Skocz do zawartości
Nerwica.com

.... bo już w nic nie wierzę


Gość beznadziejniak

Rekomendowane odpowiedzi

Gość beznadziejniak

Niespełna 30 lat życia.

Pracuję jak dziki wół za marne grosze w Polsce B. Od kilku miesięcy spędzam w robocie wszystkie soboty więc poprawiły się moje zarobki. Tłumaczyłem sobie że z powodu niskich zarobków nie stać mnie na założenie rodziny. Tak było najwygodniej. Jestem zwykłym tchórzem. Przegram własne życie. Mam ogromne obawy przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji. Każdy dzień wygląda tak samo.

"Doprawdy, najpewniejszą drogą do Piekła jest droga stopniowa – łagodna, miękko usłana, bez nagłych zakrętów, bez kamieni milowych, bez drogowskazów."

Codzienne rytuały, powtarzane od lat, te same czynności, życie w zamkniętym kręgu poczucia bezpieczeństwa, z dala od ludzi, z którymi nic mnie nie łączy, a których tak bardzo nienawidzę. Banda idiotów i bezlitosnych sk.....synów gotowych utopić cię w łyżce wody. Dwulicowe szuje.... Nie ma nikogo innego. Wszyscy inni są szczęśliwi we własnych hermetycznie zamkniętych kręgach.

Sami swoi.

Obłuda, zło, nienawiść.

Ponoć każdy jest powołany przez Boga do wypełnienia jakiejś misji. Jaka może być moja misja skoro mam problem z samym sobą?

O co chodzi w tym burdelu?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że brakuje Ci samoakceptacji. Tu jest duży problem. Nie jest też tak, że ludzie dzielą się na pijawki i uczestników zamkniętych kręgów.

Nie wiem czy pisałeś to pod wpływem emocji czy na prawdę tak uważasz? Zacząłem od tego, choć

O Bogu również chętnie porozmawiam (jestem wierzący), ale w zakresie dość wąskim polegającym na oczyszczenie tematu z nieporozumień.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wszyscy inni są szczęśliwi we własnych hermetycznie zamkniętych kręgach.

Jak to mówią wszedzie dobrze tam, gdzie nas nie ma,

ja to mam problemy - innych ludzi problemy przy moich to błahostka

.....

chyba większość osób tak myśli - niestety w tym wypadku większość się myli.

 

Ponoć każdy jest powołany przez Boga do wypełnienia jakiejś misji. Jaka może być moja misja skoro mam problem z samym sobą?

A może za bardzo skupisza się na tym co chcesz dostrzec, i nie widzisz tego co na prawdę istotne?

Czasami potrzeba jest upaść bardzo nisko, żeby przemyśleć pewne kwestie, przewartościować swój świat.... ( mówie to na swoim przykładzie )

 

Jak masz jakiś problem w rodzinie, to zazwyczaj się o nim rozmwia,

zrób to samo - zacznij rozmawiać z Bogiem.

( rozmowa to nie monolog )

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niespełna 30 lat życia.

Pracuję jak dziki wół za marne grosze w Polsce B. Od kilku miesięcy spędzam w robocie wszystkie soboty więc poprawiły się moje zarobki. Tłumaczyłem sobie że z powodu niskich zarobków nie stać mnie na założenie rodziny. Tak było najwygodniej. Jestem zwykłym tchórzem. Przegram własne życie. Mam ogromne obawy przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji. Każdy dzień wygląda tak samo.

 

a może potrzebujesz zmiany? spróbuj wyjechać gdzieś? omże do Anglii? Niemiec? Norwegii? Nie oszukujmy się, zarobki tam są lepsze. Ja mam 27 lat i czuję się strasznie z tym, że nie skończyłam jeszcze chociażby licencjatu (u mnie rodzice są lekarzami i przez to mam w głowie presję, że też muszę mieć wyższe wykształcenie, bo czułabym się gorsza nie mając go). Co mi pomogło? Poczułam się lepiej jak zaczęłam oszczędzać i uzbierałam 20 tyś. Czuję się pewniej teraz z jakąś kasą na czarną godzinę.

