzywdziłem bliskie mi osoby, nie sam jeden ponoszę za to całkowitą odpowiedzialność. Nie chodzi tu o usprawiedliwienie się i odrzucenie wszelkiej odpowiedzialności, ale o realistyczne proporcje w odpowiedzialności, uwzględniające, że także i osoby spośród moich bliskich, pod wpływem zarówno moich niekontrolowanych zachowań, ale i swoich własnych niedoborów (pisałem o doborze partnerów w wykonaniu nerwicowców) niejednokrotnie przyczyniały sie do zaognienia sytuacji i utrudniały zapanowanie nad emocjami, po czym starały sie całą winą obarczyć mnie. A ja dawałem temu wiare i popadałem w otchłań wyrzutów. (Takie to atrakcje czekaja na wielbicieli toksycznych związków)
     
    - zmiana nastawienia: nie sposób wyleczyć sie z nerwicy, tak jak nie sposób zmienic kolor oczu, bo cecha nie jest chorobą. Nie nalezy z nia walczyc i próbowac się jej pozbyć, bo to prowadzi do efektów kontrproduktywnych – podsyca nerwicę i nakręca Ego, co jeszcze bardziej komplikuje zycie w społeczności.
     
    -zamiast walczyć, lepiej nerwicę poznać, oswoić, obłaskawić. Dotrzec do jej jądra i rozbroic je (temu poświęce kolejne wpisy).
     
    - wszystko zło, które wyrządziłem, moge naprawić, jeśli stanę się lepszym człowiekiem. I nie jest przy tym ważne, że musze sie jakośc bardzo z tym spieszyć. Ważniejsze jest, bym tam dotarł w sposób swiadomy, a zmiana okazała sie trwała.
     
    -moj sukces będzie budującym przykładem dla wielu osób z mojego otoczenia
     
    -moim celem jest przestawić nerwice na inne tory, tak żeby z właściwą jej siłą i determinacją zaczęła pracować na mój sukces życiowy (a nie tylko na moje przetrwanie w sensie biologicznym).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

KROK 1 (ciąg dalszy)

Gdy uświadomiłem sobie, zaakceptowałem i przyjąłem w poczet stosowanego paradygmatu wszystkie powyższe stwierdzenia, poczułem, jakby otwarło sie w mojej głowie „wszystkowidzące oko”, dzieki któremu byłem w stanie spojrzec, wręcz prześwietlić całe swoje dotychczasowe zycie, wszystkie upadki (było ich sporo) i wzloty (było ich znacznie mniej) i dojśc do wniosku, że:

CAŁE ŻYCIE ŻYŁEM W KŁAMSTWIE NA TEMAT WŁASNEJ OSOBY!!! I, jeśli podzielasz moja motywację do podążania drogą zmiany, życzę Ci, bys dotarł do tego samego, niezbyt budującego, wniosku. Czasem trzeba zrobic kilka kroków w tył, żeby zacząc posuwac sie do przodu.

 

A teraz warto postawic pytanie: co, jeśli nie? Co, jesli nie zdołasz skutecznie przekonac siebie, że jednosobowo ponosisz za to wszystko odpowiedzialność i że Twój dalszy los jest wyłącznie w Twoich rekach? Albo, inaczej to ujmując, dlaczego warto uwierzyć, że tylko TY jestes w stanie przejść drogę ku zmianie na lepsze?

 

Tu sie powtórzę: warto, żeby każdy udzielił sam sobie odpowiedzi, bo tylko ona dostarczy wystarczająco silnej motywacji. Odpowiedzi, które Tobie podpowiem, mogą okazać się niewystarczająco przekonujące i motywujące.

Ale, żebys z drugiej strony nie poczuł sie pozostawiony bez wsparcia, opiszę, co mnie pomogło. Traktuj to wyłacznie jako inspirację. Nikt za Ciebie nie odrobi tej pracy domowej.

 

Otóz analizując alternatywę sugerującą, że nie warto nic zmieniac i że moge dalej trwać w poczuciu względnego komfortu, doszedłem do następujących wniosków:

  • • skoro prawie przez całe zycie nie potrafiłem zorientowac się, że żyje w kłamstwie odnośnie własnej osoby, to oznacza, że moj „przeciwnik” jest bardzo sprytny. Zatem nie powinienem go lekceważyć. Lepiej dla mnie będzie, jeśli pójde o krok dalej, skoro już zrobiłem ten pierwszy krok i osiągnąlem samoświadomość. W przeciwnym razie, jeśli zaniedbam własny rozwój, nie wiadomo jaki los zechce zgotowac mi tak sprytny przeciwnik.
    • poza tym kompletnie nie ma sensu pozostawać na obecnym etapie, w którym jedynym efektem jest mało budujące stwierdzenie, że to nie zycie jest do kitu, lecz ja sam je takim stwarzam.
    • lepiej trzymać sie przekonania, że tylko ja moge okiełznac nerwicę, niż wierzyć, że jest ona zalezna od czynników, nad którymi nie mam kontroli. To pierwsze daje nadzieję, to drugie jedynie mami błyskotliwymi wymówkami pozwalającymi przetrwac kolejny dzień na drodze ku przepaści
    • stawka jest wysoka, bo już nie chodzi wyłącznie o moje zycie, ale i o mojego syna.

 

Gdy wykonasz takie lub podobne wnioskowanie, wtedy prawdopodobnie uświadomisz sobie, że nie masz wyboru: albo poczujesz, że chcesz coś z tym zrobić, albo będziesz musiał przyznac, że dobrowolnie zgadzasz się na to, że Twój stan stopniowo będzie się pogarszał (prawdopodobnie już zdajesz sobie z tego sprawę). Mój przykład pokazuje, że gdy pozwolimy nerwicy zawładnąc naszym życiem, będzie ona opanowywac coraz to kolejne obszary naszego życia, aż do całkowitego wykluczenia nas z życia (głeboka depresja, autodestrukcja, leżenie w łóżku i patrzenie w sufit). Czemu towarzyszyć będzie dalsze samookłamywanie się ze strony ego, próbującego ratowac te resztki nas samych, które jeszcze w nas sie będa tlić.

 

Natomiast gdy uda Ci sie osiągnąc ten stan samoświadomości, to zapewniam, że poczujesz wielką ulgę. Zaczniesz o sobie inaczej myśleć.

 

Ale uwaga: ten, nazwijmy to: KROK 1, możesz uznac za zakończony DOPIERO WTEDY, gdy szczerze i w sposób przekonujący dla samego siebie uznasz i ZAAKCEPTUJESZ, że

• nerwica jest częścią Ciebie, nie chorobą

• jej powstanie jest efektem czynników, na które nie miałeś wpływu

• jest najlepszym rozwiązaniem, które była w stanie zastosowac Natura

• nikt nie jest winny Twojej nerwicy, nie ma sensu stosować kategorii „winy”

• jestes kimś znacznie bardziej wartościowym, niż sądzisz pod wpływem nerwicy

• tylko Ty sam masz wpływ na swoją nerwicę

• nasze społeczeństwo jest skonstruowane na takich zasadach, które uniemozliwią Ci (jako osobie z nerwicą) odniesienie długofalowego znaczącego sukcesu życiowego.

