Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Authentic

Głód miłości, deprywacja emocjonalna

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie,

 

moim problemem jest to, co w temacie. Czy jest może tutaj ktoś, kto przeżywał coś podobnego i zechciałby podzielić się swoimi doświadczeniami? Jeśli tak, proszę piszcie tutaj lub na priw.

 

 

W skrócie o co chodzi. Ktoś rzucił mi ochłap zainteresowania, ciepła, a ja zaczęłam od razu rozmyślać o tej osobie, czuć "motyle w brzuchu", bardzo brakuje mi tej osoby i bardzo za nią tęsknię. Moja reakcja jest nadmierna względem faktu, że to była najzwyklejsza życzliwość ze strony tej osoby w moim kierunku. Moją reakcją było natychmiastowe odsunięcie się od tej osoby, gdyż instynktownie wyczułam, że trzeba ją chronić przede mną - przed moim zaangażowaniem emocjonalnym, zupełnie bezsensownym i nie na miejscu. Tak więc z obawy przed natrętnością popadłam w drugą skrajność - niedostępność.

 

Byłam tak zdziwiona i zniesmaczona swoimi emocjami, że zaczęłam szukać informacji na ten temat. W końcu znalazłam - to głód emocjonalny niezaspokojony w dzieciństwie. Przez to człowiek w dorosłym życiu cały czas kompulsywnie poszukuje ochłapów uznania, ciepła. Myślę, że to mam :(

 

Chcę z tego wyjść, potrzebuję wsparcia osób, które znają to z autopsji, bo ten, kto zna to tylko teoretycznie, nie będzie w stanie się w to wczuć, to zjawisko nie spotyka się ze zbyt dużym zrozumieniem osób, które nawet mają na ten temat wiedzę, ale tylko teoretyczną...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Żeby z tego wyjść potrzebna długoletnia psychoterapia, ja taką opinię usłyszałam od psychologa, jak chcesz pytać wal na pw :papa:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dokładnie, myślę, że tutaj opisywanie własnych doświadczeń czy teoretyzowanie na niewiele się zda. Potrzebna jest systematyczna psychoterapia, by przepracować ten problem ze specjalistą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja to znam z autopsji. Osiągało u mnie wręcz rozmiary paranoidalne. Co ciekawe, nie miałam braku miłości w dzieciństwie. To dziwne, ale wydaje mi się, że ta tendencja przechodzi mi z wiekiem. Stałam się bardziej sceptyczna względem potencjalnych, jak to nazwałaś, "motyli w brzuchu" i tym samym mniej idealizuję, a bardziej otwieram się na innych ludzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uważacie, że to aż tak poważny problem? :( boję się iść na terapię, z różnych względów, ale także dlatego, że obawiam się, że do terapeuty tak samo się przywiążę - to ponoć częste wśród osób z takim problemem, że się przywiązują do terapeuty. Ta osoba, do której się przywiązałam, też była psychologiem, choć nie "MOIM". Tzn. nie moim terapeutą.

 

New-Tenius, zdradzisz, ile masz lat? Bo ja jestem już dorosłą kobietą a nie nastolatką i dlatego mnie to zmartwiło, wcześniej coś takiego w takim nasileniu mi się nigdy nie zdarzyło (choć może po prostu dlatego, że nie trafiłam na osobę, która by mi okazała tyle bezinteresownego ciepła). Wydaje mi się więc, że możemy mówić o czymś zupełnie innym, bo czym innym jest nastoletnia skłonność do zakochiwania się, a czym innym zupełnie deprywacja emocjonalna - głęboko zakorzenione niezaspokojenie emocjonalne wynikające z braków w dzieciństwie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ja już jestem w latach zaawansowana, powiem tyle, że obserwuję, że tym mocniej to odczuwam

Autentic, poszły już pw :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Mam bardzo podobnie, jedyne wyjście dla mnie to cierpienie i czekanie na kogoś w życiu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że takich osób jak ty jest sporo. Ale nie wiem czy jesteśmy sobie nawzajem pomóc, lepiej chyba znaleźć wsparcie w kimś, kogo ten problem nie dotyczy , albo najlepiej ktoś kto już przezwyciężył ten problem ( o ile to możliwe) czyli w psychoterapeucie.

 

Wystarczy spojrzeć na te forum. Większość osób tu występujących jęczy na swój temat. Są zbyt wsobni aby wejść w problem drugiej osoby. Nie mówię, że to dotyczy wszystkich, być może po części dotyczy też to mnie. Są tu wątki, a także osoby, które chętnie udzielają porad. Poza tym na wiele pytań i przedstawionych tu problemów trudno odpowiedzieć przez internet. I wtedy pojawia się uniwersalna odpowiedź: idź do terapeuty.