 

Codzienne rytuały, powtarzane od lat, te same czynności, życie w zamkniętym kręgu poczucia bezpieczeństwa, z dala od ludzi, z którymi nic mnie nie łączy, a których tak bardzo nienawidzę. Banda idiotów i bezlitosnych sk.....synów gotowych utopić cię w łyżce wody. Dwulicowe szuje.... Nie ma nikogo innego. Wszyscy inni są szczęśliwi we własnych hermetycznie zamkniętych kręgach.

Sami swoi.

 

właśnie, może ta zmiana otoczenia jest dobrym pomysłem?

 

Obłuda, zło, nienawiść.

 

Niestety, mi z tym również było ciężko się pogodzić, ale trzeba było. Dlatego zawsze sobie mawiam, że mam większe zaufanie do wrogów niż przyjaciół (nie wszystkich). Wróg Ci zawsze powie najgorszą prawdę o Tobie, bo chce Cię skrzywdzić, ale ja zaczęłam myśleć o tym tak: "jak ma mnie skrzywdzić coś co jest prawdą o mnie?". Wróg Ci uświadomi to, że coś robisz źle - jasne, w najmniej przyjemny sposób, ale uświadomi. Przyjaciele tego nie zrobią, bo się boją, że Cię skrzywdzą, a skrzywdzą Cię tym, że Ci tego nie mówią abyś mógł popracować nad sobą stając się lepszym. Wiem, trochę dziwna logika.

 

Ponoć każdy jest powołany przez Boga do wypełnienia jakiejś misji. Jaka może być moja misja skoro mam problem z samym sobą?

O co chodzi w tym burdelu?

 

O tak, każdy jest do czegoś powołany (czy przez Boga czy coś innego), ale powołanie nie polega na tym, że Ty będziesz sobie siedział i nagle ktoś Ci powie "jesteś powołany do zostania prezydentem". Powołanie to ciągła praca nad sobą, ciągłe kształcenie się (nie mówię tu o studiach), szukanie dróg, popełnianie mnóstwa błędów - jednym słowem odkrywanie samemu. W podstawówce ksiądz na lekcji mówił, że to nie jest tak, że usiądziemy pomodlimy się "Panie Boże, napisz za mnie sprawdzian na 5tkę". To my musimy się nauczyć. Modlitwa z Bogiem/medytacja może nam pomóc w wyciszeniu się (mówisz sobie "uspokój się, skoncentruj się, wycisz" - to też trochę związane z autosugestią), ale nie zrobi za nas reszty roboty. Wiem, trochę to brutalne.

 

A teraz sobie pomyślisz.... "ale ona pojebana jest", ale:

 

Usiądź może na spokojnie na podłodze po turecku. Wycisz się na 15 minut (ustaw sobie budzik) - staraj się myśleć o chmurach, drzewach o czymś neutralnym (byle nie o emocjach). Weź zeszyt i zapisz co Cię denerwuje, potem zapisz co możesz zrobić aby to zmienić i wyznacz sobie cele, którymi możesz tą zmianę osiągnąć. Do tych celów dopisz REALNE daty. Dla mnie wypisanie sobie dat jest bardzo ważne, bo przez to nie mogę przesuwać moich zadań. Daty utrzymują mnie w rydzach. Przepisz to co masz na kartkę i powieś ją w widocznym miejscu. A codziennie wieczorem w zeszycie zapisuj datę i odpowiedź na pytanie "co dzisiaj zrobiłem aby osiągnąć swój cel?". Może się zdarzyć, że parę razy albo na początku napiszesz nic, ale jeżeli będziesz to robił regularnie to w końcu coś zrobić np. ja napisałam "zrobiłam 3 strony z książki do niemieckiego, bo dążę do lepszej znajomości tego języka". To jest ważne aby napisać nie tylko co zrobiłeś "zrobiłam 3 strony z książki do niemieckiego", ale dlaczego "bo dążę do lepszej znajomości tego języka". Ale tutaj bardzo ważna jest praca nad samym sobą i regularność.