 

I tu sugeruję, żebys raz jeszcze przeczytał wszystko, co napisałem w tym poście.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

KROK 2: jądro nerwicy, wielopiętrowy gmach ego

 

W poprzednich postach pisałem o ego, tak jak je rozumie dzisiejsza psychologia. Z większością tych tez się zgadzam, ale uważam, że bardziej produktywne jest przedstawienie ego nie jako jednego niezmiennego przez całe nasze zycie bytu, lecz jako kolejnych autonomicznych „wcieleń” coraz bardziej doskonałego ego.

 

Nasze zycie przebiega etapami, począwszy od okresu płodowego, poprzez niemowlęctwo, małe dziecko, starsze dziecko, nastoletniość, pierwszą miłośc, drugą milośc, narzeczeństwo, małżenstwo, rodzicielstwo, itd., az do póżnej starości. Na wszystkich etapach zycia gromadzimy doswiadczenia, analizujemy, weryfikujemy i tworzymy na tej podstawie strategie. Gdy zegar biologiczny oraz czynniki zewnetrzne dają sygnał, następuje wejście ego na wyższy poziom. Odbywa się to metodą podziału, nowe ego zabiera ze soba częśc starego ego wraz z częscią jego wspomnień, doswiadczeń, strategii. Ale częśc z nich pozostaje przy starym ego, jako niepotrzebny już balast i zostaje zapomniane (mam tu na myśli mechanizm wyparcia, ale w pozytywnym znaczeniu, jako robienie prawdziwych porządków).

 

Można to sobie wyobrazić w taki sposób, że nowe ego wchodzi na wyższe piętro wielopiętrowego gmachu i zabiera ze soba tylko te meble, które uznaje za przydatne. Gdy przeprowadzka dokona sie, nowe ego g a s i ś w i a t ł o na niższym pietrze (gdzie zostało stare ego z niepotrzebnymi juz meblami).

 

Ale STARE EGO NIE PRZESTAJE ISTNIEĆ. Ono zostaje tylko uciszone, ułożone do snu przy zgaszonym świetle. I, jeśli nasze zycie na etapie starego ego przebiegało harmonijnie, otrzymaliśmy wystarczający i odpowiedni ładunek emocjonalny pozwalający na osiągnięcie przez ego stanu gotowości do przeprowadzki na wyższe piętro – to takie ego będzie zaspokojone i zapadnie w sen z poczuciem spełnienia.

 

Ale czesto proces ten nie przebiega tak harmonijnie. Gdzieś na niższych pietrach gmachu kolejnych stadiów rozwoju naszego ego (naszych „egów”, traktujmy je jako mnogie, rozdzielne byty) pozostały stadia niezaspokojone, które przebywając w ciemności stukają w sufit domagając się uznania swoich praw, zaspokojenia braków, które w tamtym własciwym czasie pozostały niezaspokojone.

 

Tylko że do naszego aktualnego ego dochodzi zaledwie dalekie echo tych stuków, których przyczyna pozostaje niezrozumiała. Niezrozumiały jest także język tych „roszczeń”, bowiem przykładowo ego-niemowlę z pierwszego piętra probuje sie „dostukać” przez dziesięć pięter do ego trzydziestolatka. Jedyne, na co nasze obecne ego jest w stanie sobie pozwolić, to wyparcie tych „stuków” (ale już w negatywnym znaczeniu, jako zamiatanie niewygodnych doświadczeń pod dywan, a nie robienie prawdziwych porządków).

 

Zamiecione pod dywan "śmieci" stają się pożywka dla nerwicy. W psychologii nazywa się to syndromem skrzywdzonego wewnętrznego dziecka, choc nie spotkałem się, by było to przedstawiane poprzez metaforę wielopiętrowego gmachu zamieszkanego przez kolejne stadia „egów”.

 

Ponadto, mimo trafnego ujęcia przez psychologię diagnozy tego zjawiska, nie udało mi sie nigdzie trafić na przekonującą dla mnie metodę terapii, która uwzględniałaby ten drobny szczegół, że pierwotna przyczyna nerwicy „noworodkowej” jest niedostępna w prosty sposób dla osoby dorosłej.

 

Dlatego stworzyłem swoją własną, przekonująca i motywującą. Odpowiednio sugestywną. Podaje ją jako inspirację, ale miej swiadomośc, że to, co było wystarczająco sugestywne dla mnie, nie musi byc takim dla Ciebie. Zatem stosuj moje techniki ze świadomościa, że końcowy rezultat Twojej autoanalizy powinien byc inny, odpowiedni dla Ciebie.

 

Podsumujmy to wszystko, co zostało do tej pory opisane:

 

Musisz najpierw uczciwie i szczerze wykonać KROK 1 (opisany we wcześniejszych postach). Bez tego nie ma sensu, byś szedł dalej. Spotkałoby Cie tylko rozczarowanie i zniechecenie. Wiem, bo sam tak błądziłem. Zaufaj mi, że nie piszę niczego, czego bym nie sprawdził sam na sobie.

 

Stwórz sobie metaforę kolejnych stadiów ego, obrazującą fakt, że ego się zmienia (doskonali) w trakcie naszego zycia i podlegając prawom natury traci kontakt z wczesniejszymi wcieleniami (gasi swiatło). Nastepnie zidentyfikuj niezaspokojone ego wczesnodziecięce – to KROK 2.

 

Wymyśl sposób, w jaki Twoje ego dzisiejszego dojrzałego człowieka mogłoby skomunikowac się z ego skrzywdzonego dziecka i zaspokoic jego niedostatki emocjonalne. Stosowanie tego sposobu w sposób ciągły, regularnie – to KROK 3.

 

W praktyce Kroki 2 i 3 przeplataja się i nawzajem na siebie odziałują. To normalne, tak ma być.

 

W tym miejscu możesz udowodnić, jak silną masz samodyscypline. W tym celu przerwij czytanie. Przemyśl moje słowa i samodzielnie wymyśl sposób, rozwiązanie problemu komunikacji pomiedzy „egami” z różnych pięter.

 

Sugeruję Ci to dlatego, że jest wielce prawdopodobne, ze wymyślisz lepszy, bardziej skuteczny sposób, niż ten, który wymyśliłem DLA MNIE. Kolejny raz wracam do fundamentalnej kwestii, że Twoj sukces w obłaskawieniu nerwicy jest uzalezniony od tego, na ile sam uwierzysz w skutecznośc SWOICH technik. Dlatego najlepiej będzie, jesli stworzysz je sam. Zainspiruj się moja drogą, ale nie naśladuj ślepo.

 

Niech pewną wskazówka będzie to, że starasz się umożliwić kontakt osoby dorosłej z małym i najprawdopodobniej przestraszonym, osamotnionym dzieckiem.