 

Mam podobny problem co ty, ostatnio rozwala mi to w sporej części życie. Przez poczucie osamotnienia trudno mi jest się na czymkolwiek skupić i cokolwiek zrobić. Tak mi się wydaje, że zależnie od przypadku , człowiek to przeżywa z różną intensywnością. Jednak im człowiek starszy tym trudniej jest mu to chyba znieść. Kolejną stroną medalu jest to, że przez te szukanie ciepła i życzliwości za wszelką cenę trudno utrzymać nieraz uczciwą postawę wobec drugiego człowieka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Authentic, Głód miłości, ciepła, czułości, wyrozumiałości, uwagi, czyli tego, czego nie dostałem w dzieciństwie jest mi BARDZO DOBRZE znany ! Dorzuciłbym jeszcze do tego brak pochwał, docenienia.. Życie w bardzo zawyżonych wymaganiach, bez prawa do popełnienia jakiegokolwiek błędu, ciągła krytyka.. Długo się z tego wszystkiego leczyłem w ramach psychoterapii indywidualnej (a mam w teraz 48 lat), którą wciąż kontynuuje, ale już trochę z innego powodu..

 

W tej chwili można powiedzieć, ze już tego głodu miłości, takiego nie z "tu i teraz" nie odczuwam, ale za radą ekspert_abcZdrowie, powtórzę, że wysłuchiwanie cudzych historii, teoretyzowanie raczej Ci nie pomogą.. :-|

 

A problem uzależnienia od terapeuty pozostaw terapeucie, jak dobry, to poradzi sobie z tą kwestią (niestety też przerabiałem i to bardzo! wciąż mam troche z tym problem, ale to fragment większej całości :))

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szanuję wasze opinie, ale ja uważam inaczej. Mnie znacznie pomogła świadomość, że nie ja jedyna to mam, samo zdefiniowanie problemu i porównanie z przeżyciami innych osób, które to przeżyły i odezwały się do mnie. Ponieważ wcześniej nawet nie wiedziałam, że to tak powszechny problem i uważałam siebie za krótko i dosadnie mówiąc, po***ą - a z taką definicją problemu niewiele można zrobić. A już sama rozmowa z osobami, które przeżyły to samo, dała mi uspokojenie emocjonalne. Z osobami, które to przeżyły, rozmawia się swobodniej, bez tego poczucia upokorzenia, jakie towarzyszyłoby rozmowie z kimś, kto tego nie przeżył - wtedy nie czułabym się jak równy z równym.

 

Poza tym nie stać mnie na terapię prywatną, a na NFZ nie sposób się dostać. Kiedyś próbowałam, ale nie dość, że kolejka do terapii była niemiłosiernie długa, to jeszcze diagnosta usiłował mi za wszelką cenę wmówić, że nie mam żadnego problemu, pewnie tak robią by odciążyć te kolejki i biorą tylko najcięższe przypadki... Ja nie potrafiłam dość otwarcie przedstawić, jak poważny mam problem i jak wpływa on na moje funkcjonowanie, więc po prostu zostałam spławiona. Poza tym nie potrafię się obnażać emocjonalnie przed obcymi ludźmi twarzą w twarz - to także utrudniłoby terapię, bo tam trzeba być szczerym w 100%, by to miało jakikolwiek sens. Nie neguję wartości terapii w ogóle, ale uważam, że dla mnie nie będzie to skuteczna forma pomocy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Uważacie, że to aż tak poważny problem? :( boję się iść na terapię, z różnych względów, ale także dlatego, że obawiam się, że do terapeuty tak samo się przywiążę - to ponoć częste wśród osób z takim problemem, że się przywiązują do terapeuty. Ta osoba, do której się przywiązałam, też była psychologiem, choć nie "MOIM". Tzn. nie moim terapeutą.

 

New-Tenius, zdradzisz, ile masz lat? Bo ja jestem już dorosłą kobietą a nie nastolatką i dlatego mnie to zmartwiło, wcześniej coś takiego w takim nasileniu mi się nigdy nie zdarzyło (choć może po prostu dlatego, że nie trafiłam na osobę, która by mi okazała tyle bezinteresownego ciepła). Wydaje mi się więc, że możemy mówić o czymś zupełnie innym, bo czym innym jest nastoletnia skłonność do zakochiwania się, a czym innym zupełnie deprywacja emocjonalna - głęboko zakorzenione niezaspokojenie emocjonalne wynikające z braków w dzieciństwie.

Mam 29 lat, a te stany akurat towarzyszyły mi od zawsze. Ogólnie, nie układa mi się w tych sprawach. Jestem trochę niedojrzała emocjonalnie, ale nadrabiam zaległości. Znam z autopsji to, co opisałaś i wiem, że może doprowadzić do cierpienia, ja już z tego powodu nadużywałam leków uspokajających i alkoholu. To osiągało taki poziom, że marzyłam tylko o braku czucia, o spokoju, o braku tej osoby w mojej głowie. A tak naprawdę wcale nie chciałam jej poznać, tylko chciałam, żeby mi coś dała. Potwierdzenie, że nie jestem niewidzialna. Z drugiej strony, gdy naprawdę komuś na mnie zależało w "ten" sposób, ja za każdym razem miałam tę osobę gdzieś. Może u Ciebie podobnie jest to sposób na uniknięcie bliskości, lęk przed zaufaniem komuś do "tego" stopnia? Teraz osiągnęłam stan względnego spokoju psychicznego, który utrzymuje się jak na mnie bardzo długo. Wiem, że to nie koniec mojego problemu, ale wiem też, że powoli uczę się go oswajać. Psychoterapia może nie jest jakimś cudem, ale pomogło mi to, że otworzyłam się przed terapeutką (i nie, nie miałam faz na jej temat). Że otworzyłam się przed kimś obcym, zaufałam, że mnie nie zrani. Pomagają też, niestety, leki stabilizujące nastrój. Piszesz, że coś takiego Ci się wcześniej nie zdarzyło. Co wobec tego wyzwoliło tę emocję?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tez to niestety mam :( rozumiem jak okropne to jest uczucie...