 

Mam nadzieję, że nie pieprzę farmazonów, ale mi to pomaga. Może i Tobie pomoże? :) Trzymam kciuki!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Usiądź może na spokojnie na podłodze po turecku. Wycisz się na 15 minut (ustaw sobie budzik) - staraj się myśleć o chmurach, drzewach o czymś neutralnym (byle nie o emocjach). Weź zeszyt i zapisz co Cię denerwuje, potem zapisz co możesz zrobić aby to zmienić i wyznacz sobie cele, którymi możesz tą zmianę osiągnąć. Do tych celów dopisz REALNE daty. Dla mnie wypisanie sobie dat jest bardzo ważne, bo przez to nie mogę przesuwać moich zadań. Daty utrzymują mnie w rydzach. Przepisz to co masz na kartkę i powieś ją w widocznym miejscu. A codziennie wieczorem w zeszycie zapisuj datę i odpowiedź na pytanie "co dzisiaj zrobiłem aby osiągnąć swój cel?". Może się zdarzyć, że parę razy albo na początku napiszesz nic, ale jeżeli będziesz to robił regularnie to w końcu coś zrobić np. ja napisałam "zrobiłam 3 strony z książki do niemieckiego, bo dążę do lepszej znajomości tego języka". To jest ważne aby napisać nie tylko co zrobiłeś "zrobiłam 3 strony z książki do niemieckiego", ale dlaczego "bo dążę do lepszej znajomości tego języka". Ale tutaj bardzo ważna jest praca nad samym sobą i regularność.

Podpisuje się pod tym obiema rękami i nogami,

na co dzień bombardujemy umysł tyloma bodźcami,

że niektórzy już zapomnieli jak to jest nie robić nic, po prostu posiedzieć.

Na początku takie nic nie robienie może być dyskomfortowe, jednak nie przerywaj, siedź.

 

Cel to marzenie z datą realizacji.

~Napoleon Hill

( z tym też się zgadzam :) )

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość beznadziejniak

Ludzie wokół mają swoje problemy. Co raz mniej obchodzą mnie ich problemy. Zawsze byłem tym gościem któremu można było się zwierzyć ze swoich problemów. Nikogo jednak nie interesują moje problemy. Nikt nie chce mnie wysłuchać, więc zacząłem traktować ludzi z wzajemnością.

Z rodziną nie rozmawiam o moich problemach. Wstydzę się siebie. Wstydzę się tego że jestem tchórzem.

Jestem tchórzem i nigdzie nie wyjadę. Boję się zmian. Nie wiem jak mam sobie poradzić.

Nie boję się o przyszłość pod względem pieniędzy. Bardziej martwi mnie to że nie potrafię niczego zmienić w moim życiu. Wszystkie plany, wszystkie postanowienia zawsze biorą w łeb. To wygląda jak próba zawrócenia kijem rzeki. Zapisywałem cele w kalendarzu, ale co z tego, skoro nawet głupie zakupy w sklepie przesuwałem w czasie o kilka dni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zapisywałem cele w kalendarzu, ale co z tego, skoro nawet głupie zakupy w sklepie przesuwałem w czasie o kilka dni.

Moze za duze cele sobie stawiales na poczatku?

Takie ktore Cie paralizowaly na sama mysl o nich?

Trzeba praowac nad soba, jednak nie warto od razu skakac na gleboka wode.

 

Zacznij od malych rzeczy,

moze idz do tego sklepu z samego rania - po 7,

albo przed samym zamknieciem,

albo idz do mniejszego sklepu

 

Zacznij od takich rzeczy, ktore wiesz ze dasz rade w obecnej sytuacji,

systematycznie odchaczaj punkty,

 

Zapisuj wszysko, na czym Ci zalezy danego dnia,

brudne okna - zapisz,

pranie - zapisz,

chcesz isc na rower - zapisz,

ugotowac cos na obiad - zapisz

wszystko zapisuj.