 

Zatem przerwij czytanie w tym miejscu. Daj sobie czas i wróć z własnymi przemyśleniami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

/Zanim przejde dalej, raz jeszcze powtórze, byś postarał sie powściagnąc ciekawośc pchająca Cie ku dalszej lekturze „na szybko po łebkach” i przeczytał z uwagą poprzednie posty. A już byłoby naprawdę super, gdybyś zastanowił sie nad rozwiązaniem problemu opisanego w końcówce poprzedniego postu./

 

KROK 2 (ciąg dalszy)

 

Opisze teraz w jaki sposób moje ego-czterdziestolatka znalazło rozwiązanie problemu porozumienia się z ego-dziecka.

 

Było to trudne, bowiem nie dysponowałem żadnymi wskazówkami, ani nie miałem nikogo, kto mógłby służyc radą. Przeczytana liczna literatura także nie podsuwała skutecznych podpowiedzi.

 

Wiedziałem, że znalezienie rozwiązania w istocie będzie równoznaczne ze wskazaniem skutecznego sposobu na to, co przez wielu wziętych autorów poradników samodoskonalenia formułowane jest w bardziej chwytliwe sprzedażowo hasło, a mianowicie: „Jak osiągnąc sukces w życiu”. Wiedziałem, że wszystkie te poradniki w zasadzie ograniczają się do dwu wskazówek: 1. uwierz w siebie, 2. stosuj afirmację. Wiedziałem także, że żadna z tych wskazówek nie okazała się produktywna, mimo naprawdę szczerego zaangażowania z mojej strony.

 

Ale też cos mi podpowiadało, że nie nalezy tak zupełnie odrzucać tych metod. Nalezy je raczej zmodyfikować, pogłębić, dopasować do siebie, zachowując pierwotny zamysł.

 

Pomyślałem wtedy, że te metody sa dobre, tylko że nie dla mnie. Że są przeznaczone dla ludzi normalnych, zdrowych na umyśle (wybaczcie określenie). Dla zyciowych sportowców, którzy mają już całkiem niezłe wyniki i chcą wznieśc się na poziom olimpijski. Natomiast ja jestem „życiowo niepełnosprawny”, więc gdzie mi tam stosowac metody dla olimpijczyków.

 

Ale z drugiej strony to co dobre dla olimpijczyka, powinno także zadziałać w przypadku życiowego leszcza. Różnica może jedynie polegać na aplikacji, natomiast głowne założenie powinno pozostać takie samo.

 

Jeśli pomyślałeś w tym momencie, że będę Ci zachwalał afirmacje, to pragnę Cie uspokoić. Wiem, że uważasz je za nieskuteczne. Całkiem słusznie. Są one bowiem skuteczne, dopiero gdy uda Ci się osiągnąc poziom zaawansowanego sportowca życiowego. Metaforycznie to ujmując, gdy z BMW będziesz chciał sie przesiąśc w Lamborgini.

 

A skoro czytasz te słowa, to najprawdopodobniej szukasz sposobu na zgromadzenie sumy wystarczającej na załatanie przerdzewiałego tłumika w Twoim dwunastoletnim Golfie. Tak jak ja do niedawna.

 

Metody z poradników „Jak osiągnąc sukces w życiu” nie uwzględniają faktu, że życiowi połamańce, jak Ty i ja, tym różnią się od olimpijczyków, że ich niedobory i limitujące przekonania nie znajdują sie na poziomie obecnego ego, jak u olimpijczyków, lecz na poziomie wczesniejszego-ego. Najprawdopodobniej ego-dziecka.

 

Zatem afirmacja, choc ja wole określenie „S U G E S T Y W N A N A R R A C J A”, powinna byc skierowana i sformułowana w sposob zrozumiały dla docelowego ego. Czyli nie zmieniamy głównych założen metody, a jedynie sposób jej aplikacji. Nie piętro dwudzieste, gdzie przebywa obecne ego, lecz najprawdopodobniej parter w gmachu ego.

 

I w zasadzie to jest moment przełomowy dla zrozumienia mojej metody: poszukujemy jądra nerwicy (może byc ich kilka, o czym za chwile), docieramy na własciwe piętro gmachu ego i stosujemy skuteczną narrację mającą na celu uzupełnienie niedostatków emocjonalnych, by zaspokojone ego udało sie na spoczynek i przestało stukac w sufit. To tak w skrócie. W wersji dłuższej nie brzmi to już tak prosto, ale tez i nie jest jakoś specjalnie skomplikowane. (Jeśli nie rozumiesz użytych metafor, przeczytaj wczesniejsze posty).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak dotrzeć do ego skrzywdzonego dziecka, czyli praprzyczyny większości nerwic?

 

Trzeba to zrobic skutecznie, w sposób nie pozostawiający żadnych wątpliwości. Zadanie jest trudne, acz nie niewykonalne. Będziemy starali się pokonać wiele pięter gmachu ego przy pomocy windy, która na dodatek jest zardzewiała od nieużywania, gdyż nie nabyłeś jeszcze umiejętności komunikowania sie pomiedzy dzisiejszym a wcześniejszymi wcieleniami ego.

 

Tu warto byłoby najpierw troche poczytac na ten temat (literatury bazującej wokół koncepcji dziecka wewnętrznego jest w bród) i wyrobić sobie własny pogląd. Próbowałem bezskutecznie wielu podejść. Przypadkiem pewnego wieczoru wprowadziłem się w stan autohipnozy. Ale żadne tam regresje czy inne fajerwerki – na to byłem za małe miki.

 

Wystarczyło, że na chwile przed zaśnięciem wyciszyłem umysł, wsłuchałem się we własny oddech, powstrzymałem gonitwe myśli. I w takim stanie zasnąłem. Nie było moim celem komunikowanie się z ego-dziecka w stanie autohipnozy (wtedy nawet nie wiedziałem jeszcze, że będzie to dziecko). Raczej chodziło mi o wypróbowanie metody zapamietywania i analizy snów, do której wstępem jest autohipnoza właśnie.

 

Wierzyłem, że trudności z zardzewiałą windą łatwiej pokonać w snach. Zwłaszcza, że prawie nigdy nie udawało mi sie zapamietać snu, choć byłem przekonany, że zawsze mi sie cos śni. Interpretowałem to w ten sposób, że moje ego szybko stara się wyprzeć sen z mojej swiadomości. A ta konstatacja karmiła moją ciekawość: skoro ego stara sie je wyprzec, to znaczy, że sny musza zawierać jakąś interesująca informację.

 

Tej pierwszej nocy, jak i kolejnych nic interesującego mi się nie przyśniło, ani nie udało mi sie nic zapamiętać. Teraz rozumiesz, dlaczego kilkukrotnie pisałem, że niezwykle ważna jest motywacja i że nikt za Ciebie nie odrobi Twojej pracy domowej. Bez tego jesteś niemal pewnie skazany na porażkę, błądzenie i marnotrawienie cennego czasu i energii. Frustrację i zniechęcenie, podczas gdy szczęście czeka, byś odkrył do niego właściwą drogę.