z tego powodu zrezygnowalam z terapii, bo przywiazalam sie zbyt mocno i to zrobilo sie juz strasznie trudne. Bardzo cierpialam, tesknilam. I tak cale zycie :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wydaje mi się, że żeby poradzić sobie z takimi problemami, nie powinno się od nich uciekać. Zaczynam myśleć, że lepiej się z nimi zmierzyć. Powiedzieć sobie "tak, znam to uczucie, jest nieprzyjemne, ale wcale nie chcę, żeby minęło, nie muszę się już teraz dobrze czuć, chcę poznać sama siebie". Bo to tak naprawdę chyba jest część nas.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam 29 lat, a te stany akurat towarzyszyły mi od zawsze. Ogólnie, nie układa mi się w tych sprawach. Jestem trochę niedojrzała emocjonalnie, ale nadrabiam zaległości. Znam z autopsji to, co opisałaś i wiem, że może doprowadzić do cierpienia, ja już z tego powodu nadużywałam leków uspokajających i alkoholu. To osiągało taki poziom, że marzyłam tylko o braku czucia, o spokoju, o braku tej osoby w mojej głowie. A tak naprawdę wcale nie chciałam jej poznać, tylko chciałam, żeby mi coś dała. Potwierdzenie, że nie jestem niewidzialna. Z drugiej strony, gdy naprawdę komuś na mnie zależało w "ten" sposób, ja za każdym razem miałam tę osobę gdzieś. Może u Ciebie podobnie jest to sposób na uniknięcie bliskości, lęk przed zaufaniem komuś do "tego" stopnia? Teraz osiągnęłam stan względnego spokoju psychicznego, który utrzymuje się jak na mnie bardzo długo. Wiem, że to nie koniec mojego problemu, ale wiem też, że powoli uczę się go oswajać. Psychoterapia może nie jest jakimś cudem, ale pomogło mi to, że otworzyłam się przed terapeutką (i nie, nie miałam faz na jej temat). Że otworzyłam się przed kimś obcym, zaufałam, że mnie nie zrani. Pomagają też, niestety, leki stabilizujące nastrój.

Dzięki za wypowiedź :)

Nasze sytuacje mają kilka punktów wspólnych i kilka różnic :) Główny punkt wspólny to głód uwagi, a różnice:

 

- nie byłam nastawiona w relacji tylko na branie (choćby tej uwagi), przeciwnie - ta osoba fascynowała mnie sama w sobie, jej cechy, sposób bycia, poglądy, marzyłabym, by tę osobę lepiej poznać i ogólnie "być" w jej kręgach

- mam bliską osobę (partnera), który zaspokaja w 100% moją potrzebę bliskości, więc to nie jest zachowanie typu "syndrom zakazanego owocu" które chyba dobrze opisuje Twoją sytuację, że idealizujesz osoby Ci niedostępne a od osób Ci dostępnych uciekasz, ja tego nie mam w relacjach z mężczyznami, skoro potrafiłam stworzyć bliską relację - choć faktem jest, że to jest jedyna bliska mi osoba, a z innymi ludźmi mam bardzo duże trudności nawiązywania relacji.

Piszesz, że coś takiego Ci się wcześniej nie zdarzyło. Co wobec tego wyzwoliło tę emocję?

Po prostu ta osoba. Która różniła się wszystkim od innych osób kiedykolwiek wcześniej poznanych. Poza tym doszłam do wniosku, że to przez złe relacje z matką - doszukuję się w pewnych kobietach "matki zastępczej". Rozmawiałam o tym z jedną z tutejszych Użytkowniczek (jeśli to czytasz, pozdrawiam, mam nadzieję, że jeszcze się zgadamy? :) ) i miałyśmy niemal analogiczne doświadczenia, to jest niestety klucz do tego wszystkiego.

 

coccinella, pozwolę sobie odezwać się na pw

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Po prostu ta osoba. Która różniła się wszystkim od innych osób kiedykolwiek wcześniej poznanych. Poza tym doszłam do wniosku, że to przez złe relacje z matką - doszukuję się w pewnych kobietach "matki zastępczej". Rozmawiałam o tym z jedną z tutejszych Użytkowniczek (jeśli to czytasz, pozdrawiam, mam nadzieję, że jeszcze się zgadamy? :) ) i miałyśmy niemal analogiczne doświadczenia, to jest niestety klucz do tego wszystkiego.

 

coccinella, pozwolę sobie odezwać się na pw

 

pogrubione - dokładnie mam tak samo :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×