 

zobaczysz ze praca nad soba ( ktora widac na pierwszy rzut oka ) daje duzo satysfakcji.

Powoli przesuwaj granice komfortu.

 

Ja mam tak do dzis czesto,

ze jak mam cos zrobic i nie zabiore sie za to juz - teraz,

to jest duza szansa ze nie zrobie tego w ogole.

Np:

musze cos kupic - jest to tylko w galerii,

sa godziny szczytu,

nawet nie mysle tylko sie ubieram i ide,

jak zaczne o tym myslec ze moze to a moze tamto, a moze nie potrzebne..... to nie pojde na 99%.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość beznadziejniak

Zacząłem pisać odpowiedź, ale ją skasowałem. To nie ma sensu. To jest powielanie tej samej historii w kolejnym wątku. Nic z tego nie będzie. Jestem tchórzem. Boję się postawić ojcu. Boję się podejść do dziewczyny i zagadać. Zresztą, nawet jak podchodzę to od razu jestem spławiany. Lepiej płynąć z prądem. Lepiej przenieść swoje życie w świat gier video, kiedy w moim własnym życiu nie dzieje się nic ciekawego. Pieprzona wiosna i pieprzone lato... Zawsze o tej porze mam mega doła. Mogłaby powrócić zima. Zimą życie umiera, a wiosną wszystko budzi się do życia. Moje cierpienie (które wszyscy tak ochoczo kwestionują) nasila się wiosną.

 

Nie wiem nawet od czego miałbym zacząć. Jestem totalnie rozbity i wiem, że nic się nie zmieni. Nie wierzę w zmianę. Boję się zmiany. Próbowałem poszerzyć strefę komfortu i tylko się zbłaźniłem. Ciągle słyszę "uwierz w siebie". Nie rozumiem tych słów. W co mam uwierzyć? W to że będę normalnym człowiekiem? Nigdy nie będę normalny. Już za późno. Gdyby ktoś podjął odpowiednie kroki kiedy miałem ok. 14 lat, może dałoby się coś zrobić. Przegrałem gimnazjum, szkołę średnią i studia na które nigdy nie poszedłem. Nigdy nie miałem nikogo kto mógłby mi doradzić. Zawsze ukrywałem przed ludźmi (nawet przed najbliższą rodziną) że mam problemy. Nawet psychiatra mówi że nie jest w stanie mi pomóc. Jak mam wytrzymać kolejne pięć miesięcy do zimy? Gdyby nie ciężki kac po alkoholu, chyba zacząłbym znowu pić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zacząłem pisać odpowiedź, ale ją skasowałem. To nie ma sensu. To jest powielanie tej samej historii w kolejnym wątku. Nic z tego nie będzie. Jestem tchórzem. Boję się postawić ojcu. Boję się podejść do dziewczyny i zagadać. Zresztą, nawet jak podchodzę to od razu jestem spławiany. Lepiej płynąć z prądem. Lepiej przenieść swoje życie w świat gier video, kiedy w moim własnym życiu nie dzieje się nic ciekawego. Pieprzona wiosna i pieprzone lato... Zawsze o tej porze mam mega doła. Mogłaby powrócić zima. Zimą życie umiera, a wiosną wszystko budzi się do życia. Moje cierpienie (które wszyscy tak ochoczo kwestionują) nasila się wiosną.

To Ty decydujesz jak chcsz zeby wygladalo Twoje zycie,

kazdy chce czegos innego,

ze ktos spedza 18/h przed komputerem nie zawsze znaczy ze uciekl przed ekran,

czesto oznacza, ze tak swiadomie wybral i tego chce.