 

Nie poddawałem się i wprowadzałem się co wieczór w płytką autohipnozę. Z czasem nabrałem większej wprawy. Zmiana nastąpiła, gdy dodałem do tego jeszcze jeden element. Otóż, gdy nauczyłem się rozpoznawać moment na chwilę przed zaśnieciem (autohipnoza stała się do tego czasu nieco głebsza, ale nie sądź, że to trudny wyczyn. Zaręczam, że i Tobie się uda) – zatem chwile przed zasnięciem dawałem sobie prostą sugestię hipnotyczną: „moje ego przyjdzie do mnie we śnie, nie wiem w jakiej postaci, ale napewno bedę wiedział, kim jest i zrozumiem to, co mi powie”. I tylko tyle, bez dodatkowych doprecyzowujących stwierdzeń, ani zaklinań, próśb czy przekupstw.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziecko stukające w sufit

 

W następnej chwili „obudziłem się” w środku realistycznego snu. Treśc snu była bardzo osobista, zrozumiała dla mnie i dawała nieżle do myślenia. Zdradze jedynie, że moje ego przyszło tamtej nocy pod postacią dużego kota, a dokładniej mówiąc - kotki. Wcale nie było skrzywdzonym dzieckiem, przeciwnie - całkiem zadowolonym z życia kotem, znaczy kotką, o gęstej, zadbanej sierści koloru grafitowo-szarego i wielkich oczach, bardziej ludzkich niz kocich. Troche to wszystko było zaskakujące, gdy później analizowałem ten sen, gdyż w życiu na jawie nie jestem specjalnie miłośnikiem kotów, od dzieciństwa wolę psy, najlepiej rasy bokser.

 

Był to pierwszy z ważnych snów, dzieki którym zacząłem robic postepy. Kolejne pojawiały i nadal pojawiają się dosyć himerycznie. Zaakceptowałem to, widocznie takie tempo jest odpowiednie, żebym zdążył przetrawić kolejną porcję „materiału”.

 

Efekt na chwilę obecną jest taki, że znam kilka postaci moich „egów”, a przede wszystkim wiem, które z nich jest „rozwrzeszczanym dzieckiem stukającym w sufit” i dlaczego to robi, wiem że jest dziewczynką, podsuneła mi nawet odpowiednie dla siebie imię. Uczymy się rozmawiać, tak żeby mnie rozumiała. To bardziej przekaz emocjonalny niz rozmowa. Ciekawe i motywujące jest to, że dziewczynka o takim imieniu (prawie takim samym) była w naszej rodzinie, a jej prawdziwe losy bardzo sugestywnie wplatają się w losy tej „mojej”.

 

Ale zejdźmy na ziemię, zanim zaczniesz myśleć o mnie jak o nieszkodliwym lunatyku. Dla Ciebie kompletnie nieistotne jest to, co śni sie mnie. Wspomniałem o tym tylko po to, by dac Ci motywację, przekonać, że warto stosowac autohipnozę, by dotrzec do jądra nerwicy.

 

To co powinieneś zrozumieć do tej pory, jeśli chodzi o KROK 2, to dwa elementy:

  • -zidentyfikowanie, które spośród Twoich „egów” odczuwają niedostatki – spersonifikuje je, nadaj imiona, umieśc w swojej opowieści, tchnij w ich życie sens, daj pocieszenie i nadzieję
    -postaraj się wszystko powyższe zakomunikować, przekazac emocjonalnie owym „egom”.

 

Jeśli sie pogubiłeś, wróć do podtytułu „KROK 2”.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

KROK 3 - Narracja

 

A zatem Twoim zadaniem jest znalezienie DLA SIEBIE skutecznej narracji, lub, jesli wolisz, autonarracji. Czyli opowieści, bajki, legendy, którą wymyslisz, uwierzysz w nią, stanie się częscią Twojego życia. Umieścisz w niej postaci ze snów, będziesz z nimi rozmawiał i poprzez sugestywnie opowiadaną sobie samemu, ale i im, opowieść (opowieści) doprowadzisz do sytuacji, w której będą one mogły poczuć, przezyć, nacieszyć się tym, CZEGO IM ZABRAKŁO w realnym życiu, gdy kształtowało się owo ego skrzywdzonego dziecka (bo. np. miałes ojca zbyt chłodnego emocjonalnie).

 

Raz jeszcze przeczytaj uważnie ten akapit i zapamietaj, co jest Twoim zdaniem. Zacznij to sobie powtarzać w ciagu dnia, niech stanie się to czymś w rodzaju mantry.

 

I będziesz to robił po wielokroć, mam na myśli snucie sugestywnej narracji. Z czasem poznasz, które elementy bajki (bajek) działają najlepiej w okreslonych sytuacjach zyciowych, na jawie.

 

Pamietaj, że im młodsze dziecko, tym jezyk opowieści musi byc bardziej dziecinny, emocjonalny. Z drugiej strony w moim przypadku okazało się, że choć moje stany lękowe zostały mi przekazane przez matke już w trakcie ciązy, to owo lękliwe ego dziecka ma postać kilkuletniej dziewczynki (a nie płodu). Pamiętaj, że to Ty tworzysz tę opowieść, i że wszystko jest kwestią umowną. To Ty sie masz z tym dobrze czuć.

 

Wszystko odbywa się w Twojej głowie, gdzie to Ty jestes narratorem, choć będziesz otrzymywał wskazówki od swoich „egów”. Jakie? Spokojnie, nie spinaj się. Gdy to nastąpi, sam będziesz wiedział. Raz utworzony kanał komunikacyjny będzie Ci służył bardzo sprawnie.

 

Nie nastawiaj się na nic, bądź przygotowany raczej na ciekawą podróż niz na samo dotarcie do celu. Tak jak ja jestem przygotowany na to, że może okazac się, iż kilkulatka z mojej podświadomości nie jest ostatnią z osób, które poznam. Wygląda na to, że trudno jest przebrnąc przez barierę „resetu wspomnień”, jaki ma miejsce w 3-4 roku zycia. Byc może trzeba sugestywnie przesiąśc się do innej windy i dopiero nia zjechac na jeszcze niższe piętra. (Swoją drogą ciekawe, w jak wielu snach występuje motyw windy).

 

Wszystko przyjdzie do mnie i do Ciebie w odpowiednim czasie.

 

------------------------------

Wskazówki końcowe

 

Nie zastanawiaj się zbytnio dlaczego niektóre Twoje „odkrycia” (czyli rózne postaci Twoich bohaterów jako personifikacje różnych wcieleń "egów") wyglądają tak, a nie inaczej. Po prostu zaakceptuj je, a przez to sprawisz, że terapia metodą sugestywnej narracji zadziała. Poczujesz to.

