Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Naemo

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE) cz.II

Rekomendowane odpowiedzi

SrebraSowa ;) chyba tak. Może tam biedny ten PADOK :( i dlatego tam myślisz, że zaniedbany ? Daleko nie mam, to w końcu się muszę tam wybrać kiedyś. Może jutro.

 

Chojrakowa powiedz mu, żeby się odpierwiastkował ten cały K :twisted:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pokłóciłam się dzisiaj z przyjaciółkami przez Messengera i się cała trzęsłam potem :roll: Trochę dziwnie, bo nie byłam wkurzona tak po prostu, tylko po prostu zdenerwowana i zestresowana może nawet, ale ciało reagowało jak przy dużym wkurzeniu. To dzięki stabilizatorowi?

Ale jeszcze w ten poniedziałek i byłam rozdygotana i wściekła na typa, który palił przy mnie na przystanku i na babcie i wujka i już czułam potrzebę jakoś rozładowania tego, zniszczenia czegoś czy coś.

Po prostu różne poziomy złości?

Rozróżniam ze złości tylko zirytowanie, reszta jest taka sama. A wy jak?

 

Chojrakowa, pomyśl sobie, że wczoraj nie miałaś wyrzutów sumienia, a wczoraj to prawie dzisiaj, czyli można jeszcze zaliczyć do cheat daya i tłustego czwartku?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Naemo, miałam. Tylko przez te wyrzuty sumienia ćwiczyłam do 23... :roll: To dzika nienawiść do samej siebie, autodestrukcja poziom max, nie do okiełznania. Nienawidzę tego stanu.

Ja często reaguję złością w stanach napięcia albo lęku. I zwykle od irytacji do wybuchu agresji mija jedna nanosekunda.

 

Zrobiłam 10km, lepiej mi. Mam pewne postanowienia nawet.

Dopiję piwo, wezmę prysznic, zapalę sobie. Siedzę sama i nieźle mi z tym, jestem zmęczona i to bardzo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ehh... Też mam problem z jedzeniem. Od dłuższego czasu nie mam ochoty by jeść, zresztą nie odczuwam głodu. Mąż zmusza mnie abym coś zjadła. Szkoda, że nie idzie to w parze z wagą i sylwetką. Jestem strasznie gruba i wyglądam jak wieloryb.

Widzę że nie tylko ja mam problem z zębami. Rok temu załączył mi się bruksizm i podobno strasznie zgrzytam zębami w nocy podczas snu. Odreagowuje stres dnia codziennego w ten sposób. Przynajmniej tak mi się zdaje.

Dzisiaj moje samopoczucie trochę lepsze aniżeli ostatnio, jednak nie jest ono jeszcze takie jakie bym chciała osiągnąć. Motywacji do życia dalej nie ma. Z utęsknieniem na nią czekam. Jedyny plus dzisiejszego dnia to taki, ze nie spędziłam go leżąc w łóżku, a siedząc na kanapie. No i dotarłam do pracy. Dalej doskwiera mi obojętność, przygnębienie i ta cholerna pustka. Przydałby się jakiś bodziec, który napędzi mnie do działania. Brak adrenaliny. Nicość. Pustka. Brak istnienia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właśnie się obudziłam z poczuciem odrealnienia. Dosłownie jakiś matrix. Znów tracę swoją tożsamość. Zastanawiam się kim jestem i co jest grane. Zero uczuć. Jakbym nie istniała. Wszystko wydaje się takie obce. Zawieszenie, jakbym była w innej rzeczywistości. Totalny chaos w głowie. Znów pojawia się ten cholerny lęk i poczucie odchodzenia od zmysłów. Zaczynam tracić kontakt z rzeczywistością. Strach zagłusza racjonalne myślenie. Nie potrafię okiełznać tego wszystkiego. Rozdrażnienie i niepewność zaczyna towarzyszyć. Jestem przerażona jak kilkuletnie dziecko

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam dosyć. Nie daję już rady. Znów nie poszlam dzisiaj do pracy. Znów cały dzień przelezalam w łóżku. Znów dopadły mnie lęki. Czuję że postradalam zmysły, zaczynam wariować. Wszystko mnie denerwuje i wpadam we wściekłość. Roznosi mnie od środka. Boję się, że stracę nad sobą całkowitą kontrolę i zamkną mnie w wariatkowie. Nie chcę tak żyć, nie potrafię dłużej udawać że jest w porządku. Zaczynam znów toczyć walkę z samą sobą. Chcę umrzeć. Zakończyć ten żywot. Nie czuć. Nie myśleć. Nie cierpieć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

19ruda87 bierzesz jakieś leki? A wariatkowo to nie jest wcale straszna i najgorsza opcja :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Naemo biorę leki. W szpitalu byłam 3 razy 15 lat temu i nigdy więcej nie zamierzam tam trafić.