 

Nie wiem nawet od czego miałbym zacząć. Jestem totalnie rozbity i wiem, że nic się nie zmieni. Nie wierzę w zmianę. Boję się zmiany. Próbowałem poszerzyć strefę komfortu i tylko się zbłaźniłem. Ciągle słyszę "uwierz w siebie". Nie rozumiem tych słów. W co mam uwierzyć? W to że będę normalnym człowiekiem? Nigdy nie będę normalny. Już za późno. Gdyby ktoś podjął odpowiednie kroki kiedy miałem ok. 14 lat, może dałoby się coś zrobić. Przegrałem gimnazjum, szkołę średnią i studia na które nigdy nie poszedłem. Nigdy nie miałem nikogo kto mógłby mi doradzić. Zawsze ukrywałem przed ludźmi (nawet przed najbliższą rodziną) że mam problemy. Nawet psychiatra mówi że nie jest w stanie mi pomóc. Jak mam wytrzymać kolejne pięć miesięcy do zimy? Gdyby nie ciężki kac po alkoholu, chyba zacząłbym znowu pić.

To prawda ze czas dziala na niekorzysc - zawsze nie tylko w tym przypadku,

nie wiem czy wiesz ale jutro do tego 'juz za pozno' dojdzie kolejny dzien..... czas dziala na niekorzysc.

 

Na jakiegos wybitnie hu*jowe psychiatre trafiles w takim razie :)

Jak chcialbys zeby wygladalo Twoje zycie?

Serio pytam - psychiatra ani psycholog ze mnie zaden, ale na pewno nie powiem Ci ze sie nie da , bo zawsze sie da.

 

( Jak lubisz zime,

to sa kraje gdzie zima jest przez caly rok )

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość beznadziejniak

"Jak chcialbys zeby wygladalo Twoje zycie?"

 

Nie wiem. Nic już nie wiem. Dawno temu uświadomiłem sobie że nie mam szans na normalne życie. Przestałem walczyć. Przestałem się szamotać. Siedzę po pas w bagnie i dalsze szamotanie się, dalsza walka, sprawia tylko że bagno wciąga mnie jeszcze głębiej. Siedzę w bagnie i udaję że nic się nie dzieje. Nie da się tak żyć, ale można udawać że wszystko jest ok. Nie wiem tylko jak to się skończy. Kiedy myślę o tym jak powinno wyglądać moje życie, to tak jakbym znowu zaczął się szamotać i przez to tonąć w bagnie.

 

 

Gdybym miał wybór, wolałbym się nie urodzić. To nie jest mój świat. Bóg się pomylił. Takie barachło jak ja nie powinno istnieć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie da sie dazyc do celu jezeli nie wiadomo co jest celem.

 

Mozesz cale zycie szukac i nie znalezc nic,

albo co gorsze znalezc i nie zauwazyc, minac to.

 

Na pewno wiesz, nawet podswiadomie gdzie chcesz dojsc,

byc moze na obecna chwile wizja ogromu pracy jaka trzeba wykonac zeby sie tam znalezc

Cie przytlacza, ale to dorze - cel ma byc warty trudu w niego wlozonego.

 

Moze i przyklad z dupy ale np:

Chce schudnac 30kg w rok - niewykonalne, juz tyle razy probowalem..... 30kg nie znam nikogo kto by dal rade.....

ale to jest 2.5kg na miesiac - 2.5 to juz nie 30, moze jednak dam rade,

w tydzien musze schudnac mniej niz 1kg - kurde to moze sie udac,

to wychodzi ze musze miec dzienny deficyt 700kcal - to mniej niz jeden kebab albo 3 piwa,

a jakbym dziennie spalil dodatkowe 300kcal ( np ~3km biegu ) to nawet piwo bym mogl wypic i schudne.