 

I tez nie staraj się rozkminić, a już Boże broń, kwestionowac, podważac swoich odkryć i elementów narracji, poddawac ich racjonalnym osądom. Czy doszukujesz się logiki i sensu w Alicji w krainie czarów?

 

Niech Ci wystarczy świadomośc, że ta metoda DZIAŁA, jesli zadbasz o odpowiednio sugestywną narrację. A rozkminianie dlaczego i jak to działa, to już niepotrzebne dywagacje. Zamiast tego doskonal sie w coraz bardziej sugestywnej narracji, wsłuchuj w potrzeby swoich ego.

 

I jeszcze jedna ważna uwaga, jedna z najważniejszych, więc dobrze ją zapamiętaj. Jeśli żywisz w sobie przekonanie, że, dajmy na to, matka skrzywdziła Cie w dzieciństwie, to wiedz, że dzisiejsza matka w żaden sposób nie jest w stanie tego „odkręcić”. Nawet gdyby bardzo chciała i staneła na głowie.

 

Próby jakichkolwiek rozmów, czy działan z udziałem obecnej matki nie mają sensu, wprowadzają jedynie zamieszanie w życie rodzinne. Przyczyna jest ta sama, co w przypadku nieskuteczności afirmacji i innych mantr dla „olimpijczyków życia”: skrzywdzone ego to nie Twoje obecne dojrzałe ego tylko ego z parteru.

 

Podobnie Twoja obecna matka, to nie tamta „krzywdzicielka dziecka”, mimo że fizycznie to ta sama osoba, tylko starsza o te wszystkie lata. Ale nie jest tą samą osobą w sensie sugestywnej narracji, bo takowej narracji nie byłoby w stanie zrozumiec i pojąć ego-dziecka. Dzieli ją zbyt wiele pięter gmachu ego i na dodatek winda jest zardzewiała. Nie uda Ci się dzisiejszej matki sugestywnie wpleśc w narrację, zapakować do windy i zjechac z nią na parter.

 

Łatwiej będzie ową „krzywdzicielkę” wymyślić na nowo, jako fikcyjną postac z Twojej bajki. Złą czarownicę, która sprawia, że dziecku jest smutno lub sie boi i w dalszej narracji pokazać, jak owo „zagrożenie” zostaje usuniete. Ale tez moge z własnego doswiadczenia podpowiedziec, że jeszcze lepiej jest unikać wywoływania poczucia zagrożenia, nawet jedynie po to, by je następnie sugestywnie usuwać. Można znaleźć inne sposoby narracji, bazujące wyłącznie na przekazie pozytywnych emocji, sycących ich niedobory u ego.

A gdy Twoje skrzywdzone dziecko, dzięki Twojej narracji, przezyje swoje życie duchowe i odbierze właściwa porcję emocji, spokojnie uda sie na spoczynek. A Ty bez żadnych dodatkowych działań pogodzisz sie z własna dzisiejsza matką, a przynajmniej jej wybaczysz i osiągniesz poczucie wiekszej harmnii wewnętrznej. A o to nam własnie chodzi, prawda?

 

Nie bój się próbować. Metod prowadzących do celu jest wiele. W najgorszym przypadku wątek narracji okaże sie nieskuteczny, ale z cała pewnością nie narobisz żadnych szkód. Masz nieograniczoną liczbe prób. Nie poddawaj się, cierpliwie eksperymentuj.

 

Jeśli osiągniesz ten etap, będziesz mógł uznać, że osiągnąłes spore zaawansowanie w KROKU 3, najprawdopodobniej ostatnim, ale kto wie – podróz jest wazniejsza niz dotarcie do celu, pamiętasz?

 

Dotarłszy do tego etapu, już będziesz sam wiedział, dokąd i z kim chcesz dalej iść.

 

 

Uff, to tyle na początek. Zapraszam do dyskusji, jednocześnie licząc na uszanowanie mojego wkładu pracy :-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Jimmy40+, Dziękuję, że podzieliłeś się swoją metodą i doświadczeniami. Jestem w połowie. Na razie nie bardzo się zgadzam z każdym twierdzeniem. Przeczytam do końca to zadam kolejne pytania. Teraz wyprzedam kilkoma poniższymi bo widzę, że jeszcze jesteś.

 

1. Dlaczego sprowadzasz reakcję walki i ucieczki do samego ciała migdałowatego? http://neuroskoki.pl/biologia-stresu/

2. Co z plastycznością mózgu? Utarta aktywacja tej reakcji walcz-uciekaj przebiega pewnym szlakiem. Można go osłabić i osłabiać na stałe.

3. Jaką literaturą się inspirowałeś? Gdzieś już czytałem o autoterapii polegającej na monologu wewnętrznym.

4. Czy próbowałeś innych autoterapii?

5. Czy mechanizmy obronne u Ciebie puściły?

6. Czy byłeś na zwykłej terapii?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przy wchodzeniu w stan autohipnozy w czasie zapadania w sen jesteśmy narażeni na działania obcych, nadprzyrodzonych sił. Naukowcy nazywają to paraliżem przysennym, a zwykli ludzie nazywali to kiedyś nocne zmory. Każdy jest inną osobą, jest w innym domu, w innym otoczeniu, ma inne przeżycia, otaczają go inne osoby oraz przedmioty, jest inna energia, ale chciałem przestrzec, że to co może się wtedy dziać przechodzi ludzkie pojęcie. Krótko mówiąc może to być horror na żywo. Już nie będę wspominał co może później się dziać w tym 'realnym śnie'. Uważam, że po takim horrorze można nabawić się PTSD, może zostać trwały ślad na psychice, lęki mogą się pogłębić.

 

Jeżeli wyłapiemy w końcu ten moment kiedy zaczyna się sen, to później możemy mieć stałe problemy z normalnym spaniem. Za każdym razem kiedy będziemy chcieli zasnąć nasz mózg automatycznie będzie wyłapywał ten moment, a każda noc może być wtedy horrorem, bo będziemy zawieszać się pomiędzy rzeczywistością materialną i duchową.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jimmy40+, Na początku chciałam Ci pogratulować tego, że znalazłeś swoją ścieżkę, która przynosi Ci ulgę. I tego, że zebrałeś swoje doświadczenia w "kompedium" wkładając w to na pewno dużo pracy. Zacnym jest również to, że chcesz się tym podzielić z innymi.

Oto moje uwagi, tak na szybko:

 

1) Tekst zakładam ma być skierowany do szerokiego grona odbiorców. Język wydaje się zbyt skomplikowany dla przeciętnego zjadacza chleba, który nie przeczytał tomisk literatury psychologicznej, tudzież nie wdawał się w dysputy ze swoim terapeutą. Twój tekst wydaje się zakładać sporą wiedzę u odbiorcy, choćby na temat samego pojęcia ego.

 

2) sposób narracji przypomina mi styl amerykańskich mówców motywacyjnych, kaznodziei itp. co akurat mnie osobiście razi i nie przekonuje. Zwłaszcza tryb rozkazujący - zapamietaj, nie staraj się, powinieneś zrozumieć... Rozumiem, że wybrałeś tę formułę nie z powodu napuszonego ego, tylko zapewne tak się prościej pisze i wydaje się mieć moc.