Właśnie się przebudzilam z poczuciem dezorientacji, zmieszania. Musiało minąć troszkę czasu abym zrozumiała gdzie jestem i co jest grane. Miałam ostry sen, jakby wszystko wydarzyło się w realnym świecie. Śniło mi się, że zostałam zgwałcona przez diabła. Było mnóstwo dziwnych sytuacji, nierealnych. Oprócz gwałtu, wszystko bylo jak dejavu. Mam wrażenie że to kiedyś mi się już śniło. Dziwne to wszystko. Dosłownie jakiś matrix, halucynacje. Chyba za dużo afobamu zjadłam na wieczór. Staram się teraz dojść do siebie i zrozumieć co i jak. Masakra jakaś. Czuję się jak pod wpływem środków halucogennych. Magiczny świat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ruda, na moje to pędem do psychiatry. Oddalasz się od rzeczywistości galopem, trzeba to zatrzymać.

 

Boli mnie głowa. Jestem zmęczona jak pies, mimo że weekend. Robię dobrą minę do zlej gry sama przed sobą. Tak nie wygląda warrior jak ja wyglądam dziś. Jak ja wyglądam i myślę ostatnio.

Pogoda pod psem, ide się przejść.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W szpitalu byłam 3 razy 15 lat temu i nigdy więcej nie zamierzam tam trafić.

Są dwie możliwości:

1. Miałaś pecha

2. W końcu to było 15 lat temu

 

Znaczy nie chwalę szpitali, ale żeby było tak tragicznie to dla mnie nie jest. Jeśli pobyt tam Ci nie pomaga, to zawsze mogą szybciej Ci wprowadzić leki, które pomogą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chojrakowa, juz jest troszke lepiej, choc dezorientacja dalej mi towarzyszy. Tak samo poczucie wycofania, obojętności. Musialam chyba przegiac z afobamem, stad te halucynacje. Masakra jakas. Obym szybko doszla do siebie. Fakt faktem lecze sie na wlasna reke. Od psychiatry trzymam się z daleka. Mam złe doświadczenia z okresu dojrzewania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ruda, Twój argument dotyczący omijania psychiatry szerokim łukiem jest co najmniej słaby, zastanów się. To nawet nie brzmi logicznie. Jesteś dorosła, idź do lekarza i spróbuj sobie pomóc - o ile pomóc sobie chcesz. Możesz zawsze poczekać aż Twój stan osiągnie apogeum (prędzej czy później) i wtedy szpital welcome to. Ale po co? Wolna jesteś, chyba najlepiej jeśli tak zostanie. Każdy potrzebuje czego innego, zastanów się tylko, czego chcesz.

 

Ja mam gówniany stan, nie chce mi się pisać nawet bo to bez sensu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właśnie wróciłam z rozmowy u rodziców. Podjęli interwencję, bo widzą że coś ze mną nie tak od dłuższego czasu. Zresztą mąż na mnie doniósł, ze wiecznie śpię i wszystkie obowiązki spadły na niego. Naskoczyli na mnie i wprawili mnie w jeszcze gorszy nastrój. Zresztą nie powiedzieli nic czego nie wiedziałam. Uświadomiłam sobie jakim ciężarem jestem dla rodziny. Wszystkim było by lepiej beze mnie. Byliby szczęśliwsi.

Zrobiło się mi przykro. Nawet się popłakałam, co u mnie jest rzadkością. Dla wszystkich to takie proste mówić "weź się w garść". Chciałabym ale nie potrafię...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po pierwsze rodzice zawsze kochają swoje dzieci i każdy rodzic przeżyłby traumę gdyby jego dziecko się zabiło, a po drugie mąż na pewno nie byłby szczęśliwszy bez Ciebie bo sie z Tobą nie rozwiódł.

Idź do lekarza.

Chyba, że widzisz jakieś inne rozwiązanie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jedynym rozwiązaniem na ten moment to samobójstwo. Nie potrafię odnaleźć się. Nie mam siły by żyć. Wszystkim tylko zawadzam. Nie widzę sensu życia. Do niczego się nie nadaje. Każdy przeze mnie cierpi. Dzięki mojemu odejściu, odzyskali by spokój, zwrocilabym im wolność. Jedynie syn trzyma mnie przy życiu. Dzięki niemu jeszcze jestem na tym świecie i dla niego staram się walczyć. Chcę patrzeć jak dorasta. Jest moją małą iskierką, promykiem nadziei.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No dobra, to teraz wyobraź sobie, że jesteś dzieckiem i Twoja mama nagle popełnia samobójstwo.