Kazdy glupi moze odmowic sobie kebaba i pepsi = co to za problem schudnac 30kg :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

autorze odpiowiem ci poozniej na twoje pytanie bo mam identyko ale gorzej . teraz ide spac a jest 6 rano , spię do 18 . zamykam sie przed swiatem . nie wychodzę z domy . wiosna mnie dobiją że ludzie żyją cieszą się życiem a ja siedze w domu . boje sie wykonać 1 krok , boję się zmian ,analizuje wszystko do przodu . lubie spać bo wtedy nic nie czuję . mam 33 lata , nie mam rodziny,dzieci,dziewczyny . też mam tak że odrzuciłem wszystkich znajomych a chciałbym odnowić kontakty ale mam obawy po takim czasie . nie akceptuje siebie i swojego zachowania jak i wyglądu . szkoda gadać . już się pogodziłem z tym i ni chcialem tego rozdrapywac ale zobaczyłem twój wątek.

 

ps:psychiatra tez mi nie pomogl

 

tez mysle ze juz jest za pozno bo mam 33 lata . a ja mam się teraz dopiero uczyć życia dorosłego i wogole życia ??|

jaki mam zrobić 1 krok nie wiem , co zrobić,gdzie iść i czy to wogole ma sens i dokąd chcę dojśc , bo nei wiem .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jaki mam zrobić 1 krok nie wiem , co zrobić,gdzie iść i czy to wogole ma sens i dokąd chcę dojśc , bo nei wiem .

co kolwiek, byle zaczac,

ruszyc z tego zastoju.

 

Na poczatek terapia grupowa.

 

Obawy zawsze beda,

czy masz 20 czy 30 czy 40, a czy .......

zawsze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jaki mam zrobić 1 krok nie wiem , co zrobić,gdzie iść i czy to wogole ma sens i dokąd chcę dojśc , bo nei wiem .

co kolwiek, byle zaczac,

ruszyc z tego zastoju.

 

Na poczatek terapia grupowa.

 

Obawy zawsze beda,

czy masz 20 czy 30 czy 40, a czy .......

zawsze.

 

 

dzieki .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ale jeszcze mam taki problem ze ja nawet kroku nie moge zrobic na terapie , boje sie na grube iść . wogole nie wiem czy sie odnajdę tam .

Mysl ze kazdy kto tam idzie ma podobne leki,

poszukaj grupy wsparcia niedaleko Ciebie.

Nawet jak nie do konca 'jej profil' trafiony,

najwazniejsze zeby przemalac sie i zaczac powoli zyc wsrod ludzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie zastanawiają kaleki,z porażeniem mózgowym oni gdyby mieli moje ciało ile by mogli,daje to do myślenia,aż mi głupio wstyd narzekać, człowiek jak fizycznie zdrowy ile może zrobić, sory to takie moje gdybanie

A tak w ogóle współczuję ludziom którzy cierpią w jakikolwiek sposób

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie zastanawiają kaleki,z porażeniem mózgowym oni gdyby mieli moje ciało ile by mogli,daje to do myślenia,aż mi głupio wstyd narzekać, człowiek jak fizycznie zdrowy ile może zrobić, sory to takie moje gdybanie

A tak w ogóle współczuję ludziom którzy cierpią w jakikolwiek sposób

Taka juz natura czlowieka,

ze najbardziej docenia rzeczy dopiero wtedy gdy je straci.

 

Ale i nad tym mozna u siebie pracowac :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

autorze odpiowiem ci poozniej na twoje pytanie bo mam identyko ale gorzej . teraz ide spac a jest 6 rano , spię do 18 . zamykam sie przed swiatem . nie wychodzę z domy . wiosna mnie dobiją że ludzie żyją cieszą się życiem a ja siedze w domu . boje sie wykonać 1 krok , boję się zmian ,analizuje wszystko do przodu . lubie spać bo wtedy nic nie czuję . mam 33 lata , nie mam rodziny,dzieci,dziewczyny . też mam tak że odrzuciłem wszystkich znajomych a chciałbym odnowić kontakty ale mam obawy po takim czasie . nie akceptuje siebie i swojego zachowania jak i wyglądu . szkoda gadać . już się pogodziłem z tym i ni chcialem tego rozdrapywac ale zobaczyłem twój wątek.