 

3) winna jest nerwica - nie wydaje mi się, że utrwalanie schematu winy jest dobrym kierunkiem. Przerzuca się tylko tą winę z matki , ojca, świata itp. na jakiś niematerialny twór, odbierając sobie nadal sprawczość.

 

A że z nerwicą nie ma co walczyć, tylko poznać i obłaskawić - zgadzam się w 100% . Moim zdaniem masz wiele cennych uwag w kroku pierwszym, które bardzo pomagają w pracy nad sobą.

 

Życzę powodzenia na dalszej drodze! Niech Ci przyniesie wewnętrzny spokój.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za Wasze opinie. Na częśc pytan na razie, dla dobra wątku, jeszcze wolałbym nie odpowiadać (np. nie chce zarzucać wykazami lektur, bo to niepotrzebnie mogłoby nasza dyskusje zamknąć w pewnych ramach poglądów i szkół psychologii, a mnie bardziej zalezy na Waszych doświadczeniach i spontanicznych reakcjach)

 

Nadal licze, że odezwie się ktoś, kto ma podobne próby za sobą i podzieli sie doświadczeniami. (Sprawdziłem w forumowej Wyszukiwarce i nie znalazłem takich wątków)

 

Slide, co do znanych mi terapii - znam podstawowe polskie szkoły: psycho-dynamicz, behaw-poznaw, przeróżneTUS-y (ze względu na terapię syna), Gestalt , a także trochę teorii na temat hipnozy. I jeszcze kilka mniej naukowych szkół, których nie wymienię :-). NIe uważam się w żadnym razie za specjaliste. po prostu lubię sie dowiadywać, czytac, sciągac info z netu. I rozmawiać.

 

Mam za soba troche dośw. z farmakoterapią (niewiele, głównie SSRI). Byłem kilkukrotnie uczestnikiem indywidualnych psychoterapii, ale szybko się zniechęcałem mizernymi postepami, brakiem planu, założonych miar sukcesu, itp. W Polsce nikt tak do tego ówcześnie nie podchodził, a ja to znałem z lektur na temat terapii na Zachodzie.

 

Co do pytania, czy puściły moje mech. obronne - trafne pytanie, zasługuje na dłuższą odpowiedz, potrzebuje wiecej czasu. Krótka odpowiedź brzmi: nie. Chyba juz taka ich natura (musi to czemus słuzyć), wiec można jedynie próbować je wytłumiac.

 

 

wkuuporr, dziekuję za ostrzeżenie. Moje doświadczenia z autohipnozą nigdy nawet nie otarły sie o to, co opisałeś. Dlatego czuję się z tym zupełnie bezpiecznie.

 

 

kosmostrada, odpowiadam od końca: nie napisałem, że winna jest nerwica. Napisałem coś zupełnie innego, mianowicie, że nie ma sensu stosować jakiekolwiek kategorii winy. A także kładłem szczególny nacisk, że sprawczośc jest włąsnie po naszej stronie. Kwestia ta jest jedną z kluczowych dla Kroku 1, dlatego jeśli uważasz, że warto to lepiej zrozumieć, to ze swej strony zachecam do przeczytania o Kroku 1. Pytaj, jesli cos będzie niejasne :-)

 

Odnośnie stylu motywacyjnego typowego dla kaznodziei - trafne spostrzezenie. Przyznam, że podczas pisania kompletnie nie zwrócilem uwagi, że od pewnego momentu pojawia się u mnie ten styl. Dostrzegłem dopiero podczas koncowej redakcji, ale zdecydowałem się tak zostawic, choc wtedy jeszcze sam nie wiedziałem, czemu miałoby to służyć. Uwierz, że nie było to lenistwo powstrzymujące przed dokonaniem poprawek stylu. Po prostu działałem podświadomie, żywiąc przekonanie, że czemus to ma służyc. Dzis mam pewne przypuszczenia, którymi podziele się z Wami za niedługo.

 

Co do zbyt skomplikowanego języka i opisu pojęcia ego - ego to jedna z podstawowych idei, na których oparta jest dzisiejsza teoria psychologii. Chętnie moge napisac cos więcej na ten temat, jeśli pojawia się prośby od innych czytelników. Ale niezaleznie od tego, zachęcam do pogłebiania wiedzy we własnym zakresie. Samoświadomośc pozwala oswajac stany lekowe, wiec choćbyz tego powodu warto pogłebić wiedze teoretyczną.

 

Poza tym, moja teoria ego nie pokrywa się z ta mainstreamową, jak pisałem. Mnie z tym dobrze. W końcu najwazniejsze, że to działa, prawda? :-)

 

Pozdrawiam i pozostaje do usług.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Metoda jest ciekawa, taka jakby dziecięca zabawa. Jednak ja po tym co przeżyłem absolutnie samemu nie wchodziłbym w stan autohipnozy, a już szczególnie w nocy przed spaniem. Nazwa metody mi się bardzo podoba - Sugestywna Narracja. Piękna nazwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wkuuporr, doskonale to podsumowałeś: dziecięca zabawa. Takie rozwiązanie dialogu wewnętrznego przyszło mi do głowy, gdy mój syn był jeszcze mały, a już trzeba było łagodzic jego stany lękowe. To wtedy mnie oświeciło, że jego ego i moje ego nie potrafia sie porozumiewać tym samym językiem. Robiłem mu "teatrzyki" i opowiadałem bajki, które sam wymyślałem, bo musiały byc prościutkie (dla dwulatka, więc Bracia Grimm się jeszcze nie nadawali).

 

I wtedy wpadłem na pomysł metafory wielopiętrowego gmachu ego. Szukałem w necie i literaturze i nie znalazłem takiego podejścia. A uważam je za kluczowe. Dopiero wtedy zrozumiałem, dlaczego moje wczesniejsze terapie nie działały - ponieważ dotyczyły mojego obecnego ego, a niedobory mam w łonie mojego ego-dziecięcego.

 

I jak tak czytam Wasze wpisy na Forum, to mam silne wrażenie, że jest to bardzo czesta przyczyna, ale świadomośc tego faktu nie jest powszechna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sugestywna narracja, czyli trzeba odgrywać baśń, tak jak pająk tka sieć. Trzeba tkać baśń. Ego niemowlęce, ego wczesnoszkolne, ego wczesnonastoletnie, ego młodzieńcze, ego wczesnodorosłe itd. Opowiadajmy swoją baśń, a rolę aktorów niech przejmą nasze ego. Dla każdego znajdzie się miejsce. Niech 'zobaczą', że z nimi rozmawiamy i kumplujemy się, niech poczują naszą dobroć, to może oni później zaczną kumplować się z nami, zamiast nam dokuczać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Osobiście lubię jak przemawia do mnie sztuka - filmy, seriale, anime, muzyka. Myślę, że moje wewnętrzne dziecko (moje wewnętrzne ega) odnajduje (rozpoznaje) nieraz w tym coś dla siebie, aż mnie przechodzą ciarki. Myślę, że to może przynieść jakąś formę katharsis. Tylko dobrze jest być wtedy samemu, by nie krępować się płakać...ja niestety kilka razy nie byłem i się przez to powstrzymałem...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Bardzo podoba mi się koncepcja, że człowiek ma w sobie wiele osobowości. Na tej koncepcji bazuje wiele szkół psychoterapeutycznych. Od analitycznych po Gestalt. Mnie osobiście najbardziej przekonuje IFS czyli internal family system. System wewnętrznej rodziny.