 

Masz MILION rozwiązań, piszemy Ci jakie cały czas.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sprzeczności:

Samobójstwo to jedyne co

I w życiu, nigdy, samobójstwo bo syn

 

Z czego wynika, że samobójstwo to nie jest rozwiazanie a na pewno nie jedyne!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdyby nie syn to juz dawno by mnie tu nie było. Myślę o śmierci i chciałabym juz mieć to za sobą. Ale nie potrafię tego zrobić ze względu na dziecko. On mnie powstrzymuje. Ja wiem że mnóstwo we mnie sprzeczności i konfliktów wewnętrznych. Mam nadzieję że ten stan w końcu minie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Idź do lekarza, nie możesz sobie z tym poradzić, więc pozwól sobie pomóc.

 

I może spróbujesz szczerze porozmawiać z rodziną? Powiedzieć mężowi, że bardzo słąbo się czujesz psychicznie i opowiedzieć mu w miarę możliwości o swoich stanach i że nie dajesz sobie rady i że czujesz się dla nich ciężarem itd itd...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Naemo, próbowałam rozmawiać z mężem i rodziną na ten temat. Ale nic istotnego z tego nie wynikło. Uważają że powinnam wziąć się w końcu w garść. Dla nich to fanaberia, mój wymysł. Nie rozumieją mnie i nie potrafią wesprzeć. Mąż jest już zmęczony tą całą sytuacją. Nie ma ze mnie pożytku. Jestem dla niego ciężarem. Widzę jak się przy mnie męczy i mam z tego jeszcze większe poczucie winy. Oddalilismy się od siebie. Tak naprawdę jestem z tym wszystkim sama. Wspomniałam dzisiaj o ewentualnej hospitalizacji to stwierdził razem z moimi rodzicami że to nic mi nie da i że to będzie ucieczka od życia. Wszyscy uważają ze powinnam sobie sama pomóc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może przerwa od życia to właśnie to czego potrzebujesz. To nie ich decyzja (i zycie) tylko Twoja. To ty wiesz najlepiej. Decyduj, jesteś dorosła.

 

Ja kolejny dzien rano wstaje z lękiem, napięciem i smutkiem. Jestem zrezygnowana i nie mogę nic z tym zrobić, męczy mnie to. To się na pewno nie bierze z niczego ale ucieszyłaby mnie chociaż chwilowa ulga, serio.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chojrakowa, ja wiem ze to moje życie i moja decyzja. Z tym ze to nie takie proste. Jeśli nie zrobię tego czego oni ode mnie oczekują, to spotkam się z krytyką i wiecznym niezadowoleniem z ich strony.

Dzisiaj się troszkę lepiej czuję. Nawet się zmobilizowałam i obiad ugotowałam, pranie zrobiłam i zaraz do pracy idę.

Mam nadzieję że to był przejściowy stan.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jesteś zobowiązana do spełniania niczyich oczekiwań. Nadrzędne jest teraz zadbanie o siebie. Każdy stan jest przejściowy w naszym świecie, dzięki Bogu.

 

Mam całe usta w opryszczkach i znów zjada mnie grzyb. Troche stresu&napięcia i zaczynam się sypać, sic.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie była awantura w domu, do tej pory bolą mnie płuca ze stresu ;c

 

I denerwują mnie przyjaciółki, bo jak zwykle zakładają, że nie umiem myśleć, ale już nic nie mówię, bo raz już była o tym rozmowa [Ja: jestem niewyspana (coś w tym stylu), one: to idź wcześniej spać. I na to się zdenerwowałam.], ale one nie widzą nic w tym złego i ja wiem, że intencje mają dobre i że wolą tak niż nic nie powiedzieć, ale i tak... Biorąc to na logikę jest okej, ale emocje idą swoim własnym torem.

Teraz było a propos tego, że jestem chora. Zawsze, chociaż nie mam powodu, czuję się jakbym im się tłumaczyła [bo coś zrobiłam złego].

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Naemo, a co Ty byś właściwie chciała usłyszeć? Zastanawiałaś się?

 

Poćwiczyłam (drugi głos wrzeszczy: ZA MAŁO!), jadłam przyzwoicie i zdrowo (ZA DUŻO!) i jestem nieco spokojniejsza niż rano. No nie pamiętam tak smutnego, pozbawionego sensu, przepełnionego lękiem i złością dnia. Ale minął, jak wszystko.

Muszę zadbać o siebie bo znów, nie wiadomo kiedy, zupełnie się zgubiłam i zapomniałam.

 

Ruda, odbiór.

Gdzie Wszyscy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×