 

ps:psychiatra tez mi nie pomogl

 

tez mysle ze juz jest za pozno bo mam 33 lata . a ja mam się teraz dopiero uczyć życia dorosłego i wogole życia ??|

jaki mam zrobić 1 krok nie wiem , co zrobić,gdzie iść i czy to wogole ma sens i dokąd chcę dojśc , bo nei wiem .

 

nie piszcie ze jest za pozno. ja zaczelam zmieniac zycie w wieku 35 lat.i nie zaluje :D

wiodlam zycie takie jak wy bez celu i sensu, teraz działam w wolontariacie, studiuje psychologie

i dziekuje Bogu ze dal mi szanse...

 

Bog dla każdego ma jakas droge, uwierzcie.

 

a do autora-zalecam pojscie na terapie.najlepiej na grupowa, skoro czujesz nienawiść do ludzi.

wiesz ,rozumiem cie, swiat nie jest sprawiedliwy a niektórzy ludzie sa podli.ale nie wszyscy :P

trzeba cieszyc się każdym okruchem dobra, i dawac cos z siebie, choćby uśmiech...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zacząłem pisać odpowiedź, ale ją skasowałem. To nie ma sensu. To jest powielanie tej samej historii w kolejnym wątku. Nic z tego nie będzie. Jestem tchórzem. Boję się postawić ojcu. Boję się podejść do dziewczyny i zagadać. Zresztą, nawet jak podchodzę to od razu jestem spławiany. Lepiej płynąć z prądem. Lepiej przenieść swoje życie w świat gier video, kiedy w moim własnym życiu nie dzieje się nic ciekawego. Pieprzona wiosna i pieprzone lato... Zawsze o tej porze mam mega doła. Mogłaby powrócić zima. Zimą życie umiera, a wiosną wszystko budzi się do życia. Moje cierpienie (które wszyscy tak ochoczo kwestionują) nasila się wiosną.

 

Nie wiem nawet od czego miałbym zacząć. Jestem totalnie rozbity i wiem, że nic się nie zmieni. Nie wierzę w zmianę. Boję się zmiany. Próbowałem poszerzyć strefę komfortu i tylko się zbłaźniłem. Ciągle słyszę "uwierz w siebie". Nie rozumiem tych słów. W co mam uwierzyć? W to że będę normalnym człowiekiem? Nigdy nie będę normalny. Już za późno. Gdyby ktoś podjął odpowiednie kroki kiedy miałem ok. 14 lat, może dałoby się coś zrobić. Przegrałem gimnazjum, szkołę średnią i studia na które nigdy nie poszedłem. Nigdy nie miałem nikogo kto mógłby mi doradzić. Zawsze ukrywałem przed ludźmi (nawet przed najbliższą rodziną) że mam problemy. Nawet psychiatra mówi że nie jest w stanie mi pomóc. Jak mam wytrzymać kolejne pięć miesięcy do zimy? Gdyby nie ciężki kac po alkoholu, chyba zacząłbym znowu pić.

 

nie psychiatra, mój drogi, tylko psychoterapia.

najlepiej grupowa, jest na nfz za darmo.

 

tylko na terapie trzeba mieć odwage. masz ja?

 

żeby się zmierzyć ze sobą, z tym jaki naprawdę jesteś, uslyszec rzeczy

przykre i bolesne.i nie oczekuj cudow od razu.

i ty musisz bardzo chcieć się zmienić.

bardzo, bardzo chcieć.

 

chcesz żeby twoje cale zycie wygladalo tak jak teraz?

masz TYLKO 30 lat

 

powodzenia!

 

ps.i nie pij, to nie jest rozwiązanie

 

ps2. nie jesteś wcale taki beznadziejny, skoro pracujesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie też spotykają same złe rzeczy, zło zewsząd. A na dodatek wiem, że o nic w tym nie chodzi, nasze życie to kosmiczny przypadek bez znaczenia, a Boga nie ma.

Chetnie poznam Twoja obszerniejsza opinie na ten temat.

Bo chyba napisales tego bo tak, nie ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×