Chodzi o to by wyparte czy skłócone części siebie zintegrować. Dialog wewnętrzny odgrywa tu wielką rolę.

Program jest dopracowany, oparty na stopniowym procesie odkrywania i integracji wewnętrznych części. Jest to bardziej dopracowane i kompleksowe niż Twoja metoda. Z o wiele bardziej optymistyczną wizją natury człowieka i możliwości jej rozwinięcia. Jest też książka do autoterapii z nurtem IFS. A step-by-step guide - Jay Earley. Po polsku też jest literatura na ten temat, choć chyba tylko przybliżająca ten nurt.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

„Skąd mam wiedzieć w którym okresie/na którym schodku moje potrzeby nie zostały zaspokojone (a może kilka okresów/etapów życia wchodzi w grę?)” Takie pytanie padło w sąsiednim wątku pod adresem opisywanej tu metody 3 Kroków.

 

Tu przyda się szczypta ogólnie dostępnej wiedzy nt. rozwoju psychiki dziecięcej. W skrócie i uproszczeniu, bo chodzi , by Was jedynie naprowadzić (dalej poradzicie sobie sami):

  • wiek 0-3 to „okres matki”, potem następuje „reset pamięci”, a cała reszta to okres, w którym więcej w życiu nas jako dziecka może nabałaganić ojciec (ale i matka też, choć jeśli spisała sie w okresie 0-3 r.ż., to wyposazyła nas w niezbędne bariery i filtry emocjonalne). Aż do mniej więcej wieku 12 lat, kiedy przestawiamy sie na grupe rówiesniczą.

 

Jeśli już od naszych urodzin harmonie rodzinną zakłócał ojciec, to i tak kodowaliśmy to sobie „za pośrednictwem i na konto” matki do umownej granicy 2-3 roku zycia (np. bardziej odczuwaliśmy jej lęk niż faktyczną agresję ze strony ojca). Pomijam skrajności (typu molestowanie niemowlęcia), żeby na razie nie komplikować,

 

Ja stosowałem u siebie metode prowokacji emocjonalnej. W warunkach pozwalających na skupienie sie na samym sobie i sygnałach płynących z ciała, zadawałem sobie w myślach pytania w rodzaju:

  • - jakie jest moje najwczesniejsze wspomnienie dotyczące wydarzenia z udziałem matki/ojca?
    - jak reagowałem na powrót matki/ojca z pracy? Jak reagowała matka/ojciec?
    - czy wolałem, gdy do przedszkola odprowadzał mnie ojciec/matka?
    - jak dziś reaguję, gdy spotykam sie z matka/ojcem
    - czy lubię się spotykac z matką/ojcem, nimi dwojgiem
    - o czym lubie, a o czym nie lubie rozmawiac z matką/ojcem
    - o czym lubie, a o czym nie lubie, gdy rozmawiają matka z ojcem między sobą
    - czy lubie dziś kontakt fizyczny (przytulanie, obejmowania) matki/ojca. Jak to było w dzieciństwie?
    - czy , gdybym musiał zająć sie na starośc niedołęznym ojcem/matką, to które z nich bym wolał?
    - co czuję, gdy matka/ojciec łamią się ze mna opłatkiem?
    - co bym czuł na pogrzebie matki/ojca?

Niewykluczone, ze funkcje duchowego i emocjonalnego rodzica może pełnić starsze rodzenstwo, wiec mozna wobec nich tez spróbowac powyższej prowokacji (nie mam doswiadczen). Podobnie ewentualnie dziadkowie, jeśli więzi były bliskie i zastepowali rodziców.

 

Jak już zbudujecie sobie model psychologiczny Waszej rodziny w okresie Waszego wczesnego dzieciństwa i ustalicie, że np. ojciec alkoholik terroryzował rodzinę, warto „wejść” w psychike uciemięzonej matki, poczuć jak trudne decyzje musiała podejmować i jakie wyrzuty sumienia ją gryzły, że nie była w stanie ochronic własnego dziecka. Wczujcie się w nią.

 

Ale i matce mogło sie zdarzyć nie wyposażyć Was w niezbędny ładunek emocjonalny na starcie zycia, bo np. była zimna emocjonalnie (od urodzenia) i nie potrafiła dac odczuć ojcu i Wam, że Was kocha. Wtedy wczujcie sie w ojca i poczujcie jego wiecznie nie spełnione poczucie odwzajemnienia miłości i zrozumiecie dlaczego np. mógł byc wycofany emocjonalnie, albo przeciwnie – nademocjonalny, chcąc Wam wynagrodzic. Co tylko dodatkowo mogło wkurzac matke, która stawała się głupio zazdrosna i rywalizowała np. z córką o męża.

 

Kombinacji zaburzeń jest mnóstwo.

 

Pamietajcie tez, że siła, z jaka na rozwoju Waszej wczesnodziecięcej psychiki odcisnęły się „błedy i wypaczenia” matki/ojca są pochodna także Waszej indywidualnej podatności (tu warto przyjrzec się rodzinom dziadków). Jednemu dziecku wystarczy przejazd głosniejszego motocykla za oknem, by się wybudzic z płaczem, a inne śpi smacznie, gdy za oknem noworoczne fajerwerki.

 

Można spróbowac spisac odpowiedzi na piśmie, a potem próbowac je przeczytać przyjacielowi (ale nie matce, ani ojcu!) i wsłuchac sie, w którym momencie zaczyna nam drżec głos. To będzie wskazówka, czym warto zająć się w pierwszej kolejności.

 

Bądźcie kreatywni! Tu nie ma złych pomysłów. Próbujcie niezmordowanie, aż wpadniecie na właściwy trop. Gdy to nastapi otrzymacie wyrazistą reakcję z głebi Waszego jestestwa. Będzie to coś w rodzaju potężnej ulgi i poczucia, że rozwiązuje się jakiś bolesny węzeł.

 

Weźcie pod uwagę, że jesteście najprawdopodobniej dziećmi chociaz jednego zaburzonego rodzica. A najprawdopodobniej obojga, bo nerwice sie przyciagają – pisałem o tym. Warto sobie z tego zdawac sprawe, zanim zaczniecie ich obwiniać. Weżcie równiez pod uwagę, że za niedługo sami będziecie miec dzieci (lub juz je macie) – czy chcielibyście, by Wasze dzieci zaczęły Wam wystawiać rachunki za rzekome krzywdy? Czy uważacie, że bylibyście w stanie świadomie skrzywdzić Wasze dzieci? No własnie, Wasi rodzice też nie!

 

Zanim sie za to zabierzecie, przeczytajcie w moich poprzednich postach, dlaczego kontr-produktywne (wręcz zabronione!) jest prowadzenie jakichkolwiek działan z udziałem własnych rodziców obecnie. Jedyne, co mozna zrobic, to poprzez sugestywna narrację „naprawic dzieciństwo” swojemu płaczącemu dziecku wewnętrznemu. A potem poczujecie, że jestescie gotowi wybaczyc rodzicowi. To najlepsze zakonczenie.

 

Wszystko to zabiera kilka miesięcy czasu, wiec sie uzbrójcie w cierpliwośc. Można to przyspieszyć we współpracy z nieszablonowo myślacym terapeutą, któremu przedstawicie wyniki Kroku 1, a następnie namówicie na metode sugestywnej narracji (krok 2 i 3) w Waszej wersji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeszcze taka uwaga: niedostatki mogły wystąpic na róznych "piętrach". Zazwyczaj rozwiązanie tych najwczesniejszych, pozwala ułozyc do dobrowolnego snu te późniejsze.

 

Do tych najwczesniejszych najtrudniej dotrzeć. Szukam właśnie skutecznej metody, bo windą nie udało mi sie zjechac tak "nisko". A może odezwałby sie ktoś z inspirującą podpowiedzią?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja stosowałem u siebie metode prowokacji emocjonalnej. W warunkach pozwalających na skupienie sie na samym sobie i sygnałach płynących z ciała, zadawałem sobie w myślach pytania

Ja już od jakiegoś czasu wieczorem przed spaniem, szczególnie teraz od 2018 roku, gdy dopadła mnie bezsenność, zadaję w myśli 'podświadomości' różne pytania i czekam na odpowiedzi, oczywiście nie naraz tylko po kolei, jedno pytanie - odpowiedź - kolejne pytanie - odpowiedź itd. Odpowiedź pojawia się dość szybko, może być ona w formie myśli, emocji, jakiegoś objawu somatycznego. Może też być w formie jakiegoś zjawiska zewnętrznego, np. puknięcia w ścianę, stuków z sufitu, 'strzelania' telewizora, uczucia zimna, czy jakiś innych rzeczy. Przeważnie wiem kiedy dostałem odpowiedź. Polecam jak najbardziej takie rozmowy, można dowiedzieć się wiele ciekawych rzeczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo fajny temat Jimmy40+ :D

Gratuluję nakładu pracy, na prawdę doceniam Twoje intencje.

Pochwalę Cię za umiejętność wytłumaczenia od podszewki problematyki, która może tu dotyczyć większości. Za kulturę wypowiedzi, za stylistykę, ortografię. Ładnie ubierasz myśli w słowa.

Myślę, że ten wątek uczy też cierpliwości. A czy jest dla wszystkich? Nikt nikogo do niczego nie zmusza więc tylko wytrwali dojdą do mety ;)

Będę czytała... bo w większości zgadzam się z tym co przytaczasz :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jimmy40+, na razie pierwszy krok przeczytałem (później przeczytam resztę). Nie podoba mi się to co piszesz, nie jestem fachowcem jednak mam swoje własne obserwacje. Ty sugerujesz, że to każdy z nas jest odpowiedzialny za własną nerwicę. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Żadna jednostka nie jest za to odpowiedzialna, dla mnie to jest postawienie problemu na głowie. Jak ktokolwiek może być odpowiedzialny za własne lęki? Skąd one się biorą? Czy to nie społeczeństwo je generuje? Np. wmawianie nam od małego, że jesteśmy zbyt głupi, zbyt słabi, zbyt brzydcy, zbyt mało uzdolnieni i w ogóle beznadziejni. Skąd się to bierze, nasze lęki? Ze społeczeństwa, ono je wytwarza, wszelkie odczucia typu: "jestem nie wystarczająco dobry". I później nic dziwnego, że ludzie nabawiają się nerwicy, depresji i innych dolegliwości. Albo poczucie winy, czy to nie społeczeństwo jest twórcą twojego poczucia winy. Kto ci zaszczepił do głowy ideę, że jesteś winny z tego a z tego powodu? A teraz próbujesz wkręcać ludziom, że to z nimi jest coś nie tak. Nie zgadzam się z tym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mam żadnych wspomnień związanych z rodzicami do około 7 roku życia. Z zerówki pamiętam to, że zmarła wtedy babcia. Z nią mam wspomnienie, że karmiła mnie i moje rodzeństwo pieczonymi jabłkami. Z zerówką jeszcze kojarzy mi się to, że stałam sama na przystanku i czekałam na autobus. Pamiętam, że raz się rozpłakałam, bo poczułam się opuszczona i inna, bo po wszystkie inne dzieci ktoś przychodził lub przyjeżdżał. Wcześniejsze wspomnienia są jak jakieś zdjęcia, pamiętam na przykład jakieś buty z dzieciństwa, jakąś bluzkę, albo jak mówię, że mam 3 lata.

Czy mogę coś z tym zrobić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jimmy40+, na razie pierwszy krok przeczytałem (później przeczytam resztę). Nie podoba mi się to co piszesz, nie jestem fachowcem jednak mam swoje własne obserwacje. Ty sugerujesz, że to każdy z nas jest odpowiedzialny za własną nerwicę. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Żadna jednostka nie jest za to odpowiedzialna, dla mnie to jest postawienie problemu na głowie. Jak ktokolwiek może być odpowiedzialny za własne lęki? Skąd one się biorą? Czy to nie społeczeństwo je generuje? Np. wmawianie nam od małego, że jesteśmy zbyt głupi, zbyt słabi, zbyt brzydcy, zbyt mało uzdolnieni i w ogóle beznadziejni. Skąd się to bierze, nasze lęki? Ze społeczeństwa, ono je wytwarza, wszelkie odczucia typu: "jestem nie wystarczająco dobry". I później nic dziwnego, że ludzie nabawiają się nerwicy, depresji i innych dolegliwości. Albo poczucie winy, czy to nie społeczeństwo jest twórcą twojego poczucia winy. Kto ci zaszczepił do głowy ideę, że jesteś winny z tego a z tego powodu? A teraz próbujesz wkręcać ludziom, że to z nimi jest coś nie tak. Nie zgadzam się z tym.

 

Oczywiście wiem, że to my interpretujemy sytuację jako lękową bądź nie, jednak tak jak pisałem jest też druga strona medalu, czyli bodźce zewnętrzne a zwłaszcza jako dzieci, jesteśmy tylko ludźmi, podatnymi na wszelkie społeczne sugestie, nie jesteśmy maszynami zaprogramowanymi na interpretację sytuacji jako nie szkodliwej dla nas, wtedy kiedy dzieciaki wyrzucają na ciebie hejt.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×